Deeskalacja przez eskalację, czyli zalać Baltic Pipe do pełna (ANALIZA)

Deeskalacja przez eskalację, czyli zalać Baltic Pipe do pełna (ANALIZA)

– Rosjanom przypisywana jest doktryna deeskalacji przez eskalację. Chodzi o ograniczony atak taktyczną bronią jądrową na mało istotnym obszarze mający zniechęcić przeciwnika do dalszej walki. Ta doktryna sprawdziłaby się jako opis kolejnego etapu gry Gazpromu, której ofiarą stała się między innymi Polska. Względy bezpieczeństwa każą maksymalnie wykorzystać Baltic Pipe – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ultimatum rublowe dzieli klientów Gazpromu

Rosja ogranicza podaż gazu w Europie od połowy 2021 roku podsycając kryzys energetyczny. Dziś widać już, że mógł to być element przygotowań do ataku na Ukrainę. Ta gra weszła w drugą fazę wraz z pojawieniem się oczekiwania Rosjan, że obowiązujące kontrakty na dostawy gazu będą realizowane z pomocą nowego mechanizmu płatności, nieprzewidzianego w umowie, ale narzuconego dekretem prezydenta Władimira Putina. Kraje, które nie zechciały się podporządkować, jak Bułgaria, Polska i Finlandia, zostały odcięte od gazu. Nie jest jasna sytuacja pozostałych państw, na czele z największymi klientami jak Niemcy i Włochy, których firmy zadeklarowały włączenie się w nowy mechanizm. Zakłada on płatności w dotychczasowych walutach, które potem będą zamieniane na ruble na kontach Gazprombanku. Komisja Europejska ustąpiła z początkowo stanowczej postawy i uznała, że naruszeniem sankcji będzie samo założenie konta rublowego. Nie może jednak wprowadzić żadnych sankcji wobec firm, które mimo jej ostrzeżeń założyły takie konta, jak Uniper z Niemiec czy ENI z Włoch. Brakuje informacji na temat wpływu rządów tych krajów na postawę Komisji, ale powinien to być przedmiot badań w sprawie ewentualnego nadużycia wpływów w Brukseli przez najsilniejsze państwa unijne przeciwko interesom słabszych, jak Bułgaria czy Polska dotknięte działaniami Gazpromu, który naruszył ich kontrakty i będzie się prawdopodobnie widział z ich prawnikami w sądzie. Gra Kremla na podziały w Unii Europejskiej będzie kontynuowana.

Eskalacja na rynku gazu

Druga faza gry Gazpromu może być czymś więcej niż zagrywką taktyczną. Spór sądowy o przerwę dostaw do niektórych krajów, jak Bułgaria, Polska i Finlandia, może się ciągnąć w sądzie latami, a gaz nie będzie dalej płynął. Tak jak pisałem w przeszłości, Gazprom może grać na przyspieszenie spadku podaży gazu w Europie, na przykład w odpowiedzi na coraz bardziej udaną współpracę Zachodu na rzecz zmniejszenia zakupów w Rosji, czego dowodem może być szybkie zapewnienie dostaw LNG do Bułgarii przez Grecję czy pływającego gazoportu z USA na użytek Finlandii i Estonii jeszcze przed zimą. Ucieleśnienie tej współpracy to program REPowerEU, który zakłada porzucenie gazu z Rosji do 2027 roku. Gazprom mógł zechcieć podnieść poprzeczkę przed sezonem grzewczym. Zatrzymanie realizacji kontraktu jamalskiego w Polsce opiewającego na dostawy około 10 mld m sześc. rocznie po czterech miesiącach oznacza, że Polacy otrzymają około 7 mld m sześc. gazu mniej od planu. Bułgarzy importowali około 2,9 mld m sześc. gazu rocznie, a zatem też otrzymali około 75 procent mniej. Gaz, którego nie sprowadzą z Rosji, będą w stanie sprowadzić z innych części Europy oraz spoza niej zapewniając bezpieczeństwo dostaw, ale dodatkowo zmniejszając podaż gazu na rynku i podnosząc ceny. Podobnie zadziałało odcięcie od gazu Finlandii, która będzie bezpieczna, bo sprowadzi gaz przez gazociąg Balticconnector i Estonię, ale będzie do tego potrzebowała do czasu zapewnienia sobie pływającego gazoportu FSRU mocy terminalu w Kłajpedzie i zacznie o nią rywalizować z Polakami. Do tego dochodzi spadek przesyłu przez Ukrainę notowany pod kolejnym pretekstem po ultimatum rublowym, czyli zatrzymaniu dostaw przez tłocznię Sochraniwka przez Ukraińców, którzy obawiali się, że Gazprom będzie podkradał gaz na potrzeby państw marionetkowych na wschodzie ich kraju, a Rosjanie nie chcieli przekierować tych dostaw do dostępnego szlaku przez punkt wejścia Sudża tłumacząc się względami technicznymi podważonymi przez stronę ukraińską. Rosjanie w przeszłości przekierowywali już dostawy z Sochraniwki do Sudży bez problemu, ale teraz nie chcą, ograniczając dodatkowo podaż gazu w Europie przez spadek przesyłu przez Ukrainę. To działania poniżej progu wojny gazowej oznaczającej pełną przerwę dostaw. To ruchy taktyczne, które mają odstraszać i widać po działaniach ENI oraz Unipera, że mają taki potencjał. Rosjanie używają swoistej taktycznej broni jądrowej na europejskim rynku gazu, żeby wystraszyć przeciwników w Europie wizją pełnej, gazowej wojny nuklearnej. Tak może działać doktryna deeskalacji przez eskalację na rynku gazu.

