Kontrrewolucja słoneczna

Operator sieci przesyłowej narzeka, że boom na panele fotowoltaiczne w Polsce zagraża stabilności systemu elektroenergetycznego. Prosumenci stawiają je w najlepsze, bo chcą się chronić przed kilkudziesięcioprocentowymi podwyżkami cen energii. Być może kompromis to wsparcie magazynów energii stabilizujących fotowoltaikę? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Rewolucja fotowoltaiczna trwa

Pod koniec lipca 2021 roku moc zainstalowana energetyki słonecznej w Polsce wynosiła 5,6 GW według danych Agencji Rynku Energii. W lipcu powstało prawie 31 tysięcy nowych instalacji tego typu i było to prawie sto procent nowych Odnawialnych Źródeł Energii w naszym kraju. Alternatywa to na przykład lądowe farmy wiatrowe, ale te nie mogą się rozwijać przez ustawę odległościową, która wciąż nie została zliberalizowana.

Nowe OZE to szansa na realizację celu unijnego dla Polski w postaci udziału na poziomie 31 procent w 2030 roku oraz zwiększenie podaży energii w sytuacji, kiedy energetyka konwencjonalna coraz częściej szwankuje ze względu na zaawansowany wiek bloków węglowych, które będą kończyć żywot w okolicach 2025 roku. Tymczasem Polacy chcą zrealizować cel udziału OZE na poziomie 15 procent w 2021 roku, choć mieli na to czas do 2020 roku. Rozwój fotowoltaiki to jednak przede wszystkim sposób na obniżenie cen energii w gospodarstwach domowych oraz firmach wobec drożyzny nadchodzących lat i wieści o tym, że spółki energetyczne będą wnioskować do Urzędu Regulacjo Energetyki o podwyżki rzędu kilkudziesięciu procent. W obiegu pojawiła się niepotwierdzona liczba 40 procent, która jednak może być przesadzona ze względu na nieuchronność nacisków politycznych na obniżenie apetytów spółek Skarbu Państwa.

– Polacy pokochali generowanie energii na własne potrzeby, a ta generacja przyczynia się, jak powiedziałam na początku, do poprawy miksu energetycznego w Polsce. Rodzi ona też pewne kłopoty i m.in. stąd ta propozycja nowelizacji, którą chciałabym w tej chwili omówić – mówiła Jadwiga Emilewicz, była minister rozwoju, 20 lipca w Sejmie RP, prezentując poselski projekt ustawy w tej sprawie. – Jaki jest cel proponowanych zmian? Po pierwsze, chcielibyśmy, i to jest moją intencją, abyśmy wprowadzili pewną modyfikację funkcjonującego systemu wsparcia presumpcji odbiorców indywidualnych, ponieważ po niemal 2 latach funkcjonowania obecnego systemu zidentyfikowaliśmy pewne wady, kłopoty systemu – tłumaczyła.

– Poselski projekt ustawy wprowadza system rozliczeń prosumentów 1:1 w okresie całego roku. MKiŚ akceptuje to rozwiązanie, jednakże jako przejściowe, i proponuje, aby obowiązywało ono do dnia 31 grudnia 2023 roku. Jest to związane z terminem obligatoryjnego wejścia w życie dyrektywy rynkowej. Jest to dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2019/944, która w art. 1 ust. 4 nakazuje wdrożenie w ww. terminie systemu odrębnego rozliczania energii wprowadzonej i pobranej z sieci elektroenergetycznej – mówił wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska w odpowiedzi na postulaty Emilewicz. – Dlatego minister klimatu i środowiska postuluje wpisanie do projektu ustawy rozwiązania polegającego na wprowadzeniu w życie w terminie od dnia 1 stycznia 2024 roku nowego systemu rozliczeń prosumentów zgodnego z dyrektywą rynkową określonego jako net-billing. Opiera się on na odrębnym rozliczeniu energii wprowadzonej do sieci dystrybucyjnej i energii pobranej z sieci elektroenergetycznej w oparciu o wartość jednostki energii ustalonej według ceny giełdowej, ceny bieżącej, a teraz można powiedzieć nawet: ceny godzinowej.

Perspektywa obniżki cen energii przekonuje Polaków do inwestycji w panele fotowoltaiczne a rozwiązania przedstawione wyżej służą realizacji tego celu. Jednak nie każdy patrzy tylko z tego punktu widzenia.

