Zapłacimy za to, że przyłapano nas na gorącym uczynku

Przedłużyliśmy koncesję na wydobycie w Turowie w sposób niezgodny z prawem unijnym. Teraz sami to prawo zmieniamy, potwierdzając niejako zarzuty Czechów – mówi DoRzeczy.pl Wojciech Jakóbik, ekspert ds. energetyki, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Damian Cygan: Jak ocenia pan sprawę nałożenia na Polskę kar finansowych za działanie kopalni w Turowie?

Wojciech Jakóbik: Kara nałożona na Polskę jest skutkiem tego, że nie udało się dojść do porozumienia polubownie z końcem zimy 2021 roku, kiedy Czesi grozili złożeniem pozwu do Trybunału Sprawiedliwości UE. Ten orzekł, że na czas trwania sprawy w kopalni Turów nie powinno odbywać się wydobycie węgla na wypadek, gdyby okazało się, że czeskie obawy o środowisko są uzasadnione. Nie rozstrzygamy teraz, czy są uzasadnione, czy nie. Polska nie zastosowała się do orzeczenia TSUE i została na nią nałożona kara w wysokości 500 tys. euro dziennie.

Skąd taka kwota?

To nie jest najwyższa możliwa kara, ponieważ Czesi wnioskowali o 5 mln euro dziennie. Z punktu widzenia podatnika to jest duża kwota, natomiast z punktu widzenia budżetu państwa jest na pewno niższa niż koszty wyłączenia kopalni Turów – a co za tym idzie – elektrowni Turów. Dalsze rozmowy w tej sprawie będą odbywały się pod dodatkową presją finansową, ale myślę, że w końcu dojdzie do jakiegoś porozumienia. Polacy na pewno zastosują środki zaradcze, jakich oczekują Czesi. A na razie zapłacimy za to, że zostaliśmy przyłapani na gorącym uczynku, bo ważnym elementem zarzutów czeskich jest fakt, że przedłużyliśmy koncesję na wydobycie w Turowie w sposób niezgodny z prawem unijnym. Teraz sami to prawo zmieniamy, potwierdzając niejako te zarzuty.

Politycy PiS sugerują, że cała sprawa ma związek z wyborami w Czechach i że po wyborach problem sam się rozwiąże. Ile jest w tym prawdy?

Problem na pewno sam się nie rozwiąże. Oczywiście może być tak, że wewnętrzna polityka czeska odgrywa w tych rozmowach pewną rolę, ale ciężko rozstrzygnąć, jak jest naprawdę. Natomiast po owocach można poznać efekty dotychczasowej polityki. Nie udało się wygrać w sądzie, więc potrzebujemy porozumienia pozasądowego. Z punktu widzenia miejsc pracy i firm zajmujących się energetyką w tym regionie to porozumienie powinno nastąpić jak najszybciej.

Co bardziej opłaca się rządowi tak czysto ekonomicznie – zamknąć kopalnię ze wszystkimi tego konsekwencjami, czy płacić dziennie 500 tys. euro kary?

Kopalnia Turów kiedyś zostanie zamknięta i zgodnie z polityką klimatyczną należy do tego dążyć. Natomiast rewolucyjne zamknięcie elektrowni z dnia na dzień tylko z tego powodu, że nie będzie mogła pracować kopalnia, to zagrożenie dla kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy i nie kilkaset tysięcy złotych dziennie strat, lecz miliony, jeśli nie miliardy.

Jakie wnioski ze sprawy Turowa powinni wyciągnąć politycy obozu rządzącego? Część z nich reagując na problemy z TSUE zajęła się tematem polexitu i bilansem członkostwa Polski w UE.

Postulat polexitu to absurd. Cieszymy się z wyroków TSUE, kiedy orzeka na naszą korzyść, jak w sprawie Nord Stream 2. W sytuacji, w której orzeczenie jest nie po naszej myśli, też trzeba je przyjąć. Nie możemy stosować moralności Kalego. Wyrok może nam się nie podobać, natomiast musimy z nim polemizować w sposób profesjonalny, wysyłając ekspertów i prowadząc aktywne rozmowy. Sądzę, że porozumienie polsko-czeskie jest możliwe.

DoRzeczy.pl

Nord Stream 2 na nielegalu? Może się jeszcze zamienić w ruinę

– Rosjanie nie wahają się przed stosowaniem szantażu wysokimi cenami gazu w Europie w celu jak najszybszego uruchomienia Nord Stream 2. Posłowie europejscy obawiają się nielegalnego startu tej inwestycji. Jednak działania przeciwników tego projektu wsparte przez Komisję Europejska mogą go jeszcze zamienić w ruinę. PGNiG dołącza do sporu o certyfikację – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Nord Stream 2 na nielegalu?

List posłów do Parlamentu Europejskiego skierowany do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Margrethe Vestager zawiera apel o śledztwo w sprawie manipulacji rynkowych Gazpromu mających promować sporny gazociąg Nord Stream 2. Zawiera jednak także dużo ważniejszy, ale niedoceniany zapis o konieczności wprowadzenia środków zaradczych w razie rozpoczęcia pracy tego gazociągu w sposób nielegalny. – Komisja ma do dyspozycji prerogatywy z Artykułu 8 Regulacji 1/2003 o możliwości zastosowania tymczasowych środków przeciwko Gazpromowi, jeżeli Nord Stream 2 zacznie pracę nielegalnie, a także innych środków niezbędnych do dostosowania jego działań do regulacji energetycznych i konkurencyjnych w Unii Europejskiej – czytamy w liście posła Andriusa Kubiliusa odpowiedzialnego za raporty o Rosji pod którym podpisali się zgodnie posłowie różnych krajów i stron sporu politycznego, w tym z Polski: Jacek Saryusz-Wolski, Jerzy Buzek, Marek Belka, Robert Biedroń, Adam Bielan, Witold Waszczykowski, Elżbieta Rafalska, Elżbieta Kruk, Zbigniew Kuźmiuk, Beata Kempa, Anna Zalewska, Andrzej Halicki i Anna Fotyga. Artykuł ósmy rozporządzenia Rady Unii Europejskiej nr 1/20003 odnosi się do prawa konkurencji chroniącego przed nadużyciami oraz sankcji za ewentualne naruszenia. To stare-nowe pole do ewentualnego sporu sądowego, bo Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta z Polski, działając na gruncie prawa europejskiego, już kwestionuje zgodność modelu finansowania Nord Stream 2 z przepisami antymonopolowymi. Nielegalny start tego gazociągu mógłby być podstawą do dalszych działań i sankcji.

