USA przyznają, że Gazprom naruszył sankcje w sprawie Nord Stream 2. Obiecują reakcję | Klimat na bok. Chiny będą walczyć węglem z kryzysem energetycznym

USA przyznają, że Gazprom naruszył sankcje w sprawie Nord Stream 2. Obiecują reakcję

Departament Skarbu USA ma we współpracy z kongresem amerykańskim przygotować reakcję na fakt, że Gazprom naruszył sankcje przy projekcie Nord Stream 2. Podsekretarz stanu Wally Adeyemo odpowiadał na pytania kongresmenów na posiedzeniu komisji bankowości, mieszkalnictwa i spraw miejskich 20 października.

– Pracujemy z tą komisją by pociągnąć Gazprom do odpowiedzialności za działania, które naruszają sankcje – przyznał. Nie odpowiedział jednak na pytanie senatora republikańskiego Patricka Toomeya o to, dlaczego administracja USA zrezygnowała z objęcia sankcjami operatora spornego gazociągu Nord Stream 2 AG i została tylko przy sankcjach wobec firm wykonujących usługi dla niego.

Rosjanie przeprowadzili certyfikację techniczną Nord Stream 2 pomimo sankcji USA na firmy certyfikujące. Dzięki temu mogli napełnić go gazem technicznym i przygotować się do dostaw. Jednakże te będą mogły ruszyć dopiero po certyfikacji regulacyjnej przez regulatora niemieckiego Bundesnetzagentur. Krytycy Nord Stream 2, jak Polska czy Ukraina, przekonują o niemożliwości rozpoczęcia dostaw przez ten gazociąg zgodnie z prawem unijnym.

– Operator gazociągu używa podmiotów objętych sankcjami do budowy i finansowania Nord Stream 2, co oznacza, że jego kluczowa rola polegała na odparciu sankcji – ocenił Toomey. Porównał działania Rosjan do omijania sankcji przy dostawach ropy irańskiej do Chin.

Administracja prezydenta Joe Bidena stoi na stanowisku, że nowe sankcje nie zatrzymają Nord Stream 2, a porozumienie z Niemcami wykluczające objęcie nimi operatora pozwoli znaleźć rozwiązanie polityczne gwarantujące dostawy gazu przez Ukrainę po 2024 roku, kiedy kończy się umowa tymczasowa na dostawy Gazpromu przez jej terytorium. Krytycy Bidena przekonują, że Rosja wykorzystuje kryzys energetyczny do wymuszenia startu Nord Stream 2 prezentowanego przez nią jako remedium na wysokie ceny gazu. To ich zdaniem powód do wprowadzenia nowych sankcji.

Przedstawiciel Rosji przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow ponowił te wysiłki wzywając władze niemieckie do jak najszybszej certyfikacji Nord Stream 2 przed terminem wyznaczonym na 8 lutego. Annalena Baerbock, liderka opozycyjnej partii Zielonych, która może znaleźć się w tworzonej koalicji rządzącej w Niemczech uznała, że dopóki jedna grupa – Gazprom oraz należąca do niego Nord Stream 2 AG – jest operatorem gazociągów i odpowiada za dostawy, nie ma mowy o certyfikacji. – Nie możemy dać się szantażować – powiedziała grupie medialnej Funke.

TASS/Interfax/Funke/Wojciech Jakóbik

Klimat na bok. Chiny będą walczyć węglem z kryzysem energetycznym

Chińczycy chcą zwiększyć wydobycie węgla do 12 mln ton dziennie i dać mu priorytet dostaw przez szlaki morskie oraz kolejowe w odpowiedzi na kryzys energetyczny wywołujący niedobory energii w ich kraju. W tym celu cofną zmiany wprowadzone na potrzeby osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2060 roku.

Komisja Rozwoju Narodowego i Reformy rozważa zastosowane różnych narzędzi mających ograniczyć wzrost cen węgla. Ma także zamiar walczyć ze spekulacją i innymi działaniami zagrażającymi bezpieczeństwu energetycznemu kraju.

Wysokie ceny surowców oraz energii elektrycznej związane z kryzysem energetycznym zmusiły Chiny d racjonowania dostaw. Część miast chińskich została pozbawiona świateł, a mieszkańcy zwiększają zakupy świeczek. Tymczasem zbliża się sezon grzewczy, w którym zapotrzebowanie na surowce będzie dodatkowo windowane przez konieczność ogrzewania. Niedobory energii w Chinach skłoniły już bank Goldman Sachs do obniżki prognozy rozwoju gospodarczego tego kraju w 2021 roku w momencie, kiedy świat ocenia jego kondycję niekorzystnie przez problemy na rynku nieruchomości.

Państwo Środka ogłosiło, że zamierza być neutralne klimatycznie do 2060 roku. W tym celu ograniczyło wydobycie węgla, które teraz będzie rosło w odpowiedzi na kryzys energetyczny. Węgiel wciąż odpowiada za 70 procent energii wytworzonej w Chinach.

