Polska może mieć drugi gazoport szybciej

Polska może mieć drugi gazoport szybciej

– Nie tylko Niemcy przyspieszają plan rozwoju importu LNG spoza Rosji. Polska może przyspieszyć uruchomienie terminalu pływającego w Zatoce Gdańskiej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Przyspieszenie LNG

Atak Rosji na Ukrainę zmienia politykę energetyczną w całej Europie. Najbardziej jaskrawy przykład to Niemcy, które zamroziły projekt gazociągu z Rosji o nazwie Nord Stream 2 i zadeklarowały jak najszybszą budowę dwóch terminali LNG. Pierwszym z nich ma być FSRU w Brunsbuttel. Chodzi o statek do magazynowania i regazyfikacji jak te stacjonujące już w litewskiej Kłajpedzie czy na chorwackiej wyspie Krk. Obiekt dostał gwarancje rządowego banku KfW na połowę akcji. Polski odpowiednik to Bank Gospodarstwa Krajowego. RWE z Niemiec i Gasunie z Holandii mają go sprowadzić  w póki co nieznanym terminie, by zapewnił do 8 mld m sześc. gazu rocznie spoza Rosji. Minister gospodarki i klimatu Robert Habeck miał w weekend otworzyć drzwi negocjacjom firm niemieckich o dostawach z Kataru. Deklaruje, że jego kraj być może będzie potrzebował gazu rosyjskiego jeszcze w tym roku, ale później może go porzucić. – – Kto ma uszy niechaj wreszcie zacznie słuchać – powiedział w odniesieniu do Kremla. Odmówił podania szczegółów układu zawartego z emirem Kataru Tamim bin Hamad al-Tanim.

Niemcy jak Polska i Polska jak Niemcy

Niemcy naśladują politykę dywersyfikacji dostaw gazu znaną z Polski, która podpisała umowę z Katarem jeszcze w 2008 roku, by urentownić terminal LNG w Świnoujściu. Z kolei Polacy mogą powtórzyć model finansowania FSRU znany z Niemiec. Być może będzie okazja do współpracy Warszawy i Berlina przy dywersyfikacji dostaw gazu w naszym regionie, bo przykładowo niemieckie Linde zajmuje się projektami FSRU na całym świecie i teoretycznie mogłoby wesprzeć polskie przedsięwzięcie koło Trójmiasta. Polska rozważa przyspieszenie projektu w Zatoce Gdańskiej, który pierwotnie miał być gotowy do 2028 roku i zapewnić 6,1 mld m sześc. rocznie. PGNiG apelował w przyszłości o przygotowanie obiektu wcześniej. Z kolei rząd polski dofinansował domniemanego operatora FSRU, czyli Gaz-System, kwotą trzech mld złotych. Nie ma dowodów na to, że mają posłużyć dzierżawie FSRU, szczególnie, że to PGNiG posiada doświadczenie wykorzystania floty LNG i zamierza dzierżawić tankowce. Jednakże można sobie wyobrazić model finansowania na poziomie polskim lub unijnym pozwalającym sprowadzić szybciej FSRU do Zatoki Gdańskiej i domknąć plan dywersyfikacji źródeł dostaw gazu tak, aby Polska zrezygnowała z gazu rosyjskiego w ogóle z końcem 2022 roku zgodnie z deklaracją pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Turbodywersyfikacja dostaw węglowodorów do Polski otwiera drogę do dalszego forsowania embargo na gaz i ropę z Rosji w obliczu wojny na Ukrainie. Polacy byliby w stanie obyć się bez tych surowców rosyjskich dzięki zapasom oraz nowym źródłom dostaw. Jednakże brak konsensusu unijnego w tej sprawie nie zmienia planów porzucenia zależności od Rosji wskazanego ze względów bezpieczeństwa. Dlatego Warszawa zabiega w Brukseli o wspólne zakupy gazu (jeszcze od nielegalnej aneksji Krymu w 2014 roku), unijne rezerwy tego paliwa i subsydia pozwalające łagodzić kryzys energetyczny podsycany przez rosyjski Gazprom.

Nowa gra Gazpromu

– Gazprom umiejętnie wykorzystuje narzędzia rynkowe do gry, która ma zgoła nierynkowy charakter i oprócz biznesowych, także cele polityczne po myśli Kremla. Ta gra może ściągnąć na Polskę scenariusz w którym ta jednak podpisze nowy kontrakt jamalski z Gazpromem a Europa wpadnie w pułapkę gazową razem z nią – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Nowe oblicze kryzysu gazowego

Rosjanie nie zakręcili kurka z gazem, nie zagrozili także nowym kryzysem gazowym. Kryjąc się za rutynowymi procedurami ograniczają podaż tego paliwa w Europie oczekując określonych ruchów po drugiej stronie. Zapasy gazu w magazynach europejskich z udziałami Gazpromu za pośrednictwem spółki Astora znajdują się na rekordowo niskim poziomie. Historia ich użycia pokazuje, że Rosjanie nie uzupełniali zapasów latem 2021 roku po tym jak zostało ich dużo po sezonie grzewczym 2020/21, kiedy rynek notował rekordowo niskie zapotrzebowanie wywołane ograniczeniami pandemicznymi. Dane historyczne z magazynów Astory w Niemczech sięgające stycznia 2016 roku pokazują względnie regularny proces zatłaczania gazu latem, kiedy jest tani a zapotrzebowanie niskie oraz poboru w sezonie grzewczym, gdy drożeje i rośnie popyt. Zaburzenie jest widoczne w pandemicznym 2020 roku, kiedy pobór gazu w sezonie grzewczym był rekordowo niski. Wykres zapełnienia magazynów gazu po okresie regularnych fal pokazuje wówczas wysokie zapełnienie utrzymujące się od końca 2019 roku do jesieni 2021 roku. Zapasy nie zostały zużyte jak w poprzednich latach przez mniejsze zapotrzebowanie ze względu na ograniczenia pandemiczne zmniejszające aktywność gospodarczą, a co za tym idzie także popyt na gaz. Kolejną anomalią był atak zimy na początku 2021 roku, kiedy pobór gazu z magazynów nagle wzrósł do rekordowego poziomu czwartego stycznia 2021 roku.

Warto przypomnieć, że Gazprom wysłał do Europy Zachodniej oraz Turcji w 2020 roku 135,75 mld m sześc., w tym najwięcej do Niemiec, bo 45,84 mld m sześc. W tym samym czasie sprzedał w Europie Środkowo-Wschodniej 39,14 mld m sześc., z czego 9,67 mld m sześc. w Polsce. Daje to razem 174,89 mld m sześc. w 2020 roku. Gazprom przewiduje, że sprzedaż do Europy Zachodniej, Środkowo-Wschodniej i Turcji, nie licząc krajów byłego Związku Sowieckiego, sięgnie w 2021 roku 175-183 mld m sześc. Oznacza to, że eksport gazu z Rosji utrzymuje się na stałym poziomie pomimo rekordowych cen gazu sugerujących jego zwiększanie w interesie ekonomicznym tej firmy niezależnie od apeli importerów o więcej dostaw. Co ciekawe, ten temat padł na jednej z konferencji prasowych Gazpromu jeszcze w kwietniu 2021 roku, a szefowa Gazprom Exportu odpowiedzialnego za sprzedaż za granicą Elena Burmistrowa mówiła jeszcze w kwietniu 2021 roku, że będzie planować politykę eksportową w uzależnieniu do wyników z pierwszego kwartału tego roku. Tymczasem pokazały one rekordowo niskie zapasy i wysoki pobór, a także rekordową sprzedaż do tak zwanej dalekiej zagranicy (wspomniana Europa i Turcja bez krajów byłych Sowietów). Ta wzrosła rok do roku od pierwszego stycznia do 15 kwietnia 2021 roku o 28 procent do 60,5 mld m sześc. Po tych rekordach Rosjanie prawdopodobnie zdecydowali ograniczyć sprzedaż w Europie.

