Bajka o Polsce, co Nord Stream 2 nie chciała

Bajka o Polsce, co Nord Stream 2 nie chciała

Spór o Nord Stream 2 jest na tyle ważny, że z różnych kierunków znów wraca przekaz o Polsce, która nie chciała u siebie gazociągu z Rosji i jest sobie sama winna, że powstaje w Niemczech. To nieprawda. Warto przypomnieć fakty oraz pokazać jak Gazprom manipuluje opinią publiczną w Europie – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Nord Stream 2 nie jest w interesie Polski

– Po zainstalowaniu Nord Stream 2 będziemy otrzymywali gaz z Niemiec. Gdyby Gazprom chciał zrobić Polsce jakąś przykrość to nie będzie mógł, bo musi przesyłać gaz do Europy Zachodniej – mówi prof. Grzegorz Lewicki w Rzeczpospolitej. To nie jest prawda: Polska jest w Europie Środkowo-Wschodniej. NS2 ją omija. Nie wzmacnia jej bezpieczeństwa. Nord Stream 2 nie jest dla Polski takim problemem jak dla Ukrainy tylko dlatego, że mamy alternatywę w postaci LNG a niebawem Baltic Pipe ciężko wypracowaną przez kilka kadencji. Pozostaje problemem politycznym, rynkowym, prawnym i nie tylko. Nord Stream 2 nadal się nam nie opłaca, a według ośrodka analitycznego Bruegel ten projekt może podnieść, a nie obniżyć ceny gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Wąskie gardła dostępu Europy Środkowo-Wschodniej do rynku Europy Zachodniej sprawi, że będzie jej trudniej sięgnąć po gaz z Rosji z Niemiec niż ściągać go bezpośrednio przez dotychczasową infrastrukturę, a co za tym idzie, mogą wzrosnąć ceny dostaw.

To Rosja nie chciała drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego

Bajki o tym, że Polska mogła w takim razie włączyć się w Nord Stream 2, żeby jej nie omijał bazują na niewiedzy o tym, że ta ustaliła w latach dziewięćdziesiątych z Rosją rozbudowę Gazociąg Jamalski i to Rosjanie się z niej nie wywiązali. Jaki partner, taka wiarygodność – od lat. Przez Polskę biegnie już odcinek Gazociągu Jamalskiego (Jamał-Europa), którego budowa zakończyła się we wrześniu 1999 roku i w dokumentach zakładana była budowa drugiej nitki. Polacy popierali ten pomysł, ale to strona rosyjska nie chciała go kontynuować. Być może dlatego, że w 2001 roku Polacy zdecydowali się na budowę gazociągu z Norwegii. Wtedy mogła zapaść decyzja Rosji o ominięciu Polski w dostawach do Europy poprzez budowę gazociągu Nord Stream do Niemiec, bo w 2005 roku doszło do porozumienia BASF-E.on-Gazprom w tej sprawie. Rezygnacja z budowy drugiej nitki Jamału została oficjalnie ogłoszona w listopadzie 2007 roku. Nie byłby to problem dla Polski, która zamierzała sięgnąć po alternatywę norweską, gdyby nie fakt, że zrezygnował z niej rząd Leszka Millera. Tymczasem budowa Nord Stream doszła do skutku cztery lata później.

Pomysł drugiej nitki gazociągu z Rosji do Polski wrócił wraz z tak zwaną „pieremyczką” w 2013 roku. Rosjanie zachęcali Polaków do rozmów o drugiej nitce Jamału po nowym szlaku przez Polskę na Słowację. Możliwość podpisania takiego kontraktu zasugerował prezydent Władimir Putin w rozmowie z prezesem Gazpromu Aleksiejem Millerem w wyreżyserowanej rozmowie, której stenogram opublikowano na stronie. Polacy zareagowali na przynętę. PGNiG podpisał memorandum o ocenie opłacalności Pieremyczkę i sprawa skończyła się odwołaniem ministra skarbu państwa Mikołaja Budzanowskiego oraz prezes PGNiG Grażyny Piotrowskiej-Oliwy, bo ówczesny premier Donald Tusk miał dowiedzieć się o inicjatywie spółki gazowej w tej sprawie z mediów. Sprawa wymaga dalszego badania, bo szlak Pieremyczki biegł w pobliżu instalacji Grupy Azoty, która była celem wrogiego przejęcia w poprzedniej dekadzie. Tymczasem spór o Pieremyczkę spowodował kryzys w rządzie polskim i tak mogą działać kolejne przynęty rosyjskie tego typu. Natomiast opowieść o Polsce, która nie chciała gazociągu z Rosji jest nieprawdziwa i ma przekonać opinię publiczną o braku racjonalności stanowiska polskiego oraz ugodowej postawie Gazpromu.

Najlepsza puenta opowieści o Polsce, która Nord Stream 2 nie chciała to plan wykorzystania Gazociągu Jamalskiego do dostaw LNG oraz surowca norweskiego z Baltic Pipe i potraktowania go jako część infrastruktury krajowej. Jeżeli Rosjanie osuszą Jamał, jego moc posłuży polskim interesom. Jeśli nie, będą mogli go używać w sposób cywilizowany, w drodze aukcji zgodnych z przepisami europejskimi.

