Transnieft wciąż nie ma kontroli pozwalającej uniknąć nowego kryzysu zanieczyszczonej ropy. PERN daje przykład | Budowa Nord Stream 2 jest na finiszu. Nie uchroni Europy przed rekordowymi cenami gazu

Transnieft wciąż nie ma kontroli pozwalającej uniknąć nowego kryzysu zanieczyszczonej ropy. PERN daje przykład | Budowa Nord Stream 2 jest na finiszu. Nie uchroni Europy przed rekordowymi cenami gazu

: Rosyjski operator ropociągów przesyłowych Transnieft nadal nie może przejąć kontroli nad prywatnymi punktami odbioru ropy w celu uniknięcia zanieczyszczenia surowca jak w 2019 roku. Rosjanie wciąż nie zapłacili rekompensat Polakom. Polski PERN kontroluje jakość ropy na bieżąco.

: Gaz pozostanie drogi nawet po ukończeniu budowy Nord Stream 2, który czeka na złoty spaw. Ceny gazu pozostaną rekordowe przez za małe zapasy w Europie pomimo apelu Gazpromu o uruchomienie dostaw mimo przeszkód.

Transnieft wciąż nie może przejąć kontroli nad dostawami ropy z Rosji. PERN daje przykład

Rosyjski operator ropociągów przesyłowych Transnieft nadal nie może przejąć kontroli nad prywatnymi punktami odbioru ropy w celu uniknięcia zanieczyszczenia surowca jak w 2019 roku. Rosjanie wciąż nie zapłacili rekompensat Polakom. Polski PERN kontroluje jakość ropy na bieżąco.

Transnieft wezwał rząd do zaostrzenia regulacji bezpieczeństwa przy punktach odbioru ropy i przekazania mu odpowiednich kompetencji pozwalających na niezapowiedziane kontrole, monitoring wideo oraz dostęp do danych o jakości ropy. Prezes tej firmy Nikołaj Tokariew wezwał premiera Michaiła Miszustina w lipcu do przyjęcia jego propozycji w ramach projektu dekretu o wymogach bezpieczeństwa paliw i instalacji paliwowych. Uznaje opór pracowników sektora prywatnego za próby utrzymania status quo polegającego na dostarczaniu ropy z szarej strefy do systemu. Sprzeciw pochodzi także od Surgutnieftegazu i Rosnieftu. Transnieft przekonuje, że celowe wprowadzenie zanieczyszczonej ropy do systemu może zatrzymać wręcz jego pracę.

Rozmówcy Kommiersanta przyznają, że prywatne rafinerie zwane samowarami zapewniają około 4-5 mln ton produktów naftowych rocznie i wprowadzają do systemu ropę, która nie podlega kontroli ilości oraz jakości. To z tego powodu Transnieft został zobowiązany do opłacenia rekompensat za dostarczenie zanieczyszczonej ropy w 2019 roku z użyciem Ropociągu Przyjaźń. Transnieft zarezerwował na ten cel 30 mld rubli, z których przekazał już połowę. Polskie PKN Orlen, Grupa Lotos i PERN nie otrzymały jeszcze rekompensat.

– PERN sprawuje kontrolę jakości transportowanej i magazynowanej ropy naftowej w oparciu o wytyczne wynikające z ustaleń z partnerami biznesowymi oraz wewnętrzne, rygorystyczne zasady monitorowania jakości ropy, które w istotnym stopniu zwiększają bezpieczeństwo jakościowe odbiorców surowca. Wymagania jakościowe oraz sposób ich kontroli stanowią element uzgodnień między dostawcą a odbiorcą surowca oraz zależą od technicznych uwarunkowań systemów przesyłowych – informuje biuro prasowe PERN w komentarzu dla BiznesAlert.pl. – Od incydentu z 2019 roku kiedy do Polski wpłynęło ponad 1 mln ton zanieczyszczonej chlorkami organicznymi ropy naftowej ze wschodu, dane uzyskiwane z systemu kontroli jakości pozwalają prowadzić niezakłóconą dystrybucję surowca, w stosunku do wciąż wysokiego ryzyka ponownym wystąpieniem zanieczyszczenia. Jest to najlepszą miarą skuteczności przyjętego modelu funkcjonowania i roli PERN w obszarze kontroli jakości ropy. Standardy w zakresie kontroli jakości ropy istotnie zostały zaostrzone po zaistniałym w 2019 roku incydencie chlorkowym, skutkującym wstrzymaniem na 46 dni czasu dostaw surowca z Rosji. Obecnie, każda partia ropy dostarczana do systemu PERN poddawana jest wewnętrznej kontroli jakości realizowanej przez laboratoria PERN, w szczególności w zakresie parametrów świadczących o stopniu zanieczyszczenia surowca.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Budowa Nord Stream 2 jest na finiszu. Nie uchroni Europy przed rekordowymi cenami gazu

Gaz pozostanie drogi nawet po ukończeniu budowy Nord Stream 2, który czeka na złoty spaw. Ceny gazu pozostaną rekordowe przez za małe zapasy w Europie pomimo apelu Gazpromu o uruchomienie dostaw mimo przeszkód.

Odchodzący szef austriackiego OMV, partnera finansowego Nord Stream 2, zdradził kilka szczegółów na temat tego projektu. Zapewnia, że jego budowa zostanie ukończona na dniach pomimo apeli Ukrainy o jej zatrzymanie.

Rainer Seele zapewnił, że budowa Nord Stream 2 może się zakończyć w nadchodzących dniach. Zdaniem byłego prezesa OMV uruchomienie dostaw przez ten gazociąg nie obniży znacząco rekordowych cen gazu w Europie ze względu na chłodną wiosnę, która spowodowała, że zapasy na kontynencie są małe. Przyznał jednak, że gdyby Nord Stream 2 już pracował, Europa miałaby więcej gazu do dyspozycji. Jego zdaniem nie opłaca się przekierować całego gazu z Ukrainy do nowego gazociągu, ale decyzja należy do Gazpromu. Ceny gazu w Europie przekroczyły pod koniec sierpnia 600 dolarów za 1000 m sześc., co oznacza historyczny rekord.

Portal EA Daily podaje, że w nocy z niedzieli na poniedziałek szóstego września budowa Nord Stream 2 została ukończona a nitka będąca przedmiotem prac czeka na tak zwany złoty spaw, czyli połączenie ukończonych odcinków na wodach niemieckiej strefy ekonomicznej. Gazprom zapowiedział, że chciałby uruchomić dostawy 5-6 mld m sześc. gazu przez Nord Stream 2 tej jesieni, ale na przeszkodzie stoją sankcje USA oraz konieczność wdrożenia unijnych przepisów antymonopolowych trzeciego pakietu energetycznego na mocy dyrektywy gazowej.

