Prometeusz na Pacyfiku

Contest for SupremacyKsiążka prof. Aarona L. Friedberga z Uniwersytetu Princeton pt. ,,A Contest for Supremacy – China, America, and The Struggle for Mastery In Asia” prezentuje nowatorskie i mało schematyczne spojrzenie na relacje sino-amerykańskie w regionie Azji i Pacyfiku. Jej autor wskazuje, że Zachód zapomina w rozważaniach na ten temat o gruncie ideologicznym. Udowadnia, że na tej płaszczyźnie konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Państwem Środka jest nieunikniony. Ma to swoje konsekwencje dla rozważań o Polsce.

Idealizm w stosunkach międzynarodowych to coś, co niemal automatycznie stawia dęba włosy na głowie klasycznemu konserwatyście. No bo jakże to? Gdzie zimny pragmatyzm Sun Tzu i geopolityka Clausevitza? Gdzie Realpolitik? Czy takie przedstawienie sprawy nie jest czasem typowe dla niedojrzałych intelektualistów? Każdy wie o kim mowa. Chodzi o młodych, gniewnych stosunkowców-idealistów bazujących swoje analizy geopolityczne na garści sloganów popularnych na uniwersytetach i serii uproszczeń, dzięki którym powstaje wybrakowany i pomijający ważne elementy produkt końcowy. A jednak prof. Friedberg, nie tylko z racji tytułu naukowego, nie pozwala się tak zaszufladkować. Przeciwnie. Pokazuje, że to konserwatyści pominęli bardzo ważny fragment w analizie polityki zagranicznej USA. Przypomina o zjawisku amerykańskiej wyjątkowości (american exceptionalism). Przecież w politykę Stanów jest wpisana misja. Wpisuje ją tam silnie oddziałująca na ośrodek władzy opinia publiczna. To ona ogranicza możliwości amerykańskiej Realpolitik. To ona wywiera presję na promocję wartości demokratycznych, a przede wszystkim idei wolności, na świecie. Bez względu na afiliacje polityczne, Amerykanie wierzą w swoją wyjątkowość i w to, że składa ona na barki Waszyngtonu pewną odpowiedzialność za losy naszego globu. Abstrahując od oceny tego przekonania, należy zgodzić się z autorem dzieła, że taka optyka nieobca jest zarówno administracji George W. Busha (retoryka ws. interwencji w Iraku) jak i Baracka Obamy (porywające przemówienia na temat wartości demokracji, globalnego pokoju, itp.). Zdaniem prof. Friedberga to ona zmusza Stany Zjednoczone do uwzględnienia aspektów doktryny idealistycznej w stosunkach międzynarodowych. To ona zmusza USA do interwencji wszędzie tam, gdzie wartości wyznawane przez Ojców Założycieli są zagrożone.

English: Jimmy Carter and Richard Nixon confer...
Jimmy Carter i Richard Nixon rozmawiają z (wtedy) wicepremierem Deng Xiaopingiem, styczeń 1979 roku. (Zdjęcie: Wikipedia)

