Wsparcie pływającego gazoportu w Polsce i nie tylko z zielonym światłem Brukseli

Wsparcie pływającego gazoportu w Polsce i nie tylko z zielonym światłem Brukseli

Rada Unii Europejskiej przyjęła 16 marca rewizję regulacji poświęconej finansowaniu projektów priorytetowych w energetyce, czyli TEN-E. Wśród takich projektów znalazł się tak zwany pływający gazoport.

Nowe zasady wejdą w życie po publikacji w oficjalnym dzienniku Unii Europejskiej. Opisują kryteria finansowania najważniejszych projektów energetycznych w Europie. Te zostały ustalone w negocjacjach Rady z Parlamentem Europejskim i zakładają koniec wsparcia projektów gazowych oraz naftowych z okresem przejściowym do 2029 na finansowanie projektów na gaz, pod warunkiem możliwości ich przerobienia na wodór.

Nowe zapisy TEN-E mają także przyspieszyć procedury w odniesieniu do pozwoleń i podkreślić rolę odnawialnych źródeł energii oraz inteligentnych sieci. Unia Europejska ma wydać 48 mld euro w ramach Narzędzia Łacząc Europę (CEF) w latach 2021-27.

Piąta lista Projektów Wspólnego Zainteresowania (PCI) zawiera 67 projektów elektroenergetycznych oraz magazynów energii, 20 projektów gazowych, sześć odnoszących się do transportu CO2 i pięć poświęconych inteligentnym sieciom. Wśród nich znalazł się pływający gazoport, czyli jednostka FSRU, która ma stanąć w Zatoce Gdańskiej, według najnowszych informacji Gaz-System miałoby się to stać w 2026 roku.

S&P Global Platts/Wojciech Jakóbik

Pływający gazoport w Polsce będzie szybciej, jeśli pomoże polityka (ANALIZA)

Pływający gazoport w Polsce będzie szybciej, jeśli pomoże polityka (ANALIZA)

Drugi gazoport w Polsce, tym razem pływający, może być ze względu na atak Rosji na Ukrainę gotowy szybciej, ale jeszcze nie w tym roku przez wąskie gardła infrastrukturalne oraz rynkowe. Te mogą zostać ominięte przez polityków – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

FSRU na problemy z Rosją

Pływająca jednostka do magazynowania i regazyfikacji (FSRU) zwana potocznie drugim gazoportem ma stanąć w Zatoce Gdańskiej. Pierwotnie miało się to stać w latach 2027-2028. Procedura open season pokazała, że rynek jest zainteresowany wolumenem 6 mld m sześc. rocznie. Jednakże atak Rosji na Ukrainie oraz ryzyko odcinania kolejnych krajów unijnych po Bułgarii i Polsce od gazu rosyjskiego skłania do maksymalizacji dostępnych źródeł alternatywnych i w strategii energetycznej, czyli Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku znalazł się zapis o przyspieszeniu pływającego gazoportu. Z tego względu według deklaracji polityków oraz spółek przepustowość FSRU może zostać zwiększona na potrzeby reeksportu do Czech i Słowacji, ale nie tylko, a czas do uruchomienia ma zostać skrócony. Z punktu widzenia bezpieczeństwa najlepiej byłoby zapewnić FSRU jeszcze do końca tego roku. Tak zrobią Niemcy, którzy pierwszy z czterech obiektów tego typu chcą przyłączyć do sieci do końca 2022 roku. Pierwsze FSRU ma zawinąć do portu Wilhelmshaven dzięki Uniperowi znanemu ze wsparcia finansowego spornego projektu Nord Stream 2 i rozpocząć dostawy dzięki istniejącemu nabrzeżu przeładunkowemu Umschlagsanlage Voslpapper Groden (UVG). FSRU ma posłużyć doraźnie dostawom LNG (do 7,5 mld m sześc. rocznie po regazyfikacji), a do 2025 roku projektowi zielonego Wilhelmshaven z wykorzystaniem gazów zdekarbonizowanych, jak amoniak, biometan czy wodór. To właśnie dzięki posiadaniu stosownej infrastruktury Niemcy mogą zapewnić sobie FSRU tak szybko. Muszą jeszcze dobudować tzw. układ ship-to-shore łączący FSRU z instalacjami gazowymi na lądzie oraz przyłączenie do sieci gazowej oraz magazynu Etzel. Niemcy chcą mieć docelowo także terminal stacjonarny, jak polski obiekt w Świnoujściu. Warto przypomnieć, że dokonali sprzęgnięcia polityki państwa z działaniami komercyjnymi i dofinansowali Gasunie środkami niemieckiej wersji Banku Gospodarstwa Krajowego, czyli KfW, projekt German LNG Terminal o planowanej przepustowości 8 mld m sześc. rocznie. Pisałem, że ten przykład może posłużyć Polakom jako wzór interwencji państwa w budowę dodatkowych szlaków dostaw i przyspieszenia naszego FSRU. Gaz-System nieprzypadkowo został zasilony kwotą 3 mld zł na inwestycje.

https://biznesalert.pl/jakobik-polska-moze-miec-drugi-gazoport-szybciej/embed/#?secret=bNH0LvnvrA#?secret=wSQKz2KGX6

