Polska może sprowadzić miliard m sześc. gazu rocznie z Litwy do Ostrołęki i nie tylko

BiznesAlert.pl informował o rozmowach Polski i Litwy na temat dostaw LNG z Kłajpedy przez Gazociąg Polska-Litwa na terytorium polskie. Dostawy mogą opiewać nawet do dwóch mld m sześc. rocznie, które przydadzą się Polsce wobec rosnącego zapotrzebowania na gaz, będący paliwem przejściowym polskiej transformacji energetycznej.

– dyskutowaliśmy o możliwości udziału strony polskiej w długoterminowych aukcjach na wykorzystanie terminalu LNG – przyznał minister energetyki Dainius Kreivys po spotkaniu z pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Planowana przepustowość Gazociągu Polska-Litwa w kierunku polskim to 1,9 mld m sześc. rocznie, z których połowa może zostać udostępniona w drodze aukcji. Oferty aukcyjne Litwinów mogą uwzględniać kontrakty na kilka, kilkanaście lat zgodnie z zapowiedzią ministra Keivysa.

Gazociąg ma być gotowy w grudniu 2021 roku, więc można zakładać, że posłużyłby dostawom do Polski w 2022 roku. Władze polskie przyznały, że planują wykorzystać gaz litewski do zaopatrywania Elektrowni Ostrołęka C mającej wykorzystywać nowy blok gazowy. PGNiG i Orlen podpisały w 2020 roku z Energą trójstronną umowę o współpracy przy tym projekcie. PGNiG oraz Orlen podpisały aneks do umowy na dostawy gazu, przedłużając ją o pięć lat do pierwszego stycznia 2028 roku.

Jednakże zanim będzie gotowy blok gazowy Elektrowni Ostrołęka C, gaz z Litwy może posłużyć innym celom, szczególnie wobec wzrostu zapotrzebowania na gaz w Polsce, które według Gaz-Systemu urośnie o 50 procent do 2030 roku z obecnych około 20 do 30 mld m sześc. rocznie. Gaz z Litwy jest także stawiany jako uzupełnienie dostaw spoza Rosji w razie problemów projektu Baltic Pipe, którego termin ukończenia nie został dotąd przesunięty pomimo problemów odcinka lądowego w Danii opisywanych w BiznesAlert.pl.

Połowa przepustowości Baltic Pipe w październiku 2022 roku i pełna moc po kontrakcie jamalskim

Wciąż nie wiadomo jak duża część przepustowości Baltic Pipe będzie dostępna w pierwotnym terminie, czyli w październiku 2022 roku, jednakże kontrakt jamalski z Gazpromem obowiązuje do końca roku, kiedy ma być już w pełni dostępna.

Planowana przepustowość gazociągu Baltic Pipe to 10 mld m sześc., z czego polska spółka PGNiG zarezerwowała 8,2 mld m sześc. rocznie w drodze aukcji. Polacy chcą wykorzystać jej część do dostaw własnego gazu wydobywanego na szelfie. Dzięki przejęciu aktywów INEOS chcą osiągnąć wydobycie 2,5 mld m sześc. rocznie.

Jednakże konieczność wydania nowego pozwolenia środowiskowego w sprawie odcinka lądowego Baltic Pipe w Danii zmusiła duńskiego inwestora tego projektu, operatora gazociągów przesyłowych Energinet, do przesunięcia terminu zakończenia prac z października na grudzień 2022 roku. W pierwotnym terminie ma być dostępna część przepustowości tego gazociągu. Według informacji BiznesAlert.pl może to być około połowa, czyli 5 mld m sześc.

Polacy zachowują spokój, ponieważ gaz norweski mający zastąpić kontrakt jamalski z Gazpromem kończy się w grudniu 2022 roku, a nie w październiku, kiedy zaczyna się nowy rok gazowy w branży. Oznacza to, że będą zmuszeni do opłacania części wolumenu zakontraktowanego w Rosji na mocy klauzuli take or pay do końca roku. Dostawy z Norwegii będą mogły ruszyć z pełną mocą po zakończeniu tej umowy.

Nie jest jasne, czy Polacy zechcą podpisać nowy kontrakt, bo zdania na ten temat są podzielone. Politycy i firmy są zgodni w jednym: nie ma mowy o podpisaniu umowy długoterminowej jak kontrakt jamalski. BiznesAlert.pl publikował obliczenia pokazujące, że Polska nie będzie zmuszona do podpisania umowy z Rosjanami, posiadając szereg alternatyw.

Koniec historii na rynku gazu w Polsce nie nastąpi wraz z zakończeniem kontraktu jamalskiego

Koniec historii na rynku gazu w Polsce nie nastąpi wraz z zakończeniem kontraktu jamalskiego

Opóźnienie projektów LNG w USA może wywołać panikę podobną do tej, którą można było zaobserwować wobec problemów Baltic Pipe w Danii. Dostawy gazu do Polski spoza Rosji są bezpieczne, choć historia dywersyfikacji nie zakończy się wraz z końcem kontraktu jamalskiego. Czy to oznacza, że liberalizacja rynku gazu znów się odwlecze? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Problemy Baltic Pipe są do przezwyciężenia

Zakończenie budowy gazociągu Baltic Pipe trzy miesiące po pierwotnym terminie to nie problem, podobnie jak opóźnienia jednego z projektów LNG mających dać Polsce alternatywne źródło dostaw, ale w tym przypadku na rynek globalny. Jednak przez rosnące zapotrzebowanie Warszawa już teraz szuka gazu z innych źródeł, by gładko przejść przez przełomowy 2022 rok, w którym kończy się kontrakt jamalski z Rosjanami. Wiadomo już, że budowa gazociągu Baltic Pipe zakończy się w grudniu 2022 roku. W pierwotnym terminie listopada 2022 roku będzie dostępna częściowa moc magistrali planowanej na 10 mld m sześc. rocznie. PGNiG zarezerwowało 8,2 mld m sześc. z tego wolumenu i nie jest jasne czy będzie go mógł czerpać w całości od października 2022 roku. Rozwiązanie przejściowe to umowa spotowa z którą nie powinno być problemu.