Posłowie zareagowali w ten sposób na sugestie rosyjskiego Gazpromu, że mógłby rozpocząć dostawy przez Nord Stream 2 już pierwszego października. Jednak nawet ta firma przyznaje, że nie będzie to możliwe bez certyfikacji, a przed tą przedstawiają się kolejne przeszkody opisane już w BiznesAlert.pl, o których mówi też Komisja Europejska. Sekretarz Vivienne Lunela cytowana przez agencję PRIME przypomniała, że Federalna Agencja Sieci (Bundesnetzagentur) ma cztery miesiące na przygotowanie szkicu decyzji o zastosowaniu trzeciego pakietu energetycznego względem Nord Stream 2. – Najpierw zostanie przedstawiony szkic, potem nastąpi ciąg dalszy procedury. Kiedy Komisja Europejska otrzyma go, będziemy mieli dwa miesiące na odpowiedź z możliwością przedłużenia terminu – dodała. Rosjanie robią wszystko, żeby przyspieszyć lub ominąć ten proces nie wahając się przed użyciem szantażu wysokimi cenami gazu na Starym Kontynencie, za które są częściowo odpowiedzialni. Sugerują, że Nord Stream 2 mógłby wcześniej przesłać gaz techniczny niezbędny do testów w ciągu miesiąca-dwóch. Rozważają także dopuszczenie rosyjskiego Rosnieftu do przepustowości spornego gazociągu w celu wypełnienia jednej z regulacji trzeciego pakietu energetycznego wymuszającej dostęp stron trzecich do przepustowości infrastruktury przesyłowej.

Przeciwnicy mają dalej oręż przeciwko Nord Stream 2

– Jeżeli chodzi o procedurę certyfikacji, wszystkie projekty decyzji organów regulacyjnych państw członkowskich w sprawie certyfikacji operatora systemu przesyłowego muszą zostać przedłożone Komisji do zaopiniowania. Projekt decyzji w sprawie certyfikacji gazociągu Nord Stream 2 nie został jeszcze przedstawiony Komisji do zaopiniowania. Dalsze działania w tej sprawie będą zależały od tego wniosku o wydanie opinii. Ponadto budowa gazociągu Nord Stream 2 podlega prawu krajowemu (w krajach, przez których wody przybrzeżne gazociąg przebiega) – tłumaczyła komisarz ds. energii KAdri Simson w odpowiedzi na pytania Anny Fotygi cytowane przez Polską Agencję Prasową. Reinhard Butikofer z niemieckich Zielonych podpisany pod listem pod wodzą Kubiliusa przekonuje w Die Zeit, że jeśli Komisja Europejska uzna decyzję regulatora niemieckiego Bundesnetzagentur za neizgodną z przepisami unijnymi, Nord Stream 2 „może zamienić się w ruinę inwestycyjną”, a dostawy nie ruszą.

Tymczasem Polacy odnieśli kolejne zwycięstwo w sporze o Nord Stream 2. PGNiG zostało dopuszczone do procesu certyfikacji operatora tego gazociągu na wodach niemieckich, czyli Nord Stream 2 AG. Według Polaków ta firma należąca w stu procentach do Gazpromu nie będzie niezależna i nie powinna zostać operatorem. Bez operatora nie będzie dostaw. PGNiG będzie miał wgląd w proces oraz może mieć zastrzeżenia do jego rezultatu, a więc także kwestionować go w razie potrzeby w Komisji Europejskiej lub sądach na terenie Unii. Z pomocą przyjdzie zasada solidarności energetycznej potwierdzona inną wiktorią sądową Polaków polegającą na orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o tym, że należy stosować zasadę solidarności energetycznej przy projektach jak odnoga Nord Stream 1 w Niemczech, czyli OPAL i nie mogą one godzić w interesy innych państw członkowskich. To precedens możliwy do wykorzystania w sporach o Nord Stream 2, który jest uznawany przez PGNiG za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego.

Kolejna przeszkoda to obowiązujące sankcje USA na firmy pragnące ubezpieczyć i certyfikować technicznie Nord Stream 2. Bez takiej certyfikacji oraz ubezpieczenia nie będzie on mógł rozpocząć pracy. Mogą do nich dołączyć kolejne, proponowane w budżecie obronnym na 2022 rok.

Komisja Regulacji Izby Reprezentantów USA przyjęła szereg propozycji zapisów budżetu obronnego USA na 2022 rok. Wśród nich znalazła się propozycja nowych sankcji wobec spornego Nord Stream 2 mających uniemożliwić uruchomienie go. Musi ona jeszcze zyskać aprobatę Senatu oraz podpis prezydenta Joe Bidena. Poprawki Izby Reprezentantów narzucają na prezydenta obowiązek wdrożenia sankcji na firmy oraz osoby fizyczne zaangażowane w planowanie, budowę i uruchomienie spornego gazociągu Nord Stream 2. Jego budowa się zakończyła, ale nie został uruchomiony.

Prawodawcy domagają się także raportu Pentagonu oraz Departamentu Stanu USA na temat korzyści finansowych Kremla z Nord Stream 2 oraz zagrożeń z zakresu bezpieczeństwa z powodu tego gazociągu dla Ukrainy oraz sojuszników w NATO. Budżet obronny NDAA 2022 w kształcie przyjętym przez parlament będzie musiał zostać zrealizowany przez administrację Joe Bidena. W podobny sposób zostały zakomenderowane pierwsze sankcje przeciwko Nord Stream 2, do których wdrożenia został zobowiązany prezydent Donald Trump.

Co ciekawe, szkic budżetu zaproponowany przez Izbę Reprezentantów wzywa także do zwiększenia współpracy USA i Ukrainy w sektorze tytanu oraz do zwiększenia obecności sił zbrojnych Ameryki w Polsce, Rumunii oraz krajach bałtyckich. NDAA 2022 w kształcie proponowanym przez Izbę wymaga od Białego Domu określenia, czy trzydziestu pięciu oficjeli rosyjskich zasługuje na sankcje personalne. Są wśród nich prezesi Rosnieftu oraz Gazpromu. Dokument musi zostać przyjęty przez Senat i podpisany przez prezydenta. Warto przypomnieć, że obowiązujące sankcje USA uderzają w firmy mające certyfikować technicznie i ubezpieczać Nord Stream 2.

