Drożejące paliwa napędzają rosnącą inflację

– Koncerny paliwowe obecne w Polsce znów podniosły hurtowe ceny paliw. Tylko w październiku metr sześcienny bezołowiowej benzyny 95 podrożał o ponad 100 złotych, oleju napędowego o ponad 200 złotych. Diesel może więc wkrótce być droższy niż benzyna. Ropa drożeje na całym świecie – pisze Maciej Sztykiel z RMF24.pl.

– Lepiej nie przyzwyczajać się do 6 złotych, tylko liczyć się z możliwością pojawienia się 7zł za litr benzyny na stacjach paliw. Drożejące paliwa zaś napędzają rosnącą inflację – mówi analityk sektora energetycznego, Wojciech Jakóbik z portalu BiznesAlert. pl.

– Na niektórych stajach paliw w kraju litr benzyny 95 czy oleju napędowego przekroczył już granicę 6 złotych. I choć kilka dni temu prezes PKN Orlen Daniel Obajtek zapewniał, że koncern robi wszystko, żeby utrzymać ceny podstawowych paliw poniżej tej „psychologicznej granicy”, to może okazać się to niemożliwe. To kwestia dni zanim wszyscy zapłacimy powyżej 6 złotych – mówi Wojciech Jakóbik.

Źródło: RMF24

Gazprom ogranicza podaż gazu, by wymusić start Nord Stream 2

Ceny gazu w Europie są wysokie przez czynniki obiektywne i nieobiektywne, zwracał uwagę we wrześniowej rozmowie z EURACTIV.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny serwisu BiznesAlert.pl.

– Mamy obecnie okres po długiej, ostrej zimie, kiedy zostały wypróżnione magazyny, szybki wzrost zapotrzebowania po trzeciej fali koronawirusa wraz z odrodzeniem gospodarczym, mamy ucieczkę LNG do Azji, gdzie ceny dotąd były wyższe i na to wszystko nakłada się celowe działanie rosyjskiego Gazpromu, który ogranicza podaż gazu, żeby wymusić start gazociągu Nord Stream 2 – analizował nasz rozmówca.

– Stąd bardzo wysokie ceny gazu, które mają duże znaczenie w sektorze wytwarzania energii w Europie Zachodniej, a więc przez to także rekordowy wzrost cen energii wspomagany coraz wyższymi cenami uprawnień do emisji CO2 – podsumował Jakóbik.

Źródło: euractiv.pl

USA przyznają, że Gazprom naruszył sankcje w sprawie Nord Stream 2. Obiecują reakcję | Klimat na bok. Chiny będą walczyć węglem z kryzysem energetycznym

USA przyznają, że Gazprom naruszył sankcje w sprawie Nord Stream 2. Obiecują reakcję

Departament Skarbu USA ma we współpracy z kongresem amerykańskim przygotować reakcję na fakt, że Gazprom naruszył sankcje przy projekcie Nord Stream 2. Podsekretarz stanu Wally Adeyemo odpowiadał na pytania kongresmenów na posiedzeniu komisji bankowości, mieszkalnictwa i spraw miejskich 20 października.

– Pracujemy z tą komisją by pociągnąć Gazprom do odpowiedzialności za działania, które naruszają sankcje – przyznał. Nie odpowiedział jednak na pytanie senatora republikańskiego Patricka Toomeya o to, dlaczego administracja USA zrezygnowała z objęcia sankcjami operatora spornego gazociągu Nord Stream 2 AG i została tylko przy sankcjach wobec firm wykonujących usługi dla niego.

Rosjanie przeprowadzili certyfikację techniczną Nord Stream 2 pomimo sankcji USA na firmy certyfikujące. Dzięki temu mogli napełnić go gazem technicznym i przygotować się do dostaw. Jednakże te będą mogły ruszyć dopiero po certyfikacji regulacyjnej przez regulatora niemieckiego Bundesnetzagentur. Krytycy Nord Stream 2, jak Polska czy Ukraina, przekonują o niemożliwości rozpoczęcia dostaw przez ten gazociąg zgodnie z prawem unijnym.

– Operator gazociągu używa podmiotów objętych sankcjami do budowy i finansowania Nord Stream 2, co oznacza, że jego kluczowa rola polegała na odparciu sankcji – ocenił Toomey. Porównał działania Rosjan do omijania sankcji przy dostawach ropy irańskiej do Chin.

Administracja prezydenta Joe Bidena stoi na stanowisku, że nowe sankcje nie zatrzymają Nord Stream 2, a porozumienie z Niemcami wykluczające objęcie nimi operatora pozwoli znaleźć rozwiązanie polityczne gwarantujące dostawy gazu przez Ukrainę po 2024 roku, kiedy kończy się umowa tymczasowa na dostawy Gazpromu przez jej terytorium. Krytycy Bidena przekonują, że Rosja wykorzystuje kryzys energetyczny do wymuszenia startu Nord Stream 2 prezentowanego przez nią jako remedium na wysokie ceny gazu. To ich zdaniem powód do wprowadzenia nowych sankcji.

Przedstawiciel Rosji przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow ponowił te wysiłki wzywając władze niemieckie do jak najszybszej certyfikacji Nord Stream 2 przed terminem wyznaczonym na 8 lutego. Annalena Baerbock, liderka opozycyjnej partii Zielonych, która może znaleźć się w tworzonej koalicji rządzącej w Niemczech uznała, że dopóki jedna grupa – Gazprom oraz należąca do niego Nord Stream 2 AG – jest operatorem gazociągów i odpowiada za dostawy, nie ma mowy o certyfikacji. – Nie możemy dać się szantażować – powiedziała grupie medialnej Funke.

TASS/Interfax/Funke/Wojciech Jakóbik

Klimat na bok. Chiny będą walczyć węglem z kryzysem energetycznym

Chińczycy chcą zwiększyć wydobycie węgla do 12 mln ton dziennie i dać mu priorytet dostaw przez szlaki morskie oraz kolejowe w odpowiedzi na kryzys energetyczny wywołujący niedobory energii w ich kraju. W tym celu cofną zmiany wprowadzone na potrzeby osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2060 roku.