Kontrrewolucja słoneczna

Operator sieci przesyłowej za ministrem, który go nadzoruje przypomina o bezpieczeństwie. Widać konflikt interesów między tymi priorytetami.

– Jeżeli miałbym ogólnie powiedzieć, co sądzę na temat tego projektu poselskiego, to sprowadza się to do tego, że gdyby został on wprowadzony w takiej formie, w jakiej jest w tej chwili, będzie to źródłem wielkich problemów dla Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i dla systemów dystrybucyjnych. To jest moja pierwsza uwaga – odparł Jadwidze Emilewicz pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. – Warto powiedzieć, że system elektroenergetyczny jest tutaj traktowany fizycznie jako wirtualny magazyn. Innymi słowy energia wyprodukowana przez prosumentów jest magazynowana w sieciach. Pojemność tej sieci jest ograniczona. To nie jest worek bez dna. Nie można tego rozciągnąć ponad miarę. Mogę państwu powiedzieć, czym to będzie skutkować. Skutkować to będzie koniecznością odmowy przyłączeń albo ograniczania. Jeżeli Wysoka Izba, poselska i senacka, uzna, że ma to być obowiązkowe, to krajowy dyspozytor mocy będzie musiał ograniczać produkcję energii w tych instalacjach, a to oznacza, że trzeba będzie im za to zapłacić. Opłata, która będzie z tym związana, będzie opłatą uiszczaną przez wszystkich innych korzystających z systemu elektroenergetycznego. Warto brać to pod uwagę, bo tak ten system wygląda. To powiedziawszy, wydaje mi się, że warto rozważyć cały ten projekt od tej strony, od strony kontekstu dla rozwoju prosumenckiej elektroenergetyki. Jeżeli tak go rozważymy, okaże się, że wymaga on bardzo istotnych modyfikacji – ostrzegał.

Operator sieci przesyłowej Polskie Sieci Elektroenergetyczne mówił o wyzwaniach fotowoltaiki ustami Tomasza Sikorskiego. – Po przekroczeniu pewnego poziomu mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych pojawiają się negatywne skutki uboczne. Dotyczy to zarówno pracy systemu, jak i pracy elektrowni konwencjonalnych, które są ciągle potrzebne do pokrycia zapotrzebowania i ciągle będą. W odniesieniu do systemu elektroenergetycznego poziom ten właśnie osiągamy. W tej chwili źródła fotowoltaiczne bardzo pomagają nam przy tym zapotrzebowaniu, które mamy, ale w momencie, kiedy dalej będą narastać w takim tempie, dochodzimy do granicy możliwości absorpcji energii ze źródeł energii i będzie dochodziło do tego, o czym, znowu, mówił pan minister Naimski: będziemy musieli dokonywać redukcji źródeł odnawialnych. Nie jest to w interesie odbiorców krajowych, ponieważ będą źródła wytwórcze, na które zostały wykorzystane istotne nakłady systemów wsparcia, a te źródła nie będą produkowały energii. W takich warunkach dalszy rozwój źródeł odnawialnych musi być oparty na przesłankach ekonomicznych, odzwierciedlających korzyści i uwarunkowania techniczne pracy tych źródeł w systemie.

Sikorski przekonywał, że fotowoltaika powinna obecnie rozwijać się na zasadach rynkowych i należy usunąć system opustowy powodujący wzrost zapotrzebowania. –  Z tego powodu taka stymulacja jest stymulacją bardzo niebezpieczną, która może doprowadzić do deficytów energii – przekonywał. Krytykował też pomysł prosumenta wirtualnego. –  Tego typu rozwiązanie jest całkowicie nieadekwatne do funkcjonowania rynku energii elektrycznej z prostego powodu, takiego, że ingeruje ono mechanizm zawierania transakcji handlowych na rynku energii elektrycznej – mówił w Sejmie. Nie chciał także zwalniania z opłat dystrybucyjnych. – W naszej ocenie jest to niedopuszczalne, ponieważ narusza to prawa i interesy odbiorców, którzy nie są prosumentami. W prosty sposób prowadzi to do subsydiowania – dodał. –  korekty projektu w zakresie, jaki wymieniłem, plus dodatkowo kilka mniejszych, są niezbędne, by nowe regulacje tworzyły warunki do rozwoju prosumentów energii odnawialnej uwzględniające interes wszystkich odbiorców. Z drugiej strony chciałem podkreślić, że wdrożenie tej nowelizacji jest pilne, dlatego że aktualny system już ma wadę i nie może dłużej być kontynuowany, ponieważ stworzy takie same problemy jak proponowana nowelizacja – podsumował Sikorski.

