Czy Europejczycy przez Gazprom zaczną jeść chomiki?

Czy Europejczycy przez Gazprom zaczną jeść chomiki?

– Film z Europejczykami zjadającymi chomika na Święta Bożego Narodzenia 2023 roku był chyba apogeum propagandy rosyjskiej na temat kryzysu energetycznego w mijającym roku. Jednak dane z sektora energetycznego pokazują, że gra Gazpromu mająca sparaliżować Europę została pokpiona, ale ciąg dalszy nastąpi – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Pokpiona gra Gazpromu

W analizie pt. „Nowa gra Gazpromu” z 27 grudnia 2021 roku postawiłem tezę, że Rosjanie celowo ograniczają podaż, żeby skłonić Europejczyków do odblokowania spornej magistrali Nord Stream 2. Od tego czasu kryzys energetyczny podsycany przez Gazprom osiągnął apogeum po ataku na Ukrainę z lutego 2022 roku, który paradoksalnie nie przerwał dostaw przez terytorium ukraińskie. To jeden z dwóch ostatnich szlaków dostaw gazu z Rosji do Europy oprócz Turcji. Być może dlatego, że Nord Stream 2 nie został dopuszczony do pracy, a potem stał się celem sabotażu w wykonaniu dotąd nieznanych sprawców. Inwazja Rosji na Ukrainie, do której przygotowaniem mogła być również gra Gazpromu. skłoniła państwa unijne do przyjęcia planu REPowerEU, który zakłada porzucenie gazu rosyjskiego najpóźniej w 2027 roku. Wysiłek państw europejskich sprawił, że udział rosyjskiego Gazpromu na rynku europejskim spadł z ponad 40 procent w 2021 roku do kilku procent w 2022 roku. Dane tego koncernu pozyskane przez Reutersa sugerują, że eksport poza kraje byłego Związku Sowieckiego, a zatem do Unii Europejskiej, Chin oraz Turcji sięgnie w 2022 roku 100,9 mld m sześc. rocznie. To najniższy poziom od upadku Sowietów. Warto podkreślić, że te dane podkreślają jak nikłą alternatywą wobec Europy jest w tym momencie rynek Państwa Środka, bo eksport do niego ma wynieść w 2022 roku 10,39 mld m sześc., to znaczy niewiele więcej niż importowali tylko Polacy na mocy tzw. kontraktu jamalskiego Gazprom-PGNiG zanim Rosjanie zakręcili kurek z gazem. Polska nie podpisała w 2022 roku drugiego kontraktu jamalskiego, choć komentarze przekonujące do takiego rozwiązania były publikowane jeszcze miesiąc przed atakiem Rosji na Ukrainie. Przeciwnie, Polacy stali się celem gry Gazpromu, a kontrakt jamalski został zerwany w kwietniu 2022 roku pod pozorem braku woli płatności w rublach nieprzewidzianej w umowie, ale zarządzonej dekretem prezydenta Władimira Putina. Przyspieszona realizacja planu odejścia od gazu z Rosji wyznaczonego pierwotnie na koniec kontraktu z Gazpromem, pozwoliła poradzić sobie bez tego źródła wcześniej. To zjawisko, które nazwałem turbodywersyfikacją z użyciem przyspieszonych gazociągów Polska-Litwa, Polska-Słowacja, a także wzrostem przepustowości terminalu LNG w Świnoujściu. Te możliwości połączone ze spadkiem zapotrzebowania wywołanym destrukcją popytu przez kryzys (-17 procent w 2022 roku według szacunków resortu klimatu) pozwoliły Polakom zapewnić bezpieczeństwo dostaw w minionym roku.