Komisja Rozwoju Narodowego i Reformy rozważa zastosowane różnych narzędzi mających ograniczyć wzrost cen węgla. Ma także zamiar walczyć ze spekulacją i innymi działaniami zagrażającymi bezpieczeństwu energetycznemu kraju.

Wysokie ceny surowców oraz energii elektrycznej związane z kryzysem energetycznym zmusiły Chiny d racjonowania dostaw. Część miast chińskich została pozbawiona świateł, a mieszkańcy zwiększają zakupy świeczek. Tymczasem zbliża się sezon grzewczy, w którym zapotrzebowanie na surowce będzie dodatkowo windowane przez konieczność ogrzewania. Niedobory energii w Chinach skłoniły już bank Goldman Sachs do obniżki prognozy rozwoju gospodarczego tego kraju w 2021 roku w momencie, kiedy świat ocenia jego kondycję niekorzystnie przez problemy na rynku nieruchomości.

Państwo Środka ogłosiło, że zamierza być neutralne klimatycznie do 2060 roku. W tym celu ograniczyło wydobycie węgla, które teraz będzie rosło w odpowiedzi na kryzys energetyczny. Węgiel wciąż odpowiada za 70 procent energii wytworzonej w Chinach.

Bloomberg/Wojciech Jakóbik

Premier wystąpi w Brukseli. Polska będzie się domagać interwencji w sprawie cen energii i Gazpromu

Premier RP Mateusz Morawiecki wystąpi 19 października na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w obliczu kryzysu energetycznego w Europie. Wiemy, czego będzie się domagać Polska w ramach europejskiej walki z tym wyzwaniem, czyli między innymi europejskiej interwencji w ceny energii oraz przyjrzenia się manipulacjom Gazpromu.

Polska będzie się domagała reformy systemu handlu emisjami CO2 EU ETS w celu wsparcia najbardziej wrażliwych odbiorców energii elektrycznej, czyli gospodarstw domowych. Polska ma apelować o rozwiązanie europejskie mające obniżyć obciążenia odbiorcy końcowego. Warszawa ma się także domagać zahamowania wzrostu cen uprawnień do emisji CO2, które odpowiadają częściowo za skokowy wzrost cen energii oraz wpisaniu atomu do taksonomii unijnej jako alternatywy w sytuacji szczytu zapotrzebowania na gaz wywołanego brakiem dostaw energii ze źródeł wiatrowych i słonecznych.

Polska będzie także apelować o wykorzystanie przepisów do weryfikacji czy rosyjski Gazprom manipuluje rynkiem gazu. Financial Times informował 18 października o 18-procentowym wzroście ceny gazu na giełdzie po tym, jak okazało się, że Rosjanie znów nie zwiększyli dostaw na rynek, nie rezerwując przepustowości gazociągów na Ukrainie w trzeciej aukcji z rzędu. Polacy będą także domagać się pełnego zastosowania przepisów unijnych względem spornego projektu Nord Stream 2, który jest promowany z użyciem nacisków Rosji, bo ta według Warszawy oczekuje szybkiego uruchomienia tego gazociągu bez względu na proces certyfikacji wymagający aprobaty Komisji.

Potęgi naftowe nie odkręcą kurka pomimo rekordowej ceny ropy. Straszą czwartą falą | Rosja przygotowuje Nord Stream 2 do pracy i czeka na certyfikację. Polska i kraje bałtyckie ostrzegają

Potęgi naftowe nie odkręcą kurka pomimo rekordowej ceny ropy. Straszą czwartą falą

Kartel naftowy OPEC ostrzega przed kolejną falą koronawirusa pomimo rekordowych cen ropy skłaniających importerów tego paliwa, jak USA, do apeli o zwiększenie wydobycia w ramach porozumienia naftowego.

Zapasy ropy w USA wzrosły o 5,21 mln baryłek w zeszłym tygodniu. Do tej pory odrodzenie gospodarcze po trzeciej fali koronawirusa wypróżniało zapasy i windowało zapotrzebowanie, a z nim cenę. Bank of America przewidywał nawet, że cena baryłki może sięgnąć 100 dolarów. U.S. Energy Information Administration podniosła prognozę średniej ceny baryłek Brent i WTI odpowiednio o 5,87 dolarów do 68,24 dolarów i 71,91 dolarów za baryłkę. Wzrosną nakłady na ogrzewanie z użyciem produktów naftowych i już pojawiają się wieści, że wysoka cena zniechęci Amerykanów do sięgania po to paliwo, a stąd bierze się wspomniany wzrost rezerw. Przerób ropy w rafineriach amerykańskich w zeszłym tygodniu zaskakująco spadł o 2,9 procent do 86,7 procent.

OPEC+ t grupa skupiająca producentów ropy z OPEC oraz innych państw spoza tej organizacji, jak Rosja, podpisanych pod porozumieniem naftowym o skoordynowanej redukcji wydobycia w celu podniesienia ceny baryłki. Przywódcy krajów OPEC+ ocenili 14 października, że nie należy zwiększać wydobycia ponad uzgodnione 400 tysięcy baryłek miesięcznie do połowy 2022 roku. – Należy zawsze patrzeć dalej niż kraniec własnego nosa. Jeśli spojrzeć na dane na 2022 roku widać duże nadwyżki –  mówił minister energetyki Arabii Saudyjskiej Abdel Aziz bin Salman. – Nie obawiam się przegrzania rynku ropy. Nasza współpraca w OPEC+ pokazuje, że na to po prostu nie pozwolimy – dodał.