Już latem 2021 roku dalej chwalili się rekordowym wzrostem eksportu, ale ów rekord faktycznie nastąpił jedynie w odniesieniu do rekordowych spadków dostaw z 2020 roku wskutek ograniczeń pandemicznych. Gazprom Export informował o sprzedaży 115,3 mld m sześc. gazu krajom spoza Wspólnoty Niepodległych Państw w pierwszej połowie 2021 roku. To wzrost rok do roku o 23,2 procent, czyli 21,7 mld m sześc. Jednakże dostawy w pierwszej połowie 2021 roku są w rzeczywistości niższe niż w okresie styczeń-czerwiec 2018 roku, kiedy nastąpił faktyczny rekord w wysokości 117,1 mld m sześc. Gazprom wysłał zaś na Stary Kontynent 198,97 mld m sześc. w 2019 roku, a w pandemicznym 2020 roku tylko 174,9 mld m sześc. Oznacza to, że Gazprom zmniejszył eksport do Europy i Turcji w stosunku do poziomu sprzed pandemii pomimo rekordowych cen kryzysu energetycznego, a także spodziewa się istotnie mniejszych dostaw w 2021 roku (wspomniany przedział 175-183 mld m sześc.) niż w przedpandemicznym 2019 roku (198,97). Nie był to ruch polegający na walce jak największą sprzedażą i niską ceną o klienta, do którego przyzwyczajeni są Europejczycy. Gazprom zadziałał wbrew tak rozumianej logice rynkowej. Rosjanie mają jednak własną logikę z pogranicza biznesu i polityki.

Gra rynkowa czy polityczna?

Dane Oxford Institute for Energy Studies znanego z analiz tłumaczących rosyjski punkt widzenia pokazuje, że nadpodaż gazu w Europie w 2020 roku przyniosła rekordowo niską cenę, wzrost sprzedaży LNG i spadek udziałów rynkowych Rosjan przegrywających z konkurencją. Wzrost dostaw LNG do Europy w pierwszej połowie 2020 roku był połączony ze spadkiem zakupów u Gazpromu. Dostawy LNG z USA sięgnęły w pierwszej połowie 2020 roku 9,3 mld m sześc. Klienci Gazpromu mają w umowach długoterminowych klauzule take or pay (TOP) dotyczące części zamawianego wolumenu, która musi zostać opłacona nawet jeżeli nie zostanie odebrana. Oznacza to, że mają przestrzeń do redukcji zakupów w Rosji o pozostałą ilość w zależności od tego, czy mają lepszą alternatywę, którą w 2020 roku był nierzadko właśnie gaz skroplony z bardziej atrakcyjną ceną. Dostawy do Niemiec spadły o 25 procent rok do roku w pierwszej połowie 2020 roku. OIES przyznaje, że Niemcy optymalizowali portfolio zwiększając zakupy LNG i obniżając zakupy w Rosji do minimum kontraktowego. Przykładem obrazującym ten trend może być import polskiego PGNiG z klauzulą TOP na około 80 procent dostaw w kontrakcie jamalskim z Gazpromem. PGNiG sprowadziło w 2020 roku około 9 mld m sześc. gazu z Rosji i prawie 4 mld m sześc. LNG. Dostawy gazu skroplonego stanowiły 25 procent importu tej firmy, a te z Rosji – rekordowo niski poziom 60 procent. Import przez giełdy europejskie wyniósł pozostałe 15 procent. Jednakże z danych zebranych przez OIES wynika, że wzrost popytu w 2021 roku był znaczący między innymi przez wspomniany atak zimy w styczniu. Dostawy gazu skroplonego nie wystarczyły do pokrycia dodatkowego zapotrzebowania i klienci znów zwrócili się o więcej dostaw do Gazpromu. Dane z pierwszej połowy 2021 roku pokazują, że PGNiG zwiększyło wówczas zakupy z Rosji o 17 procent do 4,8 mld m sześc., czyli o 700 mln m sześc, utrzymując udział tego kierunku w okolicach 60 procent. Tymczasem według najnowszych dostępnych danych import gazu do Polski w trzecim kwartale 2021 roku składał się już w 67 procentach z dostaw ze Wschodu (spadek o 1 procent rok do roku) oraz 24 procentach w postaci LNG (wzrost o 4 procent). Dostawy od sąsiadów z giełd europejskich odpowiadały zaś za 9 procent, czyli spadek o 6 procent. Widać zatem podjęte przez PGNiG próby maksymalizacji importu spoza Rosji, przy jednoczesnym ograniczeniu dostaw z giełd dotkniętych rekordami cen. Jednakże z jakiegoś powodu ta cena na giełdach była tak wysoka, a jeden z nich to ograniczenie podaży przez Rosjan. Nie dążą oni do wojny cenowej o klienta, ale do maksymalizacji udziałów rynkowych oraz sprzedaży za pomocą kontraktów długoterminowych.

Udziały rynkowe poszczególnych graczy. Grafika: OIES

Z tego powodu Gazprom realizuje jedynie minimalne zobowiązania kontraktowe rezerwując na ten cel niezbędne moce przesyłowe gazociągów. Opłaca dostawy 40 mld m sześc. gazu rocznie przez Ukrainę zgodnie z kontraktem tymczasowym obowiązującym do końca 2024 roku. Pozostałe ilości gazu docierają do Europy przez Nord Stream 1, Gazociąg Jamalski oraz Turkish Stream. Dostawy przez Nord Stream 1 i Jamał-Europa są realizowane w drodze aukcji bez kontraktów przesyłowych. Gazprom rezerwuje ich moc w aukcjach śróddziennych, dobowych, miesięcznych i kwartalnych. Nie zarezerwował dostaw w aukcji rocznej Jamału, co nie oznacza, że nie wywiąże się ze zobowiązań kontraktowych (PGNiG podaje, że się wywiązuje), ale może to robić mniej przewidywalnie, za pomocą aukcji na krótsze okresy, zwiększając niepewność na rynku pod rządami emocji, a co za tym idzie presję cenową. Według IHS Markit średnie dostawy Gazpromu przez gazociągi do Europy spadły w październiku 2021 roku, kiedy rozpoczął się nowy rok gazowy, do 322 mln m sześc. na dobę w porównaniu z średnią 393 mln m sześc. na dobę w okresie kwiecień-wrzesień 2021 roku. Od wakacji znajdują się coraz niżej w stosunku do średniej z lat 2015-2019.

Dostawy gazociągowe z Rosji. Grafika: IHS Markit.

