Gaz z Niemiec w Polsce to nie sensacja. Komentarz dla Onetu

Baltic Pipe. Grafika: Energinet.dk
Baltic Pipe. Grafika: Energinet.dk

Witold Jurasz opublikował w Onecie komentarz na temat wystąpienia Jacka Czaputowicza podczas konferencji „Polska w świecie kryzysów”. Według niego minister spraw zagranicznych nie wykluczył, że nasz kraj będzie kupować gaz z Nord Stream 2. To oznaczałoby absolutną klęskę sztandarowego programu dywersyfikacji źródeł energii realizowanego przez rząd – alarmuje Jurasz. Czy rzeczywiście mamy powód do obaw?

Warto sięgnąć po cytat z ministra. – Będziemy kupować najtaniej, być może ze Stanów Zjednoczonych, być może z Niemiec – powiedział Czaputowicz zachowując typową dla swej branży wstrzemięźliwość. To potwierdzenie otwartej pozycji Polski przed ewentualnymi negocjacjami o dostawach gazu z Rosji po 2022 roku, kiedy zgodnie z planem dywersyfikacji (różnicowania źródeł dostaw) ma być gotowy rozbudowany terminal LNG w Świnoujściu oraz gazociąg Baltic Pipe. W żadnym wypadku nie można jednak przesądzić, że chodzi o zakupy z Nord Stream 2. Wymagałyby one kontraktu terminowego na dostawy od Gazpromu, który na dzień dzisiejszy ma być jedynym dostawcą z tego kierunku. Jednak i taki kontrakt jest do wyborażenia, o czym więcej zaraz.

Natomiast nie ma nic dziwnego w tym, że minister mówi o dostawach z Niemiec. Już teraz sięgają one 2 mld m sześć. rocznie. Dzięki rewersowi na Gazociągu Jamalskim oraz połączeniu gazowym w Lasowie Polska może korzystać z oferty tamtejszej giełdy, która okresowo bywa najbardziej atrakcyjnym źródłem dostaw, a zależy to od sytuacji rynkowej. Nie są to jednak umowy długoterminowe z Rosjanami, ale kontrakty spotowe. W strukturze importu PGNiG w okresie styczeń-sierpień 2018 r. udział gazu LNG wyniósł blisko 20 proc., a udział gazu z Rosji ok. 74 proc. Z tego wynika, że „z Niemiec” wspomnianych przez ministra Czaputowicza między styczniem a sierpniem docierało co najmniej 6 proc. dostaw spoza granicy.

„Niemiecka infrastruktura gazociągów pozwala co prawda na import surowca innego niż rosyjski, ale równocześnie struktura sieci jest taka, że w pobliżu granicy z Polską głównym źródłem gazu dla Niemiec jest punkt wejścia gazociągu Nord Stream w Greiswaldzie. Innymi słowy, zapowiadane kupno gazu z Niemiec w istocie oznacza, że Polska odbierałaby gaz ze zwalczanego przez nas do tej pory rurociągu Nord Stream 2” – pisze Witold Jurasz. Faktycznie, po ukończeniu spornego gazociągu, o ile do tego dojdzie zgodnie z planem do końca 2019 roku, rynek Europy Środkowo-Wschodniej będzie w jeszcze większym stopniu zalewany gazem z Rosji docierającym przez Greifswald, przy uwzględnieniu istniejącego Nord Stream 1 już przez dwie magistrale.

„Nie można wykluczać, że o ile do tej pory Gazprom wymuszał na Warszawie odbieranie gazu po wyższej cenie, niż ta, którą płacił Berlin, to tym razem Rosja może zaproponować Polsce cenę niższą. To oznacza, że nawet gdy Baltic Pipe w końcu powstanie, to przedsiębiorstwa korzystające z dużych ilości gazu będą wolały zaopatrywać się w surowiec rosyjski” – ostrzega autor.

Po pierwsze, jednym z celów dywersyfikacji źródeł dostaw była poprawa pozycji negocjacyjnej w rozmowach z Rosjanami. Jeżeli zostanie on osiągnięty, będzie to sukces a nie klęska Polaków.

Po drugie, nie można zabronić przedsiębiorstwom polskim wyboru źródła dostaw, które będzie dla nich najbardziej atrakcyjne i odradzam takie stawianie sprawy Witoldowi Juraszowi. Właśnie w celu stworzenia rentownej alternatywy dla dostaw z Rosji, która będzie atrakcyjna nawet po powstaniu Nord Stream 2, gazoport ma być wzbogacony o Baltic Pipe. To kolejny element polskiego zadania domowego zwanego dywersyfikacją. LNG w ostatnich miesiącach znacząco drożeje, a przez to spada jego atrakcyjność w porównaniu z alternatywami, a więc także w stosunku do gazu z Rosji. Cena gazu skroplonego często się waha, więc zabezpieczeniem będą dostawy gazociągowe z Norwegii, które ze względu na kontrakt długoterminowy mają być bardziej przewidywalne i atrakcyjne w porównaniu z gazociągową alternatywą z Rosji.

