Polska nie może strzelać focha o Nord Stream 2

Polska nie może strzelać focha o Nord Stream 2

Interesy Polski w sporze o Nord Stream 2 zostały wzięte jedynie częściowo pod uwagę. Sytuacja nie jest jednak zła, jeśli zadowolić się optimum dostępnym krajom średniej wielkości, zamiast maksymalizować cele naszej polityki zagranicznej niczym mocarstwo – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ministerstwo spraw zagranicznych słusznie krytykuje fakt, że USA nie skonsultowały się z Polską przed rozmowami o spornym gazociągu Nord Stream 2 w Niemczech. Do rozstrzygnięcia pozostaje czy nasza stolica zrobiła wszystko, aby zostać dopuszczoną do takich rozmów, czy używała nieoficjalnych kanałów komunikacji z administracją Joe Bidena, z którą nie miała tak dobrych relacji jak z ekipą Donalda Trumpa. Natomiast Warszawa, podobnie jak Kijów, powinna brać udział w takich debatach i może to wciąż robić.

Polska nadal może animować dyskusję o tym projekcie i dobrze, że prezydent RP Andrzej Duda chce podnieść ten temat na szczycie NATO w Brukseli, który odwiedzi prezydent Joe Biden przed szczytem z Władimirem Putinem, jego rosyjskim odpowiednikiem. Polska powinna dalej ściśle współpracować z Ukrainą przeciwko Nord Stream 2 na wzór wspólnych artykułów naszych ministrów spraw zagranicznych w prasie zachodnioeuropejskiej. Polska powinna także dążyć do włączenia w proces Komisji Europejskiej w celu uniknięcia koncertu mocarstw wokół Nord Stream 2.

Obecny stan realizacji projektu Nord Stream 2 to w żadnym wypadku nie jest porażka Polski, szczególnie biorąc pod uwagę jej ograniczony wpływ na niego. Projekt ma być ukończony do końca 2021 roku, jeżeli nie pojawią się nowe przeszkody obiektywne lub polityczne, a tego nie wiadomo. Oznacza to, że w chwili ukończenia będzie opóźniony o dwa lata. Jeszcze pod koniec 2019 roku jego ukończenie było przedstawiane przez jego zwolenników jako nieuchronne. Tymczasem inicjatywa Komisji Europejskiej z walnym wsparciem Polski oraz innych przeciwników Nord Stream 2 w postaci rewizji dyrektywy gazowej co najmniej odwlecze uruchomienie dostaw gazu przez konieczność dostosowania projektu do przepisów trzeciego pakietu energetycznego. Z kolei sankcje USA, które są nadal w mocy mogą utrudnić przeprowadzenie testów, certyfikację i ubezpieczenie tego gazociągu, a bez nich nie będzie mógł zacząć pracy.

Piłka jest nadal w grze, choć cel maksimum w postaci zatrzymania Nord Stream 2 wydaje się coraz mniej możliwy do osiągnięcia. Sankcje USA mogłyby potencjalnie zatrzymać ten projekt, o czym pisałem w przeszłości, ale na obecnym etapie będzie to już trudne ze względu na samotną budowę przez Rosjan i niechęć do moratorium w Niemczech. Jednakże dalsze opóźnienie tego projektu, a potem ustępstwa strony rosyjskiej na korzyść bezpieczeństwa energetycznego Europy Środkowo-Wschodniej to cel optimum możliwy do zaakceptowania. Nie jest także pewne, czy i kiedy Nord Stream 2 pośle pierwszy gaz, bo do tego byłoby prawdopodobnie niezbędne zdjęcie obowiązujących sankcji USA wobec firm przygotowujących go do pracy, a o tym na razie nie ma mowy.

Polska nie byłaby w stanie zatrzymać Nord Stream 2 samodzielnie, bo nie jest potęga międzynarodową jak USA ani regulacyjną jak Komisja Europejska. Może jednak korzystać z ich pomocy do obrony swych interesów i zrobiła w tym zakresie wiele w odniesieniu do dyrektywy gazowej oraz sankcji amerykańskich wobec Nord Stream 2. Jako kraj średniej wielkości jest zdolna do korekty polityki mocarstw, którym może przeciwstawiać narzędzia wspólnotowe oraz transatlantyckie. Najgorszym rozwiązaniem byłaby teraz abdykacja z aktywnej polityki w omawianej sprawie. Nie czas na tak zwane „strzelanie focha” za Nord Stream 2. Jest jeszcze wiele pracy do wykonania, szczególnie przed szczytem Biden-Putin w Genewie.

Sygnał o dalszej możliwości działania to rewelacje Handelsblatta, który ustalił, że rozmowy USA-Niemcy o Nord Stream 2 na razie nie przyniosły rezultatu a kanclerz Angela Merkel chce odwiedzić Waszyngton w celu mediacji. Na stole ma być między innymi import wodoru z Ukrainy za wsparciem Niemiec. Polska jako potencjalny pośrednik i beneficjent współpracy gazowej i wodorowej z Kijowem może odegrać tutaj istotną rolę.

Układ o Nord Stream 2 na horyzoncie

Układ o Nord Stream 2 na horyzoncie

– Rosja chce znów użyć gazu do polityki i wymusić na Ukrainie ustępstwa w zamian za utrzymanie przesyłu gazu przez jej terytorium nawet w razie powstania Nord Stream 2. Zarys układu w tej sprawie jest coraz bardziej widoczny przed szczytem Biden-Putin w Genewie. Polska może stanąć w tej grze na straży unijnego bezpieczeństwa energetycznego – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Presja na układ o Nord Stream 2

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zapowiedział na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu, że Ukraina „musi pokazać dobrą wolę”, jeśli chce utrzymania przesyłu gazu rosyjskiego przez swe terytorium. Odniósł się w ten sposób do obaw Kijowa o to, że uruchomienie spornego Nord Stream 2 zagrozi mu przerwaniem dostaw gazu z Rosji, które przynoszą istotne przychody. Prezes austriackiego OMV zaangażowanego finansowo w Nord Stream 2 Rainer Seele przekonywał na antenie kanału Rassija 1, że Ukraina może przekonać Gazprom do utrzymania dostaw przez jej terytorium. – Należy złożyć atrakcyjną ofertę. Jeśli zaoferują Państwo moce przesyłowe na dobrych warunkach, Gazprom na pewno je rozważy – mówił. Z kolei niemiecki Frankfurter Allgemeine Zeitung cytuje rzecznika rządu niemieckiego Steffena Seiberta, który uznał, że „dla niemieckiego rządu najważniejsze jest to, że Ukraina powinna pozostać krajem tranzytowym, nawet po wprowadzeniu do użytku Nord Stream 2”. Teoretycznie gwarantem takiego rozwiązania jest porozumienie tymczasowe Komisja Europejska-Ukraina-Rosja z końca 2019 roku o warunkach utrzymania dostaw przez Ukrainę do 2024 roku wynegocjowane z udziałem Niemiec. W tym kontekście istotne są słowa prezydenta Rosji z Petersburga. Putin ogłosił tam, że zakończyła się budowa pierwszej z dwóch nitek tego spornego gazociągu. Faktycznie jednak należy jeszcze zespawać odcinki duński i niemiecki w ciągu około dwóch tygodni. Putin stwierdził, że dostawy przez pierwszą nitkę Nord Stream 2 mogłyby ruszyć za dziesięć dni. Wcześniej wicepremier Aleksander Nowak zachował większy konserwatyzm w sprawie całego projektu oceniając, że mógłby zostać ukończony do końca 2021 roku, dwa lata po pierwotnym terminie.

https://biznesalert.pl/nord-stream-2-sankcje-rozmowy-usa-niemcy-polska-energetyka-gaz/embed/#?secret=wfKLfdAESs

Na czym może polegać układ o Nord Stream 2?