Gazprom ustępuje miejsca innym

2023 rok może nie być końcem kryzysu energetycznego, jeżeli popyt na gaz będzie zbyt wolno spadał pomimo recesji. Gra Gazpromu może być kontynuowana, jeśli ten zdecyduje się na domknięcie ostatnich szlaków przez Ukrainę czy Turcję. Mógłby to zrobić na przykład za pośrednictwem kolejnego dekretu w odpowiedzi na cenę maksymalną gazu na giełdzie TTF wyznaczoną przez Komisję Europejską wzorem takiego dekretu o cenie maksymalnej ropy. Gra Rosjan będzie także do pewnego stopnia możliwa, jeśli niektóre kraje europejskie będą nadal chętne do importu rosyjskiego gazu, idąc w zamian na koncesje polityczne, jak robiły to do tej pory Węgry Wiktora Orbana. Należy przytoczyć dane Międzynarodowej Agencji Energii, która szacuje niedobór gazu na rynku europejskim w 2023 roku na 30 mld m sześc. Te szacunki skłoniły rosyjski Gazprom do publikacji kontrowersyjnego filmu pokazującego zamarzniętą Europą bez jego gazu. To kolejna porażka wizerunkowa tej firmy będąca ofiarą na ołtarzu polityki zagranicznej Kremla. O ile zima 2022/23 przebiega do momentu publikacji tego tekstu bez problemów z bezpieczeństwem dostaw gazu, to należy pamiętać, że rekordowe zapasy były gromadzone z udziałem dostaw z Rosji, a ostrzeżenie MAE dotyczy sytuacji, w której Rosjanie lub Europejczycy zakręcą kurek do zera. To z tego powodu niektóre kraje europejskie, korzystając z cieplejszej aury drugiej połowy grudnia 2022 roku, zaczęły zatłaczać na nowo gaz do magazynów jeszcze w grudniu 2022 roku, aby maksymalnie je zapełnić przed sezonem grzewczym 2023/24 już teraz. Jest to duże osiągnięcie organizacyjne, które będzie możliwe do naśladowania przy odpowiednim reżimie ograniczającym zużycie. Warto rozważyć urzędowe ograniczenia zużycia gazu także w Polsce, do czego nie są póki co przekonane władze spoglądające na kalendarz wyborczy z głosowaniem parlamentarnym jesienią 2023 roku. Należy przy tym zadbać o dalszą dywersyfikację źródeł dostaw i maksymalną kontraktację z kierunków innych niż rosyjski. Tak stało się w przypadku gazociągu Baltic Pipe po miesiącach obaw. Jego przepustowość ma zostać wykorzystana do 6,5 z 10 mld m sześc. rocznie przez PGNiG w 2023 roku i 7,7 mld m sześc. w 2024 roku. Kontrakty na dostawy LNG pozwolą zwiększyć dostawy do Polski do przepustowości gazoportu w wysokości 6,1 mld m sześc., a przy odpowiedniej organizacji pracy do jeszcze większego stopnia. To wystarczająca ilość w razie spełnienia się szacunków resortu klimatu i spadku zapotrzebowania na gaz w Polsce z 19 mld m sześc. w 2021 do około 16 mld m sześc. w 2022 roku, zsumowane dostawy Baltic Pipe, LNG oraz wydobycie krajowe w wysokości 4,5 mld m sześc. rocznie powinno zaspokoić potrzeby polskie w przyszłym roku. Te możliwości mogą zostać zwiększone o terminal pływający FSRU, który mógłby stanąć w 2026 roku, o ile nowe władze Gaz-Systemu, operatora gazociągów w Polsce nie doprowadzą do jego przyspieszenia, bo warto przypomnieć, że pominięcie niektórych procedur w Niemczech pozwoliło sprowadzić FSRU w kilka miesięcy. W Polsce potrzebna jest dodatkowo rozbudowa gazociągów, ale ta już ruszyła. Dzięki polskiemu pływającemu gazoportowi pojawi się możliwość importu dodatkowych 6-12 mld m sześc. rocznie w zależności od zapotrzebowania rynkowego. W zaczynającym się roku mogą się pojawić nowe możliwości rozwoju dostaw spoza Rosji poza Polską. Wyłączenie Nord Stream 1 i 2 z użytku oznacza, że odnogi tych gazociągów staną w 2023 roku otworem do dostaw z innych kierunków z szczególnym uwzględnieniem terminali LNG w Polsce i Niemczech oraz gazociągu Baltic Pipe z Norwegii. Ośrodek ICIS ustalił, że operator gazociągów wschodnioniemieckich GASCADE ma zwolnić w styczniu 2023 roku większość przepustowości zarezerwowanej na dostawy przez gazociągi Nord Stream 1 i 2 zniszczone w wyniku sabotażu. Jeżeli nie będzie woli wykorzystania rzekomo ocalałej nitki B gazociągu Nord Stream 2, te moce mogą posłużyć do dostaw spoza Rosji, a należy przypomnieć, że gazociąg EUGAL będący odnogą rury z Rosji ma przepustowość 54 mld m sześć., której większość została zarezerwowana na poczet dostaw do Europy Środkowo-Wschodniej. Oznacza to, że w 2023 roku będą mogły tamtędy płynąc dostawy LNG z German LNG Terminal w Brunsbuttel (8 mld m sześc. rocznie), Wilhelmshaven FSRU (5 mld m sześc. rocznie) oraz Lubmin FSRU (4,5 mld m sześc.). To wszystko pod warunkiem uruchomienia tych projektów, wśród których w momencie ukończenia tego tekstu ruszył do pracy jeden, w Wilhelmshaven. Docelowo Niemcy chcą mieć pięć gazoportów i 30 mld m sześc. przepustowości. Dodatkowo można sobie wyobrazić dostawy z użyciem EUGAL przez terminal LNG w Świnoujściu albo Baltic Pipe w razie takiej potrzeby. Z kolei dostawy z terminali niemieckich mogłyby docierać do Polski. Póki co jednak to Polacy mają zakontraktowane odpowiednie mocy, a Niemcy tylko część w postaci kontraktu QatarEnergy z ConocoPhillips na dotawy w sumie 2 mln ton LNG rocznie przez 15 lat od 2026 roku oraz niepodanych wolumenów od tradera Trafigura o wartości 3 mld dolarów pożyczonych dzięki gwarancji rządu federalnego. Paradoksalnie więc spadek nasycenia rynku Europy Środkowo-Wschodniej gazem z Rosji tworzy podstawy ekonomiczne do dalszej dywersyfikacji z użyciem innych źródeł pod warunkiem braku zwrotu ku staremu dostawcy, który jest proponowany przez siły prorosyjskie używające argumentu kryzysu energetycznego.