Problemy LNG na dostawy krajowe i globalne

JDo problemów Baltic Pipe należy dodać kolejne, tym razem także poza obszarem odpowiedzialności Polaków. Terminal Plaquemines LNG w Luizjanie, który miał zapewnić gaz do umowy PGNiG-Venture Global LNG ma rozpocząć pracę komercyjną w 2024 roku pod warunkiem ostatecznej decyzji inwestycyjnej w połowie 2021 roku. Tymczasem umowa z PGNiG miała być realizowana od 2023 roku. Polacy zdecydowali o zwiększeniu dostaw z tego obiektu z 1 do 2,5 mln ton rocznie (1,35-3,38 mld m sześc. rocznie). Drugi terminal Venture Global LNG o nazwie Calcasieu Pass ma zapewnić milion ton LNG (1,35 mld m sześc. rocznie) od początku 2023 roku nie notuje opóźnień. W świat może pójść jednak komunikat o problemach Polaków z dostawami LNG do Polski. Jednakże umowy z Venture Global LNG zawierają klauzulę free on board przerzucającą odpowiedzialność za ładunek na Polaków, także wahania cen, a zatem z przeznaczeniem na rynek globalny w celu uzyskania premii za reeksport, a nie do Polski. Dostawy do Polski będzie zapewniał kontrakt PGNiG-Cheniere Energy na w sumie 0,52 mln ton LNG (0,7 mld m sześc.) w latach 2019-2022 oraz 1,45 mln ton LNG rocznie (1,95 mld m sześc. rocznie) od 2023 do 2042 roku. Zawiera on klauzulę delivery ex ship, czyli ładunek jest pod opieką Amerykanów aż do rozładunku, dając gwarancję ceny Polakom oczekującym konkurencyjności tych dostaw w kraju. Kolejny problem dotyczy projektu Port Arthur LNG, w sprawie którego ostateczna decyzja inwestycyjna ma zapaść dopiero w 2022 roku po kolejny opóźnieniu. Tymczasem PGNiG podpisało dwudziestoletni kontrakt na dostawy do 2 mln ton LNG rocznie (2,7 mld m sześc. po regazyfikacji) od 2023 roku. Może się okazać, że ten gaz będzie dostępny później, tymczasem zgodnie z zapowiedziami z 2018 roku miał trafić na rynek polski i europejski, nie na reeksport globalny. Warto podsumować te wieści faktem, że projekty LNG na świecie mają trudną sytuację przez wielką ich nadpodaż, niemrawe zapotrzebowanie ograniczone dodatkowo przez koronawirusa oraz trend dekarbonizacji zmniejszający atrakcyjność takich przedsięwzięć w świecie zachodnim, w którym operują firmy amerykańskie czy polskie PGNiG.

Polska ma alternatywę wobec Gazpromu

PGNiG sprowadziło w 2020 roku 3,76 mld m sześc. gazu skroplonego (25,4 procent dostaw). Gaz rosyjski docierający na mocy kontraktu jamalskiego z Gazpromem sięgnął wolumenu 9 mld m sześc. (60 procent dostaw). Pozostały gaz został sprowadzony przez połączenia z sąsiadami, czyli pozostały nieco ponad miliard metrów sześc. z całkowitego importu 14,79 mld m sześć. Polacy już teraz mogliby zmniejszać zakupy z Rosji gdyby nie klauzula take or pay w kontrakcie z Gazpromem zmuszająca do opłacenia minimalnego wolumenu szacowanego na około 80 procent z 10,2 mld m sześc. rocznie do końca 2022 roku. Koncern z ul. Kasprzaka w Warszawie planował mieć w portfelu około 9,3 mld m sześc. gazu skroplonego z USA w 2023 roku, w tym wspomniane wyżej kontrakty przeznaczone na rynek globalny. Opóźnienie jednego z nich mającego dać 3,38 mld m sześc. rocznie nie zagrozi problemami na rynku krajowym przy założeniu, że ten gaz od początku miał trafiać poza niego. Pozostanie około 6 mld m sześc. LNG z USA wspomagane przez kontrakt katarski opiewający na 2,7 mld m sześc. rocznie do czerwca 2034 roku. Razem powstaje wolumen niecałych 9 mld m sześc. gazu skroplonego dla Polski w 2023 roku. 9 mld m sześc. LNG połączone z 8,2 mld m sześć. gazu z Baltic Pipe mają dać w 2023 roku do 17,2 mld m sześc. spoza Rosji. Wydobycie krajowe powinno się utrzymać na poziomie około 4 mld m sześc. rocznie, a PGNiG pracuje nad jego utrzymaniem na tym poziomie dzięki technologii Smart Field pozwalającej zwiększyć dostępność gazu o nawet ponad 11 mld m sześc. i czas pracy poszczególnych kopalni nawet o dekadę. Obliczałem w innym tekście, że Polska będzie potrzebowała 2,1-3,8 mld m sześc. dodatkowego gazu. Wykorzysta w tym celu połączenia z sąsiadami, jak Gazociąg Polska-Litwa i dlatego rozmawia między innymi o długoterminowej rezerwacji FSRU w Kłajpedzie. Zanim rozbuduje terminal LNG i sprowadzi własne FSRU do Zatoki Gdańskiej (4-8 mld m sześc. rocznie) będzie mogła korzystać z innych połączeń, w tym rewersu Gazociągu Jamalskiego. Jednakże problem Port Arthur LNG może pozbawić Polaków kolejnych 2,7 mld m sześc. rocznie, oczywiście w razie gdyby Amerykanie nie byli w stanie zrealizować kontraktu w inny sposób, bo grożą im kary za ewentualne opóźnienia. Wówczas ten gaz będzie należało sprowadzić z innego kierunku.

