Parlamenty USA i Europy Śr.-Wsch. apelują o konsultacje układu o Nord Stream 2 i nowe sankcje

Przewodniczący komisji spraw zagranicznych Senatu USA wraz ze swymi odpowiednikami z Czech, Estonii, Irlandii, Litwy, Łotwy, Polski, Ukrainy i Wielkiej Brytanii wydali oświadczenie w sprawie porozumienia USA-Niemcy o Nord Stream 2, spornym gazociągu z Rosji. Domagają się konsultacji oraz nowych sankcji przeciwko niemu.

– My, przewodniczący komisji spraw zagranicznych naszych parlamentów narodowych, nadal sprzeciwiamy się projektowi gazociągu Nord Stream 2 i przyjmujemy z żalem ostatnią decyzję USA i Niemiec w sprawie tego projektu, która ma umożliwić dalszą budowę – czytamy w oświadczeniu.

Autorzy listy oceniają, że Nord Stream 2 to projekt geopolityczny wzmacniający pozycję Rosji na rynku gazu w Europie, który zwiększy udział tego paliwa z Rosji w miksie dostaw na kontynent, zagrozi bezpieczeństwu narodowemu krajów unijnych oraz USA, a także już teraz podważonym bezpieczeństwu oraz suwerenności Ukrainy. Ich zdaniem Nord Stream 2 może posłużyć do dalszego szantażu Kijowa, który ucierpiał w wyniku agresji rosyjskiej z powodu jego poparcia integracji europejskiej. – Unia Europejska i USA muszą działać razem na rzecz wzmocnienia nacisku sankcji na Kreml w celu odpowiedzi na agresję na Ukrainie – apelują.

– Prawdopodobne konsekwencje ukończenia i uruchomienia Nord Stream 2 to podważenie rozwoju jednego, zliberalizowanego i otwartego rynku gazu w Europie poprzez konsolidację dostaw w jednym szlaku oraz utrudnienie inwestycji w alternatywne. Oczekujemy jasnego zaangażowania Niemiec w zmniejszenie zależności od gazu importowanego z Rosji oraz kursu na zieloną energetykę. Oczekujemy, że Niemcy przyjmą odpowiedzialność z całkowitym poświęceniem. Musimy przyjąć wspólne zobowiązanie zwiększenia wparcia bezpieczeństwa i zdolności obronnych Ukrainy w celu zapobieżenia pogłębieniu obecnego kryzysu bezpieczeństwa, który zostanie pogłębiony przez zagrożenia tworzone przez Nord Stream 2 – apelują autorzy listu.

Przewodniczący podpisani pod listem apelują także o wzmocnienie zaangażowania NATO na Wschodniej Flance oraz Morzu Bałtyckim i Czarnym, a także mapę drogową członkostwa Ukrainy pod warunkiem, że zrealizuje odpowiednie reformy i spełni standardy tej organizacji. Wzywają także do zaoferowania członkostwa unijnego dla Ukrainy.

– Nalegamy, aby jakiekolwiek dalsze porozumienia w sprawie Nord Stream 2 uwzględniały konsultacje w ramach rodziny transatlantyckiej. Ponadto takie działania dyplomatyczne powinny uwzględniać fundamentalną zasadę polegającą na sprzeciwianiu się agresji rosyjskiej przeciwko witalnym interesom bezpieczeństwa narodowego krajów NATO, UE i naszych partnerów w Europie Środkowo-Wschodniej.

Porozumienie USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2 zaproponowane w lipcu jest krytykowane jako zbyt mało konkretne. Bloomberg informował, że Niemcy zobowiązały się jedynie do zabiegów o sankcje unijne w razie problemów z Rosją, ale nie zamierzają ograniczać dostaw przez Nord Stream 2. To potwierdzenie tezy z analizy BiznesAlert.pl.

Senatorzy uderzają w Bidena za Nord Stream 2. „Pozwala naładować broń geopolityczną Putina”

Projekt Nord Stream 2 podzielił amerykańską scenę polityczną. Republikanie krytykują administrację demokratycznego prezydenta Joe Bidena za zawieszenie nowych sankcji wobec tego projektu. Demokraci przekonują, że nie mogły go zatrzymać i stawiają na rozmowy z Niemcami.

Doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta USA Joe Bidena powiedział na konferencji prasowej, że nowe sankcje wobec Nord Stream 2 zawieszone przez jego administrację miały uderzyć w „niemieckiego obywatela i szwajcarską firmę”. Chociaż formalnie jest to prawda, senatorzy republikańscy nie szczędzą krytyki pod adresem ekipy Bidena.

Senator John Barrasso z Wyoming z komisji spraw zagranicznych powiedział Fox News, że Nord Stream 2 AG należy w stu procentach do rosyjskiego Gazpromu, chociaż jest zarejestrowana w Szwajcarii. – Cały świat o tym wie – powiedział senator. – Żadna narracja administracji Bidena nie zmieni rzeczywistości, w której gazociąg Putina jest bronią geopolityczną wymierzoną w naszych sojuszników w Europie. Prezydent Biden i jego ekipa desperacko próbują odwrócić uwagę od faktu, że przez nieobjęcie tego gazociągu sankcjami, pozwalają na przeładowanie i odbezpieczenie tej broni – ostrzegł. Do jego głosu przyłączyli się senatorzy Ron Johnson, Marco Rubio i Ted Cruz.

Administracja USA przekonuje, że z jej danych wywiadowczych wynika, że zatrzymanie Nord Stream 2 na tym etapie konstrukcji zmierzającej do finału do końca 2021 roku nie będzie możliwe z użyciem sankcji amerykańskich. Ekipa Bidena zdecydowała o zawieszeniu sankcji wobec Nord Stream 2 AG oraz prezesa tej spółki Matthiasa Warniga z Niemiec, byłego współpracownika komunistycznych służb wschodnioniemieckich Stasi posiłkując się argumentem interesów narodowych dopuszczonym w prawie o ograniczeniach. Waszyngton podjął w zamian rozmowy z Berlinem o tym, jak zapewnić, że gotowy Nord Stream 2 nie zagrozi Ukrainie oraz sojusznikom Ameryki.

Fox News/Wojciech Jakóbik

Jakóbik: Nadchodzi koniec Chin… albo komunistów

Państwo Środka opisywane jako następca w roli super potęgi, jaką obecnie są Stany Zjednoczone, w rzeczywistości stoi nad przepaścią. Może znad niej uciec w izolację ryzykując, że upadek i tak je spotka, albo zmienić dotychczasowy model społeczno-gospodarczy zbudowany przez komunistów – pisze redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik.

Dylemat Kissingera

Już Henry Kissinger w kanonicznym dziele „On China” z 2011 roku stawiał tezę, że Chiny mają przed sobą w historii zawsze ten sam wybór tragiczny: otworzyć się i rozwijać we współpracy ze społecznością międzynarodową albo zamknąć, pogrążając się w totalitaryzmie. Tak było w obliczu dyplomacji kanonierek i swoistej kolonizacji upadającego Państwa Środka doby wojen opiumowych. Chiny otworzyły się na świat, ale straciły podmiotowość. Tak było w obliczu rewolucji kulturalnej. Komuniści zamknęli bramy Jadeitowego Pałacu i postanowili budować Chiny od nowa projektując inżynierię społeczną na niespotykaną skalę, także pod względem ofiar. Chińczycy uchylili nieco drzwi kapitałowi zachodniemu, gdy nadeszła rewolucja gospodarcza Denga Xiaopinga z lat 80-tych XX wieku, dając rozwój gospodarczy okupiony jednak barbarzyńską polityką jednego dziecka. Okazuje się, że doprowadziła ściągnęła ona na Chiny nowe problemy każące im po raz kolejny w historii stanąć dylematem Kissingera.