Jak manipuluje Gazprom?

W rzeczywistości Rosjanie prowadzą politykę informacyjną służącą forsowaniu projektów jak Nord Stream 2, które potem mogą posłużyć do wrogiej polityki zagranicznej Kremla. Miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze, biorąc udział online w konferencji INTERENEF w Splicie w Chorwacji. Zostałem zaproszony do panelu z udziałem przedstawiciela ambasady RP w Zagrzebiu Bartosza Marcinkowskiego, Roberta Bosnjaka z chorwackiego Plinacro oraz Witalija Jermakowa z Oxford Institute for Energy Studies. W ostatniej chwili do debaty zostali zaproszeni dwaj przedstawiciele ambasady rosyjskiej, Władimir Prohorow (zastępca ambasadora) oraz Wladimir Iwanow (doradca do spraw ekonomicznych), o czym dowiedziałem się w trakcie panelu. Dyskusja była interesująca. Rosjanie z przedstawicielem Oxford Institute for Energy Studies włącznie przedstawiali argumenty znane z przekazu mediów propagandowych Kremla jak Sputnik, oskarżając między innymi Polskę o to, że jej zachowanie w sprawie Nord Stream 2 jest „niekulturalne”, bo próbuje dyktować Niemcom politykę energetyczną. Nie odnieśli się do faktu, że kraje Unii Europejskiej koordynują tę politykę zgodnie z zasadą solidarności energetycznej, której przeczą unilateralne projekty z Gazpromem, jak Nord Stream 2. Wisienką na torcie było pytanie z sali zadane przez obywatelkę Bośni i Hercegowiny, która oskarżyła uczestników debaty z Polski o „emocjonalny ton” oraz poprosiła o zdanie podsumowania przedstawicieli ambasady rosyjskiej. Ci mieli kilka minut na powtórzenie tez rosyjskich bez interwencji moderatora. Po debacie udało się ustalić, że pani z Bośni i Hercegowiny w przeszłości przez dziesięć lat pracowała w…Gazpromie. Tak wygląda debata publiczna o gazie z Rosjanami.

Ostatnia szarża Republikanów na Nord Stream 2 i rekord cen gazu w Europie przez Gazprom

W czasie kiedy przeciwnicy Nord Stream 2 w USA podejmują ostatnie kroki na rzecz zatrzymania tego projektu przed ukończeniem budowy, w Europie nastąpił rekord cen gazu między innymi przez politykę Gazpromu, która może zmierzać do wymuszenia startu dostaw przez tę magistralę.

Senatorzy republikańscy zamierzają blokować kandydatury dwóch urzędników Departamentu Skarbu do czasu zmiany stanowiska administracji Joe Bidena w sprawie gazociągu Nord Stream 2. Jego budowa jest na finiszu ale ponadpartyjna grupa w parlamencie USA uważa, że jeszcze można ją zatrzymać.

List dwunastu senatorów USA z Partii Republikańskiej do senackiej komisji bankowej to ostrzeżenie. – Gazociąg Nord Stream 2 bezpośrednio szkodzi interesom bezpieczeństwa narodowego USA, naszych sojuszników i partnerów – napisali do sekretarz skarbu Janet Jellen. – Ten projekt wzmocni szkodliwy wpływ Władimira Putina w Europie, zdestabilizuje wrażliwe bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy i przyczyni się do dalszej agresji rosyjskiej – dodają.

Senatorowie domagają się wdrożenia sankcji na mocy ustawy CAATSA, bo w innym wypadku będą blokować kandydatury Briana Nelsona oraz Elisabeth Rosenberg na stanowiska w Departamencie Stanu związane z polityką restrykcji. To odpowiedź na deklarację USA-Niemcy o Nord Stream 2 z 21 lipca zawierającą zapowiedzi wsparcia Ukrainy, Trójmorza i krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz niekonkretną obietnicę sankcji wobec Rosji, jeżeli użyje spornego gazociągu jako broni politycznej.

Podobna blokada nastąpiła w marcu 2021 roku, kiedy senator Ted Cruz blokował kandydatury Wendy Sherman na podsekretarza stanu oraz Williama Burnsa na szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej. Ostatecznie Senat przyjął te kandydatury. Według nieoficjalnych informacji Cruz blokował także 13 urzędników wyznaczonych na stanowiska w Departamencie Stanu, a wszystko przez Nord Stream 2. Deklaracja USA-Niemcy jest krytykowana na Ukrainie oraz w Polsce, tymczasem ma ich w znacznym stopniu dotyczyć.

Tymczasem ceny gazu w Europie rosną do rekordowych poziomów. Kommiersant podaje, że niechęć Gazpromu do zwiększenia dostaw gazu przez Ukrainę wywołała wzrost cen na kontynencie do blisko 500 dolarów za 1000 m sześc., który nie powinien się zakończyć przed końcem roku i sezonem grzewczym przez wysokie zapotrzebowanie w Azji oraz małe zapasy w Europie.