Wicepremier Rosji Aleksander Nowak ocenił, że wahania na rynku ropy są małe przez interwencję OPEC+, ale „nie można wykluczyć żadnego scenariusza”. – Zmienność jest niska, a jeśli wzrośnie, mamy narzędzia do jej powtrzymania – zapewnił w CNBC. Jego zdaniem USA nie zwróciły się do Rosji z apelem o zwiększenie podaży ropy, a negocjacje z Arabią Saudyjską toczą się niezależnie. Prezydent Joe Biden zaapelował latem do OPEC+ o zwiększenie wydobycia ropy. Komisja monitorująca OPEC+ zaleciła w październiku utrzymanie kursu, a OPEC zmniejszył prognozę wzrostu zapotrzebowania na ropę w 2021 roku. Skokowy wzrost cen gazu ziemnego może zwiększyć wykorzystanie ropy w niektórych obszarach, ale zmniejszyć zapotrzebowanie w rafineriach. Nowak mówił o zaskakującym wzroście cen gazu ostatnich miesięcy. – Kto by pomyślał rok temu, że ceny gazu sięgną poziomu 2000 dolarów za 1000 m sześc. – pytał na antenie CNBC.

Rzecznik Departamentu Stanu USA Ned Price przyznał, że jego resort prowadzi rozmowy z krajami OPEC na temat zwiększenia wydobycia ropy. – Jesteśmy zaangażowani w dyplomację z udziałem krajów członkowskich OPEC – powiedział, reagując na pytanie o stanowisko Stanów Zjednoczonych w sprawie odmowy potęg naftowych.

– Rynek przyjmuje kurs zależny od fundamentów podaży i popytu. Musimy jednak przyznać, że są czynniki zewnętrzne wpływające na jego ewolucję – powiedział sekretarz generalny OPEC Mohammad Barkindo na Russian Energy Week. Jego zdaniem główne źródło niepewności to nadal pandemia koronawirusa oraz rozwój czwartej fali. Chodzi jego zdaniem o „odpowiedzi rządów na różne warianty i mutacje, które się pojawiają oraz to, czy świat zdoła zwiększyć tempo szczepień w krajach rozwijających się”.

Reuters/Bloomberg/Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Rosja przygotowuje Nord Stream 2 do pracy i czeka na certyfikację. Polska i kraje bałtyckie ostrzegają

Rosjanie przekonują, że gazociąg Nord Stream 2 niebawem będzie gotowy do pracy i czekają na certyfikację w Niemczech, bez której nie będzie możliwa. Polska i kraje bałtyckie ostrzegają przed tym projektem nieusatysfakcjonowane zapewnieniami USA oraz Niemiec.

Wicepremier Rosji Aleksander Nowak wyraził nadzieję, że w nadchodzących dniach gazociąg Nord Stream 2 będzie gotów do pracy. – Teraz prace polegające na oddaniu do użytku są prowadzone, a gazociąg jest zapełniany niezbędną ilością gazu technicznego. Wierzę, że będzie gotów do pracy w nadchodzących dniach w celu jego uruchomienia – powiedział.

Przyznał jednak, że praca gazociągu zależy od regulatora europejskiego, czyli w tym przypadku niemieckiej Bundesnetzagentur, która ma przeprowadzić proces certyfikacji zgodności pracy Nord Stream 2 z przepisami europejskimi dyrektywy gazowej ograniczającej możliwość nadużyć Gazpromu. Nie wiadomo czy ani kiedy regulator dokona certyfikacji, którą będzie musiała jeszcze zatwierdzić Komisja Europejska. Trwa spór w Europie o to, czy należy godzić się na rozpoczęcie dostaw wobec faktu, ze rosyjski Gazprom mógł wpływać na podaż gazu w Europie w celu wymuszenia startu Nord Stream 2, o co oskarża go Parlament Europejski.

Prezydent Rosji Władimir Putin zapewniał, że jego kraj nigdy nie używał gazu jako broni, ale nie przekonał ministrów spraw zagranicznych Litwy, Łotwy i Estonii. Gazeta Newsweek zapytała ich o zdanie na temat Nord Stream 2. – Nie ma powodu do radości po wszelkich zapewnień udzielonych przez USA i Niemcy – ocenił minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkevics w odniesieniu do stanowiska tych krajów w sprawie sankcji w razie nadużyć przy Nord Stream 2. Wiceminister spraw zagranicznych Litwy Mantas Adomenas ocenił, że „nie ma niczego, co zapewni nas, że Rosja nie użyje tego gazociągu jako instrumentu geopolitycznego i dotąd nie było widać wiarygodnych mechanizmów zapobiegawczych”. Według minister spraw zagranicznych Estonii Evy-Marii Liimets to „projekt geopolityczny”, a nie przedsięwzięcie ekonomiczne. – Z tego powodu ważne jest, aby jakiekolwiek środki zostały wprowadzane efektywnie i wdrażane adekwatnie – zastrzegła. Prezydent RP Andrzej Duda uznał, że Nord Stream 2 „to zagrożenie dla Polski”.

TASS/Reuters/Newsweek/Wojciech Jakóbik

Europa powinna wyciągać wnioski z kryzysu energetycznego i uniezależnić Europę od Gazpromu (ANALIZA)

– Ambasador Rosji w Polsce przekonuje, że Gazprom nie używa gazu jako broni. To nie jest prawda. Zarabia na kryzysie energetycznym i chce wymusić start gazociągu Nord Stream 2. Odpowiedź to wspólna polityka europejska, na przykład z pomocą rezerw strategicznych gazu, które będą przedmiotem rozmów Rady Unii Europejskiej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Gazprom nie daje ulgi Europie, bo nie chce

– Nie jest zgodne z rzeczywistością, że Rosja zmniejsza lub ogranicza przesył gazu do Europy. Rosyjska spółka Gazprom w pełni wywiązuje się ze swoich zobowiązań kontraktowych wobec partnerów europejskich – pisze ambasador Siergiej Andriejew w liście do Onetu. To półprawda. Problem polega na tym, że Gazprom nie zwiększa dostaw poza ilościami zakontraktowanymi w umowach długoterminowych, chociaż według Międzynarodowej Agencji Energii mógłby je podnieść nawet o 15 procent. Widać to na liczbach przedstawionych przez samych Rosjan.

