Gra na kryzys w 2019 roku. Komentarz dla Onetu

Politycy okłamują Polaków. Ceny energii muszą wzrosnąć i nie zmieni tego doraźna moderacja. Może jednak dać zwycięstwo wyborcze, nawet w razie porażki w możliwym sporze z Komisją Europejską. Alternatywa to strategia energetyczna z jasno określonym kierunkiem transformacji – pisze dla Onetu redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Ceny energii rosną w całej Europie. Powodem jest wzrost cen uprawnień do emisji CO2 i węgla. Należy skupić się na tym pierwszym czynniku. Uprawnienia są w obrocie w ramach systemu handlu emisjami, który został wprowadzony w ramach wspólnej polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Jego zadaniem jest pobudzanie inwestycji w energetykę mniej emisyjną, bo większa emisja będzie coraz więcej kosztować przez konieczność opłacenia uprawnień emisyjnych, będących formą quasipodatku od dwutlenku węgla.

Pod polityką klimatyczną do 2030 roku podpisał się rząd Ewy Kopacz. Uzasadnieniem jest walka ze zmianami klimatu wywołanymi emisją gazów cieplarnianych pochodzenia ludzkiego. Jeszcze na początku roku uprawnienia kosztowały około 8 euro za tonę, by we wrześniu sięgnąć 25 euro, nieco stanieć jesienią i znów zbliżyć się do tego poziomu z końcem roku.

Ustawa o interwencji w ceny energii, której pełna nazwa to „ustawa o podatku akcyzowym oraz zmianie niektórych innych ustaw” przyjęta przez Sejm wprowadza pięć nowych mechanizmów: obniżkę akcyzy na energię elektryczną z 20 do 5 zł za MWh, obniżkę opłaty przejściowej o 95 procent, sprzedaż części uprawnień do emisji CO2 niewydanych niektórym instalacjom, dofinansowanie modernizacji energetyki i budowy Odnawialnych Źródeł Energii z Krajowego Systemu Zielonych Inwestycji, pokrycie spółkom obrotu i dystrybucji różnicy między ceną energii w 2018 roku a tą w 2019 roku.

Konflikt z KE receptą na kryzys

Projekt musi zostać notyfikowany przez Komisję Europejską, która może uznać część z tych rozwiązań za pomoc publiczną, na czele z przekazaniem pieniędzy spółkom obracającym energią. Komisja zdecyduje, czy tego rodzaju pomoc jest dozwolona. Może uznać, że tak i wtedy rząd ogłosi sukces. Jeżeli jednak nie notyfikuje ustawy, może być konieczny zwrot środków pomocowych i ponowne wystawienie odbiorców bezpośrednio na podwyżki cen energii.

Konflikt z Komisją Europejską o ceny energii to prosta recepta na kryzys. Spór może poprawić poparcie dla partii rządzącej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego ze strony elektoratu eurosceptycznego, który w innym wypadku mógłby zostać przechwycony przez mniejsze ugrupowania prawicowe zainteresowane grą na nucie antyeuropejskiej. Romans z siłami antyeuropejskimi był widoczny podczas szczytu klimatycznego COP24, kiedy część polityków deprecjonowała unijną politykę klimatyczną, jako wymysł eurokratów oderwany od rzeczywistości i zagrożenie dla węgla, którego rzekomo wystarczy Polsce na 200 lat.

Populizm skierowany przeciwko Unii Europejskiej może dać głosy, jeżeli zła Bruksela skaże gospodarstwa domowe w Polsce na podwyżki cen energii zagrażające ich budżetom. Warto podkreślić, że Polska jest w niechlubnej czołówce ubóstwa energetycznego. Oznacza to, że polskie domy wydają lwią część budżetu na energię, a wahania jej ceny mają znaczenie dla komfortu życia. Spór o ceny energii może zatem skończyć się źle dla wizerunku Unii w polskich domach. Wydaje się, że część polityków u władzy może być przekonana, że ta batalia jest do wygrania.

Zmiana układu sił w Europie może zmienić postanowienia

Teoretycznie ceny uprawnień do emisji CO2 będą konsekwentnie rosnąć. 1 stycznia 2019 roku wchodzi w życie mechanizm Market Stability Reserve (MSR), który będzie pozwalał zdejmować z systemu nadwyżki uprawnień. Należy odnotować, że jego kształt został wynegocjowany z udziałem rządu Beaty Szydło, który to głosowanie ministrów odpowiedzialnych za środowisko w krajach UE przegrał pomimo budowy koalicji blokującej z udziałem sześciu państw. Dzięki MSR, jeżeli Komisja uzna, że uprawnienia są zbyt tanie, by skłaniać do transformacji energetycznej, będzie mogła ręcznie je podnieść. Ceny energii będzie dodatkowo windować opłata mocowa, która ma sfinansować tzw. rynek mocy, czyli subsydium utrzymujące na rynku elektrownie, głównie węglowe.

Jednak te założenia mogą ulec zmianie w razie kryzysu gospodarczego. Spowolnienie gospodarcze w Chinach, które zanotowały spadek aktywności finansowej w sektorze przemysłowym, możliwy kryzys cen ropy naftowej i stagnacja w Europie mogą spowodować zmniejszone zapotrzebowanie na energię, a co za tym idzie spadek cen uprawnień do emisji CO2. Tymczasem MSR zadziała z pewnym opóźnieniem przez nadwyżkę uprawnień w dyspozycji Komisji Europejskiej. Jeżeli nadejdzie kryzys gospodarczy, zagrozi stabilności unijnej polityki klimatycznej i teoretycznie może doprowadzić do zmniejszenia wpływu emisji CO2 na ceny energii w Polsce. W takim scenariuszu rząd mógłby zrezygnować z kosztownej interwencji w ceny (w 2019 roku ma kosztować ponad 9 mld zł) i ogłosić sukces pomimo sporu z Brukselą.