Gazprom po raz kolejny odmówił rezerwacji dodatkowych mocy przesyłowych w gazociągach na Ukrainie, o czym informował BiznesAlert.pl. Wywołał kolejny wzrost cen, które sięgają na giełdzie TTF w Holandii 484 dolary za 1000 m sześc. (39 euro za megawatogodzinę). Kontrakty futures na dostawy  sierpniowe podrożały o 5,3 procent do 491 dolarów za 1000 m sześc. (39,6 euro za megawatogodzinę). Kontrakty grudniowe kosztują 39,2 euro a styczniowe 38,975 euro.

Dostawy LNG do Europy spadają przez rosnące zapotrzebowanie w Azji. Kontynent odebrał o 12 procent, czyli około miliard metrów sześciennych, mniej LNG od początku lipca niż czerwcu i o 22 procent mniej, niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Ceny azjatyckie są jeszcze wyższe, a różnica wynosi około dwóch dolarów za mmbtu, czyli 70 dolarów za 1000 m sześc. W tym samym czasie zapasy gazu w magazynach europejskich sięgają 55 procent ich pojemności w porównaniu z 80 procentami rok temu w tym samym czasie.

Zdaniem Siergieja Kapitonowa cytowanego przez Kommiersant ceny spadną tylko dzięki spadkowi cen LNG w Azji i wzrostowi importu do Europy albo zwiększeniu dostaw gazu Gazpromu przez Ukrainę. Marian Belowa z Vygon Consulting twierdzi, że ceny nie spadną przed sezonem grzewczym przez niskie zapasy i spadek dostaw LNG, tymczasem anomalie pogodowe jak atak zimy na początku 2021 roku, mogą pogorszyć sytuację.

BiznesAlert.pl ostrzegał w przeszłości, a obecnie piszą o tym oficjalnie media na całym świecie, że Gazprom może użyć wysokich cen gazu do wymuszenia jak najszybszego startu dostaw przez Nord Stream 2 po ukończeniu budowy.

Kommiersant/RBK/Wojciech Jakóbik

LNG to nadzieja PGNiG u kresu historii, który może nie nastąpić

PGNiG rozbudowuje portfolio kontraktów LNG po to, by mieć specjalizację pozwalającą mu utrzymać przewagę po liberalizacji rynku gazu w Polsce. Zawirowania wokół kontraktów w USA nie zagrożą tym planom, ale przyspieszająca polityka klimatyczna już tak. Z kolei polityka gazowa Rosji sprawia, że PGNiG może pozostać ważnym instrumentem bezpieczeństwa energetycznego – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Zawirowania wokół umów na LNG z USA

Ostatnie zawirowania wokół umów gazowych z Amerykanami są okazją do dywagacji na temat roli LNG w polityce spółki PGNiG. Polacy musieli anulować umowę na dostawy z opóźnionego terminalu Port Arthur LNG, w sprawie którego nie została wciąż podjęta ostateczna decyzja inwestycyjna. Stracili 2 mln ton LNG, które uzupełnili w aneksie do umowy z firmami Venture Global LNG. Rozważają jeszcze pozyskanie gazu Sempra LNG z innych instalacji. Wciąż możliwe są zakupy od innych dostawców, którzy już czekają w kolejce jak Tellurian, który nie załapał się na kontrakt w 2018 roku.

Umowy do handlu globalnego a dostawy do Polski

Według Lloyd’s List Intelligence w pierwszej połowie 2021 roku gazowce na świecie przewiozły prawie 200 mln ton LNG. Nadpodaż tego paliwa na rynku sprawiła, że nowe moce regazyfikacyjne, czyli po ludzku kolejne gazoporty zaczęły pojawiać się coraz wolniej. Widać to na porównaniu wzrostu zapotrzebowania oraz nowych mocy LNG na świecie agencji Fitch Ratings. Ilość nowych mocy spadła wraz z nasyceniem nim rynku. Inwestorzy uznali, że nie potrzeba ich do realizacji dostaw. Port Arthur LNG firmy Sempra LNG to ofiara tego stanu rzeczy. Dopiero znaczne odrodzenie zapotrzebowania na gaz może odwrócić ten trend, a rekordy cen w Azji oraz Europie uprawdopodabniają ten scenariusz. Jednakże okres pandemii może zmniejszyć apetyt inwestorów na ryzyko i o nowe terminale będzie nadal trudniej. Mimo to PGNiG chce stać się graczem handlu LNG na potrzeby importu do Polski, która będzie stabilnie zwiększać zapotrzebowanie na gaz (według Gaz-System o 50 procent do 2030 roku), ale także do handlu globalnego. Klauzule free on board we wspomnianych umowach z Amerykanami, w odróżnieniu od delivery ex ship z kontraktu PGNiG-Cheneire, zrzucają odpowiedzialność za ładunek na odbiorcę, a razem z nim ryzyko cenowe. W ten sposób pozwalają zarabiać na marży przy reeksporcie do Azji w warunkach sprzyjających takiemu ruchowi jak obecne, ale nie dają sztywnej ceny jak kontrakt z Cheniere, który sprawia, że nawet przy wzroście cen LNG na świecie, Polacy otrzymają ładunek w cenie zakontraktowanej z góry, bo to Amerykanie będą brali na siebie ryzyko.

