Przyspieszenie offshore, czyli co zawiera umowa sektorowa

15 września zostanie podpisane porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Zakłada przyspieszenie rozwoju morskich farm wiatrowych z jak największym udziałem przemysłu polskiego, ale także rozwiązania na rzecz uczynienia z nich infrastruktury krytycznej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Udział komponentu krajowego na 20-30 procent

Przedstawiciele rządu oraz inwestorzy w morskie farmy wiatrowe podpiszą tak zwany „sector deal” mający gwarantować jak największy udział komponentu krajowego (tzw. local content) w rozwoju tej nowej branży przemysłu. Wskaźnik ten ma wynieść minimalnie 20-30 procent, choć przedstawiciele firm offshore przekonują, że mógłby być dużo wyższy. Powód takiego zapisu to zachowawczość albo chęć pochwalenia się wynikiem lepszym od założeń w przyszłości.

Umowa sektorowa to platforma do kontaktu między rządem, inwestorami a samorządami. Ma koordynować działania rzecz szybkiego rozwoju morskich farm wiatrowych w Polsce. Polacy chcą mieć 5,9 GW offshore w 2030 roku i 11 GW do końca 2040 roku dzięki systemowi wsparcia z tak zwanej ustawy offshore z budżetem sięgającym 22,5 mld euro. Udział tzw. local content przy pierwszych projektach ma wynieść wspomniane 20-30 procent, przy tych realizowanych do 2030 roku – 45 procent i co najmniej 50 procent przy tych, które będą powstawać po 2030 roku. Eksport produktów i usług sektora offshore ma być wart odpowiednio 2 i 5 mld zł, a zatrudnienie – 30 i 60 tysięcy.

Umowa zakłada, że terminal instalacyjny w porcie Gdynia będzie gotowy od 2025 roku, a drugi ma zostać przygotowany w 2026-2030. Mają powstać co najmniej dwa porty serwisowe (w Łebie i Ustce) pozwalające obsługiwać budowę morskich farm wiatrowych, a potem je serwisować. Dedykowane programy badawczo-rozwojowe mają od 2022 roku wspierać rozwój innowacyjności branży oraz transfer technologii do Polski. Docelowo ma powstać całe zaplecze logistyczne i portowe mające wpływ na rozwój regionów nadmorskich. Minister odpowiedzialny za gospodarkę morską ma przygotować takie zaplecze dzięki środkom zarezerwowanym w budżecie. Mogą pochodzić między innymi z Krajowego Planu Odbudowy, w którym Polska zapisała inwestycje w port instalacyjny.

Inwestorzy mają przygotować konkurencyjne oferty pozwalające przynajmniej częściowo zaopatrzyć budowę  morskich farm wiatrowych w latach 2024-26 i rozwinąć pełny potencjał dostaw w latach 2027-30. Mają zostać powołani krajowi operatorzy floty instalacyjnej i/lub serwisowej, którzy mają rozwinąć skrzydła do 2030 roku. Sygnatariusze listu chcieliby zapewnić do 50 procent dostaw z rynku krajowego do końca tej dekady.

Umowa sektorowa przewiduje także współpracę na rzecz wytwarzania wodoru z nadwyżek energii wytworzonej w morskich farmach wiatrowych. To szczególnie ważne, bo dolina wodorowa rozumiana jako centrum wytwarzania tego paliwa, może powstać póki co tylko na Pomorzu właśnie wobec perspektywy istotnych nadwyżek energii z morskich farm wiatrowych, a kiedyś z atomu, które mogą posłużyć do zasilenia elektrolizerów i wytwarzania wodoru bezemisyjnego.

Offshore będzie infrastrukturą krytyczną

Do rozwiązania pozostaje wyzwanie w postaci legislacji pozwalającej transportować olbrzymie komponenty morskich farm wiatrowych, współpracę na rzecz oceny wpływu offshore na funkcje obronne państwa oraz ochronę granicy poprzez zmianę charakterystyki obszarów morskich we współpracy z resortami siłowymi. Chodzi między innymi o radiolokację oraz komunikację Sił Zbrojnych w pobliżu farm. Offshore ma się stać infrastrukturą krytyczną, którego wpływ na politykę obronną państwa ma zostać jasno określony po to, żeby Warszawa mogła przeprogramować ją z uwzględnieniem nowej charakterystyki terenów morskich po powstaniu farm. Chodzi o pracę sił zbrojnych, ale także Straży Granicznej. To szczególnie istotne wobec faktu, że na etapie prac nad ustawą offshore zainteresowały się nią resorty siłowe oraz służby pragnące zapewnić bezpieczeństwo kraju. Odpowiednie ekspertyzy mają zbadać wpływ morskich farm wiatrowych na bezpieczeństwo oraz obronność państwa, systemy zobrazowania radiolokacyjnego, obserwacji technicznej, morskiej łączności radiowej, systemy kontroli ruchu lotniczego oraz łączności radiowej Marynarki Wojennej i Straży Granicznej. Operatorzy farm wiatrowych mają współpracować z tymi podmiotami na każdym etapie projektów, a w zamian zyskać ochronę w ramach przepisów o infrastrukturze krytycznej z ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz Narodowego Programu Ochrony Infrastruktury Krytycznej.

Koordynacja polityki wobec morskich farm wiatrowych

Jednakże najważniejszy skutek umowy sektorowej to regularne konsultacje zmian legislacyjnych w Polsce z branżą morskich farm wiatrowych. Przewidywalność prawa to podstawowy warunek rozwoju nowych inwestycji, tymczasem pojawiają się różne spekulacje na temat planów podporządkowania wszystkich nowych koncesji offshore polskim spółkom Skarbu Państwa. Z punktu widzenia państwa jest to rozwiązanie gwarantujące kontrolę, ale inwestorzy obawiają się, że nie będą mogli rozwinąć skrzydeł, a bez nich nie dojdzie do transferu technologii. Bez tego będzie z kolei trudno o zebranie minimum trzech podmiotów niezbędnych do uruchomienia aukcji offshore w następnym rozdaniu koncesji. Te i inne niejasności będą mogły być regularnie rozstrzygane za pomocą nowej platformy komunikacji w postaci Rady Koordynacyjnej mającej obradować nie rzadziej niż raz na pół roku.

Kontratak atomu, bo taki mamy klimat. Reaktor ekstra od USA?

