Pomoc gazowa USA dla Europy jest w drodze, a Rosjanie przekonują, że sami potrzebują interwencji | Drogi gaz podnosi koszty polityki klimatycznej, które najmocniej odczuje Polska

Pomoc gazowa USA dla Europy jest w drodze, a Rosjanie przekonują, że sami potrzebują interwencji | Drogi gaz podnosi koszty polityki klimatycznej, które najmocniej odczuje Polska

:Rosjanie przekonują, że ewentualna wojna na Ukrainie nie zagrozi dostawom gazu jedynie do Europy, ale także do Obwodu Królewieckiego przez Litwę. Dlatego mają według Kommiersanta testować interwencyjne dostawy LNG do tej eksklawy niczym USA poszukujące gazu dla Europy.

:Rekordowe ceny gazu powodują, że analitycy podnoszą prognozy cen uprawnień do emisji CO2 w Europie do średniej 84,14 euro za tonę w 2022 roku i 91,71 euro w 2023 roku. To podwyżka o odpowiednio 27,2 i 38,5 procent, którą odczuje przede wszystkim Polska z najbardziej emisyjną energetyką na kontynencie.

Czytaj dalej„Pomoc gazowa USA dla Europy jest w drodze, a Rosjanie przekonują, że sami potrzebują interwencji | Drogi gaz podnosi koszty polityki klimatycznej, które najmocniej odczuje Polska”

Wojna gazowa o Europę dopiero się zaczyna (ANALIZA)

Wojna gazowa o Europę dopiero się zaczyna (ANALIZA)

– Gazprom zamierza zawrócić Europę z kursu na uniezależnienie od gazu z Rosji. Zachód musi się bronić. Pozew Gazpromu przeciwko PGNiG to tylko przedsmak kryzysu gazowego, który może wywołać nowa wojna na Ukrainie i narzucić Europie rosyjskie warunki dostaw gazu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Wojna gazowa o Europę dopiero się zaczyna (ANALIZA)”

Putin straszył Bidena przed negocjacjami. Rosjanie sugerują wojnę nuklearną | Ropa nie boi się omikrona, więc OPEC+ rewolucji nie dokona

Putin straszył Bidena przed negocjacjami. Rosjanie sugerują wojnę nuklearną | Ropa nie boi się omikrona, więc OPEC+ rewolucji nie dokona

:Prezydent Rosji Władimir Putin zadzwonił do swego amerykańskiego odpowiednika Joe Bidena. Amerykanin ostrzegał przed eskalacją na Ukrainie. Putin odparł groźbą zerwania wszelkich relacji w odpowiedzi na nowe sankcje Zachodu. Rosjanie sugerują, że padł temat wojny nuklearnej.

:Gaz na giełdzie londyńskiej kosztuje poniżej 1000 dolarów za 1000 m sześc. po raz pierwszy od początku grudnia pomimo braku dostaw przez sporny gazociąg Nord Stream 2.

:Ceny ropy nieco tanieją przed Nowym Rokiem, ale w całym 2021 roku mogą zanotować najwyższy wzrost wartości od dwunastu lat dzięki odbiciu po kryzysie cenowym z pandemicznego 2020 roku.

Czytaj dalej„Putin straszył Bidena przed negocjacjami. Rosjanie sugerują wojnę nuklearną | Ropa nie boi się omikrona, więc OPEC+ rewolucji nie dokona”

Rosja obiecuje gaz za ustępstwa. LNG z USA to element alternatywy. Dla TVP World

Rosja obiecuje gaz za ustępstwa. LNG z USA to element alternatywy. Dla TVP World

Dostawy gazu skroplonego z USA na spocie oraz w kontraktach długoterminowych to poza dostawami z Kataru czy Norwegii alternatywa do importu od rosyjskiego Gazpromu. Mówił o tym Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl na antenie TVP World.

– To nie jest ruch administracji, ale działanie czysto komercyjne podyktowane wysokimi cenami gazu w Europie, wyższymi niż w Azji. Tankowce przenoszą się zatem z Azji do Europy i to jest naturalne. Natomiast konsekwencje będą polityczne. Dostawy LNG z USA zmniejszą nieco zapotrzebowanie na gaz w Europie i obniżą ceny. Jednakże ilość gazu amerykańskiego docierająca w ten sposób nie jest znaczna, więc nie należy przeceniać znaczenia tego faktu – ocenił Wojciech Jakóbik w TVP World.

– Dostawy LNG są ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, ale także ceny. Są one elastyczne, miewają atrakcyjną cenę, więc warto inwestować w terminale na gaz skroplony jak my zrobiliśmy w Polsce – podsumował Jakóbik.

Warto przypomnieć, że dostawy LNG z USA (a także z Kataru) docierają do Polski również w ramach kontraktów długoterminowych z Cheniere oraz Qatargas, w których cena ulega mniejszym wahaniom. Do tego należy dodać przyszłe kontrakty długoterminowe na dostawy gazu norweskiego przez gazociąg Baltic Pipe. Jest zatem także długoterminowa alternatywa do tradycyjnych dostaw od Gazpromu z Rosji. Jakóbik odniósł się także do zapowiedzi rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, który powiedział, że Europa dostanie gaz, jeśli podpisze nowe kontrakty długoterminowe z Rosją i zgodzi się na rozpoczęcie dostaw przez sporny gazociąg Nord Stream 2. – To działanie w stylu bossa mafijnego, który obiecuje bezpieczeństwo w zamian za opłatę – powiedział Wojciech Jakóbik w TVP World.