Bloomberg/Wojciech Jakóbik

Boom SMR-owy z atakiem na strategię energetyczną w tle

Boom na ogłoszenia firm polskich o zaangażowaniu w technologię małych reaktorów jądrowych nie powtórzy losu boomu łupkowego, jeżeli szybko pojawią się konkrety. W tle komunikatów na ten temat widać krytykę polityki ministerstwa klimatu i środowiska ze strony lobby OZE oraz węglowego w Polsce. Oba bieguny sporu o strategię energetyczną są zjednoczone przeciwko jej twórcom – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Kolejny boom w energetyce ze sporem politycznym w tle

KGHM dołączył do rosnącego grona spółek skarbu państwa i prywatnych, które deklarują zaangażowanie w technologię małych reaktorów jądrowych. Wcześniej państwowo-prywatny PKN Orlen i prywatny ZE PAK ogłosiły listy intencyjne z firmą Synthos Green Energy o współpracy przy SMR. Ta ostatnia firma posiada umowę z GE Hitachi na dostęp do technologii BWRX-300, która uzyskała certyfikację w USA i ma zapewnić pierwszy reaktor w Kanadzie, by potem – w razie powodzenia procesu – trafić także do Polski za sprawą Orlenu i ZE PAK. Deklaracje firmy pod wodzą Daniela Obajtka są bardziej ostrożne, niż optymistów z kompleksu wydobywczego węgla pod Koninem. – Zdajemy sobie sprawę, że GE Hitachi Nuclear Energy nie postawiło jeszcze pierwszego małego reaktora, ale proces pre-certyfikacji już trwa. Pierwsze SMRy powstają jednak w Chinach i Rosji. To nie jest technologia „z kosmosu”. Nasz partner ma porozumienie z GE Hitachi – dostawcą reaktora BWRX-300, a my współpracujemy z nim od początku i nadal będziemy współpracować. Będziemy mieć pierwszeństwo i zdobywać przez te lata know-how. Wchodząc we współpracę na samym końcu, moglibyśmy zapłacić więcej i nie zdobylibyśmy niezbędnego doświadczenia – mówił mi prezes Obajtek w wywiadzie nagranym podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. ZE PAK liczy na mały atom w Koninie w ilości 4-6 reaktorów po 300 MW każdy. Niezależnie od losu SMR w Polsce zapowiedzi spółki Zygmunta Solorza-Żaka wywindowały jej kurs i pozwoliły zakończyć pierwsze półrocze 2021 roku z zyskiem netto sięgającym 20 mln zł. Akcje ZE PAK kosztowały jeszcze niedawno niecałe 10 zł, a teraz oscylują w okolicach 20 złotych. Za gigantami idą mniejsi gracze. Już nawet paliwowy Unimot deklaruje zainteresowanie SMR-ami. Obiektywnie jest to pożądana technologia, bo pozwala wytwarzać lokalnie stabilną i zeroemisyjną energię obniżającą jej ceny przemysłowi obawiającemu się o swą konkurencyjność w dobie drożyzny. W tym zakresie KGHM poczynił krok naprzód, bo podpisał list intencyjny bezpośrednio z NuScale posiadającym technologię SMR bez pośrednictwa Synthosa Michała Sołowowa. Jednak i tutaj wszystko zależy od tempa certyfikacji tej technologii w Polsce. Warto także dodać, że jakiekolwiek SMR-y wymagają nowych przepisów zawierających między innymi standardy bezpieczeństwa, a te powstaną tylko wskutek skutecznej pracy legislacyjnej, której tempo w odniesieniu do sektora energetycznego bywa różne, vide liberalizacja ustawy odległościowej.

Mamy zatem w Polsce do czynienia z nowym boomem energetycznym po gazie łupkowym, elektromobilności oraz wodorze. Warunek sukcesu to jednak skuteczne wdrożenie tej technologii. Bariery jej rozwoju zostały już zakreślone przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które zaoferowały konsultacje w sprawie warunków przyłączenia małych reaktorów jądrowych do sieci oraz ich udziału w certyfikacji ogólnej rynku mocy. W tle nadal jest widoczna sugestia ZE PAK, że mógłby sprowadzać energię z atomu w Obwodzie Królewieckim, która może być planem odłożonym na później lub motywatorem rządu do współpracy, w zależności od interpretacji. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski, który odrzucił możliwość importu energii z Królewca, wykazuje bardziej pojednawczą postawę w sprawie SMR w Polsce. – Małe reaktory tzw. SMR one są być może przyszłością, ale przyszłością daleką. Ich zastosowanie to będzie głównie zastosowanie dla przemysłu np. chemicznego czy też w bardzo izolowanych geograficznie miejscach z ograniczonym zapotrzebowaniem na energię. Jeżeli prywatni biznesmeni decydują się na podjęcie tych badań, wdrożeń, to dobrze. To jest sytuacja, w której równolegle z tym programem rządowym, który realizujemy, dużym będzie to realizowane i tu nie ma żadnej konkurencji czy rywalizacji – powiedział Naimski w radio Siódma9. – Problem polega na tym, że tych SMR-ów jeszcze nie ma i że pierwszy z nich być może za kilkanaście lat zostanie zbudowany – dodał.

Jednak kontekst polityczny wyraźnie pokazuje, że duży i mały atom rywalizują ze sobą. Przeciwnicy polityki ministra Naimskiego promują tezę, jakoby SMR mógł powstać wcześniej, a być może zamiast dużego atomu państwowego, dzięki wysiłkowi spółek prywatnych (w domyśle ZE PAK), ale warto przypomnieć, że PKN Orlen i KGHM to spółki Skarbu Państwa kontrolowane przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. W resorcie wicepremiera można nieoficjalnie usłyszeć sceptycyzm wobec planów uruchomienia pierwszego, dużego reaktora jądrowego w Polsce w 2033 roku. Widać zatem jak rysuje się liberalna (umownie) linia krytyki jądrowych planów Piotra Naimskiego. Jego przeciwnicy z tej strony barykady twierdzą, że Polska za mało otworzyła się na import energii pozwalający doraźnie obniżać jej ceny i zaprogramowała strategię energetyczną (Politykę Energetyczną Polski do 2040 roku, PEP2040 – przyp. red.), która nie uwzględniła rewolucji Odnawialnych Źródeł Energii oraz istotnego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu handlu emisjami EU ETS.

