Drożejące paliwa napędzają rosnącą inflację

– Koncerny paliwowe obecne w Polsce znów podniosły hurtowe ceny paliw. Tylko w październiku metr sześcienny bezołowiowej benzyny 95 podrożał o ponad 100 złotych, oleju napędowego o ponad 200 złotych. Diesel może więc wkrótce być droższy niż benzyna. Ropa drożeje na całym świecie – pisze Maciej Sztykiel z RMF24.pl.

– Lepiej nie przyzwyczajać się do 6 złotych, tylko liczyć się z możliwością pojawienia się 7zł za litr benzyny na stacjach paliw. Drożejące paliwa zaś napędzają rosnącą inflację – mówi analityk sektora energetycznego, Wojciech Jakóbik z portalu BiznesAlert. pl.

– Na niektórych stajach paliw w kraju litr benzyny 95 czy oleju napędowego przekroczył już granicę 6 złotych. I choć kilka dni temu prezes PKN Orlen Daniel Obajtek zapewniał, że koncern robi wszystko, żeby utrzymać ceny podstawowych paliw poniżej tej „psychologicznej granicy”, to może okazać się to niemożliwe. To kwestia dni zanim wszyscy zapłacimy powyżej 6 złotych – mówi Wojciech Jakóbik.

Źródło: RMF24

Europa powinna wyciągać wnioski z kryzysu energetycznego i uniezależnić Europę od Gazpromu (ANALIZA)

– Ambasador Rosji w Polsce przekonuje, że Gazprom nie używa gazu jako broni. To nie jest prawda. Zarabia na kryzysie energetycznym i chce wymusić start gazociągu Nord Stream 2. Odpowiedź to wspólna polityka europejska, na przykład z pomocą rezerw strategicznych gazu, które będą przedmiotem rozmów Rady Unii Europejskiej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Gazprom nie daje ulgi Europie, bo nie chce

– Nie jest zgodne z rzeczywistością, że Rosja zmniejsza lub ogranicza przesył gazu do Europy. Rosyjska spółka Gazprom w pełni wywiązuje się ze swoich zobowiązań kontraktowych wobec partnerów europejskich – pisze ambasador Siergiej Andriejew w liście do Onetu. To półprawda. Problem polega na tym, że Gazprom nie zwiększa dostaw poza ilościami zakontraktowanymi w umowach długoterminowych, chociaż według Międzynarodowej Agencji Energii mógłby je podnieść nawet o 15 procent. Widać to na liczbach przedstawionych przez samych Rosjan.

Agencja Fitch przewiduje, że przychody Rosji ze sprzedaży węglowodorów sięgną w 2021 roku dziewięciu trylionów rubli (125 mld dolarów) ze względu na kryzys energetyczny wywołujący drastyczny wzrost cen surowców. Byłby to wynik lepszy niż w 2019 roku. Fitch podniósł we wrześniu prognozę wzrostu Produktu Krajowego Brutto Rosji w 2021 roku z 3,7 do 4,3 procent. Rząd rosyjski planuje wzrost o 4,2 procent w 2021 roku i o 3 procent w latach 2022-24.

Według Federalnej Służby Celnej przychody Gazpromu z eksportu gazu w okresie styczeń-sierpień 2021 roku zostały podwojone do 28,4 mld dolarów ze względu na wzrost ceny średnio o 15,2 procent miesiąc do miesiąca w sierpniu, czyli do 282,4 dolarów za 1000 m sześc. Jednak dostawy z Rosji wzrosły tylko o 11,7 procent w porównaniu z analogicznym okresem pandemicznego 2020 roku i wyniosły 140,6 mld m sześc. Przychody Gazpromu w sierpniu 2021 roku były trzy razy wyższe niż w tym samym miesiącu rok wcześniej, ale w tym samym czasie eksport gazu spadł o 2,3 procent. Liczby pokazują, że Gazprom nie zwiększa eksportu o tyle, o i ile by mógł.

Zreflektował się już sam prezydent Władimir Putin obiecujący Europie zwiększenie dostaw przez platformę elektroniczną Gazpromu. – Jeśli w ten sposób zbijemy szczyt zapotrzebowania, możemy to zrobić, ale tylko bez szkody dla nas samych, oczywiście – miał powiedzieć w rozmowie z ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem. Kreml nie podarował sobie promocji spornego gazociągu Nord Stream 2. – Myślę, że są dwa czynniki mogące uspokoić obecną sytuację. Po pierwsze oczywiście to ukończenie certyfikacji i najszybsza zgoda na dostawy gazu przez Nord Stream 2 – mówił Nowak w rozmowie z Putinem.

Pierwsze kraje już cierpią z tego powodu. Mołdawia stowarzyszona z Unią Europejską w ramach Wspólnoty Energetycznej zwróciła się do Unii Europejskiej o pomoc po tym, jak Gazprom ograniczył dostawy gazu do tego kraju pomimo kryzysu energetycznego w Europie.

– Nie jest zgodne z rzeczywistością, że Rosja manipuluje przesyłem gazu w celach politycznych. Odwrotnie, rosyjski eksporter gazu Gazprom w swojej działalności kieruje się odpowiedzialnym podejściem wobec podejmowanych zobowiązań, dążeniem do długoterminowych, przewidywalnych, wzajemnie korzystnych stosunków biznesowych z partnerami zagranicznymi — no i, oczywiście, naturalną racją skuteczności ekonomicznej – pisze ambasador i to nie jest prawda. Armenia i Białoruś współpracujące z Rosją w polityce zagranicznej otrzymują subsydiowane ceny gazu. Państwa podpisujące kontrakty długoterminowe jak Węgry dostają rabaty. Brak współpracy kończy się boleśnie, jak w Mołdawii. – Ci, którzy podpisali z nami kontrakty długoterminowe, cieszą się obecnie z ich ceny – mówiła Jelena Burmistrowa, szefowa Gazprom Exportu.

Gazprom nie działa tylko rynkowo

Najtańsze rozwiązanie na rzecz zwiększenia dostaw gazu do Europy to większe zamówienie przepustowości na Ukrainie. Gazprom zdecydował się jednak na budowę gazociągu Nord Stream 2 omijającego ten kraj po to, by zastąpić szlak ukraiński, a nie dać nowego. Cena gazu, który kiedyś być może popłynie nowym gazociągiem przez Bałtyk, jest przedmiotem spekulacji, a faktyczny koszt dostaw tamtym, dłuższym szlakiem może być subsydiowany za pośrednictwem niższych cen gazu dla klientów Gazpromu jak E.on, ENGIE, OMV, Shell i Wintershall, które nieprzypadkowo zgodnie przekonują, że Rosjanie wywiązują się z kontraktów.

– Właśnie, aby uniknąć związanego z tym ryzyka, w tym tranzytowego, potrzebne są takie rozwiązania jak Nord Stream i Nord Stream 2. Jest to krótszy, bezpieczniejszy, tańszy i bardziej ekologiczny sposób przesyłu gazu do Europy Zachodniej, pozwalający w sytuacjach kryzysowych szybko i na wzajemnie korzystnych warunkach zaspokoić rosnące potrzeby naszych partnerów, mimo przeszkód różnego rodzaju – przekonuje mimo to ambasador Rosji powielając narrację znaną z kremlowskiego Sputnika ze szczególnym uwzględnieniem argumentu ekologicznego, zapominając o tym, że największe wycieki metanu, gazu cieplarnianego groźniejszego od CO2, nastąpiły…na Jamale.

Według danych operatora ukraińskiego OGTSUA nie ma uzasadnienia ekonomicznego Nord Stream 2. Oto te dane, z którymi ambasada Rosji mogłaby polemizować, ale tego nie robi. – Gazprom szacuje sprzedaż roczną gazu do Europy na poziomie powyżej 200 mld m sześc. rocznie. Faktyczny eksport do Unii Europejskiej wyniósł w 2020 roku mniej niż 150 mld m sześc. Eksport do Europy, w tym Turcji i Wielkiej Brytanii wyniósł 175 mld m sześc. Istniejące moce przesyłowe z Rosji do Europy wynoszą ponad 270 mld m sześc., licząc ukraiński system przesyłowy gazu, gazociąg Jamał-Europa, Nord Stream 1 i Turkish Stream, albo 286 mld m sześc., licząc z Blue Stream. Widać, że nie ma potrzeby budowy dodatkowej infrastruktury gazowej, by dostarczyć wolumen opisany przez Gazprom. Innymi słowy w nadchodzących lata będzie około 100 mld m sześc. rocznie wolnej przepustowości w systemie dostaw ze Wschodu na Zachód. Jeśli Nord Stream 2 rozpocznie pracę, wolna moc sięgnie około 150 mld m sześc. rocznie. To dowód na to, że nie ma uzasadnienia komercyjnego lub technicznego omijania istniejących gazociągów – wyliczał Serhij Makogon, prezes OGTSUA.