Nowa gra Gazpromu

– Gazprom umiejętnie wykorzystuje narzędzia rynkowe do gry, która ma zgoła nierynkowy charakter i oprócz biznesowych, także cele polityczne po myśli Kremla. Ta gra może ściągnąć na Polskę scenariusz w którym ta jednak podpisze nowy kontrakt jamalski z Gazpromem a Europa wpadnie w pułapkę gazową razem z nią – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Nowe oblicze kryzysu gazowego

Rosjanie nie zakręcili kurka z gazem, nie zagrozili także nowym kryzysem gazowym. Kryjąc się za rutynowymi procedurami ograniczają podaż tego paliwa w Europie oczekując określonych ruchów po drugiej stronie. Zapasy gazu w magazynach europejskich z udziałami Gazpromu za pośrednictwem spółki Astora znajdują się na rekordowo niskim poziomie. Historia ich użycia pokazuje, że Rosjanie nie uzupełniali zapasów latem 2021 roku po tym jak zostało ich dużo po sezonie grzewczym 2020/21, kiedy rynek notował rekordowo niskie zapotrzebowanie wywołane ograniczeniami pandemicznymi. Dane historyczne z magazynów Astory w Niemczech sięgające stycznia 2016 roku pokazują względnie regularny proces zatłaczania gazu latem, kiedy jest tani a zapotrzebowanie niskie oraz poboru w sezonie grzewczym, gdy drożeje i rośnie popyt. Zaburzenie jest widoczne w pandemicznym 2020 roku, kiedy pobór gazu w sezonie grzewczym był rekordowo niski. Wykres zapełnienia magazynów gazu po okresie regularnych fal pokazuje wówczas wysokie zapełnienie utrzymujące się od końca 2019 roku do jesieni 2021 roku. Zapasy nie zostały zużyte jak w poprzednich latach przez mniejsze zapotrzebowanie ze względu na ograniczenia pandemiczne zmniejszające aktywność gospodarczą, a co za tym idzie także popyt na gaz. Kolejną anomalią był atak zimy na początku 2021 roku, kiedy pobór gazu z magazynów nagle wzrósł do rekordowego poziomu czwartego stycznia 2021 roku.

Warto przypomnieć, że Gazprom wysłał do Europy Zachodniej oraz Turcji w 2020 roku 135,75 mld m sześc., w tym najwięcej do Niemiec, bo 45,84 mld m sześc. W tym samym czasie sprzedał w Europie Środkowo-Wschodniej 39,14 mld m sześc., z czego 9,67 mld m sześc. w Polsce. Daje to razem 174,89 mld m sześc. w 2020 roku. Gazprom przewiduje, że sprzedaż do Europy Zachodniej, Środkowo-Wschodniej i Turcji, nie licząc krajów byłego Związku Sowieckiego, sięgnie w 2021 roku 175-183 mld m sześc. Oznacza to, że eksport gazu z Rosji utrzymuje się na stałym poziomie pomimo rekordowych cen gazu sugerujących jego zwiększanie w interesie ekonomicznym tej firmy niezależnie od apeli importerów o więcej dostaw. Co ciekawe, ten temat padł na jednej z konferencji prasowych Gazpromu jeszcze w kwietniu 2021 roku, a szefowa Gazprom Exportu odpowiedzialnego za sprzedaż za granicą Elena Burmistrowa mówiła jeszcze w kwietniu 2021 roku, że będzie planować politykę eksportową w uzależnieniu do wyników z pierwszego kwartału tego roku. Tymczasem pokazały one rekordowo niskie zapasy i wysoki pobór, a także rekordową sprzedaż do tak zwanej dalekiej zagranicy (wspomniana Europa i Turcja bez krajów byłych Sowietów). Ta wzrosła rok do roku od pierwszego stycznia do 15 kwietnia 2021 roku o 28 procent do 60,5 mld m sześc. Po tych rekordach Rosjanie prawdopodobnie zdecydowali ograniczyć sprzedaż w Europie.

Już latem 2021 roku dalej chwalili się rekordowym wzrostem eksportu, ale ów rekord faktycznie nastąpił jedynie w odniesieniu do rekordowych spadków dostaw z 2020 roku wskutek ograniczeń pandemicznych. Gazprom Export informował o sprzedaży 115,3 mld m sześc. gazu krajom spoza Wspólnoty Niepodległych Państw w pierwszej połowie 2021 roku. To wzrost rok do roku o 23,2 procent, czyli 21,7 mld m sześc. Jednakże dostawy w pierwszej połowie 2021 roku są w rzeczywistości niższe niż w okresie styczeń-czerwiec 2018 roku, kiedy nastąpił faktyczny rekord w wysokości 117,1 mld m sześc. Gazprom wysłał zaś na Stary Kontynent 198,97 mld m sześc. w 2019 roku, a w pandemicznym 2020 roku tylko 174,9 mld m sześc. Oznacza to, że Gazprom zmniejszył eksport do Europy i Turcji w stosunku do poziomu sprzed pandemii pomimo rekordowych cen kryzysu energetycznego, a także spodziewa się istotnie mniejszych dostaw w 2021 roku (wspomniany przedział 175-183 mld m sześc.) niż w przedpandemicznym 2019 roku (198,97). Nie był to ruch polegający na walce jak największą sprzedażą i niską ceną o klienta, do którego przyzwyczajeni są Europejczycy. Gazprom zadziałał wbrew tak rozumianej logice rynkowej. Rosjanie mają jednak własną logikę z pogranicza biznesu i polityki.