Z drugiej strony barykady pojawia się podobna krytyka ekipy Naimskiego, z którym kojarzony jest również minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. Chodzi o Solidarną Polskę reprezentowaną w sprawach polityki energetycznej przez byłego wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego, który twierdzi, że Polska nigdy nie powinna się godzić na nowy cel redukcji emisji CO2 o 55 procent do 2030 roku na bazie którego powstały kontrowersyjne regulacje Fit for 55. Jego zdaniem Polacy powinni wetować unijną politykę klimatyczną i tworzyć własny ETS na wzór rozwiązania brytyjskiego. Kowalski i inni krytycy polityki Naimskiego uważają, że niewystarczająco bronił węgla, który będzie dalej spalany przez niedobór nowych mocy wytwórczych pomimo planu postawienia na gaz uznanego przez tę frakcję za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego, w czym z resztą nie różni się od liberałów z ośrodka Ember, który przestrzega przed pułapką gazową. Jedni proponują jednak w zamian węgiel, a drudzy – OZE.

Impas w rządzie i alternatywne ścieżki rozwoju energetyki

Umowne lobby OZE i węglowe podają sobie zatem rękę w krytyce Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku prowadzonej przez duet Naimski-Kurtyka, a wzrost temperatury politycznej towarzyszący przeciągającemu się sporowi o Kopalnię Turów może doprowadzić do nowych przetasowań w ramach obecnej ekipy rządzącej, o ile ta nie zdecyduje się na jakimś etapie na wcześniejsze wybory parlamentarne. Trudno sobie jednak wyobrazić jak mogłaby wyglądać nowa stabilizacja po ewentualnych zmianach personalnych. PEP2040 krytykowany przez obrońców węgla za zbytni radykalizm i zwolenników OZE za przesadny konserwatyzm jest kompromisem między najbardziej zaawansowanymi postulatami strony społecznej broniącej węgla a rzeczywistością przyspieszającej polityki klimatycznej. Jednakże Solidarna Polska odrzuciła go już na etapie rozmów rządowych, która obecnie łączy siły z pozarządową Konfederacją w krytyce Piotra Naimskiego i obronie węgla, co było widać w dyskusji o niewyemitowanym wywiadzie ministra udzielonego Ewie Stankiewicz z Republiki w mediach społecznościowych, gdzie Solidarna i konfederaci podali sobie ręce.

Spór o politykę energetyczno-klimatyczną Polski staje się zatem zgodnie z prognozami BiznesAlert.pl rozsadnikiem koalicji rządzącej. Trwają spekulacje na temat zastąpienia Michała Kurtyki przez Jadwigę Emilewicz (zwolenniczka OZE) albo Krzysztofa Tchórzewskiego (obrońca węgla). Nie jest jednak jasne, czy któraś z tych osobistości zagwarantowałaby poparcie całej koalicji rządzącej, a napięcia będą rosnąć wraz z podwyżkami cen energii, ciepła i gazu w 2022 roku. Obecny stan gry tworzy impas i alternatywne ścieżki rozwoju energetyki w ramach jednego sektora realizowane przez PSE i Gaz-System z jednej strony oraz PKN Orlen czy KGHM z drugiej. Nie widać na horyzoncie nowego stabilizatora, który byłby w stanie zastąpić obecną, małą stabilizację.

Nowe sankcje wobec Nord Stream 2 w projekcie budżetu obronnego USA mogą uniemożliwić dostawy | Brytyjczycy potrzebują atomu do ochrony klimatu, ale muszą przekonać ludzi do składowisk odpadów

Komisja Regulacji Izby Reprezentantów USA przyjęła szereg propozycji zapisów budżetu obronnego USA na 2022 rok. Wśród nich znalazła się propozycja nowych sankcji wobec spornego Nord Stream 2 mających uniemożliwić uruchomienie go. Musi ona jeszcze zyskać aprobatę Senatu oraz podpis prezydenta Joe Bidena.

Poprawki Izby Reprezentantów narzucają na prezydenta obowiązek wdrożenia sankcji na firmy oraz osoby fizyczne zaangażowane w planowanie, budowę i uruchomienie spornego gazociągu Nord Stream 2. Jego budowa się zakończyła, ale nie został uruchomiony.

Prawodawcy domagają się także raportu Pentagonu oraz Departamentu Stanu USA na temat korzyści finansowych Kremla z Nord Stream 2 oraz zagrożeń z zakresu bezpieczeństwa z powodu tego gazociągu dla Ukrainy oraz sojuszników w NATO.

Budżet obronny NDAA 2022 w kształcie przyjętym przez parlament będzie musiał zostać zrealizowany przez administrację Joe Bidena. W podobny sposób zostały zakomenderowane pierwsze sankcje przeciwko Nord Stream 2, do których wdrożenia został zobowiązany prezydent Donald Trump.

Co ciekawe, szkic budżetu zaproponowany przez Izbę Reprezentantów wzywa także do zwiększenia współpracy USA i Ukrainy w sektorze tytanu oraz do zwiększenia obecności sił zbrojnych Ameryki w Polsce, Rumunii oraz krajach bałtyckich.

NDAA 2022 w kształcie proponowanym przez Izbę wymaga od Białego Domu określenia, czy trzydziestu pięciu oficjeli rosyjskich zasługuje na sankcje personalne. Są wśród nich prezesi Rosnieftu oraz Gazpromu.

Dokument musi zostać przyjęty przez Senat i podpisany przez prezydenta.

Głos Ameryki/Wojciech Jakóbik

Brytyjczycy potrzebują atomu do ochrony klimatu, ale muszą przekonać ludzi do składowisk odpadów

Financial Times ostrzega, że remedium na obecny kryzys energetyczny w Wielkiej Brytanii może być tylko energetyka jądrowa. Brytyjczycy chcą przekonać społeczeństwo do składowania odpadów nuklearnych.

– Wielu uważa, że energetyka jądrowa jest niezbędna do realizacji celu rządu brytyjskiego osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Obecny kryzys energetyczny na Wyspach wywołany wzrostem cen gazu ziemnego przeniósł uwagę specjalistów na paliwa niekopalne i niezależne od pogody – czytamy w FT.