Doktryna idealistyczna wpisuje się obecnie w ambiwalentną politykę Waszyngtonu względem Chin. Zmieniała się ona na przestrzeni lat od czasu powstania Chińskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej w 1947 roku. Do 1979 roku Państwo Środka, jako bezdyskusyjny wróg i członek obozu komunistycznego były sekowane, tłamszone i powstrzymywane przez USA na każdy możliwy sposób. Ta cezura oznacza termin w którym załamały się relacje rosyjsko-chińskie, a Pekin stał się tym samym atrakcyjnym aliantem w rywalizacji z Moskwą. Dlatego też, po przejęciu sterów przez duet Richard Nixon-Henry Kissinger politykę powstrzymywania (containment), zastąpiła nowa. Mam na myśli pragmatyczną politykę angażowania (engagement) wyrażającą się we wciąganiu Pekinu w coraz to nowe organizacje międzynarodowe i nakłanianie go do wzięcia współodpowiedzialności za obronę globalnego pokoju. Według jej założeń, Chiny mają stać się docelowo odpowiedzialnym udziałowcem (responsible stakeholder), który nie może sobie pozwolić na agresywną politykę typu radzieckiego. Wprowadzenie przez Deng Xiaopinga polityki pokojowego wzrostu dawało nadzieje na sukces takiego podejścia. Jednakże ludobójstwo na Placu Tian’anmen w 1989 roku zmusiło Biały Dom do kolejnej rewizji. Opinia publiczna nie mogła pogodzić promocji polityki angażowania reżimu ze świadomością wykonanego przezeń mordu na studentach pragnących chińskiej pierestrojki. Interpretacja autora idzie dalej. Według Friedberga ta masakra była dla USA zaledwie pretekstem do wprowadzenia nowej linii uwzględniającej zmiany geopolityczne po upadku Związku Radzieckiego, zastępującej politykę angażowania. Zniknięcie rywala w postaci ZSRR sprawiło, że na szachownicy pozostały figury USA i Chin dotychczas sprzymierzone zagrożeniem sowieckim. Nowa sytuacja skłoniła je natomiast do rywalizacji. Waszyngton nie chciał jednak rezygnować z korzystnych aspektów polityki angażowania, takich jak dyscyplinowanie chińskiej polityki i zwiększanie współzależności Państwa Środka na arenie międzynarodowej. A zatem z jej wymieszania z powracającą triumfalnie polityką powstrzymywania, powstała koncepcja, którą za Friedbergiem w kulawy sposób można nazwać po polsku polityką powstrzymywania i angażowania (congagement). Jest ona jego zdaniem obecna w Białym Domu do dzisiaj.

Tiananmen At Night
Plac Tiananmen w nocy (Zdjęcie: Wikipedia)

Wynika z tego, że w USA polityka powstrzymywania wynika także z pobudek idealistycznych, a angażowania z pragmatycznych. Z tej kombinacji rodzi się nowa, która łączy pozytywne aspekty obu poprzednich i nie daje się usystematyzować. Jak to ugryźć, drodzy konserwatyści? Kluczem jest napięcie ideowe. Friedberg uważa, że to ono nie pozwoli na pokojową koegzystencje reżimu w Pekinie i demokracji amerykańskiej. Z niego wyrasta wspomniane poczucie misji, a więc mesjanizm amerykański. Jego emanacją jest dążenie do wyciągnięcia broni z rąk Pekinu poprzez kotwiczenie go w systemie międzynarodowym z jednej strony i dławienie wzrostu siły geopolitycznej z drugiej. To także promocja wartości która może doprowadzić do rozprucia Chin po szwach narodowościowych, religijnych i etnicznych. To amerykański prometeizm podobny do misji składanej na ręce Rzeczpospolitej przez polskich prometeistów. Tutaj podają sobie ręce amerykańska wyjątkowość i polski Chrystus narodów.  Jeżeli sam Zachód nie ma dziś poczucia misji, to Chińczycy z pewnością wierzą w misję amerykańską. Doskonale identyfikują amerykańskie intencje usunięcia chińskiego reżimu. Nieufność i impregnowanie na penetrację prezentowane przez Państwo Środka to zdaniem chińskich analityków cytowanych sowicie przez Friedberga słuszny mechanizm obronny. Nie mają oni wątpliwości, że ostatecznym celem amerykańskiej polityki jest strącenie partii komunistycznej z tronu w Zakazanym Mieście. Traktują oni promocję wartości demokratycznych jako próbę ,,podboju od wewnątrz.” Odzywają się tu kompleksy z historii. Stąd też chiński strach przed kolorowymi rewolucjami, bo czy trudno o bardziej jaskrawą emanację prometeizmu? Czy tak pojmowany nie jest on prostolinijną realizacją postulatu mistrza Sun Tzu, który postulował dążenie do zwycięstwa bez walki?