Gra rynkowa czy polityczna?

Dane Oxford Institute for Energy Studies znanego z analiz tłumaczących rosyjski punkt widzenia pokazuje, że nadpodaż gazu w Europie w 2020 roku przyniosła rekordowo niską cenę, wzrost sprzedaży LNG i spadek udziałów rynkowych Rosjan przegrywających z konkurencją. Wzrost dostaw LNG do Europy w pierwszej połowie 2020 roku był połączony ze spadkiem zakupów u Gazpromu. Dostawy LNG z USA sięgnęły w pierwszej połowie 2020 roku 9,3 mld m sześc. Klienci Gazpromu mają w umowach długoterminowych klauzule take or pay (TOP) dotyczące części zamawianego wolumenu, która musi zostać opłacona nawet jeżeli nie zostanie odebrana. Oznacza to, że mają przestrzeń do redukcji zakupów w Rosji o pozostałą ilość w zależności od tego, czy mają lepszą alternatywę, którą w 2020 roku był nierzadko właśnie gaz skroplony z bardziej atrakcyjną ceną. Dostawy do Niemiec spadły o 25 procent rok do roku w pierwszej połowie 2020 roku. OIES przyznaje, że Niemcy optymalizowali portfolio zwiększając zakupy LNG i obniżając zakupy w Rosji do minimum kontraktowego. Przykładem obrazującym ten trend może być import polskiego PGNiG z klauzulą TOP na około 80 procent dostaw w kontrakcie jamalskim z Gazpromem. PGNiG sprowadziło w 2020 roku około 9 mld m sześc. gazu z Rosji i prawie 4 mld m sześc. LNG. Dostawy gazu skroplonego stanowiły 25 procent importu tej firmy, a te z Rosji – rekordowo niski poziom 60 procent. Import przez giełdy europejskie wyniósł pozostałe 15 procent. Jednakże z danych zebranych przez OIES wynika, że wzrost popytu w 2021 roku był znaczący między innymi przez wspomniany atak zimy w styczniu. Dostawy gazu skroplonego nie wystarczyły do pokrycia dodatkowego zapotrzebowania i klienci znów zwrócili się o więcej dostaw do Gazpromu. Dane z pierwszej połowy 2021 roku pokazują, że PGNiG zwiększyło wówczas zakupy z Rosji o 17 procent do 4,8 mld m sześc., czyli o 700 mln m sześc, utrzymując udział tego kierunku w okolicach 60 procent. Tymczasem według najnowszych dostępnych danych import gazu do Polski w trzecim kwartale 2021 roku składał się już w 67 procentach z dostaw ze Wschodu (spadek o 1 procent rok do roku) oraz 24 procentach w postaci LNG (wzrost o 4 procent). Dostawy od sąsiadów z giełd europejskich odpowiadały zaś za 9 procent, czyli spadek o 6 procent. Widać zatem podjęte przez PGNiG próby maksymalizacji importu spoza Rosji, przy jednoczesnym ograniczeniu dostaw z giełd dotkniętych rekordami cen. Jednakże z jakiegoś powodu ta cena na giełdach była tak wysoka, a jeden z nich to ograniczenie podaży przez Rosjan. Nie dążą oni do wojny cenowej o klienta, ale do maksymalizacji udziałów rynkowych oraz sprzedaży za pomocą kontraktów długoterminowych.

Udziały rynkowe poszczególnych graczy. Grafika: OIES

Z tego powodu Gazprom realizuje jedynie minimalne zobowiązania kontraktowe rezerwując na ten cel niezbędne moce przesyłowe gazociągów. Opłaca dostawy 40 mld m sześc. gazu rocznie przez Ukrainę zgodnie z kontraktem tymczasowym obowiązującym do końca 2024 roku. Pozostałe ilości gazu docierają do Europy przez Nord Stream 1, Gazociąg Jamalski oraz Turkish Stream. Dostawy przez Nord Stream 1 i Jamał-Europa są realizowane w drodze aukcji bez kontraktów przesyłowych. Gazprom rezerwuje ich moc w aukcjach śróddziennych, dobowych, miesięcznych i kwartalnych. Nie zarezerwował dostaw w aukcji rocznej Jamału, co nie oznacza, że nie wywiąże się ze zobowiązań kontraktowych (PGNiG podaje, że się wywiązuje), ale może to robić mniej przewidywalnie, za pomocą aukcji na krótsze okresy, zwiększając niepewność na rynku pod rządami emocji, a co za tym idzie presję cenową. Według IHS Markit średnie dostawy Gazpromu przez gazociągi do Europy spadły w październiku 2021 roku, kiedy rozpoczął się nowy rok gazowy, do 322 mln m sześc. na dobę w porównaniu z średnią 393 mln m sześc. na dobę w okresie kwiecień-wrzesień 2021 roku. Od wakacji znajdują się coraz niżej w stosunku do średniej z lat 2015-2019.

Dostawy gazociągowe z Rosji. Grafika: IHS Markit.