Różne stopnie zagrożenia Nord Stream 2

Jeżeli Europejczycy nie ulegną szantażowi Gazpromu w związku z kryzysem cen gazu, upłynie jeszcze dużo czasu zanim ruszą dostawy przez Nord Stream 2 opóźniony już prawie o dwa lata. Może faktycznie zamienić się w ruinę finansową. Jeżeli uda się go dostosować do przepisów unijnych, nie będzie stanowił tak istotnego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz Unii Europejskiej, choć wciąż będzie zagrożeniem egzystencjalnym dla Ukrainy.

Polska zapłaci za grzech zaniechania w sprawie Turowa

– Pisaliśmy w BiznesAlert.pl, że spór o Kopalnię Turów między Polską a Czechami dotyczy obaw o środowisko oraz luki prawnej. Kara Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawi, że Polska będzie płacić za grzech zaniechania, bo dało się rozwiązać ten problem za porozumieniem stron – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Grzech zaniechania

Kopalnia Turów musi pracować, ponieważ zapewnia węgiel brunatny Elektrowni Turów. Polska Grupa Energetyczna Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, spółka-córka Polskiej Grupy Energetycznej, jest przedmiotem a nie podmiotem sporu. Może jedynie kontynuować pracę w celu dostarczenia energii elektrycznej. Trybunał zasądził karę pięciuset tysięcy euro dziennie za niezastosowanie się do orzeczenia. Negocjacje Polska-Czechy w sprawie polubownego zakończenia sporu poza wokandą zostały zerwane przez stronę czeską po tym, jak Praga i Warszawa wzajemnie oskarżyły się o opóźnianie rozmów.

Polska będzie zatem płacić karę za grzech zaniechania w sprawie Turowa. Jeszcze w lutym delegacja czeska odwiedziła Warszawę by rozmawiać o warunkach polubownego zakończenia sporu trwającego od dłuższego czasu. Minister spraw zagranicznych Czech Tomasz Petriczek spotkał się 12 lutego z jego polskim odpowiednikiem Zbigniewem Rau. Przedstawił listę oczekiwań: „budowa muru ochronnego, który ochroni mieszkańców Czech przed zwiększoną ilością pyłu; wypłata odszkodowania za utratę wody w okolicach Uhelnej w wysokości 175 mln koron, zobowiązanie do kontynuowania negocjacji w sprawie budowy alternatywnych źródeł wody na dotkniętych obszarach (szacunkowa cena 800 mln koron), utworzenie funduszu, z którego będą finansowane mniejsze projekty ochronne (w wysokości 2,5 mln koron), utworzenie międzyrządowej komisji do regularnej oceny wpływu wydobycia”. – Jest ostatnim gestem naszej woli wyrażenia zgody przed podjęciem decyzji o wniesieniu pozwu – mówił wówczas Petriczek o wizycie.

– Dziś miałem okazję wyjaśnić stronie polskiej wymagania regionu libereckiego, w tym zaopatrzenie mieszkańców regionu w wodę pitną, a jednocześnie poinformowałem, że czeski rząd zdecyduje o kolejnych krokach pod koniec lutego. Żałowaliśmy, że nie mogliśmy działać na szczeblu ministrów środowiska. Strona polska zaproponowała jedynie negocjacje na poziomie wiceministrów, z drugiej strony mieliśmy możliwość omówienia wspomnianych wymagań regionu i obietnicy, że Polska wkrótce wyrazi swoją opinię – mówił w lutym minister środowiska Czech Władisław Smrza.

Sprawa skończyła się zatem w sądzie. Czesi przydybali także Polaków na furtce prawnej niezgodnej z przepisami unijnymi, która pozwoliła przedłużyć koncesję wydobywczą Kopalni Turów do 2044 roku, czyli tak zwanym Lex Turów. Polacy usuwają już tę lukę, ale zostali przyłapani i tego faktu nie da się cofnąć.

Oznacza to, że Praga i Warszawa ostatecznie dojdą do porozumienia w toku negocjacji albo wskutek ostatecznego wyroku TSUE. To pierwsze rozwiązanie byłoby zapewne mniej dolegliwe dla Polski. Rozmowy będą toczyć się odtąd pod jeszcze większą presją kary finansowej, która mimo to jest mała z punktu widzenia budżetu polskiego, a warto przypomnieć, że Czesi domagali się pięciu milionów euro dziennie. Jednak nawet te liczby to nic w porównaniu ze stratami wywołanymi ewentualnym zatrzymaniem pracy Kopalni Turów, a co za tym idzie Elektrowni w Turowie.

Kopalnia musi pracować, rząd musi płacić

Kara Trybunału sprawi, że Polacy będą musieli uelastycznić pozycję negocjacyjną. Najwyższy czas przyspieszyć negocjacje i zakończyć je porozumieniem kończącym ten spór. Nie powinno być mowy o niepodporządkowaniu się TSUE, bo działanie w zgodzie z przepisami w ramach systemu instytucjonalnego Unii Europejskiej to warunek skutecznej ochrony interesów Polski w jego ramach. Polacy jeszcze niedawno cieszyli się z wyroków TSUE na niekorzyść Gazpromu. To Trybunał stoi na straży zasady solidarności energetycznej, na gruncie której krytycy spornego projektu Nord Stream 2 stawiają mu kolejne kłody na drodze do rozpoczęcia dostaw. Spotkanie kryzysowe w Kancelarii Premiera ma umożliwić stworzenie dalszego planu działania.

Ceny energii 40 plus? Kryzys energetyczny to wyrok polityczny

Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach rusza w cieniu dyskusji o wzroście cen energii. W obiegu pojawiło się 40 procent podwyżki brzmiące jak wyrok na ekipie rządzącej, ale to właśnie nasi prawodawcy mogą złagodzić kryzys energetyczny, który mógłby być wyrokiem politycznym – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ceny energii rosną w całej Europie przez obiektywne czynniki regulacyjne oraz rynkowe. Pierwszy to odrodzenie gospodarcze podnoszące zapotrzebowanie na wszelkie media, w tym energię elektryczną, któremu nie towarzyszy wystarczająca odbudowa podaży. Gospodarka globalna potrzebuje coraz więcej energii i nie dostaje jej w wystarczającej ilości. Kolejny czynnik to wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w Europie, które kosztują już ponad 60 euro za tonę i będą drożały dalej wobec perspektywy przyspieszenia polityki klimatycznej Unii Europejskiej za pośrednictwem pakietu Fit for 55. Następny czynnik, mniej istotny w Polsce, ale oddziałujący na kraje Europy Zachodniej to wzrost cen gazu, za który częściową odpowiedzialność ponosi rosyjski Gazprom pragnący wymusić start gazociągu Nord Stream 2.