LNG to przyszłość PGNiG w razie liberalizacji

PGNiG potrzebuje rosnącego portfolio LNG, aby odróżnić się od innych firm gazowych na rynku w Polsce, które siłą rzeczy będą odbijać mu klientów w okresie liberalizacji rynku gazu. Wówczas handel gazem skroplonym może stać się specjalnością spółki z ul. Kasprzaka w Warszawie, oprócz innych nowych branż jak biometan i wodór. Jeżeli PGNiG utraci obecną pozycję na rynku wraz z luzowaniem a potem usunięciem ustawy o zapasach oraz zakończeniem kontraktu jamalskiego w drugiej dekadzie tego wieku, będzie miał wyjście na rynek globalny z portfolio LNG i perspektywę handlu niczym najwięksi gracze jak Shell czy BP. Do rozstrzygnięcia pozostaje, czy PGNiG powinien kupować gazowce na potrzeby rozwoju dostaw. Póki co woli je czarterować. Knutsen OAS Shipping dostarczy w sumie cztery tankowce LNG do 2024 roku. To ważna cezura po zakończeniu kontraktu jamalskiego (2022) oraz potencjalnej liberalizacji rynku gazu (2023).

Koniec historii może nie nastąpić

Najnowszy czynnik, który może mieć wpływ na te plany to przyspieszająca polityka klimatyczna Unii Europejskiej, która obciąża już nie tylko węgiel, ale i gaz. Dostawy LNG będą musiały w coraz większym stopniu być rekompensowane redukcją emisji, na przykład poprzez dodatkowe inwestycje wzorem francuskiego Totalu (offset). Możliwy jest także wychwyt emisji CO2 oraz metanu podnoszący koszt dostaw LNG. Kolejna opcja to dostawy wodoru, biometanu i amoniaku z pomocą gazowców. To jednak pieśń przyszłości. Póki co jednak względy bezpieczeństwa dostaw mogą sprawić, że liberalizacja rynku gazu w Polsce odwlecze się w przyszłość. Warto pamiętać, że rekordowe ceny gazu w Europie to miedzy innymi sprawka rosyjskiego Gazpromu, który może je windować w celu promocji Nord Stream 2. Tymczasem ta nowa rura Władimira Putina, może ugruntować pozycję Gazpromu w Europie Środkowo-Wschodniej wbrew trendowi dywersyfikacji i podnieść ceny przez walkę regionu o dostawy przez Niemcy zamiast je obniżać. PGNiG może być nadal przydatnym narzędziem polityki gazowej Polski w odpowiedzi na te wyzwania.

Nord Stream 2 nie jest dla Polski „zagrożeniem egzystencjalnym”, bo ma alternatywę

Wojciech Jakóbik z Collegium Civitas wskazuje, że NS2 nie jest dla Polski „zagrożeniem egzystencjalnym”, bo mamy alternatywę: terminal LNG, który będzie rozbudowany, gazociąg Baltic Pipe czy pływający terminal LNG. Ekspert zauważa jednak, że problem rynkowy pozostaje, czyli możliwy wzrost cen w regionie, zwłaszcza jeśli Moskwa będzie grać gazem przed sezonem grzewczym. Jakóbik przyznał, że nie da się oznaczyć gazu z NS2 w gazociągach, więc będzie on krążył w całym systemie europejskim.

– Zmniejszyliśmy do minimum zakupy przez kontrakt jamalski do 8–9 mld m sześc., ale 1–2 mld m sześc. kupujemy z giełdy niemieckiej. Jeżeli więc będzie na niej gaz z NS2, prawdopodobnie trafi też na rynek polski. Najważniejsze, by nie być zmuszonym do podpisania długoterminowego i szkodliwego kontraktu, jakim był kontrakt jamalski – podkreśla ekspert.

Źródło: biznes.gazetaprawna.pl

Atom z Obwodu bez przewodu promowany z innego powodu

Dostawy energii z Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej do Polski wymagałyby budowy połączenia elektroenergetycznego, które nie ma i prawdopodobnie nie będzie miało poparcia politycznego w Polsce. Jednak Rosjanie mogą lobbować w Europie za przewodem do Obwodu z innego powodu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Atom z Obwodu bez przewodu

Pomysł zaangażowania polskiego ZE PAK należącego do Zygmunta Solorza-Żaka w projekt atomu w Obwodzie Królewieckim jest zły z punktu widzenia bezpieczeństwa oraz polityki zagranicznej Polski, o czym pisał Mariusz Marszałkowski. Ten projekt jest jednak również mało realny z innych względów. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski tłumaczył, że polskie prawo energetyczne pozwala przyłączać do sieci jedynie elektrownie powstające w oparciu o polskie przepisy.