Kolejne narzędzie presji to giełda Gazpromu, która jest używana zgodnie z prawem, ale w sposób niezgodny z logiką rynkową. Ceny gazu na elektronicznej platformie sprzedażowej Gazpromu (ESP) były rekordowe już w kwietniu 2021 roku. Sięgały wówczas średnio 13,993 euro za megawatogodzinę w porównaniu z najniższą ceną odnotowaną w sierpniu 2020 roku w wysokości 6,744 euro za megawatogodzinę. Rosjanie mieli zatem przesłankę rynkową za zwiększeniem sprzedaży gazu w Europie na giełdach za pośrednictwem ESP. Robili to jednak w coraz skromniejszym zakresie. W rekordowej sesji ESP z 15 kwietnia 2021 roku sprzedali 1 323 504 MWh, czyli 124 mln m sześc. Tymczasem 10 października podczas ostatniej sesji ESP w 2021 roku Gazprom sprzedał 43 800 mWh, czyli cztery mln m sześc. Rosjanie wysłali na platformę elektroniczną tylko tyle gazu pomimo rekordowej ceny 26,702 euro za megawatogodzinę. Gazprom zaplanował pierwotnie cztery sesje sprzedażowe widniejące na jego wykazie internetowym z terminami w listopadzie: 8, 15, 22 i 29 listopada, a także trzema na grudzień: 6, 13 i 20 grudnia. Rosjanie organizują je zwykle w każdy poniedziałek. Tak się jednak nie stało pomimo rekordowej ceny oraz obietnicy Putina, że zwiększy podaż w Europie. Oficjalnie uznali, że dają priorytet rynkowi krajowemu na zlecenie prezydenta Władimira Putina na podstawie szacunków Gazpromu, które sugerują, że zapotrzebowanie na gaz w Federacji Rosyjskiej wzrośnie o 7,5 procent, czyli 18,6 mld m sześc. w latach 2021-25. Zwolennicy punktu widzenia Gazpromu podnoszą, że rok pandemiczny wywołał spadek wydobycia gazu w Rosji o 6,2 procent rok do roku, a więc o 46 mld do 693 mld m sześc. z czego Gazprom obniżył ją o 9,3 procent, a więc 47 mld do 455 mld m sześc. Gazprom zmniejszył wówczas dostawy gazu do magazynów o 38 procent, czyli o 20 mld do 33 mld m sześc. Teraz tłumaczy się brakiem elastyczności i nie dostarcza dodatkowego gazu Europie, choć zaplanował zwiększyć wydobycie w 2021 roku o 55 mld do ponad 510 mld m sześc. To najwięcej od ponad dekady. Można zatem podejrzewać, że Gazprom ma gaz, ale nie chce go sprzedawać inaczej, niż w kontraktach długoterminowych omijających Ukrainę.

Rosjanie zachęcają do zwiększenia zakupów za pośrednictwem umów długoterminowych prośbą i groźbą, nierzadko strasząc przerwą dostaw, jak w przypadku Mołdawii, która w ten sposób została zmuszona do zawarcia nowej umowy z braku dostępnej alternatywy. Tłumaczą też czasem zmniejszone dostawy do Europy brakiem zamówień klientów we Francji czy Niemczech, jak zrobili to ostatnio ustami prezydenta Władimira Putina podczas wystąpienia podsumowującego 2021 rok. To jednak jest półprawda, bo niektórzy klienci europejscy nie chcą rzeczywiście zawierać nowych kontraktów długoterminowych, ale kupować gaz poza Rosją, na przykład na giełdzie, ale tam jest go za mało przez celowe działania Gazpromu wynikające z jego specyficznej polityki rynkowej. Rosjanie uzyskują w ten sposób długoterminową pewność zbytu oraz omijają terytorium ukraińskie, o ile klienci zostają z nimi na dłużej i godzą się na określony szlak dostaw. Przykład rozstrzygnięcia po myśli Gazpromu to Węgrzy z MOL, którzy zawarli w 2021 roku umowę dziesięcioletnią z opcją przedłużenia o pięć lat do września 2036 roku o wolumenie 4,5 mld m sześc. rocznie z dostawami przez Turkish Stream, a zatem z pominięciem Ukrainy. To także wspomniana Mołdawia, która podpisała kontrakt pięcioletni do 2026 roku godząc się w zamian na opóźnienie reform zgodnych z wymogami integracji energetycznej z Europą w ramach Wspólnoty Energetycznej. Trwają również rozmowy Gazpromu z niemieckim VNG o przedłużeniu kontraktu i zwiększeniu wolumenu dostaw rozpoczęte w listopadzie 2021 roku, gdy pojawiły się szczyty cenowe. Rosjanie wykorzystują zatem rekord cen gazu do zawarcia kontraktów długoterminowych, które będą gruntować ich pozycję na rynku długo po zakończeniu. – Kontrakty długoterminowe zawierają ceny trzy, cztery, a nawet siedem razy niższe – zapewnił Putin w odniesieniu do umów z rosyjskim Gazpromem, które jego zdaniem są tańsze od oferty na giełdach europejskich. – Europejski rynek spotowy jedynie odzwierciedla obecny stan popytu i podaży, ale nie jest narzędziem wyceny dającym równowagę w długim terminie – oceniła Jelena Burmistrowa, szefowa Gazprom Exportu. – Ci, którzy podpisali z nami kontrakty długoterminowe, cieszą się obecnie z ich ceny – dodała. Obecny kryzys energetyczny kiedyś się skończy, ceny na giełdach znów będą atrakcyjniejsze od rosyjskich, ale umowy z Rosjanami zostaną.