Wysokie ceny energii na rynku będą przekładać się na podwyżki taryf, czyli cen ustalanych dla poszczególnych grup odbiorców jak przemysł czy gospodarstwa domowe. Włosi mówią o podwyżkach sięgających 40 procent. Polacy byli do tej pory mniej wylewni, ale za sprawą prezesa Enei pojawiła się w mediach właśnie ta liczba.

Prezes mówił o sytuacji hipotetycznej. Podwyżka cen energii o prawie połowę oznaczałaby jeszcze wyższą inflację w Polsce oraz swoisty dodatkowy podatek obciążający działalność gospodarczą i utrudniający odrodzenie. Tym samym wysokie ceny energii mogą zgasić wzrost i zaprószyć kryzys z poważnymi konsekwencjami politycznymi dla tego, kto będzie akurat u władzy.

Prezes Enei mówił o sytuacji hipotetycznej, ponieważ nieoficjalnie można już usłyszeć, że politycy rządzący rozważają już różne formy interwencji na rynku energii, a spółki elektroenergetyczne nie będą wnioskować o najwyższe możliwe podwyżki. Wewnętrzna opozycja w Zjednoczonej Prawicy postuluje stworzenie nowej grupy odbiorców, którzy otrzymaliby od Urzędu Regulacji Energetyki specjalne, niższe taryfy. Ministerstwo klimatu i środowiska rozważało do tej pory jedynie rekompensaty dla najuboższych od stycznia 2022 roku. Wycelowane wsparcie ograniczone do najbiedniejszych to rozwiązanie najmniej obciążające budżet doświadczony przeróżnymi świadczeniami socjalnymi wprowadzonymi w ostatnich latach. Jednakże drożyzna w Polsce potęgowana przez wysokie ceny energii może skłonić polityków do poszukiwania bardziej radykalnych rozwiązań, jak mrożenie cen energii zaordynowane w 2018 roku na cały 2019 rok.

W dniu przyjęcia ustawy o cenach energii w 2018 roku pisałem, że powinny one wzrosnąć, a jedynym sposobem na poprawę sytuacji będzie transformacja energetyczna. Działania doraźne będą oddziaływać krótkoterminowo i przeniosą obciążenia w inne obszary gospodarki. Jednak politycy patrzący na kalendarz wyborczy mogą wybrać to rozwiązanie, tym bardziej że zostaną one zastosowane w innych krajach. Przykładem może być Grecja, której rząd zapowiedział ingerencję w ceny energii dla gospodarstw domowych w 2022 roku. Mówił o „międzynarodowym kryzysie energetycznym” jako winowajcy podwyżek. Rząd Grecji zamierza dopłacać dziewięć euro do każdych, pierwszych 300 KWh zużytych przez gospodarstwo domowe w danym miesiącu. To narzędzie ma kosztować około 150 mln euro i objąć około 70 procent gospodarstw. Można zatem mówić o rozwiązaniu podobnym do rekompensat dla najbardziej potrzebujących, mniej radykalnym od stworzenia nowej grupy taryfowej proponowanej przez opozycję w rządzie Zjednoczonej Prawicy.

Europejski Kongres Gospodarczy 2021 roku odbywający się w dniach 20-21 września w Katowicach będzie upływał pod znakiem dyskusji o cenach energii, które muszą wzrosnąć przez obiektywną sytuację na rynku w całej Europie. Politycy będą musieli znaleźć odpowiedź na pytanie o to, jak bardzo wzrosną, a od niej może zależeć ich przyszłość w wyborach parlamentarnych, które (według oficjalnego terminarza) mają się odbyć w 2023 roku.

Sekurytyzacja versus liberalizacja Nord Stream 2. Kryzys cen gazu to preludium wojny?

Podczas gdy Polska, Ukraina i kraje Europy Środkowo-Wschodniej ostrzegają, że Rosja już teraz używa Nord Stream 2 jako broni, Kreml chce przekonać Zachód, że ten gazociąg może działać w zgodzie z wymogami rynku europejskiego i tworzy złudną wizję konkurencji między Gazpromem a Rosnieftem. Ukraina ostrzega przed nową wojną na Wschodzie – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Sekurytyzacja Nord Stream 2 i groźba gazowej wojny hybrydowej

Sekurytyzacja to termin z nauki o stosunkach międzynarodowych określający upolitycznienie danego tematu do stopnia, który sprawia, że zaczyna on być postrzegany z punktu widzenia bezpieczeństwa. W przypadku Nord Stream 2 kraje takie jak Polska czy Ukraina są aktorami stosunków międzynarodowych wskazujących na zagrożenie bezpieczeństwa dostaw gazu, a także bezpieczeństwa twardego, jakie niesie ze sobą ten sporny gazociąg z Rosji do Niemiec. Te państwa wraz z innymi krytykami Nord Stream 2 domagają się akceptacji, że jest to zagrożenie dla przetrwania Ukrainy potęgowane przez ryzyko działań hybrydowych lub konwencjonalnych zwiększone w razie rozpoczęcia dostaw nowym szlakiem omijającym terytorium ukraińskie. Można uznać, że gazociąg Nord Stream 2 jest już używany jako broń przeciwko Zachodowi, ponieważ Rosjanie przekonują, że tylko jego uruchomienie da obniżkę cen gazu w Europie, w której osiągają one rekordowy poziom. Rosjanie forsują jak najszybsze uruchomienie Nord Stream 2 pomimo ograniczeń prawnych wynikających z dyrektywy gazowej, która nakłada obowiązek dostosowania jego pracy do przepisów europejskich trzeciego pakietu energetycznego, oraz sankcji USA blokujących firmy certyfikujące technicznie ten gazociąg oraz ubezpieczające go, o czym pisałem w innym miejscu.

– Gazprom mógłby wykorzystać wahania dostaw gazu podczas nadchodzącej zimy do sabotażu zdolność operatora gazociągów na Ukrainie do wypełnienia zobowiązań odnośnie do jakości oraz ilości dostaw gazu docierającego na Słowację, Węgry, do Polski i Rumunii. Taki atak hybrydowy mógłby pozwolić Putinowi na upieczeniu kilku pieczeni na jednym ogniu. Angela Merkel obiecała, że przesył gazu przez Ukrainę będzie utrzymany, a jeśli Gazprom zmniejszy wolumen do poziomu, który sprawi, że operator ukraiński będzie musiał zatrzymać dostawy z Wschodu na Zachód, kanclerz nie ucierpi wizerunkowo, a Putin będzie mógł obarczyć winą Ukraińców – ostrzega Mychajło Honczar, ekspert ukraiński.