Nie oznacza to jednak, że nie mogłoby powstać połączenie elektroenergetyczne z Obwodu Królewieckiego pozwalające sprowadzać energię z Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej. Do tego potrzebna byłaby jednak wola polityczna, bo tak zwany most energetyczny z Kaliningradu testowany w historii III Rzeczpospolitej kilkukrotnie, wymagałby porozumień bilateralnych Polski oraz Federacji Rosyjskiej oraz operatorów Polskich Sieci Elektroenergetycznych oraz rosyjskiego odpowiednika Rosseti (FGC UES. Nie ma klimatu politycznego w Warszawie dla takiego rozwiązania.

Rozmowy ZE PAK o imporcie energii mogą mieć źródło w problemach z wysokimi cenami w Polsce. Odpowiedź tej firmy to inwestycja w Odnawialne Źródła Energii ora zielony wodór. Sprowadzi pierwsze elektrolizery do Polski. Mogą być zasilane przez wspomniane źródła odnawialne, ale także atom, który może powstać w Pątnowie, jako jednej z potencjalnych lokalizacji. Program Polskiej Energetyki Jądrowej zakłada budowę do sześciu reaktorów, które mogą być zlokalizowane w dwóch lub trzech obiektach w zależności od technologii. Pierwsze ma być Pomorze, potem – być może – Bełchatów, a następnie Pątnów. Atom w Wielkopolsce mógłby także zasilać elektrolizery Solorza-Żaka. Warto nadmienić, że Rosjanie także będą promować wodór z ich atomu w Unii Europejskiej. Fioletowy wodór będzie zero lub niskoemisyjny, ale ten pochodzący z Rosji – jak zwykle w historii – rodzi zagrożenia bezpieczeństwa dostaw oraz uzależnienia od kolejnego surowca rosyjskiego. Lepsza alternatywa to polski wodór fioletowy powstający obok Programu Polskiej Energetyki Jądrowej.

Temat atomu z Obwodu Królewieckiego jest na tyle niezręczny, że mało kto chce go komentować pod nazwiskiem. Przedstawiciele rządu nie chcą przydawać znaczenia temu pomysłowi traktowanemu przez część z nich jako wrzutka niewiadomego pochodzenia. Jedno ze źródeł BiznesAlert.pl w rządzie przekonuje, że nie ma mowy o moście energetycznym z Obwodu, tym bardziej w obliczu synchronizacji państw bałtyckich z systemem kontynentalnym przez Polskę za pomocą kabla podmorskiego HVDC Harmony Link. Usunięcie bałtyckiej wyspy energetycznej może sprawić, że eksklawa rosyjska się nią stanie, okrążona europejskim systemem działającym w innej częstotliwości. Inne źródło twierdzi, że rozmowy rządu z inwestorami nie doprowadziły do żadnych ustaleń w tej sprawie. Rozmówcy z sektora prywatnego twierdzą, że być może ktoś chciał wepchnąć ZE PAK na minę.

Inna przyczyna promocji atomu z Obwodu

Zakusy Rosjan na współpracę elektroenergetyczną z Europejczykami mogą być próbą otwarcia dyskusji o przyszłości Obwodu Królewieckiego. Rosjanie mogą w przyszłości domagać się na przykład jego synchronizacji z Unią, o ile nie zdołają zapewnić mu samowystarczalności energetycznej. Ta będzie możliwa dzięki rozwojowi energetyki gazowej. Prezydent Władimir Putin przekonywał jeszcze w 2019 roku, że Elektrownia Pregolsky (gazowa) oddana wówczas do użytku da Obwodowi sumaryczną moc wytwórczą jednego gigawata, która wystarczy Kaliningradowi do samowystarczalności. Z tego względu Bałtycka Elektrownia Jądrowa jest postrzegana jako produkt eksportowy podobny do Elektrowni Ostrowiec na Białorusi, będącej przedmiotem dyskusji państw bałtyckich. Litwa oskarża Rosjan o wykorzystanie jej do utrudniania procesu synchronizacji oraz powstawania nierosyjskich źródeł energii pozwalających uniezależnić kraje bałtyckie od importu z Rosji. Warto przypomnieć, że atom z Obwodu był już promowany jako alternatywa do Elektrowni Visaginas na Litwie oraz polskiego projektu jądrowego. Pomysł obniżenia kosztów synchronizacji państw bałtyckich z systemem europejskim poprzez przyłączenie ich do elektrowni jądrowej w Obwodzie padł jeszcze w 2014 roku z ust doradcy obiektu, niemieckiego eksperta Rudolfa Dolzera. Bałtycka Elektrownia Jądrowa już była i może być ponownie narzędziem polityki Kremla.