Pułapka gazowa

Gra Gazpromu na rynku Starego Kontynentu nie jest tradycyjnie rynkowa, ponieważ ta firma postrzega rynek inaczej niż jej odbiorcy w Unii Europejskiej. Koncern z Petersburga gra na zwiększenie udziału rynkowego, nawet ograniczając przychody na poczet przyszłych zysków z utrzymania pozycji na rynku Unii Europejskiej. Rosjanie wykorzystują dostępne narzędzia rynkowe. Nie jest jednak powiedziane, że działają w zgodzie z prawami rynku, szczególnie w odniesieniu do prawa antymonopolowego Unii Europejskiej. Gazprom działa niczym kartel naftowy OPEC ograniczając sprzedaż w celu windowania ceny w nadziei na odzyskanie udziałów rynkowych traconych na rzecz konkurencji, w przypadku rynku ropy surowca ze złóż łupkowych. Gazprom robi to samo, pragnąc wypchnąć rosnącą konkurencję w postaci LNG z różnych stron świata, choć w coraz większej mierze pochodzącego z gazu łupkowego z USA. To zachowanie może częściowo tłumaczyć również fakt, że Gazprom pozostaje instrumentem polityki zagranicznej Kremla, który z kolei wykorzystuje długoterminowe umowy gazowe do uzyskiwania określonych, długofalowych efektów w relacjach z państwami zależnymi od gazu rosyjskiego nawet kosztem krótkoterminowej utraty zysków z wysokiej ceny. Gazprom zabiega o utrzymanie tej zależności z najbardziej jaskrawym przykładem w Mołdawii, ale chodzi o całą Europę, która rezygnując z dywersyfikacji i uzależniając się od gazu w okresie przejściowym polityki ochrony klimatu może zwiększyć oraz przedłużyć tę zależność kontynentu na dekady, także za pośrednictwem wodoru. Nazywam to zjawisko rusyfikacją polityki klimatycznej, a wpadnięcie w zależność od gazu z Rosji na tym szlaku pułapką gazową. Kryzys energetyczny to kolejna okazja do gry Gazpromu, która formalnie ma charakter rynkowy, ale może się za nią kryć istotne zagrożenie polityczne, z którego powinni sobie zdać sprawę wszyscy Europejczycy i jest to argument za drugim śledztwem antymonopolowym Komisji Europejskiej. Argumenty w tej sprawie zostały przedstawione przez Polskę, Ukrainę oraz innych krytyków Gazpromu, a Komisja się im przygląda, wysławszy już do Rosjan ankietę w tej sprawie, zgodnie z informacją przekazaną przez nią BiznesAlert.pl. Próbują oni także wykorzystać obecną sytuację krótkoterminowo do wymuszenia rozpoczęcia dostaw gazu przez sporny gazociąg Nord Stream 2, które będą mogły jednak ruszyć dopiero po certyfikacji w Niemczech, która ma nie nastąpić przed drugą połową 2022 roku. Wicepremier Rosji Aleksander Nowak przyznał jesienią, że są dwa sposoby na obniżenie rekordowych cen gazu w Europie. To sprzedaż większej ilości gazu na platformie Gazpromu albo zgoda na rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2. Można zatem wysnuć wniosek, że Rosjanie celowo ograniczają podaż, żeby skłonić Europejczyków do odblokowania spornej magistrali.

Zemsta Katarzyny Wielkiej

Gra Gazpromu to argument za unikaniem nowych kontraktów długoterminowych z Rosjanami pomimo pozornie atrakcyjnej oferty kuszącej kolejnych klientów. Taka pokusa może pojawić się także w Polsce w 2022 roku, kiedy wysokie ceny gazu mogą się nadal utrzymywać. Gazprom przewiduje, że średnia cena gazu w Europie w czwartym kwartale 2021 roku wyniesie 550 dolarów za 1000 m sześc. i podobna będzie w 2022 roku, głównie przez rekordowo niskie zapasy, które – jak już ustaliliśmy – są tak niskie głównie za sprawą rosyjskiego Gazpromu, bo magazyny niemieckie tej firmy (Etzel, Jemgum i Rehden są zapełnione w 16 procentach, austriacki Heidach w 39 procentach, a holenderski Bergemeer w 23 procentach. W tym samym czasie średnia europejska wynosi 60 procent. Ośrodek IHS Markit przewiduje, że zapasy w magazynach europejskich sięgną poniżej 15 mld m sześc. do końca marca. Z tego względu przewiduje, że ceny na giełdzie TTF w lecie 2022 roku będą o 25 procent wyższe od prognoz i sięgną 44 euro za megawatogodzinę w pierwszym kwartale oraz 34 euro za megawatogodzinę w drugim i trzecim kwartale. To więcej niż najwyższa cena na platformie elektronicznej Gazpromu w 2021 roku. Rosjanie mogą mieć w przyszłym roku argument przekonujący do kontraktów długoterminowych w postaci ceny niższej od rekordów utrzymujących się na giełdzie.