TASS/Lenta.ru/EA Daily/Wojciech Jakóbik

Polski ślad w grze wokół Nord Stream 2

Trwa dalsza gra wokół Nord Stream 2. Jego przeciwnicy domagają się z jednej strony nowych sankcji, które mogą dalej opóźniać ten projekt, a z drugiej konsultacji w sprawie propozycji układu USA-Niemcy. Polacy biorą aktywny udział w rozmowach, a uderzenie PGNiG w Nord Stream 2 to wierzchołek góry lodowej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Układ USA-Niemcy i sankcje do rewizji

Układ bilateralny USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2 był niemożliwy do zaakceptowania przez Polskę oraz innych krytyków tego projektu jako nieskonsultowany oraz niesatysfakcjonujący.

Po pierwsze, nie został omówiony z partnerami USA oraz Niemiec oraz został przeniesiony przez Berlin z poziomu unijnego na dwustronny amerykańsko-niemiecki. Dlatego krytycy Nord Stream 2 domagają się obecnie konsultacji z udziałem krajów Unii Europejskiej oraz NATO, które poprawiłyby układ. Sam pomysł wspólnych ustaleń na temat tego, co dalej zrobić z rurą z Rosji jest uzasadniony, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Po drugie, układ został uznany za niesatysfakcjonujący ze względu na to, że nie daje twardych gwarancji bezpieczeństwa, które zostanie podważone przez projekt Nord Stream 2. Najbardziej zabrakło konkretnych sankcji wobec Rosji za użycie gazu jako broni, do którego może dojść jeszcze tej zimy, jeśli Gazprom faktycznie chce wywołać kryzys cenowy, który potem będzie argumentem za jak najszybszym uruchomieniem dostaw przez nowy gazociąg. Nie było zapisu o moratorium na budowę (to gra wciąż warta świeczki) ani nawet „wyłączniku”, czyli mechanizmie ograniczania dostaw przez Nord Stream 2 w zależności od sytuacji na Ukrainie. Bloomberg potwierdził to, co było widać od początku w dokumentach, czyli, że Berlin zadeklarował jedynie mglistą obietnicę zabiegów o sankcje unijne o niesprecyzowanym charakterze. W międzyczasie rośnie presja parlamentu USA na wprowadzenie nowych sankcji względem projektu Nord Stream 2 oraz odwieszenie tych wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa, które mogłyby uniemożliwić pracę tego gazociągu.

Polski ślad w sporze o Nord Stream 2

Polacy biorą aktywny udział w rozmowach o Nord Stream 2, wspierając Ukrainę oraz innych krytyków tego przedsięwzięcia.

Wzięli udział w inicjatywie szefów komisji spraw zagranicznych krajów anglosaskich (Irlandia, USA, Wielka Brytania) oraz Europy Środkowo-Wschodniej (Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Ukrainy) polegającej na apelu o nowe sankcje oraz konsultacje układu w sprawie Nord Stream 2.

Poprzez PGNiG oraz PGNiG Supply and Trading zakwestionowali proces certyfikacji Nord Stream 2 AG w roli operatora spornego gazociągu z dużymi szansami na zwycięstwo sądowe analogiczne do sprawy OPAL, bo ta spółka – choć zarejestrowana w Szwajcarii – należy w stu procentach do Gazpromu, który nie może naraz kontrolować dostaw oraz infrastruktury jej służącej zgodnie z trzecim pakietem energetycznym. Warunek skuteczności tego ruchu zależy od zgody na dopuszczenie Polaków do procesu certyfikacji przez niemiecki Bundesnetzagentur. Warto dodać, że właśnie taki ruch postulował także ukraiński Naftogaz ustami prezesa Jurija Witrenki, co świadczy o dalszej koordynacji działań Polski i Ukrainy.

Rekomendacje w sprawie układu o Nord Stream 2

Ostatni element działań Polski, który zapewne nie będzie widoczny w przestrzeni publicznej to rozmowy z USA oraz Niemcami o zmianie warunków układu o Nord Stream 2 kwestionowanego w obecnym kształcie. Polacy powinni konkretyzować propozycje zaangażowania finansowego Niemiec oraz ich odpowiedzialności za bezpieczeństwo dostaw gazu na Ukrainie, wzmacniać dalej komponent bezpieczeństwa z uwzględnieniem NATO na przekór retoryce sprawy czysto handlowej podejmowanej przez Niemcy, a także oczekiwać konkretnego mechanizmu sankcji. Moratorium na budowę Nord Stream 2 do czasu zakończenia rozmów na ten temat byłoby wskazane w celu zdjęcia presji polityki faktów dokonanych Rosji.

Atak na tankowiec pogłębia impas rozmów o porozumieniu nuklearnym z Iranem

Izrael, USA i Wielka Brytania oskarżyły Iran o atak na tankowiec Mercer Street, w wyniku którego zginęło dwóch marynarzy. Departament Stanu USA ma rozważyć dalsze kroki z Brytyjczykami i pozostałymi sojusznikami. To uderzenie w rozmowy o porozumieniu nuklearnym JCPOA znajdujące się w impasie wobec zmiany władzy w Teheranie.

Do ataku doszło w czwartek, 29 lipca w pobliżu Omanu, z użyciem dronów. W jego wyniku zginęło dwóch marynarzy, w tym jeden obywatel brytyjski.

Tymczasem media donoszą o impasie rozmów o powrocie do porozumienia nuklearnego JCPOA z 2015 roku. Amerykanie wznowili rozmowy na jego temat po opuszczeniu go w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Rozmowy mogą zostać wznowione po przejęciu władzy przez konserwatywnego prezydenta Ebrahima Raisiego, który zastąpi w sierpniu liberała Hassana Rouhaniego.

Sky News/New York Times/Wojciech Jakóbik

Senatorzy uderzają w Bidena za Nord Stream 2. „Pozwala naładować broń geopolityczną Putina”

Projekt Nord Stream 2 podzielił amerykańską scenę polityczną. Republikanie krytykują administrację demokratycznego prezydenta Joe Bidena za zawieszenie nowych sankcji wobec tego projektu. Demokraci przekonują, że nie mogły go zatrzymać i stawiają na rozmowy z Niemcami.

Doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta USA Joe Bidena powiedział na konferencji prasowej, że nowe sankcje wobec Nord Stream 2 zawieszone przez jego administrację miały uderzyć w „niemieckiego obywatela i szwajcarską firmę”. Chociaż formalnie jest to prawda, senatorzy republikańscy nie szczędzą krytyki pod adresem ekipy Bidena.

Senator John Barrasso z Wyoming z komisji spraw zagranicznych powiedział Fox News, że Nord Stream 2 AG należy w stu procentach do rosyjskiego Gazpromu, chociaż jest zarejestrowana w Szwajcarii. – Cały świat o tym wie – powiedział senator. – Żadna narracja administracji Bidena nie zmieni rzeczywistości, w której gazociąg Putina jest bronią geopolityczną wymierzoną w naszych sojuszników w Europie. Prezydent Biden i jego ekipa desperacko próbują odwrócić uwagę od faktu, że przez nieobjęcie tego gazociągu sankcjami, pozwalają na przeładowanie i odbezpieczenie tej broni – ostrzegł. Do jego głosu przyłączyli się senatorzy Ron Johnson, Marco Rubio i Ted Cruz.