Czy Gazprom celowo skazał Europę na niedobory gazu?

Na bok należy także odłożyć opowieści o działaniach politycznych USA i Unii Europejskiej przeciwko Gazpromowi. Ambasador Rosji ekstrapoluje cechy jego własnego koncernu na rywali na arenie międzynarodowej. – Gazprom jednak powinien się liczyć z politycznymi i innymi pozagospodarczymi czynnikami wpływającymi na jego operacje — jak, na przykład, próby wypchnięcia rosyjskiego koncernu z rynków europejskich poprzez nielegalne sankcje i spekulacje zasadami solidarności europejskiej i euroatlantyckiej, zrewidowania postfactum umów zawartych z Gazpromem poprzez pozwy sądowe i arbitralne decyzje administracyjne, i nawet kradzież gazu z gazociągów tranzytowych, żeby szantażować Rosję w celu uzyskania bezzasadnie niskich cen, jak to miało miejsce w przeszłości na Ukrainie – pisze do Onetu. Chodzi oczywiście o rozwój dostaw LNG z USA do Europy, jako atrakcyjnej alternatywy do dostaw rosyjskich oraz rewizję dyrektywy gazowej Unii Europejskiej, która pozwoliła podporządkować prawu Nord Stream 2, co może oznaczać dla niego kolejne wyzwania ekonomiczne oraz regulacyjne i może sprawić, że dostawy nigdy nie ruszą. Rosjanie mogą manipulować podażą gazu właśnie po to, by wymusić rozpoczęcie dostaw przez ten sporny gazociąg mimo wszystko.

Liczby to dowody

Dwa wykresy uznanego ośrodka analitycznego ICIS pokazują w jaki sposób Gazprom celowo ogranicza podaż gazu w Europie z użyciem magazynów gazu, o czym pisał BiznesAlert.pl w przeszłości. Podczas gdy większość dostawców gazu sezonowo zwiększa zakupy latem w celu uzupełnienia zapasów (wykres pierwszy), gdy cena tego paliwa jest niska, tylko magazyny europejskie z udziałami Gazpromu nie zostały uzupełnione tego lata (wykres drugi).



Z kolei analiza Natural Gas World potwierdza tezę MAE, że Gazprom posiada wolne moce do wykorzystania. To temat do zbadania w drugim śledztwie antymonopolowym o które zaapelował między innymi polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. 


Należy kontynuować kurs na uniezależnienie od Gazpromu

To argument za stworzeniem unijnej rezerwy strategicznej gazu na wzór rozwiązania znanego z USA. Temat padnie podczas Rady Unii Europejskiej zaplanowanej na 21-22 października. Z nieoficjalnych informacji BiznesAlert.pl wynika, że Komisja Europejska jest niechętna tworzeniu strategicznych zapasów gazu ze względu na „nierynkowy charakter” takiego rozwiązania. Polska próbowała je forsować, ale kraje Europy Zachodniej wciąż uwiedzione retoryką pseudo-rynkową Gazpromu, którego lobbyści w Brukseli są skuteczni, zachowują rezerwę, podobnie jak wobec pomysłu wspólnych zakupów gazu reanimowanego przez Hiszpanię, a znanego jeszcze z propozycji Polski stworzenia Unii Energetycznej.

Jeżeli jednak Europa ma wyciągnąć jakieś wnioski z historii relacji z Gazpromem, to fundamentalnym powinna być konstatacja, że relacja z tym dostawcą ma zawsze wymiar polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Tak jak kryzysy wywołane przez Rosjan w 2006 i 2009 roku na Ukrainie, tak kryzys energetyczny 2021 roku powinien skłaniać Europę do stworzenia nowych narzędzi pozwalających się bronić przed nadużyciami dominującego dostawcy, który w minionym roku odpowiadał już za 41 procent dostaw na kontynent. Jedno z nich to strategiczne rezerwy gazu.

Polska zobowiązana na mocy ustawy o zapasach do gromadzenia takich zapasów nie musi się obawiać srogiej zimy, bo jej magazyny są pełne prawie w stu procentach. Europejczycy zachodni polegający na niewidzialnej ręce rynku, która często okazuje się być widzialną ręką Gazpromu, mają niedobory, które pozwalają Rosjanom wymuszać sporny projekt Nord Stream 2 wbrew wspólnej polityce energetyczno-klimatycznej nakazującej uniezależnić się od surowców rosyjskich. Strategiczna rezerwa gazu w Europie nie pozwoliłaby Gazpromowi powtórzyć manewru z drugiej połowy 2021 roku widocznego na liczbach.

Putin zapewnia, że Rosja zwiększa dostawy gazu do Europy. Wolta wobec groźby nowego śledztwa przeciwko Gazpromowi? | Apel o utrzymanie atomu w Niemczech. Alternatywa to porażka polityki klimatycznej

Putin zapewnia, że Rosja zwiększa dostawy gazu do Europy. Wolta wobec groźby nowego śledztwa przeciwko Gazpromowi?

Rosjanie zmieniają retorykę i przekonują, że już zaczęli zwiększać dostawy gazu na rynek europejski. Prezydent Władimir Putin odrzuca oskarżenia o to, że jego kraj używa tego surowca jako broni. Tymczasem Parlament Europejski i kraje jak Polska domagają się nowego śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi.

Prezydent Władimir Putin wystąpił na konferencji Russian Energy Week i został przepytany przez dziennikarkę Headley Gamble z USA. Został zapytany o dostawy gazu z Rosji, które nie zostały zwiększone pomimo rosnącego popytu i rekordowych cen w Europie. – Doszło do średniego wzrostu dostaw o 15 procent, to znaczy w sektorze LNG. Jesteśmy gotowi robić to dalej, nie było nawet jednego przypadku, abyśmy odmówili realizacji prośby naszych partnerów – zapewniał.

– Tymczasem dostawy partnerów amerykańskich popłynęły z Europy do Azji, kiedy pojawiła się odpowiednia koniunkcja cenowa. Połowa całkowitego spadku wolumenu gazu to wynik niedostatecznej podaży z USA – przekonywał Putin. Został zapytany o to, czy Rosja używa gazu jako broni.

– My zwiększamy, a inni – w tym USA – zmniejszają dostawy gazu do Europy. Te dane są dostępne. Wystarczy zajrzeć do Internetu, tam jest wszystko. To kompletny nonsens i pogaduszki polityczne nie niosące żadnej poważnej treści, nic rozsądnego – przekonywał. To reakcja na apel Międzynarodowej Agencji Energii, która wezwała Rosję do zwiększenia dostaw gazu do Europy. Wcześniej Rosjanie przekonywali, że nie posiadają odpowiedniego wolumenu i muszą najpierw uzupełnić zapasy rosyjskie, a także nie mogą działać na szkodę własnego systemu przesyłowego gazu.

– Jesteśmy gotowi dostarczać jeszcze więcej gazu, ale zwiększymy dostawy o tyle o ile jesteśmy proszeni – zapewnił Putin. – Gazprom używa indeksacji do ropy naftowej i jego ceny nie wynoszą dwa tysiące dolarów za 1000 m sześc. jak na giełdzie w Londynie czy gdzie indziej w Europie, ale tyle, co w kontraktach długoterminowych. Oczywiście kraje jak Niemcy powinny ukłonić się przed ludźmi jak Gerhard Schroeder za fakt, że otrzymują teraz gaz nie za 1000 czy 15000 dolarów, ale za 300 dolarów za 1000 m sześc. – mówił prezydent Rosji. Na początku października Gazprom zwiększył sprzedaż gazu na platformie elektronicznej ETP. W międzyczasie Rosjanie nadal przekonywali, że ceny gazu spadną dopiero po uruchomieniu gazociągu Nord Stream 2 wbrew przeszkodom w postaci konieczności wdrożenia przepisów unijnych oraz sankcjom USA.

Nie inaczej postąpił prezydent Putin, który ocenił, że „trwa debata na tym temat, także z udziałem władz Niemiec”, ale „gdybyśmy zwiększyli dostawy z użyciem tego szlaku, moglibyśmy z pewnością powiedzieć na sto procent, że napięcie na rynku energetycznym Europy znacząco by zmalało”. Kommiersant wskazuje, że powrót do dziennych aukcji Gazpromu na giełdzie SPIMEX z 13 października pokazuje, że ta firma ma wolny gazu.

Władimir Putin przekonywał także, że Rosja zwiększyła dostawy gazu przez Ukrainę o 10 procent, ale dalszy wzrost zależy od „doprowadzenia tego systemu do normalnego stanu”. – Kiedy jednak Europa mówi nam, że będzie odchodzić od węglowodorów, a jednocześnie nie wiadomo jak długo po 2024 roku… – nie dokończył zdania. Trwa dyskusja o tym, czy Nord Stream 2 pozwoli Rosji zatrzymać dostawy przez Ukrainę po lub w trakcie trwania umowy tymczasowej wynegocjowanej z Ukrainą oraz Komisją Europejską. Putin nie odpowiedział na pytanie w tej sprawie.

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow wystąpił w BBC i odpierał podobne zarzuty o to, że Rosja używa gazu jako broni. – Popieramy bezpieczeństwo energetyczne Europy, chcemy współpracować. Gazprom w rzeczywistości zaczął pompować gaz z rezerw do gazociągów w celu ustabilizowania rynku – zapewnił. Agencja Interfax podała, że Gazprom wypompował część gazu z magazynu Haidach w Austrii w odpowiedzi na skok ceny z 7 października. – Pracujemy celowo, po cichu i realistycznie na rzecz stabilizacji. Nie jest w naszym interesie bujanie łódką dalej – zapewnił Riabkow.

Parlament Europejski domaga się od Komisji Europejskiej zbadania wpływu Gazpromu na kryzys energetyczny w Europie i historyczny rekord cen gazu na kontynencie. Polska apeluje o śledztwo antymonopolowe. Gazprom ograniczał podaż na rynku gazu od wakacji do października. Pierwsze sygnały podane przez agencję Interfax dotyczą magazynu europejskiego, który nie zgromadził odpowiednich rezerw i jest tak w przypadku wszystkich obiektów tego typu z udziałami Gazpromu. Jego krytycy uznają ten fakt za dowód na to, że Rosjanie celowo ograniczyli podaż i używają jej do promocji rozpoczęcia dostaw przez gazociąg Nord Stream 2 pomimo uprzedniej konieczności dostosowania go do przepisów unijnej dyrektywy gazowej.

Kommiersant/Reuters/Interfax/Wojciech Jakóbik

Apel o utrzymanie atomu w Niemczech. Alternatywa to porażka polityki klimatycznej

Dwudziestu pięciu intelektualistów wzywa Niemcy do utrzymania elektrowni jądrowych pomimo planu wyłączenia wszystkich do 2022 roku oraz postulatu dekarbonizacji całej Europy. Atom ma uchronić ten kraj przed porażką polityki klimatycznej. Polska, Francja i inni obrońcy energetyki jądrowej używają podobnych argumentów.

List został podpisany przez specjalistów polityki zagranicznej, dziennikarzy i intelektualistów. Został opublikowany w gazecie Die Welt 13 października. – Niemcom grozi niewypełnienie celu klimatycznego do 2030 roku pomimo wszelkich ich wysiłków – czytamy w liście. Porzucenie energetyki jądrowej zwiększy emisje CO2 i nie pozwoli osiągnąć celu redukcji o 65 procent do 2030 roku.

Autorzy listu odnoszą się do raportu rządu Niemiec, który szacuje, że obniżą emisję o 49 procent do 2030 roku. Ministerstwo środowiska Niemiec już skrytykowało ten raport, przypominając, że bazuje na cenie emisji CO2 w systemie EU ETS w wysokości 30 euro za tonę, podczas gdy przebiła już 60 euro i zwiększa presję na dekarbonizację.

Jednak zdaniem autorów listu należy utrzymać w systemie działające elektrownie jądrowe, czyli ostatnie sześć obiektów tego typu zapewniające 12 procent zapotrzebowania na energię w Niemczech. Wyłączenie ich spowoduje konieczność wytworzenia dodatkowych 60 mln ton emisji CO2 i zwiększenia emisji w Niemczech o 5 procent.

To wyzwanie dla nowej koalicji, w której mogą się znaleźć Zieloni bezkompromisowo domagający się wyłączenia energetyki jądrowej. – Drogie Niemcy, proszę zostawcie włączone reaktory jądrowe – apelują autorzy listu.

Niemcy wyszły z postulatem denuklearyzacji całej Europy wyartykułowanym przez resort środowiska cytowany wyżej. Zieloni skrytykowali plan budowy atomu w Polsce strasząc ryzykiem katastrofy i nadciągnięcia chmury radioaktywnej nad Niemcy. Ich raport został skrytykowany przez specjalistów jako niemerytoryczny.

Tymczasem Polska, Francja i ośmiu innych obrońców atomu w Europie używają tych samych argumentów, co autorzy wspomnianego listu. Przekonują, że atom da Europie obniżkę emisji CO2 oraz bezpieczeństwo dostaw energii w dobie kryzysu energetycznego.

EurActiv.com/Wojciech Jakóbik

Komisja jest niechętna wobec pomysłów Polski, ale ma inne propozycje walki z kryzysem energetycznym | Rosjanie już wprost naciskają na start Nord Stream 2 z użyciem wysokich cen gazu w Europie

Komisja jest niechętna wobec pomysłów Polski, ale ma inne propozycje walki z kryzysem energetycznym

Komisja Europejska przygotowuje swoistą „skrzynkę z narzędziami” mającą pozwolić na walkę z kryzysem energetycznym bez szkodzenia wspólnemu rynkowi energii. Temat ma paść na Radzie Unii Europejskiej 21-22 października. Komisja jest niechętna wobec planów stworzenia rezerwy strategicznej gazu i reformy systemu EU ETS proponowanych przez Polskę.

Euractiv.com dotarł do szkicu propozycji Brukseli,  która zakłada wymierzone wsparcie dla najbiedniejszych gospodarstw domowych w postaci rekompensat wzrostu cen energii. Polska pracuje już nad takim rozwiązaniem na 2022 rok. Komisja sugeruje, że najlepsze rozwiązanie to ryczałt, ale brane jest także pod uwagę odroczenie płatności, ulga podatkowa od obciążeń opłat za energię dla gospodarstw domowych, które sięgają obecnie 41 procent w przypadku gospodarstw domowych i 30-34 procent w odniesieniu do przemysłu. Hiszpania już wprowadziła takie zwolnienie.

Komisja rozważa także wsparcie małej przedsiębiorczości pomocą publiczną z zastrzeżeniem, że nie może ona zaburzyć konkurencji. Chodzi na przykład o dłuższe umowy na dostawy energii, ale Komisja uważa, że nie należy ingerować w system handlu emisjami EU ETS.

Bruksela planuje również stworzyć nowe mechanizmy monitoringu sytuacji na rynku energii z pomocą władz krajowych oraz unijnego stowarzyszenia regulatorów energetycznych ACER w celu walki z ewentualnym łamaniem zasad konkurencji.

Urzędnicy Komisji są także otwarci na dyskusję o postulacie reformy rynku energii złożonym przez Francję i Hiszpanię w celu uniezależnienia ceny energii od ceny gazu, która również notuje rekordy. Proponują pogłębienie współpracy transgranicznej na rynkach detalicznych państw członkowskich oraz badanie kształtowania się cen w Europie. Chcą także przyspieszenia procedur przyznawania pozwoleń na budowę nowej energetyki odnawialnej za pośrednictwem dokumentu z wytycznymi, który ma się pojawić w 2022 roku.