To będzie trudna zima, a potem następna

Należy spojrzeć na wyzwania rynku gazu w Europie w szerszym kontekście. Zapotrzebowanie na gaz może wzrosnąć ze względu na czynniki spoza sektora, o których wspominają w raporcie operatorzy gazowy i elektroenergetyczni zrzeszeni w europejskich ETNSO-E oraz ENTSO-G. ENTSO-E ostrzega w Winter Outlook 2022 roku przed scenariuszem pt. „Combined Sensitivity”, czyli powiązanej wrażliwości, że jeśli w Europie wystąpią naraz ograniczenia mocy wytwórczej energetyki jądrowej (widoczne w momencie publikacji tego tekstu we Francji i Szwecji), problemy z dystrybucją węgla (obecnie niewidoczne) między innymi w Polsce, a przy tym pojawi się atak zimy jak w styczniu 2021 roku, może znacznie wzrosnąć zapotrzebowanie na gaz, a tego może zabraknąć. ENTSO-G szacuje, że w razie srogiej zimy zakończenie sezonu grzewczego z średnimi zapasami w magazynach europejskich w wysokości 30 procent ich pojemności będzie możliwe tylko przy ograniczeniu zużycia w Europie o 10-15 procent zalecane, ale nie narzucane dotąd przez Komisję Europejską. Ta może narzucić obowiązek redukcji zużycia o 15 procent dopiero w razie ogłoszenia alertu na rynku gazu, kiedy może być już za późno. ENTSO-G ostrzega, że w najczarniejszym scenariuszu południe Europy będzie miało zapełnione magazyny gazu przed zimą 2023/24 jedynie w 15 procentach wobec celu unijnego w wysokości 90 procent. To kolejny argument za administracyjnym ograniczeniem zużycia nawet pomimo mrożenia cen energii oraz gazu w 2023 roku wprowadzonego w Polsce oraz innych krajach unijnych. Kolejny czynnik ryzyka to dostępność LNG, która może zależeć od kondycji gospodarczej Chin. Jeżeli popyt na gaz w Państwie Środka przyspieszy, będzie go mniej do dyspozycji w Europie. Moce przesyłowe rosnące w szybkim tempie to jedno, a drugie to kontraktacja. Głośny spot propagandowy Kremla z końca 2022 roku straszy Zachód widmem jeszcze głębszego kryzysu energetycznego w 2023 roku. Póki co jednak gra Gazpromu nie przyniosła oczekiwanych efektów. Rosjanie straszyli Zachód widmem zamarzniętych miast, ale póki co odmrażają uszy własnemu sektorowi energetycznemu. Głośny spot z jedzeniem chomika na Święta wciąż bardziej przypomina rosyjską codzienność poza nielicznymi centrami dobrobytu, niż życie na Zachodzie doby kryzysu energetycznego. – Monitorujemy szoki energetyczne w Europie podczas gdy ta wyswabadza się od Rosji. To będzie trudna zima, a następna jeszcze trudniejsza, ale wolność od zależności od Rosji nadchodzi – oceniła Kristalina Georgijewa, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w podsumowaniu noworocznym.

Rosja zarabia na ropie i gazie najmniej od początku kryzysu energetycznego przez sankcje | Niemcy jak Polacy chcą iść do sądu z Gazpromem za kryzys energetyczny

Rosja zarabia na ropie i gazie najmniej od początku kryzysu energetycznego przez sankcje | Niemcy jak Polacy chcą iść do sądu z Gazpromem za kryzys energetyczny

:Przychody Rosji ze sprzedaży surowców spadły do poziomu najniższego od 14 miesięcy przez sankcje zachodnie wprowadzone po inwazji na Ukrainę.

:Rosjanie ograniczają dostawy gazu do Europy wbrew kontraktom, więc niemiecki Uniper skazany na państwową kroplówkę wartą miliardy euro rozważa skierowanie sprawy do arbitrażu. Polskie PGNiG też deklarowało chęć pójścia do sądu z Gazpromem.

Czytaj dalej„Rosja zarabia na ropie i gazie najmniej od początku kryzysu energetycznego przez sankcje | Niemcy jak Polacy chcą iść do sądu z Gazpromem za kryzys energetyczny”

Deeskalacja przez eskalację, czyli zalać Baltic Pipe do pełna (ANALIZA)

Deeskalacja przez eskalację, czyli zalać Baltic Pipe do pełna (ANALIZA)

– Rosjanom przypisywana jest doktryna deeskalacji przez eskalację. Chodzi o ograniczony atak taktyczną bronią jądrową na mało istotnym obszarze mający zniechęcić przeciwnika do dalszej walki. Ta doktryna sprawdziłaby się jako opis kolejnego etapu gry Gazpromu, której ofiarą stała się między innymi Polska. Względy bezpieczeństwa każą maksymalnie wykorzystać Baltic Pipe – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Ultimatum rublowe dzieli klientów Gazpromu