Raport pod egidą ministra Naimskiego sugeruje, że atom to najlepsza opcja dla Polski. Polityka klimatyczna sprawia, że Polacy nie mogą przeinwestować w gaz. Mogłoby powstać nawet siedem reaktorów ze wskazaniem na technologię amerykańską – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Kontratak atomu na OZE

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski wraz z przedstawicielami Narodowego Centrum Badań Jądrowych oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych przedstawił na konferencji „Bezpieczeństwo energetyczne. Filary i perspektywy rozwoju” w Rzeszowie raport dowodzący, że energetyka jądrowa jest rozwiązaniem najtańszym z punktu widzenia kosztów systemu w Polsce. To odpowiedź na liczne opracowania na temat największej opłacalności ekonomicznej Odnawialnych Źródeł Energii.

Studium zostało opracowane przez zespół skupiony wokół Narodowego Centrum Analiz Energetycznych. To nowa instytucja rządowa mająca zapewnić niezależne dane analityczne służące podejmowaniu odpowiednich decyzji. Jej dokument zawiera analizę alternatywnych scenariuszy zapewnienia ciągłości dostaw energii elektrycznej przy minimalizacji emisji gazów cieplarnianych. Wspomniane centrum to nowa instytucja łącząca ekspertów NCBJ i PSE pod skrzydłami biura obsługi pełnomocnika Naimskiego.

Badanie zakłada znalezienie strategii energetycznej dającej stałą dyspozycyjność mocy wytwórczych przy największej redukcji emisji CO2. Powstały cztery strategie niskoemisyjne oraz jedna zeroemisyjna z użyciem różnych mieszanek źródeł konwencjonalnych, odnawialnych (OZE) oraz atomu. Centrum dokonało wybory takiego modelu, który dałby optymalne zróżnicowanie z perspektywy odbiorcy końcowego. Novum opracowania jest wskaźnik S-LCOE (System Levelized Cost of Electricity). Chodzi o średnie koszty produkcji jednostki energii wyznaczane z uwzględnieniem kosztów systemu. To różnica w stosunku do modelu LCOE nieuwzględniającego kosztów systemowych, a więc promującego energetykę, która jest tania i szybko się zwraca inwestorowi prywatnemu, a zatem przede wszystkim Odnawialne Źródła Energii.

Autorzy opracowania zdołali obliczyć, że strategia wykorzystująca energetykę jądrową jest najbardziej opłacalna ze względu na niższy średni koszt wytwarzania energii ze względu na czas pracy trwający 60 lat, który da oszczędności rzędu 100 mld złotych w tym okresie w stosunku do strategii stawiających na OZE. – Ze względu na wysokie nakłady inwestycyjne wiatr na morzu nie powstał w żadnym analizowanym scenariuszu, co wskazuje na niższą konkurencyjność tych technologii względem pozostałych OZE. W strategii morskiej optymalizator, minimalizując koszty, zdecydował o wybudowaniu i produkcji energii wyłącznie ze źródeł rezerwowych (gaz CCGT) – czytamy w podsumowaniu.

Planowane 6-9 GW atomu ma być stabilizowane przez energetykę gazową. Autorzy opracowania przewidzieli także możliwość przestojów pracy energetyki jądrowej i z tego względu nie zrezygnowali całkiem z planów inwestycji w gaz. Nie jest jednak jasne, czy nie sugerowaliby miksu całkowicie atomowego, gdyby nie istniejące plany sektora elektroenergetycznego celujące w gaz. Uczestnicy panelu poświęconego temu zagadnieniu nie chcieli odpowiedzieć na moje pytanie o to, czy atom mógłby zastąpić gaz w obecnych planach. Nie ma na pewno takiej możliwości w latach dwudziestych, bo reaktory nie powstaną tak szybko.

Autorzy raportu uznali, że strategia zakładająca rozwój źródeł odnawialnych z magazynami energii jest najdroższa przez konieczność przewymiarowania instalacji odnawialnych i magazynów. Ich moc musi być dużo wyższa od realnego zapotrzebowania ze względu na okresy przestoju produkcji zależne od pogody. Autorzy opracowania przestrzegają przed oczekiwaniem, że przestoje w Polsce zostaną uzupełnione dostawami z zagranicy, na przykład Niemiec, bo w takiej sytuacji tam wtedy też będą trwały przerwy dostaw z OZE. Koszty systemowe liczone wraz z rezerwą niezbędną do zapewnienia ciągłości dostaw przy rosnącym udziale źródeł odnawialnych skłaniają autorów raportu do przewartościowania oceny ekonomicznej OZE. Stanowią ponad połowę kosztów sumarycznych w strategiach wiatrowych analizowanych w opracowaniu. Inaczej jest w przypadku źródeł stabilnych zastępujących stare, konwencjonalne (przede wszystkim węglowe). Mogą być przyłączane do sieci w miejscach, z których będą wycofywane stare bloki, ograniczając koszty sieciowe i nie niosą za sobą kosztów bilansowania, gdyż są sterowalne.

Przełomowe ustalenie raportu pod egidą Piotra Naimskiego dotyczą polityki klimatycznej. – Strategie ze źródłami wiatrowymi wspomaganymi gazem charakteryzuje 7,5 razy większa emisja CO2 niż w przypadku energetyki jądrowej, również wspomaganej gazem. Wynika to ze znacznie większych potrzeb wykorzystania rezerw gazowych – czytamy w dokumencie. Co więcej, najtańsze rozwiązanie (ale bez rezerwy) to strategia oparta wyłącznie o atom. – Uzyskanie zerowego bilansu emisji CO2 z innymi strategiami w obecnych i obecnie przewidywanych warunkach jest bardzo kosztowne – czytamy. Autorzy raportu sygnalizują zatem, że docelowo to atom powinien zastępować źródła konwencjonalne w celu usunięcia emisji w ogóle zgodnie z celem neutralności klimatycznej Unii Europejskiej do 2050 roku.

To przyczynek do dyskusji o rozbudowie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, która zakłada budowę 6-9 GW energetyki jądrowej. Strategia J0 zakładająca nowe moce jądrowe zakłada dodatkowy gigawat w stosunku do PPEJ. – Analiza zakłada budowę siedmiu bloków jądrowych po 1 GW mocy zainstalowanej – czytamy w opracowaniu. PPEJ zakłada 6-9 GW. Dolna część widełek to 6 GW, które mogłyby powstać z użyciem sześciu lub czterech bloków w zależności od technologii różnicującej ich moc. Warto podkreślić, że autorzy opracowania założyli, że jeden reaktor będzie wytwarzał 1000 MW, a zatem odpada technologia APR z Korei o mocy 1350 MW oraz EPR z Francji o mocy 1650. Widać więc kurs America First. Amerykanie nie zostali jeszcze wybrani tylko przez prawo unijne zmuszające do przetargu technologicznego.