Agencja Fitch przewiduje, że przychody Rosji ze sprzedaży węglowodorów sięgną w 2021 roku dziewięciu trylionów rubli (125 mld dolarów) ze względu na kryzys energetyczny wywołujący drastyczny wzrost cen surowców. Byłby to wynik lepszy niż w 2019 roku. Fitch podniósł we wrześniu prognozę wzrostu Produktu Krajowego Brutto Rosji w 2021 roku z 3,7 do 4,3 procent. Rząd rosyjski planuje wzrost o 4,2 procent w 2021 roku i o 3 procent w latach 2022-24.

Według Federalnej Służby Celnej przychody Gazpromu z eksportu gazu w okresie styczeń-sierpień 2021 roku zostały podwojone do 28,4 mld dolarów ze względu na wzrost ceny średnio o 15,2 procent miesiąc do miesiąca w sierpniu, czyli do 282,4 dolarów za 1000 m sześc. Jednak dostawy z Rosji wzrosły tylko o 11,7 procent w porównaniu z analogicznym okresem pandemicznego 2020 roku i wyniosły 140,6 mld m sześc. Przychody Gazpromu w sierpniu 2021 roku były trzy razy wyższe niż w tym samym miesiącu rok wcześniej, ale w tym samym czasie eksport gazu spadł o 2,3 procent. Liczby pokazują, że Gazprom nie zwiększa eksportu o tyle, o i ile by mógł.

Zreflektował się już sam prezydent Władimir Putin obiecujący Europie zwiększenie dostaw przez platformę elektroniczną Gazpromu. – Jeśli w ten sposób zbijemy szczyt zapotrzebowania, możemy to zrobić, ale tylko bez szkody dla nas samych, oczywiście – miał powiedzieć w rozmowie z ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem. Kreml nie podarował sobie promocji spornego gazociągu Nord Stream 2. – Myślę, że są dwa czynniki mogące uspokoić obecną sytuację. Po pierwsze oczywiście to ukończenie certyfikacji i najszybsza zgoda na dostawy gazu przez Nord Stream 2 – mówił Nowak w rozmowie z Putinem.

Pierwsze kraje już cierpią z tego powodu. Mołdawia stowarzyszona z Unią Europejską w ramach Wspólnoty Energetycznej zwróciła się do Unii Europejskiej o pomoc po tym, jak Gazprom ograniczył dostawy gazu do tego kraju pomimo kryzysu energetycznego w Europie.

– Nie jest zgodne z rzeczywistością, że Rosja manipuluje przesyłem gazu w celach politycznych. Odwrotnie, rosyjski eksporter gazu Gazprom w swojej działalności kieruje się odpowiedzialnym podejściem wobec podejmowanych zobowiązań, dążeniem do długoterminowych, przewidywalnych, wzajemnie korzystnych stosunków biznesowych z partnerami zagranicznymi — no i, oczywiście, naturalną racją skuteczności ekonomicznej – pisze ambasador i to nie jest prawda. Armenia i Białoruś współpracujące z Rosją w polityce zagranicznej otrzymują subsydiowane ceny gazu. Państwa podpisujące kontrakty długoterminowe jak Węgry dostają rabaty. Brak współpracy kończy się boleśnie, jak w Mołdawii. – Ci, którzy podpisali z nami kontrakty długoterminowe, cieszą się obecnie z ich ceny – mówiła Jelena Burmistrowa, szefowa Gazprom Exportu.

Gazprom nie działa tylko rynkowo

Najtańsze rozwiązanie na rzecz zwiększenia dostaw gazu do Europy to większe zamówienie przepustowości na Ukrainie. Gazprom zdecydował się jednak na budowę gazociągu Nord Stream 2 omijającego ten kraj po to, by zastąpić szlak ukraiński, a nie dać nowego. Cena gazu, który kiedyś być może popłynie nowym gazociągiem przez Bałtyk, jest przedmiotem spekulacji, a faktyczny koszt dostaw tamtym, dłuższym szlakiem może być subsydiowany za pośrednictwem niższych cen gazu dla klientów Gazpromu jak E.on, ENGIE, OMV, Shell i Wintershall, które nieprzypadkowo zgodnie przekonują, że Rosjanie wywiązują się z kontraktów.

– Właśnie, aby uniknąć związanego z tym ryzyka, w tym tranzytowego, potrzebne są takie rozwiązania jak Nord Stream i Nord Stream 2. Jest to krótszy, bezpieczniejszy, tańszy i bardziej ekologiczny sposób przesyłu gazu do Europy Zachodniej, pozwalający w sytuacjach kryzysowych szybko i na wzajemnie korzystnych warunkach zaspokoić rosnące potrzeby naszych partnerów, mimo przeszkód różnego rodzaju – przekonuje mimo to ambasador Rosji powielając narrację znaną z kremlowskiego Sputnika ze szczególnym uwzględnieniem argumentu ekologicznego, zapominając o tym, że największe wycieki metanu, gazu cieplarnianego groźniejszego od CO2, nastąpiły…na Jamale.

Według danych operatora ukraińskiego OGTSUA nie ma uzasadnienia ekonomicznego Nord Stream 2. Oto te dane, z którymi ambasada Rosji mogłaby polemizować, ale tego nie robi. – Gazprom szacuje sprzedaż roczną gazu do Europy na poziomie powyżej 200 mld m sześc. rocznie. Faktyczny eksport do Unii Europejskiej wyniósł w 2020 roku mniej niż 150 mld m sześc. Eksport do Europy, w tym Turcji i Wielkiej Brytanii wyniósł 175 mld m sześc. Istniejące moce przesyłowe z Rosji do Europy wynoszą ponad 270 mld m sześc., licząc ukraiński system przesyłowy gazu, gazociąg Jamał-Europa, Nord Stream 1 i Turkish Stream, albo 286 mld m sześc., licząc z Blue Stream. Widać, że nie ma potrzeby budowy dodatkowej infrastruktury gazowej, by dostarczyć wolumen opisany przez Gazprom. Innymi słowy w nadchodzących lata będzie około 100 mld m sześc. rocznie wolnej przepustowości w systemie dostaw ze Wschodu na Zachód. Jeśli Nord Stream 2 rozpocznie pracę, wolna moc sięgnie około 150 mld m sześc. rocznie. To dowód na to, że nie ma uzasadnienia komercyjnego lub technicznego omijania istniejących gazociągów – wyliczał Serhij Makogon, prezes OGTSUA.

