Prawda nas wyzwoli. Komentarz dla Rzeczpospolitej

Władimir PutinPaństwo musi wspierać walkę z postprawdą – nową plagą Zachodu, która sprzyja prymatowi siły nad prawem w stosunkach międzynarodowych – pisze analityk.

Ma rację Marek Cichocki, pisząc, że żyjemy w czasach postprawdy. Ale również w takich czasach prawda musi jakoś funkcjonować. Szczególnie jeśli nadal chcemy bronić wartości fundujących naszą cywilizację.

Propaganda komunistyczna i postmodernistyczne kwestionowanie wszystkiego to dzieci tego samego ojca kłamstwa. Być może Zachód nie wie, dokąd ma obecnie iść, bo zabrakło mu antidotum na zwodniczą postprawdę? Społeczeństwa funkcjonują w warunkach rewolucji informacyjnej wywołanej, jak to bywa w historii, rozwojem technologicznym. Szturm na Bastylię był możliwy dzięki prasie czytanej przez masy, które ze wsi migrowały do miast. Rewolucja bolszewicka była warunkowana powstaniem nowej grupy społecznej, czyli robotników, których frustrację wykorzystali komuniści, stosując nowe środki przekazu, jak kino objazdowe. Obecna rewolucja rozwija się z wykorzystaniem nowych mediów, nie tylko społecznościowych, ale także nowych źródeł, które mają równe prawo głosu przez demokratyzm internetu.

Dzisiejsza rewolucja ma także swoich bohaterów. To na przykład Julian Assange i Edward Snowden, a także inne gwiazdy nowych mediów, co do których wątpliwości mają zachodnie służby specjalne. Stają się one wiarygodniejszym źródłem informacji niż „duże media” i instytucje państwowe. Poprzez wieszczów rewolucji informacyjnej społeczeństwu suflowana jest wizja złego establishmentu sterującego obywatelami w celu realizacji egoistycznych, niecnych celów. Zaufanie do państwa zostaje zachwiane.

Ma rację ten, komu chcemy wierzyć i komu dajemy więcej lajków w mediach społecznościowych. W ten sposób przegłosowujemy prawdę i zwycięża postprawda, z reguły najbardziej ordynarna, spłaszczona, dostosowana do odbiorcy masowego, a przez to nieprawdziwa.

Wszystko to powoduje stan zagubienia widoczny w elitach zachodnich. Unia Europejska wie, że potrzebuje reformy, ale nie potrafi wypracować żadnej, poza ordynarną, spłaszczoną federalizacją, która to propozycja tylko podsyca ruchy odśrodkowe. Polska weszła do Unii i NATO, a teraz nie wie, co jest jej racją stanu. Po miastach krążą kaznodzieje. Jedni wieszczą rychłą wojnę amerykańsko-chińską, która każe nam dryfować w neutralność, inni nowy koncert mocarstw, w którym Polska ma z góry ustaloną rolę do odegrania i nie powinna się wychylać. Brakuje nowej idée fixe.

Kto ma rację w świecie postprawdy? Jeśli nie ma jednej prawdy, to teoria wojny sprawiedliwej traci sens. Widać to na przykładzie mitologizowanej wojny w Iraku. Dominują dwie narracje. Przez zwolenników interwencji Amerykanie są przedstawiani jako krzewiciele demokracji, którzy niepotrzebnie się wycofali, tworząc próżnię, wykorzystaną później przez elity partii Saddama Husajna do stworzenia tak zwanego Państwa Islamskiego. Krytycy podkreślają bezsens interwencji pod dyktando lobby wojskowego i naftowego, która miała dać Jankesom lukratywne kontrakty na ropę naftową.

W tym szumie dezinformacji trudno odsiewać fakty od kłamstw i narasta niepewność. Być może o to chodzi. To z tego powodu część sojuszników USA ma wątpliwości, czy dalej popierać amerykańskie interwencje zagraniczne i czy artykuł 5 NATO, na który powołali się Amerykanie przy wejściu do Iraku, jest aktualny. Sytuacja ta odbiła się rykoszetem na sojusznikach Stanów w głośnej deklaracji ówczesnego kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który stwierdził, że jeśli sojusznicy Waszyngtonu chcą amerykańskiej pomocy, muszą udowodnić, że na nią zasłużyli swoimi wydatkami na zbrojenia.

Jeśli nie ma prawdy, w stosunkach międzynarodowych nikt nie ma racji i nikt nie ma prawa ustalać reguł. Może jedynie prokurować układy. Zwycięża koncert mocarstw. Nad siłą prawa zwycięża prawo siły. Dochodzi do nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję, a Zachód w niepewności wprowadza zachowawcze sankcje i pertraktuje wersję wydarzeń w ramach kolejnych, nieskutecznych porozumień mińskich.

Antidotum na dezorientację może być tylko prawda. W reakcji na propagandę napływającą na Zachód z różnych stron mogłaby być „biała” propaganda, czyli informacje podporządkowane interesom państw zachodnich. Możliwe, że zwiększyłaby zamęt, który służy przeciwnikowi. W odpowiedzi można jednak zagwarantować lepszy dostęp do rzetelnej informacji. Takie właśnie rozwiązanie promuje Komisja Europejska, która od lat mówi o stworzeniu rosyjskojęzycznego kanału informacyjnego emitowanego na Wschodzie. Taką formą działania zajmuje się także telewizja Biełsat, którą należy nadal wspierać pieniędzmi polskiego podatnika, jeżeli nie znajdzie się bardziej efektywna formuła.

Wbrew opinii sceptyków media misyjne mają przyszłość. Zadanie ich stworzenia jest jednak trudne do wykonania. Państwowi animatorzy tego rodzaju mediów nastawionych na walkę z propagandą muszą być gotowi na to, że któregoś dnia wymówią one posłuszeństwo i zaczną opisywać niewygodne dla danej władzy fakty. Takich mediów nie da się i nie powinno się trzymać na smyczy. To koszt posiadania wolnych, rzetelnych źródeł informacji, który w rewolucji wojny informacyjnej warto ponieść, aby dać odpór postprawdzie. Na taki ruch stać polityków, którzy są uczciwi. Warto się na niego zdecydować. Prawda nas wyzwoli.

Źródło: Rzeczpospolita

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s