Uwaga na gaz

Autorzy opracowania założyli, że chcą zapewnić Polsce 6 GW nowych mocy wytwórczych o jak najniższym koszcie systemowym i największej elastyczności pracy. Z tego założenia wynika miks atomu i gazu. Gdyby jednak prymat przejęła polityka klimatyczna, to miks całkowicie jądrowy dałby największe redukcje emisji CO2. To szczególnie ważny wniosek także w świetle planów USA i Unii Europejskiej, które chcą zmniejszyć emisje metanu na świecie o 30 procent do 2030 roku w stosunku do poziomu z 2020 roku. Mają zaprezentować propozycję polityki globalnej w tej sprawie na szczycie klimatycznym COP 26 w Glasgow.

Oznacza to, że po węglu także gaz znajdzie się pod pręgierzem polityki klimatycznej. Jeśli dołożyć do tego rekordowe ceny tego paliwa podnoszące koszty wytwarzania energii i ciepła z jego pomocą, otrzymujemy silny sygnał ostrzegawczy przed przeinwestowaniem w gaz w Polsce. Polacy nie powinni przesadzić z wykorzystaniem gazu jako paliwa przejściowego ze względu na politykę klimatyczną, koszty paliwa oraz bezpieczeństwo dostaw. Nie po to inwestowaliśmy w dywersyfikację źródeł dostaw, żeby potem podnieść zapotrzebowanie do poziomu, który zmusi nas do ponownego sięgnięcia po niepewnego dostawcę rosyjskiego

To będzie sroga zima. Gazowa wojna hybrydowa Rosji już trwa

– Ta zima ma być sroga przez wir polarny. To wspaniała okazja do użycia gazowej broni hybrydowej przeciwko Europie przez Rosjan, którzy chcą wymusić rozpoczęcie pracy Nord Stream 2 i zagrożenie nowym konfliktem na Ukrainie. Polska może pomóc zmniejszyć to ryzyko z użyciem gazu i atomu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Sroga zima a wir polarny

Wir polarny to swoisty cyklon formujący się nad biegunem północnym przynoszący okresowe ochłodzenie w sezonie zimowym na tej półkuli. Wielki niż nad Arktyką powstały przez wir tworzy presję na obszary obejmujące Amerykę Północną, Europę i Północną Azję. Jeżeli zdoła zepchnąć zimne powietrze na południe, zima może być sroga. Temperatury na półkuli północnej oraz ciśnienie spadają już teraz i meteorolodzy spodziewają się takiego zjawiska w sezonie zimowym 2021/2022.

To zła wiadomość dla sektora gazowego dotkniętego rekordem wysokich cen gazu, które sięgają już około 700 dolarów za 1000 m sześc. na giełdach europejskich. To poziom najwyższy w historii, który będzie wzmagany przez ewentualny atak zimy i jego konsekwencję w postaci wyższego zapotrzebowania na to paliwo. Celowa obniżka podaży gazu w Europie Zachodniej przez Gazpromu dodatkowo pogłębi ten problem, a co za tym idzie, wzrośnie presja na uruchomienie gazociągu Nord Stream 2 pomimo przeszkód w postaci prawa dyrektywy gazowej Unii Europejskiej zobowiązującej do wdrożenia przepisów antymonopolowych względem tej magistrali Gazpromu oraz sankcji amerykańskich, póki co uniemożliwiających certyfikację techniczną.

Sektor gazowy Ukrainy przyznaje nieoficjalnie, że chociaż Naftogaz zgromadził w magazynach gazu nad Dnieprem niezbędne 20 mld m sześc. pozwalające przetrwać sezon zimowy bez niedoborów, to możliwe są niespodziewane incydenty, jak pożar instalacji Urengoj na Syberii, które ograniczą lub zatrzymają dostawy gazu rosyjskiego przez terytorium ukraińskie. Taki problem oznaczałby dalszy wzrost cen paliwa, zagrożenie bezpieczeństwa dostaw do Europy, a co za tym idzie jeszcze większą presję na uruchomienie Nord Stream 2. Rozmówcy BiznesAlert.pl pragnący pozostać anonimowi nie mają złudzeń. – Istnieje wielkie ryzyko działań hybrydowych przeciwko sieci przesyłu gazu na Ukrainie. Jeden incydent może zatrzymać całe dostawy – ostrzega wysoki przedstawiciel sektora gazowego na Ukrainie. To także ryzyko podniesienia cen gazu nad Dnieprem, a te mają wysokie znaczenie polityczne.

Dostawy gazu na Ukrainę, w przeciwieństwie do Polski, nie mają istotnego znaczenia dla elektroenergetyki, ale sektora ciepłownictwa komunalnego. Wszelkie wahania cen ciepła będą miały znaczenie polityczne. Ewentualny kryzys gazowy w okresie występowania wiru polarnego zagraża zatem drożyzną i problemami z dostawami ciepła nad Dnieprem, a co za tym idzie może się przerodzić w kryzys polityczny. Ten połączony z rozczarowaniem działaniami Zachodu w sprawie agresji rosyjskiej na Krymie i w Donbasie, a także w sporze o Nord Stream 2, może przerodzić się na wzmocnienie sił antyzachodnich w Kijowie pomimo pozornej siły obozu prozachodniego skupionego wokół prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego. Warto przypomnieć, że nie posiada on zaplecza niezbędnego do budowy samodzielnej pozycji politycznej. Jeżeli nowy kryzys gazowy w sezonie grzewczym 2020/21 doprowadziłby do zainstalowania sił prorosyjskich w Kijowie, Moskwa odniosłaby sukces polityki gazowej nakierowanej na osiągnięcie właśnie takich celów, a nie jak najwyższego dochody ze sprzedaży gazu.

Kryzys cen gazu połączony z ewentualnymi niedoborami na Ukrainie jest tym bardziej prawdopodobny przez fakt, że gazociąg Nord Stream 2 został już ukończony. Istnieją dwa możliwe scenariusze. Rosjanie mogą wywołać kryzys po to, by argumentować za uruchomieniem tego gazociągu bez oglądania się na prawo europejskie. To scenariusz bardziej ekstremalny. Mogą także poczekać na uruchomienie Nord Stream 2 i wywołać kryzys wtedy, mając świadomość, że nie odbije się on na klientach Europy Zachodniej mających alternatywę do szlaku ukraińskiego. To argumenty za tym, aby przygotować się na ewentualny kryzys dostaw tej zimy oraz opóźnić uruchomienie Nord Stream 2 do czasu zakończenia rozmów o przyszłości dostaw gazu przez Ukrainę po zakończeniu kontraktu przesyłowego z Gazpromem, który obowiązuje do 2024 roku.