Czy Gazprom celowo skazał Europę na niedobory gazu?

Na bok należy także odłożyć opowieści o działaniach politycznych USA i Unii Europejskiej przeciwko Gazpromowi. Ambasador Rosji ekstrapoluje cechy jego własnego koncernu na rywali na arenie międzynarodowej. – Gazprom jednak powinien się liczyć z politycznymi i innymi pozagospodarczymi czynnikami wpływającymi na jego operacje — jak, na przykład, próby wypchnięcia rosyjskiego koncernu z rynków europejskich poprzez nielegalne sankcje i spekulacje zasadami solidarności europejskiej i euroatlantyckiej, zrewidowania postfactum umów zawartych z Gazpromem poprzez pozwy sądowe i arbitralne decyzje administracyjne, i nawet kradzież gazu z gazociągów tranzytowych, żeby szantażować Rosję w celu uzyskania bezzasadnie niskich cen, jak to miało miejsce w przeszłości na Ukrainie – pisze do Onetu. Chodzi oczywiście o rozwój dostaw LNG z USA do Europy, jako atrakcyjnej alternatywy do dostaw rosyjskich oraz rewizję dyrektywy gazowej Unii Europejskiej, która pozwoliła podporządkować prawu Nord Stream 2, co może oznaczać dla niego kolejne wyzwania ekonomiczne oraz regulacyjne i może sprawić, że dostawy nigdy nie ruszą. Rosjanie mogą manipulować podażą gazu właśnie po to, by wymusić rozpoczęcie dostaw przez ten sporny gazociąg mimo wszystko.

Liczby to dowody

Dwa wykresy uznanego ośrodka analitycznego ICIS pokazują w jaki sposób Gazprom celowo ogranicza podaż gazu w Europie z użyciem magazynów gazu, o czym pisał BiznesAlert.pl w przeszłości. Podczas gdy większość dostawców gazu sezonowo zwiększa zakupy latem w celu uzupełnienia zapasów (wykres pierwszy), gdy cena tego paliwa jest niska, tylko magazyny europejskie z udziałami Gazpromu nie zostały uzupełnione tego lata (wykres drugi).



Z kolei analiza Natural Gas World potwierdza tezę MAE, że Gazprom posiada wolne moce do wykorzystania. To temat do zbadania w drugim śledztwie antymonopolowym o które zaapelował między innymi polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. 


Należy kontynuować kurs na uniezależnienie od Gazpromu

To argument za stworzeniem unijnej rezerwy strategicznej gazu na wzór rozwiązania znanego z USA. Temat padnie podczas Rady Unii Europejskiej zaplanowanej na 21-22 października. Z nieoficjalnych informacji BiznesAlert.pl wynika, że Komisja Europejska jest niechętna tworzeniu strategicznych zapasów gazu ze względu na „nierynkowy charakter” takiego rozwiązania. Polska próbowała je forsować, ale kraje Europy Zachodniej wciąż uwiedzione retoryką pseudo-rynkową Gazpromu, którego lobbyści w Brukseli są skuteczni, zachowują rezerwę, podobnie jak wobec pomysłu wspólnych zakupów gazu reanimowanego przez Hiszpanię, a znanego jeszcze z propozycji Polski stworzenia Unii Energetycznej.

Jeżeli jednak Europa ma wyciągnąć jakieś wnioski z historii relacji z Gazpromem, to fundamentalnym powinna być konstatacja, że relacja z tym dostawcą ma zawsze wymiar polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Tak jak kryzysy wywołane przez Rosjan w 2006 i 2009 roku na Ukrainie, tak kryzys energetyczny 2021 roku powinien skłaniać Europę do stworzenia nowych narzędzi pozwalających się bronić przed nadużyciami dominującego dostawcy, który w minionym roku odpowiadał już za 41 procent dostaw na kontynent. Jedno z nich to strategiczne rezerwy gazu.

Polska zobowiązana na mocy ustawy o zapasach do gromadzenia takich zapasów nie musi się obawiać srogiej zimy, bo jej magazyny są pełne prawie w stu procentach. Europejczycy zachodni polegający na niewidzialnej ręce rynku, która często okazuje się być widzialną ręką Gazpromu, mają niedobory, które pozwalają Rosjanom wymuszać sporny projekt Nord Stream 2 wbrew wspólnej polityce energetyczno-klimatycznej nakazującej uniezależnić się od surowców rosyjskich. Strategiczna rezerwa gazu w Europie nie pozwoliłaby Gazpromowi powtórzyć manewru z drugiej połowy 2021 roku widocznego na liczbach.

Rosja manipuluje podażą gazu i korzysta na kryzysie energetycznym

– Rosjanie celowo ograniczają podaż w Europie, ograniczając użycie szlaku białoruskiego i ukraińskiego, a także sprzedaż na giełdzie wbrew oczywistej przesłance rynkowej, że należy sprzedawać jak najwięcej, kiedy cena jest wysoka – ocenia redaktor naczelny BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik w analizie dla Rzeczpospolitej.

– Rosjanie manipulują podażą gazu na rynku unijnym, wykorzystując kryzys energetyczny do swoich celów. Nord Stream 2, który zdaniem Rosjan ma rozwiązać problem, może go tylko pogłębić – ocenia.

– Zjawisko obserwowane na rynku gazu w Europie jesienią 2021 roku można już nazwać kryzysem. Ceny gazu rosnące o kilkadziesiąt procent dziennie do poziomów niewidzianych w historii, czyli jak ostatnio sprawdzałem 1900 dolarów za 1000 m sześc. powodują destabilizację sektora elektroenergetycznego i innych branż gospodarki zależnych od tego paliwa w Europie Zachodniej” – podkreśla Wojciech Jakóbik w analizie dla gazety.