To ryzyko należy uznać za realne. Polska nieprzypadkowo bierze udział w dalszych działaniach przeciwko Nord Stream 2, teraz na etapie negocjacji warunków rozpoczęcia dostaw przez ten gazociąg, pomimo braku egzystencjonalnego zagrożenia przerwą dostaw gazu. To względy polityki zagranicznej oraz chęć utrzymania stabilnego państwa ukraińskiego oddzielającego Polskę od Federacji Rosyjskiej jest motorem działań dyplomacji w Warszawie. Z tego punktu widzenia Nord Stream 2 to oczywisty problem z zakresu bezpieczeństwa narodowego do poruszenia na arenie Unii Europejskiej oraz NATO. To zagrożenie dostrzegają już Amerykanie, do tej pory dający pierwszeństwo dyplomacji z udziałem Niemiec. Doradca prezydenta USA do spraw Nord Stream 2 Amos Hochstein ostrzega przed niedoborami gazu w Europie z powodu ograniczeń dostaw z RosjiMiędzynarodowa Agencja Energii apeluje do Rosjan o zwiększenie podaży i przekonuje, że są do tego zdolni pomimo zarzekań oficjeli kremlowskich. Działania Rosji to argument za wprowadzeniem nowych sankcji argumentowanych przez USA oraz Niemcy wykorzystaniem gazu jako broni. To właśnie się dzieje.

Liberalizacja Nord Stream 2 i spór o rozpoczęcie dostaw

Jednakże Kreml przeciwstawia tej retoryce własną, z uporem przekonując społeczność międzynarodową, że ogranicza dostawy do Europy przez konieczność zapełnienia własnych magazynów gazu. Przekonuje także, że Nord Stream 2 to rozwiązanie rynkowe, które zapewni tańszy gaz Europejczykom. Zdaje się także wychodzić naprzeciw oczekiwaniom wdrożenia dyrektywy gazowej Unii Europejskiej względem tego gazociągu, animując – trudną do weryfikacji – debatę wewnętrzną na temat starego pomysłu dopuszczenia konkurencji Gazpromu do przepustowości Nord Stream 2. Formalnie byłby to sposób na realizację jednego z wymogów trzeciego pakietu energetycznego w postaci wolnego dostępu stron trzecich.

Wicepremier Aleksander Nowak miał przekazać prezydentowi Władimirowi Putinowi raport na temat możliwości włączenia Rosnieftu do przepustowości Nord Stream 2. Gazprom rytualnie skrytykował ten pomysł, bo obecnie zgodnie z prawem rosyjskim ma wyłączne prawo do eksportu gazociągowego gazu z Rosji za granicę. W przeszłości doszło jednak do liberalizacji eksportu LNG dopuszczającego jego konkurencję jak wspomniany Rosnieft oraz Novatek, więc można sobie wyobrazić podobne dostosowanie prawa rosyjskiego do wymogów unijnych pomimo oporu Gazpromu i walki kremlowskich buldogów pod dywanem, o której powstanie inny tekst. Taka operacja wymagałaby jeszcze negocjacji oraz zatwierdzenia przez Komisję Europejską, a już teraz czas potrzebny do rozpoczęcia dostaw przez Nord Stream 2 jest szacowany na osiem miesięcy od września 2021 roku, a zatem do maja 2022 roku. Może się on dalej wydłużać, tym bardziej, że polskie PGNiG chce zostać włączone w proces certyfikacji operatora Nord Stream 2 AG, a może do niego dołączyć jedna lub kilka firm ukraińskich.

Sam pomysł wpuszczenia Rosnieftu do Nord Stream 2 nie jest nowy. Pojawił się w liście prezesa Rosnieftu Igora Sieczina z 12 sierpnia, który trafił do Kommiersanta niedługo po wyroku sądu w Niemczech podporządkowującego Nord Stream 2 zapisom dyrektywy gazowej, czyli zwycięstwie PGNiG domagającego się takiego rozstrzygnięcia. Nie należy postrzegać tej korelacji czasowej jako przypadek. Tymczasem jeszcze w 2017 roku Rosnieft poprosił o zgodę na eksport siedmiu mld m sześc. gazu rocznie do brytyjskiego BP. Było to jednak wyzwanie rzucone Gazpromowi, które nie pociągnęło za sobą realnych działań Kremla. Obecne opowieści o wpuszczeniu dodatkowej firmy do Nord Stream 2 mogą być zasłoną dymną mającą umożliwić jak najszybsze rozpoczęcie dostaw. Ostatecznie należy pamiętać także o tym, że Gazprom i Rosnieft, które konkurują ze sobą na rynku wewnętrznym Rosji oraz zewnętrznym LNG, są narzędziami polityki zagranicznej Kremla i formalne dopuszczenie strony trzeciej w postaci firmy Sieczina możne oznaczać złudną konkurencję moderowaną przez Moskwę według modelu zwanego po angielsku „frenemies”, czyli kooperacji w obszarach wspólnych interesów i konkurencji tam, gdzie ich nie ma. Gazprom oraz Rosnieft nadal realizowałyby priorytety polityki zagranicznej Kremla, więc liberalizacja Nord Stream 2 może zostać zakwestionowana przez organy antymonopolowe jak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta czy inne. Droga do faktycznego rozpoczęcia dostaw przez Nord Stream 2 nawet po tym procesie może być zatem długa.

Walka z zagrożeniem hybrydowym i iluzjami

Tymczasem nadchodzi sezon grzewczy 2021/2022 i zima sroga, jeśli nie z powodu warunków meteorologicznych, to przez narastające ryzyko interwencji wojskowej Rosji na Ukrainie wspomaganej przez nową broń gazową Kremla w postaci Nord Stream 2. Ten gazociąg, który wciąż nie rozpoczął dostaw, już teraz destabilizuje sytuację w Europie. Należy pogodzić się z sekurytyzacją tego problemu i nie dać się ponieść ułudzie liberalizacji proponowanej przez Kreml.

Chiny rzucają USA wyzwanie. Będą finansować transformację energetyczną a nie węgiel za granicą

Przewodniczący Xi Jinping zapowiedział, że Chiny przestaną inwestować w elektrownie węglowe za granicą. Mają za to wspierać transformację energetyczna za granicą rzucając wyzwanie USA. Wysycha zatem jedno z ostatnich źródeł finansowania węgla na które liczyli obrońcy tego paliwa między innymi w Polsce.

Xi Jinping wystąpił podczas Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych po tym jak w 2020 roku zapowiedział, że jego kraj będzie dążył do neutralności klimatycznej w 2060 roku. – Chiny zwiększą wsparcie rozwoju zielonych i niskoemisyjnych źródeł energii w krajach rozwijających się i nie zbuduje za granicą nowych projektów węglowych – zapowiedział przewodniczący Partii Komunistycznej Chin.