Koniec dywidendy demograficznej

Polityka jednego dziecka miała pozwolić na szerszy dostęp Chińczyków do dóbr konsumpcyjnych, dając tak zwaną dywidendę demograficzną, której poświęciłem pracę magisterską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie jest zatem nowa wiedza o tym, że ta dywidenda się kończy. Niestety nie jest to wiedza powszechna, szczególnie wobec znacznej otwartości opinii publicznej na materiały propagandowe Państwa Środka. Keiichiro Oizumi z Center for Pacific Business Studies stawiał ponad dekadę temu tezę, że dywidenda demograficzna Chin skończy się w 2015 roku. Jeżeli w ostatnich latach przyrost demograficzny Państwa Środka spowalniał, to może się okazać, że niebawem będzie ujemny. Póki co jednak Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne znane z przekłamywania danych poprzez odpowiednią ich kompilacje opublikowało z kilkumiesięcznym opóźnieniem najnowsze dane o demografii i poinformowało o wzroście ludności Państwa Środka o zaledwie 5,4 procent w 2010 roku. Od dekady przybyło około 73 mln Chińczyków. Ta liczba robi wrażenie, ale tempo wzrostu jest najniższe od 1953 roku, odkąd Pekin prowadzi badania statystycznego tego rodzaju. Chińczycy mają zatem najludniejszą populację świata sięgającą 1,411 mld ludzi, ale stają się coraz starsi, a tempo ich starzenia przyspiesza. 260 mln Chińczyków przekracza wiek 60 lat. Cała populacja USA to 330 mln. Ich udział w populacji wzrósł o 5,4 procent w stosunku do 2010 roku, czyli prawie dwa razy więcej niż w dekadzie 2000-10. W minionym roku narodziło się tylko 12 mln Chińczyków, czyli najmniej od 49 lat. Chińczycy zaczęli luzować politykę jednego dziecka w 2015 roku spodziewając się tych problemów, ale konsumpcjonizm popularny w krajach rozwijających się gospodarczo dociera i do nich, ograniczając apetyt młodych na potomstwo. Starzenie się społeczeństwa, a przez to kurczenie siły roboczej i rozrost programów socjalnych, połączone z istotną zależnością od konsumpcji zewnętrznej może spowodować załamanie wzrostu gospodarczego. Brytyjski magazyn medyczny The Lancet przewiduje spadek populacji Chin do 730 mln ludzi w 2100 roku. Uniwersytet Wisconsin twierdzi, że będzie to 350-450 mln do 2100 roku.

Chiny idą w ślad Japonii

Podobny los spotkał Japonię, która w latach dziewięćdziesiątych XX wieku była prezentowana jako rychła super potęga mająca wyprzedzić Stany Zjednoczone. Skoro Państwo Środka nie będzie miało nadwyżki taniej siły roboczej, wzrostu konsumpcji pochodzącego głównie od niej, ani łatwego dostępu do technologii ze względu na ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, stanie znów przed dylematem przedstawionym przez Kissingera. Może się otworzyć, wpuścić kapitał i wiedzę Zachodu, a być może także imigrantów trudnych do zaakceptowania wobec walki z odmiennością w Chinach obrazowanej przez prześladowania Ujgurów czy sekty Falun Gong. Światowy podaje, że tylko jedna dziesiąta procenta mieszkańców Chin to obecnie obcokrajowcy. Nowe otwarcie niewątpliwie osłabiłoby władzę Partii Komunistycznej nad społeczeństwem i zagrozi jej widmem nowej kolonizacji znanej z XIX wieku. Państwo Środka może zatem znów się zamknąć i próbować przestawić z powrotem na masowy eksport, ale wówczas podważy innowacyjność w oczekiwaniu na całkowite załamanie dywidendy demograficznej. Według Harvard Business Review populacja Chin zdolna do pracy w wieku 15-64 lat skurczy się o 9 procent od 2015 do 2035 roku. To spadek o 200 mln ludzi, czyli tyle ile połączona populacja Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Holandii i Szwajcarii. HBR przypomina, że podobny spadek zanotowała Japonia i wyniósł on 13,4 procent w latach 1997-2017.