Potencjalny partner atomu w Polsce z Francji ma problemy z reformą

Working on the northern roundabout – March ’15

Financial Times podaje, że francuski EDF zainteresowany budową elektrowni jądrowych w Polsce, ma problem z restrukturyzacją przez przedłużające się rozmowy z Komisją Europejską, które mogą trwać nawet do wyborów prezydenckich we Francji w kwietniu 2022 roku.

Reforma ma nazwę Projekt Herkules. Zakłada zapewnienie EDF środków do inwestycji w energetykę jądrową i odnawialną między innymi dzięki zmianie mechanizmu sprzedaży energii z elektrowni jądrowych we Francji oraz podwyżkę cen. Powstałaby wówczas spółka-córka EDF Bleu z aktywami jądrowymi oraz EDF Vert z odnawialnymi. Komisja Europejska musi zatwierdzić to rozwiązanie jako zgodne z przepisami o pomocy publicznej, ale rozmowy przeciągają się przez zastrzeżenia Komisji Europejskiej do współpracy nowych podmiotów ze spółką-matką, o czym donosi Le Monde.

EDF jest brany pod uwagę jako jeden z potencjalnych dostawców technologii oprócz amerykańskiego Westinghouse oraz południowokoreańskiego KHNP. Francuzi nie przedstawili dotąd propozycji wsparcia finansowego projektu, na który liczy Warszawa. Reforma EDF pozwoliłaby mu pozyskać środki między innymi na inwestycje tego typu. Skarb francuski posiada 87 procent akcji tej firmy.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Polska i Ukraina tworzą nowe przeszkody dla Nord Stream 2 pomimo propozycji układu USA-Niemcy

Niemiecki regulator Bundesnetzagentur doniósł, że nie może podać terminarza rozważenia aplikacji Nord Stream 2 AG o zatwierdzenie tej firmy w roli operatora projektu o tej samej nazwie. Spółka ta należąca w stu procentach do Gazpromu złożyła wniosek w tej sprawie 11 czerwca. Certyfikacja operatora pozwala stwierdzić, że działa zgodnie z przepisami trzeciego pakietu energetycznego. BnetzA odrzuciła już możliwość wyłączenia magistrali z tych regulacji.

– Agencja gra na czas pod pozorem badania dokumentów – oskarża ją portal Neftegaz.ru. Przypomina, że po zebraniu kompletu materiałów będzie miała cztery miesiące na przedstawienie szkicu decyzji w tej sprawie. Ostatecznie jej decyzja będzie przedmiotem oceny Komisji Europejskiej.

Tymczasem Ukraińcy już zapowiedzieli, że będą kwestionować ewentualną decyzję o certyfikacji Nord Stream 2 AG, jeżeli zostanie podjęta w 2021 roku. – Najbardziej negatywny scenariusz z naszego punktu widzenia to certyfikacja jeszcze w tym roku – powiedział prezes operatora gazociągów na Ukrainie OGTSUA Sierhij Makogon cytowany przez Interfax. Makogon zapowiedział, że certyfikacja przez BnetzA „zostanie natychmiast celem apelacji Komisji Europejskiej, rządów Polski i Ukrainy”.

Certyfikacja Nord Stream 2 AG jest niezbędna do uruchomienia dostaw przez ten gazociąg, na których zależy Rosjanom pragnących do nich doprowadzić jak najszybciej. Kolejna przeszkoda to obecne sankcje USA, które uniemożliwiają certyfikację techniczną, bo są wymierzone w firmy pragnące przeprowadzić taką operację. Z tego powodu norweski DNV GL wycofał się z projektu Nord Stream 2 i na razie Rosjanie nie znaleźli alternatywy.

BiznesAlert.pl informował wcześniej o kolejnej przeszkodzie parlamencie USA. Republikanie blokują nowe nominacje Białego Domu oczekując zaostrzenia polityki wobec Nord Stream 2 poprzez wprowadzenie sankcji CAATSA, które wykluczyłyby z rynku uczestników tego projektu. Polacy i Ukraińcy przekonują Amerykanów do dalszych prób zatrzymania budowy tego gazociągu, a opozycja ponadpartyjna wobec Nord Stream 2 w obu izbach parlamentu amerykańskiego podziela przekonanie, że jest ono możliwe. Kolejna okazja to wizyta prezydenta Ukrainy w Waszyngtonie zaplanowana na 30 sierpnia. Chociaż Kongres USA ma wtedy wolne, Wołodymyr Zełeński otrzymuje zapewnienia, że część kongresmenów przerwie wakacje by poprzeć go w sporze o Nord Stream 2 z administracją Joe Bidena.

– Kongres musi działać tam gdzie zawiódł Biały Dom. Będę dalej pracować z kolegami ponadpartyjnie w celu podjęcia znaczących działań przeciwko temu katastrofalnemu projektowi zanim zacznie pracować – zapowiedział senator republikański Jim Risch. Kommiersant przekonuje, że rozstrzygający moment nastąpi 11 sierpnia, kiedy zostanie przedstawiony nowy raport Departamentu Stanu USA o realizacji sankcji na mocy ustawy PEESA. Będzie wówczas wymagane pisemne uzasadnienie decyzji o utrzymaniu zawieszenia sankcji wobec Nord Stream 2 AG oraz jej prezesa, które było tłumaczone względami bezpieczeństwa narodowego.