Gazeta przyznaje, że nowe reaktory jądrowe w Wielkiej Brytanii są drogie. Hinkley Point C ma kosztować 22 mld funtów i być finansowany z kontraktów różnicowych przenoszących koszty na odbiorców energii. Nieznane są też koszty wygaszania pierwszych reaktorów brytyjskich oraz usuwania odpadów nuklearnych, ale pierwsze szacunku z 2019 roku mówią o 124 mld funtów przez 120 lat czyszczenia sektora jądrowego po starych reaktorach. Jednak zwolennicy atomu jak Stowarzyszenie Przemysłu Jądrowego przekonują, że koszty będą spadać dzięki rozwojowi technologii, recyklingowi paliwa jądrowego, a także mogą być pokryte z budżetu operacyjnego reaktorów, jak w przypadku Hinkley Point C, który zarezerwował trzy procent przychodu na ten cel.

Zwolennicy atomu muszą jeszcze pokonać opór społeczny wobec składowisk odpadów nuklearnych, które znajdują się pod ziemią i muszą przechowywać niebezpieczny ładunek przez tysiące lat, jak w Trawnsfynydd na Wyspach. Jednak akceptacja społeczna rośnie w Finlandii szukającej miejsca na składowiska. Podobne plany ma Szwecja. Nawet raport Greenpeace cytowany przez Financial Times potwierdza, że nie ma naukowych dowodów na niebezpieczeństwo składowisk, ani na problemy niemożliwe do rozwiązania. Brytyjczycy zamierzają przekonać opinię publiczną do budowy składowiska na ich ziemi. Będzie niezbędne, jeżeli atom ma być zeroemisyjnym i stabilnym źródłem energii na Wyspach.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Politico ujawnia jak Chińczycy kupują media w Brukseli i przekonują do 5G od Huawei

Politico ujawnia, że Huawei przekonało uznany portal brukselski do rocznej kampanii wizerunkowej polegającej na przekonywaniu do racji Chińczyków w sporze o 5G z użyciem cytatów z informacji prasowych tej firmy przedstawianych jako niezależne opinie.

– Od początku lutego 2020 roku portal EU Reporter z Brukseli, który ma na liście sponsorów Huawei prowadził roczne działania lobbingowe na korzyść tej firmy z Chin – podaje Politico. – Kampania uwzględniała anonimowe materiały informacyjne przeniesione co do słowa z informacji prasowych Huawei, wydarzenie online promujące poglądy tej firmy na spory polityczne wokół technologii 5G, a także artykuły opiniodawcze przygotowane przez wysokich oficjeli Huawei niepodpisane jako opłacone – czytamy w portalu.

Te materiały sprzyjały Huawei i były wykorzystywane przez tę firmę w sporach o 5G. Politico przyznaje, że EU Reporter nie złamał prawa belgijskiego ani unijnego, ale jest naruszeniem standardów dziennikarskich. Huawei broni się faktem, że współpracuje także z Politico. Ta strona przekonuje jednak, że związki EU Reportera z Chinami są ścisłe i polegają między innymi na wymianie treści z Dziennikiem Ludowym Partii Komunistycznej Chin.

Politico/Wojciech Jakóbik

Budowa Nord Stream 2 jest na finiszu, ale wciąż nie wiadomo kiedy ruszą dostawy | Ropa tanieje a największy terminal w Chinach stoi przez widmo wariantu Delta koronawirusa

Budowa Nord Stream 2 jest na finiszu, ale wciąż nie wiadomo kiedy ruszą dostawy

Prace na rzecz ukończenia Nord Stream 2 są na finiszu tuż przed serią spotkań politycznych poświęconych propozycji układu USA-Niemcy w sprawie tego gazociągu. Rosjanie prowadzą prace geodezyjne potrzebne do certyfikacji, ale nie wiadomo kiedy ona nastąpi, a bez niej nie ruszą dostawy.

Operator Nord Stream 2 poinformował, że do ukończenia tego spornego gazociągu został jeden procent prac. – Według danych z 28 lipca gazociąg Nord Stream 2 jest gotowy w 99 procentach – podało biuro prasowe operatora Nord Stream 2 AG. – Morski odcinek drugiej nitki Nord Stream 2 został ukończony w czerwcu – podaje. – Prace na rzecz wypełnienia go gazem rozpoczęte po technicznym ukończeniu tej nitki są kontynuowane – dodaje.

Rosyjski Neftegaz.ru sugeruje, że układanie rur pierwszej nitki może się zakończyć 30 sierpnia a ostatnie prace mogą zakończyć się piątego września. Portal informuje o pracach geodezyjnych rosyjskiego statku Merlin, które są niezbędne do certyfikacji technicznej gazociągu, bez której nie ruszą dostawy. Przyznaje jednak, że jej termin jest trudny do przewidzenia. Należy przypomnieć, że firmy certyfikujące Nord Stream 2 są obecnie objęte sankcjami USA i z tego powodu z projektu wycofała się norweska firma DNV GL.

Kanclerz Angela Merkel ma odwiedzić Moskwę 20 sierpnia i Kijów 22 sierpnia, by rozmawiać o przedłużeniu umowy Gazprom-Naftogaz o dostawach gazu przez terytorium ukraińskie pomimo alternatywy w postaci Nord Stream 2. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński ma odwiedzić Waszyngton 30 sierpnia, kiedy może zostać ukończone układanie rur pierwszej nitki Nord Stream 2.

Reuters/Neftegaz.ru/Wojciech Jakóbik

Ropa tanieje a największy terminal w Chinach stoi przez widmo wariantu Delta koronawirusa

Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w Chinach spadły znacznie w lipcu nie spełniając oczekiwań analityków. To kolejne sygnały świadczące o widmie spowolnienia gospodarczego w gospodarce, od której kondycji zależą ceny surowca na świecie. Ropa naftowa kontynuuje spadek wartości.