Dług zamiast migrantów i robotów

Chińczykom, podobnie jak innym obawiającym się braku rąk do pracy, pozostaje nadzieja na robotyzację pracy lub wzrost dzietności. Przesiedlenia ludności wiejskiej do miast mogą nie przynieść już rezultatu, ponieważ Chiny mogły przekroczyć punkt zwrotny Lewisa w 2018. Oznaczałoby to, że mieszkańcy wsi nie chcą już migrować do miast. Liczba niewykorzystanych apartamentów w miastach ma sięgać 64 milionów. Plan przesiedlenia 250 mln ludzi do miast w 2025 roku może być trudny do zrealizowania bez użycia siły. Robotyzacja nie będzie możliwa bez rozwoju technologicznego, a ten może zostać ograniczony przez problemy z własnością intelektualną na terytorium Państwa Środka. HRW ustalił, że największe rządy i firmy zachodnie wycofują produkcję z Chin, a firmy chińskie mają coraz gorszy wizerunek na Zachodzie. Ten trend utrudni transfer technologii. Firmy chińskie, w których każda z ponad 50 pracownikami musi mieć na pokładzie przedstawiciela Partii Komunistycznej, mogą mieć problem z indukowaniem lokalnej innowacji. Większość firm chińskich na liście Fortune 500 to spółki państwowe lub hybrydowe. Całkowity dług rządowy Państwa Środka wynosi 34 bln dolarów, czyli 266 procent Produktu Krajowego Brutto. Zadłużenie państwowych firm sięgało ponad 16 bln dolarów w lipcu 2018 roku. Spowolnienie demograficzne i gospodarcze może podwoić tempo wzrostu zadłużenia.

Koniec Chin albo komunistów

Wracając do dylematu Kissingera, Chiny mogą teraz zamknąć się i próbować samotnie naprawić demografię oraz gospodarkę, ryzykując upadek. Mogą także otworzyć się, ale także w konsekwencji być może zakwestionować model społeczno-ekonomiczny stworzony przez Partię Komunistyczną. Czymże jednak jest ideologia komunistyczna dyktująca Chinom politykę od kilkudziesięciu lat wobec tysięcy lat historii Państwa Środka?

Źródło: Jagiellonski.org

Źródła: USA nie chcą uderzyć w Niemców. Chcą blokować dostawy, nie budowę Nord Stream 2

Amerykański portal Axios ustalił, że administracja Joe Bidena zamierza zrezygnować z sankcji wobec operatora Nord Stream 2, ale uderzy w kolejne statki odpowiedzialne za jego budowę.

Dwa źródła Axios poinformowały zgodnie, że Biden nie chce psuć relacji z Niemcami z powodu sporu o gazociąg Nord Stream 2 i dlatego nie obejmie sankcjami operatora tego projektu o tej samej nazwie, którego prezesem jest Niemiec, Matthias Warnig. Departament Sprawiedliwości zaproponował takie rozwiązanie Departamentowi Stanu, który ma przedstawić zaktualizowaną listę podmiotów objętych ograniczeniami.

Axios ustalił, że Amerykanie zamierzają uznać, że Nord Stream 2 AG i Warnig są zaangażowani w działalność objętą sankcjami, ale zostaną z nich zwolnieni z uwagi na interesy narodowe USA. Taka możliwość widnieje w zapisach prawa o sankcjach.

Axios podkreśla, że taki ruch byłby niezgodny z deklaracją sekretarza stanu Antonego Blinkena z początku pracy w departamencie o tym, że „zrobi wszystko, by zatrzymać Nord Stream 2”. Jednakże według portalu USA ustaliły, że efektywna blokada tego projektu byłaby możliwa tylko w razie objęcia sankcjami niemieckich odbiorców gazu. Jego budowa jest na finiszu. Natomiast Waszyngton nie chce zaogniać relacji z Niemcami.

Departament Stanu USA nie potwierdził informacji Axios o zwolnieniu z sankcji Nord Stream 2 AG i Matthiasa Warniga, ani nie podał terminu publikacji nowej czarnej listy. Podkreśla jednak, że wpisanie danego podmiotu na listę sankcji, a potem zwolnienie z nich daje możliwość uzyskania na niego wpływu, bo takie obostrzenia mogłyby zostać w każdej chwili przywrócone. Podkreśla, że celem administracji Bidena jest niedoprowadzenie Nord Stream 2 do rozpoczęcia pracy.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken rozmawiał 18 maja z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasem o wadze współpracy transatlantyckiej, wspólnym stawianiu czoła wyzwaniom stawianym przez Chiny i Rosję, deeskalacji napięć na Bliskim Wschodzie oraz wycofaniu sił sojuszniczych z Afganistanu. Blinken podkreślił zaangażowanie USA we współpracę z sojusznikami i partnerami na rzecz przeciwstawienia się wysiłkom Rosji na rzecz podważenia ich wspólnego bezpieczeństwa i w tym kontekście podkreślił po raz kolejny sprzeciw USA wobec projektu Nord Stream 2.

Axios/Biały Dom/Wojciech Jakóbik

3 przeszkody, które stoją na drodze Chin do stania się nowym światowym hegemonem dla 300Gospodarka.pl

Dane nie wskazują na to, żeby czekał nas wiek należący do Chin. To dobrze, bo byłby on koszmarem i zagrożeniem dla zachodniego modelu życia – pisze w felietonie Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl i członek redakcji kwartalnika „Sprawy Międzynarodowe”.

Nadejście wieku Chin wydaje się części opinii publicznej nieuchronne. Wynika to ze stałego wzrostu produktu krajowego brutto i licznych informacji o osiągnięciach gospodarczych tego kraju. Pojawiła się swoista moda na tezy o zmierzchu Zachodu oraz wzroście nowego hegemona w postaci Państwa Środka.

To opinie na wyrost, które jednak mogą stać się samospełniającą przepowiednią, bo będą promować chińskie spojrzenie na stosunki międzynarodowe aż do faktycznej zmiany układu sił na świecie, o ile tylko Chińczykom wystarczy na nie sił.

Rzeczowa analiza sytuacji w Chinach pozwala stwierdzać, że widać już symptomy słabnięcia tego giganta na glinianych nogach. PKB Chin faktycznie stale rośnie. Jednak według danych Trading Economics za Narodowym Biurem Statystycznym Chin roczne tempo wzrostu gospodarczego w ujęciu kwartalnym spada. Nie jest to trend nowy, bo można go obserwować od czasu kryzysu gospodarczego 2008 roku, kiedy nastąpiło pierwsze tąpnięcie z 15 procent w 2007 roku do 6 procent rok później, z którego Państwo Środka nie zdołało się już podnieść.

Tempo wzrostu gospodarczego po 2012 roku utrzymywało się poniżej 10 procent i zbliżyło do 5 procent w 2019 roku. Pandemia koronawirusa wywołała następne tąpnięcie i spadek PKB o 6,8 procent w pierwszym kwartale 2020. Nie wiadomo, jak szybko będzie się podnosić gospodarka chińska z kryzysu wywołanego pandemią i jest za wcześnie, by to ocenić.

Należy przy tym zachować rezerwę do wszelkich danych ekonomicznych Państwa Środka, które, niczym dawny Związek Radziecki, może nie przekazywać prawdziwych informacji ze względu na mechanizm samookłamywania się reżimów totalitarnych.

Najbardziej dobitny przykład takiego działania to fałszowanie danych z Chin o skali pandemii na początku pierwszej fali wiosną 2020 roku i aresztowania lekarzy, takich jak Li Wenliang z Wuhan, który próbował z kolegami po fachu informować świat na ten temat.

Spowolnienie wzrostu gospodarczego Chin nie jest incydentalne i może mieć podstawy strukturalne. Analiza perspektyw rozwoju Państwa Środka w odniesieniu do barier socjologicznych pokazuje, że Państwu Środka kończy się czas na budowę hegemonii wróżonej przez część komentatorów.

Koniec dywidendy demograficznej

Według analizy Keiichiro Oizumi z Center for Pacific Business Studies tak zwana dywidenda demograficzna Chin miała się zakończyć w 2015 roku, kiedy zacznie hamować wzrost gospodarczy. Widać, że dynamika wzrostu demograficznego spada systematycznie od lat 80. XX wieku i jest obecnie najniższa w historii.

Tempo wzrostu liczby ludności wyniosło w 2018 roku 0,5 proc. w porównaniu z 0,6 proc. w USA i 0 procent w Rosji. To skutek polityki jednego dziecka wprowadzonej przez Denga Xiaopinga, ojca rozwoju gospodarczego Państwa Środka, po to, aby więcej dóbr konsumpcyjnych przypadało na jednego obywatela. Może się okazać, że ta polityka sprawi w przyszłości, że zabraknie obywateli do podtrzymywania wzrostu gospodarczego.

Dlatego przewodniczący Xi Jinping nakazał jej liberalizację. Jednak może być za późno na zmiany. Piramida demograficzna Państwa Środka, która zgodnie z nazwą jest zdrowa, gdy przypomina monument z Egiptu z największą liczbą ludzi młodych utrzymujących małą liczbę emerytów, zaczyna już stawać na głowie. Populacja Państwa Środka w 2019 roku wyniosła niecałe 1,5 mld ludzi.

Dominowały w niej grupy z udziałem ponad czterech procent w wieku 30-34 i 45-54 lat, czyli wieku średnim według International Institute for Applied Systems Analysis. Grupy w wieku poniżej 19 lat nie przekraczały 3 procent. Chińczycy szybciej się zestarzeją niż zdążą wzbogacić, zgodnie z maksymą George Friedmana z głośnej książki „Następne 100 lat”.

Problem z przestawieniem gospodarki

Kolejne wyzwanie to przestawienie rozwoju gospodarczego na konsumpcję wewnętrzną. Fakt, że Chiny są fabryką świata świadczy o jej zależności od globalnego systemu handlu ustanowionego przez Zachód w Bretton Woods, a nie o tym, że zaraz stworzą własny.

Pomimo prób partii komunistycznej Państwo Środka pozostaje zależne od eksportu, który hamuje w dobie spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią. Jeszcze w 2011 badacz turecki Yilmaz Akyuz opisał fakt, że jedna trzecia wzrostu gospodarczego Chin wynika z eksportu towarów z ich terytorium. Głównym powodem rodzącej się zależności od świata zewnętrznego jest tzw. podkonsumpcja (ang. underconsumption), wynikająca z kolei z relatywnej biedy gospodarstw domowych w Państwie Środka.

Z tego względu Chiny muszą się przestawić na wzrost wywoływany krajowym zużyciem dóbr. Próby takiej zmiany są symbolizowane przez wielkie programy inwestycji państwowych w infrastrukturę, które skutkują nierzadko pustymi autostradami i miastami-widmami, w których samochody parkują tylko pod instytucjami rządowymi utrzymującymi iluzję rozwoju.

Reżim komunistyczny w przeciwieństwie do gospodarek zachodnich woli dofinansowywać firmy państwowe zamiast wspierać przychody pracowników. David Uren z Uniwersytetu w Sydney wskazuje w pracy naukowej, że Chiny odpowiadały w 2019 roku za 13,5 procenta światowego eksportu.

Chiny prowadzą politykę pobudzania konsumpcji wewnętrznej co najmniej od 2007 roku, kiedy Wen Jiabao uczynił z niej zadanie priorytetowe partii. Jednakże wydatki gospodarstw domowych w Chinach odpowiadają tylko za 38 procent rozwoju gospodarczego kraju. To wzrost o dwa procent od czasów Wena. Udział ten w innych krajach rozwijających się, jak Indie, Brazylia czy RPA, waha się między 55 a 60 procent.

To wyzwanie pogłębia nierównomierne rozłożenie populacji chińskiej, która ciąży ku bogatemu wybrzeżu, nad które ściągają Chińczycy z pustej północy i wschodu, na dodatek ogarniętych prześladowaniami etnicznymi oraz religijnymi.

Brak kapitału społecznego

Masakra na placu Tiananmen z czwartego czerwca 1989 roku to tylko najbardziej jaskrawy przykład okrutnej działalności reżimu komunistycznego w Państwie Środka. Inny, mniej znany, to obozy pracy przymusowej laogai, których więźniowie zbiegli na Zachód opowiadają o osiemnastogodzinnym dniu pracy oraz torturach z wykorzystaniem wysokiego napięcia.

To centra reedukacji ideologicznej oraz darmowej produkcji i forma totalitaryzmu funkcjonująca obecnie w Chinach, podobnie jak prześladowania religijne katolików, mniejszości tybetańskiej, muzułmańskich Ujgurów czy chrześcijańskiej sekty Falun Gong.