Perspektywa następnych trzech lat zabezpieczonych pozornie kontraktem przesyłowym nad Dnieprem nie powinna uspokajać. Klauzula ship or pay w nim zawarta zobowiązuje Gazprom do opłacenia dostaw przez Ukrainę, ale nie fizycznego transportu gazu. Rosjanie mogliby teoretycznie jutro zakręcić kurek z gazem, opłacając ship or pay zgodnie z prawem, ale obniżając jednocześnie ciśnienie gazu w systemie Ukrainy do stopnia, który zagrozi stabilności przesyłu do Europy. Ukraińcy muszą utrzymywać niezbędny poziom technicznego gazu w celu umożliwienia pracy swych gazociągów. Pozbawieni przesyłu z Rosji nie będą w stanie tego zagwarantować, stając przed widmem destabilizacji, a dodatkowo także powrotu propagandy rosyjskiej o tym, że Ukraina nie jest wiarygodnym krajem tranzytowym. W międzyczasie Rosjanie mogliby uruchomić Nord Stream 2 bez certyfikacji, nawet jeżeli musieliby zapłacić za to karę. Będzie to swoiste duszenie sektora gazowego nad Dnieprem, które może posłużyć do szantażowania Europy i wymuszania zmian politycznych po myśli Kremla. Byłby to także najlepszy moment do nowych działań wojskowych na Ukrainie, a z moich rozmów z przedstawicielami tamtejszego sektora gazowego wynika, że to ryzyko jest brane poważnie pod uwagę. Niestety sektor gazowy nad Dnieprem nie przygotował się dotąd na zmniejszenie zależności od przesyłu gazu z Rosji.

Układ Polska-Ukraina-USA o LNG i atomie

Odpowiedź to zdecydowana polityka Zachodu nakierowana na wsparcie Ukrainy jeszcze przed tym sezonem grzewczym, bo rośnie bezpośrednie zagrożenie destabilizacją polityczną oraz agresją militarną przeciwko temu krajowi. W tym świetle rozmowy o nieformalnej propozycji USA i Niemiec w sprawie Nord Stream 2, czyli pomysłach wsparcia transformacji energetycznej Ukrainy oraz rozwoju rynku wodoru w tym kraju, jawią się jako temat poboczny. Kijów potrzebuje formalnych gwarancji bezpieczeństwa militarnego oraz wsparcia na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa dostaw gazu. W innym wypadku nawet jeśli ruszy nowa ofensywa Rosji nad Dnieprem, kraje zachodnie nie będą zdeterminowane do działania, mając gotowy szlak alternatywny w postaci Nord Stream 2.

Rozwiązanie proponowane przez Ukraińców to umowy na przepustowość gazociągów ukraińskich z udziałem firm z Niemiec i nie tylko. Jeżeli Europejczycy zainwestują środki w tamtejszą infrastrukturę, będą zainteresowani jej stabilnością. Będzie to także argument dla Gazpromu za utrzymaniem przesyłu przez Ukrainę, bo taka będzie wola jego klientów. Nie ma na razie widoków na stworzenie konsorcjum do zarządzania gazociągami na Ukrainie z udziałem kapitału zachodniego, więc umowy na przepustowość tamtejszych rur i magazynów to rozwiązanie kompromisowe. Warto dalej zabiegać o rozwój dostaw LNG z USA przez Polskę na Ukrainę w ramach układu opisywanego wielokrotnie na BiznesAlert.pl. Działania zaproponowane przez amerykańskiego przedstawiciela do Nord Stream 2 Amosa Hochsteina w rozmowie z dziennikarzami z Polski są niewystarczające. Należy wykorzystać trójstronny format polityczny Polska-Ukraina-USA stworzony jeszcze w czasach administracji Donalda Trumpa do sformułowania realnych rozwiązań, jak dofinansowanie Gazociągu Polska-Ukraina lub innego projektu pozwalającego rozwinąć dostawy gazu ze Świnoujścia (a kiedyś Baltic Pipe) nad Dniepr, a także zmniejszenia zależności od gazu w Polsce oraz na Ukrainie poprzez dalszą aktywizację współpracy w sektorze jądrowym z udziałem Westinghouse. Ta firma jest zaangażowana nad Wisłą i Dnieprem w promocję jej technologii jądrowej. Wola polityczna powinna sprawić, że dojdzie jak najszybciej do rozstrzygnięć.

Należy także wykorzystać Wspólnotę Energetyczną do konsultacji z Komisją Europejską, która powinna brać udział we wszelkich rozmowach zamiast Niemiec, które nie są bezstronne. Jednak nawet Berlin przychylił się do pomysłu konsultacji Nord Stream 2 w ramach Wspólnoty wysuniętego przez Kijów. Kolejny obszar działania to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej który wydał już szereg wyroków na korzyść klientów Gazpromu, które ograniczają Nord Stream 2, jak konieczność wdrożenia przepisów dyrektywy gazowej względem tego przedsięwzięcia. Należy także odnieść się do zagrożeń z zakresu twardego bezpieczeństwa tworzonych przez ten koncern rosyjski. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w świetle przytoczonych faktów, zależność od gazu z Rosji nie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa militarnego Unii Europejskiej i NATO. Negocjacje nowego porządku nie powinny się odbywać pod presją gazową Rosjan, którzy najwyraźniej już rozpoczęli gazową wojnę hybrydową przeciwko całemu światu zachodniemu.

Rosjanie używają wysokich cen gazu do wymuszenia Nord Stream 2 | Ostatnia szarża w parlamencie USA

Rosjanie używają wysokich cen gazu do wymuszenia Nord Stream 2

Rosjanie wykorzystują rekordowe ceny gazu w Europie – za które są częściowo odpowiedzialni – do promocji spornego Nord Stream 2.

– Szybkie uruchomienie gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec zrównoważyłoby wysokie ceny gazu w Europie, także na rynku spotowym – zapewnił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Rosjanie są oskarżani o celowe ograniczanie dostaw gazu do Europy mające podnieść dodatkowo rosnące ceny tego surowca i przekonywać do uruchomienia Nord Stream 2 pomimo przeszkód jak prawo unijne i sankcje USA.