Administracja USA przekonuje, że z jej danych wywiadowczych wynika, że zatrzymanie Nord Stream 2 na tym etapie konstrukcji zmierzającej do finału do końca 2021 roku nie będzie możliwe z użyciem sankcji amerykańskich. Ekipa Bidena zdecydowała o zawieszeniu sankcji wobec Nord Stream 2 AG oraz prezesa tej spółki Matthiasa Warniga z Niemiec, byłego współpracownika komunistycznych służb wschodnioniemieckich Stasi posiłkując się argumentem interesów narodowych dopuszczonym w prawie o ograniczeniach. Waszyngton podjął w zamian rozmowy z Berlinem o tym, jak zapewnić, że gotowy Nord Stream 2 nie zagrozi Ukrainie oraz sojusznikom Ameryki.

Fox News/Wojciech Jakóbik

Ile Polska policzy Niemcom za Nord Stream 2? Moratorium i atom w rekompensacie

Jeżeli faktycznie nadchodzi porozumienie USA-Niemcy w sprawie gazociągu Nord Stream 2, Polska powinna w pierwszej kolejności zabiegać o moratorium na czas negocjacji, a potem o udział, który pozwoli wynegocjować rekompensatę za rurę Putina – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ruszają negocjacje o Nord Stream 2

Niemiecka kanclerz Angela Merkel wysłała do USA zespół negocjacyjny wysokiego szczebla w celu przeprowadzenia rozmów o spornym projekcie Nord Stream 2. Tymczasem Suddeutsche Zeitung publikuje komentarz ostrzegający przed uzależnieniem od gazu z Rosji. W zespole znalazł się doradca do spraw polityki zagranicznej Jan Hecker oraz do spraw ekonomii Lars-Hendrik Roeller, którzy będą rozmawiać z doradcą bezpieczeństwa narodowego Jackiem Sullivanem oraz specjalistką do spraw handlu Katherine Tai. Wcześniej Amerykanie nie zdecydowali się na wdrożenie nowych sankcji wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga, zawieszając je do czasu rozstrzygnięcia sporu w tej sprawie. Budowa gazociągu postępuje i ma się zakończyć z końcem września 2021 roku. Spór o gazociąg Nord Stream 2 ma różne wymiary: polityczny, prawny, ekonomiczny i środowiskowy. Niemcy planują zrekompensować Ukrainie fakt, że nowy gazociąg pozwoli omijać ją przy dostawach gazu rosyjskiego do Europy poprzez inwestycje. Politycy niemieccy rozważali także moratorium albo „wyłącznik” Nord Stream 2, czyli odpowiednio zatrzymanie budowy do czasu rozstrzygnięcia sporu w tej sprawie albo wprowadzenie mechanizmu uzależniającego dostawy od postępowania Rosji.

Piłka jest w grze, ale o co?

Apel o moratorium na budowę Nord Stream 2 skierowany do Berlina przez ekspertów oraz polityków z całego świata, w tym autorów komentarzy w BiznesAlert.pl, to ostatnia szansa na zatrzymanie tego projektu rosyjskiego Gazpromu wspieranego finansowo przez firmy europejskie przy założeniu, że sankcje USA nie mogą go już zatrzymać. Warto nadmienić, że wprowadzone, ale niewdrożone sankcje wobec operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga mogą kiedyś wejść w życie, na przykład w razie porażki rozmów Biden-Putin w Genewie. Będą jednak w stanie dodatkowo opóźnić budowę, ale może się okazać, że nie zatrzymają skutecznie budowniczych, którzy kontynuują pracę pomimo znajdowania się już na czarnej liście Departamentu Stanu. Nowe sankcje nieopisane dotąd wydają się mało prawdopodobne pomimo wysokiej presji na Biały Dom ze strony parlamentu amerykańskiego będącego prawdziwą siłą napędową polityki restrykcji wobec Nord Stream 2. Reżim ograniczeń może jednak wciąż uniemożliwiać dostawy przez sporny gazociąg, dając przestrzeń do rozmów. Z tego względu komentatorzy zajmujący się analizą sporu o Nord Stream 2 znani z krytyki pod jego adresem przeszli na pozycje przychylne moratorium na budowę tego gazociągu. Oznaczałoby ono zamrożenie budowy na czas rozmów pozwalających ustalić reguły dokończenia tej spornej inwestycji za odpowiednią rekompensatą na rzecz stron uznanych za poszkodowane. Pisałem w przeszłości, że Polska powinna poprzeć moratorium i wziąć aktywny udział w takich rozmowach, szczególnie ze względu na zapewnienia administracji amerykańskiej, że zamierza do nich włączyć wszystkich sojuszników (jak Polska) oraz partnerów (jak Ukraina). Rozmowy powinny być prowadzone w jak najszerszym formacie i z podziałem tematycznym, bo Nord Stream 2 to wyzwanie: polityczne, ekonomiczne, prawne, środowiskowe.

Rekompensata to nie reparacje

Nie jest jasne jaka byłaby cena za pogodzenia się Polski z Nord Stream 2. Konkretna liczba padła z ust Jana Parysa, byłego szefa gabinetu ministerstwa spraw zagranicznych, który wysłał balon próbny na łamach Do Rzeczy. – Trzeba uświadamiać państwom zachodnim, w tym Stanom Zjednoczonym, jak lekkomyślne jest pompowanie pieniędzy do Rosji, a taką pompą jest z pewnością Nord Stream 2, ponieważ umożliwia wzrost rosyjskich zbrojeń. Z tego powodu uważam, że nasze państwo powinno się domagać od Republiki Federalnej Niemiec rekompensaty. Niemcy wydali 5 mld euro na budowę Nord Streamu i trzeba postawić postulat, aby wydali dodatkowo 5 mld euro na dozbrojenie krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nasze bezpieczeństwo zostało wyraźnie obniżone przez ten rurociąg, a więc żądania w kierunku Niemiec są uzasadnione – powiedział. Logika Jana Parysa jest jak słuszna. Polska faktycznie zasługuje na odszkodowanie za to, że Niemcy doprowadziły do realizacji projektu Nord Stream 2, który w opinii Warszawy zagraża bezpieczeństwu energetycznemu, rynkowi i polityce Unii Europejskiej, Europy Środkowo-Wschodniej. Należy jednak unikać retoryki reparacji popularnej w kręgach administracji rządowej. Mówienie o swoistych „reparacjach” za Nord Stream 2 to prosta droga do konsolidacji niemieckiej sceny politycznej przeciwko rekompensacie dla Polski za ten gazociąg. Ten efekt było widać po słowach premiera Mateusza Morawieckiego, który przywołał argument reparacji krytykując prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera za nazwanie Nord Stream 2 rekompensatą za atak Hitlera na Związek Sowiecki.