Rosja ogranicza podaż gazu w Europie od połowy 2021 roku podsycając kryzys energetyczny. Dziś widać już, że mógł to być element przygotowań do ataku na Ukrainę. Ta gra weszła w drugą fazę wraz z pojawieniem się oczekiwania Rosjan, że obowiązujące kontrakty na dostawy gazu będą realizowane z pomocą nowego mechanizmu płatności, nieprzewidzianego w umowie, ale narzuconego dekretem prezydenta Władimira Putina. Kraje, które nie zechciały się podporządkować, jak Bułgaria, Polska i Finlandia, zostały odcięte od gazu. Nie jest jasna sytuacja pozostałych państw, na czele z największymi klientami jak Niemcy i Włochy, których firmy zadeklarowały włączenie się w nowy mechanizm. Zakłada on płatności w dotychczasowych walutach, które potem będą zamieniane na ruble na kontach Gazprombanku. Komisja Europejska ustąpiła z początkowo stanowczej postawy i uznała, że naruszeniem sankcji będzie samo założenie konta rublowego. Nie może jednak wprowadzić żadnych sankcji wobec firm, które mimo jej ostrzeżeń założyły takie konta, jak Uniper z Niemiec czy ENI z Włoch. Brakuje informacji na temat wpływu rządów tych krajów na postawę Komisji, ale powinien to być przedmiot badań w sprawie ewentualnego nadużycia wpływów w Brukseli przez najsilniejsze państwa unijne przeciwko interesom słabszych, jak Bułgaria czy Polska dotknięte działaniami Gazpromu, który naruszył ich kontrakty i będzie się prawdopodobnie widział z ich prawnikami w sądzie. Gra Kremla na podziały w Unii Europejskiej będzie kontynuowana.

Eskalacja na rynku gazu

Druga faza gry Gazpromu może być czymś więcej niż zagrywką taktyczną. Spór sądowy o przerwę dostaw do niektórych krajów, jak Bułgaria, Polska i Finlandia, może się ciągnąć w sądzie latami, a gaz nie będzie dalej płynął. Tak jak pisałem w przeszłości, Gazprom może grać na przyspieszenie spadku podaży gazu w Europie, na przykład w odpowiedzi na coraz bardziej udaną współpracę Zachodu na rzecz zmniejszenia zakupów w Rosji, czego dowodem może być szybkie zapewnienie dostaw LNG do Bułgarii przez Grecję czy pływającego gazoportu z USA na użytek Finlandii i Estonii jeszcze przed zimą. Ucieleśnienie tej współpracy to program REPowerEU, który zakłada porzucenie gazu z Rosji do 2027 roku. Gazprom mógł zechcieć podnieść poprzeczkę przed sezonem grzewczym. Zatrzymanie realizacji kontraktu jamalskiego w Polsce opiewającego na dostawy około 10 mld m sześc. rocznie po czterech miesiącach oznacza, że Polacy otrzymają około 7 mld m sześc. gazu mniej od planu. Bułgarzy importowali około 2,9 mld m sześc. gazu rocznie, a zatem też otrzymali około 75 procent mniej. Gaz, którego nie sprowadzą z Rosji, będą w stanie sprowadzić z innych części Europy oraz spoza niej zapewniając bezpieczeństwo dostaw, ale dodatkowo zmniejszając podaż gazu na rynku i podnosząc ceny. Podobnie zadziałało odcięcie od gazu Finlandii, która będzie bezpieczna, bo sprowadzi gaz przez gazociąg Balticconnector i Estonię, ale będzie do tego potrzebowała do czasu zapewnienia sobie pływającego gazoportu FSRU mocy terminalu w Kłajpedzie i zacznie o nią rywalizować z Polakami. Do tego dochodzi spadek przesyłu przez Ukrainę notowany pod kolejnym pretekstem po ultimatum rublowym, czyli zatrzymaniu dostaw przez tłocznię Sochraniwka przez Ukraińców, którzy obawiali się, że Gazprom będzie podkradał gaz na potrzeby państw marionetkowych na wschodzie ich kraju, a Rosjanie nie chcieli przekierować tych dostaw do dostępnego szlaku przez punkt wejścia Sudża tłumacząc się względami technicznymi podważonymi przez stronę ukraińską. Rosjanie w przeszłości przekierowywali już dostawy z Sochraniwki do Sudży bez problemu, ale teraz nie chcą, ograniczając dodatkowo podaż gazu w Europie przez spadek przesyłu przez Ukrainę. To działania poniżej progu wojny gazowej oznaczającej pełną przerwę dostaw. To ruchy taktyczne, które mają odstraszać i widać po działaniach ENI oraz Unipera, że mają taki potencjał. Rosjanie używają swoistej taktycznej broni jądrowej na europejskim rynku gazu, żeby wystraszyć przeciwników w Europie wizją pełnej, gazowej wojny nuklearnej. Tak może działać doktryna deeskalacji przez eskalację na rynku gazu.

Dostawy gazu rosyjskiego przez Ukrainę systematycznie spadają. Fot. GTSOUA

Czy Polska jest bezpieczna i co to znaczy?