Kolejne narzędzie presji to giełda Gazpromu, która jest używana zgodnie z prawem, ale w sposób niezgodny z logiką rynkową. Ceny gazu na elektronicznej platformie sprzedażowej Gazpromu (ESP) były rekordowe już w kwietniu 2021 roku. Sięgały wówczas średnio 13,993 euro za megawatogodzinę w porównaniu z najniższą ceną odnotowaną w sierpniu 2020 roku w wysokości 6,744 euro za megawatogodzinę. Rosjanie mieli zatem przesłankę rynkową za zwiększeniem sprzedaży gazu w Europie na giełdach za pośrednictwem ESP. Robili to jednak w coraz skromniejszym zakresie. W rekordowej sesji ESP z 15 kwietnia 2021 roku sprzedali 1 323 504 MWh, czyli 124 mln m sześc. Tymczasem 10 października podczas ostatniej sesji ESP w 2021 roku Gazprom sprzedał 43 800 mWh, czyli cztery mln m sześc. Rosjanie wysłali na platformę elektroniczną tylko tyle gazu pomimo rekordowej ceny 26,702 euro za megawatogodzinę. Gazprom zaplanował pierwotnie cztery sesje sprzedażowe widniejące na jego wykazie internetowym z terminami w listopadzie: 8, 15, 22 i 29 listopada, a także trzema na grudzień: 6, 13 i 20 grudnia. Rosjanie organizują je zwykle w każdy poniedziałek. Tak się jednak nie stało pomimo rekordowej ceny oraz obietnicy Putina, że zwiększy podaż w Europie. Oficjalnie uznali, że dają priorytet rynkowi krajowemu na zlecenie prezydenta Władimira Putina na podstawie szacunków Gazpromu, które sugerują, że zapotrzebowanie na gaz w Federacji Rosyjskiej wzrośnie o 7,5 procent, czyli 18,6 mld m sześc. w latach 2021-25. Zwolennicy punktu widzenia Gazpromu podnoszą, że rok pandemiczny wywołał spadek wydobycia gazu w Rosji o 6,2 procent rok do roku, a więc o 46 mld do 693 mld m sześc. z czego Gazprom obniżył ją o 9,3 procent, a więc 47 mld do 455 mld m sześc. Gazprom zmniejszył wówczas dostawy gazu do magazynów o 38 procent, czyli o 20 mld do 33 mld m sześc. Teraz tłumaczy się brakiem elastyczności i nie dostarcza dodatkowego gazu Europie, choć zaplanował zwiększyć wydobycie w 2021 roku o 55 mld do ponad 510 mld m sześc. To najwięcej od ponad dekady. Można zatem podejrzewać, że Gazprom ma gaz, ale nie chce go sprzedawać inaczej, niż w kontraktach długoterminowych omijających Ukrainę.

Rosjanie zachęcają do zwiększenia zakupów za pośrednictwem umów długoterminowych prośbą i groźbą, nierzadko strasząc przerwą dostaw, jak w przypadku Mołdawii, która w ten sposób została zmuszona do zawarcia nowej umowy z braku dostępnej alternatywy. Tłumaczą też czasem zmniejszone dostawy do Europy brakiem zamówień klientów we Francji czy Niemczech, jak zrobili to ostatnio ustami prezydenta Władimira Putina podczas wystąpienia podsumowującego 2021 rok. To jednak jest półprawda, bo niektórzy klienci europejscy nie chcą rzeczywiście zawierać nowych kontraktów długoterminowych, ale kupować gaz poza Rosją, na przykład na giełdzie, ale tam jest go za mało przez celowe działania Gazpromu wynikające z jego specyficznej polityki rynkowej. Rosjanie uzyskują w ten sposób długoterminową pewność zbytu oraz omijają terytorium ukraińskie, o ile klienci zostają z nimi na dłużej i godzą się na określony szlak dostaw. Przykład rozstrzygnięcia po myśli Gazpromu to Węgrzy z MOL, którzy zawarli w 2021 roku umowę dziesięcioletnią z opcją przedłużenia o pięć lat do września 2036 roku o wolumenie 4,5 mld m sześc. rocznie z dostawami przez Turkish Stream, a zatem z pominięciem Ukrainy. To także wspomniana Mołdawia, która podpisała kontrakt pięcioletni do 2026 roku godząc się w zamian na opóźnienie reform zgodnych z wymogami integracji energetycznej z Europą w ramach Wspólnoty Energetycznej. Trwają również rozmowy Gazpromu z niemieckim VNG o przedłużeniu kontraktu i zwiększeniu wolumenu dostaw rozpoczęte w listopadzie 2021 roku, gdy pojawiły się szczyty cenowe. Rosjanie wykorzystują zatem rekord cen gazu do zawarcia kontraktów długoterminowych, które będą gruntować ich pozycję na rynku długo po zakończeniu. – Kontrakty długoterminowe zawierają ceny trzy, cztery, a nawet siedem razy niższe – zapewnił Putin w odniesieniu do umów z rosyjskim Gazpromem, które jego zdaniem są tańsze od oferty na giełdach europejskich. – Europejski rynek spotowy jedynie odzwierciedla obecny stan popytu i podaży, ale nie jest narzędziem wyceny dającym równowagę w długim terminie – oceniła Jelena Burmistrowa, szefowa Gazprom Exportu. – Ci, którzy podpisali z nami kontrakty długoterminowe, cieszą się obecnie z ich ceny – dodała. Obecny kryzys energetyczny kiedyś się skończy, ceny na giełdach znów będą atrakcyjniejsze od rosyjskich, ale umowy z Rosjanami zostaną.

Pułapka gazowa

Gra Gazpromu na rynku Starego Kontynentu nie jest tradycyjnie rynkowa, ponieważ ta firma postrzega rynek inaczej niż jej odbiorcy w Unii Europejskiej. Koncern z Petersburga gra na zwiększenie udziału rynkowego, nawet ograniczając przychody na poczet przyszłych zysków z utrzymania pozycji na rynku Unii Europejskiej. Rosjanie wykorzystują dostępne narzędzia rynkowe. Nie jest jednak powiedziane, że działają w zgodzie z prawami rynku, szczególnie w odniesieniu do prawa antymonopolowego Unii Europejskiej. Gazprom działa niczym kartel naftowy OPEC ograniczając sprzedaż w celu windowania ceny w nadziei na odzyskanie udziałów rynkowych traconych na rzecz konkurencji, w przypadku rynku ropy surowca ze złóż łupkowych. Gazprom robi to samo, pragnąc wypchnąć rosnącą konkurencję w postaci LNG z różnych stron świata, choć w coraz większej mierze pochodzącego z gazu łupkowego z USA. To zachowanie może częściowo tłumaczyć również fakt, że Gazprom pozostaje instrumentem polityki zagranicznej Kremla, który z kolei wykorzystuje długoterminowe umowy gazowe do uzyskiwania określonych, długofalowych efektów w relacjach z państwami zależnymi od gazu rosyjskiego nawet kosztem krótkoterminowej utraty zysków z wysokiej ceny. Gazprom zabiega o utrzymanie tej zależności z najbardziej jaskrawym przykładem w Mołdawii, ale chodzi o całą Europę, która rezygnując z dywersyfikacji i uzależniając się od gazu w okresie przejściowym polityki ochrony klimatu może zwiększyć oraz przedłużyć tę zależność kontynentu na dekady, także za pośrednictwem wodoru. Nazywam to zjawisko rusyfikacją polityki klimatycznej, a wpadnięcie w zależność od gazu z Rosji na tym szlaku pułapką gazową. Kryzys energetyczny to kolejna okazja do gry Gazpromu, która formalnie ma charakter rynkowy, ale może się za nią kryć istotne zagrożenie polityczne, z którego powinni sobie zdać sprawę wszyscy Europejczycy i jest to argument za drugim śledztwem antymonopolowym Komisji Europejskiej. Argumenty w tej sprawie zostały przedstawione przez Polskę, Ukrainę oraz innych krytyków Gazpromu, a Komisja się im przygląda, wysławszy już do Rosjan ankietę w tej sprawie, zgodnie z informacją przekazaną przez nią BiznesAlert.pl. Próbują oni także wykorzystać obecną sytuację krótkoterminowo do wymuszenia rozpoczęcia dostaw gazu przez sporny gazociąg Nord Stream 2, które będą mogły jednak ruszyć dopiero po certyfikacji w Niemczech, która ma nie nastąpić przed drugą połową 2022 roku. Wicepremier Rosji Aleksander Nowak przyznał jesienią, że są dwa sposoby na obniżenie rekordowych cen gazu w Europie. To sprzedaż większej ilości gazu na platformie Gazpromu albo zgoda na rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2. Można zatem wysnuć wniosek, że Rosjanie celowo ograniczają podaż, żeby skłonić Europejczyków do odblokowania spornej magistrali.

