Jeżeli narzekacie na polskie problemy z infrastrukturą, wojnę polityczną i absurdy życia codziennego, to spróbujcie odwiedzić Ukrainę. Nasi sąsiedzi mają podobne problemy, lecz ich skala jest zwielokrotniona do potęgi entej. Wniosek z tego taki, że istnieje pewne podobieństwo losu gwarantujące minimum zrozumienia niezbędnego do tworzenia wspólnoty. To już coś. W tym zakresie należy jednak działać zręcznie.

 Nie chodzi tu jedynie o Ukrainę ale szerzej – o państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas dwudniowej konferencji Kiyv Security Forum – Youth miałem przyjemność wziąć udział w dyskusjach i warsztatach zorganizowanych przez think tank Open Ukraine, którego zwierzchnikiem jest Arsenij Jaceniuk. To jeden z liderów Zjednoczonej Opozycji Batkwiszczyna – drugiej siły politycznej w tym kraju, opozycyjnej względem obecnego rządu w Kijowie. Tematem przewodnim spotkania było bezpieczeństwo człowieka w konfliktach globalnych. Z moich obserwacji wynika jednak, że sam przedmiot dyskusji był jedynie dobrze uformowaną płaszczyzną, na której rozegrać miała się wymiana doświadczeń między uczestnikami. Oprócz Ukraińców pojawili się tam Polacy, Gruzini i Rosjanie. Nie zabrakło także reprezentacji Macedonii, Cypru i Serbii. Byli też Bałtowie, Hiszpanie i Rumuni. Mam nadzieję, że uczestnicy Forum, którzy natkną się na ten tekst wybaczą mi, jeśli nie wymieniłem ich narodowości zestawieniu. Organizatorzy konferencji zadbali o to, aby na stołach z ściśle ustalonym rozmieszczeniem uczestników stanęły flagi ich państw. Podczas warsztatów miało również miejsce sukcesywne mieszanie się składów poszczególnych punktów, zgodnie z wolą animatorów. Dało to zadowalający efekt dyfuzji towarzyskiej. Są to detale ale mają duże znaczenie w ostatecznym rozrachunku.

Podczas naszych rozmów o bezpieczeństwie człowieka w konfliktach wielokrotnie schodziliśmy na tematy dużo bliższe naszej podobnej, choć niejednorodnej tożsamości. Zaskakująco szybko powstała między nami pewna zażyłość, której nie moglibyśmy osiągnąć bez podobieństw mentalności. Czując się w jakimś stopniu odpowiedzialny za wizerunek Polski na tym spotkaniu, starałem się przybliżyć zjawiska z naszej historii, które uczestnicy konferencji z krajów regionu mogliby intuicyjnie poczuć. Chodzi o odnalezienie w sobie więzi z danym tematem. Było to możliwe na przykład podczas rozpracowania przedstawionego nam case’u Wschodniorosji – kraju z ograniczoną wolnością słowa. Naszym zadaniem było stworzenie planu działania dla grupy dziennikarzy pragnących bronić wolności słowa na tyle, na ile jest to możliwe w sytuacji stałej ingerencji władzy w działalność mediów. Naszym koordynatorem był Mykoła Siruk z dziennika Deń. W zespole spotkali się Ukraińcy, Gruzini, ja – Polak i przedstawiciele kilku innych nacji. Sam odwołałem się do doświadczeń polskich. Jako wzór organizacji wskazałem Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a dla celów wizerunkowych zaproponowałem, by nazwać ją Solidarność. Oczywiście nie niuansowałem sprawy. Nie wspominałem o problemach z wolnością słowa w naszym kraju, choć oczywiście można było znaleźć wiele ich przykładów. Tym razem istotne było jednak coś innego – wskazanie punktów w których nasza świadomość historyczna i polityczna są zbieżne. Komunikat musi być jasny i zwięzły. Zjawisko Solidarności, o którym chwilę rozmawialiśmy było, po pierwsze, znane każdemu z uczestników dyskusji, po drugie, każdy z nich miał do niego pozytywny stosunek. Nie wchodziłem w dyskusję na temat tego czy Okrągły Stół był kompromisem zgniłym, czy nie. Konstrukcji wspólnoty nie należy rozpoczynać od dekonstrukcji razem wyznawanych mitów leżących u podstaw tożsamości. Niczego nie zbudujemy uderzając na takich konferencjach w różnice. Gdybym zaczął od sprawy rzezi na Wołyniu, tematu Bolków i innych Maleszków, kwestia o której napiszę za moment nie mógłaby zostać rzucona na stół.