Bloomberg przypomina, że ponad 70 procent nowych elektrowni węglowych na świecie powstaje dzięki finansowaniu z Chin. Tymczasem inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku nie dofinansowała w tym roku jeszcze żadnego projektu tego typu.

Co ciekawe, także prezydent USA Joe Biden mówił w ONZ o wsparciu transformacji energetycznej biedniejszych krajów. Amerykanie mają przekazać środki finansowe na walkę ze zmianami klimatu. Zapowiedź Xi jest postrzegana jako odpowiedź na pomysł USA w rywalizacji o prymat na arenie międzynarodowej.

Obrońcy energetyki węglowej w Polsce przekonywali, że jedno ze źródeł jej finansowania to Chiny. Jeżeli deklaracja Xi zostanie wprowadzona w życie, to źródło także wyschnie.

Bloomberg/Wojciech Jakóbik

USA przyznają, że presja Rosji na rzecz Nord Stream 2 może się skończyć niedoborami gazu w Europie

Amerykanie przyznają, że presja Rosji na jak najszybsze rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2 poprzez ograniczanie ich z użyciem gazociągów ukraińskich może się skończyć niedoborami surowca w niektórych częściach Europy.

Niskie dostawy gazu z Rosji do Europy mogą sprawić, że niektóre obszary kontynentu mogą nie mieć wystarczająco dużo surowca na ogrzewanie – ostrzega doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa energetycznego Amos Hochstein. Reprezentuje Amerykę w rozmowach o Nord Stream 2, którego budowa nie została zatrzymana przez Waszyngton w celu umożliwienia negocjacji z Berlinem.

Hochstein ostrzegał w telewizji Bloomberg, że poziom zapasów gazu w Europie jest niski. – Jeśli zima będzie rzeczywiście chłodna, zimniejsza niż zwykle, obawiam się, że część Europy nie będzie miała gazu do ogrzewania i wytwarzania elektryczności – powiedział. Wówczas powstanie konieczność kryzysowych dostaw gazu w niektórych obszarach.

– Wiemy, że oficjele rosyjscy rozmawiali o tym jak wykorzystać ten kryzys do skupienia uwagi na Nord Stream 2. Jednak w rzeczywistości gazociągi o wystarczającej mocy ciągną się przez Ukrainę. Rosja wielokrotnie informowała, że posiada niezbędne rezerwy gazu by go tamtędy posłać – powiedział Hochstein.

Tymczasem Rosjanie używają obecnego kryzysu cen gazu, które sięgnęły 900 dolarów za 1000 m sześc. do promocji pomysłu uruchomienia Nord Stream 2 jak najszybciej, pomimo konieczności dostosowania go do prawa unijnego oraz ograniczenia w postaci sankcji USA na firmy ubezpieczające i certyfikujące technicznie ten gazociąg. Mimo to Amerykanie postanowili nie blokować jego budowy (ich zdaniem było to niemożliwe), ale rozmawiać z Niemcami o rozwiązaniu ograniczającym negatywny wpływ Nord Stream 2 na Ukrainę. Tymczasem Rosjanie nadal nie rezerwują dodatkowych mocy przesyłowych gazociągów nad Dnieprem.

Bloomberg/Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Ukraina tworzy zespół reagowania na zagrożenia Nord Stream 2. Cena gazu bije kolejne rekordy

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński podpisał dekret o stworzeniu grupy na rzecz minimalizacji ryzyka związanego z powstaniem gazociągu Nord Stream 2, który jego zdaniem jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa jego kraju oraz całego regionu. Cena gazu w Europie bije kolejne rekordy m.in. przez Gazprom.

Nowy zespół ma szukać rozwiązań zmniejszających ryzyko towarzyszące Nord Stream 2 w sektorze energetyki i bezpieczeństwa. Na jego czele ma stanąć Andrij Jermak, szef Kancelarii Prezydenta. W jej skład wejdą szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Iwan Bakanow, przewodniczący Naftogazu Jurij Witrenko, minister energetyki German Galuszczenko, a także sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Aleksiej Daniłow.

Gazociąg Nord Stream 2 został ukończony we wrześniu 2021 roku po dwóch latach opóźnień. Nie wiadomo kiedy ruszą dostawy bo musi przejść certyfikację techniczną oraz regulacyjną, a także poradzić sobie z sankcjami wobec firm ubezpieczających i certyfikujących.

Ceny gazu w Europie sięgnęły 15 września 970 dolarów za 1000 m sześc. przez niewystarczające zapełnienie magazynów gazu w jej zachodniej części. Gazprom jest częściowo odpowiedzialny za ten stan rzeczy, bo ogranicza podaż na rynku pomimo dostępnych mocy przesyłowych na Ukrainie. Kijów uważa, że jest to działanie celowe mające wymusić rozpoczęcie pracy Nord Stream 2.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Przyspieszenie offshore, czyli co zawiera umowa sektorowa

15 września zostanie podpisane porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Zakłada przyspieszenie rozwoju morskich farm wiatrowych z jak największym udziałem przemysłu polskiego, ale także rozwiązania na rzecz uczynienia z nich infrastruktury krytycznej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Udział komponentu krajowego na 20-30 procent

Przedstawiciele rządu oraz inwestorzy w morskie farmy wiatrowe podpiszą tak zwany „sector deal” mający gwarantować jak największy udział komponentu krajowego (tzw. local content) w rozwoju tej nowej branży przemysłu. Wskaźnik ten ma wynieść minimalnie 20-30 procent, choć przedstawiciele firm offshore przekonują, że mógłby być dużo wyższy. Powód takiego zapisu to zachowawczość albo chęć pochwalenia się wynikiem lepszym od założeń w przyszłości.

Umowa sektorowa to platforma do kontaktu między rządem, inwestorami a samorządami. Ma koordynować działania rzecz szybkiego rozwoju morskich farm wiatrowych w Polsce. Polacy chcą mieć 5,9 GW offshore w 2030 roku i 11 GW do końca 2040 roku dzięki systemowi wsparcia z tak zwanej ustawy offshore z budżetem sięgającym 22,5 mld euro. Udział tzw. local content przy pierwszych projektach ma wynieść wspomniane 20-30 procent, przy tych realizowanych do 2030 roku – 45 procent i co najmniej 50 procent przy tych, które będą powstawać po 2030 roku. Eksport produktów i usług sektora offshore ma być wart odpowiednio 2 i 5 mld zł, a zatrudnienie – 30 i 60 tysięcy.