Komisja Europejska ma także użyć planowanej reformy rynku gazu w celu odniesienia się do problemów z magazynowaniem i bezpieczeństwem dostaw tego paliwa zgłaszanych przez część państw członkowskich. Komisja będzie promować gaz mniej emisyjny niż kopalny w celu zmniejszenia zależności od dostawców spoza Unii Europejskiej. Część krajów unijnych, w tym Polska, uważa, że Rosja celowo ogranicza dostawy gazu do Europy w celu wykorzystania rekordowych cen do promocji spornego projektu Nord Stream 2.

Pomysł wspólnych zakupów gazu zaproponowany przez Hiszpanię znajdzie odniesienie w postaci dobrowolnych zapasów do wykorzystania w razie kryzysu. To rozwiązanie ma działać w zgodzie z zasadami konkurencji. Komisja ma jednak zastrzeżenia względem tego pomysłu, ze względu na wysoki stopień skomplikowania. Zamierza za to stworzyć transgraniczne, regionalne grupy ryzyka w regionach z małymi zapasami gazu, które miałyby analizować ryzyko przez następne pięć lat i formułować zalecenia.

Komisja sugeruje także, aby przychody narodowe z EU ETS zostały przeznaczone na bezpośrednie wsparcie gospodarstw domowych i małych przedsiębiorstw w celu walki z ubóstwem energetycznym. Długoterminowo ochroną ma być Społeczny Fundusz Klimatyczny przewidziany w pakiecie Fit for 55 przedstawionym przez Komisję. Ta jednak wyklucza jakąkolwiek reformę ETS w odpowiedzi na obecny kryzys.

Polska zasygnalizowała konieczność stworzenia strategicznej rezerwy gazu oraz reformy systemu handlu emisjami w odpowiedzi na kryzys energetyczny. Część krajów unijnych również popiera takie rozwiązania. Do rozstrzygnięcia może dojść podczas Rady Unii Europejskiej zaplanowanej na 21-22 października.

EurActiv.com/Wojciech Jakóbik

Rosjanie już wprost naciskają na start Nord Stream 2 z użyciem wysokich cen gazu w Europie

Wicepremier Rosji Aleksander Nowak powiedział, że szybka certyfikacja gazociągu Nord Stream 2 w Niemczech umożliwiająca rozpoczęcie dostaw z jego użyciem pomoże obniżyć ceny gazu w Europie.

„Szybkie ukończenie certyfikacji” pomoże jego zdaniem „uspokoić obecną sytuację”. Niemiecki regulator Bundesnetzagentur ma cztery miesiące na ten proces, który potem zostanie oceniony przez Komisję Europejską z punktu widzenia zgodności z przepisami dyrektywy gazowej, która nakłada na Rosjan obowiązek dostosowania pracy Nord Stream 2 do regulacji ograniczających monopolistów jak Gazprom.

– Myślę, że są dwa czynniki mogące uspokoić obecną sytuację. Po pierwsze oczywiście to ukończenie certyfikacji i najszybsza zgoda na dostawy gazu przez Nord Stream 2 – mówił Nowak w rozmowie z oficjelami rządowymi oraz firmami rosyjskimi. Kolejne rozwiązanie to zwiększenie dostaw przez platformę giełdową Gazpromu ESP, o której pisał BiznesAlert.pl.

– Europejski rynek spotowy jedynie odzwierciedla obecny stan popytu i podaży, ale nie jest narzędziem wyceny dającym równowagę w długim terminie – oceniła Jelena Burmistrowa, szefowa Gazprom Exportu. – Ci, którzy podpisali z nami kontrakty długoterminowe cieszą się obecnie z ich ceny – dodała.

Rosjanie kwestionują dyrektywę gazową w sądzie. Nord Stream 2 AG poinformował o apelacji w odniesieniu do decyzji sądu niemieckiego o konieczności podporządkowania spornego gazociągu tej dyrektywie. Jednak dopóki ona obowiązuje, muszą wdrażać jej przepisy względem Nord Stream 2. Pojawiają się jednak głosy z Rosji, że należy doprowadzić do rozpoczęcia dostaw tym gazociągiem mimo to w celu obniżenia cen gazu w Europie. Tymczasem Europejczycy oskarżają Rosjan o celowe ograniczanie dostaw na rynek europejski w celu wymuszenia startu tego gazociągu.

Reuters/Wojciech Jakóbik

Atomowa dziesiątka z udziałem Polski ma receptę na walkę z kryzysem energetycznym | Premier Czech przegrał wybory. Czy będzie dogrywka i kto dostanie pieniądze za Kopalnię Turów?

Europaforum Wachau, Stift Göttweig, 13.05.2015, Foto: Dragan Tatic

Atomowa dziesiątka z udziałem Polski ma receptę na walkę z kryzysem energetycznym

Polska dołączyła do dziewięciu innych krajów podpisanych pod listem w obronie energetyki jądrowej w celu zmniejszenia zależności od gazu. Oprócz niej podpisały się pod nim Bułgaria, Czechy, Chorwacja, Francja, Finlandia, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Atom ma pomóc w walce z kryzysem energetycznym.

Treść listu została już opublikowana w BiznesAlert.pl. Jego sygnatariusze przekonują, że kryzys energetyczny w Europie został wywołany przez niedostatki rynku gazu, który wymaga reformy między innymi poprzez lepszą koordynację zakupów. Autorzy listy przekonują także, że atom powinien zostać wpisany do zbioru regulacji określających technologie zasługujące na wsparcie unijne, czyli taksonomii, jako narzędzie obniżki cen energii. Postulują także reformę systemu handlu emisjami EU ETS.

Artykuł został opublikowany w dużych dziennikach europejskich, jak Le Figaro pod tytułem: „Dlaczego my, Europejczycy, musimy traktować energetykę jądrową na równi z innymi źródłami niskoemisyjnymi”. Jego inicjatorem była Francja.

Le Figaro/Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Premier Czech przegrał wybory. Czy będzie dogrywka i kto dostanie pieniądze za Kopalnię Turów?

Czeska telewizja szacuje, że opozycja zyska 108 z 200 miejsc w parlamencie po wyborach przegranych przez partię ANO, która przegrała na dziesiąte procenta z koalicją centroporawicową. To ważna wiadomość w odniesieniu do sporu o Kopalnię Turów z Polską. Nie wiadomo, czy Czesi wrócą do rozmów. Od tego zależy kto dostanie rekompensatę.

ANO uzyskała wynik 27,8 procent głosów, a koalicja centroprawicowa złożona z kilku partii razem 27,13 procent i będzie mogła tworzyć rząd. Komentatorzy czescy jak Jakub Janda i Martin Ehl przekonują, że wobec takiego wyniku wyborów dojdzie prawdopodobnie do utworzenia rządu centroprawicowego. Niektórzy publicyści ostrzegali, że zwycięstwo partii ANO oznaczałoby dalsze rządy premiera Andreja Babisza, które spowodowałyby wydłużenie sporu o Kopalnię Turów z Polską. Inni uznają, że nie był to ważny temat wyborczy, a inni, że Babisz nie dążył do porozumienia z Polakami w obawie o jego wpływ na wynik wyborczy.

Do rozstrzygnięcia pozostaje, czy Czechy i Polska wznowią rozmowy o rekompensacie szacowanej według informacji BiznesAlert.pl na kilkadziesiąt milionów euro, które trafiłyby do regionów czeskich. Alternatywa to oczekiwanie na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który będzie bardziej kosztowny, bo według informacji naszego portalu jest szacowany przez Polskę na 90-100 mln euro przez karę za niedostosowanie się do orzeczenia o zamknięciu Kopalni Turów na czas sporu. Ta nalicza 500 tysięcy euro dziennie liczone od 21 maja 2021 roku, kiedy zostało wydanie orzeczenie w tej sprawie. Te środki nie trafią jednak do regionów, ale do budżetu unijnego za pośrednictwem Trybunału.

Reuters/Wojciech Jakóbik

Rosja przyłapana na gorącym uczynku. Rośnie presja na zwiększenie dostaw gazu bez Nord Stream 2

Międzynarodowa Agencja Energii informuje, że Rosja ma wystarczające zasoby gazu, aby zwiększyć dostawy do Europy i ulżyć kryzysowi energetycznemu. Zachód zwiększa presję na zwiększenie dostaw niezależnie od losu gazociągu Nord Stream 2 który czeka na zatwierdzenie w Europie.