Gospodarka Chin wróciła do kondycji sprzed pandemii, ale ma problemy ze względu na ograniczenia wynikające z powrotu restrykcji pandemicznych wywołanych nowymi ogniskami zakażeń oraz ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi w części kraju. Doszło między innymi do zamknięcia największego terminalu przeładunkowego Ningbo ze względu na wykrycie tam przypadku zarażenia, grożąc podwyżkami cen dostaw towarów do Europy oraz Ameryki Północnej.

Produkcja przemysłowa w Chinach wzrosła w lipcu rok do roku o 6,4 procent wobec szacunków państwowych na poziomie 7,8 procent i wzroście o 8,3 procent w czerwcu. Sprzedaż detaliczna wzrosła w zeszłym miesiącu o 8,5 procent, mniej od szacowanych 11,5 procent i 12,1 procent zanotowanych w czerwcu.

Ropa Brent kosztuje już mniej niż 70 dolarów za baryłkę. WTI jest warta niewiele ponad 67 dolarów. Obie mieszanki zanotowały spadek wartości ze względu na nowy wariant Delta koronawirusa rozprzestrzeniający się na świecie i złe dane gospodarcze z Chin przytoczone powyżej. Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje, że zapotrzebowanie na ropę będzie rosło wolniej od oczekiwań w drugiej połowie 2021 roku ze względu na wariant Delta.

Reuters/South China Morning Post/Wojciech Jakóbik

Greenpeace krytykuje atom w Polsce na łamach Financial Times. Gaz i OZE w zamian?

Greenpeace krytykuje strategię energetyczną Polski na łamach Financial Times i nie wierzy w możliwość budowy pierwszego reaktora jądrowego do 2033 roku.

Polska strategia energetyczna to według Financial Times przykład trudnych wyborów, przed jakimi stają państwa unijne wobec pakietu Fit for 55 będącego przedmiotem prac przez przyspieszoną redukcję emisji CO2 z celem spadku o 55 procent do 2030 roku oraz neutralności klimatycznej do 2050 roku. Polacy chcą użyć do tego celu atomu.

Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka mówi, że plan budowy pierwszego reaktora jądrowego w Polsce w 2033 roku jest „perfekcyjnie możliwy do zrealizowania”. Nie zgadza się z nim Joanna Flisowska z Greenpeace cytowana przez Financial Times, której zdaniem „nikt na świecie nie buduje reaktorów jądrowych tak szybko”. Gazeta cytuje także Tomasza Nowaka z Platformy Obywatelskiej, który przekonuje, że rząd nie robi nic aby przekonać mieszkańców potencjalnej lokalizacji na Pomorzu do atomu.

Kolejne działania do podjęcia wskazywane przez FT to inwestycja w gaz, który rodzi jednak zależność od paliwa z importu oraz liberalizacja przepisów ustawy odległościowej w celu szybszego rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, która jednak wymaga zabezpieczenia mocami konwencjonalnymi.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

CBAM, czyli jak sprawić by Fit for 55 nie był samobójstwem gospodarczym Europy

Pakiet Fit for 55 należy rozpatrywać jako całość regulacji, które zmienią gospodarkę europejską. Mechanizm obciążający emisje CO2 poza Unią Europejską, czyli CBAM, ma uchronić Europę przed samobójstwem gospodarczym. Może być szansą także dla Polski – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

CBAM, czyli bat na emisje poza Unią Europejską

Pisałem już o tym, że ambicje pakietu Fit for 55 pozbawione odpowiednich wyliczeń oraz mechanizmów kompensujących obciążenia paliw kopalnych w gospodarce mogą sprawić, że Europa wyleje dziecko z kąpielą i zgasi rozwój gospodarczy zamiast napędzić go poprzez przestawienie na zielone tory. Jeden z elementów Fit for 55 to z kolei CBAM, czyli rozwiązanie będące warunkiem sine qua non sukcesu gospodarczego europejskiej wizji rozwoju gospodarczego na arenie międzynarodowej. Za tym akronimem kryje się mechanizm dostosowania emisji CO2 na granicach Unii Europejskiej (Cabron Border Adjustment Mechanism). Chodzi o obciążenie importu towarów do Unii w uzależnieniu od emisji CO2 towarzyszącej ich wytworzeniu, a zatem wyrównanie szans biznesu europejskiego opłacającego unijny system handlu emisjami CO2 z tym pozaeuropejskim, który do tej pory nie musiał tego robić. CBAM ma być obciążeniem uzależnionym od ceny uprawnień od emisji CO2. Szczegółowe założenia tego rozwiązania mają zostać przedstawione do końca roku.

Pomysł zebrał już krytykę u zagranicznych partnerów Unii Europejskiej. Jest postrzegany jako narzędzie nieuczciwej konkurencji przez Australię, Chiny czy Ukrainę. Pekin już zapowiedział walkę z CBAM na łonie Światowej Organizacji Handlu. Obrońcy tego rozwiązania przekonują, że będą w stanie pogodzić je z zasadami wolnego handlu. USA i Rosja prezentują bardziej zachowawcze stanowisko i próbują negocjować z Brukselą. CBAM nie będzie obciążał gospodarek krajów, które zdecydują się na wprowadzenie własnej polityki klimatycznej wzorowanej na europejskiej i w ten sposób ma przekonywać partnerów Unii do pójścia jej, zielonym szlakiem. Scenariusz optymistyczny z punktu widzenia Brukseli zakłada, że kraje współpracujące zostaną pozbawione obciążeń CBAM, a ich produkty docierające do Unii będą powstawały przy wyższych standardach klimatycznych, a państwa odrzucające politykę klimatyczną będą płacić coraz więcej, aż przekonają się, że warto chronić klimat. Scenariusz pesymistyczny to samobójstwo gospodarcze Europy, której nikt nie będzie naśladował. Debata o CBAM może trwać do 2024 roku.