Umowa zakłada, że terminal instalacyjny w porcie Gdynia będzie gotowy od 2025 roku, a drugi ma zostać przygotowany w 2026-2030. Mają powstać co najmniej dwa porty serwisowe (w Łebie i Ustce) pozwalające obsługiwać budowę morskich farm wiatrowych, a potem je serwisować. Dedykowane programy badawczo-rozwojowe mają od 2022 roku wspierać rozwój innowacyjności branży oraz transfer technologii do Polski. Docelowo ma powstać całe zaplecze logistyczne i portowe mające wpływ na rozwój regionów nadmorskich. Minister odpowiedzialny za gospodarkę morską ma przygotować takie zaplecze dzięki środkom zarezerwowanym w budżecie. Mogą pochodzić między innymi z Krajowego Planu Odbudowy, w którym Polska zapisała inwestycje w port instalacyjny.

Inwestorzy mają przygotować konkurencyjne oferty pozwalające przynajmniej częściowo zaopatrzyć budowę  morskich farm wiatrowych w latach 2024-26 i rozwinąć pełny potencjał dostaw w latach 2027-30. Mają zostać powołani krajowi operatorzy floty instalacyjnej i/lub serwisowej, którzy mają rozwinąć skrzydła do 2030 roku. Sygnatariusze listu chcieliby zapewnić do 50 procent dostaw z rynku krajowego do końca tej dekady.

Umowa sektorowa przewiduje także współpracę na rzecz wytwarzania wodoru z nadwyżek energii wytworzonej w morskich farmach wiatrowych. To szczególnie ważne, bo dolina wodorowa rozumiana jako centrum wytwarzania tego paliwa, może powstać póki co tylko na Pomorzu właśnie wobec perspektywy istotnych nadwyżek energii z morskich farm wiatrowych, a kiedyś z atomu, które mogą posłużyć do zasilenia elektrolizerów i wytwarzania wodoru bezemisyjnego.

Offshore będzie infrastrukturą krytyczną

Do rozwiązania pozostaje wyzwanie w postaci legislacji pozwalającej transportować olbrzymie komponenty morskich farm wiatrowych, współpracę na rzecz oceny wpływu offshore na funkcje obronne państwa oraz ochronę granicy poprzez zmianę charakterystyki obszarów morskich we współpracy z resortami siłowymi. Chodzi między innymi o radiolokację oraz komunikację Sił Zbrojnych w pobliżu farm. Offshore ma się stać infrastrukturą krytyczną, którego wpływ na politykę obronną państwa ma zostać jasno określony po to, żeby Warszawa mogła przeprogramować ją z uwzględnieniem nowej charakterystyki terenów morskich po powstaniu farm. Chodzi o pracę sił zbrojnych, ale także Straży Granicznej. To szczególnie istotne wobec faktu, że na etapie prac nad ustawą offshore zainteresowały się nią resorty siłowe oraz służby pragnące zapewnić bezpieczeństwo kraju. Odpowiednie ekspertyzy mają zbadać wpływ morskich farm wiatrowych na bezpieczeństwo oraz obronność państwa, systemy zobrazowania radiolokacyjnego, obserwacji technicznej, morskiej łączności radiowej, systemy kontroli ruchu lotniczego oraz łączności radiowej Marynarki Wojennej i Straży Granicznej. Operatorzy farm wiatrowych mają współpracować z tymi podmiotami na każdym etapie projektów, a w zamian zyskać ochronę w ramach przepisów o infrastrukturze krytycznej z ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz Narodowego Programu Ochrony Infrastruktury Krytycznej.

Koordynacja polityki wobec morskich farm wiatrowych

Jednakże najważniejszy skutek umowy sektorowej to regularne konsultacje zmian legislacyjnych w Polsce z branżą morskich farm wiatrowych. Przewidywalność prawa to podstawowy warunek rozwoju nowych inwestycji, tymczasem pojawiają się różne spekulacje na temat planów podporządkowania wszystkich nowych koncesji offshore polskim spółkom Skarbu Państwa. Z punktu widzenia państwa jest to rozwiązanie gwarantujące kontrolę, ale inwestorzy obawiają się, że nie będą mogli rozwinąć skrzydeł, a bez nich nie dojdzie do transferu technologii. Bez tego będzie z kolei trudno o zebranie minimum trzech podmiotów niezbędnych do uruchomienia aukcji offshore w następnym rozdaniu koncesji. Te i inne niejasności będą mogły być regularnie rozstrzygane za pomocą nowej platformy komunikacji w postaci Rady Koordynacyjnej mającej obradować nie rzadziej niż raz na pół roku.

Kontratak atomu, bo taki mamy klimat. Reaktor ekstra od USA?

Raport pod egidą ministra Naimskiego sugeruje, że atom to najlepsza opcja dla Polski. Polityka klimatyczna sprawia, że Polacy nie mogą przeinwestować w gaz. Mogłoby powstać nawet siedem reaktorów ze wskazaniem na technologię amerykańską – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Kontratak atomu na OZE

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski wraz z przedstawicielami Narodowego Centrum Badań Jądrowych oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych przedstawił na konferencji „Bezpieczeństwo energetyczne. Filary i perspektywy rozwoju” w Rzeszowie raport dowodzący, że energetyka jądrowa jest rozwiązaniem najtańszym z punktu widzenia kosztów systemu w Polsce. To odpowiedź na liczne opracowania na temat największej opłacalności ekonomicznej Odnawialnych Źródeł Energii.

Studium zostało opracowane przez zespół skupiony wokół Narodowego Centrum Analiz Energetycznych. To nowa instytucja rządowa mająca zapewnić niezależne dane analityczne służące podejmowaniu odpowiednich decyzji. Jej dokument zawiera analizę alternatywnych scenariuszy zapewnienia ciągłości dostaw energii elektrycznej przy minimalizacji emisji gazów cieplarnianych. Wspomniane centrum to nowa instytucja łącząca ekspertów NCBJ i PSE pod skrzydłami biura obsługi pełnomocnika Naimskiego.