Jego zdaniem Rosjanie celowo ograniczają podaż w Europie, ograniczając użycie szlaku białoruskiego i ukraińskiego, a także sprzedaż na giełdzie wbrew oczywistej przesłance rynkowej, że należy sprzedawać jak najwięcej, kiedy cena jest wysoka.

Śledztwo antymonopolowe

Ekspert uważa, że jest to temat do nowego śledztwa antymonopolowego Komisji Europejskiej. Przypomina, że poprzednie śledztwo skończyło się w 2018 roku ugodą łagodną dla Gazpromu, która najwyraźniej nie przyniosła zmiany postępowania tego monopolisty, który tym razem powinien doznać kary niczym Google czy Facebook, których nie wahała się karać Komisja w przeciwieństwie do firmy rosyjskiej z taryfą ulgową.

– To dlatego Polska apeluje o nowe śledztwo, a kraje jak Czechy, Hiszpania, Rumunia i Francja apelują o zbadanie manipulacji na rynku gazu podczas Rady Unii Europejskiej zaplanowanej na 21–22 października – zauważa red. Jakóbik.

Energetyka to domena twardego bezpieczeństwa

Podsumowując zaznacza, że czas, by po raz kolejny w historii Europejczycy przypomnieli sobie, że energetyka to domena twardego bezpieczeństwa, szczególnie w tak nieprzyjaznym sąsiedztwie Federacji Rosyjskiej, która używa gazu do polityki zgodnie z doktryną Falina-Kwicińskiego, która każe z jego pomocą niczym dawniej z użyciem czołgów sowieckich manifestować wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej.

Jakóbik uważa, że Unia Europejska ma narzędzia, by się bronić, i może tworzyć nowe. – Pytanie o to, czy zechce, pozostaje na razie bez odpowiedzi, czego najlepszym przykładem jest impas w sprawie Nord Stream 2 – pisze w Rzeczpospolitej.

Źródło: Polska agencja Prasowa

Port instalacyjny offshore na celowniku Chińczyków?

Wiadomo już dlaczego służby tak długo zastanawiały się nad ustawą mającą promować morskie farmy wiatrowe. Czy Chińczycy chcą przejąć kontrolę nad portem instalacyjnym? Ofiara sporu na ten temat to sam port, który nie posłuży budowie offshore w pierwszym rozdaniu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Gazeta Polska dotarła do informacji o tym, że firmy chińskie zabiegają o 30-letni kontrakt na zarządzanie Portem Zewnętrznym w Gdyni oraz kontrakt na budowę portu instalacyjnego offshore. To inwestycja niezbędna do rozwoju kompetencji w branży morskich farm wiatrowych w Polsce. Alternatywa to wykorzystanie portów zagranicznych i przez brak rozstrzygnięć w sprawie portu polskiego, Polacy sięgną po nią prawdopodobnie przy pierwszym rozdaniu, czyli pierwszej aukcji na mocy ustawy offshore.

Wspomniana gazeta ustaliła, że w przetargu rozpisanym przez Morski Port Gdynia trzy z czterech ofert złożyły firmy chińskie. Jedna z nich zarządza już częścią Portu Gdynia w pobliżu Stoczni Wojennej oraz infrastruktury używanej przez NATO. – Temat podnoszony jest przez przedstawicieli armii amerykańskiej, dla której Gdynia jest głównym portem przeładunkowym sprzętu. Sytuację komplikuje także bliskie sąsiedztwo terenów przeładunkowych, których dotyczy zainteresowanie Chińczyków, z PGZ Stocznią Wojenną w Gdyni, w związku z planami uczestnictwa stoczni w rozbudowie i tworzeniu projektów dla sił zbrojnych państw NATO – czytamy w o2. Gazeta Polska stawia tezę, że służby przyglądają się tej inwestycji przez groźbę szpiegostwa Chin, powołując się na analizę German Marshall Fund dla ministerstwa obrony Norwegii, w którym pada ostrzeżenie, że firmy portowe z Państwa Środka mogą służyć takim celom. Z tego względu termin składania ofert miał zostać przedłużony do listopada. Port instalacyjny miałby powstać za 3,3 mld złotych do 2026 roku. Tymczasem pierwsze farmy wiatrowe na Bałtyku mają stanąć w 2025 roku. Oznacza to, że nie będą montowane w polskim porcie.

Służby nie po raz pierwszy interesują się offshore. Ustawa o wsparciu morskich farm wiatrowych była blokowana przez część ministrów jesienią 2020 roku. Z informacji BiznesAlert.pl wynikało, że ustawa offshore została zablokowana przez ministrów, którzy nie sprzyjają rozwojowi morskich farm wiatrowych. Potem udało się nam ustalić, że w dyskusji 28 października projekt został przekazany do zaopiniowania przez organy właściwe w zakresie bezpieczeństwa państwa i zwalczanie korupcji. Początkowo wydawało się, że może być to ruch spowalniający przeciwników Odnawialnych Źródeł Energii, którzy mogli w podobny sposób blokować ustawę odległościową hamującą rozwój lądowych farm wiatrowych. Jednak rewelacje Gazety Polskiej i O2 pojawiające się w koincydencji czasowej rzucają nowe światło na tę sprawę.

Afera Huawei w Polsce oraz ciągły spór o to, czy Partia Komunistyczna Chin używa tej i innych firm do wrogich celów polityki zagranicznej spowodowały, że kraje NATO patrzą dwa razy na inwestycje chińskie. Z drugiej strony alternatywa do portowych firm chińskich może być ograniczona. Istnieje prawdopodobieństwo, że firmy amerykańskie i powiązane z nimi w przypadku oddania Gdyni operatorowi chińskiemu mogą wycofać się również ze współpracy z Polakami – ostrzega O2. Jeden z rozmówców portalu sugeruje, że USA zablokowały udział firm portowych z Chin w inwestycjach w Izraelu, a Litwini w Kłajpedzie. – Musimy brać pod uwagę możliwość współpracy chińsko-rosyjskiej. Łatwo byłoby przytkać Chińczykom port, gdyby doszło np. do zaostrzenia konfliktu na Ukrainie – mówi były wiceszef SKW i ekspert Fundacji Stratpoints, płk Maciej Matysiak.