– Rozumiejąc wszystkie wyzwania związane z trudnościami technicznymi, z dystrybucją energii, wydaje się, że projekt ten mityguje ryzyka i ograniczenia, demokratyzuje, jak powiedziałam, i przede wszystkim daje szanse na dostarczenie i odbiór taniego i czystego prądu w sposób nieprzewymiarowany tam, gdzie jest on potrzebny – parowała Jadwiga Emilewicz.

Kompromis na rzecz bezpieczeństwa energetycznego?

Mamy zatem do czynienia z klasycznym sporem o dwa wierzchołki trójkąta bezpieczeństwa energetycznego. Trzy z nich to: bezpieczeństwo, akceptowalna cena i środowisko. Minister Naimski skupia się na bezpieczeństwie, a minister Emilewicz na cenie. Warto pogodzić te racje.

Jedno z rozwiązań to powiązanie wsparcia fotowoltaiki z obowiązkiem oraz wsparciem magazynów energii pozwalających stabilizować takie źródła. Takie rozwiązanie oznaczałoby podwojenie kosztu wsparcia, bo instalacja fotowoltaiczna może kosztować 15-50 tysięcy i podobne są ceny najtańszych magazynów energii. Być może jednak warto zainwestować w stabilny rozwój źródeł dających obniżki cen energii tak potrzebne gospodarstwom domowym i firmom w Polsce.

Warunki brzegowe to racjonalne inwestycje w fotowoltaikę, które nie będą przerośnięte i niedostosowane do zdolności systemu. Z drugiej strony potrzebne są dalsze inwestycje w rozbudowę systemu dystrybucji, który do tej pory nie przygotował się na rewolucję odnawialną, o czym przypominała na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach szefowa departamentu źródeł odnawialnych Urzędu Regulacji Energetyki Katarzyna Szwed-Lipińska. Polacy przeoczyli tę rewolucję i teraz muszą nadrabiać zaległości w sposób zapewniający bezpieczeństwo energetyczne w pełnej krasie, zgodnie z trzema wierzchołkami trójkąta jego definicji.

Trwają prace nad czwartym powiększeniem budżetu programu Mój Prąd. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej znów zwiększa pulę pozwalając na dotację ponad 20 tysięcy instalacji znajdujących się obecnie na listach rezerwowych. Polacy inwestują w słońce, a wojna polityków o to, w jaki sposób odpowiedzieć na tę potrzebę powinna zakończyć się rozwiązaniem konstruktywnym. Tej rewolucji nie da się już przeoczyć, trzeba się nauczyć z nią żyć.

Surowiec paneli słonecznych pozyskany pracą przymusową w Chinach jest na celowniku USA

Największy dostawca paneli słonecznych w USA ma w łańcuchu dostaw firmy, które mogły korzystać z pracy niewolniczej Ujgurów w Państwie Środka. Kongres domaga się sankcji na dostawy z regionu Sinciang, w którym dochodzi do takiego procederu.

Chodzi o firmę LONGi odpowiedzialną za co najmniej 21 procent dostaw paneli słonecznych do USA w drugim kwartale 2021 roku. Ta firma kupuje polisilikon będący kluczowym komponentem paneli od co najmniej trzech producentów czerpiących ten surowiec z Hoshine Silicon Industry w Chinach. Ten podmiot został objęty ograniczeniami USA po ustaleniu, że wykorzystuje przymusową pracę mniejszości ujgurskiej w obszarze autonomicznym Sinciang. Na liście restrykcji znalazły się także GCL-Poly Energy Holdings oraz Daqo New Energy Corporation dostarczające komponenty do paneli firmie LONGi.