Frankfurter Allgemeine Zeitung dopuścił możliwość wydłużenia umowy tymczasowej o dostawach gazu rosyjskiego przez Ukrainę poza 2024 rok. Gdyby Rosja faktycznie otrzymała od Ukrainy korzystne warunki przesyłu gazu, a jest to możliwe, bo Ukraińcy oferują już rabaty dostawcom z Unii Europejskiej korzystającym z jej infrastruktury, w tym polskiemu PGNiG, taki scenariusz wydaje się możliwy do realizacji. Można sobie wówczas wyobrazić na przykład, że Rosja używałaby tylko pierwszej nitki Nord Stream 2 (połowa z 55 mld m sześc. rocznie przepustowości tej magistrali), pozostawiając drugą, pod warunkiem jej ukończenia, które wciąż nie jest przesądzone, na potrzeby dostaw stron trzecich w zgodzie z przepisami trzeciego pakietu energetycznego narzucanymi przez zrewidowaną dyrektywę gazową Unii Europejskiej analogicznie do rozwiązania stosowanego przez Nord Stream 1 i jego odnogę w Niemczech o nazwie OPAL. Jeżeli nie zostanie wprowadzone niemieckie moratorium na budowę Nord Stream 2 do omówienia pozostanie tak zwany wyłącznik, czyli uzależnienie dostaw przez ten gazociąg od postępowania Rosji. Można sobie wyobrazić, że dostawy przez niego zostałyby powiązane z umową przesyłową z Kijowem, by to zachodni odbiorcy decydowali o ich szlaku. Z kolei Niemcy mogłyby zainwestować w infrastrukturę przesyłową gazu i wodoru na Ukrainie zgodnie z deklaracjami mającymi uspokoić Kijów. Wówczas mógłby powrócić pomysł z pierwszej dekady XXI wieku stworzenia konsorcjum do zarządzania gazociągami ukraińskimi poprzez przejęcie udziałów w operatorze OGTSUA proponowanym przez Ukrainę. Konstytucja ukraińska wyklucza obecnie wpuszczenie do akcjonariatu Gazpromu, ale taki wariant może także wejść w grę, jeżeli Kijów znajdzie się pod presją Rosji oraz partnerów zachodnich umówionych co do zasady w sprawie układu o Nord Stream 2. W tym kontekście należy uniknąć scenariusza belarusyzacji gazociągów na Ukrainie. Białoruś sprzedała rosyjskiemu Gazpromowi gazociągi w 2011 roku ze względu na długi, tracąc podmiotowość polityki gazowej. Na marginesie należy zastrzec, że ewentualne niepowodzenie rozmów w Genewie może jeszcze doprowadzić do wdrożenia zawieszonych sankcji USA wobec operatora Nord Stream 2 oraz jego prezesa Matthiasa Warniga. Z kolei w mocy pozostają sankcje uniemożliwiające certyfikację i ubezpieczenie gotowego gazociągu. Dopiero po ich zdjęciu przez Amerykanów będzie możliwe rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2.

https://biznesalert.pl/nord-stream-2-rozmowy-usa-niemcy-anthony-blinken-ksiazka-energetyka-gaz/embed/#?secret=XOL3uY2e1u

Jaką rolę może odegrać Polska?

Polacy mogą odegrać aktywną rolę w obliczu potencjalnego układu o Nord Stream 2.

Po pierwsze, powinni zabiegać o europeizację sporu i przyznanie najważniejszej roli Komisji Europejskiej w rozmowach w celu zmniejszenia wpływu widocznego koncertu mocarstw na ostateczny kształt porozumienia. Najważniejszym elementem tego działania powinno być przekazanie przewodniej roli w rozmowach z Berlina do Brukseli zgodnie z ideą wspólnej polityki energetyczno-klimatycznej.

Po drugie, powinni wpisać w rozmowy komponent bezpieczeństwa dostaw gazu oraz wodoru na wypadek, gdyby Nord Stream 2 miał stać się narzędziem rusyfikacji unijnej polityki klimatycznej. Dostawy paliw przez sporny gazociąg powinny być ograniczone priorytetami wspólnej polityki na rzecz zróżnicowania dostaw oraz obciążenia produktów w zależności od emisji gazów cieplarnianych z użyciem mechanizmów jak CBAM.

Po trzecie, powinni zabiegać do ostatniego momentu o wprowadzenie moratorium na budowę Nord Stream 2 do czasu zakończenia rozmów o warunkach układu w celu zdjęcia presji z negocjatorów po stronie europejskiej, na czele z Ukrainą.

Po czwarte, powinni domagać się wzięcia przez Unię Europejską politycznie i Niemcy biznesowo odpowiedzialności za stabilność dostaw gazu przez Ukrainę, a potem włączyć się do tego zaangażowania w ukraiński sektor gazowy w sposób gwarantujący owocną współpracę, którą już zapoczątkował polski PGNiG.

Po piąte, powinni zadbać o kontekst bilateralny rozmów o Nord Stream 2, wymagając od Niemców ustępstw w sprawie wspólnej polityki energetycznej i klimatycznej w zamian za zaangażowanie w układ w sprawie tego spornego gazociągu. Przykładowo, Niemcy mogłyby pokazać dobrą wolę poprzez poparcie polskich projektów, na przykład poprzez zgodę na unijne finansowanie nowych inwestycji gazowych czy wycofanie sprzeciwu wobec budowy atomu w Polsce albo poprzez zaangażowanie biznesowe w takie projekty.

Jakóbik o Baltic Pipe: Inwestycja nie zaszkodzi przyrodzie

Według Energinetu standardy zostały zachowane, więc mam nadzieję, że skończy się na wymianie dokumentów i dojdzie do ugody, chociaż istnieje ryzyko, że tak nie będzie – mówi redaktor naczelny BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik w rozmowie z Radiem Szczecin.

Wojciech Jakóbik udzielił komentarza w Radiu Szczecin na temat losu duńskiego odcinka Baltic Pipe w kontekście ostatniej decyzji Komisji Odwoławczej Rady ds. Środowiska i Żywności. – Inwestycja nie zaszkodzi przyrodzie. Energinet, czyli duński operator gazociągów przesyłowych, który jest odpowiedzialny akurat za ten odcinek projektu korytarza norweskiego i odcinka morskiego, który zwie się Baltic Pipe – tłumaczy Jakóbik.

Energinet jest zaskoczony decyzją agencji środowiskowej

– Ten gazociąg jest kolejną z serii inwestycji tego typu, która spełnia wszystkie standardy i dlatego być może Energinet sam jest zaskoczony decyzją agencji środowiskowej, która domaga się ponownej oceny oddziaływania na środowisko. Według Energinetu standardy zostały zachowane, więc mam nadzieję, że skończy się na wymianie dokumentów i dojdzie do ugody, chociaż istnieje ryzyko, że tak nie będzie – podkreśla.

Źródło: RadioSzczecin.pl

Cofnięte pozwolenie dla Baltic Pipe. Nie jest pewne, że rurociąg się opóźni – komentarz dla PR24

Decyzja Duńczyków nie rozstrzyga o potrzebie przeprowadzenia kolejnej analizy środowiskowej dotyczącej Baltic Pipe – mówi portalowi PolskieRadio24.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Nie jest w ogóle pewne, że BalticPipe się opóźni – przyznaje.

Duńska Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności cofnęła pozwolenie środowiskowe dla rurociągu Baltic Pipe, którym ma płynąć gaz z Norwegii przez Danię do Polski – poinformował w czwartek duński operator systemu przesyłowego Energinet.

– To nie jest ostateczne rozstrzygnięcie – podkreśla w rozmowie z PolskieRadio24.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. Dodaje, że nie wiadomo, czy potrzebne będzie nowe pozwolenie, czy wystarczy rewizja istniejącego. – Oficjalne ustalenia poznamy wkrótce – przyznaje ekspert.

Niezależnie od tego, jaka będzie decyzja Duńczyków, środowiskowe wątpliwości dotyczą jednego z pięciu odcinków Baltic Pipe, a na pozostałych prace mogą toczyć się bez przeszkód. Nie jest zatem w ogóle pewne, że budowa Baltic Pipe się opóźni, a tym bardziej – o ile.