Badanie zakłada znalezienie strategii energetycznej dającej stałą dyspozycyjność mocy wytwórczych przy największej redukcji emisji CO2. Powstały cztery strategie niskoemisyjne oraz jedna zeroemisyjna z użyciem różnych mieszanek źródeł konwencjonalnych, odnawialnych (OZE) oraz atomu. Centrum dokonało wybory takiego modelu, który dałby optymalne zróżnicowanie z perspektywy odbiorcy końcowego. Novum opracowania jest wskaźnik S-LCOE (System Levelized Cost of Electricity). Chodzi o średnie koszty produkcji jednostki energii wyznaczane z uwzględnieniem kosztów systemu. To różnica w stosunku do modelu LCOE nieuwzględniającego kosztów systemowych, a więc promującego energetykę, która jest tania i szybko się zwraca inwestorowi prywatnemu, a zatem przede wszystkim Odnawialne Źródła Energii.

Autorzy opracowania zdołali obliczyć, że strategia wykorzystująca energetykę jądrową jest najbardziej opłacalna ze względu na niższy średni koszt wytwarzania energii ze względu na czas pracy trwający 60 lat, który da oszczędności rzędu 100 mld złotych w tym okresie w stosunku do strategii stawiających na OZE. – Ze względu na wysokie nakłady inwestycyjne wiatr na morzu nie powstał w żadnym analizowanym scenariuszu, co wskazuje na niższą konkurencyjność tych technologii względem pozostałych OZE. W strategii morskiej optymalizator, minimalizując koszty, zdecydował o wybudowaniu i produkcji energii wyłącznie ze źródeł rezerwowych (gaz CCGT) – czytamy w podsumowaniu.

Planowane 6-9 GW atomu ma być stabilizowane przez energetykę gazową. Autorzy opracowania przewidzieli także możliwość przestojów pracy energetyki jądrowej i z tego względu nie zrezygnowali całkiem z planów inwestycji w gaz. Nie jest jednak jasne, czy nie sugerowaliby miksu całkowicie atomowego, gdyby nie istniejące plany sektora elektroenergetycznego celujące w gaz. Uczestnicy panelu poświęconego temu zagadnieniu nie chcieli odpowiedzieć na moje pytanie o to, czy atom mógłby zastąpić gaz w obecnych planach. Nie ma na pewno takiej możliwości w latach dwudziestych, bo reaktory nie powstaną tak szybko.

Autorzy raportu uznali, że strategia zakładająca rozwój źródeł odnawialnych z magazynami energii jest najdroższa przez konieczność przewymiarowania instalacji odnawialnych i magazynów. Ich moc musi być dużo wyższa od realnego zapotrzebowania ze względu na okresy przestoju produkcji zależne od pogody. Autorzy opracowania przestrzegają przed oczekiwaniem, że przestoje w Polsce zostaną uzupełnione dostawami z zagranicy, na przykład Niemiec, bo w takiej sytuacji tam wtedy też będą trwały przerwy dostaw z OZE. Koszty systemowe liczone wraz z rezerwą niezbędną do zapewnienia ciągłości dostaw przy rosnącym udziale źródeł odnawialnych skłaniają autorów raportu do przewartościowania oceny ekonomicznej OZE. Stanowią ponad połowę kosztów sumarycznych w strategiach wiatrowych analizowanych w opracowaniu. Inaczej jest w przypadku źródeł stabilnych zastępujących stare, konwencjonalne (przede wszystkim węglowe). Mogą być przyłączane do sieci w miejscach, z których będą wycofywane stare bloki, ograniczając koszty sieciowe i nie niosą za sobą kosztów bilansowania, gdyż są sterowalne.

Przełomowe ustalenie raportu pod egidą Piotra Naimskiego dotyczą polityki klimatycznej. – Strategie ze źródłami wiatrowymi wspomaganymi gazem charakteryzuje 7,5 razy większa emisja CO2 niż w przypadku energetyki jądrowej, również wspomaganej gazem. Wynika to ze znacznie większych potrzeb wykorzystania rezerw gazowych – czytamy w dokumencie. Co więcej, najtańsze rozwiązanie (ale bez rezerwy) to strategia oparta wyłącznie o atom. – Uzyskanie zerowego bilansu emisji CO2 z innymi strategiami w obecnych i obecnie przewidywanych warunkach jest bardzo kosztowne – czytamy. Autorzy raportu sygnalizują zatem, że docelowo to atom powinien zastępować źródła konwencjonalne w celu usunięcia emisji w ogóle zgodnie z celem neutralności klimatycznej Unii Europejskiej do 2050 roku.

To przyczynek do dyskusji o rozbudowie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, która zakłada budowę 6-9 GW energetyki jądrowej. Strategia J0 zakładająca nowe moce jądrowe zakłada dodatkowy gigawat w stosunku do PPEJ. – Analiza zakłada budowę siedmiu bloków jądrowych po 1 GW mocy zainstalowanej – czytamy w opracowaniu. PPEJ zakłada 6-9 GW. Dolna część widełek to 6 GW, które mogłyby powstać z użyciem sześciu lub czterech bloków w zależności od technologii różnicującej ich moc. Warto podkreślić, że autorzy opracowania założyli, że jeden reaktor będzie wytwarzał 1000 MW, a zatem odpada technologia APR z Korei o mocy 1350 MW oraz EPR z Francji o mocy 1650. Widać więc kurs America First. Amerykanie nie zostali jeszcze wybrani tylko przez prawo unijne zmuszające do przetargu technologicznego.

Uwaga na gaz

Autorzy opracowania założyli, że chcą zapewnić Polsce 6 GW nowych mocy wytwórczych o jak najniższym koszcie systemowym i największej elastyczności pracy. Z tego założenia wynika miks atomu i gazu. Gdyby jednak prymat przejęła polityka klimatyczna, to miks całkowicie jądrowy dałby największe redukcje emisji CO2. To szczególnie ważny wniosek także w świetle planów USA i Unii Europejskiej, które chcą zmniejszyć emisje metanu na świecie o 30 procent do 2030 roku w stosunku do poziomu z 2020 roku. Mają zaprezentować propozycję polityki globalnej w tej sprawie na szczycie klimatycznym COP 26 w Glasgow.

Oznacza to, że po węglu także gaz znajdzie się pod pręgierzem polityki klimatycznej. Jeśli dołożyć do tego rekordowe ceny tego paliwa podnoszące koszty wytwarzania energii i ciepła z jego pomocą, otrzymujemy silny sygnał ostrzegawczy przed przeinwestowaniem w gaz w Polsce. Polacy nie powinni przesadzić z wykorzystaniem gazu jako paliwa przejściowego ze względu na politykę klimatyczną, koszty paliwa oraz bezpieczeństwo dostaw. Nie po to inwestowaliśmy w dywersyfikację źródeł dostaw, żeby potem podnieść zapotrzebowanie do poziomu, który zmusi nas do ponownego sięgnięcia po niepewnego dostawcę rosyjskiego