Polityka dywersyfikacji nie skończy się w 2022 roku

Dywersyfikacja oznacza doprowadzenie do takiej sytuacji rynkowej, w której w żadnym momencie ani jeden metr sześcienny gazu ziemnego przesyłanego do Polski nie będzie zależał od decyzji politycznych ani polityki danego monopolisty. Zakończenie realizacji wszystkich strategicznych inwestycji Gaz-System, w tym gazociągu Baltic-Pipe, doprowadzi nasz rynek właśnie do takiego stanu – powiedział prezes Gaz-System Tomasz Stępień w rozmowie z BiznesAlert.pl. Tak będzie, ale w celu realizacji tego założenia dywersyfikacja będzie musiała być kontynuowana po 2022 roku. Dalsze zmagania o dywersyfikację po 2022 roku mogą oznaczać, że nie nastąpi koniec historii na rynku gazu w Polsce, o którym pisałem jeszcze w 2018 roku. Zwolennicy twardego kursu mogą zatem przekonywać, że liberalizacja rynku powinna nastąpić później, ze względu na konieczność zachowania strategicznej roli PGNiG, nawet po ewentualnym przejęciu przez PKN Orlen.

Poland is not at the mercy of Gazprom despite the issues with Baltic Pipe

The problems facing the Baltic Pipe project have led the public opinion to believe that Poland may reach a dead end, and be forced to sign a new Yamal contract with Gazprom. This will not happen thanks to decades of diversification. Plan A is being implemented and we have a plan B – Wojciech Jakóbik, editor in chief at BiznesAlert.pl writes.

Full freedom to choose a gas supplier

Gas supply from Russia is a very hot topic, because for years it was a political issue due to Gazprom’s unpredictability. The company could afford to act that way mostly because until the completion of the LNG terminal in Świnoujście and gas connections with its neighbors, Poland did not have alternative sources of supply. The existential threat of having the gas supply cut off disappeared after 2015, when the LNG terminal was opened, which is why Poland is in a different situation than Ukraine, which still depends on the flow of Russian gas via its territory. This is because the transfer brings in big profits and requires the maintenance of pressure in transmission gas pipelines. Whereas Poles are able import gas from other sources, and if for some reason Gazprom fails to deliver the gas it will pay a fine, just like in 2017 when it turned off the tap due to alleged technical problems (gas contained water). However, if Poles decide that the Russian price is unfair, the dispute may go to an arbitration court, which happened in 2015. Poland’s PGNiG won that case in 2020, Gazprom carried out the sentence, and the head of Gazprom Export Elena Burmistrova sent warm signals to Poland claiming it was an “infallible client, a great country”. “We are still embroiled in many disputes with the Poles, but at the same time we continue trade negotiations,” she said back then. One could argue that such statements are another benefit of Poland’s diversification efforts.

Poland needs more imported gas, irregardless of the progress of the Baltic Pipe

Poland is following a real diversification plan, which is supposed to be done and dusted at the end of 2022, when the Yamal contract with Gazprom will end. PGNiG decided not to renegotiate the agreement. Some politicians from the governing coalition decided that Poles would stop buying any kind of gas from Russia, once the Baltic Pipe and the expansion of the LNG terminal are done. However, the initial plans for developing Poland’s gas market have failed to respond to the country’s real needs, which is visible in Gaz-System’s forecast, according to which by 2030 the demand for gas in Poland will increase by 50 percent. This year I published my own calculations, which say that Poles will need 2.1-3.8 bcm of gas more, even if the diversification projects are not delayed, including even the Baltic Pipe that should be ready in October 2022. In this light, the problems of the pipe’s onshore section in Denmark, which may or may not delay the entire project, seem secondary in relation to the general direction that Poland is following to become less dependant on the import of gas. Probably Poles will import additional gas from their neighbors due to the fact that the demand is higher than the original forecast. Finally, it is worth adding that this is one of the reasons why the capacity of the planned FSRU (aka the second LNG terminal) in the Bay of Gdańsk is expected to reach between 4 and 8 bcm a year, depending on the demand.

Last choice provider

A higher demand for imported gas in Poland does not actually mean that we will need to automatically sign a deal with Russia’s Gazprom. One should expect that Russians, who want to maximize their sales in the European Union, in view of the energy transition in the EU, will fight for every client. This means they will probably present an attractive price offer to Poland, just like Paweł Majewski, the PGE CEO, expected. One could imagine that Russians will offer a shorter contract, for a smaller volume and without controversial clauses questioned in the EU, and with a low price. They will join the ranks of other potential providers, and Warsaw will be free to make a decision on the basis of its own definition of energy security. One could bring up the example of Ukraine, which thanks support from the US and the EU, stopped buying gas from Gazprom and has been importing gas from the EU since 2015. The gas molecules from the West that are delivered by the Dnieper River probably partially come from Russia, but Kiev does not have to negotiate with Petersburg where Gazprom’s HQ is located, and instead is in talks with western companies that are known for following cooperation standards. Poland will be able to use such a solution if it decides not to use the Russian offer. The physical supply of additional gas may in the future be delivered via the connections with our neighbors: the Polish-Lithuania gas pipeline, the Poland-Slovakia pipeline, the connection with Czechia – Stork, the connection with Germany in Lasów and the reverse flow on the Yamal pipeline on the border with Germany. Poland has a choice and is no longer at the mercy of one main provider, which will lose strategic importance after 2022, because the unfavorable Yamal contract will end. In my opinion, Poland’s historical experiences suggest that we should first look for gas somewhere else. Thanks to the ongoing diversification, the number of alternative offers will be growing, and so the gas price on the market will be going down.

Czkawka po pandemii i kontratak Putina z użyciem ropy i gazu (ANALIZA)

– Gospodarka zdaje się odzyskiwać siły wraz z nowym luzowaniem ograniczeń pandemicznych, ale podaż węglowodorów ograniczona w dobie pandemii odradza się zbyt wolno. Światu grozi szczyt cen ropy i gazu, który może wykorzystać do niecnych celów prezydent Władimir Putin. Polska musi szczególnie chronić Baltic Pipe i Rafinerię Gdańską przed wyzwaniami rynkowymi, a być może i hybrydowymi – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ropa za 100 dolarów i kontruderzenie Rosjan w Europie Środkowo-Wschodniej

Ropa drożeje wobec rosnącego zapotrzebowania i niewystarczającego wydobycia w przeddzień szczytu porozumienia naftowego OPEC+. Cena ropy naftowej Brent wynosi już ponad 75 dolarów w czasie, gdy Goldman Sachs szacuje niedobór tego surowca na rynku na trzy miliony baryłek o które ma wzrosnąć w tym roku popyt. Zapotrzebowanie rośnie wraz z odrodzeniem gospodarczym po pandemii koronawirusa, ale wydobycie ograniczone w jej czasie nie nadąża. Pierwszego lipca odbędzie się szczyt OPEC+ podczas którego sygnatariusze porozumienia naftowego, w tym Arabia Saudyjska i Rosja mają zdecydować o tym czy oraz o ile poluzować ograniczenia wydobycia ropy, które zostały wprowadzone w celu windowania wartości baryłki.