Niezależnie od rozstrzygnięć w tej sprawie wygląda na to, że polski port instalacyjny nie będzie gotowy na czas budowy pierwszych morskich farm wiatrowych. Jednakże to nie koniec rozwoju tej branży, bo planowana są kolejne tury rozdawania koncesji na Morzu Bałtyckim. Do tego czasu powinien być gotowy port instalacyjny, powstały i pracujący w zgodzie z priorytetami bezpieczeństwa i polityki zagranicznej RP, co może oznaczać brak wstępu dla podejrzanych firm.

Francuzi chcą mieć mały atom na eksport do 2030 roku. Czy Polska skorzysta? | Orban z Gazpromem odcinają Ukrainę od gazu unijnego. Polska może pomóc, lecz Komisja sugeruje Słowację

Francuzi chcą mieć mały atom na eksport do 2030 roku. Czy Polska skorzysta?

Rząd francuski ma wesprzeć państwową EDF przy rozwoju małych reaktorów modularnych SMR do 2030 roku po to, aby ta technologia była towarem eksportowym Francji do krajów potrzebujących nowych źródeł energii bez emisji CO2. Polskie firmy także są zainteresowane tą technologią.

Prezydent Francji Emmanuel Macron ocenił, że energetyka jądrowa pomaga zmniejszać emisje gazów cieplarnianych razem z Odnawialnymi Źródłami Energii. Francja i dziewięć innych krajów unijnych, w tym Polska, przekonują Komisję Europejską do uznania atomu za źródło korzystne dla klimatu i zasługujące na wsparcie banków w taksonomii.

– Musimy patrzeć na różne rodzaj technologii – powiedział Macron. Francja przeznaczy miliard euro na SMR oraz inne, nowe technologie jądrowe, także te związane z utylizacją odpadów nuklearnych. – Pierwszy cel to posiadanie SMR we Francji do 2030 roku – dodał.

EDF dołącza do firm jak amerykańskie NuScale Power w USA czy chińskie CNNC starające się o pozyskanie opłacalnej technologii małych reaktorów. Jednakże Francuzi zamierzają także budować nowe reaktory konwencjonalne, ze względu na konieczność wymiany floty elektrowni jądrowych. EDF ma zbudować sześć nowych jednostek tego typu w celu zastąpienia części z 56 występujących we Francji.

Według przedstawicieli EDF technologia SMR może być eksportowana do krajów, które nie mogą sobie pozwolić na duży atom, ale chcą osiągnąć efekt środowiskowy znany z Francji bogatej w takie źródła.

Francuzi prowadzą rozmowy o budowie dużego atomu w Polsce. Warszawa ma wybrać partnera technologicznego i model finansowy w 2022 roku. Pozostali oferenci to Westinghouse z USA i KHNP z Korei Południowej. Firmy polskie są także zainteresowane technologią SMR, ale współpracują w tym zakresie z GE Hitachi albo NuScale. Firmy jak PKN Orlen, KGHM czy ZE PAK podpisały już pierwsze umowy o współpracy naukowej przy technologii małych reaktorów modułowych.

Bloomberg/Wojciech Jakóbik

Orban z Gazpromem odcinają Ukrainę od gazu unijnego. Polska może pomóc, lecz Komisja sugeruje Słowację

Niedługo po podpisaniu przez węgierskie MVM nowego kontraktu gazowego z rosyjskim Gazpromem i przekierowaniu dostaw z Ukrainy na szlak z użyciem Turkish Stream strona ukraińska zaczęła notować problemy z rewersowymi dostawami z Unii Europejskiej. Alternatywny szlak dostaw rewersowych wiedzie między innymi przez Polskę, ale Komisja proponuje Słowację.

Serhij Makogon zaalarmował na konferencji prasowej, że do tej pory gaz rosyjski docierał do Węgier przez Ukrainę fizycznie. Nowy kontrakt opiewa na 3,5 mld m sześc. gazu rocznie do 2036 roku z użyciem gazociągu Turkish Stream pozwalającego omijać szlak ukraiński przez Morze Czarne, Turcję i Bałkany. Brak dostaw fizycznych z Ukrainy na Węgry oznacza ograniczoną możliwość dostaw rewersowych, które są „wirtualne” czyli polegają na poborze fizycznym gazu przeznaczonego dla Węgrów, ale rozliczanego jako cofnięty nad Dniepr.

Tymczasem jeszcze we wrześniu rewers na Węgrzech odpowiadał za 87 procent dostaw z Unii Europejskiej na Ukrainę. Sześć procent dostaw pochodziło z Polski. Polacy i Ukraińcy rozmawiają o zwiększeniu przepustowości połączeń gazowych na granicy w celu umożliwienia większego importu nad Dniepr. Jednakże projekt Gazociągu Polska-Ukraina pozostaje bez rozstrzygnięć, a operatorzy spierają się o to, kto ma pierwszy zainwestować w większą moc.

Podczas szczytu Unia Europejska-Ukraina wysoki przedstawiciel Unii do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Josep Borell przekonywał, że kontrakt węgierski nie narusza przepisów unijnych. – Kraje unijne mają prawo wchodzić w porozumienia dwustronne. Z tego co wiem nie ma niczego nielegalnego w kontrakcie Węgier z Gazpromem, niczego co byłoby niezgodne z przepisami europejskimi – powiedział Reutersowi. Kijów apelował do Brukseli o zbadanie zgodności tej umowy z prawem europejskim. Ukraina jest członkiem Wspólnoty Energetycznej pozwalającej integrować rynki energii i gazu ziemnego krajom nienależącym do Unii Europejskiej.