Polska i Niemcy razem pomimo Nord Stream 2

Rozwiązanie możliwe do wyobrażenia i bardziej akceptowalne dla Niemiec to zaproszenie do współpracy na rzecz wspólnego celu, jakim jest realizacja polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Berlin zaoferował już swoistą rekompensatę za Nord Stream 2 w rozmowach z Ukrainą, w której chce inwestować w modernizację sektora gazowego oraz wodór w celu uniezależnienia jej od przychodów z przesyłu gazu rosyjskiego, który w przyszłości ma płynąć przez Morze Bałtyckie. Niemcy mogłyby dokonać inwestycji w polski sektor energetyczny oraz działania na rzecz ochrony klimatu na przykład poprzez zaangażowanie firm niemieckich w projekty na rzecz transformacji energetycznej. Wartość inicjatyw tego typu bez problemu mogłaby sięgnąć 5 mld euro, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie Polski na wysokie technologie odnawialne i wodorowe. Należy przy tym zastrzec, że projekt Nord Stream 2 nie jest dla Polaków zagrożeniem egzystencjalnym jak dla Ukrainy i z tego względu należy zachować proporcjonalną różnicę w oczekiwaniach wsparcia Niemiec na rzecz Polski w porównaniu z ich działaniami nad Dnieprem. Można sobie wyobrazić, że Berlin zamiast szukać sposobu na zablokowanie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej przyczynia się do jego realizacji albo włącza się w transformację energetyczną z użyciem gazu oraz wodoru nad Wisłą. Można też wyobrazić sobie wizję, w której Polska i Niemcy razem uzupełniają unijną strategię wodorową o komponent bezpieczeństwa dostaw i przestrzegają przed zależnością od dostawców wysokiego ryzyka jak Federacja Rosyjska, zabezpieczając Europę przed rusyfikacją polityki klimatycznej. Warszawa powinna oczekiwać atrakcyjnej oferty Berlina, jeżeli ten faktycznie jest gotów przedstawić konstruktywną postawę w sprawie Nord Stream 2.

Jakóbik: Nadchodzi koniec Chin… albo komunistów

Państwo Środka opisywane jako następca w roli super potęgi, jaką obecnie są Stany Zjednoczone, w rzeczywistości stoi nad przepaścią. Może znad niej uciec w izolację ryzykując, że upadek i tak je spotka, albo zmienić dotychczasowy model społeczno-gospodarczy zbudowany przez komunistów – pisze redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Dylemat Kissingera

Już Henry Kissinger w kanonicznym dziele „On China” z 2011 roku stawiał tezę, że Chiny mają przed sobą w historii zawsze ten sam wybór tragiczny: otworzyć się i rozwijać we współpracy ze społecznością międzynarodową albo zamknąć, pogrążając się w totalitaryzmie. Tak było w obliczu dyplomacji kanonierek i swoistej kolonizacji upadającego Państwa Środka doby wojen opiumowych. Chiny otworzyły się na świat, ale straciły podmiotowość. Tak było w obliczu rewolucji kulturalnej. Komuniści zamknęli bramy Jadeitowego Pałacu i postanowili budować Chiny od nowa projektując inżynierię społeczną na niespotykaną skalę, także pod względem ofiar. Chińczycy uchylili nieco drzwi kapitałowi zachodniemu, gdy nadeszła rewolucja gospodarcza Denga Xiaopinga z lat 80-tych XX wieku, dając rozwój gospodarczy okupiony jednak barbarzyńską polityką jednego dziecka. Okazuje się, że doprowadziła ściągnęła ona na Chiny nowe problemy każące im po raz kolejny w historii stanąć dylematem Kissingera.

Koniec dywidendy demograficznej

Polityka jednego dziecka miała pozwolić na szerszy dostęp Chińczyków do dóbr konsumpcyjnych, dając tak zwaną dywidendę demograficzną, której poświęciłem pracę magisterską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie jest zatem nowa wiedza o tym, że ta dywidenda się kończy. Niestety nie jest to wiedza powszechna, szczególnie wobec znacznej otwartości opinii publicznej na materiały propagandowe Państwa Środka. Keiichiro Oizumi z Center for Pacific Business Studies stawiał ponad dekadę temu tezę, że dywidenda demograficzna Chin skończy się w 2015 roku. Jeżeli w ostatnich latach przyrost demograficzny Państwa Środka spowalniał, to może się okazać, że niebawem będzie ujemny. Póki co jednak Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne znane z przekłamywania danych poprzez odpowiednią ich kompilacje opublikowało z kilkumiesięcznym opóźnieniem najnowsze dane o demografii i poinformowało o wzroście ludności Państwa Środka o zaledwie 5,4 procent w 2010 roku. Od dekady przybyło około 73 mln Chińczyków. Ta liczba robi wrażenie, ale tempo wzrostu jest najniższe od 1953 roku, odkąd Pekin prowadzi badania statystycznego tego rodzaju. Chińczycy mają zatem najludniejszą populację świata sięgającą 1,411 mld ludzi, ale stają się coraz starsi, a tempo ich starzenia przyspiesza. 260 mln Chińczyków przekracza wiek 60 lat. Cała populacja USA to 330 mln. Ich udział w populacji wzrósł o 5,4 procent w stosunku do 2010 roku, czyli prawie dwa razy więcej niż w dekadzie 2000-10. W minionym roku narodziło się tylko 12 mln Chińczyków, czyli najmniej od 49 lat. Chińczycy zaczęli luzować politykę jednego dziecka w 2015 roku spodziewając się tych problemów, ale konsumpcjonizm popularny w krajach rozwijających się gospodarczo dociera i do nich, ograniczając apetyt młodych na potomstwo. Starzenie się społeczeństwa, a przez to kurczenie siły roboczej i rozrost programów socjalnych, połączone z istotną zależnością od konsumpcji zewnętrznej może spowodować załamanie wzrostu gospodarczego. Brytyjski magazyn medyczny The Lancet przewiduje spadek populacji Chin do 730 mln ludzi w 2100 roku. Uniwersytet Wisconsin twierdzi, że będzie to 350-450 mln do 2100 roku.