Szef MAE Fatih Birol odniósł się do słów prezydenta Władimira Putina, który sugerował w zeszłym tygodniu, że Rosja mogłaby zwiększyć dostawy. Wcześniej wicepremier Aleksander Nowak przekonywał, że pomożę tylko uruchomienie spornego gazociągu Nord Stream 2. Jednak potem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że jest szansa na większenie dostaw istniejącymi szlakami. – Jest potencjał, ale zależy od zapotrzebowania, zobowiązań kontraktowych i umów handlowych – ocenił.

– Jeśli Rosja zrobi to co sugerowała i zwiększy dostawy do Europy, może uspokoić rynek – powiedział Birol gazecie Financial Times. – Nie mówię, że to zrobi, ale jeśli zechce, ma do tego niezbędne moce – dodał. MAE jako pierwsza zasugerowała, że Rosjanie mogą zwiększyć dostawy pomimo ich deklaracji o ograniczeniach i w ten sposób wywołała spekulacje na temat celowego ograniczania podaży w Europie w celu promocji Nord Stream 2.

Ambasador Unii Europejskiej w Rosji Markus Ederer udzielił gazecie RBK wywiadu, w którym ostrzegał, że brak reakcji Rosjan na apele Europy mogą im zaszkodzić. – Powinna pojawić się pewna obawa po stronie rosyjskiej, bo po pierwsze obecna sytuacja może przyspieszyć proces odchodzenia od gazu na rzecz odnawialnych źródeł energii w Europie. Po drugie, według mnie, reputacja Rosji jako dostawcy godnego gazufania może ucierpieć, jeśli powstanie wrażenie, że nie może albo nie chce odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie w tej chwili. Nie mówię nawet o tym, ze brak reakcji może zostać potraktowany jako próba wywarcia presji w celu przyspieszenia oddania do użytku Nord Stream 2 – powiedział ambasador.

Putin zaproponował, aby zwiększyć podaż gazu na platformie cyfrowej Gazpromu. Ukraińcy przekonują jednak, że ma do dyspozycji gazociągi nad Dnieprem, które rezerwuje w minimalnym wymiarze. Według Kijowa jest to dowód na działanie polityczne i celowe omijanie tego szlaku w celu promocji Nord Stream 2. Ten gazociąg będzie mógł rozpocząć pracę dopiero po stwierdzeniu zgodności jego pracy z przepisami antymonopolowymi trzeciego pakietu energetycznego na mocy dyrektywy gazowej. Rosjanie sugerowali rozwiązanie tymczasowe pomijające tę certyfikację, ale spotkali się z gorącą krytyką, w tym apelem Parlamentu Europejskiego o sankcje i zablokowanie dostaw przez ten gazociąg w razie nadużyć Gazpromu.

Financial Times/RBK/Wojciech Jakóbik

Putin obiecuje Europie gaz z Nord Stream 2, ale ceny zależą bardziej od oblicza tej zimy | Wobec kryzysu Komisja rozważy doraźną interwencję, ale długoterminowo stawia na transformację

Putin obiecuje Europie gaz z Nord Stream 2, ale ceny zależą bardziej od oblicza tej zimy

Rosjanie rozmawiają o ewentualnym zwiększeniu podaży gazu w Europie i przy okazji próbują wymusić start spornego Nord Stream 2, ale rekordowo wysokie ceny mogą zależeć tej zimy od temperatury za oknem decydującej o skali popytu.

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin przyznał, że Rosjanie mogliby „ładnie” zwiększyć sprzedaż gazu na platformie elektronicznej SPIMEX. – Jeśli w ten sposób zbijemy szczyt zapotrzebowania, możemy to zrobić, ale tylko bez szkody dla nas samych, oczywiście – miał powiedzieć w rozmowie z ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem.

Platforma elektroniczna Gazpromu to dodatkowy kanał sprzedaży gazu poza kontraktami długoterminowymi. Obsługuje aukcje określonych wolumenów przekazanych tam przez tę firmę dostępne dla uczestników dopuszczonych po kwalifikacji wstępnej. Gazprom może odmówić realizacji aukcji.

Wolumen sprzedaży na platformie ETP w 2020 roku, podczas kryzysu pandemicznego, przekroczył 27 mld m sześc. i odpowiadał za około 15 procent dostaw Gazpromu do Europy. Jednak w 2021 roku wraz ze wzrostem ceny gazu w Europie dostawy tym kanałem zmalały do niewiele ponad 5 mld m sześc. do tej pory. Gazprom zdecydował we wrześniu o zatrzymaniu dostaw na ETP. Kommiersant pisze, że ten ruch miał skłonić Niemcy do dopuszczenia Nord Stream 2 do pracy.

Chociaż Gazprom przekonuje, że teraz ma ograniczone możliwości zwiększenia podaży przez wzrost zapotrzebowania na gaz w Rosji oraz usterkę instalacji Urengoj, część rozmówców Kommiersanta uważa te stanowiska za demonstrację. Putin przyznał podczas rozmowy z Nowakiem, że jego zdaniem dostawy przez Ukrainę są „nieopłacalne” i Gazprom będzie zwiększał dostawy przez „nowe szlaki”. Takim ma być właśnie Nord Stream 2 omijający terytorium ukraińskie od północy i Turkish Stream, który zaopatruje już w gaz Węgry omijając ten obszar od południa.

Ceny gazu na giełdzie TTF w Holandii w dostawach październikowych spadły do 104,9 euro za MWh czyli 1250 dolarów za 1000 m sześc., ale sięgały już nawet do 1900 dolarów za tę samą ilość. Jednak Kommiersant przekonuje, że nawet ewentualne uruchomienie dostaw przez sporny Nord Stream 2, przed którym stoi szereg przeszkód na czele z koniecznością dostosowania jego pracy do przepisów unijnych dyrektywy gazowej, nie obniży znacznie ceny, a największe znaczenie będzie miała temperatura tej zimy decydująca o skali popytu.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Wobec kryzysu Komisja rozważy doraźną interwencję, ale długoterminowo stawia na transformację

Komisja Europejska przyjrzy się propozycjom reformy rynku energii i gazu, w tym rekompensat cen energii oraz stworzenia strategicznej rezerwy gazu, ale uznaje, że długofalowym rozwiązaniem problemów z surowcami, których skutkiem jest obecny kryzys energetyczny, jest transformacja tych sektorów.

Zastępca rzecznika Komisji Europejskiej Dana Spinant powiedziała dziennikarzom, że Bruksela rozważy propozycje składane przez różne kraje w sprawie rynku gazu i energii elektrycznej. Padły pomysły rekompensat wzrostu cen energii oraz stworzenia europejskich rezerw błękitnego paliwa, które mają być odpowiedzią na trwający kryzys energetyczny podnoszący do rekordowych poziomów ceny tych mediów.

Spinant zaznaczyła, że długoterminowe rozwiązanie tych problemów to transformacja energetyczna oraz zmniejszenie zależności od paliw kopalnych.

Neftegaz.ru/Wojciech Jakóbik

Polska importuje coraz więcej węgla z Rosji. Możliwości są jednak ograniczone

Polacy sprowadzają coraz więcej węgla z Rosji, ale możliwości zwiększenia dostaw z tego kierunku są ograniczone pomimo rekordowej ceny na giełdzie Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia (ARA).

Cena węgla rośnie przez wysokie zapotrzebowanie na świecie, ale Rosjanie nie mogą znacznie zwiększyć dostaw na Zachód. Ograniczenia infrastruktury, kontraktów długoterminowych oraz kurs na Azje nie pozwala im skierować więcej czarnych bryłek do Europy, o czym pisze Kommiersant.

Firmy węglowe z Rosji nie będą w stanie szybko zwiększyć dostaw węgla do Europy. Eurostat podaje, że dostarczyły tam 27,8 mln ton węgla w pandemicznym 2020 roku, czyli o 10,2 mln mniej niż rok wcześniej. Stany Zjednoczone dostarczyły wówczas 6,6 mln ton, a Kolumbia 5,7 mln ton.