Pieskow uznał, że uruchomienie Nord Stream 2 obniżyłoby ceny. Wcześniej Gazprom sugerował, że ten gazociąg mógłby rozpocząć pracę w październiku 2021 wbrew sankcjom USA wobec firm ubezpieczających i certyfikujących technicznie, a także prawu unijnemu zobowiązującego do wdrożenia przepisów antymonopolowych trzeciego pakietu energetycznego na mocy dyrektywy gazowej jeszcze przed certyfikacją Nord Stream 2 AG w roli regulatora i rozpoczęciem dostaw.

– Należy się spodziewać, że strona rosyjska spróbuje wywrzeć nacisk na władze w Europie wykorzystując kontekst nadciągającego kryzysu gazowego w Europie tej zimy. Jednakże na ten moment nie wygląda na to, że będzie jej łatwo odnieść sukces – pisał Mateusz Kubiak w Jamestown Foundation.

Cena gazu ziemnego na spocie na giełdzie TTF przekroczyła 900 dolarów za 1000 m sześc.

Reuters/Wojciech Jakóbik

Ostatnia szarża na Nord Stream 2 w parlamencie USA

Ponadpartyjna grupa kongresmenów chce cofnąć zawieszenie sankcji wobec operatora Nord Stream 2 i jego prezesa w ostatnim wysiłku na rzecz zatrzymania dostaw przez ten sporny gazociąg z Rosji do Niemiec. Rozstrzygnięcie ma nastąpić w przyszłym tygodniu.

Poprawka z Izby Reprezentantów przedstawiona 14 września przez Michaela McCaula (Republikanina), Marcy Kaptur (Demokratkę) oraz ośmiu innych polityków wzywa prezydenta USA do wprowadzenia sankcji na podmioty projektujące, budujące albo zarządzające gazociągiem Nord Stream 2. Daje także zielone światło nowym, obowiązkowym sankcjom wobec podmiotów oraz osób z zagranicy odpowiedzialnych za te czynności.

Poprawka McCaula i Kaptur trafiła do ustawy budżetu obronnego NAtional Defense Authorisation Act (NDAA). W ten sam sposób zostały wdrożone pierwsze sankcje wobec Nord Stream 2, zamrażając jego budowę na ponad rok. Komisja Regulacji spotka się 20 września, aby ocenić, czy poprawka zaproponowana przez kongresmenów powinna trafić do NDAA. Ma też możliwość przekazać sprawę komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów.

Pomimo ponadpartyjnej zgody w parlamencie USA prezydent Joe Biden zdecydował o zawieszeniu tych sankcji w celu utrzymania kontaktów dyplomatycznych z Niemcami w sprawie Nord Stream 2. Jednakże razem z kanclerz Angelą Merkel obiecał, że jeśli gaz zostanie użyty przez Rosję jako broń, zostaną wprowadzone nowe sankcje. Tymczasem Rosja celowo ogranicza podaż gazu w Europie, by podnieść ceny i wymusić rozpoczęcie pracy Nord Stream 2.

Radio Wolna Europa/Wojciech Jakóbik

Europa nie radzi sobie z drożyzną na rynku gazu bo porzuca węgiel. Polska zaskakuje

Wielki paradoks: Europa nie radzi sobie z drożyzną na rynku gazu bo porzuca węgiel. Polska zaskakuje

Ceny gazu w Europie przebiły już 800 dolarów za 1000 m sześc. i nawet większe użycie węgla nie pomoże ich obniżyć, bo na zachodzie kontynentu jest zbyt mało elektrowni opalanych czarnym paliwem. Polska ma w ostatnim czasie jedne z najniższych cen w Europie – paradoksalnie – dzięki węglowi.

Rosyjski Kommiersant przypomina, że szczyty cenowe na rynku gazu w przeszłości były ograniczane na rynku europejskim poprzez zamianę paliwa na węgiel. Jednak obecnie w Europie Zachodniej jest zbyt mało wytwórstwa tego typu. Cena gazu na giełdzie TTF sięgnęła 14 września 66,41 euro za MWh, czyli 845 dolarów za 1000 m sześc.

Ceny spotowe przebiły 785 dolarów za 1000 m sześc. (61,5 euro za MWh). Ostatni taki szczyt został zanotowany w marcu 2018 roku, kiedy sroga zima podniosła ceny do 943 dolarów za 1000 m sześc. Podwyżka wynika głównie z niskiego zapełnienia magazynów gazu w Europie Zachodniej wypróżnianych przez Gazprom, który nie dostarcza dodatkowego surowca przez Ukrainę oraz tłumaczy spadek podaży usterką w instalacji Urengoj na Syberii. – Gazprom nie chce zwiększy ć dostaw przed uruchomieniem Nord Stream 2 – przyznaje Kommiersant.

Tymczasem LNG będące alternatywą nadal płynie głównie do Azji. Cena według indeksu Platts JKM wynosiła na spocie 14 września 23,19 dolarów za MMBtu (830 dolarów za 1000 m sześc.). W pierwszej połowie 2021 roku dostawy LNG do Azji wzrosły o 22 mld m sześc. i spadły do Europy o 16 mld m sześc. Jednak ceny futures na dostawy LNG na rynek europejski są już wyższe niż w Azji i wynoszą 22 dolary za MMBtu w porównaniu z 18,8 dolarów na rynku azjatyckim. Oznacza to, że Europejczycy mogą spodziewać się w październiku większych dostaw gazu skroplonego.

Wzrost cen gazu podnosi ceny elektryczności tam, gdzie sektor wytwarzania energii jest od niego zależny. Z tego powodu Wielka Brytania posiadająca dużo elektrowni gazowych notuje rekord cen energii. Mogłaby je zbić wykorzystując elektrownie węglowe, ale pozostawiła sobie tylko dwie w ramach dekarbonizacji.

Te wyjątkowe warunki sprawiają, że Polska notuje w ostatnim czasie najniższe ceny energii na giełdzie. Węgiel daje niższe ceny energii ze względu na rekordowe ceny gazu nawet pomimo rosnących kosztów emisji CO2 uderzających w oba te paliwa. Jednak bardziej długofalowo, kiedy błękitny płomyk będzie tańszy, Polska znów wróci do trendu, w którym ma jedne z najwyższych cen energii na kontynencie.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Zachód odcina Łukaszenkę od pieniędzy. Banki jak PKO BP zamykają konta

PKO BP i inne banki zachodnie zamykają konta na Białorusi przez sankcje USA i Unii Europejskiej wprowadzone w odpowiedzi na uprowadzenie samolotu Ryanair z opozycyjnym dziennikarzem na pokładzie.