Chiny idą w ślad Japonii

Podobny los spotkał Japonię, która w latach dziewięćdziesiątych XX wieku była prezentowana jako rychła super potęga mająca wyprzedzić Stany Zjednoczone. Skoro Państwo Środka nie będzie miało nadwyżki taniej siły roboczej, wzrostu konsumpcji pochodzącego głównie od niej, ani łatwego dostępu do technologii ze względu na ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, stanie znów przed dylematem przedstawionym przez Kissingera. Może się otworzyć, wpuścić kapitał i wiedzę Zachodu, a być może także imigrantów trudnych do zaakceptowania wobec walki z odmiennością w Chinach obrazowanej przez prześladowania Ujgurów czy sekty Falun Gong. Światowy podaje, że tylko jedna dziesiąta procenta mieszkańców Chin to obecnie obcokrajowcy. Nowe otwarcie niewątpliwie osłabiłoby władzę Partii Komunistycznej nad społeczeństwem i zagrozi jej widmem nowej kolonizacji znanej z XIX wieku. Państwo Środka może zatem znów się zamknąć i próbować przestawić z powrotem na masowy eksport, ale wówczas podważy innowacyjność w oczekiwaniu na całkowite załamanie dywidendy demograficznej. Według Harvard Business Review populacja Chin zdolna do pracy w wieku 15-64 lat skurczy się o 9 procent od 2015 do 2035 roku. To spadek o 200 mln ludzi, czyli tyle ile połączona populacja Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Holandii i Szwajcarii. HBR przypomina, że podobny spadek zanotowała Japonia i wyniósł on 13,4 procent w latach 1997-2017.

Dług zamiast migrantów i robotów

Chińczykom, podobnie jak innym obawiającym się braku rąk do pracy, pozostaje nadzieja na robotyzację pracy lub wzrost dzietności. Przesiedlenia ludności wiejskiej do miast mogą nie przynieść już rezultatu, ponieważ Chiny mogły przekroczyć punkt zwrotny Lewisa w 2018. Oznaczałoby to, że mieszkańcy wsi nie chcą już migrować do miast. Liczba niewykorzystanych apartamentów w miastach ma sięgać 64 milionów. Plan przesiedlenia 250 mln ludzi do miast w 2025 roku może być trudny do zrealizowania bez użycia siły. Robotyzacja nie będzie możliwa bez rozwoju technologicznego, a ten może zostać ograniczony przez problemy z własnością intelektualną na terytorium Państwa Środka. HRW ustalił, że największe rządy i firmy zachodnie wycofują produkcję z Chin, a firmy chińskie mają coraz gorszy wizerunek na Zachodzie. Ten trend utrudni transfer technologii. Firmy chińskie, w których każda z ponad 50 pracownikami musi mieć na pokładzie przedstawiciela Partii Komunistycznej, mogą mieć problem z indukowaniem lokalnej innowacji. Większość firm chińskich na liście Fortune 500 to spółki państwowe lub hybrydowe. Całkowity dług rządowy Państwa Środka wynosi 34 bln dolarów, czyli 266 procent Produktu Krajowego Brutto. Zadłużenie państwowych firm sięgało ponad 16 bln dolarów w lipcu 2018 roku. Spowolnienie demograficzne i gospodarcze może podwoić tempo wzrostu zadłużenia.

Koniec Chin albo komunistów

Wracając do dylematu Kissingera, Chiny mogą teraz zamknąć się i próbować samotnie naprawić demografię oraz gospodarkę, ryzykując upadek. Mogą także otworzyć się, ale także w konsekwencji być może zakwestionować model społeczno-ekonomiczny stworzony przez Partię Komunistyczną. Czymże jednak jest ideologia komunistyczna dyktująca Chinom politykę od kilkudziesięciu lat wobec tysięcy lat historii Państwa Środka?

Źródło: Jagiellonski.org

Źródła: USA nie chcą uderzyć w Niemców. Chcą blokować dostawy, nie budowę Nord Stream 2

Amerykański portal Axios ustalił, że administracja Joe Bidena zamierza zrezygnować z sankcji wobec operatora Nord Stream 2, ale uderzy w kolejne statki odpowiedzialne za jego budowę.

Dwa źródła Axios poinformowały zgodnie, że Biden nie chce psuć relacji z Niemcami z powodu sporu o gazociąg Nord Stream 2 i dlatego nie obejmie sankcjami operatora tego projektu o tej samej nazwie, którego prezesem jest Niemiec, Matthias Warnig. Departament Sprawiedliwości zaproponował takie rozwiązanie Departamentowi Stanu, który ma przedstawić zaktualizowaną listę podmiotów objętych ograniczeniami.

Axios ustalił, że Amerykanie zamierzają uznać, że Nord Stream 2 AG i Warnig są zaangażowani w działalność objętą sankcjami, ale zostaną z nich zwolnieni z uwagi na interesy narodowe USA. Taka możliwość widnieje w zapisach prawa o sankcjach.

Axios podkreśla, że taki ruch byłby niezgodny z deklaracją sekretarza stanu Antonego Blinkena z początku pracy w departamencie o tym, że „zrobi wszystko, by zatrzymać Nord Stream 2”. Jednakże według portalu USA ustaliły, że efektywna blokada tego projektu byłaby możliwa tylko w razie objęcia sankcjami niemieckich odbiorców gazu. Jego budowa jest na finiszu. Natomiast Waszyngton nie chce zaogniać relacji z Niemcami.

Departament Stanu USA nie potwierdził informacji Axios o zwolnieniu z sankcji Nord Stream 2 AG i Matthiasa Warniga, ani nie podał terminu publikacji nowej czarnej listy. Podkreśla jednak, że wpisanie danego podmiotu na listę sankcji, a potem zwolnienie z nich daje możliwość uzyskania na niego wpływu, bo takie obostrzenia mogłyby zostać w każdej chwili przywrócone. Podkreśla, że celem administracji Bidena jest niedoprowadzenie Nord Stream 2 do rozpoczęcia pracy.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken rozmawiał 18 maja z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasem o wadze współpracy transatlantyckiej, wspólnym stawianiu czoła wyzwaniom stawianym przez Chiny i Rosję, deeskalacji napięć na Bliskim Wschodzie oraz wycofaniu sił sojuszniczych z Afganistanu. Blinken podkreślił zaangażowanie USA we współpracę z sojusznikami i partnerami na rzecz przeciwstawienia się wysiłkom Rosji na rzecz podważenia ich wspólnego bezpieczeństwa i w tym kontekście podkreślił po raz kolejny sprzeciw USA wobec projektu Nord Stream 2.

Axios/Biały Dom/Wojciech Jakóbik

CBAM i geopolityka klimatyczna Europy, która skłóci ją ze wszystkimi

Unia Europejska chce zmusić partnerów zagranicznych do redukcji emisji z użyciem mechanizmu dostosowania emisji CO2 na granicy (CBAM). To sposób na obronę konkurencyjności gospodarki europejskiej obciążonej polityką klimatyczną, ale także źródło sporów z Chinami, Rosją i USA – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

CBAM zakłada obłożenie importu towarów do Unii Europejskiej opłatą uzależnioną od emisji CO2 towarzyszącej ich produkcji w krajach, które nie prowadza ambitnej polityki klimatycznej jak sama Europa. To rozwiązanie spowodowało już opór w Stanach Zjednoczonych, które deklarują chęć współpracy przy polityce klimatycznej. Przedstawiciel USA do spraw polityki klimatycznej John Kerry ostrzegał w Financial Times, że CBAM „to środek ostateczny”. – Myślę o nim bardziej jako o środku ostatecznym, po który należy sięgnąć po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości redukcji emisji CO2 i połączenia wysiłków w sposób, w którym każdy bierze na siebie obciążenia – powiedział Kerry. Także Rosjanie obawiają się CBAM, bo według VTB Capital ich spółki sektora elektroenergetycznego mogłyby stracić na nim nawet 187 mld rubli rocznie. EBITDA spółek jak Inter RAO, OGK-2, TGK-1, Mosenergo, Enel Russia i Unipro spadłoby wówczas o około 16 procent.