Kongres domaga się zatrzymania importu polisilikonu oraz innych towarów z Sinciangu. Ustawa z 15 lipca w tej sprawie ma silne, ponadpartyjne poparcie. Jednakże administracja Joe Bidena się waha, bo 37 procent dostaw związanych z budową paneli słonecznych dociera do Ameryki z Chin i Hong Kongu. Z tego względu niektóre firmy apelują o ograniczenie dostaw z Sinciangu i kontynuację importu z innych części Chin.

S&P Global Platts/Wojciech Jakóbik

USA mogą wprowadzić sankcje na dostawy krwawego surowca fotowoltaiki z Chin

Administracja USA rozważa wprowadzenie zakazu importu polisilikonu z chińskiego Sinciangu, który powstaje z wykorzystaniem pracy przymusowej mniejszości ujgurskiej prześladowanej w Państwie Środka.

BiznesAlert.pl informował o produkcji polisilikonu w Chinach z użyciem pracy przymusowej Ujgurów. Politico informuje, że sankcje na dostawy tego surowca mogą utrudnić transformację energetyczną, bo znajduje się on w większości paneli słonecznych na świecie. Jednak ponadpartyjna grupa senatorów USA namawia Bidena do działania. Rozważana regulacja poznana przez Politico miałaby zakładać przejmowanie podejrzanych dostaw w portach amerykańskich. Możliwe jest wprowadzenie zakazu dostaw z wybranych fabryk, w których może dochodzić do wykorzystywania pracy przymusowej.

Politico/Wojciech Jakóbik

USA wprowadzają sankcje na dostawy polisilikonu z obozów pracy w Chinach

USA wprowadziły zakaz importu części materiałów do paneli słonecznych z Chin. Chodzi o produkty wytworzone z wykorzystaniem pracy przymusowej mniejszości ujgurskiej prześladowanej w Państwie Środka, w tym polisilikon.

Biały Dom ogłosił 24 czerwca sankcje na import polisilikonu wytwarzanego w obozach pracy Ujgurów w Sinciangu. USA oskarżyły Chiny o ludobójstwo tej mniejszości muzułmańskiej.

Amerykańska służba celna ogłosiła zakaz importu produktów bazujących na silikonie od firmy Hoshine Silicion Industry Company oraz produktów wytworzonych z ich pomocą. Ta instytucja informuje, że ma potwierdzone informacje o wykorzystaniu pracy przymusowej przy wytwarzaniu tych dóbr. – Nasze cele klimatyczne nie będą realizowane kosztem istnień ludzkich wykorzystywanych do pracy przymusowej – zadeklarował sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA Alejandro Mayorkas.

Na czarnej liście znalazły się także Daqo New Energy Company, Xinjiang East Hope Nonferrous Metals Company, Xinjiang GCL New Energy Material Technology Company oraz Xinjiang Production and Construction Corps. Te podmioty według Departamentu Handlu USA były zaangażowane w naruszenia praw człowieka oraz organizację obozów pracy w Chinach.

Sam polisilikon z Chin wykorzystywany do produkcji paneli fotowoltaicznych został dodany na listę produktów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej, w tym pracy dzieci. Chińczycy odrzucają oskarżenia tego rodzaju.

Amerykanie rozmawiają z Unią Europejską, Kanadą i Wielką Brytanią o możliwości wprowadzenia wspólnych sankcji wobec Chin za prześladowania Ujgurów.

The New York Times/Wojciech Jakóbik

Prezydenci rozmawiali o OZE z Estonii i wodorze Orlenu jako paliwach wspólnej polityki klimatycznej | Budowniczy Baltic Pipe wyrusza na budowę odcinka na Morzu Bałtyckim

Prezydenci rozmawiali o OZE z Estonii i wodorze Orlenu jako paliwach wspólnej polityki klimatycznej | Budowniczy Baltic Pipe wyrusza na budowę odcinka na Morzu Bałtyckim

: Prezydenci Estonii i Polski rozmawiali o współpracy na rzecz energetyki oraz klimatu. Firmy z tych krajów mogą współpracować w sektorach Odnawialnych Źródeł Energii, a dyplomacje razem tworzyć politykę klimatyczną Unii Europejskiej.

: Amerykanie nadal sprzeciwiają się Nord Stream 2, ale nie skłonili Niemców do wycofania poparcia dla tego spornego projektu. USA mogą poszerzyć sankcje, które go obejmują w maju.  