Zemsta Katarzyny Wielkiej

Gra Gazpromu to argument za unikaniem nowych kontraktów długoterminowych z Rosjanami pomimo pozornie atrakcyjnej oferty kuszącej kolejnych klientów. Taka pokusa może pojawić się także w Polsce w 2022 roku, kiedy wysokie ceny gazu mogą się nadal utrzymywać. Gazprom przewiduje, że średnia cena gazu w Europie w czwartym kwartale 2021 roku wyniesie 550 dolarów za 1000 m sześc. i podobna będzie w 2022 roku, głównie przez rekordowo niskie zapasy, które – jak już ustaliliśmy – są tak niskie głównie za sprawą rosyjskiego Gazpromu, bo magazyny niemieckie tej firmy (Etzel, Jemgum i Rehden są zapełnione w 16 procentach, austriacki Heidach w 39 procentach, a holenderski Bergemeer w 23 procentach. W tym samym czasie średnia europejska wynosi 60 procent. Ośrodek IHS Markit przewiduje, że zapasy w magazynach europejskich sięgną poniżej 15 mld m sześc. do końca marca. Z tego względu przewiduje, że ceny na giełdzie TTF w lecie 2022 roku będą o 25 procent wyższe od prognoz i sięgną 44 euro za megawatogodzinę w pierwszym kwartale oraz 34 euro za megawatogodzinę w drugim i trzecim kwartale. To więcej niż najwyższa cena na platformie elektronicznej Gazpromu w 2021 roku. Rosjanie mogą mieć w przyszłym roku argument przekonujący do kontraktów długoterminowych w postaci ceny niższej od rekordów utrzymujących się na giełdzie.

Niektórzy klienci mogą się skusić jak Węgrzy. Można sobie także wyobrazić, że klienci Gazpromu będą chcieli się stać pośrednikami dostaw w Europie. Dla przykładu w Polsce wspomniane VNG z Niemiec może zechcieć kiedyś sprzedawać więcej gazu za pośrednictwem spółek już tam obecnych Handen i Gaz Energia choćby w punkcie połączenia Gaz-System/Ontras. Operatorem jest tam Ontras z grupy EnBW do której należy VNG. Do podobnych celów może posłużyć VNG lub innemu dostawcy związanemu z Rosjanami rewers na Gazociągu Jamalskim w punkcie Mallnow, którego operatorem jest GASCADE z udziałami po połowie Gazprom Germania i Winteshall DEA. Jeżeli kryzys energetyczny będzie się utrzymywał w 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski PGNiG-Gazprom, Rosjanie będą mogli wykorzystywać opisywaną wyżej grę „rynkową” do skuszenia Polaków na nowy kontrakt długoterminowy, zamiast zakupów na spocie, do których dostęp jest ograniczany już teraz. Polska będzie zainteresowana dodatkowym gazem, bo wyliczenia jeszcze sprzed kryzysu sugerują, że może potrzebować dodatkowo 2,1-3,8 mld m sześc. rocznie od 2023 roku. Gdyby Polacy się skusili, na przykład po przyspieszonych wyborach parlamentarnych w 2022 roku skutkujących koalicją z Polskim Stronnictwem Ludowym i Waldemarem Pawlakiem znanym z przedłużenia kontraktu jamalskiego w 2010 roku, mogłaby zostać zawarta nowa umowa długoterminowa ograniczająca możliwość dalszej dywersyfikacji dostaw gazu do Polski podobna do tej z Mołdawii czy Węgier. Wówczas można sobie wyobrazić, że kiedyś byłaby realizowana za pośrednictwem Nord Stream 2 przez Niemcy pozwalając Rosjanom ominąć Ukrainę przy dostawach do kolejnego klienta i obronić udziały rynkowe, a wszystko zgodnie z priorytetami polityki zagranicznej Kremla. Byłby to drugi kontrakt jamalski, ale zapewne z racji szlaku dostaw być może zwany bałtyckim. Czynnikiem ograniczającym to ryzyko jest ustawa o zapasach, dzięki której Polacy wbrew trendom europejskim uzupełnili zapasy gazu na ten sezon grzewczy prawie w stu procentach i mają najwyższe zapełnienie procentowe w Europie. W innym wypadku mogłoby się okazać, że w 2022 roku uzupełnialiby niedobory z magazynu Katharina w Brandendburgii rozbudowywanego przez VNG z pomocą Gazpromu, pod warunkiem, że byłby w nim gaz.

Co ciekawe, magazyn gazu Katharina cieszy się największym zapełnieniem w Niemczech z poziomem przekraczającym 70 procent przepustowości oraz największym wtryskiem paliwa tak, jakby czekał na dodatkowe zamówienia. Dostawy gazu Nord Stream 2 składowanego z pomocą magazynu nazwanego na cześć Katarzyny Wielkiej do Polski byłyby chichotem historii i sukcesem gry Gazpromu, która tylko z pozoru ma charakter wyłącznie rynkowy. Z tego względu Polska powinna kontynuować kurs na obniżenie zależności od gazu z Rosji pomimo kryzysu energetycznego i za wszelką cenę unikać zwrotu w polityce gazowej w 2022 roku. Drastyczny wzrost kosztu importu gazu zmusił PGNiG do pożyczki wartej 2,7 mld zł. Warto zastanowić się, czy nie subsydiować tej firmy w 2022 roku, aby nie zabrakło gazu ani nie powstało ryzyko powrotu do zależności od Gazpromu w 2023 roku. Jednym z narzędzi do realizacji tego celu jest polonizacja mocy Gazociągu Jamalskiego, który może posłużyć do importu fizycznego gazu z Baltic Pipe i LNG, ale także spotowych zakupów w Niemczech. Polacy kontynuują kurs pozwalający nie podpisywać żadnej umowy z Rosjanami i uzupełniać dostawy LNG oraz z Baltic Pipe kontraktami spotowymi na giełdzie niemieckiej. Pomimo faktu, że w najbliższych miesiącach będzie to droga opcja, to długoterminowo była bardziej konkurencyjna do politycznych umów z Gazpromem i po kryzysie znów będzie.

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

– Czy umowa USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2 zawiera tajny protokół? Czy Polska martwi się już głównie o Ukrainę, bo jest spokojna o Baltic Pipe, który w najlepszym scenariuszu ruszy szybciej niż rura z Rosji? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Tajny protokół i kolejne czerwone linie

Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg Niemcy zapewnili w układzie z USA określony mechanizm zatrzymania dostaw gazu przez Nord Stream 2 w razie przekroczenia czerwonej linii, którą jest obecnie nowa agresja rosyjska na Ukrainie. Kiedy kanclerz Angela Merkel oraz prezydent Joe Biden zawierali ten układ w lipcu 2021 roku był nią jeszcze szantaż z użyciem gazu. Ta czerwona linia mogą jednak już zostać przekroczona poprzez celowe ograniczenie podaży tego paliwa w Europie przez Gazprom ograniczający zapasy w magazynach i sprzedaż na rynek europejski jesienią 2021 roku. Nie wiadomo na czym miałby polegać ów mechanizm ani czy zostanie faktycznie wdrożony w razie przekroczenia kolejnej czerwonej linii przez Rosjan.

Zakładając, że celem Rosjan jest wymuszenie ustępstw Zachodu, wykorzystanie straszaka w postaci gromadzenia sił zbrojnych na granicy Ukrainy do blokady sankcji wobec Nord Stream 2 może zostać uznane za sukces. Z punktu widzenia Kremla straszak zadziałał, bo skłonił Demokratów do wycofania zapisów o nowych sankcjach wobec Nord Stream 2. Te jednak zostały wycofane wskutek interwencji Niemiec, bo uderzyłyby w operatora Nord Stream 2 AG, a także firmy biorące udział w przygotowaniu tego gazociągu do pracy, a zatem podmioty niemieckie. Niezależnie od tego sankcje nie zostały poszerzone pomimo wykorzystania gazu jako broni oraz ryzyka, że zostanie w ten sposób użyty Nord Stream 2.