https://biznesalert.pl/niemcy-zielony-niebieski-wodor-spor-wintershall-dea-nord-strean-2-energetyka-gaz/embed/#?secret=rwAh0ofjPb

Współpraca zagranicy albo samobójstwo gospodarcze

Pierwsze pozytywne sygnały pojawiły się w USA, które za prezydentury Joe Bidena zadeklarowały cel dążenia do neutralności klimatycznej w 2050 roku, miliardowe inwestycje w zielone technologie w ramach Planu Rewolucji Czystej Energetyki i Sprawiedliwości Środowiskowej, a także własną wersję CBAM, czyli Carbon Border Adjustment. Jednakże Biden nigdy nie obiecał wprowadzenia systemu handlu emisjami CO2 na wzór EU ETS, a dopóki go nie stworzy, biznes amerykański będzie podpadał pod obciążenia CBAM. ETS funkcjonuje w jedenastu stanach Wschodniego Wybrzeża (RGGI) oraz Kalifornii, która wprowadziła własny CBA. Warto jednak podkreślić, że cena uprawnienia w Słonecznym Stanie wynosi około 18 dolarów za tonę, kiedy ceny emisji CO2 w Europie biją rekordy sięgając powyżej 50 euro, czyli około 60 dolarów, trzy razy więcej od ceny kalifornijskiej. Również Rosjanie podjęli pierwsze kroki na rzecz dostosowania własnej polityki do oczekiwań Komisji Europejskiej. Ministerstwo rozwoju gospodarczego oszacowało koszt CBAM w Rosji na 3,6 mld euro rocznie od 2035 roku, choć ta liczba została uznana za przeszacowaną przez Vygon Consulting. Rosjanie przyjęli w lipcu prawo mające obniżyć emisyjność ich gospodarki poprzez dobrowolny system handlu emisjami opisany już w BiznesAlert.pl. Rosja będzie negocjować taryfę ulgową, możliwość kompensowania emisji poprzez zielone projekty. Relacja Rosjan z polityką klimatyczną Unii Europejskiej będzie nacechowana względami polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, jak w przypadku relacji w sektorze węglowodorów, o czym pisałem obszernie w innym miejscu. Również Chiny uruchomiły pilotażowy system handlu emisjami CO2, który nie może się równać ambicją z europejskim, ale jest pierwszym krokiem na rzecz pójścia śladem Europy. Z drugiej strony Pekin zapowiada walkę z CBAM  z użyciem reguł Światowej Organizacji Handlu.

Jeżeli Europa zdoła użyć CBAM do przekonania partnerów międzynarodowych do bardziej ambitnej polityki klimatycznej, obciążenia wynikające z Fit for 55 wewnątrz Unii Europejskiej nie będą jej tak doskwierać w konkurencji z innymi potęgami globalnymi. Jeżeli jednak okaże się, że Europejczycy pozostaną ze swymi ambicjami sami, dokonają samobójstwa gospodarczego, gasząc rozwój zamiast go wspierać. Optymizm projektantów polityki Komisji Europejskiej wypływa z faktu, że wieloletnie subsydia Odnawialnych Źródeł Energii pozwoliły obniżyć koszt tej technologii do stopnia, w którym rozwija się swobodnie, a Europa jest w awangardzie ich promocji. Podobnie ma być z technologiami magazynowania energii, wodoru i innych zielonych rozwiązań, które mają być premiowanie przez Fit for 55.

CBAM a Polska

Rozwiązanie kompromisowe to wsparcie transformacji energetycznej ze środków pozyskanych przez CBAM. Nie ma mowy o dofinansowaniu status quo energetyki konwencjonalnej, ale można sobie wyobrazić, że właśnie CBAM pomoże sfinansować nowe mechanizmy solidarnościowe wspierające zmiany w krajach najbardziej potrzebujących jak Polska. Byłby to kolejny koszyk, z którego mogłyby pochodzić środki na transformację energetyczną oprócz Funduszu Modernizacyjnego i innych kieszonek EU ETS. Skala wyzwań Fit for 55 oznacza, że nowe rozwiązanie nie powinno zastępować, ale uzupełniać stare tak, abyśmy nie wylali dziecka z kąpielą.

Atom z Obwodu bez przewodu promowany z innego powodu

Dostawy energii z Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej do Polski wymagałyby budowy połączenia elektroenergetycznego, które nie ma i prawdopodobnie nie będzie miało poparcia politycznego w Polsce. Jednak Rosjanie mogą lobbować w Europie za przewodem do Obwodu z innego powodu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Atom z Obwodu bez przewodu

Pomysł zaangażowania polskiego ZE PAK należącego do Zygmunta Solorza-Żaka w projekt atomu w Obwodzie Królewieckim jest zły z punktu widzenia bezpieczeństwa oraz polityki zagranicznej Polski, o czym pisał Mariusz Marszałkowski. Ten projekt jest jednak również mało realny z innych względów. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski tłumaczył, że polskie prawo energetyczne pozwala przyłączać do sieci jedynie elektrownie powstające w oparciu o polskie przepisy.

Nie oznacza to jednak, że nie mogłoby powstać połączenie elektroenergetyczne z Obwodu Królewieckiego pozwalające sprowadzać energię z Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej. Do tego potrzebna byłaby jednak wola polityczna, bo tak zwany most energetyczny z Kaliningradu testowany w historii III Rzeczpospolitej kilkukrotnie, wymagałby porozumień bilateralnych Polski oraz Federacji Rosyjskiej oraz operatorów Polskich Sieci Elektroenergetycznych oraz rosyjskiego odpowiednika Rosseti (FGC UES. Nie ma klimatu politycznego w Warszawie dla takiego rozwiązania.