Ministerstwo energetyki Rosji podaje, że dostawy do Europy sięgnęły w pierwszej połowie 2021 roku 22,5 mln ton i wzrosły o 2,4 procent w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Jednak firmy rosyjskie informują o barierach infrastrukturalnych ograniczających możliwość dostaw morskich z Murmańska czy kolejowych. Wyzwaniem jest też fakt zawarcia kontraktów długoterminowych na ten rok, które nie mogą ulec zmianie.

Samo wydobycie węgla może wzrosnąć, ale stopniowe. Dyrektor generalny Karakan Investment Group zarządzającej odkrywką węgla w Kuzbasie Dmitrij Bogdanow powiedział Kommiersantowi, że cykl inwestycyjny od decyzji o wzroście wydobycia do faktycznego zwiększenia produkcji to około dwa lata.

Kommiersant podaje, że Polska jest największym importerem węgla rosyjskiego dostarczanego koleją. Z danych rosyjskich wynika, że dostawy do tego kraju wzrosły w siedmiu miesiącach 2021 roku o 29,3 procent do 3,7 mln ton za pośrednictwem firmy SUEK, ale zmalały dostawy Kuzbasrazrezugol i CPC, odpowiednio o 71,2 i 27,9 procent do 48 i 416 tysięcy ton. Reszta Eropy odbiera węgiel morzem, a dostawy tą drogą wzrosły o 2,3 procent przez porty na północnym zachodzie i o 47,3 procent na południu.

Oznacza to, że Polska sprowadziła w siedmiu miesiącach 2021 roku niecałe 4 mln ton węgla z Rosji. Ten kraj zaimportował według danych Eurostatu w pierwszej połowie 2021 roku 6,2 mln ton węgla, czyli o 15 procent więcej niż przed rokiem. Jak widać, największy udział ma surowiec z Rosji, niżej plasują się dostawcy z Australii, Kolumbii i Kazachstanu

Cena tony węgla ARA wynosi obecnie 208,50 dolarów i notuje istotny wzrost trwający od końca września. Jeszcze w ostatnim tygodniu minionego miesiąca kosztowała około 150 dolarów.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Gazprom szantażuje Europę, a opór wobec Nord Stream 2 w USA i Niemczech rośnie

Opór wobec spornego gazociągu Nord Stream 2 w Niemczech i USA rośnie pomimo propozycji ugody w tej sprawie z lipca 2021 roku. Rosjanie oferują zwiększenie dostaw gazu do Europy dotkniętej drożyzną, ale pod warunkiem zawarcia nowego kontraktu długoterminowego.

Potencjalny kanclerz Niemiec Olaf Scholz z SPD mówił w poniedziałek 27 września, że Ukraina powinna pozostać krajem tranzytowym gazu ziemnego. – Po ukończeniu gazociągu Nord Stream 2 każdy powinien zapewnić, że gwarancje odnośnie do jego pracy zostaną zapewnione. Powinny one uwzględniać utrzymanie roli tranzytowej Ukrainy oraz zapewnienie, że dostawy gazu przez ten gazociąg nie stworzą ryzyka dla niektórych krajów Europy Wschodniej – powiedział na konferencji i zapewnił, że Niemcy chcą zapewnić te gwarancje. Ukraiński operator gazociągów przesyłowych OGTSUA chce rozpocząć negocjacje nowego kontraktu przesyłowego z Gazpromem po 2024 roku niezwłocznie przed zakończeniem roku.

The Telegraph opisuje politykę Zielonych oraz Liberałów niemieckich, którzy mogą być języczkiem u wagi w nowej koalicji rządzącej w Niemczech. Obie te partie sprzeciwiają się Nord Stream 2 z powodów politycznych oraz środowiskowych. Ruszyły rozmowy koalicyjne, które mogą mieć wpływ na proces certyfikacji spornego gazociągu, która potencjalnie mogłaby się zakończyć nawet w październiku, ale musi być zgodna z prawem europejskim, a sankcje USA mogą uderzyć w firmy pragnące certyfikować tę rurę technicznie i ubezpieczyć ją.

Rosijskaja Gazieta przyznaje, że „wynik wyborów w Niemczech stanowi realne zagrożenie dla Nord Stream 2”. Zieloni zapowiedzieli walkę z nim nawet po ukończeniu budowy, a Liberałowie zapewnili, że poprą ten projekt dopiero, gdy w Rosji dojdzie do wyborów demokratycznych.

Amerykanie omówili temat Nord Stream 2 za zamkniętymi drzwiami w Senacie. Departament Stanu USA przedstawił informacje na ten temat 29 września na zamkniętym posiedzeniu z udziałem parlamentarzystów amerykańskich. Senator Jeanne Shaheen, demokratka znajdująca się wśród krytyków magistrali z Rosji do Niemiec, napisała na Twitterze, że ten projekt „stanowi poważne zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego Europy i pozwoala Rosji rozszerzać swój szkodliwy wpływ”. – Deklaruje dalsze zaangażowanie na rzecz niedopuszczenia do rozpoczęcia jego pracy – dodała. Opozycja wobec Nord Stream 2 w parlamencie USA jest ponadpartyjna. Senator republikański Ted Cruz wciąż wstrzymuje część nominacji Białego Domu oczekując, że administracja Joe Bidena wprowadzi w życie nowe sankcje wobec spornego gazociągu. Te zasądzone obejmują operatora Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa, ale w Izbie Reprezentantów pojawił się projekt budżetu obronnego na 2022 rok, w którym pojawiły się sankcje wobec wszelkich podmiotów zaangażowanych w to przedsięwzięcie.

Tymczasem Rosjanie przekonują, że Nord Stream 2 może być sposobem na obniżenie rekordowych cen gazu w Europie. Wielka Brytania nie zamierza ulegać temu szantażowi. Przekonuje, że „nie jest wystawiona na zależność od dostaw z Rosji jak jest w przypadku wielu krajów unijnych”. – Wielka Brytania nie popiera Nord Stream 2 ani nie potrzebuje własnych magazynów gazu – zapewnił sekretarz stanu do spraw biznesu energii i strategii przemysłowej Kwasi Kwarteng na posiedzeniu komisji parlamentarnej 22 września cytowany przez S&P Global Platts. Część magazynów gazu w Europie, te pod kontrolą Gazpromu, pozostaje pusta przed sezonem grzewczym. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekonuje, że jest za późno, by znów zapełnić je gazem. Zapewnił, że Gazprom może zwiększyć dostawy do Europy pod warunkiem podpisania kontraktów długoterminowych, ale „nie można znów zapełnić magazynów na przykład w pięć dni”.

USA i Niemcy przedstawiły w lipcu propozycję układu mającego regulować funkcjonowanie Nord Stream 2. Zakładał wsparcie transformacji energetycznej i bezpieczeństwa Ukrainy w zamian za zgodę na rozpoczęcie dostaw przez ten sporny gazociąg. Układ doprowadził do dokończenia budowy, bo Amerykanie zawiesili na jego poczet sankcje wobec operatora Nord Stream 2 AG, ale został odrzucony przez Ukrainę oraz innych krytyków spornego gazociągu jak Polska.

Kommiersant/The Telegraph/S&P Global Platts/Wojciech Jakóbik

Kontrrewolucja słoneczna

Operator sieci przesyłowej narzeka, że boom na panele fotowoltaiczne w Polsce zagraża stabilności systemu elektroenergetycznego. Prosumenci stawiają je w najlepsze, bo chcą się chronić przed kilkudziesięcioprocentowymi podwyżkami cen energii. Być może kompromis to wsparcie magazynów energii stabilizujących fotowoltaikę? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Rewolucja fotowoltaiczna trwa

Pod koniec lipca 2021 roku moc zainstalowana energetyki słonecznej w Polsce wynosiła 5,6 GW według danych Agencji Rynku Energii. W lipcu powstało prawie 31 tysięcy nowych instalacji tego typu i było to prawie sto procent nowych Odnawialnych Źródeł Energii w naszym kraju. Alternatywa to na przykład lądowe farmy wiatrowe, ale te nie mogą się rozwijać przez ustawę odległościową, która wciąż nie została zliberalizowana.