Pisałem w przeszłości, że przy obecnym poziomie zaopatrzenia rynku europejskiego Polska będzie mogła w tym roku sprowadzić gaz spoza Rosji nie tylko przez terminale LNG w Świnoujściu i Kłajpedzie oraz gazociąg Baltic Pipe, ale także z giełdy niemieckiej rewersem Gazociągu Jamalskiego oraz gazociągami z Czech oraz Słowacji. Jeżeli jednak podaż dodatkowo spadnie, będą się liczyły dostawy fizyczne spoza Rosji, a wówczas niezbędne będzie maksymalne wykorzystanie LNG oraz Baltic Pipe dające obecnie licząc z dostawami przez Litwę około 18 mld m sześc. rocznie (6,3+10+2) od początku 2023 roku. Warto w tym kontekście dodać, że sankcje wobec firm objętych zarządem komisarycznym w Niemczech (Astora, Gazprom Germania) oraz sankcjami w Polsce (EuRoPol Gaz), do których należy infrastruktura przesyłowa Gazociągu Jamalskiego w tych krajach mogą uniemożliwić wykorzystanie tego gazociągu, a tym samym wykorzystanie jego rewersu w Polsce, dającego dostęp do 4,5 mld m sześc. rocznie. Nieprzypadkowo to właśnie tuż przed sankcjami jamalskimi Rosji ministerstwo gospodarki Niemiec ogłosiło stan zagrożenia na rynku gazu i zaplanowało program ograniczenia poboru gazu zimą. Warto iść za przykładem Niemiec, które liczą się z możliwością przerwy dostaw na ich rynek. To możliwy scenariusz w razie dalszej deeskalacji przez eskalację, który mógłby ograniczyć dostępność gazu także w naszym kraju. Zużycie Polski to 20 mld m sześc. Oznacza to, że będzie możliwe do zrealizowania bez przeszkód przy wyczerpaniu magazynów o pojemności 3,3 mld m sześc. Wobec niedoboru gazu na giełdzie europejskiej możliwemu w razie dalszej eskalacji działań rosyjskich, Polska nie będzie musiała wprowadzać ograniczeń poboru gazu, z którymi oficjalnie liczy się PGNiG w odniesieniu do przemysłu, jeżeli w pełni wykorzysta szlaki dostaw gazu nierosyjskiego na czele z Baltic Pipe. To argument za pełną kontraktacją tej magistrali ze względów bezpieczeństwa, nawet jeśli względy rynkowe sugerują, że destrukcja popytu wywołana kryzysem energetycznym może wręcz zmniejszyć zapotrzebowanie na gaz, jak sugerowały władze tej spółki tłumacząc się z niepełnego portfolio umów na dostawy przez gazociąg z Norwegii. Jeżeli nie spełni się najczarniejszy scenariusz, Polacy bez problemu zrealizują zapotrzebowanie na gaz dostawami fizycznymi spoza Rosji oraz tymi z giełdy europejskiej. Można sobie nawet wyobrazić scenariusz, w którym kolejne państwa europejskie ulegają ultimatum rublowemu i włączają się w nowy mechanizm płatności w rublach zwiększając podaż na rynku europejskim. Jeżeli jednak czarny scenariusz się spełni, zostaną tylko źródła nierosyjskie, a ci którzy zostaną dopadnięci przez kryzys bez dodatkowego gazu w zanadrzu, poniosą konsekwencje jak Niemcy, które oddały część magazynów gazu pod kontrolę Gazprom Germania i weszły w sezon grzewczy z rekordowo niskimi zapasami przez celowe działania Rosjan na rzecz eskalacji kryzysu energetycznego. Wówczas może być konieczne ograniczenie poboru gazu, mechanizmy reglamentacji, dodatkowe subsydia regulujące ceny. Nieprzypadkowo Austria i Niemcy wprowadziły już stosowne rozwiązania legislacyjne w tej sprawie. To wciąż będzie oznaczało zachowanie bezpieczeństwa dostaw, ale przy określonych wyrzeczeniach ekonomicznych, których będzie mniej w razie pełnego wykorzystania alternatywnych szlaków dostaw na czele z Baltic Pipe. Te koszty będą prawdopodobnie mniejsze niż pozbywania się ewentualnych nadwyżek z portfolio Polaków w razie scenariusza optymistycznego.

Lać do pełna

Zatem w obliczu dalszej gry Gazpromu i próby deeskalacji przez eskalację na rynku gazu należy liczyć na najlepsze, ale spodziewać się najgorszego: przygotować rynek gazu na ewentualność zerowych dostaw gazu z Rosji do Europy po to, aby groźba takiego rozwoju wypadków nie wiązała Europejczykom rąk w odpowiedzi na ciąg dalszy inwazji rosyjskiej na Ukrainie. Polak był mądry przed szkodą zapełniając magazyny na zimę w przeciwieństwie do Niemców zostawiających ten proces Gazpromowi. Powinien być mądry przed szkodą także wobec nadchodzącego sezonu grzewczego i przygotować się na czarny scenariusz w nadziei, że nigdy się nie spełni. To jednoznaczny argument za tym, by zalać Baltic Pipe do pełna. – PGNiG cały czas prowadzi rozmowy z partnerami działającymi na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, aby efektywnie zrealizować cel pełnego wykorzystania zarezerwowanych mocy. Spółka będzie informować o wynikach tych rozmów – zadeklarowała ta spółka 20 maja.

Niemcy rezerwują LNG z Kataru. Europa chce porzucić gaz z Rosji | Los unijnego embargo na ropę z Rosji może zostać rozstrzygnięty w Trójkącie Weimarskim

Niemcy rezerwują LNG z Kataru. Europa chce porzucić gaz z Rosji | Los unijnego embargo na ropę z Rosji może zostać rozstrzygnięty w Trójkącie Weimarskim

:Niemcy sięgają po LNG z Kataru. Europa rozważa porzucenie gazu z Rosji, wspólne zakupy spoza niej, a kolejne kraje deklarują, że nie przedłużą umowy z Gazpromem.

