Snowden odwraca uwagę od palących problemów Zachodu

The seal of the U.S. National Security Agency....
Okazuje się, że działalność NSA w sieci to rutyna w służbach zachodnich. Nie powinno to nikogo dziwić

W mediach pojawiła się garść absurdalnych komentarzy na temat afery podsłuchowej w Niemczech, będącej pokłosiem kradzieży tajnych informacji amerykańskiej National Security Agency przez jej kontraktora – Edwarda Snowdena. Podczas, gdy rosyjski azylant nie traci czasu i karmi chętne media głodnymi kawałkami o walce z imperializmem podczas konferencji prasowych w Moskwie, relacje transatlantyckie słabną z innych powodów. Narracja Snowdena zwycięża jednak w mediach. To największy sukces protektorów uciekiniera z USA.

Die Welt analizuje komu i w jaki sposób najbardziej służy afera podsłuchowa. Z pewnością nie chodzi tu o społeczeństwo obywatelskie, gotowe dziś wręcz przyznać Nagrodę Nobla Władimirowi Putinowi, Edwardowi Snowdenowi lub Bradleyowi Manningowi. To absurd tak komiczny, że pragnę jedynie odesłać czytelnika do wspomnianego tekstu z niemieckiej gazety, który krótko i celnie się do niego odnosi. Podpisuję się pod tamtejszymi tezami i nie zamierzam się powtarzać.

Czytaj także: Nie podoba ci sie rozmowa? Zmień temat – afera PRISM

Kryzys zaufania między służbami Zachodu, rzekomo wywołany Handygate funkcjonuje jedynie na powierzchni medialnej, ponieważ samo pojęcie zaufania w dziedzinie bezpieczeństwa na arenie międzynarodowej jest frazesem. The Guardian dotarł do informacji, że nie tylko NSA podsłuchiwała Europejczyków. Robią to także służby Szwecji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii oraz innych państw. W końcu po to istnieją i nie powinno to nikogo dziwić. Obrońcom Snowdena umyka dziwnie fakt, że inwigilacją Europejczyków zajmują się także rządy mniej przyjazne ich prawom obywatelskim, jak Chiny czy Rosja. W tym sektorze to oczywista oczywistość. Liczę na to, że nasze służby nie pozostają tu bierne i korzystają z dostępnych nam narzędzi. Życzyłbym także naszym nasłuchowcom instrumentarium tak skutecznego jak PRISM.

Spektakl medialny Snowdena żeruje na wiedzy potocznej rządzącej opinią publiczną na Zachodzie. Łatwo jest oskarżyć zachodnie służby o inwigilację. To tani populizm, jak oburzanie się na to, że policjanci mają prawo do użycia siły. Różnica w podejściu między Zachodem, a Wschodem polega na tolerancji dla medialnej działalności szkodliwej dla interesu państwa. Rosyjskiego „Snowdiuszę”, kradnącego informacje na temat inwigilacji prowadzonej przez FSB poczęstowano by zapewnie radioaktywną herbatą. Natomiast Zachód podaje Snowdenowi mikrofon do ręki.

Czytaj także: Finał afery PRISM. Putin górą, Snowden prawie jak Depardieu

W ten sposób afera podsłuchowa staje się instrumentem wykorzystującym wolność słowa do rozbijania współpracy transatlantyckiej, która i bez tego przeżywa ciężkie czasy w dobie kryzysu gospodarczego i tożsamościowego w naszym kręgu cywilizacyjnym. Po tym, gdy niepokoje społeczne wywołane projektem ACTA ustały, pojawił się nowy sposób na manipulowanie świętym oburzeniem obrońców praw człowieka. Stają oni dziś po stronie zdrajcy ukrywanego przez totalitarny reżim, zachowując się jak leninowscy pożyteczni idioci. Zachód nie może rezygnować z wolności słowa, z czego wszelkiej maści „whistleblowerzy” a raczej handlarze danymi wywiadowczymi z Wikileaks, Anonymous żyją. Jedyne co służby mogą zrobić, to skuteczniej rekrutować i działać najbardziej transparentnie jak to możliwe, aby uniknac pojawienia się nowych, potencjalnych Snowdenów.

Moim zdaniem kryzys wywołany Handygate jest przejściowy. Jak to zwykle w stosunkach międzynarodowych bywa, zwyciężą interesy państw. Dopóki o działalności NSA nie pisały gazety, Europejczycy, zapewne o niej wiedząc, mogli przymykać na nią oko, a nawet czerpać z zebranych informacji. Dla dobra wizerunku muszą teraz pogniewać się na Stany Zjednoczone, przyjmując postawę oszukanych niewiniątek. Kiedy jednak media znudzą się tematem, stolice europejskie wrócą do konstruktywnej współpracy z USA, ponieważ nadal jej potrzebują.

Kryzys gospodarczy pokazał, że Europejczycy nie są w stanie samodzielnie zastąpić parasola ochronnego amerykańskich sił zbrojnych na Starym Kontynencie, bo nie mają na to pieniędzy. Z tego powodu nadal potrzebują wsparcia zza Atlantyku. Interwencja libijska ukazała, że bez Amerykanów europejska część NATO nie jest zdolna do koordynacji, niezależnie od mechanizmów Sojuszu, wojskowych operacji o takiej skali. Z tego względu, jeżeli chcą myśleć o aktywności militarnej poza terytorium Starego Kontynentu, będą potrzebowały wsparcia Amerykanów. Europa walcząca z kryzysem potrzebuje także wzrostu wymiany gospodarczej, dzięki podpisaniu umowy o transatlantyckim partnerstwie handlowo-inwestycyjnym. Afera Snowdena i Handygate pokazały, że wrogowie współpracy transatlantyckiej zrobią wiele, aby odwrócić uwagę Europejczyków od tych realnych problemów.

Komentarz został opublikowany w portalu Jagielloński24.pl

Enhanced by Zemanta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s