: Statek Castoro 1 należący do włoskiego Saipemu wyrusza piątego maja z portu w Rotterdamie na budowę morskiego odcinka Baltic Pipe na Morzu Bałtyckim.

Prezydenci rozmawiali o OZE z Estonii i wodorze Orlenu jako paliwach wspólnej polityki klimatycznej

Prezydenci Estonii i Polski rozmawiali o współpracy na rzecz energetyki oraz klimatu. Firmy z tych krajów mogą współpracować w sektorach Odnawialnych Źródeł Energii, a dyplomacje razem tworzyć politykę klimatyczną Unii Europejskiej.

Prezydent Estonii Kersti Kaljulaid mówiła na konferencji Pol-Est Green Bridge zorganizowanej przez Polsko-Estońską Izbę Handlową o potencjale inwestycji firm estońskich w Odnawialne Źródła Energii w Polsce, ale wspominała w tym kontekście o potrzebie stworzenia niezbędnych regulacji zachęcających do inwestycji. – Estońskie firmy energetyczne mają wiele interesów w Polsce, między innymi w fotowoltaice – oceniła. Estońska firma Enefit już teraz jest obecna na rynku polskim i instaluje tam panele fotowoltaiczne. Warto dodać, że Polska zapowiada liberalizację ustawy odległościowej dającą możliwość budowy lądowych farm wiatrowych.

Polski prezydent Andrzej Duda przypominał zgodnie ze swą estońską odpowiedniczką, że energia docierająca do Unii Europejskiej powinna być produkowana przy zachowaniu standardów emisyjnych, aby produkcja nie uciekała poza jej granice. – Musimy mieć pewność, że energia w Unii Europejskiej jest produkowana zgodnie ze wszelkimi normami. Nie ma tej pewności przy imporcie. Nie wiemy, czy taka energia jest produkowana w zgodzie z naszymi normami – ocenił.

W ten sposób przywódcy odnieśli się do dyskusji o Carbon Border Adjustment Mechanism (CBAM), który ma obciążyć import towarów do Unii w zależności od emisji CO2 towarzyszącej ich produkcji, w tym surowców oraz energii. Komisja Europejska ma przedstawić założenia tego rozwiązania w czerwcu 2021 roku.

Główny partner konferencji to Orlen Eesti, oddział polskiego PKN Orlen, działający w Estonii i zapewniający 60 procent paliw temu krajowi dzięki pracy Rafinerii Możejki na Litwie. Jego prezes to Waldemar Król, członek zarządu Orlenu oraz Polsko-Estońskiej Izby Handlowej. Prezydenci mówili o potencjale współpracy Polski i Estonii przy transformacji sektora transportu, w tym z wykorzystaniem wodoru, w który chce inwestować PKN Orlen.

Wojciech Jakóbik

USA i Niemcy rozmawiały o Nord Stream 2 w kuluarach szczytu G7

Amerykanie nadal sprzeciwiają się Nord Stream 2, ale nie skłonili Niemców do wycofania poparcia dla tego spornego projektu. USA mogą poszerzyć sankcje, które go obejmują w maju.  

Rzecznik Ned Price poinformował, że sekretarz stanu USA Antony Blinken podkreślił w rozmowie z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasem w kuluarach szczytu G7 „silny sprzeciw” Ameryki wobec projektu Nord Stream 2. – Rozmawialiśmy o projekcie Nord Stream 2 i wymieniliśmy stanowiska znane obu stronom – przyznał Maas. – Nie ma nowych wieści na ten temat – dodał. Przedstawiciele Niemiec podkreślali, że Nord Stream 2 jest im potrzebny do realizacji polityki energetyczno-klimatycznej, ale są gotowi wesprzeć bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy, która może ucierpieć na przekierowaniu dostaw z jej terytorium do nowego gazociągu z Rosji.

USA rozważają wciąż poszerzenie sankcji wobec Nord Stream 2 znajdującego się na finiszu budowy, która ma się zakończyć we wrześniu 2021 roku. Sekretarz stanu Antony Blinken przyznał w przeszłości, że los tego projektu „ostatecznie zależy od jego budowniczych”.

Biały Dom/Deutsche Presse Agentur/Wojciech Jakóbik

Budowniczy Baltic Pipe wyrusza na budowę odcinka na Morzu Bałtyckim

Statek Castoro 1 należący do włoskiego Saipemu wyrusza piątego maja z portu w Rotterdamie na budowę morskiego odcinka Baltic Pipe na Morzu Bałtyckim.