Nie wymusi umowy z Gazpromem

W ocenie gościa portalu PolskieRadio24.pl, ewentualne opóźnienie Baltic Pipe nie wymusi podpisywania długoletniego kontraktu gazowego z Gazpromem. Polska może bowiem sprowadzać gaz w formie ciekłej z całego świata i gazociągami od sąsiadów w Unii Europejskiej.

Źródło: PolskieRadio24.pl

Zbliża się szczyt prezydentów USA i Rosji. Putin używa Nord Stream 2 do nacisku na Ukrainę | Rosja odpowiada na CBAM. Zapowiada pilotaż handlu emisjami CO2 i wodór z atomu

Zbliża się szczyt prezydentów USA i Rosji. Putin używa Nord Stream 2 do nacisku na Ukrainę | Rosja odpowiada na CBAM. Zapowiada pilotaż handlu emisjami CO2 i wodór z atomu

: Prezydenci USA i Rosji mają rozmawiać o warunkach utrzymania stabilnych relacji. Ukraina jest zaskoczona decyzją o niewdrożeniu najnowszych sankcji wobec spornego gazociągu Nord Stream 2, a prezydent Rosji naciska na nią w celu uzyskania ustępstw odnośnie do warunków dostaw gazu przez jej terytorium.

: Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu, że jego kraj przygotowuje zielone obligacje oraz taksonomię, które będą promować dążenie do neutralności klimatycznej. Zamierza także wytwarzać wodór z atomu, pochłaniać CO2 w ramach „globalnego rynku” uprawnień do emisji oraz stworzyć pilotażowy system handlu emisjami.

Zbliża się szczyt prezydentów USA i Rosji. Putin używa Nord Stream 2 do nacisku na Ukrainę

Prezydenci USA i Rosji mają rozmawiać o warunkach utrzymania stabilnych relacji. Ukraina jest zaskoczona decyzją o niewdrożeniu najnowszych sankcji wobec spornego gazociągu Nord Stream 2, a prezydent Rosji naciska na nią w celu uzyskania ustępstw odnośnie do warunków dostaw gazu przez jej terytorium.

Kommiersant/Axios/Neftegaz.ru/Wojciech Jakóbik

Sekretarz stanu USA Antony Blinken mówił o tematach rozmów na szczycie prezydentów Stanów Zjednoczonych i Rosji w Genewie planowanym na 16 czerwca. – Prezydent spotka się z prezydentem Putinem za tydzień, nie pomimo ale przez jego agresję i ataki. Będzie jasno i bezpośrednio mówił o tym, czego może się spodziewać ze strony USA, jeśli będą kontynuowane agresywne, lekkomyślne działania przeciwko nam. Da także równie jasno do zrozumienia, że jeśli Rosja wybierze inny kurs działania, będziemy chcieli bardziej stabilnej relacji – zapowiedział Blinken w rozmowie z Axios.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński powiedział, że był zaskoczony decyzją USA o zawieszeniu sankcji przeciwko operatorowi spornego projektu Nord Stream 2 oraz jego prezesowi. – Naprawdę myślałem, że w odniesieniu do Nord Stream 2, USA będą, że tak powiem, ostatnim bastionem – powiedział portalowi Axios. Dodał, że kolejnym zaskoczeniem była informacja na ten temat za pośrednictwem prasy, tymczasem wcześniej administracja prezydenta Bidena dawała „jasne sygnały” o gotowości zatrzymania Nord Stream 2.

Tymczasem prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zapowiedział, że Ukraina „musi pokazać dobrą wolę”, jeśli chce utrzymania przesyłu gazu rosyjskiego przez swe terytorium. Odniósł się w ten sposób do obaw Kijowa o to, że uruchomienie spornego Nord Stream 2 zagrozi mu przerwaniem dostaw gazu z Rosji, które przynoszą istotne przychody. Putin ogłosił, że zakończyła się budowa pierwszej z dwóch nitek tego spornego gazociągu. Faktycznie jednak należy jeszcze zespawać odcinki duński i niemiecki w ciągu około dwóch tygodni. Putin stwierdził, że dostawy przez pierwszą nitkę Nord Stream 2 mogłyby ruszyć za dziesięć dni. Wcześniej wicepremier Aleksander Nowak zachował większy konserwatyzm w sprawie całego projektu oceniając, że mógłby zostać ukończony do końca 2021 roku, dwa lata po pierwotnym terminie.

Prezes austriackiego OMV zaangażowanego finansowo w Nord Stream 2 Rainer Seele przekonywał na antenie kanału Rassija 1, że Ukraina może przekonać Gazprom do utrzymania dostaw przez jej terytorium. – Należy złożyć atrakcyjną ofertę. Jeśli zaoferują Państwo moce przesyłowe na dobrych warunkach, Gazprom na pewno je rozważy – mówił.

Rosja odpowiada na CBAM. Zapowiada pilotaż handlu emisjami CO2 i wodór z atomu

Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu, że jego kraj przygotowuje zielone obligacje oraz taksonomię, które będą promować dążenie do neutralności klimatycznej. Zamierza także wytwarzać wodór z atomu, pochłaniać CO2 w ramach „globalnego rynku” uprawnień do emisji oraz stworzyć pilotażowy system handlu emisjami.

Kancelaria Prezydenta Federacji Rosyjskiej/Wojciech Jakóbik

– Często słyszymy wypowiedzi, że Rosja nie jest za bardzo zainteresowana rozwiązywaniem globalnych problemów środowiskowych. Mogę powiedzieć od razu, że to nonsens, mit albo nawet celowe zwodzenie. Podobnie jak inne kraje odczuwamy ryzyko i zagrożenie związane z tym problemem, w tym pustynnienie, erozję gleby i topnienie wiecznej zmarzliny. Wielu z obecnych na sali to wie i pracuje w Arktyce. Mamy całe miasta postawione na wiecznej zmarzlinie. Kiedy zacznie topnieć, jakie będą konsekwencje dla Rosji? Oczywiście, że jesteśmy nimi zaniepokojeni – mówił Putin.

Przypomniał, że celem Rosji jest utrzymanie poziomu emisji gazów cieplarnianych netto za 30 lat na poniżej tego w Europie. Zapowiedział przedstawienie szczegółowego planu działania do pierwszego października 2021 roku.

W tym celu Rosjanie chcą rozwijać produkcję wodoru z atomu, eksport gazu, redukować emisję gazów cieplarnianych z sektora węglowodorów, emisję zielonych obligacji, absorbcję CO2 z użyciem lasów, bagien i obszarów rolniczych. – Według naukowców i specjalistów one już teraz absorbują miliardy ton CO2 rocznie – zastrzegł. Putin zapowiedział także stworzenie standardów technologicznych, które nazwał rosyjską wersją „taksonomii” znanej z Unii Europejskiej. Rosja ma także uruchomić pilotażowy system handlu emisjami CO2 na Sachalinie. – Ten eksperyment będzie krokiem ku neutralności klimatycznej i stworzeniu krajowego rynku emisji CO2 – dodał prezydent. Zapowiedział, że zlecił rządowi stworzenie ram regulacyjnych realizacji projektów na rzecz klimatu w Rosji do lipca 2022 roku.

Deklaracje Władimira Putina są istotne w świetle zapowiedzi wprowadzenia mechanizmu dostosowania emisji CO2 na granicy (CBAM) przez Unię Europejską, który obciąży opłatami dostawy produktów spoza Unii uzależnionymi od poziomu emisji towarzyszącej ich wytworzeniu. Z opłaty będą zwolnione kraje, które wprowadziły własną politykę klimatyczną.