Komisja Europejska zaproponowała na szczycie UE-Ukraina między innymi zabiegi o zwiększenie przepustowości dostaw rewersowych przez Słowację.

Neftegaz.ru/Reuters/Wojciech Jakóbik

Pierwszy kraj odczuwa broń gazową Rosji na własnej skórze. Mołdawia apeluje o pomoc do Europy | Droga ropa zagraża USA przed zimą. Inercja porozumienia naftowego OPEC+ uderza też w Polskę

Pierwszy kraj odczuwa broń gazową Rosji na własnej skórze. Mołdawia apeluje o pomoc do Europy

Mołdawia stowarzyszona z Unią Europejską w ramach Wspólnoty Energetycznej zwróciła się do Unii Europejskiej o pomoc po tym, jak Gazprom ograniczył dostawy gazu do tego kraju pomimo kryzysu energetycznego w Europie.

Mołdawianie liczą na nowy kontrakt na dostawy gazu przez Rumunię w celu udzielenia odpowiedzi na niedobory wywołane faktem, że stara umowa z Gazpromem się skończyła, a nowa zawiera niekorzystne warunki. Rosjanie są oskarżani o wykorzystywanie gazu do polityki oraz celowe ograniczanie podaży gazu w Europie na potrzeby promocji spornego gazociągu Nord Stream 2, który pozwoli omijać kraje przesyłowe.

Wicepremier Andrei Spinu ocenił cytowany przez Financial Times, że ceny proponowane przez Gazprom „nie są uzasadnione ani realistyczne z punktu widzenia Mołdawii”. Przyznał, że rozmawia z tą firmą oraz dostawcami alternatywnymi. W Kiszyniowie rządzi prozachodnia partia prezydent Mai Sandu. Aura Sabadus z ICIS przekonuje, że działania Gazpromu to próba „wykorzystania sytuacji do wywarcia presji na ten kraj”.

Mołdawianie rozmawiają z Unią Europejską o interwencyjnych dostawach gazu przez Rumunię, ale ta także ma problem z pokryciem zapotrzebowania u siebie przez rekordowo niskie zapasy notowane prawie w całej Europie. Polska ma rezerwy ze względu na obowiązek ich gromadzenia na mocy ustawy o zapasach. Ukraiński operator gazociągów przesyłowych OGTSUA zaproponował Mołdawii dostawy z użyciem mocy przesyłowych używanych dotąd przez Węgry, które jednak zdecydowały się na kontrakt z Gazpromem i przekierowanie dostaw do Turkish Stream omijającego region od południa jak Nord Stream 2 od północy.

Międzynarodowa Agencja Energii uznała, że Rosja mogłaby zwiększyć dostawy gazu do Europy o 15 procent w celu obniżenia cen. Po początkowym ociąganiu Rosjanie zaproponowali kilka rozwiązań, w tym sprzedaż większej ilości surowca na platformie elektronicznej Gazpromu oraz uruchomienie Nord Stream 2. Trwa spór czy ten gazociąg po uruchomieniu wymagającym zgodności jego pracy z przepisami unijnymi faktycznie obniży czy podniesie ceny gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Pozwoli omijać kraje jak Mołdawia w dostawach, więc jest uznawany za narzędzie działań jak te opisywane powyżej.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Droga ropa zagraża USA przed zimą. Inercja porozumienia naftowego OPEC+ uderza też w Polskę

Baryłka Brent kosztuje już ponad 80 dolarów pomimo niewysłuchanego apelu USA o zwiększenie podaży przez sygnatariuszy porozumienia naftowego OPEC+. Polska odczuwa te megatrendy, a PKN Orlen również odnosi się do tego układu.

Brent kosztował 12 października o godz. 6.30 czasu polskiego 83 dolary za baryłkę po tym, jak staniał z około 84 dolarów. Drożeje systematycznie od końca września przez odbicie gospodarki po trzeciej fali koronawirusa, którego nie zatrzymała czwarta fala.

Droga baryłka to jeden z czynników podnoszących ceny paliw na stacjach. Analityk sektora naftowego i uznany autor książek o ropie naftowej Daniel Yergin uznał, że USA wezwą OPEC+ ponownie do zwiększenia podaży ropy. Administracja Joe Bidena zrobiła to już w sierpniu, ale kraje podpisane pod tym układem o skoordynowanym ograniczeniu wydobycia nie zaktualizowały planów i dalej zwiększają je tylko o 400 tysięcy baryłek dziennie wbrew rosnącemu popytowi oraz cenom.

– Joe Biden wie, że wysokie ceny gazu na stacjach nie są dobre dla polityków. Na pewno usłyszymy więcej na ten temat od administracji w Waszyngtonie – powiedział Yergin na łamach Boomberg TV. Ostrzegł, że sroga zima może doprowadzić do ograniczeń dostaw surowców w USA.

Pozostałe czynniki podnoszące ceny paliwa na stacjach poza USA to wysoki kurs dolara, który w przypadku Polski wzrósł o ponad 23 procent od 2012 roku w odniesieniu do złotówki. Jednakże PKN Orlen także odnosi się do OPEC+. – Nie zostało zwiększone wydobycie przez OPEC+. Liczymy na to, że konsumpcja spadnie i będzie większa stabilność cen. Zwiększona konsumpcja podnosi ceny na całym świecie – wyliczał prezes tej firmy Daniel Obajtek cytowany przez BiznesAlert.pl. – Staramy się stabilizować sytuację poprzez dywersyfikację i optymalizację, aby ceny na naszych stacjach były stabilne. Chcemy, aby podstawowe paliwa, nie mówię o Vervie ani 98, były poniżej sześciu złotych. Jesteśmy firmą giełdową i nie możemy sprzedawać na marżach ujemnych. Mamy też duże procesy inwestycyjne i akwizycyjne, które będą powodować normowanie cen – podsumował Daniel Obajtek w rozmowie z dziennikarzami.

Bloomberg/Wojciech Jakóbik