„Czaputowicz zachowuje się dyplomatycznie”

Jacek Czaputowicz deklaruje jedynie, że Polska będzie sprowadzać gaz z różnych kierunków. Zachowuje się dyplomatycznie. – Uważam, że LNG będzie konkurowało z gazem z gazociągów również w Europie, a w strategicznym interesie Polski jest nieprzedłużanie kontraktu na dostawy gazu z Gazpromem w obecnym kształcie – mówił pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski na Bloomberg New Energy Finance w Londynie cytowany przez BiznesAlert.pl.

Kształt alternatywnej umowy, o ile Rosjanie zaoferują dobre warunki, jest do ustalenia. Nie można wykluczyć scenariusza, w którym gaz z Rosji dociera do Polski już nie przez Gazociąg Jamalski ze Wschodu, ale na przykład właśnie przez rewers na Zachodzie, przez Nord Stream 2. Warto przypomnieć, że umowa przesyłowa Rosja-Polska na Jamał kończy się już w 2019 roku.

Jeżeli polski plan się powiedzie, ta zmiana nie będzie żywotnym zagrożeniem dla Polski. Gazoport i Baltic Pipe mają dać wolność wyboru, która pozwoli bez obaw sięgać także po rosyjski gaz, który nie gryzie pod warunkiem, że nie uderza w tę wolność i nie niesie za sobą wpływów politycznych. Niestety jest tak w przypadku projektu Nord Stream 2 i dlatego polska dyplomacja od czasów sięgających dalej, niż obecna kadencja Sejmu, konsekwentnie sprzeciwia się tej inwestycji. Może ona sprawić, że pomimo wszelkich zmian na rynku, rosyjski gaz zdominuje rynek Europy Środkowo-Wschodniej, a za tym pójdą wpływy polityczne Kremla i podwyżki cen gazu.

Według think tanku węgierskiego REKK, z którym współpracuję przy projektach analitycznych, cementowanie rynku przy użyciu Nord Stream 2 skończy się podwyżkami cen, czyli tani gaz z Rosji dziś może skończyć się drożyzną jutro, a remedium może być właśnie stara, dobra dywersyfikacja. Nie ma miejsca na rewolucje, a wypowiedź Jacka Czaputowicza takiej nie zapowiada.

Z tego powodu polski rząd deklaruje, że nie podpisze kolejnego kontraktu jak „jamalski”, któremu przygląda się prokuratura, ze względu na warunki niekorzystne dla Polski. Przy tym jednak nie wyklucza podpisania mniejszego, bardziej elastycznego kontraktu, który być może zaproponuje Gazprom. Nord Stream 2 stanowi zagrożenie dla rozwoju rynku i niezależnej polityki państw Europy Środkowo-Wschodniej. Wraz z ukończeniem nowej magistrali rynek będzie zalewany surowcem, który zagrozi rentowności alternatyw, na które stawia Komisja Europejska, a wraz z nią Polska. Te obawy sygnalizuje nie tylko Warszawa, ale i Bruksela. Trwa dyskusja o rewizji Dyrektywy Gazowej UE, która może co najmniej opóźnić ten projekt przez konieczność dostosowania go do przepisów antymonopolowych. Chociaż prezydencja austriacka prowadzi obstrukcję prac, sprawa nie jest nadal przegrana.

Projekt Baltic Pipe zagrożony?

Nie ma także podstaw do stwierdzenia, że Baltic Pipe ma problemy. Słowa ministra spraw zagranicznych nie odnoszą się w żaden sposób do tej inwestycji, ale Witold Jurasz mimo to stawia tezę, że jego los jest zagrożony. Trudno odnieść się do tej opinii bez argumentów. „Słowa ministra Czaputowicza brzmią szokująco. Jednocześnie świadczą o skandalu, jakim są opóźnienia projektu Baltic Pipe” – przekonuje Jurasz. Nie potrafię znaleźć fragmentu wypowiedzi Czaputowicza, która dawałaby podstawy do postawienia takiej tezy.

Według oficjalnych komunikatów nie ma opóźnienia, a decyzja inwestycyjna ma zapaść do końca tego roku. – Są pewne drobne kwestie do wyjaśnienia, ale je wyjaśnimy. Jesteśmy na dobrej drodze – mówił w Kramarzówce premier Mateusz Morawiecki. Być może chodzi o spór terytorialny Polska-Dania. Rząd zapewnia, że nie wpłynie on na los projektu. – Jest pewne zamieszanie w tej sprawie. Gaz-System podejmuje się tej inwestycji, nie ma żadnego problemu, jesteśmy na wszystkich możliwych poziomach, i politycznym, i technicznym w kontakcie z duńskimi partnerami, nie ma żadnego zagrożenia dla tego projektu – mówił w 2017 roku Piotr Naimski. – Rozmowy posuwają się bardzo dobrze. Oczekujemy ich konkluzji. Można zobaczyć, że duńskie urzędy wydały pozwolenia na badania bez żadnych problemów i one się zakończyły – informował minister w 2018 roku. W przestrzeni publicznej brakuje faktów, które potwierdzałyby tezę o opóźnieniu.

Źródło: Onet

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s