Nowe OZE to szansa na realizację celu unijnego dla Polski w postaci udziału na poziomie 31 procent w 2030 roku oraz zwiększenie podaży energii w sytuacji, kiedy energetyka konwencjonalna coraz częściej szwankuje ze względu na zaawansowany wiek bloków węglowych, które będą kończyć żywot w okolicach 2025 roku. Tymczasem Polacy chcą zrealizować cel udziału OZE na poziomie 15 procent w 2021 roku, choć mieli na to czas do 2020 roku. Rozwój fotowoltaiki to jednak przede wszystkim sposób na obniżenie cen energii w gospodarstwach domowych oraz firmach wobec drożyzny nadchodzących lat i wieści o tym, że spółki energetyczne będą wnioskować do Urzędu Regulacjo Energetyki o podwyżki rzędu kilkudziesięciu procent. W obiegu pojawiła się niepotwierdzona liczba 40 procent, która jednak może być przesadzona ze względu na nieuchronność nacisków politycznych na obniżenie apetytów spółek Skarbu Państwa.

– Polacy pokochali generowanie energii na własne potrzeby, a ta generacja przyczynia się, jak powiedziałam na początku, do poprawy miksu energetycznego w Polsce. Rodzi ona też pewne kłopoty i m.in. stąd ta propozycja nowelizacji, którą chciałabym w tej chwili omówić – mówiła Jadwiga Emilewicz, była minister rozwoju, 20 lipca w Sejmie RP, prezentując poselski projekt ustawy w tej sprawie. – Jaki jest cel proponowanych zmian? Po pierwsze, chcielibyśmy, i to jest moją intencją, abyśmy wprowadzili pewną modyfikację funkcjonującego systemu wsparcia presumpcji odbiorców indywidualnych, ponieważ po niemal 2 latach funkcjonowania obecnego systemu zidentyfikowaliśmy pewne wady, kłopoty systemu – tłumaczyła.

– Poselski projekt ustawy wprowadza system rozliczeń prosumentów 1:1 w okresie całego roku. MKiŚ akceptuje to rozwiązanie, jednakże jako przejściowe, i proponuje, aby obowiązywało ono do dnia 31 grudnia 2023 roku. Jest to związane z terminem obligatoryjnego wejścia w życie dyrektywy rynkowej. Jest to dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2019/944, która w art. 1 ust. 4 nakazuje wdrożenie w ww. terminie systemu odrębnego rozliczania energii wprowadzonej i pobranej z sieci elektroenergetycznej – mówił wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska w odpowiedzi na postulaty Emilewicz. – Dlatego minister klimatu i środowiska postuluje wpisanie do projektu ustawy rozwiązania polegającego na wprowadzeniu w życie w terminie od dnia 1 stycznia 2024 roku nowego systemu rozliczeń prosumentów zgodnego z dyrektywą rynkową określonego jako net-billing. Opiera się on na odrębnym rozliczeniu energii wprowadzonej do sieci dystrybucyjnej i energii pobranej z sieci elektroenergetycznej w oparciu o wartość jednostki energii ustalonej według ceny giełdowej, ceny bieżącej, a teraz można powiedzieć nawet: ceny godzinowej.

Perspektywa obniżki cen energii przekonuje Polaków do inwestycji w panele fotowoltaiczne a rozwiązania przedstawione wyżej służą realizacji tego celu. Jednak nie każdy patrzy tylko z tego punktu widzenia.

Kontrrewolucja słoneczna

Operator sieci przesyłowej za ministrem, który go nadzoruje przypomina o bezpieczeństwie. Widać konflikt interesów między tymi priorytetami.

– Jeżeli miałbym ogólnie powiedzieć, co sądzę na temat tego projektu poselskiego, to sprowadza się to do tego, że gdyby został on wprowadzony w takiej formie, w jakiej jest w tej chwili, będzie to źródłem wielkich problemów dla Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i dla systemów dystrybucyjnych. To jest moja pierwsza uwaga – odparł Jadwidze Emilewicz pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. – Warto powiedzieć, że system elektroenergetyczny jest tutaj traktowany fizycznie jako wirtualny magazyn. Innymi słowy energia wyprodukowana przez prosumentów jest magazynowana w sieciach. Pojemność tej sieci jest ograniczona. To nie jest worek bez dna. Nie można tego rozciągnąć ponad miarę. Mogę państwu powiedzieć, czym to będzie skutkować. Skutkować to będzie koniecznością odmowy przyłączeń albo ograniczania. Jeżeli Wysoka Izba, poselska i senacka, uzna, że ma to być obowiązkowe, to krajowy dyspozytor mocy będzie musiał ograniczać produkcję energii w tych instalacjach, a to oznacza, że trzeba będzie im za to zapłacić. Opłata, która będzie z tym związana, będzie opłatą uiszczaną przez wszystkich innych korzystających z systemu elektroenergetycznego. Warto brać to pod uwagę, bo tak ten system wygląda. To powiedziawszy, wydaje mi się, że warto rozważyć cały ten projekt od tej strony, od strony kontekstu dla rozwoju prosumenckiej elektroenergetyki. Jeżeli tak go rozważymy, okaże się, że wymaga on bardzo istotnych modyfikacji – ostrzegał.

Operator sieci przesyłowej Polskie Sieci Elektroenergetyczne mówił o wyzwaniach fotowoltaiki ustami Tomasza Sikorskiego. – Po przekroczeniu pewnego poziomu mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych pojawiają się negatywne skutki uboczne. Dotyczy to zarówno pracy systemu, jak i pracy elektrowni konwencjonalnych, które są ciągle potrzebne do pokrycia zapotrzebowania i ciągle będą. W odniesieniu do systemu elektroenergetycznego poziom ten właśnie osiągamy. W tej chwili źródła fotowoltaiczne bardzo pomagają nam przy tym zapotrzebowaniu, które mamy, ale w momencie, kiedy dalej będą narastać w takim tempie, dochodzimy do granicy możliwości absorpcji energii ze źródeł energii i będzie dochodziło do tego, o czym, znowu, mówił pan minister Naimski: będziemy musieli dokonywać redukcji źródeł odnawialnych. Nie jest to w interesie odbiorców krajowych, ponieważ będą źródła wytwórcze, na które zostały wykorzystane istotne nakłady systemów wsparcia, a te źródła nie będą produkowały energii. W takich warunkach dalszy rozwój źródeł odnawialnych musi być oparty na przesłankach ekonomicznych, odzwierciedlających korzyści i uwarunkowania techniczne pracy tych źródeł w systemie.

Sikorski przekonywał, że fotowoltaika powinna obecnie rozwijać się na zasadach rynkowych i należy usunąć system opustowy powodujący wzrost zapotrzebowania. –  Z tego powodu taka stymulacja jest stymulacją bardzo niebezpieczną, która może doprowadzić do deficytów energii – przekonywał. Krytykował też pomysł prosumenta wirtualnego. –  Tego typu rozwiązanie jest całkowicie nieadekwatne do funkcjonowania rynku energii elektrycznej z prostego powodu, takiego, że ingeruje ono mechanizm zawierania transakcji handlowych na rynku energii elektrycznej – mówił w Sejmie. Nie chciał także zwalniania z opłat dystrybucyjnych. – W naszej ocenie jest to niedopuszczalne, ponieważ narusza to prawa i interesy odbiorców, którzy nie są prosumentami. W prosty sposób prowadzi to do subsydiowania – dodał. –  korekty projektu w zakresie, jaki wymieniłem, plus dodatkowo kilka mniejszych, są niezbędne, by nowe regulacje tworzyły warunki do rozwoju prosumentów energii odnawialnej uwzględniające interes wszystkich odbiorców. Z drugiej strony chciałem podkreślić, że wdrożenie tej nowelizacji jest pilne, dlatego że aktualny system już ma wadę i nie może dłużej być kontynuowany, ponieważ stworzy takie same problemy jak proponowana nowelizacja – podsumował Sikorski.

– Rozumiejąc wszystkie wyzwania związane z trudnościami technicznymi, z dystrybucją energii, wydaje się, że projekt ten mityguje ryzyka i ograniczenia, demokratyzuje, jak powiedziałam, i przede wszystkim daje szanse na dostarczenie i odbiór taniego i czystego prądu w sposób nieprzewymiarowany tam, gdzie jest on potrzebny – parowała Jadwiga Emilewicz.

Kompromis na rzecz bezpieczeństwa energetycznego?