Globalna polityka klimatyczna była przedmiotem sporu na szczycie klimatycznym Leaders Climate Summit zwołanym przez USA, podczas którego pojawiły się nowe deklaracje świata zachodniego opisane w BiznesAlert.pl, ale nie największych emitentów spoza niego: Chin czy Rosji. Chińczycy deklarują wsparcie ochrony klimatu w krajach rozwijających się poprzez monitoring emisji w Afryce oraz tworzenie stref niskoemisyjnych w Azji Południowo-Wschodniej w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku, tak zwanego Nowego Jedwabnego Szlaku. Mówił o tym przewodniczący Xi Jinping na szczycie klimatycznym wspomnianym wyżej. Można uznać, że wpisują wymiar zagraniczny swej polityki klimatycznej w ekspansję gospodarczą z wykorzystaniem tego programu. Rosjanie wprowadzają póki co dobrowolną politykę klimatyczną, namawiającą, ale nie zmuszającą ich firmy do publikacji danych na temat emisji gazów cieplarnianych bez konsekwencji.

Jednakże również działania Unii Europejskiej mogą być postrzegane jako sposób na odzyskanie konkurencyjności przemysłu w odpowiedzi na to, że obecnie tylko podmioty europejskie ponoszą obciążenia ambitnej polityki klimatycznej. Jeżeli Europejski Zielony Ład zakłada odrodzenie gospodarcze z wykorzystaniem zielonych technologii chroniących klimat, to CBAM ma stać na straży konkurencyjności takiej wizji gospodarczej. To między innymi dlatego Polska popiera wprowadzenie tego rozwiązania.

– Polska popiera stworzenie nowego instrumentu, ponieważ dotychczasowy system EU ETS (kierowany do producentów wewnątrz UE) wiąże się z ryzykiem ucieczki emisji poprzez przenoszenie produkcji poza granice Unii Europejskiej – tłumaczy ministerstwo klimatu i środowiska w komentarzu dla BiznesAlert.pl. – Scenariusz ten stwarza dwa rodzaje ryzyk. Po pierwsze, podważa skuteczność ambitnej polityki klimatycznej UE zakłócając sygnał cenowy związany z efektem zewnętrznym emisji dwutlenku węgla. Po drugie, podważa równość szans w zakresie konkurencji pomiędzy podmiotami europejskimi, które muszą ponosić koszty emisji dwutlenku węgla w ramach systemu EU ETS, a firmami spoza UE, których obciążenia te nie dotyczą.

– CBAM miałby być impulsem do podejmowania działań redukcyjnych przez producentów poza granicami UE, a tym samym do obniżenia emisji w skali światowej. Kluczowa jest dystynkcja pomiędzy nowym systemem (CBAM), który kierowany jest do podmiotów poza UE, a obecnie funkcjonującym systemem EU ETS, który jest kierowany do podmiotów wewnątrz UE. EU ETS nie adresuje problemu emisji poza granicami UE kreowanymi poprzez popyt wewnątrz UE. CBAM jest zatem przede wszystkim narzędziem do ograniczania emisji poza UE – komentuje resort klimatu.

Komisja Europejska ma przedstawić w czerwcu założenia CBAM. Parlament Europejski wezwał ją do wprowadzenia tego rozwiązania do 2023 roku i dostosowania go do wymogów Światowej Organizacji Handlu. CBAM jest krytykowany głównie na gruncie tych regulacji stojących na straży wolnego obrotu towarami, w które mogłyby uderzyć obciążenia emisyjne na granicach Europy. Krytycy takiego podejścia mogą przekonywać, że nie chodzi o ochronę klimatu, ale przemysłu europejskiego, a co za tym idzie, CBAM staje się nowym narzędziem geopolitycznym, czy też geoekonomicznym.

Te wakacje mogą być gorące pod względem temperatury sporów politycznych o CBAM, który może pozwolić Europie odzyskać konkurencyjność pomimo ambitnej polityki klimatycznej, ale skłóci ją z wszystkimi głównymi graczami. Dopiero okaże się, czy Europa przekona ich do swej wizji globalnej polityki klimatycznej, czy raczej poniesie porażkę. Szczególnie istotne będą w tym kontekście losy współpracy transatlantyckiej na rzecz klimatu, bo pomimo szumnych deklaracji nowej administracji w Białym Domu dyskusja o CBAM dowodzi, że polityka klimatyczna może pozostać tematem spornym w rozmowach Brukseli z Waszyngtonem.

Hakerzy atakują atom na Białorusi w rocznicę Czarnobyla | Rosja liczy na wzrost eksportu LNG po kontrakcie jamalskim. Alternatywa do Nord Stream 2?

Hakerzy atakują atom na Białorusi w rocznicę Czarnobyla | Rosja liczy na wzrost eksportu LNG po kontrakcie jamalskim. Alternatywa do Nord Stream 2?

: Ministerstwo energetyki Białorusi informuje o ataku hakerskim na stronę jądrowej Elektrowni Ostrowiec, który został już odparty. Do zdarzenia doszło w 35. rocznicę katastrofy jądrowej w Czarnobylu.

: Energetyka jądrowa i gazowa znajdą się w taksonomii, na co liczyła Polska, która chce pozyskać wsparcie na budowę nowych bloków tego typu.

: Ministerstwo rozwoju ekonomicznego Rosji przewiduje na nadchodzące lata spadek ceny gazu oraz stabilny wzrost eksportu. Dostawy LNG mają wzrosnąć skokowo po 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski z Polską. Mogą być także alternatywą do Nord Stream 2.

Hakerzy atakują atom na Białorusi w rocznicę Czarnobyla

Ministerstwo energetyki Białorusi informuje o ataku hakerskim na stronę jądrowej Elektrowni Ostrowiec, który został już odparty. Do zdarzenia doszło w 35. rocznicę katastrofy jądrowej w Czarnobylu.