Wąskie gardła FSRU

Są jednak obiektywne ograniczenia, które mogą nie pozwolić go sprowadzić za rok, tak jak wnioskowało PGNiG. Pierwsza bariera to ograniczenia infrastrukturalne. Zatoka Gdańska jest pozbawiona nabrzeża oraz falochrony niezbędnego do pracy FSRU, a także układu łączącego statek z lądem i przyłączenia do sieci gazowej. Ponadto, należy zbudować gazociągi lądowe pozwalające odprowadzić rzeczone 6 mld m sześc. rocznie do tłoczni w Gustorzynie, która powstała w 2022 roku by rozprowadzać gaz ze Świnoujścia, Baltic Pipe oraz Gazociągu Polska-Litwa. To około 250 km nowych gazociągów. Dlatego Polacy zabiegają w Komisji Europejskiej o uproszczenie procedur związanych z pozwoleniami środowiskowymi, aby trwały jak najkrócej. Nieoficjalnie można jednak usłyszeć o terminie 2-3 lat, które oznaczałyby, że bez nowych rozstrzygnięć, zapewne z udziałem czynnika politycznego, FSRU w Zatoce Gdańskiej stanie najwcześniej w 2025-2026 roku, nawet jeśli Polacy wydzierżawiliby statek jutro. Następna bariera to jednak dostępność statków. Kolejne firmy europejskie zgłaszają się po FSRU, jak wspomniane firmy niemieckie z dwoma jednostkami wyczarterowanymi od Hoegh LNG, dwa obiekty dla holenderskiego Gasunie od New Fortress Energy oraz Exmar mające rozpocząć pracę w tym roku (jest infrastruktura), włoski Snam ubiegający się o kolejny obiekt czy duet Estonia-Finlandia, który także chce mieć pływający gazoport posiłkujący dostawy z Kłajpedy. Tymczasem na świecie działały w 2020 roku 43 jednostki FSRU a Financial Times donosił pod koniec marca o dostępności pięciu, z których nie każdy nadaje się na zimne wody Bałtyku czy Morza Północnego. Porozumienie zawierające warunki przyszłej umowy gazowej Sempra-PGNiG zawarte w Międzyzdrojach podczas konferencji GAZTERM zakłada dostawy do 4 mld m sześc. rocznie po regazyfikacji przez FSRU w Zatoce Gdańskiej od 2027 roku. PGNiG zgłosiło się już po moc FSRU w pierwszej fazie open season. Sygnatariusze porozumienia z Międzyzdrojów sygnalizowali, że jego realizacja wymaga przygotowań po obu stronach Atlantyku, a więc nowego ciągu skraplającego w terminalu Cameron LNG w USA i jednostki FSRU koło Gdańska.

https://biznesalert.pl/pgnig-zawarlo-z-amerykanami-porozumienie-o-dlugoterminowej-umowie-na-dostawy-lng/embed/#?secret=y3ZJO7Z6fF#?secret=hJXY9odnUm

Widzialna ręka polityki

Nieoficjalnie wiadomo, że rząd zajmuje się już opracowaniem planu pozyskania pływającego gazoportu. Należy zatem przedstawić kilka rekomendacji działania przybliżających Polaków do pozyskania FSRU. Warto rozważyć różne opcje, w tym dostosowanie wydzierżawionego tankowca LNG do pracy w roli pływającego gazoportu lub opłacenia budowy takiej jednostki w polskiej stoczni. Walka Polaków o kontrakt na dzierżawę pływającego gazoportu powinna się rozpocząć już teraz, aby z wyprzedzeniem zarezerwować jednostkę do Zatoki Gdańskiej. Wskazane jest przyspieszenie budowy infrastruktury towarzyszącej i dalsza walka o zmianę przepisów europejskich na takie, które na to pozwolą. Polska będzie prawdopodobnie posiadać pływający gazoport w tej dekadzie. Stanie się to szybciej niż w 2028 roku, ale przeszkody obiektywne nie pozwolą jeszcze z niego skorzystać w tym sezonie grzewczym, kiedy może dojść do eskalacji wrogich działań rosyjskiego Gazpromu podsycającego kryzys energetyczny. Z pomocą przyjdą dostępne i planowane do końca roku inwestycje: terminal LNG w Świnoujściu, Gazociąg Polska-Litwa i inne połączenia z sąsiadami, a także gazociąg Baltic Pipe pozwalające ograniczyć niedobory gazu występujące w Europie w tym sezonie grzewczym w razie całkowitej przerwy dostaw gazu rosyjskiego.

https://biznesalert.pl/jakobik-turbodywersyfikacja-wobec-inwazji-rosji-na-ukrainie-analiza/embed/#?secret=DuK1pQyXDT#?secret=vtLCkxIh5V

Derusyfikacja Gazociągu Jamalskiego z przyległościami (ANALIZA)

Derusyfikacja Gazociągu Jamalskiego z przyległościami (ANALIZA)

Niezależnie od dyskusji o embargo na surowce z Rosji, która nie przyniosła dotąd rozstrzygnięcia, należy wyciągnąć wnioski z ataku rosyjskiego na Ukrainę i zderusyfikować energetykę europejską. Do rozważenia jest zgodne z prawem usunięcie kapitału rosyjskiego ze strategicznej infrastruktury energetycznej w Polsce i Niemczech. Przykład to Gazociąg Jamalski – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Sektor energetyczny Europy został spenetrowany przez Rosjan do stopnia, który pozwolił im spotęgować kryzys energetyczny poprzez ograniczenie podaży gazu, a te działania z dzisiejszej perspektywy mogą być postrzegane jako element przygotowań do inwazji na Ukrainę. Zależność od gazu rosyjskiego mogła paraliżować działania Zachodu i do pewnego stopnia hamuje część krajów europejskich przed sięgnięciem po bardziej zaawansowane sankcje gospodarcze z embargiem na surowce rosyjskie włącznie.

Najlepszy przykład penetracji energetyki europejskiej przez Rosjan to rynek niemiecki na którym głównym dostawcą jest rosyjski Gazprom. Niemcy od kilku lat nie publikują danych na temat źródeł pochodzenia gazu, które wywoływały kontrowersje w debacie publicznej. Oficjalnie sprowadziły w 2021 roku w sumie 142 mld m sześc. i zużyły 100 mld m sześc. Z tego według ICIS 32 procent gazu pochodziło z Rosji, 20 procent z Norwegii a 12 procent z Holandii, to znaczy z tamtejszego rynku gazu zaopatrywanego ze złóż krajowych oraz dostaw LNG. Rosjanie posiadają także udziały w operatorach wschodnioniemieckiego systemu przesyłowego gazu Gascade, OPAL i NEL za pośrednictwem spółki WIGA z udziałami Gazpromu z Rosji oraz niemieckiego Wintershall Dea. Gazociągi pod kontrolą tych firm rozprowadzają gaz rosyjski z Nord Stream 1 oraz Gazociągu Jamalskiego po wschodnich Niemczech i dalej, do Europy Środkowo-Wschodniej. Rosja posiada także kontrolę nad częścią magazynów gazu w Niemczech poprzez spółkę zależną Gazpromu o nazwie Astora opisaną w innym miejscu. Oficjalnie operatorzy są niezależni od Gazpromu, ale kryzys energetyczny oraz atak Rosjan na Ukrainie pokazuje ryzyko wykorzystania tej infrastruktury do manipulacji rynkiem.