Trwają także rozmowy o układzie USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2, który zakłada inwestycje na Ukrainie oraz krajach Trójmorza, jak Polska oraz obietnicę sankcji Unii Europejskiej w razie wykorzystania nowego gazociągu jako broni politycznej. Polska i Ukraina uznają go za propozycję niesatysfakcjonującą.

RIA Novosti/Interfax/Kommiersant/Wojciech Jakóbik

NPP in Kaliningrad – unconnected and unwanted, yet touted

In order for the Baltic Nuclear Power Plant to transmit electricity to Poland, a power connection has to be built, but it doesn’t and probably won’t have political support in Poland. However, Russians may lobby in Europe for a cable to the Kaliningrad Oblast fro a different reason – writes Wojciech Jakóbik, editor in chief at BiznesAlert.pl.

Nuclear power from the Oblast without a connection

The idea to engage Poland’s ZE PAK, which is owned by Zygmunt Solorz-Żak, in the NPP project in the Kaliningrad Oblast is bad from the point of view of Poland’s security and foreign policy, an issue Mariusz Marszałkowski wrote about. However, this project is not feasible for other reasons as well. Piotr Naimski, the Government Plenipotentiary for Strategic Energy Infrastructure, explained that according to the Polish energy law, only power plants that are constructed on the basis of Polish regulations can be connected to the grid.

However, this does not mean that a power connection with the Kaliningrad Oblast to import electricity from the Baltic Nuclear Power Plant cannot be built. For this to happen political will is necessary, and the so-called power bridge from Kaliningrad has been tested in the history of the Third Polish Republic a few times already. It requires bilateral agreements between Poland and the Russian Federation and between the Polish grid operator PSE and its Russian counterpart Rosset (FGC UES). There is no political climate in Warsaw for this to happen.

The talks with ZE PAK about power imports may have started, because of the problems with high energy prices in Poland. The company’s response is to invest in renewable energy sources and green hydrogen. It will import first electrolyzers to Poland. They may be powered with the mentioned renewables, as well as nuclear power that could be produced in Pątnów, as one of the potential locations. The Polish Nuclear Power Program says that up to six reactors will be constructed. They are to be located in two or three facilities, depending on the technology. Reportedly the first one is to be built in Pomerania, perhaps Bełchatów will be next, and then Pątnów (Greater Poland region – ed.). The NPP in Greater Poland could also power Solorz-Żak’s electrolyzers. It is also worth mentioning that Russians will promote hydrogen generation from their nuclear power in the EU as well. Purple hydrogen will be either zero- or low-emission, but the fact that it will come from Russia will – as usual – create risks when it comes to the security of supply, and hook Europe on another Russian gas. A better alternative is the Polish purple hydrogen that will be generated in result of the Polish Nuclear Power Programme.

Getting power from the Kaliningrad Oblast is such an uncomfortable topic in Poland that few people want to comment on it without holding on to their anonymity. Government representatives don’t want it to become bigger than it is, as some of them believe it is just a pseudo-event with an unaccounted origin. One of BiznesAlert.pl’s sources at the government claims that a power bridge with the Oblast will not be built, especially considering the fact that the Baltic states are synchronising their grids with the continental system via Poland, using the underwater cable HVDC Harmony Link. Once the Baltic states cease to be a power island, it may turn out that the Russian exclave will become one, as it will be surrounded by a European system that operates at a different frequency. Another source of ours claims that the talks between the government and investors did not result in any decisions. Meanwhile, our interlocutors from the private sector believe that perhaps someone wanted to pull the rug from under ZE PAK.

Another reason for promoting the NPP in Kaliningad

Russia taking shots at cooperation with Europe with regard to power generation may be its attempt at opening a discussion on the future of the Kaliningrad Oblast. In the years to come they may demand that it is synchronised with the EU, unless they fail to make it self-sufficient when it comes to energy. This will be possible thanks to the development of power generation from gas. As recently as in 2019 President Vladimir Putin announced that the Pregolsky Gas Power Plant, which was commissioned in that year, will give the Oblast an aggregate generation capacity of 1 GW, which will be enough for Kaliningrad to be self-sufficient. This is why the Baltic NPP is perceived as a facility built to export power, much like the Belarusian Astravets NPP, which has become a hot topic for the Baltic states. Lithuania is accusing Russia of using the plant to undermine the synchronization process and derail new non-Russian power projects that allow the Baltic states to make themselves independent of imports from Russia. It is worth reminding that nuclear power from the Oblast has been previously promoted as an alternative to the Visaginas Power Plant in Lithuania and the Polish NPP. The idea to lower the costs of synchronization of the Baltic states with the European system by connecting them to the NPP in the Oblast was first put forward in 2014 by Rudolf Dolzer who was the facility’s advisor. The Baltic NPP once was and may become yet again a tool in the Kremlin’s foreign policy toolkit.