Dostawy gazu rosyjskiego przez Ukrainę systematycznie spadają. Fot. GTSOUA

Czy Polska jest bezpieczna i co to znaczy?

Pisałem w przeszłości, że przy obecnym poziomie zaopatrzenia rynku europejskiego Polska będzie mogła w tym roku sprowadzić gaz spoza Rosji nie tylko przez terminale LNG w Świnoujściu i Kłajpedzie oraz gazociąg Baltic Pipe, ale także z giełdy niemieckiej rewersem Gazociągu Jamalskiego oraz gazociągami z Czech oraz Słowacji. Jeżeli jednak podaż dodatkowo spadnie, będą się liczyły dostawy fizyczne spoza Rosji, a wówczas niezbędne będzie maksymalne wykorzystanie LNG oraz Baltic Pipe dające obecnie licząc z dostawami przez Litwę około 18 mld m sześc. rocznie (6,3+10+2) od początku 2023 roku. Warto w tym kontekście dodać, że sankcje wobec firm objętych zarządem komisarycznym w Niemczech (Astora, Gazprom Germania) oraz sankcjami w Polsce (EuRoPol Gaz), do których należy infrastruktura przesyłowa Gazociągu Jamalskiego w tych krajach mogą uniemożliwić wykorzystanie tego gazociągu, a tym samym wykorzystanie jego rewersu w Polsce, dającego dostęp do 4,5 mld m sześc. rocznie. Nieprzypadkowo to właśnie tuż przed sankcjami jamalskimi Rosji ministerstwo gospodarki Niemiec ogłosiło stan zagrożenia na rynku gazu i zaplanowało program ograniczenia poboru gazu zimą. Warto iść za przykładem Niemiec, które liczą się z możliwością przerwy dostaw na ich rynek. To możliwy scenariusz w razie dalszej deeskalacji przez eskalację, który mógłby ograniczyć dostępność gazu także w naszym kraju. Zużycie Polski to 20 mld m sześc. Oznacza to, że będzie możliwe do zrealizowania bez przeszkód przy wyczerpaniu magazynów o pojemności 3,3 mld m sześc. Wobec niedoboru gazu na giełdzie europejskiej możliwemu w razie dalszej eskalacji działań rosyjskich, Polska nie będzie musiała wprowadzać ograniczeń poboru gazu, z którymi oficjalnie liczy się PGNiG w odniesieniu do przemysłu, jeżeli w pełni wykorzysta szlaki dostaw gazu nierosyjskiego na czele z Baltic Pipe. To argument za pełną kontraktacją tej magistrali ze względów bezpieczeństwa, nawet jeśli względy rynkowe sugerują, że destrukcja popytu wywołana kryzysem energetycznym może wręcz zmniejszyć zapotrzebowanie na gaz, jak sugerowały władze tej spółki tłumacząc się z niepełnego portfolio umów na dostawy przez gazociąg z Norwegii. Jeżeli nie spełni się najczarniejszy scenariusz, Polacy bez problemu zrealizują zapotrzebowanie na gaz dostawami fizycznymi spoza Rosji oraz tymi z giełdy europejskiej. Można sobie nawet wyobrazić scenariusz, w którym kolejne państwa europejskie ulegają ultimatum rublowemu i włączają się w nowy mechanizm płatności w rublach zwiększając podaż na rynku europejskim. Jeżeli jednak czarny scenariusz się spełni, zostaną tylko źródła nierosyjskie, a ci którzy zostaną dopadnięci przez kryzys bez dodatkowego gazu w zanadrzu, poniosą konsekwencje jak Niemcy, które oddały część magazynów gazu pod kontrolę Gazprom Germania i weszły w sezon grzewczy z rekordowo niskimi zapasami przez celowe działania Rosjan na rzecz eskalacji kryzysu energetycznego. Wówczas może być konieczne ograniczenie poboru gazu, mechanizmy reglamentacji, dodatkowe subsydia regulujące ceny. Nieprzypadkowo Austria i Niemcy wprowadziły już stosowne rozwiązania legislacyjne w tej sprawie. To wciąż będzie oznaczało zachowanie bezpieczeństwa dostaw, ale przy określonych wyrzeczeniach ekonomicznych, których będzie mniej w razie pełnego wykorzystania alternatywnych szlaków dostaw na czele z Baltic Pipe. Te koszty będą prawdopodobnie mniejsze niż pozbywania się ewentualnych nadwyżek z portfolio Polaków w razie scenariusza optymistycznego.