Ile Polska policzy Niemcom za Nord Stream 2? Moratorium i atom w rekompensacie

Jeżeli faktycznie nadchodzi porozumienie USA-Niemcy w sprawie gazociągu Nord Stream 2, Polska powinna w pierwszej kolejności zabiegać o moratorium na czas negocjacji, a potem o udział, który pozwoli wynegocjować rekompensatę za rurę Putina – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ruszają negocjacje o Nord Stream 2

Niemiecka kanclerz Angela Merkel wysłała do USA zespół negocjacyjny wysokiego szczebla w celu przeprowadzenia rozmów o spornym projekcie Nord Stream 2. Tymczasem Suddeutsche Zeitung publikuje komentarz ostrzegający przed uzależnieniem od gazu z Rosji. W zespole znalazł się doradca do spraw polityki zagranicznej Jan Hecker oraz do spraw ekonomii Lars-Hendrik Roeller, którzy będą rozmawiać z doradcą bezpieczeństwa narodowego Jackiem Sullivanem oraz specjalistką do spraw handlu Katherine Tai. Wcześniej Amerykanie nie zdecydowali się na wdrożenie nowych sankcji wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga, zawieszając je do czasu rozstrzygnięcia sporu w tej sprawie. Budowa gazociągu postępuje i ma się zakończyć z końcem września 2021 roku. Spór o gazociąg Nord Stream 2 ma różne wymiary: polityczny, prawny, ekonomiczny i środowiskowy. Niemcy planują zrekompensować Ukrainie fakt, że nowy gazociąg pozwoli omijać ją przy dostawach gazu rosyjskiego do Europy poprzez inwestycje. Politycy niemieccy rozważali także moratorium albo „wyłącznik” Nord Stream 2, czyli odpowiednio zatrzymanie budowy do czasu rozstrzygnięcia sporu w tej sprawie albo wprowadzenie mechanizmu uzależniającego dostawy od postępowania Rosji.

Piłka jest w grze, ale o co?

Apel o moratorium na budowę Nord Stream 2 skierowany do Berlina przez ekspertów oraz polityków z całego świata, w tym autorów komentarzy w BiznesAlert.pl, to ostatnia szansa na zatrzymanie tego projektu rosyjskiego Gazpromu wspieranego finansowo przez firmy europejskie przy założeniu, że sankcje USA nie mogą go już zatrzymać. Warto nadmienić, że wprowadzone, ale niewdrożone sankcje wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga mogą kiedyś wejść w życie, na przykład w razie porażki rozmów Biden-Putin w Genewie. Będą jednak w stanie dodatkowo opóźnić budowę, ale może się okazać, że nie zatrzymają skutecznie budowniczych, którzy kontynuują pracę pomimo znajdowania się już na czarnej liście Departamentu Stanu. Nowe sankcje nieopisane dotąd wydają się mało prawdopodobne pomimo wysokiej presji na Biały Dom ze strony parlamentu amerykańskiego będącego prawdziwą siłą napędową polityki restrykcji wobec Nord Stream 2. Reżim ograniczeń może jednak wciąż uniemożliwiać dostawy przez sporny gazociąg, dając przestrzeń do rozmów. Z tego względu komentatorzy zajmujący się analizą sporu o Nord Stream 2 znani z krytyki pod jego adresem przeszli na pozycje przychylne moratorium na budowę tego gazociągu. Oznaczałoby ono zamrożenie budowy na czas rozmów pozwalających ustalić reguły dokończenia tej spornej inwestycji za odpowiednią rekompensatą na rzecz stron uznanych za poszkodowane. Pisałem w przeszłości, że Polska powinna poprzeć moratorium i wziąć aktywny udział w takich rozmowach, szczególnie ze względu na zapewnienia administracji amerykańskiej, że zamierza do nich włączyć wszystkich sojuszników (jak Polska) oraz partnerów (jak Ukraina). Rozmowy powinny być prowadzone w jak najszerszym formacie i z podziałem tematycznym, bo Nord Stream 2 to wyzwanie: polityczne, ekonomiczne, prawne, środowiskowe.

Rekompensata to nie reparacje

Nie jest jasne jaka byłaby cena za pogodzenia się Polski z Nord Stream 2. Konkretna liczba padła z ust Jana Parysa, byłego szefa gabinetu ministerstwa spraw zagranicznych, który wysłał balon próbny na łamach Do Rzeczy. – Trzeba uświadamiać państwom zachodnim, w tym Stanom Zjednoczonym, jak lekkomyślne jest pompowanie pieniędzy do Rosji, a taką pompą jest z pewnością Nord Stream 2, ponieważ umożliwia wzrost rosyjskich zbrojeń. Z tego powodu uważam, że nasze państwo powinno się domagać od Republiki Federalnej Niemiec rekompensaty. Niemcy wydali 5 mld euro na budowę Nord Streamu i trzeba postawić postulat, aby wydali dodatkowo 5 mld euro na dozbrojenie krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nasze bezpieczeństwo zostało wyraźnie obniżone przez ten rurociąg, a więc żądania w kierunku Niemiec są uzasadnione – powiedział. Logika Jana Parysa jest jak słuszna. Polska faktycznie zasługuje na odszkodowanie za to, że Niemcy doprowadziły do realizacji projektu Nord Stream 2, który w opinii Warszawy zagraża bezpieczeństwu energetycznemu, rynkowi i polityce Unii Europejskiej, Europy Środkowo-Wschodniej. Należy jednak unikać retoryki reparacji popularnej w kręgach administracji rządowej. Mówienie o swoistych „reparacjach” za Nord Stream 2 to prosta droga do konsolidacji niemieckiej sceny politycznej przeciwko rekompensacie dla Polski za ten gazociąg. Ten efekt było widać po słowach premiera Mateusza Morawieckiego, który przywołał argument reparacji krytykując prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera za nazwanie Nord Stream 2 rekompensatą za atak Hitlera na Związek Sowiecki.

Polska i Niemcy razem pomimo Nord Stream 2

Rozwiązanie możliwe do wyobrażenia i bardziej akceptowalne dla Niemiec to zaproszenie do współpracy na rzecz wspólnego celu, jakim jest realizacja polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Berlin zaoferował już swoistą rekompensatę za Nord Stream 2 w rozmowach z Ukrainą, w której chce inwestować w modernizację sektora gazowego oraz wodór w celu uniezależnienia jej od przychodów z przesyłu gazu rosyjskiego, który w przyszłości ma płynąć przez Morze Bałtyckie. Niemcy mogłyby dokonać inwestycji w polski sektor energetyczny oraz działania na rzecz ochrony klimatu na przykład poprzez zaangażowanie firm niemieckich w projekty na rzecz transformacji energetycznej. Wartość inicjatyw tego typu bez problemu mogłaby sięgnąć 5 mld euro, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie Polski na wysokie technologie odnawialne i wodorowe. Należy przy tym zastrzec, że projekt Nord Stream 2 nie jest dla Polaków zagrożeniem egzystencjalnym jak dla Ukrainy i z tego względu należy zachować proporcjonalną różnicę w oczekiwaniach wsparcia Niemiec na rzecz Polski w porównaniu z ich działaniami nad Dnieprem. Można sobie wyobrazić, że Berlin zamiast szukać sposobu na zablokowanie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej przyczynia się do jego realizacji albo włącza się w transformację energetyczną z użyciem gazu oraz wodoru nad Wisłą. Można też wyobrazić sobie wizję, w której Polska i Niemcy razem uzupełniają unijną strategię wodorową o komponent bezpieczeństwa dostaw i przestrzegają przed zależnością od dostawców wysokiego ryzyka jak Federacja Rosyjska, zabezpieczając Europę przed rusyfikacją polityki klimatycznej. Warszawa powinna oczekiwać atrakcyjnej oferty Berlina, jeżeli ten faktycznie jest gotów przedstawić konstruktywną postawę w sprawie Nord Stream 2.

Jak zaopatrzyć Podkarpacką Dolinę Wodorową by nie skończyło się na Nord Stream 2?