Portal Nasza Niwa podaje, że rząd białoruski będzie miał problem z finansowanie. Banki zachodnie zamykają konta w euro i dolarach, pozbawiając go dostępu do tych walut. Belarusbank, Belinvestbank i Belagroprombank straciły konta w Deutsche Banku, Commerzbanku, DZ Banku, Unione di Banche Italiane oraz PKO BP z Polski. Nawet rosyjskie Sbierbank, VTB i Rosselchozbank odmówiły transakcji z Belagroprombankiem.

Ta zmiana powoduje opóźnienia pracy sektora bankowego na Białorusi. Przelewy są realizowane w dwa tygodnie zamiast kilku godzin. Dyktator Aleksandr Łukaszenka nazywa działania Zachodu „piractwem”, ale jest to odpowiedź na porwanie samolotu Ryanair nad Białorusią w celu uwięzienia dziennikarza Ramana Protasiewicza, który obecnie został zaangażowany w promocję władzy w Mińsku za pośrednictwem mediów państwowych i nie może opuścić tego kraju.

Nasza Niwa/Wojciech Jakóbik

USA i Unia Europejska zaapelują o redukcję emisji metanu. Wyzwanie dla Polski

Plan redukcji emisji metanu forsowany przez Brukselę i Waszyngton może przyprawić o ból głowy Warszawę, która chce prowadzić transformację energetyczną z użyciem gazu jako paliwa przejściowego.

USA i Unia Europejska zgodziły się, że będą walczyć z emisjami metanu i zachęcą do tego innego gospodarki świata. Reuters dotarł do dokumentu, z którego wynika, że będą apelować o redukcję emisji metanu o 30 procent do 2030 roku i wezwą do tego kraje świata, w tym Rosję, Chiny, Indie, Brazylię oraz Arabię Saudyjską.

Punktem odniesienia ma być emisja metanu towarzysząca działalności człowieka z 2020 roku. Autorzy apelu widzianego przez Reutersa przekonują, że metan utrzymuje się krótko w atmosferze i dlatego redukcja emisji powinna przynieść szybki, pożądany efekt środowiskowy. Propozycja układu w tej sprawie ma zostać przedstawiona 17 września i oficjalnie ujawniona na COP 26 w Glasgow.

Polska planuje transformację energetyczną przy pomocy energetyki gazowej. Konieczność budowy elektrowni i elektrociepłowni gazowych, które zastąpią węglowe, pociągnie za sobą wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce o 50 procent do 2030 roku, czyli z 20 do około 30 mld m sześc. rocznie. Emisje metanu towarzyszą wydobyciu, transportowi i spalaniu gazu.

Reuters/Wojciech Jakóbik

Impas integracji gazowej Białorusi i Rosji. Gazprom nie chce ujawniać sekretów Gazociągu Jamalskiego

Nie ma porozumienia Białorusi i Rosji o integracji rynków gazu. Gazprom nie chce ujawniać rzeczywistych kosztów dostaw przez Gazociąg Jamalski, który ciągnie się także przez Polskę.

Kommiersant podaje, że Białoruś i Rosja nie doszły do porozumienia o połączeniu rynków gazu. Premier białoruski Roman Holowczenko zdradził, że musi do niego dojść do lipca 2022 roku. Wcześniej strony zgodziły się na cenę dostaw na Białoruś w wysokości 128 dolarów za 1000 m sześc., kilka razy taniej niż w Europie.

– Musimy określić na jakich zasadach będzie formułowana cena gazu w celu ustalenia jej na długi termin – powiedział premier Holowczenko cytowany przez TASS. Białorusini zdołali jednak ustalić, że ich rafinerie będą pracować tak, jak rosyjskie dzięki integracji systemów podatkowych usuwającej dodatkowe obciążenia.

Gaz dla Białorusi ma kosztować 128 dolarów za 1000 m sześc., choć domagała się nawet 68 dolarów jak w Obwodzie Smoleńskim w Rosji. Rosja proponowała jednak wyższą cenę, uzależnioną od wysokich poziomów w Europie sięgających 720 dolarów, czyli około 450 dolarów.

Kompromis może jednak zakładać odbiór gazu rosyjskiego na granicy białoruskiej i możliwość kupna go nie tylko od Gazpromu. Białorusini obawiają się jednak, że cena gazu będzie mimo to nadal wyższa niż w regionie smoleńskim graniczącym z nimi. – Ostatnia opcja jest także niewygodna dla Gazpromu, który nie chce za bardzo pokazywać kosztów dostaw gazu przez jego system ani prawdziwych wolumenów dostaw w określonych kierunkach – czytamy w Kommiersancie. Gazprom jest właścicielem gazociągów na Białorusi od 2011 roku i kontroluje tamtejszy odcinek Gazociągu Jamalskiego.

Gazeta przypomina jednak, że budowa jądrowej Elektrowni Ostrowiec na Białorusi przez rosyjski Rosatom zmniejsza zależność tego kraju od gazu i znaczenie strategiczne tego surowca. Jej uruchomienie ma według dyrektora generalnego Belenergo Pawła Drozda zmniejszyć zapotrzebowanie Białorusinów na gaz do czterech mld m sześc. rocznie. Ten spadek może być wyższy ze względu na fakt, że Polska i kraje bałtyckie nie chcą importować energii z Ostrowca, a Ukraina zastanawia się nad podobnym posunięciem.

Minister energetyki Rosji Nikołaj Szułginow przekonuje, że wyrównanie cen gazu na Białorusi i w Rosji jest warunkiem niezbędnym do integracji ich rynku energii przez różnice konkurencyjności elektrociepłowni w tych krajach wynikające z różnych cen surowca. Łączenie rynków energii tych krajów mogłoby nastąpić w 2024 roku z ograniczeniem handlu do autoryzowanych firm krajowych.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Białoruś będzie miała tani gaz pomimo drożyzny w Europie, ale Rosja przykręca jej śrubę polityczną

Białoruś będzie miała tani gaz pomimo drożyzny w Europie, ale Rosja przykręca jej śrubę polityczną

Białorusini wynegocjowali utrzymanie ceny dostaw gazu z Rosji w 2022 roku pomimo drożyzny w Europie, ale Rosjanie dążą do usunięcia resztek ich autonomii politycznej poprzez dalszą integrację w ramach Związku Białorusi i Rosji.

Prezydenci Białorusi i Rosji zgodzili się, że cena gazu rosyjskiego docierającego na terytorium białoruskie w 2022 roku pozostanie taka jak w tym roku. Mińsk płaci 128,5 dolara za 1000 m sześc. gazu pomimo rekordowych cen w Europie zbliżających się do 700 dolarów.

– W oparciu o długie dyskusje udało się wypracować podejście do spraw gazowych możliwe do zaakceptowania przez obie strony. Cena gazu rosyjskiego dla Białorusi w 2022 roku pozostanie na poziomie z tego roku – zapowiedział prezydent rosyjski Władimir Putin. Dodał, że pierwszego grudnia dojdzie do podpisania dokumentu o stworzeniu wspólnego rynku gazu, ropy i energii elektrycznej państwa związkowego Związku Białorusi i Rosji.

Nie doszło jednak do podpisania dziewięciu map drogowych integracji Białorusi z Rosją w różnych obszarach. Obserwatorzy oceniają, że dyktator Aleksandr Łukaszenka gra na czas, a Putin używa koncesji takich, jak utrzymanie niskich cen gazu do dalszego usuwania autonomii białoruskiej. Łukaszenka zapowiedział, że dokumenty mogą zostać podpisane w październiku.

RBK/Wojciech Jakóbik

Koniec budowy Nord Stream 2 to dopiero początek

Koniec budowy Nord Stream 2 to dopiero początek

Ukończenie budowy gazociągu Nord Stream 2 prawie dwa lata po pierwotnym terminie nie kończy sporu w jego sprawie. Sankcje USA oraz prawo unijne nie pozwolą szybko uruchomić dostaw pomimo polityki faktów dokonanych Gazpromu przyczyniających się do drożyzny w Europie – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Portal EA Daily podaje, że w nocy z niedzieli na poniedziałek szóstego września budowa Nord Stream 2 została ukończona a nitka będąca przedmiotem prac czeka na tak zwany złoty spaw, czyli połączenie ukończonych odcinków na wodach niemieckiej strefy ekonomicznej. Gazprom zapowiedział, że chciałby uruchomić dostawy 5-6 mld m sześc. gazu przez Nord Stream 2 tej jesieni, ale na przeszkodzie stoją sankcje USA oraz konieczność wdrożenia unijnych przepisów antymonopolowych trzeciego pakietu energetycznego na mocy dyrektywy gazowej.

Wyzwaniem pozostają certyfikacja techniczna oraz ubezpieczenie wymagające współpracy firm zagrożonych obowiązującymi sankcjami USA. Amerykanie domknęli sankcje, wpisując na ich listę firmę Constanta, która mogła potencjalnie posłużyć do ubezpieczenia Nord Stream 2 oraz ominięcia tych restrykcji. Może się okazać, że to od Waszyngtonu będzie ostatecznie zależeć kiedy Nord Stream 2 zostanie ubezpieczony, a co za tym idzie, kiedy będą możliwe dostawy z punktu widzenia technicznego. Nie jest jasne jak długo potrwa ten proces, ale można sobie wyobrazić sytuację, w której pierwsza nitka ukończona jeszcze w czerwcu 2021 roku będzie prezentowana jako potencjalne źródło wspomnianych wyżej 5-6 mld m sześc. do zaoferowania Europie tej jesieni.

Rosjanie będą próbowali dalej przekonywać w sądzie oraz debacie publicznej, że ich gazociąg jest technicznie ukończony przez fakt utworzenia modelu finansowego oraz przekazania środków na jego realizację, a więc istnieją podstawy do rozpoczęcia dostaw. Przegrana przed sądem w Dusseldorfie oraz potencjalne przyłączenie się do tego procesu PGNiG oraz innych podmiotów domagających się pełnego wdrożenia przepisów unijnej dyrektywy gazowej, a co za tym idzie czaso- i kapitałochłonnej certyfikacji regulacyjnej w zgodzie z wyśrubowanymi standardami ograniczającymi Gazprom. Dyskusja o wpuszczeniu strony trzeciej w postaci Rosnieftu już trwa w Rosji i może być czymś więcej niż próbą wykorzystania sytuacji przez tego rywala Gazpromu do złamania monopolu rosyjskiego. W najbardziej skrajnym przypadku Rosjanie musieliby zmienić własne prawo, by dostosować Nord Stream 2 do przepisów unijnych i pozbawić Gazprom wyłączności na dostęp do gazociągów eksportowych. Taki ruch wymagałby wcześniejszych rozmów z Komisją Europejską, a być może porozumienia międzyrządowego Niemcy-Rosja, a więc zabrałby dodatkowy czas.

Nieoficjalnie można usłyszeć, że przeciwnicy Nord Stream 2 obawiają się polityki faktów dokonanych i uruchomienia dostaw wbrew ograniczeniom, co sugerują już pierwsze komentarze prorosyjskich analityków w Europie Zachodniej po porażce Rosjan w sporze o derogację opisanym w BiznesAlert.pl. Dalszy udział Polaków oraz innych przeciwników Nord Stream 2 w procesie certyfikacji operatora tego gazociągu jest niezbędny do ustabilizowania sytuacji w obliczu drożyzny, za którą częściowo odpowiada także Gazprom ograniczający dostawy do Europy pomimo niedoborów i opróżniający magazyny. Rozmowy o Nord Stream 2 będą toczyły się równolegle do negocjacji układu zaproponowanego przez USA oraz Niemcy przy zastrzeżeniu, że ich ewentualna porażka może się skończyć wdrożeniem zawieszonych sankcji amerykańskich wobec operatora Nord Stream 2 AG, które mogłyby uniemożliwić rozpoczęcie dostaw.

Podsumowując, koniec budowy Nord Stream 2 to dopiero początek kolejnego etapu sporu o ten gazociąg, który dzieli Europę od momentu przedstawienia pomysłu na niego w 2015 roku. Budowa rury Władimira Putina została opóźniona o prawie dwa lata dzięki sankcjom USA oraz prawu unijnemu, które pomogły bronić bezpieczeństwa energetycznego Europy przed nadużyciami Gazpromu. Uruchomienie dostaw przez Nord Stream 2 jest obecnie zapowiadane przez oficjeli rosyjskich na koniec 2021 roku wbrew próbom wprowadzenia polityki faktów dokonanych tej jesieni. Możliwe, że ten termin także nie zostanie dotrzymany, jeśli sankcje amerykańskie zablokują certyfikację techniczną albo proces certyfikacji regulacyjnej potrwa dłużej. Podniesienie argumentów z zakresu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa przez Polskę oraz Ukrainę może poszerzyć format i wydłużyć rozmowy na temat Nord Stream 2, wkładając w szprychy tego projektu kolejne kije.

Rosjanie używają rekordu ceny gazu by wymusić Nord Stream 2. Minister podgrzewa atmosferę | CBAM: Chiny i Rosja mogą stworzyć sojusz przeciwników zielonego bata Europy

Rosjanie używają rekordu ceny gazu by wymusić Nord Stream 2. Minister podgrzewa atmosferę | CBAM: Chiny i Rosja mogą stworzyć sojusz przeciwników zielonego bata Europy

: Gazprom znów zmniejsza dostawy przez Gazociąg Jamalski i nie rezerwuje dodatkowych mocy gazociągów na Ukrainie pomimo rekordowej ceny gazu sięgającej 660 dolarów za 1000 m sześc. Rosyjski Kommiersant przekonuje, że ceny powinny spaść wraz z uruchomieniem spornego Nord Stream 2 oraz powrotem LNG z Azji do Europy. Minister spraw zagranicznych Rosji dodatkowo podgrzewa atmosferę.

: Rosjanie nie wkraczają jeszcze na ścieżkę sądową sporu o mechanizm dostosowania emisji CO2 na granicach Unii Europejskiej (CBAM), ale mogą stworzyć z Chinami oraz innymi krajami obawiającymi się tego rozwiązania sojusz, który będzie próbował je zablokować.

Rosjanie używają rekordu ceny gazu by wymusić Nord Stream 2. Minister podgrzewa atmosferę

Gazprom znów zmniejsza dostawy przez Gazociąg Jamalski i nie rezerwuje dodatkowych mocy gazociągów na Ukrainie pomimo rekordowej ceny gazu sięgającej 660 dolarów za 1000 m sześc. Rosyjski Kommiersant przekonuje, że ceny powinny spaść wraz z uruchomieniem spornego Nord Stream 2 oraz powrotem LNG z Azji do Europy. Minister spraw zagranicznych Rosji dodatkowo podgrzewa atmosferę.

Szóstego września gaz kosztował na giełdzie ICE w Londynie prawie 53,7 euro za kilowatogodzinę, czyli 659 dolarów za 1000 m sześc. Gazprom ograniczył znów dostawy przez Gazociąg Jamalski tłumacząc się usterką powstałą wskutek pożaru instalacji Urengoj w sierpniu. Dostawy tym szlakiem spadły trzy razy do średnio 0,8 mln m sześc. na godzinę okresowo rosnąc powyżej poziomu sprzed incydentu. Uzupełnił niedobory z magazynów gazu w Europie Zachodniej wypróżniając je przed sezonem grzewczym. Niskie zapasy także podwyższają cenę gazu.

Ukraiński operator gazociągów przesyłowych OGTSUA oskarża Rosjan o celową rezygnację ze zwiększenia dostaw przez Ukrainę. Gazprom nie zarezerwował dodatkowych mocy na wrzesień i zmniejszył dostawy przez terytorium ukraińskie do 109 mln m sześc. dziennie, czyli minimum zagwarantowanego w umowie przesyłowej obowiązującej do 2024 roku, która opiewa na minimum 40 mld m sześc. rocznie.

– W ten sposób monopolista z jednej strony utrzymuje wysokie ceny gazu surowców, a z drugiej demonstruje fundamentalne znaczenie nowego gazociągu do Europy, czyli Nord Stream 2, który miałby zostać uruchomiony tej jesieni – mówi anonimowe źródło Kommiersanta, pośrednio przyznając, że Rosjanie manipulują ceną gazu w celach politycznych. Zdaniem Siergieja Kapitanowa z Moskiewskiej Szkoły Zarządzania Skołkowo koszt tego paliwa powinien spaść wiosną, kiedy być może ruszą dostawy przez Nord Stream 2 z pełną mocą. Kommiersant nie rozwija wątku dostaw LNG, które przy wysokich cenach w Europie znów opłacają się dostawcom, którzy skierowali się do Azji w okresie niżu cenowego.

Atmosfera została dodatkowo podgrzana przez ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, który mówił o rychłym ukończeniu budowy Nord Stream 2 i rozpoczęciu dostaw. Nie sprecyzował kiedy nastąpią, ale perspektywa szybkiego uruchomienia tego spornego gazociągu obniżyła okresowo cenę gazu na giełdzie TTF. Rosjanie promują jak najszybsze uruchomienie dostaw, ale stoi przed nimi szereg przeszkód jak sankcje USA oraz konieczność wdrożenia przepisów unijnej dyrektywy gazowej.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

CBAM: Chiny i Rosja mogą stworzyć sojusz przeciwników zielonego bata Europy

Rosjanie nie wkraczają jeszcze na ścieżkę sądową sporu o mechanizm dostosowania emisji CO2 na granicach Unii Europejskiej (CBAM), ale mogą stworzyć z Chinami oraz innymi krajami obawiającymi się tego rozwiązania sojusz, który będzie próbował je zablokować.

Rosja oczekuje wyjaśnień Komisji Europejskiej w sprawie obciążeń emisji CO2 towarzyszących produkcji towarów dostarczanych do Unii, czyli tzw. CBAM. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oczekuje wyjaśnienia na jakich zasadach ma działać ten mechanizm, który jego zdaniem jest niezgodny z zasadami Światowej Organizacji Handlu.

Komisja Europejska planuje wprowadzić CBAM w 2026 roku i obciążyć opłatą towary docierające do Unii z obszarów bez polityki klimatycznej w zależności od emisji CO2 towarzyszącej ich wytworzeniu. Taki „zielony podatek” uderzyłby w dostawy węglowodorów oraz innych surowców z Rosji, jak stal czy aluminium. Rosjanie obliczyli, że zapłacą za CBAM około 1,8-3,4 mld dolarów w 2026 roku i 6,4 mld dolarów w 2030 roku.

Chiny orzekły w lipcu 2021 roku, że CBAM narusza zasady WTO jako forma protekcjonizmu i zapowiedziały działanie w sądzie. Minister rozwoju gospodarczego Rosji MAxym Reszetnikow powiedział agencji TASS, że Rosja na razie chce uniknąć sporu w WTO, ale zbiera przeciwników tego rozwiązania, do których jego zdaniem należą kraje BRICS (Brazylia, Chiny, Indie i RPA), ale także Australia, USA, Arabia Saudyjska.

Neftegaz.ru/TASS/Wojciech Jakóbik