Lać do pełna

Zatem w obliczu dalszej gry Gazpromu i próby deeskalacji przez eskalację na rynku gazu należy liczyć na najlepsze, ale spodziewać się najgorszego: przygotować rynek gazu na ewentualność zerowych dostaw gazu z Rosji do Europy po to, aby groźba takiego rozwoju wypadków nie wiązała Europejczykom rąk w odpowiedzi na ciąg dalszy inwazji rosyjskiej na Ukrainie. Polak był mądry przed szkodą zapełniając magazyny na zimę w przeciwieństwie do Niemców zostawiających ten proces Gazpromowi. Powinien być mądry przed szkodą także wobec nadchodzącego sezonu grzewczego i przygotować się na czarny scenariusz w nadziei, że nigdy się nie spełni. To jednoznaczny argument za tym, by zalać Baltic Pipe do pełna. – PGNiG cały czas prowadzi rozmowy z partnerami działającymi na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, aby efektywnie zrealizować cel pełnego wykorzystania zarezerwowanych mocy. Spółka będzie informować o wynikach tych rozmów – zadeklarowała ta spółka 20 maja.

Parlament Europejski grozi byłemu kanclerzowi sankcjami, jeśli nie opuści synekur w Rosji | Ultimatum rublowe dzieli Europę. Komisja ostrzega przed kontami w rublach

:Parlament Europejski grozi byłemu kanclerzowi Niemiec a obecnie lobbyście firm rosyjskich Gerhardowi Schroederowi sankcjami jeśli nie porzuci stanowisk w Rosji, która zaatakowała Ukraine.

:Komisja Europejska ostrzega, że otwieranie kont rublowych w Gazprombanku byłoby naruszeniem sankcji wobec Rosji. Niektóre firmy europejskie zgłosiły gotowość do takiego ruchu w odpowiedzi na dekret prezydenta Władimira Putina wymagający nowej formuły płatności.

Czytaj dalej„Parlament Europejski grozi byłemu kanclerzowi sankcjami, jeśli nie opuści synekur w Rosji | Ultimatum rublowe dzieli Europę. Komisja ostrzega przed kontami w rublach”

Komisja ma uwolnić rezerwy polityki klimatycznej by mieć 20 mld euro na uniezależnienie od Rosji | Finowie idą z Gazpromem do sąd u w odpowiedzi na ultimatum rublowe

Komisja ma uwolnić rezerwy polityki klimatycznej by mieć 20 mld euro na uniezależnienie od Rosji | Finowie idą z Gazpromem do sąd u w odpowiedzi na ultimatum rublowe

:Financial Times ustalił, że Komisja Europejska chce zgromadzić około 20 mld euro ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 z rezerwy stabilności rynkowej na inwestycje uniezależniające Europę od surowców Rosji.