Jeżeli Polska nie zbuduje odpowiedniego potencjału Odnawialnych Źródeł Energii pozwalających wytwarzać zielony wodór albo możliwości dostaw z bezpiecznych kierunków, jej dolina wodorowa pod Rzeszowem może być kiedyś zasilana wodorem z Nord Stream 2 – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Pierwsza polska elektrociepłownia wodorowa oby nie na wodór z Nord Stream 2

Polska ogłosiła plan budowy Podkarpackiej Doliny Wodorowej pod Rzeszowem. Największe wyzwanie tego pomysłu to fakt, że w pobliżu tej miejscowości brakuje potencjalnych instalacji wytwarzania wodoru, choć niedaleko znajdują się centra przemysłowe, na przykład instalacje Grupy Azoty, które mogłyby użyć tego paliwa do obniżki emisji CO2 przy produkcji. Połowa polskiego wodoru powstaje obecnie w fabrykach Azotów dzięki syntezie chemicznej. Sprzedają około 600 ton tego paliwa rocznie z Puław i Kędzierzyna. Dlatego ta firma bada możliwość wykorzystania wodorowych ogniw paliwowych. Jednakże wodór Azotów nie może jeszcze dotrzeć pod Rzeszów.

– Przed nami dekada zmian, która ma szansę poważnie wzmocnić nasze państwo. Podstawowym elementem tych zmian jest właśnie wprowadzenie technologii wodorowej. Jesteśmy piątym na świecie producentem wodoru w świecie i trzecim w Europie więc to duże zobowiązanie. Chcemy stworzyć pięć dolin wodorowych, jako główne ogniwa gospodarki wodorowej, a jedno z nich powstanie właśnie tutaj w Rzeszowie. Liczę, że będzie to swego rodzaju klaster przed duże K, który będzie wykorzystywał potencjał naukowy i gospodarczy tego regionu – powiedział premier Mateusz Morawiecki o rzeszowskiej dolinie wodorowej.

Wśród sygnatariuszy listu w sprawie rozwoju gospodarki wodorowej pod Rzeszowem znaleźli się Ewa Leniart – wojewoda podkarpacki, Władysław Ortyl – marszałek Województwa Podkarpackiego, Marek Bajdak – pf. prezydenta Rzeszowa, prof. dr hab. inż. Piotra Koszelnik – rektor Politechniki Rzeszowskiej,  prof. dr hab. Sylwester Czopek – rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, prof. Tomasza Gałka z Instytutu Energetyki – dyrektor Instytutu Badawczego, dr Marek Grabowy z Instytutu Energetyki – Instytut Badawczy, dyrektor oddziału Ceramiki CEREL w Boguchwale, Iwona Sierżęga – członek zarządu Polenergia, Jacek Głowacki – prezes zarządu Polenergia Elektrociepłownia Nowa Sarzyna, Dawid Cycoń – prezes zarządu ML System, Paweł Kolczyński – wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu, Rafał Kalisz – prezes zarządu Fibrain, Jan Sawicki – wiceprezesa zarządu oraz Marek Bujny – członek zarządu „Doliny Lotniczej”, Adam Smoleń – prezes zarządu Autosan oraz Tomasz Matuszewski burmistrz Sanoka.

Warto odnotować udział Polenergii, która razem z niemieckim Siemens Energy zamierza dekarbonizować Elektrociepłownię Nowa Sarzyna. Ta ma w przyszłości spalać zielony wodór. ‒ Wierzymy w wodór i chcemy jak najszybciej zająć pozycję w tym sektorze na krajowym rynku. Istniejąca elektrociepłownia w Nowej Sarzynie, jak i planowane nowe bloki gazowe, mają być przygotowane do spalania zielonego wodoru, co przyczyni się do budowy w przyszłości zeroemisyjnej grupy energetycznej – mówił Michał Michalski z Polenergii w czerwcu 2020 roku po podpisaniu listu intencyjnego z Siemensem w tej sprawie. Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka mówił w Rzeszowie, że Polska chciałaby mieć pierwszą elektrociepłownię wodorową w 2030 roku. Miał prawdopodobnie na myśli obiekt w Nowej Sarzynie. Jest już połączony z systemem przesyłowym gazu w Polsce, bo jako elektrociepłownia gazowa potrzebuje tego paliwa do pracy, a zatem kiedyś mógłby do niego docierać wodór. Jednakże pierwsza polska elektrociepłownia wodorowa nie ma na razie bezpiecznego źródła dostaw. Polska musi o nie zawalczyć.

Dolina wodorowa według definicji Komisji Europejskiej to obszar geograficzny, miasto lub teren przemysłowy wykorzystujący technologie wodorowe w ekosystemie innowacji, o którym wspominał minister Kurtyka. Nie jest jednak jasne skąd rzeszowska dolina wodorowa miałaby czerpać to innowacyjne paliwo. W przeciwieństwie do dolin planowanych na Pomorzu i Dolnym Śląsku, okolice Rzeszowa są pozbawione źródeł wodoru. Wskazany jest zatem dalszy rozwój tamtejszych Odnawialnych Źródeł Energii pozwalający w przyszłości wytwarzać tak zwany zielony wodór, najmilej widziany w strategii wodorowej Unii Europejskiej, a zatem mogący liczyć na największe wsparcie. Wodór emisyjny w różnych kolorach także może zapewnić dostawy pod Rzeszów, ale będzie mu trudniej o wsparcie. Wtedy jednak wzrosną koszty jego użycia w tamtym regionie ze względu na konieczność rozwoju infrastruktury przesyłowej na dużą odległość z centrów produkcji na Śląsku lub Pomorzu. Doliny zlokalizowane w pobliżu takich centrów są pozbawione tego problemu.

Alternatywa to import wodoru, czyli wyzwanie, z którym będą się mierzyć doliny wodorowe w całej Europie, bo zapotrzebowanie na takie paliwo może znacznie przewyższyć podaż w Unii Europejskiej, szczególnie jeśli będzie promowany jedynie zielony wodór wytwarzany dzięki nadwyżkom mocy odnawialnych. Warto przypomnieć, że nawet Niemcy najbardziej zaawansowani w technologiach tego typu nie będą w stanie sami wytworzyć całego wodoru potrzebnego do zazielenienia gospodarki. Zamierzają zachęcić do jego produkcji kraje partnerskie z Afryki oraz Ukrainę. Może się okazać, że skończy się na imporcie tego paliwa przez gazociąg Nord Stream 2 oraz rusyfikacji unijnej polityki klimatycznej, która będzie nadal opalana paliwem rosyjskim: wodorem zamiast gazu. Polska może podjąć działania na rzecz zmniejszenia ryzyka realizacji takiego scenariusza.

Rekomendacje na rzecz polskiej doliny wodorowej w Rzeszowie

Jeżeli rzeszowska dolina wodorowa ma być faktycznie centrum spalania wodoru, a nie tylko ośrodkiem naukowo-badawczym, będzie potrzebować dostaw tego paliwa z kraju oraz zagranicy. Dostawy wodoru (w tym zielonego) ze źródeł krajowych mogą być niewystarczające, zgodnie z trendem obserwowanym w całej Unii Europejskiej. Można wykorzystać tę potrzebę do pozyskania finansowania europejskiego na rzecz transportu wodoru w istniejącej sieci przesyłowej (na przykład na potrzeby dostaw do Elektrociepłowni Nowa Sarzyna) oraz stworzenia nowych „wodorociągów”, a więc w rzeczywistości gazociągów do sprowadzania tego paliwa ze źródeł krajowych lub z zagranicy.

W tym świetle ciekawa wydaje się współpraca z Ukrainą stawiającą na eksport wodoru we współpracy z Niemcami. Integracja rynków gazu Polski i Ukrainy możliwa po 2022 roku może być wstępem do integracji tworzonego rynku wodorowego w Europie. Ukraina chciałaby stać się ważnym dostawcą wodoru do Unii Europejskiej, a Polska mogłaby zyskać finansowanie różnych projektów z tej dziedziny jako potencjalny pośrednik. Inicjatywy promujące import spoza Unii Europejskiej można będzie wtedy wykorzystać do promocji dostawców mniejszego ryzyka, jak Ukraina, zamiast kierować środki na rozwój dostaw wodoru przez sporny gazociąg Nord Stream 2 i zaprzęgać firmy niemieckie jak Siemens Energy raczej na kierunku pożądanym z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw wodoru, które już teraz powinno być artykułowane jako jeden z priorytetów unijnej gospodarki wodorowej przez Polskę. Z kolei pieczątka inwestycji na rzecz neutralności klimatycznej pozwoliłaby Polsce zmaksymalizować wykorzystanie środków unijnych przyznawanych w oparciu o to kryterium do własnych celów. Przykładem może być finansowanie Gazociągu Polska-Ukraina ze środków unijnych na rozwój wodorociagów.