:Reuters donosi, że embargo unijne na ropę z Rosji zostanie rozważone jeszcze przed wizytą Joe Bidena w Brukseli oraz Warszawie. Polska jest za, Niemcy byli dotąd przeciwko, więc może rozstrzygnąć głos Francji, która nie wyklucza żadnego scenariusza.

Czytaj dalej„Niemcy rezerwują LNG z Kataru. Europa chce porzucić gaz z Rosji | Los unijnego embargo na ropę z Rosji może zostać rozstrzygnięty w Trójkącie Weimarskim”

Ropa jest najdroższa od siedmiu lat | Komisja grozi Rosji sankcjami wobec Nord Stream 2. Zapowiada szczyt energetyczny USA-UE

Ropa jest najdroższa od siedmiu lat | Komisja grozi Rosji sankcjami wobec Nord Stream 2. Zapowiada szczyt energetyczny USA-UE

:Baryłka ropy jest najdroższa od siedmiu lat i kosztuje już około  dolary. Atak zimy, rosnące zapotrzebowanie, problemy krajów OPEC+ ze zwiększeniem wydobycia oraz napięcie geopolityczne mogą dalej windować cenę.

:Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawiła jak mogłyby wyglądać sankcje unijne wobec Rosji w razie jej ataku na Ukrainę. Zapowiada szczyt energetyczny USA-Unia Europejska poświęcony między innymi dostawom gazu spoza Rosji.

Czytaj dalej„Ropa jest najdroższa od siedmiu lat | Komisja grozi Rosji sankcjami wobec Nord Stream 2. Zapowiada szczyt energetyczny USA-UE”

Polska też wpadnie w sidła Putina, godząc się na nowy kontrakt jamalski. O pułapce gazowej w „Rz”

Polska też wpadnie w sidła Putina, godząc się na nowy kontrakt jamalski. O pułapce gazowej w „Rz”

Dane samego Gazpromu potwierdzają, że celowo ogranicza dostawy gazu do Europy zgodnie z opinią Międzynarodowej Agencji Energii i podejrzeniem Komisji Europejskiej, która uznała, że ta sprawa daje do myślenia, i wszczęła już postępowanie sprawdzające. Może ono doprowadzić do uruchomienia drugiego śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi.

Czytaj dalej„Polska też wpadnie w sidła Putina, godząc się na nowy kontrakt jamalski. O pułapce gazowej w „Rz””

Litwa zaprasza Polskę na zakupy LNG | Taktyczna odwilż Gazpromu?

Litwa zaprasza Polskę na zakupy LNG | Taktyczna odwilż Gazpromu?

:Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa rozmawiała z wiceminister energetyki Litwy Dalią Garbalyauskaite w sprawie udziału Polaków w akcji przepustowości długoterminowych terminalu pływającego FSRU w Kłajpedzie.

:Komisja Europejska przyznała, że otrzymała częściową odpowiedź Gazpromu na jej ankietę w ramach śledztwa w sprawie możliwych nadużyć na rynku gazu. Rosjanie są oskarżani o celowe zmniejszanie dostaw do Europy. Tymczasem zwiększają w końcu eksport przez Ukrainę.

Czytaj dalej„Litwa zaprasza Polskę na zakupy LNG | Taktyczna odwilż Gazpromu?”

Czy w dobie kryzysu Baltic Pipe wystarczy gazu? (ANALIZA)

Czy w dobie kryzysu Baltic Pipe wystarczy gazu? (ANALIZA)

– W sercu kryzysu energetycznego i sporu politycznego o kontrakt jamalski z Gazpromem pojawiają się sygnały jakoby gazociągowi Baltic Pipe mającemu pozwolić na zastąpienie gazu rosyjskiego tym z Norwegii miało nie wystarczyć gazu. Wydobycie własne i odpowiednia kontraktacja powinny przed tym ochronić – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czy wystarczy gazu norweskiego dla Baltic Pipe?

Dyskusja o tym czy Polska powinna podpisywać nowy kontrakt na kształt umowy jamalskiej z 1993 roku wywołana przez byłego wicepremiera Waldemara Pawlaka przyniosła ciekawy obrót. Postawił on tezę, że gazociąg Baltic Pipe mający rozpocząć pracę z końcem tego roku nie jest Polsce potrzebny. Przy okazji pojawiła się również teza o tym, że zabraknie dla niego gazu. – W dużej cześć Waldemar Pawlak ma rację. Gdzie jest włączony Baltic Pipe? Jak obecnie jest obciążany przesyłem gazociąg, do którego jest podłączony? – pisał do mnie senator Koalicji Obywatelskiej Stanisław Gawłowski na Twitterze odzwierciedlając dywagacje na ten temat trwające w kuluarach od co najmniej kilku miesięcy. – Baltic Pipe to nie jest rura ze złóż PGNiG w Norwegii, ale ciągnąca się od Europipe II, czyli od magistrali prowadzącej tylko do Niemiec i nie z konkretnych złóż, ale z Karsto – tłumaczy źródło BiznesAlert.pl pragnące zachować anonimowość. – Baltic Pipe powinien być poprowadzony głębiej w system norweskich gazociągów i włączony w rejonie Ekofisk, w którym rzeczywiście PGNiG ma złoża – dodaje, ostrzegając przed wpływem Niemców na gazociąg bałtycki.