Wojciech Jakóbik

Autorzy ataku umieścili na stronie elektrowni ostrzeżenie, że nowy reaktor powstający w Ostrowcu stanowi zagrożenie. Podpisali się od nim rzekomi „zatroskani pracownicy” obiektu. Wezwali do wywarcia presji na prezydent Aleksandra Łukaszenki, by zamknął tę elektrownię ze względu na liczne incydenty oraz uruchomienie pierwszego, nowego bloku pod presją polityczną pomimo nieprzygotowania go do pracy. Pierwszy reaktor został oddany do użytku i niedługo potem wyłączony z sieci w celu zbadania efektywności jego pracy przed ostatecznymi testami w fazie pilotowej jego pracy. Był to asumpt do spekulacji na temat zagrożeń związanych z pracą tej jednostki.

Ministerstwo energetyki Białorusi przekonuje, że Elektrownia Ostrowiec nie stanowi zagrożenia. W chwili publikacji tej wiadomości komunikat hakerów został już zdjęty ze strony. Do zdarzenia doszło 35 lat po katastrofie w elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku wskutek której doszło do skażenia znacznych połaci obecnych terenów Białorusi oraz Ukrainy. Jest ono usuwane do dziś. Technologia wykorzystana w Ostrowcu jest nowsza o kilka generacji od tej czarnobylskiej, ale krytycy atomu na Białorusi ostrzegają przed niskimi standardami konstrukcji i pracy tamtejszego atomu.

Atom i gaz wejdą do taksonomii. Polska liczy na pieniądze

Energetyka jądrowa i gazowa znajdą się w taksonomii, na co liczyła Polska, która chce pozyskać wsparcie na budowę nowych bloków tego typu.

Komisja Europejska/Wojciech Jakóbik

Komisja Europejska ogłosiła, że energetyka jądrowa zostanie włączona do taksonomii dzięki specjalnemu aktowi delegowanemu. To odpowiedź na analizę jej ekspertów, którzy uznali, że atom może być bezpieczny i przyczynić się do realizacji polityki klimatycznej.

Techniczna Grupa Ekspertów (TEG) z połączonej komisji badawczej (JRC) przy Komisji Europejskiej orzekła o bezpieczeństwie i przydatności energetyki jądrowej, ale zaleciła dalsze badania. Komisja zdecydowała, że dodatkowy akt delegowany wpisze atom do taksonomii, czyli zbioru regulacji opisujących które technologie są zrównoważone i zasługują na wsparcie.

Komisja uznała również, że gaz ziemny zostanie uznany w taksonomii za rozwiązanie przejściowe pod warunkiem wypełnienia wymogów tych regulacji z Artykułu 10, ustępu drugiego. Informuje o tym, że technologia gazowa zostanie uznana za zgodną z taksonomią, jeśli nie będzie miała alternatywy opłacalnej z puntu widzenia technologicznego oraz ekonomicznego. Ma jednak nie hamować dekarbonizacji, wypełniać najwyższe standardy i przejść ocenę technologiczną Komisji.

Wpisanie tych technologii do taksonomii oznacza, że będzie możliwe pozyskanie finansowania z pomocy publicznej dla atomu oraz instytucji finansowych dla gazu. Polska zakłada w strategii energetycznej (Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku), że przeprowadzi transformację energetyczną z użyciem tych źródeł, które mają stabilizować Odnawialne Źródła Energii.

Akt delegowany zapowiadany przez Komisję ma zostać przedstawiony „jak najszybciej”.

Rosja liczy na wzrost eksportu LNG po kontrakcie jamalskim. Alternatywa do Nord Stream 2?

Ministerstwo rozwoju ekonomicznego Rosji przewiduje na nadchodzące lata spadek ceny gazu oraz stabilny wzrost eksportu. Dostawy LNG mają wzrosnąć skokowo po 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski z Polską. Mogą być także alternatywą do Nord Stream 2.

TASS/Wojciech Jakóbik

Prognoza resortu powstała w ramach przygotowania budżetu rosyjskiego na lata 2022-24 i zawiera przewidywania odnośnie do ceny gazu w nadchodzących latach. Średnia cena dostaw tego paliwa do krajów spoza Wspólnoty Niepodległych Państw ma wynieść w 2021 roku 200,7 dolarów za 1000 m sześc., w 2022 roku ma jednak spaść do 188,3, w 2023 roku do 179,9 i w 2024 roku do 175,2 dolarów za 1000 m sześc. Cena dostaw do krajów WNP ma także spaść z 188,6 dolarów za 1000 m sześc. w 2021 roku, do odpowiedni 178,6, 171,5 i 167,3 w kolejnych latach.

Eksport gazu rosyjskiego ma rosnąć o 3,5 procent do 206,2 mld m sześc. w 2021 roku, 238,4 w 2022 roku, 240,5 dolarów w 2023 roku i 250,5 mld m sześc. w 2024 roku. Coraz większą część dostaw ma stanowić LNG: 29,9 mln ton w 2021 roku, podobnie w 2022 roku, 42,3 mln ton w 2023 roku (wzrost o 41,5 procent) i 52 mln ton w 2024 roku.

W październiku 2022 roku kończy się tak zwany kontrakt jamalski na dostawy gazociągowe gazu rosyjskiego do Polski. Warszawa rozważy czy i na jakich zasadach importować gaz od Gazpromu, z którym miała w historii liczne problemy. Rosjanie będą coraz częściej oferować gaz skroplony obok tradycyjnych dostaw gazociągami.

Analiza ośrodka ICIS zakłada, że jeśli powstaną obie nitki spornego projektu gazociągu Nord Stream 2, nie będzie potrzebny także Gazociąg Jamalski w Polsce. Natomiast jeśli Nord Stream 2 nie rozpocznie pracy do 2022 roku, szlaki polski i ukraiński pozostaną w użytku. LNG może być wówczas dla Rosjan coraz bardziej istotną alternatywą wobec dostaw gazociągowych. Projekt Nord Stream 2 napotkał na liczne przeszkody i nawet jeśli powstanie zgodnie z nowym terminem do końca 2021 roku, może wówczas nie rozpocząć dostaw.

Polacy przygotowują się do wykorzystania Jamału na poczet dostaw wewnętrznych na rynku polskim. Porzucenie przesyłu tym szlakiem przez Rosjan umożliwi im fizyczne dostawy z Baltic Pipe do Polski środkowej i wschodniej.

Polsko, nie prowadź na gazie nawet jeśli wygrasz taksonomię!

Jak przeprowadzić transformację energetyczną z pomocą energetyki gazowej tak, aby nie skończyła się problemami politycznymi, ekonomicznymi i społecznymi znanymi z sektora węglowego? Polacy nie można polegać zbytnio na gazie, nawet jeśli obronią go w sporze o taksonomię unijną – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Gaz będzie miał kiedyś tak ciężko jak węgiel

Taksonomia to regulacje pozwalające określić które technologie są zrównoważone, korzystne dla klimatu i powinny przez to liczyć na wsparcie unijne. Trwa spór o to, które technologie energetyczne powinny zostać za takie uznane. O ile spór o rolę atomu w taksonomii jest mniej istotny dla Polski, która będzie szukać finansowania u partnera zagranicznego i we własnym budżecie, o tyle spór o gaz może przesądzić o ostatecznych kosztach polskiej transformacji energetycznej przekładającej się na stan portfela każdego mieszkańca naszego kraju.