Gazociągi przesyłowe w Niemczech z zaznaczeniem OPAL. Grafika: Gascade

Oznacza to, że rynek gazu w największej gospodarce Unii Europejskiej uległ stopniowej rusyfikacji i jest źródłem wpływu Federacji Rosyjskiej na politykę zagraniczną Niemiec. Zwrot Berlina widoczny po ataku Rosji na Ukrainę uwzględnia dlatego uniezależnienie od gazu rosyjskiego. Nie wystarczy jednak stopniowe zmniejszenie importu z Rosji, ale także zmiany właścicielskie chroniące wspólny rynek gazu przed nadużyciami rynkowymi Gazpromu oraz zagrożeniami płynącymi z wrogiej polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa Kremla. W interesie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa a także rozwoju rynku gazu w Unii Europejskiej będzie zatem derusyfikacja energetyki europejskiej której elementem powinno być zgodne z prawem usunięcie udziałów kapitału rosyjskiego w strategicznej infrastrukturze przesyłowej oraz magazynowej w Niemczech oraz innych krajach europejskich.

Z tego punktu widzenia do rozstrzygnięcia pozostaje los Gazociągu Jamalskiego w Polsce, który znajduje się pod kontrolą operatora Gaz-System, ale należy do spółki EuRoPol Gaz z udziałami PGNiG w wysokości 52 procent (4 procent Gas-Trading) i Gazpromu (48 procent). Tak zwana polonizacja mocy Gazociągu Jamalskiego nastąpi w drodze zmian ustawowych. Gaz-System organizuje już aukcje przepustowości na Jamale a w przyszłości będzie także wyznaczał taryfę przesyłową. Do rozważenia pozostaje przyszłość udziałów Gazpromu w tej infrastrukturze. Drugie śledztwo antymonopolowe Komisji Europejskiej prowadzone na razie w sprawie, ale nie przeciwko tej firmie z Rosji powinno także dać odpowiedź na pytanie o to, czy i w jaki sposób należy usunąć szkodliwy wpływ kapitału rosyjskiego na rynek gazu na szlaku Gazociągu Jamalskiego w Polsce oraz Niemczech.

Rosja namawia do układu ruble za gaz i straszy konsekwencjami embargo unijnego na jej ropę | LNG z Litwy może dotrzeć przez Polskę na Ukrainę

:Rosjanie zachęcają klientów europejskich do płacenia rublami za gaz z Rosji i ostrzega przed konsekwencjami embargo unijnego na ropę. W międzyczasie już teraz powstają formy współpracy, które mogą posłużyć do omijania sankcji.

:Prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii odwiedzają Kijów, a w międzyczasie trwają rozważania na temat dostaw gazu skroplonego z Kłajpedy przez Polskę nad Dniepr.

Rosja namawia do układu ruble za gaz i straszy konsekwencjami embargo unijnego na jej ropę

Rosjanie zachęcają klientów europejskich do płacenia rublami za gaz z Rosji i ostrzega przed konsekwencjami embargo unijnego na ropę. W międzyczasie już teraz powstają formy współpracy, które mogą posłużyć do omijania sankcji.

Minister energetyki Rosji Nikołaj Szulginow przekonuje, że nowa formuła opłat za gaz rosyjski zaproponowana Europejczykom nie podniesie cen dostaw. – Kraje myślące konstruktywnie badają możliwość płatności w rublach – przekonuje. – Należy mieć na uwadze, że inni gracze nie mogą dzisiaj zapewnić alternatywy do gazu rosyjskiego pod względem ilości oraz dostępności infrastruktury – powiedział Szulginow odnosząc się do planów uniezależnienia od gazu rosyjskiego w Europie.

Tymczasem kraje najbardziej uzależnione od gazu z Rosji jak Niemcy i Włochy, podejmują wysiłki na rzecz zwiększenia zakupów poza nią. Berlin chce mieć dwa gazoporty, a pierwszy jeszcze do końca 2022 roku, a Włochy zwiększają zakupy LNG dzięki istniejącym trzem terminalom (dodatkowe 4-5 mld m sześc. rocznie), nowym pływającym obiektom (około 10 mld m sześc. rocznie) oraz podpisują większą umowę gazową z Algierią, która dostarczy dodatkowe 9 mld m sześc. rocznie.

Komisja Europejska odradza państwom unijnym unilateralne układy w sprawie płatności w rublach za gaz rosyjski ze względu na ryzyko uznania, że jest to forma omijania sankcji za atak Rosji na Ukrainę i zapowiada odpowiedź europejską na to oczekiwanie Rosji.

Zdaniem ministra energetyki Rosji cena ropy na rynku może sięgnąć 150 dolarów za baryłkę w razie wprowadzenia unijnego embargo na dostawy tego paliwa z jego kraju. Komisja Europejska ma już pracować nad stosowną regulacją. Tymczasem nawet bez embargo firmy zachodnie rezygnują z dostaw surowca rosyjskiego.

Niektóre jednak mogą próbować mieszać dostawy z Rosji z innym paliwem. Kommiersant opisuje za Bloombergiem przepisy Shella, który uznaje, że paliwo nie jest z Rosji, jeżeli dostawy z tego kraju odpowiadają za mniej niż 50 procent mieszanki. Zdaniem autora tekstu Kommiersanta może być początek „wybielania” ropy rosyjskiej, która jest coraz częściej nazywana krwawym surowcem w Europie. – Biorąc pod uwagę lata doświadczenia Iranu i Wenezueli przy omijaniu sankcji można sobie łatwo wyobrazić jak mogłyby wyglądać takie działania – kwituje Kommiersant.

Jednakże trader Vitol ogłosił, że przestanie handlować ropą rosyjską do końca 2022 roku. – Ilośc ropy rosyjskiej przerabianej przez Vitol spadnie znacznie w drugim kwartale 2022 roku ze względu na spadek zobowiązań kontraktowych. Nasza firma zamierza przestać handlować ropą oraz paliwem z tego źródła, o ile nie pojawią się inne wskazania, i oczekujemy zakończenia tego procesu do końca 2022 roku – podał Vitol w komunikacie. Shell także zapowiada porzucenie ropy rosyjskiej. Na początek zrezygnował z dostaw spotowych z Rosji.

Kommiersant/Reuters/Wojciech Jakóbik

LNG z Litwy może dotrzeć przez Polskę na Ukrainę

Prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii odwiedzają Kijów, a w międzyczasie trwają rozważania na temat dostaw gazu skroplonego z Kłajpedy przez Polskę nad Dniepr.

Klaipeda Diena (Dziennik Kłajpedy) donosi o tym, że PGNiG z Polski mógłby dostarczać LNG docierające do pływającego terminala FSRU w Kłajpedzie przez Gazociąg Polska-Litwa i połączenie gazowe z Ukrainą do tego kraju zaatakowanego przez Rosję.

Dziennik przypomina, że Polacy i Litwini zamierzają uruchomić dostawy przez GIPL w trybie przyspieszonym pozwalając na import na południe do dwóch mld m sześc. rocznie od maja 2022 roku. Medium z Kłajpedy przypomina, że przepustowość połączenia gazowego z Ukrainą wynosi obecnie 1,5 mld m sześc. rocznie. Warto przy tym dodać, że premier RP sugerował możliwość doprowadzenia do budowy nowego połączenia w postaci Gazociągu Polska-Ukraina.

PGNiG już eksportuje gaz na Ukrainę, ale szlak przez Kłajpedę może służyć do zwiększenia fizycznych dostaw spoza Rosji. Ten temat może być elementem rozmów prezydentów Polski oraz krajów bałtyckich podczas wizyty 12 kwietnia w Kijowie. Wsparcie finansowe takich dostaw byłoby możliwe dzięki nowemu funduszowi Wspólnoty Energetycznej, której przewodniczy obecnie Ukraina. To Fundusz Wsparcia Energetyki Ukrainy powołany w kwietniu 2022 roku. Może posłużyć do opłacenia dostaw z Kłajpedy oraz innych kierunków.

Trwają intensywne kontakty dyplomatyczne Polski, Ukrainy, Danii i Norwegii. W ostatnich dniach prezydent Ukrainy rozmawiał z Norwegami o bezpieczeństwie energetycznym. Minister klimatu i środowiska RP rozmawiała z ambasadorem Danii.

Klaipeda Diena/Wojciech Jakóbik

Polska może mieć drugi gazoport szybciej

Polska może mieć drugi gazoport szybciej

– Nie tylko Niemcy przyspieszają plan rozwoju importu LNG spoza Rosji. Polska może przyspieszyć uruchomienie terminalu pływającego w Zatoce Gdańskiej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Przyspieszenie LNG

Atak Rosji na Ukrainę zmienia politykę energetyczną w całej Europie. Najbardziej jaskrawy przykład to Niemcy, które zamroziły projekt gazociągu z Rosji o nazwie Nord Stream 2 i zadeklarowały jak najszybszą budowę dwóch terminali LNG. Pierwszym z nich ma być FSRU w Brunsbuttel. Chodzi o statek do magazynowania i regazyfikacji jak te stacjonujące już w litewskiej Kłajpedzie czy na chorwackiej wyspie Krk. Obiekt dostał gwarancje rządowego banku KfW na połowę akcji. Polski odpowiednik to Bank Gospodarstwa Krajowego. RWE z Niemiec i Gasunie z Holandii mają go sprowadzić  w póki co nieznanym terminie, by zapewnił do 8 mld m sześc. gazu rocznie spoza Rosji. Minister gospodarki i klimatu Robert Habeck miał w weekend otworzyć drzwi negocjacjom firm niemieckich o dostawach z Kataru. Deklaruje, że jego kraj być może będzie potrzebował gazu rosyjskiego jeszcze w tym roku, ale później może go porzucić. – – Kto ma uszy niechaj wreszcie zacznie słuchać – powiedział w odniesieniu do Kremla. Odmówił podania szczegółów układu zawartego z emirem Kataru Tamim bin Hamad al-Tanim.

Niemcy jak Polska i Polska jak Niemcy

Niemcy naśladują politykę dywersyfikacji dostaw gazu znaną z Polski, która podpisała umowę z Katarem jeszcze w 2008 roku, by urentownić terminal LNG w Świnoujściu. Z kolei Polacy mogą powtórzyć model finansowania FSRU znany z Niemiec. Być może będzie okazja do współpracy Warszawy i Berlina przy dywersyfikacji dostaw gazu w naszym regionie, bo przykładowo niemieckie Linde zajmuje się projektami FSRU na całym świecie i teoretycznie mogłoby wesprzeć polskie przedsięwzięcie koło Trójmiasta. Polska rozważa przyspieszenie projektu w Zatoce Gdańskiej, który pierwotnie miał być gotowy do 2028 roku i zapewnić 6,1 mld m sześc. rocznie. PGNiG apelował w przyszłości o przygotowanie obiektu wcześniej. Z kolei rząd polski dofinansował domniemanego operatora FSRU, czyli Gaz-System, kwotą trzech mld złotych. Nie ma dowodów na to, że mają posłużyć dzierżawie FSRU, szczególnie, że to PGNiG posiada doświadczenie wykorzystania floty LNG i zamierza dzierżawić tankowce. Jednakże można sobie wyobrazić model finansowania na poziomie polskim lub unijnym pozwalającym sprowadzić szybciej FSRU do Zatoki Gdańskiej i domknąć plan dywersyfikacji źródeł dostaw gazu tak, aby Polska zrezygnowała z gazu rosyjskiego w ogóle z końcem 2022 roku zgodnie z deklaracją pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Turbodywersyfikacja dostaw węglowodorów do Polski otwiera drogę do dalszego forsowania embargo na gaz i ropę z Rosji w obliczu wojny na Ukrainie. Polacy byliby w stanie obyć się bez tych surowców rosyjskich dzięki zapasom oraz nowym źródłom dostaw. Jednakże brak konsensusu unijnego w tej sprawie nie zmienia planów porzucenia zależności od Rosji wskazanego ze względów bezpieczeństwa. Dlatego Warszawa zabiega w Brukseli o wspólne zakupy gazu (jeszcze od nielegalnej aneksji Krymu w 2014 roku), unijne rezerwy tego paliwa i subsydia pozwalające łagodzić kryzys energetyczny podsycany przez rosyjski Gazprom.

Turbodywersyfikacja wobec inwazji Rosji na Ukrainie (ANALIZA)

Turbodywersyfikacja wobec inwazji Rosji na Ukrainie (ANALIZA)

– Inwazja Rosji na Ukrainie trwa pomimo kolejnych sankcji wprowadzanych przez Zachód. Należy liczyć się z możliwością zatrzymania dostaw gazu z powodu nowych restrykcji, incydentów albo takiej decyzji Rosji. Europa jest w stanie porzucić błękitne paliwo przy odpowiednim wysiłku z udziałem Polski. Oszczędność energii i surowców będzie miarą patriotyzmu oraz solidarności z Ukrainą – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Turbodywersyfikacja wobec inwazji Rosji na Ukrainie (ANALIZA)”

Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?

Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?

– Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki wspaniały, to o cóż nam Polakom od kilkudziesięciu lat chodzi? Wystarczy zajrzeć do dokumentów, które być może po raz pierwszy widzą światło dzienne – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?”

Jak poruszyć atom i zatrzymać inwestora

– Pierwszy reaktor jądrowy w Polsce ma powstać w 2033 roku. To oznacza napięty harmonogram, który ma zostać dotrzymany dzięki zmianom prawa przyspieszającym procedury administracyjne i dającym gwarancję potencjalnemu inwestorowi. Wybór preferowanej lokalizacji to kolejny krok ku budowie polskich elektrowni jądrowych – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

2022 rok będzie przełomowy dla atomu w Polsce

Zgodnie z Polityką Energetyczną Polski do 2040 roku ten kraj chce mieć 6-9 GW energetyki jądrowej w dwóch lub trzech elektrowniach do 2043 roku. Pierwszy reaktor miałby powstać w 2033 roku. Autorzy Programu Polskiej Energetyki Jądrowej uznają ją za kluczowe narzędzie umożliwiające redukcję krajowej emisji CO2 (klimat), stabilizację cen energii (gospodarka) oraz zapewnienie długoterminowego bezpieczeństwa energetycznego Polski (bezpieczeństwo). Można też dodać znaczenie z punktu widzenia polityki zagranicznej kraju, bo od tego kto będzie budował i współzarządzał atomem w Polsce będzie zależeć offset polityczny, jak na przykład większe zaangażowanie Amerykanów (Westinghouse) w bezpieczeństwo naszego państwa czy współpraca z Francuzami (EDF) w polityce unijnej, albo transfer technologii jądrowych z Korei Południowej (KHNP). Wybór między nimi ma nastąpić w 2022 roku.

Preferowana lokalizacja pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Grafika: Polskie Elektrownie Jądrowe

Pierwszy atom w Lubiatowo-Kopalinie

W ostatnim czasie doszło do znaczącego rozstrzygnięcia. Polskie Elektrownie Jądrowe, czyli spółka należąca w stu procentach do Skarbu Państwa, która ma zostać operatorem atomu w Polsce, przekazała 22 grudnia informację o wyborze preferowanej lokalizacji pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu nazwanej Lubiatowo-Kopalino. Dzięki temu PEJ mogą się ubiegać o kolejne decyzje administracyjne. – Wybór preferowanej lokalizacji nie oznacza ostatecznej zgody na realizację inwestycji w takim wariancie. Polskie Elektrownie Jądrowe będą się teraz ubiegać o uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych dla umiejscowienia przyszłej elektrowni, w szczególności decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach oraz decyzji lokalizacyjnej – zastrzegają PEJ.

Kłopoty na horyzoncie

Wybór preferowanej lokalizacji atomu w Polsce został dokonany w oparciu o raport oddziaływania na środowisko, który teraz trafi do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która ma wydać decyzję środowiskową po procedurze transgranicznej, która pozwoli na konsultacje z udziałem krajów na które może oddziaływać, w tym antyatomowych Niemiec. W tym kontekście istotna jest walka Polski oraz innych zwolenników energetyki jądrowej na arenie europejskiej o uznanie jej w taksonomii Unii Europejskiej za źródło zrównoważone zasługujące na finansowanie banków niezbędne do złożenia modelu finansowego elektrowni. Można sobie wyobrazić próby opóźniania atomu w Polsce poprzez przeciągającą się procedurę konsultacji w sprawie polskiego atomu. Warto przypomnieć, że Polacy byli konsultowani w sprawie wpływu projektu Nord Stream 2 na ich bezpieczeństwo energetyczne i uznali, że stanowi zagrożenie. Nie zatrzymali w ten sposób projektu, bo niemieckie ministerstwo gospodarki oraz energetyki czasów Petera Altmaiera z SPD uznało, że takiego zagrożenia nie ma. Były wiceprezes PEJ Paweł Zaręba mówił BiznesAlert.pl o wyzwaniach związanych z konsultacjami transgranicznymi.

https://biznesalert.pl/niemcy-blokada-atom-polska-nord-stream-2-komisja-sledcza-energetyka-gaz-atom/embed/#?secret=awGIRKKM21

Nadzieja inwestora

Ostateczny wybór lokalizacji miał nastąpić w 2022 roku. Według danych PEJ raport oddziaływania na środowisko ma zostać przedstawiony po konsultacjach do końca pierwszego kwartału 2022 roku. Z tego względu kolejne usprawnienie procesu decyzyjnego w sprawie atomu w Polsce to nowelizacja prawa atomowego, która pozwoli wydać decyzję lokalizacyjną wspomnianą wyżej bez pełnego raportu lokalizacyjnego, ale już po ustaleniu warunków wykluczających określone miejsce. Poza tym do tej pory opinia na temat lokalizacji miała zapadać przed tak zwaną decyzją zasadniczą, a zatem najważniejszy sygnał dla potencjalnego inwestora o tym, że Program Polskiej Energetyki Jądrowej będzie realizowany. To na jej podstawie domniemany inwestor ma prawo ubiegać się o pozwolenie na budowę czy też przygotowania do prac. Wcześniej miała zapadać dopiero po ostatecznym wyborze lokalizacji, a teraz zapadnie wcześniej dając inwestorowi pewność, że jego pieniądze się zwrócą. Jedna firma ma budować cały park jądrowy w Polsce i być udziałowcem PEJ do 49 procent akcji, a to z kolei będzie podstawa do stworzenia modelu finansowego, być może uwzględniającego zaangażowanie finansowe państwa, z którego pochodzić będzie ta firma, na przykład Eximportbanku z USA. Decyzję zasadniczą wydaje minister klimatu i środowiska uznaniowo, a zatem z możliwością wykluczenia podmiotów niepożądanych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, jak na przykład firmy chińskie czy rosyjskie, po zasięgnięciu opinii szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Planowane są także kolejne zmiany prawa wodnego oraz niektórych innych ustaw po to, aby ustalić w jakim reżimie ma zostać przeprowadzone postępowanie w sprawie decyzji środowiskowej po to, by odbywało się w oparciu o nowe przepisy dające przyspieszenie.