Niektórzy klienci mogą się skusić jak Węgrzy. Można sobie także wyobrazić, że klienci Gazpromu będą chcieli się stać pośrednikami dostaw w Europie. Dla przykładu w Polsce wspomniane VNG z Niemiec może zechcieć kiedyś sprzedawać więcej gazu za pośrednictwem spółek już tam obecnych Handen i Gaz Energia choćby w punkcie połączenia Gaz-System/Ontras. Operatorem jest tam Ontras z grupy EnBW do której należy VNG. Do podobnych celów może posłużyć VNG lub innemu dostawcy związanemu z Rosjanami rewers na Gazociągu Jamalskim w punkcie Mallnow, którego operatorem jest GASCADE z udziałami po połowie Gazprom Germania i Winteshall DEA. Jeżeli kryzys energetyczny będzie się utrzymywał w 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski PGNiG-Gazprom, Rosjanie będą mogli wykorzystywać opisywaną wyżej grę „rynkową” do skuszenia Polaków na nowy kontrakt długoterminowy, zamiast zakupów na spocie, do których dostęp jest ograniczany już teraz. Polska będzie zainteresowana dodatkowym gazem, bo wyliczenia jeszcze sprzed kryzysu sugerują, że może potrzebować dodatkowo 2,1-3,8 mld m sześc. rocznie od 2023 roku. Gdyby Polacy się skusili, na przykład po przyspieszonych wyborach parlamentarnych w 2022 roku skutkujących koalicją z Polskim Stronnictwem Ludowym i Waldemarem Pawlakiem znanym z przedłużenia kontraktu jamalskiego w 2010 roku, mogłaby zostać zawarta nowa umowa długoterminowa ograniczająca możliwość dalszej dywersyfikacji dostaw gazu do Polski podobna do tej z Mołdawii czy Węgier. Wówczas można sobie wyobrazić, że kiedyś byłaby realizowana za pośrednictwem Nord Stream 2 przez Niemcy pozwalając Rosjanom ominąć Ukrainę przy dostawach do kolejnego klienta i obronić udziały rynkowe, a wszystko zgodnie z priorytetami polityki zagranicznej Kremla. Byłby to drugi kontrakt jamalski, ale zapewne z racji szlaku dostaw być może zwany bałtyckim. Czynnikiem ograniczającym to ryzyko jest ustawa o zapasach, dzięki której Polacy wbrew trendom europejskim uzupełnili zapasy gazu na ten sezon grzewczy prawie w stu procentach i mają najwyższe zapełnienie procentowe w Europie. W innym wypadku mogłoby się okazać, że w 2022 roku uzupełnialiby niedobory z magazynu Katharina w Brandendburgii rozbudowywanego przez VNG z pomocą Gazpromu, pod warunkiem, że byłby w nim gaz.

Co ciekawe, magazyn gazu Katharina cieszy się największym zapełnieniem w Niemczech z poziomem przekraczającym 70 procent przepustowości oraz największym wtryskiem paliwa tak, jakby czekał na dodatkowe zamówienia. Dostawy gazu Nord Stream 2 składowanego z pomocą magazynu nazwanego na cześć Katarzyny Wielkiej do Polski byłyby chichotem historii i sukcesem gry Gazpromu, która tylko z pozoru ma charakter wyłącznie rynkowy. Z tego względu Polska powinna kontynuować kurs na obniżenie zależności od gazu z Rosji pomimo kryzysu energetycznego i za wszelką cenę unikać zwrotu w polityce gazowej w 2022 roku. Drastyczny wzrost kosztu importu gazu zmusił PGNiG do pożyczki wartej 2,7 mld zł. Warto zastanowić się, czy nie subsydiować tej firmy w 2022 roku, aby nie zabrakło gazu ani nie powstało ryzyko powrotu do zależności od Gazpromu w 2023 roku. Jednym z narzędzi do realizacji tego celu jest polonizacja mocy Gazociągu Jamalskiego, który może posłużyć do importu fizycznego gazu z Baltic Pipe i LNG, ale także spotowych zakupów w Niemczech. Polacy kontynuują kurs pozwalający nie podpisywać żadnej umowy z Rosjanami i uzupełniać dostawy LNG oraz z Baltic Pipe kontraktami spotowymi na giełdzie niemieckiej. Pomimo faktu, że w najbliższych miesiącach będzie to droga opcja, to długoterminowo była bardziej konkurencyjna do politycznych umów z Gazpromem i po kryzysie znów będzie.

Putin przyznaje, że Rosja ma gaz, ale prześle go za zgodę na Nord Stream 2

Putin przyznaje, że Rosja ma gaz, ale prześle go za zgodę na Nord Stream 2

Prezydent Rosji Władimir Putin przyznaje, że Rosja ma gaz dla Europy, ale chce go przesłać za pomocą Nord Stream 2, który nie może póki co rozpocząć dostaw.

Czytaj dalej„Putin przyznaje, że Rosja ma gaz, ale prześle go za zgodę na Nord Stream 2”

Rosjanie obawiają się dalszego opóźnienia Nord Stream 2. USA i Niemcy nie ulegają | LNG z USA wraca do Europy. Kolejne tankowce zawracają z Azji a PGNiG może skorzystać

Rosjanie obawiają się dalszego opóźnienia Nord Stream 2. USA i Niemcy nie ulegają | LNG z USA wraca do Europy. Kolejne tankowce zawracają z Azji a PGNiG może skorzystać

:Ambasador Rosji w Niemczech przyznaje, że możliwe jest dalsze opóźnienie projektu Nord Stream 2. Niemcy i USA na razie nie ulegają w sprawie odpowiednio certyfikacji oraz nowych sankcji przeciwko temu przedsięwzięciu.