Agencja Rystad Energy informuje, że OPEC+ może zwiększyć wydobycie ropy od sierpnia 2021 roku w celu usunięcia luki podaży na rynku. Wcześniej Międzynarodowa Agencja Energii zaapelowała o takie działanie, a Bank of America ostrzegł, że cena ropy może sięgnąć po raz pierwszy od 2014 roku nawet 100 dolarów za baryłkę w 2022 roku, jeżeli produkcja nie przyspieszy. Pewne nadzieje są wiązane z producentami niezależnymi w USA, którzy już teraz zwiększają wydobycie i nie są ograniczeni porozumieniem OPEC+. Według Energy Information Administration wydobycie ropy łupkowej w USA w lipcu ma sięgnąć 7,803 mln baryłek dziennie, czyli o 38 tysięcy baryłek więcej niż w czerwcu. Jednakże w niektórych obszarach wydobycia, na przykład w zagłębiach Bakken i Eagle Ford wydobycie nieznacznie spadnie. Powodem jest niedoinwestowanie prac wydobywczych wynikające z oszczędności wprowadzonych w odpowiedzi na pandemię koronawirusa. Kolejne czynniki mogące ograniczyć wzrost cen ropy to ewentualny powrót Iranu na rynek w razie powrotu USA do porozumienia nuklearnego JCPOA albo wreszcie powrót ograniczeń pandemicznych w razie pojawienia się czwartej fali koronawirusa w świecie zachodnim pomimo szczepień. Rosnące zapotrzebowanie w Chinach to częściowe rozwiązanie wielkiej niewiadomej na rynku ropy, o której pisałem w przeszłości. Ceny ropy zależą bardziej od produkcji ropy w USA oraz zapotrzebowania na nią w Państwie Środka, niż od porozumienia naftowego OPEC+. Jeżeli popyt się nie załamie, czkawka po pandemii będzie dalej windować ceny.

Jeżeli ropa będzie dalej drożała, petrostates uzależnione od jej sprzedaży jak Arabia Saudyjska czy Rosja będą miały więcej pieniędzy w skarbcu. Baryłka za około 80 dolarów jest w interesie Saudyjczyków, którzy uznali ten poziom za korzystny z punktu widzenia dalszej prywatyzacji Saudi Aramco mającej dać miliardy dolarów na transformację energetyczna kraju i jego uniezależnienie od petrodolarów. Jednakże budżet rosyjski w 2021 roku jest uzależniony od baryłki za średnio 40 dolarów, więc dodatkowy wzrost nie jest niezbędny Kremlowi. Ma przestrzeń do walki o udziały rynkowe i może poprzeć luzowanie porozumienia naftowego OPEC+ w celu zwiększenia swej produkcji na potrzeby wypierania Saudyjczyków oraz innych konkurentów z kluczowych rynków. Nic dziwnego, że Rosnieft Igora Sieczina wywiera stałą presję na Kreml w celu poluzowania układu OPEC+. Będzie być może próbował odbić rynek Europy Środkowo-Wschodniej, na którym został oflankowany dzięki współpracy PKN Orlen i Grupy Lotos z Saudi Aramco oraz Exxon Mobil.

Puste magazyny w Europie i kontratak Gazpromu z użyciem Nord Stream 2

Rosnące zapotrzebowanie na paliwa podnosi także ceny gazu. Czerwcowe ceny spotowe gazu skroplonego w Azji są windowane przez rosnące zapotrzebowanie Chin, które zaskoczyło część analityków. Wood Mackenzie przyznaje, że główna odpowiedzialność za wzrost spoczywa na sektorze wytwarzania energii napędzającego odrodzenie gospodarcze Państwa Środka. Chiny mają według tego ośrodka stać się największym importerem LNG na świecie w 2021 roku wyprzedzając Japonię. Chińczycy zasysają większość LNG z rynku, ograniczając podaż i podnosząc ceny w innych częściach świata, na przykład w Europie. Ich konsumpcja może zostać ograniczona, jeśli rosnące ceny LNG skłonią do zwiększenia importu gazociągowego Siłą Syberii z Rosji (wzrost o 5 procent rok do roku w pierwszym kwartale 2021 roku) albo dalszego wzrostu wydobycia krajowego, które wzrosło w pierwszym kwartale 2021 roku o 12 procent rok do roku.

Raport Timera Energy na temat dostaw gazu rosyjskiego do Europy w okresie rosnącego zapotrzebowanie i problemów z podażą pokazuje, że Gazprom nie zwiększa dostaw przez Ukrainę pomimo istotnego wzrostu cen spotowych powyżej 28 euro za MWh. Brak reakcji Rosjan na rosnące ceny wspiera ich dalszy wzrost. Ukraińcy oskarżyli już Rosjan o celowe windowanie cen w celu promocji Nord Stream 2, który będzie się jawił jako niezbędne narzędzie obniżki. Krótkoterminowo pomogą jedynie dostawy z innych źródeł, na przykład z pomocą terminali LNG oraz Norwegii (Baltic Pipe) oraz Afryki Północnej. Długoterminowo oddziaływanie tego trendu powinno być łagodzone przez politykę dekarbonizacji pod warunkiem, że doprowadzi ona do uniezależnienia od paliw kopalnych, a nie uzależnienia od rosyjskiego gazu jako paliwa przejściowego i wodoru jako docelowego.