Szkic taksonomii przygotowywanej przez Komisję Europejską wyciekł do mediów i zakłada wyśrubowane warunki udzielenia wsparcia finansowego inwestycjom gazowym. Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej widzianą przez Reuters istniejące elektrociepłownie gazowe zostaną oznaczone jako inwestycja zrównoważona tylko pod warunkiem, że zainwestują w technologie wychwytywania emisji gazów cieplarnianych pozwalających utrzymać emisję do 270 g CO2/KWh i będą pracować co najmniej do 2025 roku włącznie. Kolejny warunek to zastąpienie taką jednostką starej, bardziej emisyjnej. Przykładem takich inwestycji mogą być nowe bloki gazowe w elektrociepłowniach węglowych w Polsce, jak Siekierki czy Żerań w Warszawie. Elektrownie i elektrociepłownie gazowe, które nie zastępują starych jednostek o większej emisji dostaną zieloną etykietę tylko pod warunkiem utrzymania emisji poniżej 100 g CO2/KWh w całym cyklu życia. Oznacza to konieczność drogich inwestycji w technologie wychwytywania gazów cieplarnianych w celu zakwalifikowania się do wsparcia finansowego zgodnego z ideą zrównoważonego rozwoju.

Reuters podaje, że propozycja Komisji Europejskiej zostanie oficjalnie przedstawiona do 21 kwietnia, ale już teraz trwa spór dwóch koalicji krajów członkowskich. Decyzja może zostać podważona tylko z pomocą weta większości państw unijnych. Dziesięć z nich, w tym Polska, wezwało Komisję do uznania elektrowni gazowych za inwestycje zrównoważone, ponieważ chcą ich używać do transformacji energetycznej. Kraje polegające w mniejszym stopniu na paliwach kopalnych, jak Dania i Hiszpania, domagają się utrzymania ostrych warunków taksonomii. Co ciekawe, Reuters podkreśla, że Komisja może brać pod uwagę także emisje metanu istotne w sektorze gazowym. Bruksela przygotowała strategię metanową, która postuluje walkę z emisjami tego gazu cieplarnianego, a ta może uderzyć w projekty gazowe w Unii Europejskiej.

Należy się spodziewać, że nawet jeżeli finansowanie gazu zostanie utrzymane w ramach ostatecznych zapisów o taksonomii, rozwój unijnej polityki klimatycznej będzie utrudniał funkcjonowanie energetyki gazowej w Unii Europejskiej podobnie, jak stopniowo wykluczał z rynku węglową. Ostracyzm wobec węgla sięgnął stopnia, który sprawił, że Polacy wycofali się ostatecznie z planu budowy ostatniego bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka C jako przedsięwzięcia, które nie może być rentowne w obliczu wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu handlu emisjami EU ETS. Jeżeli ceny uprawnień będą rosły dalej, także nowy blok gazowy w Ostrołęce i inne inwestycje gazowe, mogą stać się aktywami osieroconymi. Oznacza to, że jeśli sektor gazu w Polsce będzie przerośnięty, może w przyszłości wymagać osłon socjalnych znanych z sektora węglowego oraz rozmów o umowie społecznej z górnikami. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym w latach trzydziestych albo czterdziestych dwudziestego pierwszego wieku będą potrzebne rozmowy o umowie społecznej na rzecz sektora gazowego. Wówczas wielomiliardowe inwestycje w elektrownie gazowe będą musiały zostać poparte kolejnymi miliardami na wygaszanie tego sektora, analogicznie do zjawisk już widocznych w sektorze węglowym i powstających już teraz planów wyłączania bloków na węgiel dopiero co oddanych do użytku.

– Wzrost zapotrzebowania na gaz może się pojawić między 2024 a 2030 rokiem, kiedy nowe elektrownie gazowe rozpoczną pracę. Będzie to na początku znaczny wzrost a potem po 2030 roku utrzyma się na stabilnym poziomie – przewiduje pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Naimski w komentarzu dla Reutersa posiłkując się szacunkami Gaz-Systemu, który przewiduje wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce przez transformację energetyczną na gazie o 60 procent, czyli z około 20 do 31 mld m sześc. rocznie. Zapewnia, że dzięki projektom dywersyfikacyjnym jak rozbudowywany terminal LNG w Świnoujściu (7,5 mld m sześc. rocznie), gazociąg Baltic Pipe (10 mld) i pływający gazoport FSRU w Zatoce Gdańskiej (4,5-12 mld) Polska będzie mogła „elastycznie podchodzić do ilości importowanego gazu”. – Możemy uznać gaz za paliwo przejściowe, ale okres tego przejścia potrwa dziesiątki lat – zastrzegł minister Naimski. – Nie chcemy pozwolić na systemową zależność od importu energii. Do tego potrzebujemy gazu, ponieważ elektrownie gazowe można zbudować szybciej od planowanego terminu ukończenia elektrowni jądrowej – dodał.

Pierwszy reaktor jądrowy w Polsce ma być gotowy w 2033 roku, a rozstrzygające decyzje mają nastąpić dopiero na przełomie 2021 i 2022 roku, a zatem budujemy na styk.

Rekomendacje

  1. Polska nie może sobie zatem pozwolić na długofalowe uzależnienie sektora energetycznego od gazu ziemnego. Powinna z jednej strony inwestować w tak zwane gazy odnawialne: wodór z różnych źródeł, także atomu, i biogaz, a z drugiej ograniczać rolę gazu w transformacji energetycznej do niezbędnego minimum.
  2. Budowa elektrowni jądrowej pozwalającej zabezpieczać energetykę odnawialną i zmniejszać zależność od gazu ma także uzasadnienie ekonomiczne, bo sprawi, że Polska w mniejszym stopniu zderzy się z widmem aktywów osieroconych w sektorze gazu.
  3. Kolejne rozwiązanie pozwalające zwiększyć wykorzystanie infrastruktury gazowej w Polsce to reeksport surowca docierającego do niej z różnych kierunków po zakończeniu kontraktu jamalskiego z rosyjskim Gazpromem. Eksperci USAID dowiedli, że odpowiednie zmiany regulacyjne mogą sprawić, że układ Polska-Ukraina-USA o dostawach LNG może być rentowny.
  4. Zastępowanie energetyki węglowej z pomocą atomu i gazu powinno być oczywiście wsparte szybkim rozwojem energetyki odnawialnej, która w coraz mniejszym stopniu będzie potrzebowała zabezpieczenia konwencjonalnego. Redukcja aktywów gazowych do niezbędnego minimum pozwoli z mniejszym obciążeniem ekonomicznym zrezygnować z nich w razie rozwoju możliwości technicznych pozwalających budować energetykę całkowicie opartą na źródłach odnawialnych.