W innym wypadku Polska stworzy dolinę wodorową w Rzeszowie, potencjalny rynek zbytu na wodór, ale nie zapewni mu samodzielnie paliwa, skazując ją na zależność od dostawców, którzy je zapewnią. Wśród nich może znaleźć się Nord Stream 2 promowany przez Niemcy i Rosję jako przyszłe źródło wodoru. Nie należy zatem robić prezentu Władimirowi Putinowi, tylko projektować gospodarkę wodorową tak, by była od niego niezależna.

Kolejne opóźnienie Nord Stream 2. Ma być gotowy do końca roku, po wyborach w Niemczech | Rosyjski atom na Białorusi nie stosuje w pełni rekomendacji bezpieczeństwa Brukseli

Kolejne opóźnienie Nord Stream 2. Ma być gotowy do końca roku, po wyborach w Niemczech | Rosyjski atom na Białorusi nie stosuje w pełni rekomendacji bezpieczeństwa Brukseli

: Wicepremier Rosji Aleksander Nowak donosi, że gazociąg Nord Stream 2 ma zostać wybudowany do końca tego roku. To kolejne opóźnienie, bo wcześniej Rosjanie mówili o końcu września 2021 roku, wykraczające poza ważną cezurę wyborów parlamentarnych w Niemczech.

: Rosyjski Rosnieft przyjął do rady dyrektorów polityków i biznesmenów państw zachodnich. Wśród nich znaleźli się prezes Nord Stream 2 AG oraz była minister spraw zagranicznych Austrii.

: Komisarz ds. energetyki i klimatu Unii Europejskiej Kadri Simson przyznała, że jądrowa Elektrownia Ostrowiec na Białorusi rozpoczęła pracę bez wdrożenia wszystkich rekomendacji bezpieczeństwa przedstawionych przez Komisję Europejską.

Kolejne opóźnienie Nord Stream 2. Ma być gotowy do końca roku, po wyborach w Niemczech

Wicepremier Rosji Aleksander Nowak donosi, że gazociąg Nord Stream 2 ma zostać wybudowany do końca tego roku. To kolejne opóźnienie, bo wcześniej Rosjanie mówili o końcu września 2021 roku, wykraczające poza ważną cezurę wyborów parlamentarnych w Niemczech.

Der Spiegel/Wojciech Jakóbik

– Mamy nadzieję, że prace zostaną zakończone być może z końcem tego roku – powiedział wicepremier Rosji Aleksander Nowak podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu.

Projekt gazociągu Nord Stream 2 miał być pierwotnie ukończony z końcem 2019 roku. Jeżeli powstanie do końca 2021 roku, będzie opóźniony o dwa lata. Jest przedmiotem sporu politycznego w Unii Europejskiej i USA, bo według jego krytyków stanowi zagrożenie z zakresu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, prawa, rynku i środowiska. Przeciwnicy tego projektu z niemieckiej partii Zielonych mogą wejść do rządu w wyborach parlamentarnych zaplanowanych na koniec września. Deklarują gotowość do zatrzymania go.

Rosnieft zatrudnia obrońców Nord Stream 2 z Zachodu

Rosyjski Rosnieft przyjął do rady dyrektorów polityków i biznesmenów państw zachodnich. Wśród nich znaleźli się prezes Nord Stream 2 AG oraz była minister spraw zagranicznych Austrii.

Rosnieft/Wojciech Jakóbik

Pierwszego czerwca odbyło się zgromadzenie ogólne udziałowców Rosnieftu. W jego trakcie został wyłoniony nowy skład rady dyrektorów. Trafili do niej między innymi Matthias Warnig, prezes Nord Stream 2 AG odpowiedzialnej za budowę gazociągu o tej samej nazwie oraz Karin Kneissl, była minister spraw zagranicznych Austrii, która broniła w mediach tego spornego przedsięwzięcia. Zasiadł w niej w roli przewodniczącego rady już wcześniej Gerhard Schroeder, były kanclerz Niemiec, również promujący Nord Stream 2.

Rosyjski atom na Białorusi nie stosuje w pełni rekomendacji bezpieczeństwa Brukseli

Komisarz ds. energetyki i klimatu Unii Europejskiej Kadri Simson przyznała, że jądrowa Elektrownia Ostrowiec na Białorusi rozpoczęła pracę bez wdrożenia wszystkich rekomendacji bezpieczeństwa przedstawionych przez Komisję Europejską.

Komisja Europejska/Wojciech Jakóbik

– Żałuję, że Białoruś zdecydowała się na rozpoczęcie pracy komercyjnej Elektrowni Ostrowiec bez wcześniejszego odniesienia się wełni do rekomendacji bezpieczeństwa zawartej w raporcie po testach wytrzymałości z 2019 roku. Komisja wielokrotnie informowała, że wszelkie rekomendacje tego typu powinny zostać wdrożone przez Białoruś bez zwłoki – poinformowała komisarz.

Simson zastrzegła, że powinny one zostać wdrożone jeszcze przed rozpoczęciem pracy. Zostały opisane w raporcie po testach wytrzymałości przeprowadzonych przez Komisję w 2018 roku. Litwa wyrażała wielokrotnie obawę o bezpieczeństwo pracy tej elektrowni zbudowanej z pomocą technologii rosyjskiego Rosatomu i sfinansowaną przy pomocy Rosji. Znajduje się ona kilkadziesiąt kilometrów od Wilna. Parlament Europejski wezwał do zatrzymania Ostrowca.

Republikanie chcą nowych sankcji wobec Nord Stream 2 a Ukraina sprzedać gazociągi Zachodowi | Amerykanie i Francuzi chcą razem rozwijać atom. Czy wejdą w tandem w Polsce?

Republikanie chcą nowych sankcji wobec Nord Stream 2 a Ukraina sprzedać gazociągi Zachodowi | Amerykanie i Francuzi chcą razem rozwijać atom. Czy wejdą w tandem w Polsce?

: Republikanie domagają się od administracji USA wdrożenia nowych sankcji wobec Nord Stream 2, które zostały zawieszone na czas rozmów z Niemcami o tym projekcie. Ukraina domaga się, by takie negocjacje toczyły się w szerszym formacie zastępującym normandzki. Proponuje sprzedaż swych gazociągów Zachodowi.

: Rosjanie planują wykorzystać spór Australii i Chin skutkujący zatrzymaniem dostaw australijskiego węgla do zwiększenia udziałów na tamtejszym rynku.

: Bank Anglii ostrzega, że niekontrolowane odejście od paliw kopalnych może doprowadzić do inflacji oraz podwyżek cen energii. Źle zaplanowana walka z kryzysem klimatycznym może zagrozić spowolnieniem rozwoju gospodarczego.

: Francja i USA będą razem dążyć do neutralności klimatycznej między innymi poprzez współpracę technologiczną w sektorze jądrowym. Rywalizują o budowę atomu w Polsce, ale jest szansa, że znajdą pole do kooperacji.

Republikanie chcą nowych sankcji wobec Nord Stream 2 a Ukraina sprzedać gazociągi Zachodowi

Republikanie domagają się od administracji USA wdrożenia nowych sankcji wobec Nord Stream 2, które zostały zawieszone na czas rozmów z Niemcami o tym projekcie. Ukraina domaga się, by takie negocjacje toczyły się w szerszym formacie zastępującym normandzki. Proponuje sprzedaż swych gazociągów Zachodowi.