Mamy zatem do czynienia z klasycznym sporem o dwa wierzchołki trójkąta bezpieczeństwa energetycznego. Trzy z nich to: bezpieczeństwo, akceptowalna cena i środowisko. Minister Naimski skupia się na bezpieczeństwie, a minister Emilewicz na cenie. Warto pogodzić te racje.

Jedno z rozwiązań to powiązanie wsparcia fotowoltaiki z obowiązkiem oraz wsparciem magazynów energii pozwalających stabilizować takie źródła. Takie rozwiązanie oznaczałoby podwojenie kosztu wsparcia, bo instalacja fotowoltaiczna może kosztować 15-50 tysięcy i podobne są ceny najtańszych magazynów energii. Być może jednak warto zainwestować w stabilny rozwój źródeł dających obniżki cen energii tak potrzebne gospodarstwom domowym i firmom w Polsce.

Warunki brzegowe to racjonalne inwestycje w fotowoltaikę, które nie będą przerośnięte i niedostosowane do zdolności systemu. Z drugiej strony potrzebne są dalsze inwestycje w rozbudowę systemu dystrybucji, który do tej pory nie przygotował się na rewolucję odnawialną, o czym przypominała na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach szefowa departamentu źródeł odnawialnych Urzędu Regulacji Energetyki Katarzyna Szwed-Lipińska. Polacy przeoczyli tę rewolucję i teraz muszą nadrabiać zaległości w sposób zapewniający bezpieczeństwo energetyczne w pełnej krasie, zgodnie z trzema wierzchołkami trójkąta jego definicji.

Trwają prace nad czwartym powiększeniem budżetu programu Mój Prąd. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej znów zwiększa pulę pozwalając na dotację ponad 20 tysięcy instalacji znajdujących się obecnie na listach rezerwowych. Polacy inwestują w słońce, a wojna polityków o to, w jaki sposób odpowiedzieć na tę potrzebę powinna zakończyć się rozwiązaniem konstruktywnym. Tej rewolucji nie da się już przeoczyć, trzeba się nauczyć z nią żyć.

Kryzys energetyczny potrwa całą zimę. Chiny i Unia już odczuwają jego skutki | Dał nam przykład polski sektor jak zapasy gazu robić mamy. Czas na strategiczne zapasy gazu w Unii?

Kryzys energetyczny potrwa całą zimę. Chiny i Unia już odczuwają jego skutki

Rosyjski Kommiersant pisze o kryzysie energetycznym w Chinach i Unii Europejskiej. – Ci najwięksi importerzy energii na świecie są bliscy kryzysu energetycznego. Rekordowe ceny gazu i węgla prowadzą do zatrzymania dostaw do instalacji przemysłowych oraz blackoutów na wielkich obszarach Chin. Eksperci uważają, że spadek zapotrzebowania nie wystarczy do zrównoważenia rynku w przededniu sezonu grzewczego – pisze gazeta. Kryzys ma potrwać całą zimę.

Ceny gazu ziemnego w Europie są najwyższe w historii i przekroczyły już 28 września 85,65 euro za megawatogodzinę, czyli 1084 dolary za 1000 m sześc. Powinny się utrzymać powyżej 1000 dolarów do lutego 2022 roku, czyli w czasie sezonu grzewczego zaczynającego się w listopadzie. Koszt LNG w Azji na Platts JKM Marker sięga 26,8 dolarów za MMBtu, czyli 1051 dolarów za 1000 m sześc., dostawy listopadowe kosztują w kontraktach futures 28,898 dolarów za tę samą jednostkę, czyli 1134 dolary za 1000 m sześc.

Tak wysokie ceny gazu przekładają się na ograniczenia produkcji amoniaku w instalacjach niemieckiego BASF w Antwerpii i Ludwigshafen. Niemiecki dostawca energii Deutsche Energiepool anulował kontrakty na dostawy energii ze względu na trzykrotną podwyżkę cen prądu oraz gazu sprawiającą, że jego oferta przestała odpowiadać warunkom rynkowym. E.on przejął jego klientów.

Dmitrij Marinczenko z Fitcha przekonuje na łamach Kommiersanta, że sama obniżka zapotrzebowania przy pomocy wyłączeń nie wystarczy do obniżenia cen gazu i energii. – Ceny i równowaga popytu oraz podaży będą teraz w znacznej mierze zależeć od pogody, a także od tego, czy najwięksi dostawcy jak Gazprom, będą w stanie i będą chcieli zwiększyć dostawy – powiedział w odniesieniu do faktu, że Rosjanie nie zwiększają eksportu gazu do Europy pomimo rosnącego zapotrzebowania. Część analityków ocenia, że jest to sposób na wymuszenie rozpoczęcia dostaw przez sporny gazociąg Nord Stream 2.

Tymczasem w Chinach doszło do pierwszych blackoutów w co najmniej 17 prowincjach odpowiadających za 66 procent Produktu Krajowego Brutto. Media zachodnie informują, że powodem może być decyzja partii komunistycznej o odcięciu dostaw do regionów, które przekroczyły wyznaczone kwoty, ale oficjalne media chińskie przekonują, że chodzi o wysokie ceny energii oraz gazu, a także problemy z dostawami wynikające z niedoboru zapasów węgla oraz przerwami pracy niektórych kopalni. Chiński regulator nakazuje gromadzić większe zapasy tego surowca przed sezonem grzewczym zaczynającym się w tej części świata 15 listopada. To dlatego ceny węgla w Chinach sięgają 192 dolarów za tonę tego surowca o kaloryczności 5500 kilokalorii. Oznacza to konieczność podniesienia taryf, także tam gdzie komuniści wprowadzili zakaz takich podwyżek.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Dał nam przykład polski sektor jak zapasy gazu robić mamy. Czas na strategiczne zapasy gazu w Unii?

Rekordowe ceny gazu w Europie doprowadziły do sformułowania postulatu stworzenia europejskiej rezerwy strategicznej tego surowca. To rozwiązanie podobne do ustawy o zapasach funkcjonującej w Polsce, dzięki której posiada ona pełne magazyny w przeciwieństwie do Europy Zachodniej, gdzie Gazprom je wypróżnił i wymusza Nord Stream 2.

Panika wywołana podwyżkami ceny gazu do rekordowych poziomów w Europie przy jednoczesnym niskim zapełnieniu magazynów (72 procent na poziomie europejskim w porównaniu z 94 procentami w zeszłym roku) skłoniła S&P Global Platts do refleksji na temat możliwości stworzenia rezerw strategicznych gazu w Unii Europejskiej.

S&P przekonuje, że zależność części krajów unijnych od importu gazu wymaga stworzenia zapasów na wypadek problemów z dostawcą jak Gazprom. – Ta zależność od importu tylko wzrośnie po uruchomieniu gazociągu Nord Stream 2 – ostrzega. Przykładem takich zapasów może być Rezerwa Strategiczna Ropy w USA zarządzona przez prezydenta Geralda Forda w 1975 roku w odpowiedzi na kryzys naftowy, po którym Zachód postanowił uniezależnić się od dostaw z Bliskiego Wschodu.

Według S&P stworzenie analogicznego systemu w Europie pomogłoby uniknąć zjawisk, jak te widoczne obecnie, które są już nazywane nowym kryzysem energetycznym i porównywane ze zdarzeniami z lat 70’ dwudziestego wieku. One także mogą doprowadzić do zmniejszenia zależności od dostaw ze Wschodu, czego przykładem mogą być działania Polski. Ta wprowadziła ustawę o zapasach, która zobowiązuje firmy do utrzymywania rezerw na wypadek problemów z dostawami i przez to magazyny Gas Storage Poland są zapełnione w ponad 97 procentach pomimo braku przesłanek rynkowych latem do ich zapełniania. Inaczej jest w Europie Zachodniej, która teraz dopiero nadrabia zaległości nie licząc magazynów pod kontrolą rosyjskiego Gazpromu.

Te pozostają puste, a Rosjanie przekonują, że podaż wzrośnie wraz z uruchomieniem spornego gazociągu Nord Stream 2, który jednak może ruszyć dopiero po dostosowaniu jego pracy do przepisów dyrektywy gazowej oraz przezwyciężeniu obowiązujących sankcji USA na firmy ubezpieczające i certyfikujące technicznie tę magistralę.

S&P Global Platts/Wojciech Jakóbik