Rozmowy ZE PAK o imporcie energii mogą mieć źródło w problemach z wysokimi cenami w Polsce. Odpowiedź tej firmy to inwestycja w Odnawialne Źródła Energii ora zielony wodór. Sprowadzi pierwsze elektrolizery do Polski. Mogą być zasilane przez wspomniane źródła odnawialne, ale także atom, który może powstać w Pątnowie, jako jednej z potencjalnych lokalizacji. Program Polskiej Energetyki Jądrowej zakłada budowę do sześciu reaktorów, które mogą być zlokalizowane w dwóch lub trzech obiektach w zależności od technologii. Pierwsze ma być Pomorze, potem – być może – Bełchatów, a następnie Pątnów. Atom w Wielkopolsce mógłby także zasilać elektrolizery Solorza-Żaka. Warto nadmienić, że Rosjanie także będą promować wodór z ich atomu w Unii Europejskiej. Fioletowy wodór będzie zero lub niskoemisyjny, ale ten pochodzący z Rosji – jak zwykle w historii – rodzi zagrożenia bezpieczeństwa dostaw oraz uzależnienia od kolejnego surowca rosyjskiego. Lepsza alternatywa to polski wodór fioletowy powstający obok Programu Polskiej Energetyki Jądrowej.

Temat atomu z Obwodu Królewieckiego jest na tyle niezręczny, że mało kto chce go komentować pod nazwiskiem. Przedstawiciele rządu nie chcą przydawać znaczenia temu pomysłowi traktowanemu przez część z nich jako wrzutka niewiadomego pochodzenia. Jedno ze źródeł BiznesAlert.pl w rządzie przekonuje, że nie ma mowy o moście energetycznym z Obwodu, tym bardziej w obliczu synchronizacji państw bałtyckich z systemem kontynentalnym przez Polskę za pomocą kabla podmorskiego HVDC Harmony Link. Usunięcie bałtyckiej wyspy energetycznej może sprawić, że eksklawa rosyjska się nią stanie, okrążona europejskim systemem działającym w innej częstotliwości. Inne źródło twierdzi, że rozmowy rządu z inwestorami nie doprowadziły do żadnych ustaleń w tej sprawie. Rozmówcy z sektora prywatnego twierdzą, że być może ktoś chciał wepchnąć ZE PAK na minę.

Inna przyczyna promocji atomu z Obwodu

Zakusy Rosjan na współpracę elektroenergetyczną z Europejczykami mogą być próbą otwarcia dyskusji o przyszłości Obwodu Królewieckiego. Rosjanie mogą w przyszłości domagać się na przykład jego synchronizacji z Unią, o ile nie zdołają zapewnić mu samowystarczalności energetycznej. Ta będzie możliwa dzięki rozwojowi energetyki gazowej. Prezydent Władimir Putin przekonywał jeszcze w 2019 roku, że Elektrownia Pregolsky (gazowa) oddana wówczas do użytku da Obwodowi sumaryczną moc wytwórczą jednego gigawata, która wystarczy Kaliningradowi do samowystarczalności. Z tego względu Bałtycka Elektrownia Jądrowa jest postrzegana jako produkt eksportowy podobny do Elektrowni Ostrowiec na Białorusi, będącej przedmiotem dyskusji państw bałtyckich. Litwa oskarża Rosjan o wykorzystanie jej do utrudniania procesu synchronizacji oraz powstawania nierosyjskich źródeł energii pozwalających uniezależnić kraje bałtyckie od importu z Rosji. Warto przypomnieć, że atom z Obwodu był już promowany jako alternatywa do Elektrowni Visaginas na Litwie oraz polskiego projektu jądrowego. Pomysł obniżenia kosztów synchronizacji państw bałtyckich z systemem europejskim poprzez przyłączenie ich do elektrowni jądrowej w Obwodzie padł jeszcze w 2014 roku z ust doradcy obiektu, niemieckiego eksperta Rudolfa Dolzera. Bałtycka Elektrownia Jądrowa już była i może być ponownie narzędziem polityki Kremla.

Spór o atom w centrum wyborów prezydenckich u potencjalnego partnera Polski

Korea Times donosi, że odejście od atomu będące jednym z kluczowych postulatów urzędującego prezydenta Moon Jae-In staje w ogniu krytyki jego rywala Choe Jae-Hyeonga. To on odpowiadał za audyt w sprawie wyłączenia reaktora Wolsong-1 i wykrył zaniżanie efektywności. Potem złożył dymisję i zaczął działalność polityczną.

Moon został prezydentem w 2017 roku i zakomenderował odejście od atomu z obawy o usterki. Pierwszy reaktor Elektrowni Wolsong został wyłączony w 2019 roku, trzy lata przed pierwotnym terminem zakończenia pracy. Krytycy tego ruchu postawili oskarżenie, że doszło do manipulacji. Choe znalazł dowody w tej sprawie. Kolejny kandydat na prezydenta Korei Południowej, były prokurator generalny Yoon Seok-Youl także zajmował się sprawą Wolsong i złożył dymisję. Teraz startuje na prezydenta i krytykuje odejście od atomu jako przeciwskuteczną z punktu widzenia polityki klimatycznej oraz celu neutralności klimatycznej w 2050 roku przyjętym przez Seul.

Profesor Jerng Dong-wook z Uniwersytetu Chung-Ang przekonuje, że Korea Południowa potrzebuje atomu do realizacji celu neutralności klimatycznej, będąc w innej sytuacji niż kraje Unii Europejskiej. – Powstał raport o tym, że neutralność klimatyczna Niemiec bez energetyki jądrowej będzie kosztować więcej niż ich zjednoczenie. Jednakże Niemcy mogą importować energię od sąsiadów. Korea także ma plan importu energii z Chin oraz Rosji w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej, ale w przeciwieństwie do Europy w stanie pokoju, znajduje się w centrum trudnej sytuacji politycznej Azji Północno-Wschodniej, a import energii przez Koreę Północną może być fatalny z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa energetycznego – tłumaczy.