O tym ryzyku wspominał premier RP Mateusz Morawiecki podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem w Warszawie. Próbujemy wypracować z naszymi niemieckimi partnerami rozwiązania. Najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2. Te ryzyka nie zostały jeszcze dokładnie rozpoznane, a niektóre mogą zostać wykorzystane kiedy ten gazociąg zostanie w końcu otwarty – ostrzegł premier. To prawda, że nie jest jeszcze jasne w jaki sposób mógłby zostać wykorzystany Nord Stream 2 w warunkach kryzysu energetycznego i niedoborów gazu. Dostawy gazu zostały już wykorzystane przez Rosję do polityki, czego dowodem są anomalie w magazynach pod kontrolą Gazpromu oraz zachowanie nierynkowe w postaci ograniczenia sprzedaży przy rekordowych cenach. – Nasz sąsiad, Ukraina, w wyniku otwarcia nowego połączenia gazowego Nord Stream 2, jest w gorszej sytuacji. My również, Słowacja i wschodnie kraje Unii Europejskiej jesteśmy w trudniejszej sytuacji. Te kraje mogą podlegać szantażowi Rosji. Dlatego my budujemy gazociąg bałtycki (Baltic Pipe – przyp. red.) i uniezależniamy się od Rosji, ale Ukraina jest całkowicie zależna, jeśli chodzi o gaz. Bardzo byśmy nie chcieli, by ulegała szantażowi ze strony Rosji, bo to będzie oznaczało destabilizację na wschodniej flance NATO i Unii Europejskiej – ostrzegł Morawiecki.

https://biznesalert.pl/premier-rp-zaproponowal-kanclerzowi-niemiec-reforme-polityki-klimatycznej-i-ostrzegl-przed-zagrozeniem-nord-stream-2-dla-ukrainy/embed/#?secret=KRe7KIzvm6

Układ o Nord Stream 2 pozostaje na horyzoncie

Kanclerz Scholz zapewnił, że podstawą rozmów USA-Niemcy jest porozumienie tymczasowe o dostawach gazu roku przez Ukrainę do 2024 roku, która miałaby zostać przedłużona nawet o 10 lat. – Będziemy konsultowali się z rządem USA i będziemy musieli pomóc Ukrainie stać się źródłem zielonej energii. Obserwujemy ruchy wojsk na granicy ukraińskiej i jesteśmy bardzo zaniepokojeni. Integralność terytorialna jest niezbędna – powiedział nie odnosząc się bezpośrednio do projektu Nord Stream 2. Scholz wytłumaczył także, że skoro Niemcy chcą być neutralne klimatycznie w 2050 roku, to niebawem ich zależność od gazu spadnie. Póki co jednak stowarzyszenie biznesu niemieckiego BDI szacuje dodatkowe zapotrzebowanie na gaz w Niemczech na 41 GW, czyli niecałe 50 mld m sześc. rocznie. Nord Stream 2 ma przepustowość 55 mld m sześc. rocznie. Niemcy chcą się jednak śmiać ostatni i uniezależnić się od dostaw gazu dzięki transformacji energetycznej opartej o Odnawialne Źródła Energii i magazyny energii. Takim magazynem mógłby stać się wodór, ale ten pochodziłby według umowy koalicyjnej w Niemczech także częściowo z Rosji, a zatem mógłby docierać przez Nord Stream 2.

Baltic Pipe przed Nord Stream 2?

Układ o Nord Stream 2 wykuwany przez USA i Niemcy od lipca 2021 roku jest wciąż na horyzoncie. Na uwagę zasługuje zmiana retoryki Polski, która wartościuje już zagrożenie związane z Nord Stream 2, wskazując na egzystencjalny problem dla Ukrainy, o czym świadczą słowa premiera RP o tym, że Polska będzie negocjować w celu uniknięcia szantażu gazowego wobec Ukraińców, na który Polacy będą mniej wrażliwi dzięki Baltic Pipe uzupełniającemu system dywersyfikacji źródeł dostaw gazu w postaci terminalu LNG oraz połączeń z sąsiadami.

Istnieje szansa, że gazociąg z Norwegii zaplanowany na październik 2022 roku ruszy szybciej niż Nord Stream 2, o czym pisałem w przeszłości. Konieczność certyfikacji rury z Rosji przez niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur sprawia, że musi powstać spółka niemiecka mająca zarządzać gazociągiem pod jurysdykcją prawa niemieckiego i unijnego. Potwierdziła to minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock znana z nieprzejednanej postawy wobec tej inwestycji. Różne szacunki wskazują, że certyfikacja może zakończyć się wiosną lub latem 2022 roku. Ten proces będzie jeszcze przedmiotem oceny Komisji Europejskiej, a także polskiego PGNiG oraz ukraińskich Naftogazu i OGTSUA. Mogą one zakwestionować rozstrzygnięcie w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Niemcy stworzą specjalną spółkę albo przekażą rolę operatora Nord Stream 2 fundacji „klimatycznej” Stiftung Klimaschutz stworzonej przez Meklemburgię Pomorze-Przednie pod rządami premier Manueli Schwesig zwanej Gerhardem Schroederem w spódnicy przez jej prorosyjskość. Wówczas sankcje amerykańskie nie będą mogły objąć operatora, bo zgodnie z prawem amerykańskim nie mogą uderzać w podmioty pod kontrolą rządów oraz instytucji sojuszników USA. Będzie za to możliwa certyfikacja Bundesnetzagentur. To jednak nie znaczy, że dostawy ruszą natychmiast po jej przeprowadzeniu ze względu na możliwe problemy w Komisji Europejskiej lub z udziałem spółek z Polski oraz Ukrainy w sądzie. Jeżeli Nord Stream 2 ruszy po Baltic Pipe, jego wpływ na rynek gazu w Polsce będzie ograniczony. Jednakże rura z Rosji będzie nadal zagrożeniem egzystencjalnym dla Ukrainy, więc „najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2”. Nie widać jednak takiej woli w USA ani Niemczech. Argumenty mógłby dostarczyć prezydent Władimir Putin, gdyby dokonał nowej agresji na Ukrainie, ale po co ma jej dokonywać, skoro straszak skłania już Zachód do rozmów?

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji | Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji | Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

: Sekretarz stanu USA Antony Blinken odwiedzi Europę. Pojawi się w Berlinie, Paryżu i Rzymie, ale ma także rozmawiać z Ukrainą oraz krajami wschodniej flanki NATO o Nord Stream 2. Administracja prezydenta Joe Bidena nie wierzy w możliwość zatrzymania tego projektu z użyciem sankcji.

: Sankcje unijne uderzają w Michaiła Guceriewa, oligarchę rosyjskiego dostarczającego ropę na Białoruś. Kolejne sankcje mogą objąć sektor ropy i nawozów.

: Rosjanie przekonują, że mogą zmniejszyć dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce do miliarda metrów sześciennych z końcem 2021 roku. Będzie to jednak możliwe tylko pod warunkiem, że Nord Stream 2 będzie mógł rozpocząć dostawy, a to nie jest pewne. Polacy chcą użyć wolnej przepustowości do rozprowadzenia gazu spoza Rosji po Polsce.