Ekipa Piotra Naimskiego pracuje

Ponadto, wspominane zmiany mają doprowadzić do przyspieszenie licencjonowania technologii jądrowej zastosowanej w Polsce o 18 miesięcy. Zmiany mają utrzymać bezpieczeństwo przy jednoczesnym przyspieszeniu procedury administracyjnej, jak tłumaczył prezes Polskiej Agencji Atomistyki Łukasz Młynarkiewicz w komentarzu dla BiznesAlert.pl, nomen-omen autor pracy doktorskiej o decyzji zasadniczej. Co ciekawe, w roli prezesa PEJ (nie pełniącego obowiązki, ale faktycznego szefa) wystąpił 22 grudnia Tomasz Stępień, obecnie także prezes Gaz-Systemu odpowiedzialnego za projekt gazociągu Baltic Pipe. Nie wiadomo czy to zwiastun zmian kadrowych i czy ten menadżer będzie łączył funkcje w obu firmach. Wiadomo jednak, że nie pobiera wynagrodzenia w PEJ, by uciąć ewentualne zarzuty o dochodowej synekurze. Jest kojarzony z pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotrem Naimskim, spiritus movens programu jądrowego w Polsce.

Być albo nie być

Jeżeli pierwszy reaktor jądrowy w Polsce ma faktycznie być gotowy w 2033 roku, zostało dwanaście lat na pracę. Sama budowa może trwać nawet sześć lat, ale procedury administracyjne poprzedzające ją są najbardziej żmudne, a te mają zostać przyspieszone. Najnowsza zapowiedź rządu sugeruje, że wybór partnera technologicznego nastąpi w 2022 roku, a budowa ruszy w 2026 roku. To być albo nie być dla polityki energetyczno-klimatycznej, a także zagranicznej i bezpieczeństwa Polski. Ewentualne opóźnienie tego nie zmieni, choć zaszkodziłoby naszym priorytetom. Urzędnicy robią wszystko, by zdążyć na czas. Tymczasem już w 2023 roku mają ruszyć prace w sprawie wyboru lokalizacji drugiej elektrowni jądrowej, a w 2031 roku miałaby otrzymać pozwolenie na budowę.

Harmonogram Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Grafika: PPEJ

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

– Czy umowa USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2 zawiera tajny protokół? Czy Polska martwi się już głównie o Ukrainę, bo jest spokojna o Baltic Pipe, który w najlepszym scenariuszu ruszy szybciej niż rura z Rosji? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Tajny protokół i kolejne czerwone linie

Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg Niemcy zapewnili w układzie z USA określony mechanizm zatrzymania dostaw gazu przez Nord Stream 2 w razie przekroczenia czerwonej linii, którą jest obecnie nowa agresja rosyjska na Ukrainie. Kiedy kanclerz Angela Merkel oraz prezydent Joe Biden zawierali ten układ w lipcu 2021 roku był nią jeszcze szantaż z użyciem gazu. Ta czerwona linia mogą jednak już zostać przekroczona poprzez celowe ograniczenie podaży tego paliwa w Europie przez Gazprom ograniczający zapasy w magazynach i sprzedaż na rynek europejski jesienią 2021 roku. Nie wiadomo na czym miałby polegać ów mechanizm ani czy zostanie faktycznie wdrożony w razie przekroczenia kolejnej czerwonej linii przez Rosjan.

Zakładając, że celem Rosjan jest wymuszenie ustępstw Zachodu, wykorzystanie straszaka w postaci gromadzenia sił zbrojnych na granicy Ukrainy do blokady sankcji wobec Nord Stream 2 może zostać uznane za sukces. Z punktu widzenia Kremla straszak zadziałał, bo skłonił Demokratów do wycofania zapisów o nowych sankcjach wobec Nord Stream 2. Te jednak zostały wycofane wskutek interwencji Niemiec, bo uderzyłyby w operatora Nord Stream 2 AG, a także firmy biorące udział w przygotowaniu tego gazociągu do pracy, a zatem podmioty niemieckie. Niezależnie od tego sankcje nie zostały poszerzone pomimo wykorzystania gazu jako broni oraz ryzyka, że zostanie w ten sposób użyty Nord Stream 2.

O tym ryzyku wspominał premier RP Mateusz Morawiecki podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem w Warszawie. Próbujemy wypracować z naszymi niemieckimi partnerami rozwiązania. Najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2. Te ryzyka nie zostały jeszcze dokładnie rozpoznane, a niektóre mogą zostać wykorzystane kiedy ten gazociąg zostanie w końcu otwarty – ostrzegł premier. To prawda, że nie jest jeszcze jasne w jaki sposób mógłby zostać wykorzystany Nord Stream 2 w warunkach kryzysu energetycznego i niedoborów gazu. Dostawy gazu zostały już wykorzystane przez Rosję do polityki, czego dowodem są anomalie w magazynach pod kontrolą Gazpromu oraz zachowanie nierynkowe w postaci ograniczenia sprzedaży przy rekordowych cenach. – Nasz sąsiad, Ukraina, w wyniku otwarcia nowego połączenia gazowego Nord Stream 2, jest w gorszej sytuacji. My również, Słowacja i wschodnie kraje Unii Europejskiej jesteśmy w trudniejszej sytuacji. Te kraje mogą podlegać szantażowi Rosji. Dlatego my budujemy gazociąg bałtycki (Baltic Pipe – przyp. red.) i uniezależniamy się od Rosji, ale Ukraina jest całkowicie zależna, jeśli chodzi o gaz. Bardzo byśmy nie chcieli, by ulegała szantażowi ze strony Rosji, bo to będzie oznaczało destabilizację na wschodniej flance NATO i Unii Europejskiej – ostrzegł Morawiecki.

https://biznesalert.pl/premier-rp-zaproponowal-kanclerzowi-niemiec-reforme-polityki-klimatycznej-i-ostrzegl-przed-zagrozeniem-nord-stream-2-dla-ukrainy/embed/#?secret=KRe7KIzvm6

Układ o Nord Stream 2 pozostaje na horyzoncie

Kanclerz Scholz zapewnił, że podstawą rozmów USA-Niemcy jest porozumienie tymczasowe o dostawach gazu roku przez Ukrainę do 2024 roku, która miałaby zostać przedłużona nawet o 10 lat. – Będziemy konsultowali się z rządem USA i będziemy musieli pomóc Ukrainie stać się źródłem zielonej energii. Obserwujemy ruchy wojsk na granicy ukraińskiej i jesteśmy bardzo zaniepokojeni. Integralność terytorialna jest niezbędna – powiedział nie odnosząc się bezpośrednio do projektu Nord Stream 2. Scholz wytłumaczył także, że skoro Niemcy chcą być neutralne klimatycznie w 2050 roku, to niebawem ich zależność od gazu spadnie. Póki co jednak stowarzyszenie biznesu niemieckiego BDI szacuje dodatkowe zapotrzebowanie na gaz w Niemczech na 41 GW, czyli niecałe 50 mld m sześc. rocznie. Nord Stream 2 ma przepustowość 55 mld m sześc. rocznie. Niemcy chcą się jednak śmiać ostatni i uniezależnić się od dostaw gazu dzięki transformacji energetycznej opartej o Odnawialne Źródła Energii i magazyny energii. Takim magazynem mógłby stać się wodór, ale ten pochodziłby według umowy koalicyjnej w Niemczech także częściowo z Rosji, a zatem mógłby docierać przez Nord Stream 2.