Otóż chodzi o ideę Rzeczpospolitej, którą promowałem przez całe dwa dni spotkania. Zrobiłem się wręcz monotematyczny i pewnie część młodych intelektualistów była już tym znudzona. Ale co z tego? Przy podsumowaniu, kiedy każdy miał możliwość zabrać głos, po raz ostatni wspomniałem o idei współpracy krajów regionu w celu poprawy naszej ogólnej sytuacji geopolitycznej. Do koncepcji konferencji opartej na rozmowie o human security „dokleiłem” ten mały pomysł na wspólną przyszłość i przyjął się on, o czym świadczyły brawa po mojej wypowiedzi. A zatem Rzeczpospolita to wzór intersubiektywnie zrozumiały dla młodych przedstawicieli z Europy Środkowo-Wschodniej. Na poziomie dużej ogólności akceptują go i wyrażają wstępne zainteresowanie tą koncepcją. I o to chodzi, by zacząć powoli skupiać naszą młodzież. Zobaczymy jak długo jeszcze pociągnie Unia Europejska ale Polska i nasz region potrzebują oferty zastępczej. Młodzież jako przyszłość narodu to frazes tylko dlatego, że powtarzają go w różnym celu i kontekście praktycznie wszyscy uczestnicy debaty publicznej. Nie jest to jednak kłamstwo.

Warto było słuchać wypowiedzi młodych Ukraińców, Gruzinów i innych. Wszyscy oni, chyba instynktownie, dążyli do odnalezienia punktów wspólnie akceptowalnych. W najważniejszych dla planu geopolitycznego miejscach ich tezy zbiegały się, co tworzyło określoną wartość dodaną. Oni autentycznie chcą integracji gospodarczej, znoszenia barier administracyjnych i wspólnego głosu w konkretnych sprawach. To kapitał na przyszłość. Nie rozbudujemy go skupiając się na różniących nas sprawach. Oczywiście, nie wykorzystamy go skutecznie, jeżeli o trudnych kartach naszej wspólnej historii nie zaczniemy w końcu rozmawiać.

Dzieło Lecha Kaczyńskiego pokazuje jednak, że aby w ogóle rozpocząć dialog, należy najpierw samemu wyciągnąć rękę. To inicjator dyskusji jest za to odpowiedzialny. Polskę powinno być na to stać. Szczególnie, że w opinii większości uczestników konferencji nasz kraj jest jakąś ziemią obiecaną i przykładem sukcesu. Dla mieszkańców Ukrainy, Polska jest również ambasadorem Unii Europejskiej na Ukrainie i na odwrót. W mojej ocenie, dla ogółu państw regionu stajemy się dziś metaforycznym mostem na Zachód – kanałem za pomocą którego te nierzadko pragną nadać rozpaczliwe S-O-S, normalnie ignorowane w „cywilizowanej” części Europy. Dlatego na polskim moście powinniśmy stawiać jak najmniej rogatek. By przywołać cytat z klasycznej już gry komputerowej Baldurs Gate, który złamie niepotrzebny patos – „przed wyruszeniem w podróż należy zebrać drużynę”. Kiedy stworzymy wspólną drużynę, będziemy mogli przejść do ustalania wspólnej strategii i tworzenia protokołu rozbieżności.

W relacjach z naszymi wschodnimi i południowymi partnerami należy wykazać szacunek i wyrozumiałość. Dodaję tutaj wektor południowy, postępując tak samo jak Mateusz Matyszkowicz z Teologii Politycznej. Zwrócił on w jednym ze swoich tekstów uwagę na fakt, że naszą tożsamość warto uzupełnić o tamten kierunek. Nasi sąsiedzi to docenią. Ich sytuacja jest jeszcze trudniejsza niż nasza i jeszcze bardziej definiuje ich działalność. Nie sankcjonuje to ślepoty historycznej. Pozwala jednak na zbudowanie minimum porozumienia umożliwiającego rozpoczęcie trwałego dialogu. Po jego inicjacji sami usłyszymy wiele ciekawych, choć pewnie i cierpkich słów. Lecz to właśnie rola adwokata. Musi wiedzieć wszystko, by doprowadzić sprawę do szczęśliwego zakończenia. A istnieje taka wspólna sprawa, którą wyczuwają intuicyjnie mieszkańcy naszych stron. Symbolizuje ją idea Rzeczpospolitej z jej najlepszego okresu. Z czasów gdy była ośrodkiem zdrowo rozumianej tolerancji i ostoją dla wielu nacji Europy Środkowo-Wschodniej. To piękna przeszłość która może zostać przetransponowana na klarowne plany na przyszłość. Wspólne plany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s