USA będą rozmawiać z krajami jak Polska o Nord Stream 2, ale nie wierzą w skuteczność sankcji

Sekretarz stanu USA Antony Blinken odwiedzi Europę. Pojawi się w Berlinie, Paryżu i Rzymie, ale ma także rozmawiać z Ukrainą oraz krajami wschodniej flanki NATO o Nord Stream 2. Administracja prezydenta Joe Bidena nie wierzy w możliwość zatrzymania tego projektu z użyciem sankcji.

Biały Dom/Neftegaz.ru/Wojciech Jakóbik

– Będziemy nadal podkreślać, że ten gazociąg jest geopolitycznym projektem Rosji, który zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy i na pewno podważa bezpieczeństwo Ukrainy oraz innych krajów wschodnich, w tym sojuszników wschodniej flanki NATO oraz naszych partnerów – powiedział ambasador Reeker.

Przypomniał, że poszerzenie sankcji wobec Nord Stream 2 o kolejne statki zaangażowane w budowę w maju 2021 roku to największa paczka ograniczeń wprowadzona do tego momentu. – Gazociąg był w ponad 90 procentach gotowy kiedy nasza administracja przejmowała władzę w styczniu i uważamy, że jest bardzo małe prawdopodobieństwo zatrzymania budowy z użyciem sankcji, ale dlatego zawiesiliśmy część z nich. Zrobiliśmy to w celu uzyskania czegoś pozytywnego z tej negatywnej sytuacji i zamiast uderzać w relacje z naszymi europejskimi sojusznikami poprzez kolejne sankcje zamierzamy wykorzystać przestrzeń powstałą dzięki zawieszeniu do zaangażowania Niemiec dyplomatycznie w podjęcie kroków na rzecz zmniejszenia zagrożenia, jakie Nord Stream 2 stanowi dla Ukrainy oraz bezpieczeństwa energetycznego Europy rozumianego szerzej – tłumaczył Reeker.

– Będziemy kontynuować dyskusję w Berlinie, a także nasze rozmowy dyplomatyczne z Ukrainą oraz krajami frontowymi Europy Środkowo-Wschodniej na temat tego gazociągu oraz szerszego wymiaru bezpieczeństwa energetycznego – zadeklarował. Odmówił odpowiedzi na pytanie dziennikarzy o to, czy Amerykanie są gotowi wdrożyć zawieszone sankcje wobec Nord Stream 2, jeżeli Niemcy nie spełnią ich oczekiwań. Chodzi o ograniczenia uderzające w operatora tego projektu Nord Stream 2 AG oraz jego prezesa Matthiasa Warniga.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas powiedział, że owoce rozmów USA-Niemcy będą znane w sierpniu. Odniósł się w ten sposób do wizyty delegacji niemieckiej w Waszyngtonie w czerwcu 2021 roku. Kanclerz Niemiec Angela Merkel ma odwiedzić stolicę USA w lipcu, aby rozmawiać między innymi na temat Nord Stream 2. Nieoficjalne doniesienia medialne sugerują, że ma mediować w sporze wokół niego.

Unia uderza w rosyjskiego oligarchę dostarczającego ropę Białorusi. Ciąg dalszy nastąpi

Sankcje unijne uderzają w Michaiła Guceriewa, oligarchę rosyjskiego dostarczającego ropę na Białoruś. Kolejne sankcje mogą objąć sektor ropy i nawozów.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Rada Unii Europejskiej zatwierdziła sankcje personalne wobec szeregu osób fizycznych za poważne naruszenia praw człowieka na Białorusi oraz porwanie samolotu Ryanair w maju. Guceriew znalazł się wśród nich. Nie będzie mógł odwiedzać Unii Europejskiej oraz prowadzić operacji z użyciem jej banków.

Według rosyjskiego Kommiersanta powyższe sankcje mogą także uderzyć w firmę Neftisa, w której Guceriew posiada około 75 procent akcji oraz Russnieft, nad którym posiada efektywną kontrolę. Słownictwo użyte w dokumentach unijnych opisujących nowe sankcje ma pozwalać na ograniczenia w takich przypadkach.

Warto przypomnieć, że grupa Safmar Michaiła Guceriewa była odpowiedzialna za tymczasowe dostawy ropy na Białoruś poprzedzające nową umowę długoterminową z Rosnieftem pozyskaną po ponownym zbliżeniu Mińska i Moskwy następującym po krwawej rozprawie z opozycją przy okazji sfałszowanych wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Unia Europejska zapowiada wdrożenie nowych sankcji gospodarczych wobec Białorusi, a wśród nich mogą się znaleźć takie obejmujące sektor ropy naftowej lub nawozów.

Rosjanie straszą osuszeniem Gazociągu Jamalskiego. Polacy wiedzą co robić z resztą mocy

Rosjanie przekonują, że mogą zmniejszyć dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce do miliarda metrów sześciennych z końcem 2021 roku. Będzie to jednak możliwe tylko pod warunkiem, że Nord Stream 2 będzie mógł rozpocząć dostawy, a to nie jest pewne. Polacy chcą użyć wolnej przepustowości do rozprowadzenia gazu spoza Rosji po Polsce.

Sputnik Białoruś/Wojciech Jakóbik

Rosyjski Sputnik Białoruś informuje, że Gazprom zamierza zmniejszyć wykorzystanie Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez terytorium białoruskie i polskie o 80 procent wraz z rozpoczęciem pracy alternatywnego szlaku dostaw do Europy w postaci gazociągu Nord Stream 2. Sputnik miał dotrzeć do szczegółów kontraktu przesyłowego rosyjsko-białoruskiego opublikowanego przed spotkaniem Gazpromu z udziałowcami.

Kontrakt Gazpromu z jego spółką zależną będącą operatorem gazociągów przesyłowych na Białorusi ma zakładać dostawy 29,574 mld m sześc. przez terytorium Białorusi w 2021 roku. W pierwszym kwartale ma to być 9,626 mld m sześc., w drugim – 9,183 mld m sześć, w trzecim – 8,842 mld m sześć, a w czwartym – 1,923 mld m sześc. Dostawy przez Gazociąg Jamalski w Polsce mają wynieść 8,76 mld m sześc. w pierwszym kwartale, 8,6 mld m sześc. w drugim kwartale, 8,25 mld m sześc. w trzecim kwartale i mld m sześc. w czwartym kwartale, kiedy zaczyna się nowy rok gazowy.

Sputnik Białoruś przekonuje, że poziom dostaw przez Białoruś będzie zależał także od losu umowy przesyłowej Gazpromu z Ukrainą. Póki co obowiązuje ona do końca 2024 roku i zakłada opłacenie minimum 40 mld m sześc. dostaw rocznie. Kolejny czynnik to zapotrzebowanie na gaz w Europie.

Powodem tak znacznego spadku dostaw z końcem 2021 roku ma być planowane ukończenie gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec. Sputnik Białoruś nie odnosi się jednak do faktu, że ten projekt może nie rozpocząć dostaw od razu po ukończeniu ze względu na przeszkody w postaci sankcji USA oraz konieczności dostosowania jego pracy do przepisów dyrektywy gazowej Unii Europejskiej. Warto dodać, że Nord Stream 2 ma być oficjalnie gotowy do pracy z końcem 2021 roku i będzie wówczas opóźniony o dwa lata. Możliwe są także dalsze opóźnienia.

Tymczasem Polacy mają już rozwiązanie długoterminowe w sprawie Gazociągu Jamalskiego. Planują modernizację infrastruktury przesyłowej w celu umożliwienia fizycznych dostaw LNG oraz gazu z Baltic Pipe z użyciem odcinka Jamału w Polsce na wschód i północ kraju. Ten proces ma się zakończyć w 2026 roku.