Inauguracja pracy przy bałtyckim odcinku gazociągu mającego dać gaz norweski Polsce oraz Danii będzie okraszona wystąpieniami polityków, także z Włoch. Na miejscu będą między innymi pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oraz prezes operatora sieci przesyłowej gazu Gaz-System.

Polacy liczą na to, że odcinek morski zostanie ukończony do końca 2021 roku. Cały gazociąg ma być gotowy do października 2022 roku i pozwolić na zastąpienie kontraktu długoterminowego z Gazpromem dostawami gazu norweskiego ze złóż pod kontrolą polskiego PGNiG oraz kupionych od producentów pracujących na szelfie norweskim. Tak zwany kontrakt jamalski opiewa na maksymalnie 10,2 mld m sześc. rocznie do końca 2022 roku. Baltic Pipe pozwoli importować do 10 mld m sześc. rocznie od końca przyszłego roku.

Wojciech Jakóbik

Polska chce zostać europejskim liderem rozwijając fotowoltaikę w połączeniu z wodorem

Rozwój przydomowych paneli fotowoltaicznych przyspieszy zastosowanie elektrolizerów, które będą wykorzystywane do magazynowania i stabilizowania dostaw energii z odnawialnych źródeł.

Polska chce być liderem europejskiej gospodarki wodorowej nie idąc w zieloną rewolucję, ale wykorzystując to, co jest już gospodarce i to właśnie dlatego Ministerstwo Klimatu i Środowiska walczyło na europejskiej arenie o nową klasyfikację wodoru.

– Nie chodzi już o podział na wodór zielony z OZE lub wodór niebieski z gazu bądź czarny z węgla, ale o taki, w którym najważniejsza byłaby kwestia emisyjności – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red. nacz. BiznesAlert.pl.

Dzięki nowej klasyfikacji Polska będzie mogła uzyskać dofinansowanie na różne produkcje wodoru, także na wodór szary, wytwarzany już obecnie w polskich rafineriach.

Już obecnie Polska jest piątym na świecie producentem szarego wodoru. To daje dobrą podstawę do tego, abyśmy w kolejne dekadzie mieli dobrą podstawę do rozwoju zielonego wodoru, gdy pojawią się nowe technologie.

Kolejnym elementem budowy gospodarki wodorowej w Polsce ma być jej rozwój na poziomie lokalnym, co pozwoli stabilizować odnawialne źródła energii.

– Stąd pomysł, aby powołać nowy fundusz, który będzie współfinansował budowę przydomowych elektrolizerów wodoru – wyjaśnia W.Jakóbik.

Może się okazać, że w bliskiej przyszłości właściciele domów jednorodzinnych będą stawiać farmy fotowoltaiczne i będą stabilizować dostawy z tych farm wykorzystując magazyny energii, którymi będą elektrolizery. I wtedy powstanie nadwyżka, która zostanie wykorzystana do produkcji wodoru. W ten sposób gospodarka wodorowa na poziomie lokalnym stabilizować będzie cały system energetyczny.

Źródło: biznes.interia.pl

Gra o wodór. Nowy rozdział polityki energetycznej Polski i stary trylemat

Molekuła wody. Fot. Freepik
Molekuła wody. Fot. Freepik

Polska musi jak najszybciej siąść do rozmów o unijnej gospodarce wodorowej by nie znaleźć się w ich menu i nie zamienić zależności od gazu z Rosji na zależność od energii z Niemiec. To nowy rozdział polityki energetycznej RP ze starym trylematem – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Gra o wodór. Nowy rozdział polityki energetycznej Polski i stary trylemat”

Fotowoltaika – sieci energetyczne nie przyjmą prądu z mikroinstalacji? Komentarz w eNewsroom