Podobnie działają Chińczycy, którzy zdaniem autora książki starają się uśpić amerykańską czujność i wykorzystać owoce dywidendy demograficznej oraz możliwości wynikające z obecnego osłabienia legitymacji Zachodu (na czele z USA) do przewodzenia społeczności międzynarodowej. Na to ostatnie składa się omnipontentny kryzys trawiący Cywilizację Zachodu. To kryzys tożsamości, a więc wartości, sprawia, że Amerykanie mogą mieć dziś wątpliwości czy wchodzić w rolę Prometeusza na Pacyfiku. To kryzys gospodarczy zawęża ich możliwości działania. Smutną konstatacją jest fakt, że USA przynajmniej jeszcze się wahają, tymczasem w Europie decyzja o ściągnięciu zachodnich wartości ze sztandarów najwyraźniej już zapadła, a załamanie gospodarcze jedynie ją pieczętuje. Zdaniem Friedberga, Pekin pragnie sprawić, by Amerykanie wahali się do czasu, gdy Państwo Środka osiągnie swoje cele strategiczne i będzie to stan nieodwracalny. Amerykański publicysta uważa, że ultymatywnym celem Chin jest zastąpienie USA na pozycji globalnego hegemona. Amerykanin apeluje do Waszyngtonu, by ten ocknął się, nim będzie za późno. Metody stosowane przez strony owej wojny psychologicznej to materiał na osobny artykuł.

W książce można znaleźć konstatację interesującą także dla tych analityków, którzy lubią zamykać się intelektualnie w obszarze XVI-wiecznej Rzeczpospolitej i udawać, że poza nim na świecie nic ciekawego się nie dzieje. Friedberg wskazuje, że Chiny traktują wzrost swojego znaczenia jako powrót do normy. To coś, jak naprawa błędów historii o której marzą polscy konserwatyści, kreślący w wyobraźni mapy Polski od morza do morza. Tutaj mogą oni stanąć ramię w ramię z chińskimi komunistami, a zapewne także z częścią chińskiego społeczeństwa. Zarówno Chiny, jak i Polska znalazły się w pewnym momencie swojej historii w głębokiej depresji. Chińczycy zaczynają z niej wychodzić. Przynajmniej tak wydaje się władykom w Pekinie. Dysydenci i członkowie podziemnych kościołów mogą mieć zgoła inne zdanie.

Prometeus at Chernobyl nuclear power plant
Posąg Prometeusza w pobliżu elektrowni atomowej w Czarnobylu (Zdjęcie: Wolfhowl)

A zatem pytanie o to, czy Waszyngton powinien zwalczać chińskich komunistów, to pytanie o to czy w amerykańskiej polityce jest jeszcze miejsce na wartości. Jeżeli jest, to nie będzie tam miejsca na bierność wobec pekińskiego reżimu. Z tej dywagacji można wysnuć dalsze pytania, które łączą wszystkich obserwatorów stosunków międzynarodowych. Czy polityka powinna być podbudowana ideowo? Czy w przeciwnym wypadku koniec historii i pokojowa koegzystencja technokratów z całego świata są w ogóle możliwe? Czy na Pacyfiku, ale i w Europie Środkowo-Wschodniej, jest miejsce dla Prometeusza? To pytanie o kształt współczesnej geopolityki. Przedstawicielom gnijącej Cywilizacji Zachodu, którzy uwielbiają do każdego ostrego stwierdzenia dodawać w nieskończoność ,,ale”, rozstrzygnięcie tego sporu ułatwi założenie, że reżim w Pekinie nie jest tym samym, co społeczeństwo chińskie. Że, idąc za interpretacją polskich prometeistów w przypadku ZSRR, rozdarcie komunistycznego molocha chińskiego jedynie ulży Tybetańczykom, Ujgurom, Szanghajczykom i zwykłym rodzinom terroryzowanym przy użyciu państwowej inżynierii społecznej. Jeżeli powrócimy do wartości, to ocena sytuacji jest oczywista. Czy dla Polaka, dziedzica Polski jagiellońskiej, pamiętającego o Cudzie nad Wisłą i Janie Pawle II, może nie być?

Enhanced by Zemanta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s