Greenpeace atakuje ekspertów Komisji za poparcie atomu | Akademik Czerski mający przyspieszyć budowę Nord Stream 2 przygotowuje się do pracy

Greenpeace atakuje ekspertów Komisji za poparcie atomu | Akademik Czerski mający przyspieszyć budowę Nord Stream 2 przygotowuje się do pracy

:Po tym jak eksperci Komisji uznali, że atom może pomóc chronić klimat, Greenpeace podejrzewa, że opinia ekspertów mogła powstać pod wpływem lobby atomowego. Tymczasem prawie pięćdziesiąt organizacji pozarządowych poparło uwzględnienie energetyki jądrowej w taksonomii Unii Europejskiej.

:Agencja RIA Novosti informuje, że statek Akademik Czerski przybył już na budowę spornego gazociągu Nord Stream 2. USA zapowiedziały objęcie sankcjami wszystkich podmiotów zaangażowanych w te prace.

:USAID przedstawiła raport, w którym przekonuje, że dostawy LNG z Polski na Ukrainę mogą być rentowne, a nawet składowane w magazynach gazu nad Dnieprem.

Greenpeace atakuje ekspertów Komisji za poparcie atomu

Po tym jak eksperci Komisji uznali, że atom może pomóc chronić klimat, Greenpeace podejrzewa, że opinia ekspertów mogła powstać pod wpływem lobby atomowego. Tymczasem prawie pięćdziesiąt organizacji pozarządowych poparło uwzględnienie energetyki jądrowej w taksonomii Unii Europejskiej.

Greenpeace wietrzy spisek

Połączone centrum badań przy Komisji Europejskiej (JRC) uznała, że energetyka jądrowa może przysłużyć się ochronie klimatu i powinna zostać uwzględniona w taksonomii, czyli regulacjach opisujących jakie inwestycje są zrównoważone, a przez to zasługują na wsparcie unijne. Komisja ocenia technologie pod kątem zrównoważonego rozwoju oraz „braku znaczącej szkodliwości” (do no significant harm), a także stosuje określone kryteria techniczne. Jednym z zadań JRC jest prowadzenie badań na temat bezpieczeństwa nuklearnego finansowanych przez EURATOM.

Greenpeace ostrzega, że JRC jest strukturalnie powiązane z Traktatem o EURATOM, ma relacje z przemysłem nuklearnym, a opinie wyrażane przez przedstawicieli tego centrum „podważają zdolność JRC do prowadzenia obiektywnej oceny tego, czy energetyka jądrowa jest zrównoważona”. – Komisja Europejska powinna powierzyć to badanie bezstronnym strukturom i włączyć w ich ocenę społeczeństwo obywatelskie – ocenia Greenpeace.

– Widać coraz lepiej, że przemysł jądrowy nie może stanąć na nogi bez masowego finansowania i dlatego desperacko zabiega o wsparcie unijne, bo energetyka jądrowa jest za droga, a nowe projekty znikają. JRC jest niebezpiecznie optymistyczna względem perspektywy renowacji istniejących elektrowni jądrowych. Niezależni naukowcy już mówili Unii Europejskiej, że niezrównoważone zagrożenia związane z magazynowaniem odpadów nuklearnych to wystarczający argument na rzecz porzucenia tej technologii. Zamiast pozwalać umierającej branży konsumować finansowanie, Komisja Europejska powinna poprzeć realne działania na rzecz klimatu, wykluczając wszelkie fałszywie zielone rozwiązania jak atom, gaz i biomasa – oceniła Silvia Pastorelli zajmująca się w Greenpeace polityką europejską.

Organizacje pozarządowe bronią atomu

Innego zdania są organizacje pozarządowe opowiadające się za atomem, o których informował BiznesAlert.pl. – Z ocen naukowych jasno wynika, że energia jądrowa jest niezbędna do rozwiązywania problemów oraz wyzwań związanych i wywołanych tymi zakłóceniami. Pomimo to ograniczone uznanie tego niskoemisyjnego, dyspozycyjnego źródła energii ze strony Komisji Europejskiej jest w najlepszym przypadku paradoksalne i z pewnością przyniesie efekt przeciwny do zamierzonego – czytamy w liście organizacji popierających atom. Ich zdaniem fałszywy przekaz po katastrofie w elektrowni jądrowej Fukushima w Japonii utrudnił rozwój energetyki jądrowej w Unii Europejskiej. – Społeczeństwa zaakceptowały systematyczne utrudnianie rozwoju energetyki jądrowej, ponieważ dowody naukowe są nadal przyćmiewane przez zbudowane wokół nich mity. 

– Prosimy, aby wszystkie niskoemisyjne źródła energii były traktowane jednakowo w toczących się i przyszłych dyskusjach prowadzonych na szczeblu Komisji Europejskiej, w tym na temat taksonomii zrównoważonych inwestycji. Prosimy, aby UE wspierała opartą na dowodach ocenę wszystkich dostępnych opcji. Prosimy o przedstawianie dokładnych i rzeczowych faktów wspartych naukowo na temat energii jądrowej – piszą autorzy listu. Wśród sygnatariuszy tego pisma znalazły się organizacje pozarządowe z Francji, Finlandii, Kanady, Korei Południowej, Niemiec, Norwegii, Polski, Szwecji, USA i Wielkiej Brytanii.

Greenpeace/Voix du Nucleaire/Wojciech Jakóbik

Akademik Czerski mający przyspieszyć budowę Nord Stream 2 przygotowuje się do pracy

Agencja RIA Novosti informuje, że statek Akademik Czerski przybył już na budowę spornego gazociągu Nord Stream 2. USA zapowiedziały objęcie sankcjami wszystkich podmiotów zaangażowanych w te prace.

Czerski znalazł się na wodach duńskich na miejscu budowy tamtejszego odcinka gazociągu Nord Stream 2. Ma teraz przygotować się do pracy i przyłączyć się do budowy prowadzonej obecnie przez barkę Fortuna, przyspieszając proces. Gazprom przekonuje, że sporny gazociąg będzie gotowy do końca 2021 roku, dwa lata po pierwotnym terminie.

Jednak na drodze tego projektu mogą stanąć sankcje amerykańskie. Waszyngton zapowiedział, że będzie poszerzał restrykcje obejmujące podmioty wspierające budowę Nord Stream 2, ale przyznał, że jego los „ostatecznie zależy od budowniczych”. Budowa na wodach niemieckich zależy jednak także od losu skargi ekologów Deutsche Umwelthilfe, do której rozpatrzenia nie będzie mogło dojść do połączenia odcinków duńskiego i niemieckiego, a także ewentualnego moratorium na budowę postulowanego przez przedstawiciela rządu w Berlinie.

RIA Novosti/Wojciech Jakóbik

Raport: Układ Polska-Ukraina-USA o dostawach LNG może się opłacać, ale wymaga zmian

USAID przedstawiła raport, w którym przekonuje, że dostawy LNG z Polski na Ukrainę mogą być rentowne, a nawet składowane w magazynach gazu nad Dnieprem.

Wspomniana agencja rozwoju zajmuje się promocją bezpieczeństwa narodowego oraz współpracy ekonomicznej poza granicami Stanów Zjednoczonych. Na jej zlecenie powstał raport, z którego wynika, że współpraca Polski i Ukrainy przy dostawach gazu skroplonego z USA może pozwolić na pozyskanie taniego gazu oraz większe wykorzystanie infrastruktury gazowej nad Dnieprem. Raport został opracowany przez Tetra Tech w ramach projektu USAID o nazwie bezpieczeństwo energetyczne i opublikowany 10 marca.

Wynika z niego, że rozwój rynku gazu w Polsce może spowodować nadwyżki, których póki co nie będzie gdzie składować. Analizuje zatem możliwość składowania gazu z Polski w magazynach na Ukrainie. Warto przy tym zaznaczyć, że Polacy zamierzają rozbudowywać moce magazynowe na swym terytorium, choć wynoszą one 2,7 mld m sześc. w porównaniu do 32 mld na Ukrainie. Istotny jest fakt, że badacze wykonujący raport na zlecenie USAID nie biorą pod uwagę jednego ze scenariuszy operatora gazociągów przesyłowych w Polsce, czyli Gaz-System, który zakłada wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce o 60 procent w stosunku do 2020 roku, czyli z 20 mld rocznie do ponad 31 m sześc., jako „znacznie przeszacowanego”.

Autorzy raportu oceniają, że około 2024 roku zimą będą się pojawiały nadwyżki zapasów gazu potrzebnych Polsce między innymi przez ustawę o zapasach wymuszającą utrzymywanie ich na wypadek kryzysu dostaw. Nie wspominają o zmianach tej regulacji, która będzie zmierzać do obniżki wolumenu, który będzie należało obowiązkowo utrzymywać. W raporcie można przeczytać, że w scenariuszu umiarkowanym w szczycie zapotrzebowania dostawy gazu z Ukrainy do Polski zimą mogą wynosić 2 mln m sześc. dziennie. Scenariusz zakładający szybszy rozwój rynku gazu w Polsce zakłada, że nadwyżka może wynieść ponad 1,1 mld m sześc. rocznie w 2030 roku i „nawet rozbudowa magazynów gazu w Polsce” nie pomoże jej zmagazynować. W takim scenariuszu dostawy z Polski na Ukrainę mogą sięgać 8,5 mln m sześc. dziennie latem, gdy byłyby zbierane zapasy nad Dnieprem. Tymczasem fizyczna przepustowość połączenia w Hermanowicach wynosi 5 mln m sześc. Ustalenia ekspertów są zatem argumentem za rozbudową mocy przesyłowych między Polską a Ukrainą. Przekonują, że taryfy magazynowe na Ukrainie z ulgą wprowadzoną przez operatora OGTSU będą tańsze (15,1 euro za MWh) niż w Polsce (16,5) i Niemczech (18,3).

Autorzy raportu dla USAID przyznają, że LNG docierające przez Polskę na Ukrainę jest obecnie droższe od ofert gazociągowych w Europie. Dyferencjał ten ma wynosić do 2030 roku między 2,5 a 7,5 euro za MWh. Sposobem na zwiększenia atrakcyjności dostaw LNG ze Świnoujścia nad Dniepr może być obniżka taryf na szlaku ze szczególnym uwzględnieniem taryfy w polskim gazoporcie oraz regazyfikacyjnej. Autorzy raportu przyznają, że taryfa wyznaczona przez operatora terminalu LNG w Polsce jest „racjonalna” ale niektóre obiekty w Europie mają niższe. Polacy oczekują 2,24 euro za MWh, a  FSRU na Litwie już tylko 0,15 euro.

Z raportu można się dowiedzieć, że jeśli Polska porzuci dostawy gazu z Rosji w ramach kontraktu jamalskiego wygasającego w 2022 roku, dostawy z Ukrainy w jej kierunku będą wynikały tylko z ewentualnego magazynowania gazu nad Dnieprem i mogą wówczas sięgać 0,5 mld m sześc. rocznie w 2023 roku. Jeśli uda się rozwinąć dostawy gazu z Polski na Ukrainę, mogą sięgnąć od 0,5 do 2 mld m sześć. rocznie rok po zakończeniu kontraktu jamalskiego. Później ten wolumen może wzrosnąć w zależności od rozwoju rynków w obu krajach i sięgnąć maksymalnie 5 mld m sześc. rocznie. Zainteresowanie rynku będzie zależało od odpowiedniej polityki taryfowej w USA, Polsce i na Ukrainie, a także udrożnienia rewersu na granicy polsko-ukraińskiej wymagające nowych ustaleń między operatorami Gaz-System i OGTSU.

Co ciekawe, raport nie wspomina o Gazociągu Polska-Ukraina rozważanym przez te kraje, ale wciąż bez ostatecznej decyzji inwestycyjnej.

– Polska i Ukraina mają znaczne perspektywy współpracy na rzecz bezpieczeństwa dostaw oraz rozwoju handlu gazem. Jednakże pozostaje szereg przeszkód regulacyjnych i technologicznych, które mogą zostać rozwiązany dzięki odpowiedniemu wsparciu po obu stronach – ocenił Serhij Makogon, prezes OGTSU, w komentarzu dla BiznesAlert.pl.

USAID/Wojciech Jakóbik

Czy Polska zagra przeciwko Nord Stream 2 w pierwszej lidze?

Pioneering Spirit buduje Nord Stream 2. Fot. Allseas
Pioneering Spirit buduje Nord Stream 2. Fot. Allseas

Budowa Nord Stream 2 ma zostać wznowiona w tym tygodniu po tym, jak sztorm uniemożliwił ją w zeszłym. Jednak narastający sztorm polityczny nie pozwala uznać tego projektu za fakt dokonany pomimo sygnałów o rozmowach USA-Niemcy. W jego centrum znajduje się Polska. To okazja do testu jej mocy sprawczej oraz potencjału gry w pierwszej lidze polityki międzynarodowej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Czy Polska zagra przeciwko Nord Stream 2 w pierwszej lidze?”

Polacy walczą z tęczą wodorową w grze o dostęp do skarbca unijnego

Struktura udziału w rynku wodoru w Polsce w 2020 roku. Grafika: Ministerstwo klimatu i środowiska
Struktura udziału w rynku wodoru w Polsce w 2020 roku. Grafika: Ministerstwo klimatu i środowiska

Polacy przedstawili projekt strategii wodorowej. Chcą wykorzystywać różne technologie, choć Europa chce, by priorytet miał wodór zielony pozyskiwany z pomocą Odnawialnych Źródeł Energii. W tym celu proponują bardziej neutralną klasyfikację od tęczy wodorowej znanej dotychczas, by utrzymać dostęp do skarbca unijnego – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Polacy walczą z tęczą wodorową w grze o dostęp do skarbca unijnego”

Wodór z Baltic Pipe, czyli klucz Polski do skarbca unijnego

Potencjalna infrastruktura przesyłu wodoru w Europie autorstwa Hydrogen Europe bez Baltic Pipe i gazoportu. Grafika: Hydrogen Europe
Potencjalna infrastruktura przesyłu wodoru w Europie autorstwa Hydrogen Europe bez Baltic Pipe i gazoportu. Grafika: Hydrogen Europe

Dokumenty unijne potwierdzają, że infrastruktura gazowa, która będzie umożliwiała dostawy wodoru i biogazu, będzie mogła liczyć na dalsze wsparcie z Unii Europejskiej. Czas budować Polskę Hydrogen Ready – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Wodór z Baltic Pipe, czyli klucz Polski do skarbca unijnego”

Dlaczego Biden uderzy w Nord Stream 2 i wesprze Trójmorze

Stanowisko doradcy bezpieczeństwa prezydenta-elekta Joe Bidena sugeruje, że USA prawdopodobnie zaostrzą sankcje wobec Nord Stream 2. Ponadpartyjny sprzeciw wobec tego projektu jest także widoczny w parlamencie amerykańskim – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Dlaczego Biden uderzy w Nord Stream 2 i wesprze Trójmorze”

Liberalizacja po fuzji z Orlenem czy PGNiG primus inter pares?

– Proces dywersyfikacji dostaw gazu w Polsce jest zaplanowany, realizowany i bliski finiszu. Trwa zatem dyskusja o liberalizacji rynku w Polsce po 2022 roku. Wybrzmiała w kuluarach GAZTERM 2020 – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor BiznesAlert.pl. Czytaj dalej„Liberalizacja po fuzji z Orlenem czy PGNiG primus inter pares?”