Jeżeli ceny będą nadal rosły, relatywnie tanie dostawy przez Nord Stream 2 staną się atrakcyjne pomimo ryzyka wiążącego się z nasyceniem europejskiego rynku gazu dostawami z Rosji. Udział importu gazu rosyjskiego wzrósł już do 43 procent w 2020 roku. Opisywany trend może doprowadzić do dalszego wzrostu tego udziału ze względu na to, że Rosjanie mogą nadal celowo ograniczać dostawy z użyciem istniejącej infrastruktury, na czele z ukraińską. To ryzyko musi zostać uwzględnione w ewentualnych rozmowach o przedłużeniu porozumienia tymczasowego Komisja Europejska-Ukraina-Rosja o warunkach dostaw przez Ukrainę, które obowiązuje obecnie do końca 2024 roku.

Baltic Pipe i Rafineria Gdańska na celowniku?

Jeżeli rynek nie zareaguje odpowiednio na niedobór węglowodorów wywołany czkawką produkcji po pandemii, może go czekać drożyzna i wzrost uzależnienia od dostaw z Rosji. Taki scenariusz rodzi z kolei ryzyko z zakresu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, szczególnie w obliczu szeregu tematów spornych między Zachodem a Rosją. Polska będzie odgrywać szczególną rolę w tej rozgrywce jako pośrednik dostaw ropy oraz gazu ze źródeł alternatywnych. Także Warszawa musi liczyć się z kontratakiem Putina z wykorzystaniem narzędzi rynkowych, ale kto wie czy nie hybrydowych wymierzonych w infrastrukturę dywersyfikacyjną jak Baltic Pipe czy Rafineria Gdańska.

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji | Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji | Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

: Sekretarz stanu USA Antony Blinken odwiedzi Europę. Pojawi się w Berlinie, Paryżu i Rzymie, ale ma także rozmawiać z Ukrainą oraz krajami wschodniej flanki NATO o Nord Stream 2. Administracja prezydenta Joe Bidena nie wierzy w możliwość zatrzymania tego projektu z użyciem sankcji.

: Sankcje unijne uderzają w Michaiła Guceriewa, oligarchę rosyjskiego dostarczającego ropę na Białoruś. Kolejne sankcje mogą objąć sektor ropy i nawozów.

: Rosjanie przekonują, że mogą zmniejszyć dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce do miliarda metrów sześciennych z końcem 2021 roku. Będzie to jednak możliwe tylko pod warunkiem, że Nord Stream 2 będzie mógł rozpocząć dostawy, a to nie jest pewne. Polacy chcą użyć wolnej przepustowości do rozprowadzenia gazu spoza Rosji po Polsce.

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji

Sekretarz stanu USA Antony Blinken odwiedzi Europę. Pojawi się w Berlinie, Paryżu i Rzymie, ale ma także rozmawiać z Ukrainą oraz krajami wschodniej flanki NATO o Nord Stream 2. Administracja prezydenta Joe Bidena nie wierzy w możliwość zatrzymania tego projektu z użyciem sankcji.

Biały Dom/Neftegaz.ru/Wojciech Jakóbik

– Będziemy nadal podkreślać, że ten gazociąg jest geopolitycznym projektem Rosji, który zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy i na pewno podważa bezpieczeństwo Ukrainy oraz innych krajów wschodnich, w tym sojuszników wschodniej flanki NATO oraz naszych partnerów – powiedział ambasador Reeker.

Przypomniał, że poszerzenie sankcji wobec Nord Stream 2 o kolejne statki zaangażowane w budowę w maju 2021 roku to największa paczka ograniczeń wprowadzona do tego momentu. – Gazociąg był w ponad 90 procentach gotowy kiedy nasza administracja przejmowała władzę w styczniu i uważamy, że jest bardzo małe prawdopodobieństwo zatrzymania budowy z użyciem sankcji, ale dlatego zawiesiliśmy część z nich. Zrobiliśmy to w celu uzyskania czegoś pozytywnego z tej negatywnej sytuacji i zamiast uderzać w relacje z naszymi europejskimi sojusznikami poprzez kolejne sankcje zamierzamy wykorzystać przestrzeń powstałą dzięki zawieszeniu do zaangażowania Niemiec dyplomatycznie w podjęcie kroków na rzecz zmniejszenia zagrożenia, jakie Nord Stream 2 stanowi dla Ukrainy oraz bezpieczeństwa energetycznego Europy rozumianego szerzej – tłumaczył Reeker.

– Będziemy kontynuować dyskusję w Berlinie, a także nasze rozmowy dyplomatyczne z Ukrainą oraz krajami frontowymi Europy Środkowo-Wschodniej na temat tego gazociągu oraz szerszego wymiaru bezpieczeństwa energetycznego – zadeklarował. Odmówił odpowiedzi na pytanie dziennikarzy o to, czy Amerykanie są gotowi wdrożyć zawieszone sankcje wobec Nord Stream 2, jeżeli Niemcy nie spełnią ich oczekiwań. Chodzi o ograniczenia uderzające w operatora tego projektu Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas powiedział, że owoce rozmów USA-Niemcy będą znane w sierpniu. Odniósł się w ten sposób do wizyty delegacji niemieckiej w Waszyngtonie w czerwcu 2021 roku. Kanclerz Niemiec Angela Merkel ma odwiedzić stolicę USA w lipcu, aby rozmawiać między innymi na temat Nord Stream 2. Nieoficjalne doniesienia medialne sugerują, że ma mediować w sporze wokół niego.

Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

Sankcje unijne uderzają w Michaiła Guceriewa, oligarchę rosyjskiego dostarczającego ropę na Białoruś. Kolejne sankcje mogą objąć sektor ropy i nawozów.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Rada Unii Europejskiej zatwierdziła sankcje personalne wobec szeregu osób fizycznych za poważne naruszenia praw człowieka na Białorusi oraz porwanie samolotu Ryanair w maju. Guceriew znalazł się wśród nich. Nie będzie mógł odwiedzać Unii Europejskiej oraz prowadzić operacji z użyciem jej banków.

Według rosyjskiego Kommiersanta powyższe sankcje mogą także uderzyć w firmę Neftisa, w której Guceriew posiada około 75 procent akcji oraz Russnieft, nad którym posiada efektywną kontrolę. Słownictwo użyte w dokumentach unijnych opisujących nowe sankcje ma pozwalać na ograniczenia w takich przypadkach.

Warto przypomnieć, że grupa Safmar Michaiła Guceriewa była odpowiedzialna za tymczasowe dostawy ropy na Białoruś poprzedzające nową umowę długoterminową z Rosnieftem pozyskaną po ponownym zbliżeniu Mińska i Moskwy następującym po krwawej rozprawie z opozycją przy okazji sfałszowanych wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Unia Europejska zapowiada wdrożenie nowych sankcji gospodarczych wobec Białorusi, a wśród nich mogą się znaleźć takie obejmujące sektor ropy naftowej lub nawozów.

Rosjanie straszą osuszeniem Gazociągu Jamalskiego. Polacy wiedzą co robić z resztą mocy

Rosjanie przekonują, że mogą zmniejszyć dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce do miliarda metrów sześciennych z końcem 2021 roku. Będzie to jednak możliwe tylko pod warunkiem, że Nord Stream 2 będzie mógł rozpocząć dostawy, a to nie jest pewne. Polacy chcą użyć wolnej przepustowości do rozprowadzenia gazu spoza Rosji po Polsce.

Sputnik Białoruś/Wojciech Jakóbik

Rosyjski Sputnik Białoruś informuje, że Gazprom zamierza zmniejszyć wykorzystanie Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez terytorium białoruskie i polskie o 80 procent wraz z rozpoczęciem pracy alternatywnego szlaku dostaw do Europy w postaci gazociągu Nord Stream 2. Sputnik miał dotrzeć do szczegółów kontraktu przesyłowego rosyjsko-białoruskiego opublikowanego przed spotkaniem Gazpromu z udziałowcami.

Kontrakt Gazpromu z jego spółką zależną będącą operatorem gazociągów przesyłowych na Białorusi ma zakładać dostawy 29,574 mld m sześc. przez terytorium Białorusi w 2021 roku. W pierwszym kwartale ma to być 9,626 mld m sześc., w drugim – 9,183 mld m sześć, w trzecim – 8,842 mld m sześć, a w czwartym – 1,923 mld m sześc. Dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce mają wynieść 8,76 mld m sześc. w pierwszym kwartale, 8,6 mld m sześc. w drugim kwartale, 8,25 mld m sześc. w trzecim kwartale i mld m sześc. w czwartym kwartale, kiedy zaczyna się nowy rok gazowy.

Sputnik Białoruś przekonuje, że poziom dostaw przez Białoruś będzie zależał także od losu umowy przesyłowej Gazpromu z Ukrainą. Póki co obowiązuje ona do końca 2024 roku i zakłada opłacenie minimum 40 mld m sześc. dostaw rocznie. Kolejny czynnik to zapotrzebowanie na gaz w Europie.

Powodem tak znacznego spadku dostaw z końcem 2021 roku ma być planowane ukończenie gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec. Sputnik Białoruś nie odnosi się jednak do faktu, że ten projekt może nie rozpocząć dostaw od razu po ukończeniu ze względu na przeszkody w postaci sankcji USA oraz konieczności dostosowania jego pracy do przepisów dyrektywy gazowej Unii Europejskiej. Warto dodać, że Nord Stream 2 ma być oficjalnie gotowy do pracy z końcem 2021 roku i będzie wówczas opóźniony o dwa lata. Możliwe są także dalsze opóźnienia.

Tymczasem Polacy mają już rozwiązanie długoterminowe w sprawie Gazociągu Jamalskiego. Planują modernizację infrastruktury przesyłowej w celu umożliwienia fizycznych dostaw LNG oraz gazu z Baltic Pipe z użyciem odcinka Jamału w Polsce na wschód i północ kraju. Ten proces ma się zakończyć w 2026 roku.

Będą nowe sankcje USA za Nawalnego, a te wobec Nord Stream 2 zostaną przedłużone | Duńczycy nie przewidują nowych przeszkód na budowie Baltic Pipe

Będą nowe sankcje USA za Nawalnego, a te wobec Nord Stream 2 zostaną przedłużone | Duńczycy nie przewidują nowych przeszkód na budowie Baltic Pipe

: Doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta USA Jack Sullivan przyznał, że Amerykanie przygotowują nowe sankcje wobec Rosji ze względu na próbę zabójstwa opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Biały Dom zamierza przedłużać obecne sankcje wobec podmiotów rosyjskich pracujących przy Nord Stream 2.

: Energinet nie jest w stanie podać jaką przepustowość gazociągu Baltic Pipe udostępni w październiku 2022 roku. Pełna ma być dostępna z końcem 2022 roku pomimo problemów środowiskowych odcinka w Danii. – Nie przewidujemy nowych przeszkód – zapewnia.

Będą nowe sankcje USA za Nawalnego, a te wobec Nord Stream 2 zostaną przedłużone

Doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta USA Jack Sullivan przyznał, że Amerykanie przygotowują nowe sankcje wobec Rosji ze względu na próbę zabójstwa opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Biały Dom zamierza przedłużać obecne sankcje wobec podmiotów rosyjskich pracujących przy Nord Stream 2.

Biały Dom/Wojciech Jakóbik

Nowe sankcje mają zostać wdrożone tak szybko, jak zostaną wymierzone w odpowiednie podmioty. – Wprowadzimy więcej sankcji za użycie broni chemicznej – zapewnił Sullivan. Pierwsze restrykcje tego typu zostały wprowadzone w kwietniu 2021 roku, ale nowe mają objąć kręgi władzy na Kremlu.

Sullivan mówił także o sankcjach wobec spornego projektu gazociągu Nord Stream 2. – Myślę, że to kolejny obszar, w którym mamy do czynienia z pewnymi nieporozumieniami – ocenił na antenie CNN. – W rzeczywistości objęliśmy sankcjami szereg podmiotów rosyjskich w odniesieniu do Nord Stream 2. Zawiesiliśmy je tylko wobec dwóch i nie były to podmioty rosyjskie. To był niemiecki obywatel oraz firma szwajcarska – zastrzegł doradca Joe Bidena do spraw bezpieczeństwa.

Przypomniał, że Nord Stream 2 był ukończony w 90 procentach po przejęciu władzy przez ekipę Bidena. – Pytanie, na które musieliśmy sobie odpowiedzieć odnosiło się do tego, czy będziemy działać bezpośrednio z wykorzystaniem siły sankcji przeciwko naszym sojusznikom europejskim i przyjaciołom – stwierdził. – Prezydent Biden powiedział: „nie jestem na to przygotowany. Będę dalej wdrażał co 90 dni sankcje przeciwko rosyjskim podmiotom zaangażowanym w budowę Nord Stream 2”. Zrobił to i będzie to nadal robił – zapewnił Sullivan.

Wspomniany obywatel Niemiec to prezes spółki Nord Stream 2 AG Matthias Warnig. Spółka szwajcarska to rzeczona NS2 AG należąca w stu procentach do Gazpromu, ale zarejestrowana w szwajcarskiej miejscowości Zug.

Wypowiedź Sullivana pojawia się niedługo po szczycie prezydentów USA i Rosji w Genewie, który nie przyniósł żadnych rozstrzygnięć. Joe Biden i Władimir Putin powtórzyli swe stanowiska na tematy międzynarodowe.

Duńczycy nie przewidują nowych przeszkód na budowie Baltic Pipe

Energinet nie jest w stanie podać jaką przepustowość gazociągu Baltic Pipe udostępni w październiku 2022 roku. Pełna ma być dostępna z końcem 2022 roku pomimo problemów środowiskowych odcinka w Danii. – Nie przewidujemy nowych przeszkód – zapewnia.

Wojciech Jakóbik

– Nie możemy w tym momencie podać informacji innych niż w komunikacie prasowym – przyznał Jesper Norskov Rasmussen z Energinetu. Duńczycy poinformowali, że będą się starać zapewnić jak największą przepustowość do października 2022 roku, kiedy pierwotnie miał być gotowy cały projekt. Pełna moc ma zostać zapewniona do 2022 roku ze względu na konieczność zatrzymania budowy na wybranych odcinkach do czasu wydania nowej decyzji środowiskowej.

– Nie przewidujemy nowych przeszkód – zapewnia Energinet w komentarzu dla BiznesAlert.pl.

Polska nie jest skazana na Gazprom pomimo problemów Baltic Pipe

– Problemy projektu Baltic Pipe doprowadziły część opinii publicznej do przekonania, że Polska może zostać postawiona pod ścianą i zmuszona do podpisania nowego kontraktu jamalskiego z Gazpromem. Tak nie będzie dzięki dziesiątkom lat dywersyfikacji. Plan A jest realizowany i mamy plan B – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Złota wolność wyboru dostawcy gazu

Dostawy gazu z Rosji to temat rozgrzewający komentatorów właśnie dlatego, że przez lata były sprawą polityczną ze względu na nieprzewidywalność Gazpromu możliwą głównie dlatego, że Polska aż do ukończenia terminalu LNG w Świnoujściu oraz połączeń gazowych z sąsiadami nie miała alternatywnych źródeł dostaw. Egzystencjalne zagrożenie zakręceniem kurka z gazem zniknęło po 2015 roku, kiedy ruszył gazoport i dlatego Polska jest w innej sytuacji niż Ukraina, która nadal jest zależna od tego, czy gaz rosyjski płynie przez jej terytorium, czy nie. Powodem są znaczne przychody z przesyłu oraz konieczność utrzymania ciśnienia w gazociągach przesyłowych. Polacy z kolei mogą sprowadzać gaz z innych źródeł, a jeśli Gazprom z jakichś powodów nie wywiążę się z dostaw, zapłaci karę jak w przypadku przerw dostaw z 2017 roku tłumaczonych problemami technicznymi (zawodniony gaz). Jeżeli zaś Polacy uznają, że cena rosyjska jest niesprawiedliwa, sprawa może trafić przed trybunał arbitrażowy i tak stało się w 2015 roku, by w 2020 roku mogło dojść do wiktorii PGNiG i rozstrzygnięcia, któremu Gazprom całkowicie się podporządkował, wysyłając potem ciepłe sygnały do Polski ustami prezes Gazprom Exportu Jeleny Burmistrowej, która oceniła, że Polska to „niezawodny kontrahent, wspaniały kraj”. – Wciąż prowadzimy wiele sporów z Polakami, ale jednocześnie kontynuujemy negocjacje handlowe – powiedziała wówczas. Należy postawić tezę, że takie wypowiedzi to kolejna korzyść z dywersyfikacji dostaw gazu do Polski.

Polska potrzebuje więcej gazu z importu niezależnie od postępów Baltic Pipe

Polska realizuje plan realnej dywersyfikacji, który miał być gotowy z końcem 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski z Gazpromem. PGNiG zdecydował, że nie będzie renegocjował tej umowy. Część polityków obozu rządzącego uznała, że Polacy przestaną kupować jakikolwiek gaz z Rosji po ukończeniu Baltic Pipe i rozbudowie terminalu LNG. Pierwotne założenia rozwoju rynku gazu w Polsce rozminęły się jednak w z rzeczywistością, czego dowodzi prognoza Gaz-System zakładająca 50-procentowy wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce do 2030 roku. Z moich obliczeń publikowanych w tym roku wynika, że Polacy będą potrzebować 2,1-3,8 mld m sześć. gazu dodatkowo, nawet jeżeli nie będzie żadnego opóźnienia projektów dywersyfikacyjnych w stosunku do terminów deklarowanych do tej pory, to znaczy nawet z Baltic Pipe gotowym na czas w październiku 2022 roku. W tym świetle problemy odcinka lądowego tej infrastruktury w Danii, które mogą, ale nie muszą przełożyć się na opóźnienie całego projektu, wydają się drugorzędne wobec generalnego kursu uzależniającego Polskę od importu błękitnego paliwa. Polacy prawdopodobnie będą sprowadzać dodatkowy gaz od sąsiadów ze względu na zapotrzebowanie większe od prognoz pierwotnych. Warto na koniec dodać, że to między innymi dlatego przepustowość planowanego FSRU (tzw. drugiego gazoportu) w Zatoce Gdańskiej zakłada widełki przepustowości 4-8 mld m sześc. rocznie w zależności od potrzeb.