Baltic Pipe przed Nord Stream 2?

Układ o Nord Stream 2 wykuwany przez USA i Niemcy od lipca 2021 roku jest wciąż na horyzoncie. Na uwagę zasługuje zmiana retoryki Polski, która wartościuje już zagrożenie związane z Nord Stream 2, wskazując na egzystencjalny problem dla Ukrainy, o czym świadczą słowa premiera RP o tym, że Polska będzie negocjować w celu uniknięcia szantażu gazowego wobec Ukraińców, na który Polacy będą mniej wrażliwi dzięki Baltic Pipe uzupełniającemu system dywersyfikacji źródeł dostaw gazu w postaci terminalu LNG oraz połączeń z sąsiadami.

Istnieje szansa, że gazociąg z Norwegii zaplanowany na październik 2022 roku ruszy szybciej niż Nord Stream 2, o czym pisałem w przeszłości. Konieczność certyfikacji rury z Rosji przez niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur sprawia, że musi powstać spółka niemiecka mająca zarządzać gazociągiem pod jurysdykcją prawa niemieckiego i unijnego. Potwierdziła to minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock znana z nieprzejednanej postawy wobec tej inwestycji. Różne szacunki wskazują, że certyfikacja może zakończyć się wiosną lub latem 2022 roku. Ten proces będzie jeszcze przedmiotem oceny Komisji Europejskiej, a także polskiego PGNiG oraz ukraińskich Naftogazu i OGTSUA. Mogą one zakwestionować rozstrzygnięcie w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Niemcy stworzą specjalną spółkę albo przekażą rolę operatora Nord Stream 2 fundacji „klimatycznej” Stiftung Klimaschutz stworzonej przez Meklemburgię Pomorze-Przednie pod rządami premier Manueli Schwesig zwanej Gerhardem Schroederem w spódnicy przez jej prorosyjskość. Wówczas sankcje amerykańskie nie będą mogły objąć operatora, bo zgodnie z prawem amerykańskim nie mogą uderzać w podmioty pod kontrolą rządów oraz instytucji sojuszników USA. Będzie za to możliwa certyfikacja Bundesnetzagentur. To jednak nie znaczy, że dostawy ruszą natychmiast po jej przeprowadzeniu ze względu na możliwe problemy w Komisji Europejskiej lub z udziałem spółek z Polski oraz Ukrainy w sądzie. Jeżeli Nord Stream 2 ruszy po Baltic Pipe, jego wpływ na rynek gazu w Polsce będzie ograniczony. Jednakże rura z Rosji będzie nadal zagrożeniem egzystencjalnym dla Ukrainy, więc „najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2”. Nie widać jednak takiej woli w USA ani Niemczech. Argumenty mógłby dostarczyć prezydent Władimir Putin, gdyby dokonał nowej agresji na Ukrainie, ale po co ma jej dokonywać, skoro straszak skłania już Zachód do rozmów?

Boom SMR-owy z atakiem na strategię energetyczną w tle

Boom na ogłoszenia firm polskich o zaangażowaniu w technologię małych reaktorów jądrowych nie powtórzy losu boomu łupkowego, jeżeli szybko pojawią się konkrety. W tle komunikatów na ten temat widać krytykę polityki ministerstwa klimatu i środowiska ze strony lobby OZE oraz węglowego w Polsce. Oba bieguny sporu o strategię energetyczną są zjednoczone przeciwko jej twórcom – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Kolejny boom w energetyce ze sporem politycznym w tle

KGHM dołączył do rosnącego grona spółek skarbu państwa i prywatnych, które deklarują zaangażowanie w technologię małych reaktorów jądrowych. Wcześniej państwowo-prywatny PKN Orlen i prywatny ZE PAK ogłosiły listy intencyjne z firmą Synthos Green Energy o współpracy przy SMR. Ta ostatnia firma posiada umowę z GE Hitachi na dostęp do technologii BWRX-300, która uzyskała certyfikację w USA i ma zapewnić pierwszy reaktor w Kanadzie, by potem – w razie powodzenia procesu – trafić także do Polski za sprawą Orlenu i ZE PAK. Deklaracje firmy pod wodzą Daniela Obajtka są bardziej ostrożne, niż optymistów z kompleksu wydobywczego węgla pod Koninem. – Zdajemy sobie sprawę, że GE Hitachi Nuclear Energy nie postawiło jeszcze pierwszego małego reaktora, ale proces pre-certyfikacji już trwa. Pierwsze SMRy powstają jednak w Chinach i Rosji. To nie jest technologia „z kosmosu”. Nasz partner ma porozumienie z GE Hitachi – dostawcą reaktora BWRX-300, a my współpracujemy z nim od początku i nadal będziemy współpracować. Będziemy mieć pierwszeństwo i zdobywać przez te lata know-how. Wchodząc we współpracę na samym końcu, moglibyśmy zapłacić więcej i nie zdobylibyśmy niezbędnego doświadczenia – mówił mi prezes Obajtek w wywiadzie nagranym podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. ZE PAK liczy na mały atom w Koninie w ilości 4-6 reaktorów po 300 MW każdy. Niezależnie od losu SMR w Polsce zapowiedzi spółki Zygmunta Solorza-Żaka wywindowały jej kurs i pozwoliły zakończyć pierwsze półrocze 2021 roku z zyskiem netto sięgającym 20 mln zł. Akcje ZE PAK kosztowały jeszcze niedawno niecałe 10 zł, a teraz oscylują w okolicach 20 złotych. Za gigantami idą mniejsi gracze. Już nawet paliwowy Unimot deklaruje zainteresowanie SMR-ami. Obiektywnie jest to pożądana technologia, bo pozwala wytwarzać lokalnie stabilną i zeroemisyjną energię obniżającą jej ceny przemysłowi obawiającemu się o swą konkurencyjność w dobie drożyzny. W tym zakresie KGHM poczynił krok naprzód, bo podpisał list intencyjny bezpośrednio z NuScale posiadającym technologię SMR bez pośrednictwa Synthosa Michała Sołowowa. Jednak i tutaj wszystko zależy od tempa certyfikacji tej technologii w Polsce. Warto także dodać, że jakiekolwiek SMR-y wymagają nowych przepisów zawierających między innymi standardy bezpieczeństwa, a te powstaną tylko wskutek skutecznej pracy legislacyjnej, której tempo w odniesieniu do sektora energetycznego bywa różne, vide liberalizacja ustawy odległościowej.