Gazociąg Europipe II ciągnie się ze złóż norweskich na których PGNiG posiada 62 koncesje wydobywcze w norweskim Karsto do niemieckiego stacji pomiarowej Emden w Niemczech. Warto dodać, że obok ciągnie się Europipe I o przepustowości 12 mld m sześc. rocznie, do którego jednak nie będzie podpięty Baltic Pipe. Operator to norweska firma Gassco. Przepustowość Europipe II to 24 mld m sześc. rocznie. Jest to jedno z głównych źródeł dostaw gazu spoza Rosji do Europy Zachodniej, oprócz połączeń z Beneluxem i Wielką Brytanią pełnych terminali LNG. Gazociąg Baltic Pipe jest przyłączony do Europipe II z pomocą tak zwanej wpinki ułożonej w maju 2021 roku. Jego przepustowość to 10 mld m sześc. Kryzys energetyczny i rekordowo niskie zapasy gazu w Europie, w tym w Niemczech sygnalizujących, że w razie zatrzymania dostaw przez Ukrainę zaatakowaną przez Rosję, wystarczy im gazu na kilkanaście dni. Informuje o tym Commerzbank cytowany w innym miejscu w BiznesAlert.pl. Według danych AGSI + zapasy we wszystkich magazynach niemieckich sięgają 41 procent mocy magazynowych. Magazyny Astory należącej do rosyjskiego Gazpromu są zapełnione tylko w 11,84 procentach. Te dane daję podstawy do oskarżeń Międzynarodowej Agencji Energii o celowe ograniczanie podaży gazu w Europie przez Rosjan. To pułapka gazowa, która może wręcz umożliwić nową agresję na Ukrainie bez daleko idących konsekwencji. Warto przypomnieć, że USA i Niemcy grożą Rosjanom sankcjami obejmującymi między innymi Gazprom. Nie jest jasne czy Unia Europejska będzie mogła sobie na nie pozwolić przy niedoborach gazu.

To z kolei przesłanka do podejrzeń, że w razie niedoborów Polacy będą rywalizowali o gaz z Niemcami. – Norwegia była partnerem energetycznym Niemiec od 40 lat. Obecnie realizujemy jedną trzecią zapotrzebowania tego kraju i wywiązujemy się w pełni – zapewnił premier Jonas Gahr Store w telewizji niemieckiej. – Działamy z pełną mocą, nie mamy rezerw pozwalających zastąpić całkowicie inne źródła – dodał, odnosząc się do dostaw z Rosji. Media niemieckie zasugerowały, że chodzi tylko o zastąpienie Nord Stream 2. Warto nadmienić, że nie trzeba zastępować dodatkowego gazu z tej magistrali, bo ma ona posłużyć przekierowaniu dostaw z Ukrainy a nie ich zwiększeniu. Rosjanie zmniejszają dostawy do Niemiec z użyciem Gazociągu Jamalskiego i nie ślą tym szlakiem gazu już od miesiąca liczonego od 21 grudnia 2021 roku. Rystad Energy szacuje, że Niemcy sprowadzili z Norwegii w 2019 roku przed pandemią 27 mld m sześc. czyli niewiele ponad przepustowość Europipe II, ale mniej niż jego moc połączona z Europipe I wynosząca razem 36 mld m sześc. Jeżeli odjąć od tej liczby prepandemiczny import Niemiec wychodzi akurat 9 mld m sześc. bliskie przepustowości Baltic Pipe. Dodatkowe zapotrzebowanie w Europie mogłoby zwiększyć presję na rywalizację o gaz między Niemcami a Polską, ale problemem jest niewystarczająca podaż Gazpromu. Niemcy liczą natomiast na dostawy z gazociągu Nord Stream 2, na którego moc 55 mld m sześc. rocznie znaleźli się już pewnie klienci wśród partnerów finansowych tego projektu. Nie jest zatem powiedziane, że będą potrzebować dodatkowego gazu norweskiego, szczególnie, że Rystad Energy przekonuje, iż Nord Stream 2 będzie najtańszą opcją, a BiznesAlert.pl ustalił, że może być w tym celu subsydiowany przez Federację Rosyjską w celach politycznych, a przez to zbankrutować przez opóźnienie bliskie już trzem latom, bo rura miała pierwotnie ruszyć z końcem 2019 roku.

Kontrakt czy kilka kontraktów norweskich?