:Fińska firma Gasum odrzuciła oczekiwanie Gazpromu płatności rublami, podobnie jak polskie PGNiG. Zapowiedziała skierowanie sporu do arbitrażu.

Komisja ma uwolnić rezerwy polityki klimatycznej by mieć 20 mld euro na uniezależnienie od Rosji

Financial Times ustalił, że Komisja Europejska chce zgromadzić około 20 mld euro ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 z rezerwy stabilności rynkowej na inwestycje uniezależniające Europę od surowców Rosji.

Szkic programu REPowerEU dotarł do Financial Times i choć może ulec jeszcze zmianie, to zawiera konstatację, że Odnawialne Źródła Energii pomogą Europie porzucić paliwa kopalne, ale krótkoterminowo potrzebne są także nowe źródła takich paliw spoza Rosji. Europa miałaby porzucić import gazu i ropy z Rosji do 2027 roku.

Plan zakłada sprzedaż 200-250 mln uprawnień do emisji CO2 z rezerwy stabilności rynkowej (MSR), której do tej pory Komisja nie chciała uwalniać, by nie zaniżyć ceny certyfikatów do poziomu, który przestanie zachęcać energetykę do inwestycji w OZE. Anonimowi przedstawiciele Komisji przekonują, że ten ruch połączony z okresowym wzrostem użycia LNG oraz węgla spoza Rosji nie zagrozi planowi Fit for 55 i wynikającemu z niego celowi redukcji emisji CO2 o 55 procent do 2030 roku.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Gazprom utajnia dane. Sankcje Kremla uderzyły w jego interesy

Źródło w Gazpromie przekazało Interfaxowi, że ten nie opublikuje raportu z pierwszego kwartału tego roku. Rząd rosyjski pozwolił na taki ruch firmom obawiającym się, że ujawnienie tych informacji zagrozi wprowadzeniem nowych sankcji. Faktem jest jednak, że to restrykcje rosyjskie uderzyły w jego interesy.

Gazprom ma nie publikować raportu kwartalnego. Kreml pozwolił na taki ruch, jeśli miałby chronić przed sankcjami, które mogłyby objąć na przykład obrót obligacjami. Jednakże Interfax przypomina, że dane z raportu mogłyby pokazać także wpływ kontrsankcji rosyjskich na biznes Gazpromu.

Objęcie restrykcjami 31 firm działających w Europie, w tym EuRoPol Gaz w Polsce, uderzyło w handel LNG poprzez spółkę Gazprom Marketing and Trading w Singapurze, która zajmowała się zakupami do 2,9 mln ton LNG z projektu Yamal LNG rosyjskiego Novateku oraz jego sprzedażą indyjskiemu Gail. Sankcje uderzyły także w Gazprom Global LNG sprzedający do miliona ton LNG z projektu Sachalin-2.

Interfax/Wojciech Jakóbik

Finowie idą z Gazpromem do sąd u w odpowiedzi na ultimatum rublowe

Fińska firma Gasum odrzuciła oczekiwanie Gazpromu płatności rublami, podobnie jak polskie PGNiG. Zapowiedziała skierowanie sporu do arbitrażu.

– Gasum nie akceptuje wymogu Gazpromu Exportu, aby przejść na ruble w płatnościach i w konsekwencji nie będzie płacić rublami ani za pośrednictwem mechanizmu zaproponowanego przez Gazprom Export – czytamy w komunikacie Finów.

 – To sytuacja nieakceptowalna dla Gasum, które zdecydowało o skierowaniu sporu w odniesieniu do kontraktu na dostawy gazu do arbitrażu zgodnie z umową. Ta sprawa zostanie rozstrzygnięta w arbitrażu. Gasum uznaje to za zwiększone ryzyko bezpieczeństwa dostaw gazu w związku z zawieszeniem obecnego kontraktu, bo w konsekwencji mogą zostać zatrzymane dostawy z Rosji do Finlandii. Gasum przygotowywało się na taki scenariusz z klientami i władzami krajowymi. W nadchodzącym sezonie letnim będzie zapewniać dostępność gazu ziemnego fińskim klientom przez gazociąg Balticconector (łączący Finlandię z państwami bałtyckimi – przyp. red.), choć ograniczenia mocy przesyłowej mogą to uczynić trudnym – czytamy dalej.

Gasum/Wojciech Jakóbik