Dostawca ostatniego wyboru

Większe zapotrzebowanie na import gazu w Polsce nie oznacza jednak automatycznie konieczności podpisania umowy z rosyjskim Gazpromem. Należy się spodziewać, że Rosjanie pragnący maksymalizować sprzedaż w Unii Europejskiej wobec spodziewanego trendu spadku zapotrzebowania na gaz w związku z transformacją energetyczną w Unii Europejskiej, będą walczyć o każdego klienta, a zatem prawdopodobnie przedstawią atrakcyjną ofertę cenową Polakom zgodnie z oczekiwaniem prezesa PGNiG Pawła Majewskiego. Można sobie wyobrazić, że Rosjanie zaoferują kontrakt krótszy, na mniejszy wolumen i bez kontrowersyjnych klauzul kwestionowanych w Unii Europejskiej, a także z niską ceną. Staną jednak w rzędzie innych potencjalnych dostawców, a Warszawa będzie mogła decydować w oparciu o własną definicję bezpieczeństwa energetycznego. Należy przytoczyć przykład Ukrainy, która wspierana finansowo przez USA i Unię Europejską porzuciła dostawy od Gazpromu i realizuje cały import gazu z terytorium unijnego od 2015 roku. Molekuły gazu docierającego z Zachodu nad Dniepr prawdopodobnie częściowo pochodzą z Rosji, ale Kijów nie musi negocjować z Petersburgiem, gdzie znajduje się siedziba Gazpromu, ale firmami zachodnimi znanymi z innych standardów współpracy Takie rozwiązanie będzie możliwe do wykorzystania w Polsce, jeżeli uznamy, że nie chcemy korzystać z oferty rosyjskiej. Dostawy fizyczne dodatkowego gazu mogą docierać w przyszłości przez połączenia z sąsiadami: Gazociąg Polska-Litwa, Gazociąg Polska-Słowacja, połączenie z Czechami Stork, połączenie z Niemcami w Lasowie i rewers Gazociągu Jamalskiego na granicy niemieckiej. Polska ma wybór i nie jest skazana na głównego dostawcę, który utraci znaczenie strategiczne po 2022 roku, bo skończy się niekorzystny kontrakt jamalski. Doświadczenia historyczne – moim zdaniem – każą szukać gazu w pierwszej kolejności gdzie indziej. Postępy dywersyfikacji sprawią, że alternatywnych ofert będzie coraz więcej, a zatem docelowo także cena gazu na rynku będzie coraz niższa.

Da się zbudować Baltic Pipe zgodnie z normami środowiskowymi. Komentarz dla TVP3 Poznań

Niedawno Polskę obiegła wiadomość, że prace nad duńskim odcinkiem Baltic Pipe zostały wstrzymane. Powodem jest konieczność ochrony pewnych gatunków myszy i nietoperzy. Gazociąg to kluczowa inwestycja dla polskiego sektora energetycznego, mająca zapewnić bezpieczeństwo i dywersyfikację źródeł dostaw gazu. Czy budowę uda się dokończyć – o tym w rozmowie w TVP3 Poznań z Wojciechem Jakóbikiem, analitykiem sektora energetycznego, redaktorem naczelnym BiznesAlert.pl.

– Najważniejsze pytanie, które pozostaje teraz bez odpowiedzi to wpływ tego wyzwania na terminarz całego projektu Baltic Pipe, ponieważ mowa tu o odcinku lądowym w Danii, czyli jednym z pięciu elementów gazociągu. Nawet jeżeli pojawią się jakieś problemy na lądzie w Danii, to pozostałe dwa odcinki powstają już teraz bez problemu albo zaraz będą powstawały i być może jest sposób na to, by terminarz projektu pozostał niezmieniony – powiedział Jakóbik.

– W interesie Polski, Danii, Norwegii i Komisji Europejskiej jest ukończenie tego projektu, który został uznany za przedsięwzięcie o znaczeniu wspólnotowym w Unii Europejskiej. Ma on dać nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale też zarobek. Pieczątka Komisji Europejskiej sprawia, że jest to także projekt unijny. Wszyscy są zainteresowani tym, aby doprowadzić projekt do szybkiego ukończenia, a ochrona przyrody jest do zapewnienia – podkreślił.

Źródło: poznan.tvp.pl

Jakóbik o Baltic Pipe: Inwestycja nie zaszkodzi przyrodzie

Według Energinetu standardy zostały zachowane, więc mam nadzieję, że skończy się na wymianie dokumentów i dojdzie do ugody, chociaż istnieje ryzyko, że tak nie będzie – mówi redaktor naczelny BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik w rozmowie z Radiem Szczecin.

Wojciech Jakóbik udzielił komentarza w Radiu Szczecin na temat losu duńskiego odcinka Baltic Pipe w kontekście ostatniej decyzji Komisji Odwoławczej Rady ds. Środowiska i Żywności. – Inwestycja nie zaszkodzi przyrodzie. Energinet, czyli duński operator gazociągów przesyłowych, który jest odpowiedzialny akurat za ten odcinek projektu korytarza norweskiego i odcinka morskiego, który zwie się Baltic Pipe – tłumaczy Jakóbik.

Energinet jest zaskoczony decyzją agencji środowiskowej

– Ten gazociąg jest kolejną z serii inwestycji tego typu, która spełnia wszystkie standardy i dlatego być może Energinet sam jest zaskoczony decyzją agencji środowiskowej, która domaga się ponownej oceny oddziaływania na środowisko. Według Energinetu standardy zostały zachowane, więc mam nadzieję, że skończy się na wymianie dokumentów i dojdzie do ugody, chociaż istnieje ryzyko, że tak nie będzie – podkreśla.

Źródło: RadioSzczecin.pl