Kommiersant/Kancelaria Prezydenta Ukrainy/Wojciech Jakóbik

Grupa 21 republikanów w Kongresie USA wezwała sekretarza stanu Antonego Blinkena do wdrożenia nowych sankcji wobec gazociągu Nord Stream 2 budowanego na Morzu Bałtyckim. Ostrzegają, że ukończenie tej rury pozwoli Rosji na dalszą destabilizacją Europy oraz

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskowe zapewnił, że Rosja będzie przestrzegać porozumienia o dostawach gazu przez Ukrainę do 2024 roku, a nawet kiedy się skończy nie zamierza całkowicie rezygnować z wykorzystania jej gazociągów na rzecz spornego Nord Stream 2. Fakt, że Biały Dom nie wdrożył restrykcji wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jej prezesa Matthiasa Warniga, tylko je zawiesił z racji interesów narodowych, ma świadczyć zdaniem Republikanów o tym, że ceni interesy Niemiec wyżej niż innych sojuszników. Zawieszone sankcje wobec tych podmiotów wciąż mogą zostać wdrożone. Póki co jednak trwają rozmowy USA-Niemcy wysokiego szczebla na temat Nord Stream 2, a Berlin wysłał delegację do Waszyngtonu, o czym informował BiznesAlert.pl.

Komisja Europejska, Ukraina i Rosja wynegocjowały w grudniu 2019 roku porozumienie tymczasowe o dostawach gazu przez terytorium ukraińskie do 2024 roku w ilości 65 mld m sześc. w pierwszym roku i 40 mld m sześc. w następnych. Kontrakt w tej sprawie zawiera klauzulę ship or pay, która zmusza Rosjan do opłacenia zarezerwowanego wolumenu niezależnie od tego, czy zostanie potem wykorzystany.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński krytykował Berlin za brak wsparcia militarnego, podkreślając, że Nord Stream 2 może pozwolić Moskwie na odcięcie Kijowa od gazu, i zaproponował stworzenie nowego formatu rozmów na temat tego projektu, agresji na wschodzie Ukrainy oraz aneksji Krymu, który zastąpiłby format normandzki. – W formacie normandzkim nie ma mowy o Krymie ani gazociągu Nord Stream 2, ani gwarancjach bezpieczeństwa – mówił Zełeński. Mówił w tym kontekście o udziale USA i Unii Europejskiej. Póki co jego propozycja nie spotkała się z odzewem. Na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung zaproponował sprzedaż operatora gazociągów na Ukrainie podmiotom z Ameryki i Europy. W przeszłości pojawiały się pomysły stworzenia międzynarodowego operatora gazociągów nad Dnieprem z udziału kapitału zachodniego lub rosyjskiego. Obecne przepisy ukraińskie wykluczają udział Gazpromu.

Polityka Ukrainy jest konsultowana z Polską. Minister energetyki Herman Haluszczenko rozmawiał o Nord Stream 2 z ambasadorem Bartoszem Cichockim i o dalszej integracji rynków gazu ich krajów w celu ograniczenia negatywnych skutków tego projektu geopolitycznego.

Gdzie Australia nie może, tam Rosja węgiel pośle

Rosjanie planują wykorzystać spór Australii i Chin skutkujący zatrzymaniem dostaw australijskiego węgla do zwiększenia udziałów na tamtejszym rynku.

RBK/Wojciech Jakóbik

– Rosyjski Elgaugol zamierza zastąpić węgiel australijski własnym na rynku chińskim. – Myślę, że przejęcie 60-70 procent tych udziałów jest całkiem realistyczne. Zajmie kilka lat, a wiele zależy od przepustowości Kolei Rosyjskich – powiedział gazecie RBK.

Australia była największym dostawcą węgla do Chin do połowy 2020 roku dostarczając tam do 9 mln ton miesięcznie. Chiny zatrzymały jednak dostawy z tego kierunku w październiku zeszłego roku ze względu na spory polityczne z tym krajem, między innymi przez oskarżenie Canberry o to, że Pekin ukrywał informacje o koronawirusie, doprowadzając do wybuchu pandemii.

Rosjanie planują wykorzystać środki ze sprzedaży ropy naftowej zgromadzone w Funduszu Bogactwa Narodowego do zwiększenia przepustowości Kolei Rosyjskich na odcinku do portu Wanino, z którego w świat są wysyłane surowce rosyjskie. Rozbudowa miałaby się zakończyć w latach 2026-2027.

Bank Anglii: Dzika transformacja energetyczna grozi inflacją i podwyżką cen energii

Bank Anglii ostrzega, że niekontrolowane odejście od paliw kopalnych może doprowadzić do inflacji oraz podwyżek cen energii. Źle zaplanowana walka z kryzysem klimatycznym może zagrozić spowolnieniem rozwoju gospodarczego.

Reuters/Wojciech Jakóbik

– Nieuporządkowana transformacja zakładająca więcej ostrych regulacji do kompensowania w perspektywie czasu, może poskutkować niższym wzrostem gospodarczym i wyższą inflacją związaną z wzrostem cen energii oraz surowców w gospodarce – powiedział prezes Banku Anglii Andrew Bailey na spotkaniu zorganizowanym przez Reutersa.

Jednocześnie jednak zapewnił, że jego instytucja zamierza inwestować więcej w zielone obligacje, by zachęcać firmy do transformacji energetycznej. Wyraził nadzieję na powstanie taksonomii zielonych obligacji, czyli jednolitych standardów pozwalających ocenić czy polityka danej firmy jest zrównoważona i pomaga ograniczać emisje gazów cieplarnianych.

Co ciekawe, polski PKN Orlen przeprowadził udaną emisję zielonych obligacji, zyskując zaufanie inwestorów uznających jego plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku za wiarygodny. Zgromadzi w ten sposób środki na inwestycje w Odnawialne Źródła Energii, wodór oraz elektromobilność pozwalające mu uniezależnić się od ropy naftowej będącej dotąd w centrum działalności.

Amerykanie i Francuzi chcą razem rozwijać atom. Czy wejdą w tandem w Polsce?

Francja i USA będą razem dążyć do neutralności klimatycznej między innymi poprzez współpracę technologiczną w sektorze jądrowym. Rywalizują o budowę atomu w Polsce, ale jest szansa, że znajdą pole do kooperacji.

World Nuclear News/Wojciech Jakóbik

Sekretarz energii USA Jennifer Granholm oraz minister transformacji ekologicznej Francji Barbara Pompili ogłosiły wspólnie, że będą razem rozwijać technologie pozwalające ograniczyć zmiany klimaty i zapewnić czystszą energię, by możliwe było osiągnięcie wspólnego celu w postaci neutralności klimatycznej do połowy tego wieku.

– Zdekarbonizowane i innowacyjne systemy elektroenergetyczne, które mogą wykorzystywać innowacyjne technologie energetyki jądrowej oraz nowe rozwiązania, jak modularne, małe reaktory jądrowe, przyczynią się do ekspansji energetyki odnawialnej, wesprą regionalną elektryfikację, pozwolą produkować wodór w celu dekarbonizacji transportu i innych sektorów, pomogą pozyskać wodę pitną w regionach jej pozbawionych i wesprą wdrażanie czystszych rozwiązań w przemyśle – czytamy we wspólnym stanowisku USA i Francji z 28 maja.

Firmy z Francji oraz USA rywalizują o realizację Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Polacy mają wybrać partnera technologicznego i finansowego w 2022 roku. Francuski EDF oraz amerykański Westinghouse przekonują, że są w stanie zbudować pierwszy reaktor do 2033 roku zgodnie z planami Warszawy i mogą liczyć na wsparcie finansowe swych rządów. Istnieje jednak możliwość realizacji elementów PPEJ przez firmy z różnych krajów. BiznesAlert.pl pisał w przeszłości o możliwym powstaniu tandemów wzorem projektu Czerna Woda w Rumunii, w którym Amerykanie zapewnili wsparcie finansowe a Francuzi technologię. Gdyby USA zapewniły w Polsce technologię, inne francuskie firmy mogłyby się zająć na przykład utylizacją odpadów jądrowych.