Rozwój ekologicznej energetyki wymaga nie tylko inwestycji w fotowoltaikę i farmy wiatrowe. By państwowy system energetyczny działał sprawnie i stabilnie, trzeba odpowiednio rozwijać infrastrukturę sieci. Dlatego na nową strategię – która planuje rozwój polskiej energetyki do 2040 roku – trzeba spojrzeć podwójnie krytyczne. Zakłada ona bowiem bardzo niski poziom pozyskiwania energii z fotowoltaiki, wynoszący około 12 gigawatów. To po pierwsze konserwatywne i nieodpowiedzialne ekologicznie plany, a po drugie mogące zdestabilizować polską sieć energetyczną. Szybki rozwój technologii fotowoltaicznej spowoduje najpewniej duży spadek cen paneli przetwarzających energię słoneczną. Może się okazać, że mikroinstalacje fotowoltaiczne w indywidualnych gospodarstwach domowych wyprodukują dużo więcej energii, niż zakładane jest w strategii. Wtedy państwo stanie przed problemem niedostosowanej infrastruktury, która nie udźwignie takiej ilości mikroźródeł energii elektrycznej.


– Gdy wzrośnie ilość fotowoltaiki indywidualnej, operator sieci przesyłowej stanie przed problemem zarządzania tymi źródłami energii. Coraz większa liczba mikroźródeł będzie powodować destabilizację sieci. Już teraz trzeba podjąć inwestycje niezbędne do tego, aby akomodować i przyjąć tę transformację, przed którą nie ma odwrotu – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. – Musimy znaleźć rozwiązania stabilizacji odnawialnych źródeł energii w sieci. Być może za programem wsparcia źródeł tego rodzaju, takich jak program Mój Prąd, powinny pójść kolejne – wspierające podłączanie indywidualnej fotowoltaiki do sieci przesyłowej.To pomoże zachować zgodę pomiędzy operatorem, który stoi na straży stabilności – a konsumentami, którzy chcą mieć tanie, własne źródło energii – wskazuje Jakóbik.

Źródło: eNewsroom.pl

Wygaszanie polskich kopalń. Fotowoltaika, farmy wiatrowe, atom – Telewizja Republika

Wygaszanie polskich kopalń. Fotowoltaika, farmy wiatrowe, atom

Polski węgiel przegrywa na rynku światowym i polskim np. z węglem z Rosji. Dzieje się tak nie tylko przez niższe koszty importu, ale również przez to, że  zapotrzebowanie na węgiel w Polsce nie rośnie tak szybko, jak chcieliby tego jego zwolennicy.

Niezależnie czy polska polityka będzie liberalna, bądź konserwatywna będzie potrzeba mniej węgla i mniej górników. To będzie największe wyzwanie.

Więcej w wywiadzie Polska Na dzień Dobry w Telewizji Republika.

Źródło

Europejski Zielony Ład zwróci się, jeśli uwzględni różnorodność

Emisja CO2. Fot.: Flickr
Emisja CO2. Fot.: Flickr

Czy Europejski Zielony Ład zwróci się w postaci nowej, innowacyjnej branży przemysłu? Tak, ale może przy okazji zmieść starą i musi odpowiedzieć na wyzwanie uzależnienia od importu komponentów OZE – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Państwa zaawansowane na szlaku zielonej gospodarki, które już teraz eksportują technologie OZE (jak Niemcy) będą największymi beneficjentami zmian. Państwa mniej zaawansowane (jak Polska) będą biorcami innowacji i będą miały problem z wykorzystaniem własnych specjalności – ocenia.

Pochód protekcjonalizmu

Przyczynkiem do tego komentarza jest fakt, że w dobie kryzysu kraje świata sięgają po protekcjonalizm gospodarczy i nie inaczej jest w sektorze energetyki odnawialnej, który ma być motorem innowacyjności oraz konkurencyjności europejskiej. Kommiersant ustalił, że rząd rosyjski zamierza wprowadzić do projektu dekretu rządowego kary za niewystarczającą lokalizację produkcji komponentów Odnawialnych Źródeł Energii. Projekty, które powstały z niewystarczającym udziałem przemysłu krajowego. Zrewidowany projekt przesłany przez ministerstwo przemysłu i handlu do resortu finansów zakłada, że kara będzie wynosić 100 procent wartości kontraktu z rynku mocy mającego subsydiować OZE w Rosji w razie niewypełnienia celu lokalizacji od 2025 roku. Może także uwzględnić limity eksportu produkcji tego typu. Według Vygon Consulting mechanizm wsparcia projektowany przez Rosjan ma być wart 400 mld rubli i umożliwić wytworzenie do 8,5 GW energetyki odnawialnej. Pomysł został skrytykowany przez Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Energetyki Odnawialnej. Konieczność większego stopnia lokalizacji produkcji komponentów OZE ma przynieść konieczność wydatków sięgających 50 mld rubli.