:Rekordowe ceny gazu w Europie sprawiają, że kolejne tankowce LNG z USA zawracają z Azji. Polskie PGNiG planuje zwiększać udział gazu skroplonego z tego kierunku w portfolio i może zarobić na dostawach w różnych kierunkach.

Czytaj dalej„Rosjanie obawiają się dalszego opóźnienia Nord Stream 2. USA i Niemcy nie ulegają | LNG z USA wraca do Europy. Kolejne tankowce zawracają z Azji a PGNiG może skorzystać”

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

Tajny protokół Nord Stream 2 z Baltic Pipe w tle

– Czy umowa USA-Niemcy w sprawie Nord Stream 2 zawiera tajny protokół? Czy Polska martwi się już głównie o Ukrainę, bo jest spokojna o Baltic Pipe, który w najlepszym scenariuszu ruszy szybciej niż rura z Rosji? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Tajny protokół i kolejne czerwone linie

Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg Niemcy zapewnili w układzie z USA określony mechanizm zatrzymania dostaw gazu przez Nord Stream 2 w razie przekroczenia czerwonej linii, którą jest obecnie nowa agresja rosyjska na Ukrainie. Kiedy kanclerz Angela Merkel oraz prezydent Joe Biden zawierali ten układ w lipcu 2021 roku był nią jeszcze szantaż z użyciem gazu. Ta czerwona linia mogą jednak już zostać przekroczona poprzez celowe ograniczenie podaży tego paliwa w Europie przez Gazprom ograniczający zapasy w magazynach i sprzedaż na rynek europejski jesienią 2021 roku. Nie wiadomo na czym miałby polegać ów mechanizm ani czy zostanie faktycznie wdrożony w razie przekroczenia kolejnej czerwonej linii przez Rosjan.

Zakładając, że celem Rosjan jest wymuszenie ustępstw Zachodu, wykorzystanie straszaka w postaci gromadzenia sił zbrojnych na granicy Ukrainy do blokady sankcji wobec Nord Stream 2 może zostać uznane za sukces. Z punktu widzenia Kremla straszak zadziałał, bo skłonił Demokratów do wycofania zapisów o nowych sankcjach wobec Nord Stream 2. Te jednak zostały wycofane wskutek interwencji Niemiec, bo uderzyłyby w operatora Nord Stream 2 AG, a także firmy biorące udział w przygotowaniu tego gazociągu do pracy, a zatem podmioty niemieckie. Niezależnie od tego sankcje nie zostały poszerzone pomimo wykorzystania gazu jako broni oraz ryzyka, że zostanie w ten sposób użyty Nord Stream 2.

O tym ryzyku wspominał premier RP Mateusz Morawiecki podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem w Warszawie. Próbujemy wypracować z naszymi niemieckimi partnerami rozwiązania. Najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2. Te ryzyka nie zostały jeszcze dokładnie rozpoznane, a niektóre mogą zostać wykorzystane kiedy ten gazociąg zostanie w końcu otwarty – ostrzegł premier. To prawda, że nie jest jeszcze jasne w jaki sposób mógłby zostać wykorzystany Nord Stream 2 w warunkach kryzysu energetycznego i niedoborów gazu. Dostawy gazu zostały już wykorzystane przez Rosję do polityki, czego dowodem są anomalie w magazynach pod kontrolą Gazpromu oraz zachowanie nierynkowe w postaci ograniczenia sprzedaży przy rekordowych cenach. – Nasz sąsiad, Ukraina, w wyniku otwarcia nowego połączenia gazowego Nord Stream 2, jest w gorszej sytuacji. My również, Słowacja i wschodnie kraje Unii Europejskiej jesteśmy w trudniejszej sytuacji. Te kraje mogą podlegać szantażowi Rosji. Dlatego my budujemy gazociąg bałtycki (Baltic Pipe – przyp. red.) i uniezależniamy się od Rosji, ale Ukraina jest całkowicie zależna, jeśli chodzi o gaz. Bardzo byśmy nie chcieli, by ulegała szantażowi ze strony Rosji, bo to będzie oznaczało destabilizację na wschodniej flance NATO i Unii Europejskiej – ostrzegł Morawiecki.

https://biznesalert.pl/premier-rp-zaproponowal-kanclerzowi-niemiec-reforme-polityki-klimatycznej-i-ostrzegl-przed-zagrozeniem-nord-stream-2-dla-ukrainy/embed/#?secret=KRe7KIzvm6

Układ o Nord Stream 2 pozostaje na horyzoncie

Kanclerz Scholz zapewnił, że podstawą rozmów USA-Niemcy jest porozumienie tymczasowe o dostawach gazu roku przez Ukrainę do 2024 roku, która miałaby zostać przedłużona nawet o 10 lat. – Będziemy konsultowali się z rządem USA i będziemy musieli pomóc Ukrainie stać się źródłem zielonej energii. Obserwujemy ruchy wojsk na granicy ukraińskiej i jesteśmy bardzo zaniepokojeni. Integralność terytorialna jest niezbędna – powiedział nie odnosząc się bezpośrednio do projektu Nord Stream 2. Scholz wytłumaczył także, że skoro Niemcy chcą być neutralne klimatycznie w 2050 roku, to niebawem ich zależność od gazu spadnie. Póki co jednak stowarzyszenie biznesu niemieckiego BDI szacuje dodatkowe zapotrzebowanie na gaz w Niemczech na 41 GW, czyli niecałe 50 mld m sześc. rocznie. Nord Stream 2 ma przepustowość 55 mld m sześc. rocznie. Niemcy chcą się jednak śmiać ostatni i uniezależnić się od dostaw gazu dzięki transformacji energetycznej opartej o Odnawialne Źródła Energii i magazyny energii. Takim magazynem mógłby stać się wodór, ale ten pochodziłby według umowy koalicyjnej w Niemczech także częściowo z Rosji, a zatem mógłby docierać przez Nord Stream 2.