Jakóbik: Nadchodzi koniec Chin… albo komunistów

Państwo Środka opisywane jako następca w roli super potęgi, jaką obecnie są Stany Zjednoczone, w rzeczywistości stoi nad przepaścią. Może znad niej uciec w izolację ryzykując, że upadek i tak je spotka, albo zmienić dotychczasowy model społeczno-gospodarczy zbudowany przez komunistów – pisze redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Dylemat Kissingera

Już Henry Kissinger w kanonicznym dziele „On China” z 2011 roku stawiał tezę, że Chiny mają przed sobą w historii zawsze ten sam wybór tragiczny: otworzyć się i rozwijać we współpracy ze społecznością międzynarodową albo zamknąć, pogrążając się w totalitaryzmie. Tak było w obliczu dyplomacji kanonierek i swoistej kolonizacji upadającego Państwa Środka doby wojen opiumowych. Chiny otworzyły się na świat, ale straciły podmiotowość. Tak było w obliczu rewolucji kulturalnej. Komuniści zamknęli bramy Jadeitowego Pałacu i postanowili budować Chiny od nowa projektując inżynierię społeczną na niespotykaną skalę, także pod względem ofiar. Chińczycy uchylili nieco drzwi kapitałowi zachodniemu, gdy nadeszła rewolucja gospodarcza Denga Xiaopinga z lat 80-tych XX wieku, dając rozwój gospodarczy okupiony jednak barbarzyńską polityką jednego dziecka. Okazuje się, że doprowadziła ściągnęła ona na Chiny nowe problemy każące im po raz kolejny w historii stanąć dylematem Kissingera.

Koniec dywidendy demograficznej

Polityka jednego dziecka miała pozwolić na szerszy dostęp Chińczyków do dóbr konsumpcyjnych, dając tak zwaną dywidendę demograficzną, której poświęciłem pracę magisterską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie jest zatem nowa wiedza o tym, że ta dywidenda się kończy. Niestety nie jest to wiedza powszechna, szczególnie wobec znacznej otwartości opinii publicznej na materiały propagandowe Państwa Środka. Keiichiro Oizumi z Center for Pacific Business Studies stawiał ponad dekadę temu tezę, że dywidenda demograficzna Chin skończy się w 2015 roku. Jeżeli w ostatnich latach przyrost demograficzny Państwa Środka spowalniał, to może się okazać, że niebawem będzie ujemny. Póki co jednak Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne znane z przekłamywania danych poprzez odpowiednią ich kompilacje opublikowało z kilkumiesięcznym opóźnieniem najnowsze dane o demografii i poinformowało o wzroście ludności Państwa Środka o zaledwie 5,4 procent w 2010 roku. Od dekady przybyło około 73 mln Chińczyków. Ta liczba robi wrażenie, ale tempo wzrostu jest najniższe od 1953 roku, odkąd Pekin prowadzi badania statystycznego tego rodzaju. Chińczycy mają zatem najludniejszą populację świata sięgającą 1,411 mld ludzi, ale stają się coraz starsi, a tempo ich starzenia przyspiesza. 260 mln Chińczyków przekracza wiek 60 lat. Cała populacja USA to 330 mln. Ich udział w populacji wzrósł o 5,4 procent w stosunku do 2010 roku, czyli prawie dwa razy więcej niż w dekadzie 2000-10. W minionym roku narodziło się tylko 12 mln Chińczyków, czyli najmniej od 49 lat. Chińczycy zaczęli luzować politykę jednego dziecka w 2015 roku spodziewając się tych problemów, ale konsumpcjonizm popularny w krajach rozwijających się gospodarczo dociera i do nich, ograniczając apetyt młodych na potomstwo. Starzenie się społeczeństwa, a przez to kurczenie siły roboczej i rozrost programów socjalnych, połączone z istotną zależnością od konsumpcji zewnętrznej może spowodować załamanie wzrostu gospodarczego. Brytyjski magazyn medyczny The Lancet przewiduje spadek populacji Chin do 730 mln ludzi w 2100 roku. Uniwersytet Wisconsin twierdzi, że będzie to 350-450 mln do 2100 roku.

Chiny idą w ślad Japonii

Podobny los spotkał Japonię, która w latach dziewięćdziesiątych XX wieku była prezentowana jako rychła super potęga mająca wyprzedzić Stany Zjednoczone. Skoro Państwo Środka nie będzie miało nadwyżki taniej siły roboczej, wzrostu konsumpcji pochodzącego głównie od niej, ani łatwego dostępu do technologii ze względu na ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, stanie znów przed dylematem przedstawionym przez Kissingera. Może się otworzyć, wpuścić kapitał i wiedzę Zachodu, a być może także imigrantów trudnych do zaakceptowania wobec walki z odmiennością w Chinach obrazowanej przez prześladowania Ujgurów czy sekty Falun Gong. Światowy podaje, że tylko jedna dziesiąta procenta mieszkańców Chin to obecnie obcokrajowcy. Nowe otwarcie niewątpliwie osłabiłoby władzę Partii Komunistycznej nad społeczeństwem i zagrozi jej widmem nowej kolonizacji znanej z XIX wieku. Państwo Środka może zatem znów się zamknąć i próbować przestawić z powrotem na masowy eksport, ale wówczas podważy innowacyjność w oczekiwaniu na całkowite załamanie dywidendy demograficznej. Według Harvard Business Review populacja Chin zdolna do pracy w wieku 15-64 lat skurczy się o 9 procent od 2015 do 2035 roku. To spadek o 200 mln ludzi, czyli tyle ile połączona populacja Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Holandii i Szwajcarii. HBR przypomina, że podobny spadek zanotowała Japonia i wyniósł on 13,4 procent w latach 1997-2017.

Dług zamiast migrantów i robotów

Chińczykom, podobnie jak innym obawiającym się braku rąk do pracy, pozostaje nadzieja na robotyzację pracy lub wzrost dzietności. Przesiedlenia ludności wiejskiej do miast mogą nie przynieść już rezultatu, ponieważ Chiny mogły przekroczyć punkt zwrotny Lewisa w 2018. Oznaczałoby to, że mieszkańcy wsi nie chcą już migrować do miast. Liczba niewykorzystanych apartamentów w miastach ma sięgać 64 milionów. Plan przesiedlenia 250 mln ludzi do miast w 2025 roku może być trudny do zrealizowania bez użycia siły. Robotyzacja nie będzie możliwa bez rozwoju technologicznego, a ten może zostać ograniczony przez problemy z własnością intelektualną na terytorium Państwa Środka. HRW ustalił, że największe rządy i firmy zachodnie wycofują produkcję z Chin, a firmy chińskie mają coraz gorszy wizerunek na Zachodzie. Ten trend utrudni transfer technologii. Firmy chińskie, w których każda z ponad 50 pracownikami musi mieć na pokładzie przedstawiciela Partii Komunistycznej, mogą mieć problem z indukowaniem lokalnej innowacji. Większość firm chińskich na liście Fortune 500 to spółki państwowe lub hybrydowe. Całkowity dług rządowy Państwa Środka wynosi 34 bln dolarów, czyli 266 procent Produktu Krajowego Brutto. Zadłużenie państwowych firm sięgało ponad 16 bln dolarów w lipcu 2018 roku. Spowolnienie demograficzne i gospodarcze może podwoić tempo wzrostu zadłużenia.

Koniec Chin albo komunistów

Wracając do dylematu Kissingera, Chiny mogą teraz zamknąć się i próbować samotnie naprawić demografię oraz gospodarkę, ryzykując upadek. Mogą także otworzyć się, ale także w konsekwencji być może zakwestionować model społeczno-ekonomiczny stworzony przez Partię Komunistyczną. Czymże jednak jest ideologia komunistyczna dyktująca Chinom politykę od kilkudziesięciu lat wobec tysięcy lat historii Państwa Środka?

Źródło: Jagiellonski.org