Mamy zatem w Polsce do czynienia z nowym boomem energetycznym po gazie łupkowym, elektromobilności oraz wodorze. Warunek sukcesu to jednak skuteczne wdrożenie tej technologii. Bariery jej rozwoju zostały już zakreślone przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które zaoferowały konsultacje w sprawie warunków przyłączenia małych reaktorów jądrowych do sieci oraz ich udziału w certyfikacji ogólnej rynku mocy. W tle nadal jest widoczna sugestia ZE PAK, że mógłby sprowadzać energię z atomu w Obwodzie Królewieckim, która może być planem odłożonym na później lub motywatorem rządu do współpracy, w zależności od interpretacji. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski, który odrzucił możliwość importu energii z Królewca, wykazuje bardziej pojednawczą postawę w sprawie SMR w Polsce. – Małe reaktory tzw. SMR one są być może przyszłością, ale przyszłością daleką. Ich zastosowanie to będzie głównie zastosowanie dla przemysłu np. chemicznego czy też w bardzo izolowanych geograficznie miejscach z ograniczonym zapotrzebowaniem na energię. Jeżeli prywatni biznesmeni decydują się na podjęcie tych badań, wdrożeń, to dobrze. To jest sytuacja, w której równolegle z tym programem rządowym, który realizujemy, dużym będzie to realizowane i tu nie ma żadnej konkurencji czy rywalizacji – powiedział Naimski w radio Siódma9. – Problem polega na tym, że tych SMR-ów jeszcze nie ma i że pierwszy z nich być może za kilkanaście lat zostanie zbudowany – dodał.

Jednak kontekst polityczny wyraźnie pokazuje, że duży i mały atom rywalizują ze sobą. Przeciwnicy polityki ministra Naimskiego promują tezę, jakoby SMR mógł powstać wcześniej, a być może zamiast dużego atomu państwowego, dzięki wysiłkowi spółek prywatnych (w domyśle ZE PAK), ale warto przypomnieć, że PKN Orlen i KGHM to spółki Skarbu Państwa kontrolowane przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. W resorcie wicepremiera można nieoficjalnie usłyszeć sceptycyzm wobec planów uruchomienia pierwszego, dużego reaktora jądrowego w Polsce w 2033 roku. Widać zatem jak rysuje się liberalna (umownie) linia krytyki jądrowych planów Piotra Naimskiego. Jego przeciwnicy z tej strony barykady twierdzą, że Polska za mało otworzyła się na import energii pozwalający doraźnie obniżać jej ceny i zaprogramowała strategię energetyczną (Politykę Energetyczną Polski do 2040 roku, PEP2040 – przyp. red.), która nie uwzględniła rewolucji Odnawialnych Źródeł Energii oraz istotnego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu handlu emisjami EU ETS.

Z drugiej strony barykady pojawia się podobna krytyka ekipy Naimskiego, z którym kojarzony jest również minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. Chodzi o Solidarną Polskę reprezentowaną w sprawach polityki energetycznej przez byłego wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego, który twierdzi, że Polska nigdy nie powinna się godzić na nowy cel redukcji emisji CO2 o 55 procent do 2030 roku na bazie którego powstały kontrowersyjne regulacje Fit for 55. Jego zdaniem Polacy powinni wetować unijną politykę klimatyczną i tworzyć własny ETS na wzór rozwiązania brytyjskiego. Kowalski i inni krytycy polityki Naimskiego uważają, że niewystarczająco bronił węgla, który będzie dalej spalany przez niedobór nowych mocy wytwórczych pomimo planu postawienia na gaz uznanego przez tę frakcję za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego, w czym z resztą nie różni się od liberałów z ośrodka Ember, który przestrzega przed pułapką gazową. Jedni proponują jednak w zamian węgiel, a drudzy – OZE.

Impas w rządzie i alternatywne ścieżki rozwoju energetyki

Umowne lobby OZE i węglowe podają sobie zatem rękę w krytyce Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku prowadzonej przez duet Naimski-Kurtyka, a wzrost temperatury politycznej towarzyszący przeciągającemu się sporowi o Kopalnię Turów może doprowadzić do nowych przetasowań w ramach obecnej ekipy rządzącej, o ile ta nie zdecyduje się na jakimś etapie na wcześniejsze wybory parlamentarne. Trudno sobie jednak wyobrazić jak mogłaby wyglądać nowa stabilizacja po ewentualnych zmianach personalnych. PEP2040 krytykowany przez obrońców węgla za zbytni radykalizm i zwolenników OZE za przesadny konserwatyzm jest kompromisem między najbardziej zaawansowanymi postulatami strony społecznej broniącej węgla a rzeczywistością przyspieszającej polityki klimatycznej. Jednakże Solidarna Polska odrzuciła go już na etapie rozmów rządowych, która obecnie łączy siły z pozarządową Konfederacją w krytyce Piotra Naimskiego i obronie węgla, co było widać w dyskusji o niewyemitowanym wywiadzie ministra udzielonego Ewie Stankiewicz z Republiki w mediach społecznościowych, gdzie Solidarna i konfederaci podali sobie ręce.

Spór o politykę energetyczno-klimatyczną Polski staje się zatem zgodnie z prognozami BiznesAlert.pl rozsadnikiem koalicji rządzącej. Trwają spekulacje na temat zastąpienia Michała Kurtyki przez Jadwigę Emilewicz (zwolenniczka OZE) albo Krzysztofa Tchórzewskiego (obrońca węgla). Nie jest jednak jasne, czy któraś z tych osobistości zagwarantowałaby poparcie całej koalicji rządzącej, a napięcia będą rosnąć wraz z podwyżkami cen energii, ciepła i gazu w 2022 roku. Obecny stan gry tworzy impas i alternatywne ścieżki rozwoju energetyki w ramach jednego sektora realizowane przez PSE i Gaz-System z jednej strony oraz PKN Orlen czy KGHM z drugiej. Nie widać na horyzoncie nowego stabilizatora, który byłby w stanie zastąpić obecną, małą stabilizację.