Korea Południowa jest jednym z największych producentów energetyki jądrowej na świecie. Jej technologia sprawdziła się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Może posłużyć do realizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, bo Koreańczycy z KHNP są brani pod uwagę jako jeden z trzech potencjalnych dostawców technologii oprócz Francuzów z EDF i Amerykanów z Westinghouse.

Wybory prezydenckie w Korei Południowej odbędą się w marcu 2022 roku.

Korea Times/Wojciech Jakóbik

Rosja obiecuje USA chronić klimat

Spotkanie ministra spraw zagranicznych Rosji Siegieja Ławrowa z przedstawicielem USA do spraw polityki klimatycznej Johnem Kerry była okazją do zapowiedzi, że Rosjanie zamierzają chronić klimat. Ich plany z dokumentów muszą jeszcze znaleźć odzwierciedlenie w polityce rządu, który dotąd chronił wydobycie ropy i gazu.

– Rosja przywiązuje wielką wagę do problemów związanych ze zmianą klimatu. Będziemy nadal aktywnie współpracować w sprawie klimatu w ramach platform międzynarodowych, w pierwszym rzędzie w ramach konwencji o zmianach klimatu – zapewnił Ławrow przed szczytem COP26, który odbędzie się na przełomie października i listopada 2021 roku w Glasgow.

Wizyta Kerryego jest realizacją planu przyjętego przez prezydentów USA i Rosji na szczycie w Genewie z 16 czerwca. – Musimy naprawdę współpracować. USA to drugi emitent gazów cieplarnianych na świecie, a Rosja to czwarty. Jesteśmy w grupie krajów, które odpowiadają za 80 procent całej emisji. Nasze działania podjęte obecnie będą krytycznie ważne – powiedział Amerykanin. Mówił o konsekwencjach zmian klimatu w postaci ekstremalnych zjawisk pogodowych w USA i Rosji.

Wiedomosti donoszą, że Rosjanie prezentują ambitne plany ochrony klimatu w przeciwieństwie do postawy z przeszłości, kiedy lekceważyli ten temat. Ministerstwo rozwoju gospodarczego i handlu zmieniło szkic planu zwiększania efektywności energetycznej, dodając zapisy o zrównoważonym rozwoju oraz walce z emisją gazów cieplarnianych. Postuluje zmniejszanie intensywności energetycznej przemysłu. Jednak konkretne wskaźniki mają się pojawić w dokumencie dopiero po jego przyjęciu przez rząd. Jedyna liczba to cel redukcji emisji o do 150 mln ton ekwiwalentu CO2 rocznie. Realizacja tego celu pozwoliłaby Rosjanom osiągnąć neutralność klimatyczną w 13-14 lat. Nie wiadomo jednak czy ambitne zapisy znajdą odzwierciedlenie w faktycznej polityce rządu, który do tej pory chronił interesy sektora wydobywczego ropy i gazu.

Intensywność energetyczna przemysłu rosyjskiego jest wyższa o 40 procent od średniej globalnej i o 62 procent od europejskiej. Rosja emituje w porównaniu z produktem krajowym brutto trzy razy więcej gazów cieplarnianych od Kanady.

Kommiersant/Wiedomosti/Wojciech Jakóbik

Tesla szuka surowców elektromobilności poza Chinami w trosce o klimat

Telsa będzie kupować nikiel niezbędny do budowy samochodów elektrycznych od australijskiego BHP, by nie sprowadzać go z Chin, które wydobywają go w sposób szkodliwy dla klimatu.

Prezes Tesli Elon Musk podpisał tym samym już trzecie porozumienie o imporcie niklu po umowach z Vale i Trafigurą, w poszukiwaniu „zrównoważonych źródeł”. Firmy chińskie wydobywają większość niklu w Indonezji wysoce zależnej od energetyki węglowej. Australijski BHP to najmniej emisyjny producent metali potrzebnych do baterii samochodów elektrycznych.

BHP nie zdradziło wolumenu dostaw, ale eksperci cytowani przez Financial Times szacują je na około 18 tysięcy ton niklu rocznie.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Wojna wodoru z elektromobilnością. Wyścig po silnik z Elonem Muskiem w tle

Brytyjska firma JCB oskarża na łamach Financial Times prezesa amerykańskiej Tesli Elona Muska o „mamienie” rządu brytyjskiego perspektywami elektromobilności i odwracanie uwagi od rzeczywistego potencjału wodoru jako narzędzia dekarbonizacji.

Lord Anthony Bamford stojący na czele JCB ostrzega na łamach FT, że napęd wodorowy w transporcie będzie tańszy od elektromobilności. – Osiągnęliśmy coś, co nie udało się dotąd żadnej firmie. Zdołaliśmy z sukcesem doprowadzić do pracy silnika wodorowego przez wiele setek godzin – powiedział.

Bamford jest ważnym fundatorem Partii Konserwatywnej na Wyspach oraz zwolennikiem brexit. Jego zdaniem elektromobilność nie poradzi sobie z napędzaniem ciężkiego sprzętu jak koparki i inne narzędzia tego typu. Testy napędu wodorowego spółki-córki JCB Hydrogen mają zostać przeprowadzone w 2022 roku i pozwolić na wykorzystanie go w ciężarówkach, pociągach, autobusach oraz statkach. Wyzwaniem będzie pozyskanie wodoru, którego póki co jest za mało na rynku.

Źródło: Financial Times/Wojciech Jakóbik