Do tego należy dodać nowe zjawiska, takie jak powszechna inwigilacja obywateli z użyciem mediów społecznościowych i innych nowoczesnych technologii, ze specjalnym systemem oceny zachowania obywatela pozwalającym warunkować mu dostęp do podstawowych usług, jak choćby przejazd koleją.

Te zjawiska nie pozwalają na budowę kapitału społecznego definiowanego przez Roberta Putnama jako cechy organizacji społecznych, które kreują efekty zewnętrzne dla całej wspólnoty. Chiński model życia nie jest i prawdopodobnie nie będzie atrakcyjny, o ile Chińczycy nie przejmą modelu chińskiego.

Stoją obecnie przed alternatywą opisaną przez Henry’ego Kissingera w klasycznym dziele „O Chinach”, gdzie napisał, że Państwo Środka stało w historii przed fundamentalnym dylematem: otworzyć się na Zachód i jego wpływy, czy izolować się, zamykając do wewnątrz.

Nie jest zatem pewne, czy „wiek Chin” jest w ogóle możliwy, a jeśli tak, to czy byłby dobry dla świata. Wiele wskazuje na to, że wrota jadeitowego imperium mogą zostać zamknięte.

Szczyt partii komunistycznej w maju zakończył się postulatem stworzenia modelu gospodarczego opartego o tak zwaną podwójną cyrkulację. Chodzi o przejście od napędu dzięki integracji z systemem międzynarodowym (pierwsza cyrkulacja) na samowystarczalność (druga cyrkulacja). Nowy plan czternastoletni, który ma zostać zaprezentowany w 2021 roku, pozwoli poznać więcej informacji na ten temat. Jednak już te zapowiedzi sugerują, że Chiny raczej zamkną się na świat na tyle, na ile to będzie możliwe.

Wiek należący do Chin, z nieustającą inwigilacją, nieludzką eksploatacją gospodarczą i prześladowaniem inności, to mało kusząca wizja, która najprawdopodobniej nie spełni się przez bariery wytworzone przez partię komunistyczną, która rządzi Państwem Środka już ponad pół wieku. To nie jest wcale zła wiadomość dla Zachodu.

Źródło: 300Gospodarka.pl

Гиганты литовского и польского бизнеса заключили стратегический союз. For Charter 97

Литовские железные дороги и группа нефтеперерабатывающих предприятий Orlen Lietuva подписали новый договор по тарифам на грузоперевозки. Czytaj dalej„Гиганты литовского и польского бизнеса заключили стратегический союз. For Charter 97”

Czas wielkiego egoizmu w gospodarce. Komentarz dla Rzeczpospolitej

Donald TrumpAntyliberalizm czy liberalizm? Nadchodzące wybory w Europie pokażą, którą drogę wybiorą społeczeństwa. Czytaj dalej„Czas wielkiego egoizmu w gospodarce. Komentarz dla Rzeczpospolitej”

Po wyborach w Rosji: kierunki polityki gospodarczej. Dla Polskiego Radia

Władimir Putin18 września Rosjanie wybierali deputowanych Dumy Państwowej i przedstawicieli władz lokalnych. Wybory wygrała rządząca partia Jedna Rosja, która uzyskała konstytucyjną większość. Wyniki i kierunki rosyjskiej polityki komentowali w programie 7 Dni Wschód w Polskim Radiu 24 Wojciech Jakóbik i Patryk Gorgol (Biznes Alert).

Czytaj dalej„Po wyborach w Rosji: kierunki polityki gospodarczej. Dla Polskiego Radia”

NFOŚiGW rusza z Prosumentem. South Stream – ekonomiczny silnik Bułgarii? Broń za ropę dla Assada

Welcoming ceremony. With President of Syria Ba...
B. prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i prezydent Syrii Baszar Al Assad. Kraje współpracują ze sobą w dziedzinie obronności i energetyki (Zdjęcie: Wikipedia)

Autorski przegląd informacji o energetyce Czytaj dalej„NFOŚiGW rusza z Prosumentem. South Stream – ekonomiczny silnik Bułgarii? Broń za ropę dla Assada”