Baltic Pipe przed Nord Stream 2?

Układ o Nord Stream 2 wykuwany przez USA i Niemcy od lipca 2021 roku jest wciąż na horyzoncie. Na uwagę zasługuje zmiana retoryki Polski, która wartościuje już zagrożenie związane z Nord Stream 2, wskazując na egzystencjalny problem dla Ukrainy, o czym świadczą słowa premiera RP o tym, że Polska będzie negocjować w celu uniknięcia szantażu gazowego wobec Ukraińców, na który Polacy będą mniej wrażliwi dzięki Baltic Pipe uzupełniającemu system dywersyfikacji źródeł dostaw gazu w postaci terminalu LNG oraz połączeń z sąsiadami.

Istnieje szansa, że gazociąg z Norwegii zaplanowany na październik 2022 roku ruszy szybciej niż Nord Stream 2, o czym pisałem w przeszłości. Konieczność certyfikacji rury z Rosji przez niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur sprawia, że musi powstać spółka niemiecka mająca zarządzać gazociągiem pod jurysdykcją prawa niemieckiego i unijnego. Potwierdziła to minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock znana z nieprzejednanej postawy wobec tej inwestycji. Różne szacunki wskazują, że certyfikacja może zakończyć się wiosną lub latem 2022 roku. Ten proces będzie jeszcze przedmiotem oceny Komisji Europejskiej, a także polskiego PGNiG oraz ukraińskich Naftogazu i OGTSUA. Mogą one zakwestionować rozstrzygnięcie w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Niemcy stworzą specjalną spółkę albo przekażą rolę operatora Nord Stream 2 fundacji „klimatycznej” Stiftung Klimaschutz stworzonej przez Meklemburgię Pomorze-Przednie pod rządami premier Manueli Schwesig zwanej Gerhardem Schroederem w spódnicy przez jej prorosyjskość. Wówczas sankcje amerykańskie nie będą mogły objąć operatora, bo zgodnie z prawem amerykańskim nie mogą uderzać w podmioty pod kontrolą rządów oraz instytucji sojuszników USA. Będzie za to możliwa certyfikacja Bundesnetzagentur. To jednak nie znaczy, że dostawy ruszą natychmiast po jej przeprowadzeniu ze względu na możliwe problemy w Komisji Europejskiej lub z udziałem spółek z Polski oraz Ukrainy w sądzie. Jeżeli Nord Stream 2 ruszy po Baltic Pipe, jego wpływ na rynek gazu w Polsce będzie ograniczony. Jednakże rura z Rosji będzie nadal zagrożeniem egzystencjalnym dla Ukrainy, więc „najlepszym rozwiązaniem byłoby niedopuszczenie do otwarcia Nord Stream 2”. Nie widać jednak takiej woli w USA ani Niemczech. Argumenty mógłby dostarczyć prezydent Władimir Putin, gdyby dokonał nowej agresji na Ukrainie, ale po co ma jej dokonywać, skoro straszak skłania już Zachód do rozmów?

Gazociąg Jamalski miał przerwę dostaw gazu z Rosji do Polski, ale czysto techniczną | Potęgi naftowe nie słuchają Bidena. Będą dozować rytmicznie kroplówkę porozumienia naftowego

Gazociąg Jamalski miał przerwę dostaw gazu z Rosji do Polski, ale czysto techniczną | Potęgi naftowe nie słuchają Bidena. Będą dozować rytmicznie kroplówkę porozumienia naftowego

Przez kilka dni gaz z Rosji nie płynął do Polski przez Gazociąg Jamalski. Pozostawało jeszcze połączenie gazowe z Ukrainą, a dostawy przez Jamał zostały już przywrócone. To sprawa czysto techniczna.

Kraje porozumienia naftowego OPEC+ zdecydowały o utrzymaniu planu stopniowego zwiększania wydobycia ropy o 400 tysiecy baryłek dziennie na grudzień pomimo apeli USA o zwiększenie podaży na rynku dotkniętym kryzysem energetycznym.

Spółka Venture Global LNG będąca dostawcą gazu skroplonego do Polski zapowiada, że terminal Calcasieu Pass LNG jest gotowy do rozpoczęcia pracy.

Czytaj dalej„Gazociąg Jamalski miał przerwę dostaw gazu z Rosji do Polski, ale czysto techniczną | Potęgi naftowe nie słuchają Bidena. Będą dozować rytmicznie kroplówkę porozumienia naftowego”

Trwa kryzys energetyczny, idzie gospodarczy a może i pandemiczny

Trwa kryzys energetyczny. Mogą go zakończyć kryzys gospodarczy albo pandemiczny, a może nawet oba naraz. Dane z Chin nie napawają optymizmem – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Trwa kryzys energetyczny, idzie gospodarczy a może i pandemiczny”