Ukraina chce konsultacji w sprawie Nord Stream 2 i używa zwycięstwa Polski w sprawie OPAL

Ukraina wezwała Komisję Europejską oraz rząd niemiecki do konsultacji w sprawie wspólnej polityki energetycznej na mocy umowy stowarzyszeniowej z Unią. Używa zasady solidarności energetycznej, która stała się podstawą decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej na korzyść Polaków w sporze o dostęp Gazpromu do odnogi Nord Stream 1 w Niemczech, czyli OPAL.

Według Politico przedstawiciele Komisji Europejskiej oraz dyplomaci przyznają, że umowa stowarzyszeniowa oraz program Partnerstwa Wschodniego współtworzony przez Polskę narzuca zobowiązania na Unię Europejską. Ukraińcy powołali się na Artykuł 274 umowy, który głosi konieczność konsultacji oraz koordynacji rozwoju infrastruktury energetycznej oraz handlu gazem, o czym pisał BiznesAlert.pl.

Z kolei Artykuł 337 mówi o tworzeniu mechanizmów reakcji na kryzysy energetyczne w duchu solidarności, która została wzmocniona prawnie po wyroku na korzyść Polski w sporze o dostęp Gazpromu do odnogi Nord Stream 1 o nazwie OPAL. – Ten dokument nie obliguje jedynie Ukrainy do reform – mówi Switłana Zaliszczuk, doradca wicepremiera Ukrainy. – Obliguje także Unię Europejska do zastosowania takich samych zasad w polityce unijnej wobec Ukrainy – dodaje. Jej zdaniem Europa nie może jednocześnie domagać się reform na Ukrainie w zgodzie z regułami, które potem są naruszane w przypadku Nord Stream 2. Zaliszczuk twierdzi, że zwycięstwo Polaków w sprawie OPAL to precedens. – Jeżeli jest zasada solidarności energetycznej, należy uznać jej fundamentalne znaczenie. Infrastruktura i moce przesyłowe dostępne już w Unii Europejskiej nie mogą być omijane ani przedmiotem nadużyć – kwituje odnosząc się do różnicy zdań Polaków i Niemców w sprawie tej definicji.

Ukraińcy, podobnie jak Polacy, domagają się bardziej konkretnych rozwiązań na rzecz bezpieczeństwa w układzie zaproponowanym przez USA oraz Niemcy. Nadal domagają się zatrzymania budowy Nord Stream 2, a jeśli dojdzie do skutku, uniemożliwienia dostaw.

Politico/Wojciech Jakóbik

Sojusz Europejczyków walczy o finansowanie atomu. Polska ma swój pomysł, ale…

Trzynaście związków zawodowych wzywa Komisję Europejską do uznania energetyki jądrowej w taksonomii unijnej jako godnej finansowania europejskiego. Domagają się aktu delegowanego w tej sprawie. Polska ma własny pomysł, ale będzie potrzebować zielonego światła w Brukseli.

Zdaniem związkowców z Belgii, Bułgarii, Czech, Finlandii, Francji, Rumunii, Szwecji, Słowacji, Słowenii i Węgier Unia Europejska nie zrealizuje celów Europejskiego Zielonego Ładu bez atomu. – Kształt miksu energetycznego zależy to kompetencje państw członkowskich, z których każde ma własne uwarunkowania geograficzne, historyczne i przemysłowe, przez co musi korzystać z różnych aktywów węglowych i samodzielnie podejmować wybory technologiczne – czytamy w odezwie.

Techniczna Grupa Ekspertów przy Komisji Europejskiej uznała, że energetyka jądrowa nie jest działalnością zrównoważoną pomimo faktu, że Komisja zadeklarowała neutralność technologiczną. Prawie stu posłów do Parlamentu Europejskiego wezwało Komisję do włączenia energetyki jądrowej do taksonomii, a przez to umożliwienie jej finansowania ze środków unijnych.

Połączona Komisja do spraw Badań przy Komisji Europejskiej uznała, że atom pomaga chronić klimat i jest bezpieczny, o czym informował w marcu BiznesAlert.pl. Nie wiadomo, czy Komisja pozwoli finansować atom ze środków unijnych, ale Polska deklaruje, że zrealizuje swój plan budowy elektrowni jądrowych z pierwszym reaktorem w 2033 roku bez ich pomocy. Źródło finansowania to budżet polski oraz środki inwestora technologicznego, którym chcą zostać Amerykanie z Westinghouse, Francuzi z EDF oraz Koreańczycy z KHNP. Rząd amerykański zadeklarował wsparcie finansowe projektu i przekazał środki na pierwsze studium opłacalności. Komisja Europejska będzie musiała zgodzić się na model finansowania atomu w Polsce po ocenie z punktu widzenia pomocy publicznej. W przeszłości zgodziła się już na finansowanie projektu Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii, zanim ta wyszła z Unii.

World Nuclear News/Wojciech Jakóbik