Jakie są specjalności europejskie?

Organizacja branżowa International Renewable Energy Agency (IRENA) stworzyła we współpracy z Komisją Europejską wytyczne budowy europejskiego przemysłu OZE. Udział źródeł odnawialnych w miksie energetycznym Europy może sięgnąć 34 procent w 2030 roku, bo większość krajów unijnych posiada warunki odpowiednie do ich rozwoju pod warunkiem odpowiedniej polityki wsparcia, jak program Europejskiego Zielonego Ładu. Komisja Europejska informuje w dokumentach, że Europa jest w stanie wytwarzać komponenty energetyki wiatrowej na morzu, ale jest zależna od importu tych potrzebnych do budowy paneli fotowoltaicznych przez kryzys gospodarczy w 2008 roku osłabiający przemysł europejski oraz politykę Chin wspierającą eksport produktów tego typu. Porównanie dwóch okresów 2000-2003 i 2012-2015 pokazuje, że udział technologii wiatrowych w całkowitym eksporcie z Unii Europejskiej wzrósł z 4 do 11 procent, a słonecznych z 5 do 9 procent. Dla porównania eksport czystych technologii węglowych, gazowych i naftowych spadł z 56 do 45 procent. Import do Unii Europejskiej  wzrósł 3,5 razy w porównaniu okresów 2000-2003 i 2008-2011 głównie przez wzrost zależności od komponentów słonecznych z Chin. Udział tych produktów w całkowitym imporcie europejskim wzrósł w badanym okresie z 23 do 72 procent. Charakterystyki krajowe różnią się w zależności od tego, która technologia jest specjalnością danego z nich. Niemcy mają zrównoważony bilans handlowy w tym zakresie przez to, że inwestują w promocję krajowej fotowoltaiki w celu zmniejszenia importu i eksportują technologie wiatrowe, węglowe i węglowodorowe. Opisywaliśmy w BiznesAlert.pl jak ta zależność została uwidoczniona wraz z rozwojem pandemii koronawirusa. Nowy budżet europejski ma promować zielony przemysł europejski. Dotychczasowa specjalność eksportowa na poziomie Unii Europejskiej w postaci technologii energetyki konwencjonalnej, ma zostać wzmocniona o zieloną nóżkę, czyli europejskie OZE. Jedna trzecia budżetu ma być przeznaczona na cele klimatyczne i należy rozumieć ten postulat także w kontekście wzmacniania lokalnego rozwoju technologii odnawialnych jako narzędzia wzmacniającego konkurencyjność przemysłu unijnego, szczególnie z pomocą pożyczek Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Uwzględnić różnorodność

Warto jednak zaznaczyć, że różnorodność krajów europejskich opisana w dokumentach unijnych sprawia, że kurs na zielone innowacje będzie miał różne skutki. Państwa zaawansowane na szlaku zielonej gospodarki, które już teraz eksportują technologie OZE (jak Niemcy) będą największymi beneficjentami zmian. Państwa mniej zaawansowane (jak Polska) będą biorcami innowacji i będą miały problem z wykorzystaniem własnych specjalności, jak technologie konwencjonalne będące istotnym elementem eksportu europejskiego według danych przytoczonych wyżej. Kurs na technologie zielone może osłabić konkurencyjność technologii energetycznych innego rodzaju. Z tego względu konieczne jest efektywne wykorzystanie mechanizmów wspierających transformację, jak Fundusz Sprawiedliwej Transformacji i inne narzędzia opisane w BiznesAlert.pl. Dodatkowe rozwiązanie premiujące europejską produkcję technologii OZE to podatek od śladu węglowego (carbon border tax – CBT) nakładający obciążenia na dostawców produktów spoza Unii Europejskiej, którzy sprzedają je tanio, bo nie muszą opłacać polityki klimatycznej wzorem ich europejskich konkurentów. Z tego względu Polska popiera maksymalnie duży budżet funduszy wspierających transformację, na czele z FST, a także CBT. Europejski Zielony Ład musi uwzględniać różnorodność europejską oraz fakt, że pod względem polityki klimatycznej Europa pozostaje wyjątkiem na arenie międzynarodowej.