Jednakże Polacy z PGNiG mają teoretycznie zabezpieczony gaz na potrzeby Baltic Pipe. Wydobywają obecnie z koncesji norweskich z ich udziałami lub pod ich kontrolą 2,5 mld m sześc. rocznie, a chcą docelowo wydobywać 4 mld m sześc. Pozostała ilość potrzebna do przesłania 8,3 mld m sześc. rocznie zarezerwowanych przez PGNiG w procedurze open season na Baltic Pipe została lub zostanie zakontraktowana na rynku norweskim od Equinora oraz innych graczy. Można podejrzewać, że przygotowania do umowy w tej sprawie zostały już przygotowane ze względu na to, że Polacy planowali zastąpić kontrakt długoterminowy z rosyjskim Gazpromem wygasający z końcem 2022 roku nowym z Norwegami od 2023 roku. Byłoby nieprofesjonalnie, gdyby takiej umowy brakowało kilkanaście miesięcy przed rozpoczęciem pracy Baltic Pipe. Można także podejrzewać, że pojawi się kilka mniejszych umów pozwalających rozłożyć ryzyko i pozyskać lepsze warunki dzięki konkurencji potencjalnych dostawców. Jeżeli część gazu norweskiego dla Polski jest pod kontrolą PGNiG a pozostała ilość została zakontraktowana, nie powinno zabraknąć go z końcem 2022 roku i będzie możliwość zastąpienia starego kontraktu jamalskiego nową umową lub kilkoma kontraktami norweskimi. Oficjalnie PGNiG zapewnia, że ma zabezpieczony gaz z Norwegii. Nieoficjalnie można usłyszeć, że większość jest już zakontraktowana. Nikt jednak nie pokazał umowy, która – jak zwykle w sektorze gazowym – jest objęta tajemnicą handlową. Nie przeszkadza to jednak części analityków przekonywać do drugiego kontraktu jamalskiego z Rosją, który zaprzepaściłby dziesięciolecia dywersyfikacji dostaw gazu do Polski. Niech przykładem będzie minister gospodarki i energetyki Niemiec Robert Habeck, który przyznał, że Niemcy sprowadzają obecnie 55 procent gazu z Rosji. Alternatywa to dostawy LNG przez terminale europejskie wykorzystywane obecnie w około 30 procentach. Gdyby zwiększyć to wykorzystanie do 100 procent, Niemcy mogłyby ściągać większość gazu w postaci skroplonej. Habeck przyznał, że Niemcy nie mają wystarczającej kontroli nad magazynami gazu. Rozwiązanie do zastosowania to na przykład ustawa o zapasach funkcjonująca we Francji czy Polsce zobowiązująca firmy do gromadzenia obowiązkowych rezerw na wypadek kryzysu. To dzięki niej Polacy mają rekordowe zapasy w magazynach. Według danych AGSI+ są one zapełnione obecnie w 72 procentach.

Warto uniezależniać się dalej od Rosji

Warto podkreślić, że zwiększone zapotrzebowanie na gaz w Polsce, Niemczech i całej Europie wywołane kryzysem energetycznym podsycanym przez rosyjski Gazprom, znalazło odzwierciedlenie w planach wydobywczych samych Norwegów, którzy jeszcze we wrześniu 2021 roku obiecywali wzrost eksportu gazu. Norwegia zwiększyła eksport o 2 mld m sześc. od pierwszego października 2021 roku, czyli o 2 procent z 100 mld słanych co roku do Europy. Wydobycie gazu w Norwegii sięgnęło w całym minionym roku 113 mld m sześc. i był to rekord możliwy dzięki rozpoczęciu wydobycia z szeregu nowych złóż, w tym Aerfugl uznawanego za jedno z najcenniejszych aktywów PGNiG, które pozwoliło zwiększyć wydobycie z niego PGNiG Norway z 0,22 do 0,57 mld m sześc. rocznie. Warto także dodać, że renowacja platformy Duńczyków na złożu Tyra na Morzu Północnym także da dodatkowy gaz możliwy do pozyskania przez Baltic Pipe od 2022-23 roku. Amerykanie mają rozmawiać z dostawcami do Europy o interwencyjnych dostawach w razie wojny, między innymi z Katarem. Obecny kryzys pokazuje, że wieloletni kurs Polski na uniezależnienie się od gazu z Rosji z pomocą dostaw z Kataru, USA i Norwegii był słuszny. Jak trwoga, to do gazu spoza Rosji. Jeżeli deklaracje PGNiG się potwierdzą, nie będzie problemu z zapewnieniem dostaw przez Baltic Pipe i zastąpienie kontraktu jamalskiego nowymi umowami poza Federacją Rosyjską. Natomiast rosnące zapotrzebowanie na gaz w Polsce sprawi, że będzie potrzeba dodatkowo 2,1-3,8 mld m sześc. w 2023 roku, które niekoniecznie trzeba sprowadzać na mocy kontraktu długoterminowego z Gazpromem.

Ile powinniśmy płacić za gaz z Rosji? Podcast Polityki Insight

Ile powinniśmy płacić za gaz z Rosji? Podcast Polityki Insight

Rekordowe ceny gazu to w dużej mierze efekt działań Rosji, która ograniczyła przesył surowca na Zachód i przyczyniła się do zaostrzenia europejskiego kryzysu energetycznego. Groźba rosyjskiego ataku na Ukrainę może jeszcze bardziej zdestabilizować sytuacją na unijnym rynku. Tymczasem z końcem roku wygasa kontrakt jamalski, czyli umowa, w ramach której Polska kupuje rosyjski surowiec i wraca debata o tym, czy i na jakich warunkach powinniśmy kupować gaz z Rosji.

Czytaj dalej„Ile powinniśmy płacić za gaz z Rosji? Podcast Polityki Insight”

Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?

Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?

– Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki wspaniały, to o cóż nam Polakom od kilkudziesięciu lat chodzi? Wystarczy zajrzeć do dokumentów, które być może po raz pierwszy widzą światło dzienne – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Skoro kontrakt jamalski z Gazpromem jest taki dobry, to o co Polsce chodzi?”