Co więcej, jeżeli skład nowej Komisji Europejskiej wybrany w przyszłym roku będzie zgodnie z oczekiwaniami partii władzy bardziej eurosceptyczny, może się to razem złożyć na korektę polityki klimatycznej po myśli rządu polskiego, co sygnalizował minister energii Krzysztof Tchórzewski. O zmianach w Brukseli antycypowanych przez Warszawę wspomniał też na łamach „Financial Times” premier Mateusz Morawiecki. To ryzykowne założenie może się jednak równie dobrze skończyć utrzymaniem kursu tej polityki spowodowanym siłą rozpędu administracji europejskiej, która nie będzie rewidować polityki wystarczająco szybko, przy jednoczesnej dezintegracji wspólnej polityki europejskiej w kolejnym punkcie, po tym jak ruszyła dezintegracja w polityce migracyjnej czy wokół spornego projektu Nord Stream 2. Polska musi rozstrzygnąć, czy ma zamiar przyłączyć się do sił dezintegrujących kolejne obszary wspólnej polityki europejskiej, czy też przedstawi nowe rozwiązania pozwalającej wyjść z kryzysu tożsamościowego Unii Europejskiej.

Gra na kryzys nie może skończyć się dobrze. Polacy narzekają na słabość Komisji w sprawie gazociągu z Rosji do Niemiec, ale nie chcą jej przekazać więcej kompetencji, bo obawiają się na przykład niekorzystnych rozstrzygnięć w polityce klimatycznej. To dylemat do rozstrzygnięcia w nadchodzącym roku. Tymczasem politycy prześcigają się w deklaracjach odnośnie cen energii elektrycznej, która co najmniej w 2019 roku ma nie wzrosnąć. Tymczasem wzrost cen jest nieunikniony. Można go tylko moderować poprzez przesuwanie środków budżetowych, których zabraknie gdzie indziej.

Być może nieprzypadkowo właśnie teraz ruszyła dyskusja o wprowadzeniu kryterium dochodowego do programu 500+. Nie wiadomo, czy raz wprowadzony mechanizm uda się wycofać, bo realne ceny energii mogą utrzymać się na wyższym poziomie pomimo śmiałych założeń polityków. Z kolei nagły odwrót od interwencji w ceny energii może skończyć się protestami rodzimych „żółtych kamizelek” na Wiejskiej. Nie wiadomo jak w takiej sytuacji zachowałaby się „Solidarność” popierająca póki co obóz władzy. Ulica może zaskoczyć także tych polityków, którzy na razie nie dopuszczają do siebie myśli, że postulaty słyszane dotąd głównie na manifestacjach związków zawodowych trafią do głównego nurtu polityki krajowej i międzynarodowej. Polityka w 2019 roku może znaleźć się pod wpływem tego nowego frontu, a politycy będą przejmować niektóre postulaty populistyczne, aby pozostać w grze. Trudno będzie jednak przelicytować największych populistów, którzy zyskują coraz większy posłuch, szczególnie wśród młodszych wyborców.

Jakie alternatywy dla obecnego kursu?

REKLAMA

Polityka energetyczna Polski nie może ulec populizmowi. Utrudnia on merytoryczną dyskusję podobnie jak nierealistyczne postulaty lobby węglowego postulującego zachowanie status quo, czy grupy promującej Odnawialne Źródła Energii, które życzyłyby sobie rewolucji od jutra. Do Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku należy wpisać ścieżkę transformacji energetycznej. Projekt zakłada powolną zmianę z wykorzystaniem energetyki jądrowej od 2033 roku. Energia z tego źródła będzie pozbawiona kosztów polityki klimatycznej, bo jest zeroemisyjna, jednak do budowy bloków jądrowych potrzebne są wielomiliardowe inwestycje. Tymczasem same rekompensaty cen energii dla spółek obrotu warte 2 mld złotych pożarły połowę kosztu rocznego budowy jednego bloku jądrowego, przy optymistycznym założeniu, że będzie kosztował 40 mld złotych i zostanie zbudowany w dekadę.

Alternatywa do obecnego kursu to silniejszy rozwój Odnawialnych Źródeł Energii. Furtka to liberalizacja prawa ograniczającego obecnie energetykę wiatrowa na lądzie, wsparcie fotowoltaiki, wykorzystanie środków z handlu emisjami CO2 do modernizacji energetyki. Jednak i te środki będzie do pewnego stopnia konsumować mechanizm moderujący wzrost cen energii. Jeżeli z rozwiązania doraźnego zamieni się on w element systemowy, będzie trwale pożerał środki na transformację energetyczną, a polski sektor energetyki będzie dalej zjadał swój ogon. Ostrzegałem przed tym na początku grudnia.

Politycy powinni przestać okłamywać Polaków. Ich działanie zagraża podporządkowaniem polityki energetycznej populizmowi, który może wręcz zagrozić integracji europejskiej. Ceny energii muszą wzrosnąć. Rosną w całej Europie, a pisaliśmy o tym w BiznesAlert.pl jeszcze w wakacje 2018 roku. Doraźne działania skrojone na rok wyborczy powinny zostać zastąpione przez konkretną propozycję systemową. Najnowszy termin ostatecznego rozstrzygnięcia losu strategii energetycznej RP to 15 stycznia, kiedy zakończą się konsultacje społeczne jej projektu. Nie możemy dłużej czekać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: