Polska może sprowadzić miliard m sześc. gazu rocznie z Litwy do Ostrołęki i nie tylko

BiznesAlert.pl informował o rozmowach Polski i Litwy na temat dostaw LNG z Kłajpedy przez Gazociąg Polska-Litwa na terytorium polskie. Dostawy mogą opiewać nawet do dwóch mld m sześc. rocznie, które przydadzą się Polsce wobec rosnącego zapotrzebowania na gaz, będący paliwem przejściowym polskiej transformacji energetycznej.

– dyskutowaliśmy o możliwości udziału strony polskiej w długoterminowych aukcjach na wykorzystanie terminalu LNG – przyznał minister energetyki Dainius Kreivys po spotkaniu z pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Planowana przepustowość Gazociągu Polska-Litwa w kierunku polskim to 1,9 mld m sześc. rocznie, z których połowa może zostać udostępniona w drodze aukcji. Oferty aukcyjne Litwinów mogą uwzględniać kontrakty na kilka, kilkanaście lat zgodnie z zapowiedzią ministra Keivysa.

Gazociąg ma być gotowy w grudniu 2021 roku, więc można zakładać, że posłużyłby dostawom do Polski w 2022 roku. Władze polskie przyznały, że planują wykorzystać gaz litewski do zaopatrywania Elektrowni Ostrołęka C mającej wykorzystywać nowy blok gazowy. PGNiG i Orlen podpisały w 2020 roku z Energą trójstronną umowę o współpracy przy tym projekcie. PGNiG oraz Orlen podpisały aneks do umowy na dostawy gazu, przedłużając ją o pięć lat do pierwszego stycznia 2028 roku.

Jednakże zanim będzie gotowy blok gazowy Elektrowni Ostrołęka C, gaz z Litwy może posłużyć innym celom, szczególnie wobec wzrostu zapotrzebowania na gaz w Polsce, które według Gaz-Systemu urośnie o 50 procent do 2030 roku z obecnych około 20 do 30 mld m sześc. rocznie. Gaz z Litwy jest także stawiany jako uzupełnienie dostaw spoza Rosji w razie problemów projektu Baltic Pipe, którego termin ukończenia nie został dotąd przesunięty pomimo problemów odcinka lądowego w Danii opisywanych w BiznesAlert.pl.

Koniec historii na rynku gazu w Polsce nie nastąpi wraz z zakończeniem kontraktu jamalskiego

Koniec historii na rynku gazu w Polsce nie nastąpi wraz z zakończeniem kontraktu jamalskiego

Opóźnienie projektów LNG w USA może wywołać panikę podobną do tej, którą można było zaobserwować wobec problemów Baltic Pipe w Danii. Dostawy gazu do Polski spoza Rosji są bezpieczne, choć historia dywersyfikacji nie zakończy się wraz z końcem kontraktu jamalskiego. Czy to oznacza, że liberalizacja rynku gazu znów się odwlecze? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Problemy Baltic Pipe są do przezwyciężenia

Zakończenie budowy gazociągu Baltic Pipe trzy miesiące po pierwotnym terminie to nie problem, podobnie jak opóźnienia jednego z projektów LNG mających dać Polsce alternatywne źródło dostaw, ale w tym przypadku na rynek globalny. Jednak przez rosnące zapotrzebowanie Warszawa już teraz szuka gazu z innych źródeł, by gładko przejść przez przełomowy 2022 rok, w którym kończy się kontrakt jamalski z Rosjanami. Wiadomo już, że budowa gazociągu Baltic Pipe zakończy się w grudniu 2022 roku. W pierwotnym terminie listopada 2022 roku będzie dostępna częściowa moc magistrali planowanej na 10 mld m sześc. rocznie. PGNiG zarezerwowało 8,2 mld m sześc. z tego wolumenu i nie jest jasne czy będzie go mógł czerpać w całości od października 2022 roku. Rozwiązanie przejściowe to umowa spotowa z którą nie powinno być problemu.

Problemy LNG na dostawy krajowe i globalne

JDo problemów Baltic Pipe należy dodać kolejne, tym razem także poza obszarem odpowiedzialności Polaków. Terminal Plaquemines LNG w Luizjanie, który miał zapewnić gaz do umowy PGNiG-Venture Global LNG ma rozpocząć pracę komercyjną w 2024 roku pod warunkiem ostatecznej decyzji inwestycyjnej w połowie 2021 roku. Tymczasem umowa z PGNiG miała być realizowana od 2023 roku. Polacy zdecydowali o zwiększeniu dostaw z tego obiektu z 1 do 2,5 mln ton rocznie (1,35-3,38 mld m sześc. rocznie). Drugi terminal Venture Global LNG o nazwie Calcasieu Pass ma zapewnić milion ton LNG (1,35 mld m sześc. rocznie) od początku 2023 roku nie notuje opóźnień. W świat może pójść jednak komunikat o problemach Polaków z dostawami LNG do Polski. Jednakże umowy z Venture Global LNG zawierają klauzulę free on board przerzucającą odpowiedzialność za ładunek na Polaków, także wahania cen, a zatem z przeznaczeniem na rynek globalny w celu uzyskania premii za reeksport, a nie do Polski. Dostawy do Polski będzie zapewniał kontrakt PGNiG-Cheniere Energy na w sumie 0,52 mln ton LNG (0,7 mld m sześc.) w latach 2019-2022 oraz 1,45 mln ton LNG rocznie (1,95 mld m sześc. rocznie) od 2023 do 2042 roku. Zawiera on klauzulę delivery ex ship, czyli ładunek jest pod opieką Amerykanów aż do rozładunku, dając gwarancję ceny Polakom oczekującym konkurencyjności tych dostaw w kraju. Kolejny problem dotyczy projektu Port Arthur LNG, w sprawie którego ostateczna decyzja inwestycyjna ma zapaść dopiero w 2022 roku po kolejny opóźnieniu. Tymczasem PGNiG podpisało dwudziestoletni kontrakt na dostawy do 2 mln ton LNG rocznie (2,7 mld m sześc. po regazyfikacji) od 2023 roku. Może się okazać, że ten gaz będzie dostępny później, tymczasem zgodnie z zapowiedziami z 2018 roku miał trafić na rynek polski i europejski, nie na reeksport globalny. Warto podsumować te wieści faktem, że projekty LNG na świecie mają trudną sytuację przez wielką ich nadpodaż, niemrawe zapotrzebowanie ograniczone dodatkowo przez koronawirusa oraz trend dekarbonizacji zmniejszający atrakcyjność takich przedsięwzięć w świecie zachodnim, w którym operują firmy amerykańskie czy polskie PGNiG.

Polska ma alternatywę wobec Gazpromu

PGNiG sprowadziło w 2020 roku 3,76 mld m sześc. gazu skroplonego (25,4 procent dostaw). Gaz rosyjski docierający na mocy kontraktu jamalskiego z Gazpromem sięgnął wolumenu 9 mld m sześc. (60 procent dostaw). Pozostały gaz został sprowadzony przez połączenia z sąsiadami, czyli pozostały nieco ponad miliard metrów sześc. z całkowitego importu 14,79 mld m sześć. Polacy już teraz mogliby zmniejszać zakupy z Rosji gdyby nie klauzula take or pay w kontrakcie z Gazpromem zmuszająca do opłacenia minimalnego wolumenu szacowanego na około 80 procent z 10,2 mld m sześc. rocznie do końca 2022 roku. Koncern z ul. Kasprzaka w Warszawie planował mieć w portfelu około 9,3 mld m sześc. gazu skroplonego z USA w 2023 roku, w tym wspomniane wyżej kontrakty przeznaczone na rynek globalny. Opóźnienie jednego z nich mającego dać 3,38 mld m sześc. rocznie nie zagrozi problemami na rynku krajowym przy założeniu, że ten gaz od początku miał trafiać poza niego. Pozostanie około 6 mld m sześc. LNG z USA wspomagane przez kontrakt katarski opiewający na 2,7 mld m sześc. rocznie do czerwca 2034 roku. Razem powstaje wolumen niecałych 9 mld m sześc. gazu skroplonego dla Polski w 2023 roku. 9 mld m sześc. LNG połączone z 8,2 mld m sześć. gazu z Baltic Pipe mają dać w 2023 roku do 17,2 mld m sześc. spoza Rosji. Wydobycie krajowe powinno się utrzymać na poziomie około 4 mld m sześc. rocznie, a PGNiG pracuje nad jego utrzymaniem na tym poziomie dzięki technologii Smart Field pozwalającej zwiększyć dostępność gazu o nawet ponad 11 mld m sześc. i czas pracy poszczególnych kopalni nawet o dekadę. Obliczałem w innym tekście, że Polska będzie potrzebowała 2,1-3,8 mld m sześc. dodatkowego gazu. Wykorzysta w tym celu połączenia z sąsiadami, jak Gazociąg Polska-Litwa i dlatego rozmawia między innymi o długoterminowej rezerwacji FSRU w Kłajpedzie. Zanim rozbuduje terminal LNG i sprowadzi własne FSRU do Zatoki Gdańskiej (4-8 mld m sześc. rocznie) będzie mogła korzystać z innych połączeń, w tym rewersu Gazociągu Jamalskiego. Jednakże problem Port Arthur LNG może pozbawić Polaków kolejnych 2,7 mld m sześc. rocznie, oczywiście w razie gdyby Amerykanie nie byli w stanie zrealizować kontraktu w inny sposób, bo grożą im kary za ewentualne opóźnienia. Wówczas ten gaz będzie należało sprowadzić z innego kierunku.

Polityka dywersyfikacji nie skończy się w 2022 roku

Dywersyfikacja oznacza doprowadzenie do takiej sytuacji rynkowej, w której w żadnym momencie ani jeden metr sześcienny gazu ziemnego przesyłanego do Polski nie będzie zależał od decyzji politycznych ani polityki danego monopolisty. Zakończenie realizacji wszystkich strategicznych inwestycji Gaz-System, w tym gazociągu Baltic-Pipe, doprowadzi nasz rynek właśnie do takiego stanu – powiedział prezes Gaz-System Tomasz Stępień w rozmowie z BiznesAlert.pl. Tak będzie, ale w celu realizacji tego założenia dywersyfikacja będzie musiała być kontynuowana po 2022 roku. Dalsze zmagania o dywersyfikację po 2022 roku mogą oznaczać, że nie nastąpi koniec historii na rynku gazu w Polsce, o którym pisałem jeszcze w 2018 roku. Zwolennicy twardego kursu mogą zatem przekonywać, że liberalizacja rynku powinna nastąpić później, ze względu na konieczność zachowania strategicznej roli PGNiG, nawet po ewentualnym przejęciu przez PKN Orlen.

Poland is not at the mercy of Gazprom despite the issues with Baltic Pipe

The problems facing the Baltic Pipe project have led the public opinion to believe that Poland may reach a dead end, and be forced to sign a new Yamal contract with Gazprom. This will not happen thanks to decades of diversification. Plan A is being implemented and we have a plan B – Wojciech Jakóbik, editor in chief at BiznesAlert.pl writes.

Full freedom to choose a gas supplier

Gas supply from Russia is a very hot topic, because for years it was a political issue due to Gazprom’s unpredictability. The company could afford to act that way mostly because until the completion of the LNG terminal in Świnoujście and gas connections with its neighbors, Poland did not have alternative sources of supply. The existential threat of having the gas supply cut off disappeared after 2015, when the LNG terminal was opened, which is why Poland is in a different situation than Ukraine, which still depends on the flow of Russian gas via its territory. This is because the transfer brings in big profits and requires the maintenance of pressure in transmission gas pipelines. Whereas Poles are able import gas from other sources, and if for some reason Gazprom fails to deliver the gas it will pay a fine, just like in 2017 when it turned off the tap due to alleged technical problems (gas contained water). However, if Poles decide that the Russian price is unfair, the dispute may go to an arbitration court, which happened in 2015. Poland’s PGNiG won that case in 2020, Gazprom carried out the sentence, and the head of Gazprom Export Elena Burmistrova sent warm signals to Poland claiming it was an “infallible client, a great country”. “We are still embroiled in many disputes with the Poles, but at the same time we continue trade negotiations,” she said back then. One could argue that such statements are another benefit of Poland’s diversification efforts.

Poland needs more imported gas, irregardless of the progress of the Baltic Pipe

Poland is following a real diversification plan, which is supposed to be done and dusted at the end of 2022, when the Yamal contract with Gazprom will end. PGNiG decided not to renegotiate the agreement. Some politicians from the governing coalition decided that Poles would stop buying any kind of gas from Russia, once the Baltic Pipe and the expansion of the LNG terminal are done. However, the initial plans for developing Poland’s gas market have failed to respond to the country’s real needs, which is visible in Gaz-System’s forecast, according to which by 2030 the demand for gas in Poland will increase by 50 percent. This year I published my own calculations, which say that Poles will need 2.1-3.8 bcm of gas more, even if the diversification projects are not delayed, including even the Baltic Pipe that should be ready in October 2022. In this light, the problems of the pipe’s onshore section in Denmark, which may or may not delay the entire project, seem secondary in relation to the general direction that Poland is following to become less dependant on the import of gas. Probably Poles will import additional gas from their neighbors due to the fact that the demand is higher than the original forecast. Finally, it is worth adding that this is one of the reasons why the capacity of the planned FSRU (aka the second LNG terminal) in the Bay of Gdańsk is expected to reach between 4 and 8 bcm a year, depending on the demand.

Last choice provider

A higher demand for imported gas in Poland does not actually mean that we will need to automatically sign a deal with Russia’s Gazprom. One should expect that Russians, who want to maximize their sales in the European Union, in view of the energy transition in the EU, will fight for every client. This means they will probably present an attractive price offer to Poland, just like Paweł Majewski, the PGE CEO, expected. One could imagine that Russians will offer a shorter contract, for a smaller volume and without controversial clauses questioned in the EU, and with a low price. They will join the ranks of other potential providers, and Warsaw will be free to make a decision on the basis of its own definition of energy security. One could bring up the example of Ukraine, which thanks support from the US and the EU, stopped buying gas from Gazprom and has been importing gas from the EU since 2015. The gas molecules from the West that are delivered by the Dnieper River probably partially come from Russia, but Kiev does not have to negotiate with Petersburg where Gazprom’s HQ is located, and instead is in talks with western companies that are known for following cooperation standards. Poland will be able to use such a solution if it decides not to use the Russian offer. The physical supply of additional gas may in the future be delivered via the connections with our neighbors: the Polish-Lithuania gas pipeline, the Poland-Slovakia pipeline, the connection with Czechia – Stork, the connection with Germany in Lasów and the reverse flow on the Yamal pipeline on the border with Germany. Poland has a choice and is no longer at the mercy of one main provider, which will lose strategic importance after 2022, because the unfavorable Yamal contract will end. In my opinion, Poland’s historical experiences suggest that we should first look for gas somewhere else. Thanks to the ongoing diversification, the number of alternative offers will be growing, and so the gas price on the market will be going down.

Polska nie jest skazana na Gazprom pomimo problemów Baltic Pipe

– Problemy projektu Baltic Pipe doprowadziły część opinii publicznej do przekonania, że Polska może zostać postawiona pod ścianą i zmuszona do podpisania nowego kontraktu jamalskiego z Gazpromem. Tak nie będzie dzięki dziesiątkom lat dywersyfikacji. Plan A jest realizowany i mamy plan B – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Złota wolność wyboru dostawcy gazu

Dostawy gazu z Rosji to temat rozgrzewający komentatorów właśnie dlatego, że przez lata były sprawą polityczną ze względu na nieprzewidywalność Gazpromu możliwą głównie dlatego, że Polska aż do ukończenia terminalu LNG w Świnoujściu oraz połączeń gazowych z sąsiadami nie miała alternatywnych źródeł dostaw. Egzystencjalne zagrożenie zakręceniem kurka z gazem zniknęło po 2015 roku, kiedy ruszył gazoport i dlatego Polska jest w innej sytuacji niż Ukraina, która nadal jest zależna od tego, czy gaz rosyjski płynie przez jej terytorium, czy nie. Powodem są znaczne przychody z przesyłu oraz konieczność utrzymania ciśnienia w gazociągach przesyłowych. Polacy z kolei mogą sprowadzać gaz z innych źródeł, a jeśli Gazprom z jakichś powodów nie wywiążę się z dostaw, zapłaci karę jak w przypadku przerw dostaw z 2017 roku tłumaczonych problemami technicznymi (zawodniony gaz). Jeżeli zaś Polacy uznają, że cena rosyjska jest niesprawiedliwa, sprawa może trafić przed trybunał arbitrażowy i tak stało się w 2015 roku, by w 2020 roku mogło dojść do wiktorii PGNiG i rozstrzygnięcia, któremu Gazprom całkowicie się podporządkował, wysyłając potem ciepłe sygnały do Polski ustami prezes Gazprom Exportu Jeleny Burmistrowej, która oceniła, że Polska to „niezawodny kontrahent, wspaniały kraj”. – Wciąż prowadzimy wiele sporów z Polakami, ale jednocześnie kontynuujemy negocjacje handlowe – powiedziała wówczas. Należy postawić tezę, że takie wypowiedzi to kolejna korzyść z dywersyfikacji dostaw gazu do Polski.

Polska potrzebuje więcej gazu z importu niezależnie od postępów Baltic Pipe

Polska realizuje plan realnej dywersyfikacji, który miał być gotowy z końcem 2022 roku, kiedy kończy się kontrakt jamalski z Gazpromem. PGNiG zdecydował, że nie będzie renegocjował tej umowy. Część polityków obozu rządzącego uznała, że Polacy przestaną kupować jakikolwiek gaz z Rosji po ukończeniu Baltic Pipe i rozbudowie terminalu LNG. Pierwotne założenia rozwoju rynku gazu w Polsce rozminęły się jednak w z rzeczywistością, czego dowodzi prognoza Gaz-System zakładająca 50-procentowy wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce do 2030 roku. Z moich obliczeń publikowanych w tym roku wynika, że Polacy będą potrzebować 2,1-3,8 mld m sześć. gazu dodatkowo, nawet jeżeli nie będzie żadnego opóźnienia projektów dywersyfikacyjnych w stosunku do terminów deklarowanych do tej pory, to znaczy nawet z Baltic Pipe gotowym na czas w październiku 2022 roku. W tym świetle problemy odcinka lądowego tej infrastruktury w Danii, które mogą, ale nie muszą przełożyć się na opóźnienie całego projektu, wydają się drugorzędne wobec generalnego kursu uzależniającego Polskę od importu błękitnego paliwa. Polacy prawdopodobnie będą sprowadzać dodatkowy gaz od sąsiadów ze względu na zapotrzebowanie większe od prognoz pierwotnych. Warto na koniec dodać, że to między innymi dlatego przepustowość planowanego FSRU (tzw. drugiego gazoportu) w Zatoce Gdańskiej zakłada widełki przepustowości 4-8 mld m sześc. rocznie w zależności od potrzeb.

Dostawca ostatniego wyboru

Większe zapotrzebowanie na import gazu w Polsce nie oznacza jednak automatycznie konieczności podpisania umowy z rosyjskim Gazpromem. Należy się spodziewać, że Rosjanie pragnący maksymalizować sprzedaż w Unii Europejskiej wobec spodziewanego trendu spadku zapotrzebowania na gaz w związku z transformacją energetyczną w Unii Europejskiej, będą walczyć o każdego klienta, a zatem prawdopodobnie przedstawią atrakcyjną ofertę cenową Polakom zgodnie z oczekiwaniem prezesa PGNiG Pawła Majewskiego. Można sobie wyobrazić, że Rosjanie zaoferują kontrakt krótszy, na mniejszy wolumen i bez kontrowersyjnych klauzul kwestionowanych w Unii Europejskiej, a także z niską ceną. Staną jednak w rzędzie innych potencjalnych dostawców, a Warszawa będzie mogła decydować w oparciu o własną definicję bezpieczeństwa energetycznego. Należy przytoczyć przykład Ukrainy, która wspierana finansowo przez USA i Unię Europejską porzuciła dostawy od Gazpromu i realizuje cały import gazu z terytorium unijnego od 2015 roku. Molekuły gazu docierającego z Zachodu nad Dniepr prawdopodobnie częściowo pochodzą z Rosji, ale Kijów nie musi negocjować z Petersburgiem, gdzie znajduje się siedziba Gazpromu, ale firmami zachodnimi znanymi z innych standardów współpracy Takie rozwiązanie będzie możliwe do wykorzystania w Polsce, jeżeli uznamy, że nie chcemy korzystać z oferty rosyjskiej. Dostawy fizyczne dodatkowego gazu mogą docierać w przyszłości przez połączenia z sąsiadami: Gazociąg Polska-Litwa, Gazociąg Polska-Słowacja, połączenie z Czechami Stork, połączenie z Niemcami w Lasowie i rewers Gazociągu Jamalskiego na granicy niemieckiej. Polska ma wybór i nie jest skazana na głównego dostawcę, który utraci znaczenie strategiczne po 2022 roku, bo skończy się niekorzystny kontrakt jamalski. Doświadczenia historyczne – moim zdaniem – każą szukać gazu w pierwszej kolejności gdzie indziej. Postępy dywersyfikacji sprawią, że alternatywnych ofert będzie coraz więcej, a zatem docelowo także cena gazu na rynku będzie coraz niższa.

Służby państw NATO będą razem chronić energetykę przed atakami hybrydowymi i cybernetycznymi | Teksańska wyspa energetyczna znów jest zagrożona przerwami dostaw energii

Służby państw NATO będą razem chronić energetykę przed atakami hybrydowymi i cybernetycznymi | Teksańska wyspa energetyczna znów jest zagrożona przerwami dostaw energii

: Sojusz Północnoatlantycki skierował nowy komunikat ze szczytu w Brukseli z 14 czerwca. Jeden z jego punktów jest poświęcony bezpieczeństwu energetycznemu. Zapowiada wymianę informacji wywiadowczej oraz obronę przed atakami hybrydowymi i cybernetycznymi.

: Kanclerz Angela Merkel odwiedzi Waszyngton 16 lipca by rozmawiać z prezydentem USA Joe Bidenem między innymi o spornym gazociągu Nord Stream 2 bliskim ukończenia. Amerykanie nie rezygnują z sankcji i oczekują porozumienia chroniącego Ukrainę oraz inne kraje zagrożone tym projektem. Póki co Merkel uznała, że rozmowy są na dobrej drodze.

: Amerykański stan Teksas znów jest zagrożony przerwami energii po usterkach z zimy 2021 roku. Tym razem operator ERCOT wzywa firmy i gospodarstwa domowe do oszczędności energii przez dużą liczbę elektrowni wyłączoną z użytku w czerwcu.

Służby państw NATO będą razem chronić energetykę przed atakami hybrydowymi i cybernetycznymi

Sojusz Północnoatlantycki skierował nowy komunikat ze szczytu w Brukseli z 14 czerwca. Jeden z jego punktów jest poświęcony bezpieczeństwu energetycznemu. Zapowiada wymianę informacji wywiadowczej oraz obronę przed atakami hybrydowymi i cybernetycznymi.

NATO/Wojciech Jakóbik

Punkt 59 komunikatu zawiera zapis o tym, że „bezpieczeństwo energetyczne odgrywa istotną rolę z punktu widzenia wspólnego bezpieczeństwa sojuszników” i wymaga godnych zaufania dostaw surowców, dywersyfikacji szlaków i dostawców oraz rodzajów paliw, w tym integracji zrównoważonych źródeł energii, a także łączenia sieci elektroenergetycznych. – Jest niezbędne zapewnienie, że członkowie Sojuszu nie będą wrażliwi na manipulację polityczną lub próby zastraszania z użyciem energetyki, które stanowią potencjalne zagrożenie – czytamy w komunikacie.

Z tego względu kraje NATO mają nadal dywersyfikować źródła dostaw surowców energetycznych zgodnie ze swymi potrzebami i warunkami. – Chociaż te sprawy to głównie odpowiedzialność władz państwowych, sytuacja w energetyce może mieć znaczące implikacje z zakresu polityki i bezpieczeństwa dla Sojuszników i wpłynąć na naszych partnerów – stwierdzają kraje NATO. – Będziemy dalej wzmacniać naszą czujność strategiczną, także poprzez regularne konsultacje sojusznicze i wymianę informacji wywiadowczej, a także wzmacniać nasze powiązania z określonymi organizacjami międzynarodowymi. Będziemy dalej rozwijać zdolność NATO do wspierania władz krajowych przy obronie infrastruktury krytycznej, w tym przeciwko groźnym działaniom hybrydowym i cybernetycznym. Zapewnimy stabilne dostawy energii naszym siłom zbrojnym – uznali autorzy komunikatu.

Rozmowy USA-Niemcy o Nord Stream 2 na dobrej drodze podczas tournée Bidena po Europie

Kanclerz Angela Merkel odwiedzi Waszyngton 16 lipca by rozmawiać z prezydentem USA Joe Bidenem między innymi o spornym gazociągu Nord Stream 2 bliskim ukończenia. Amerykanie nie rezygnują z sankcji i oczekują porozumienia chroniącego Ukrainę oraz inne kraje zagrożone tym projektem. Póki co Merkel uznała, że rozmowy są na dobrej drodze.

Biały Dom/Deutsche Presse Agentur/Wojciech Jakóbik

– Nasze stanowisko nie uległo zmianie – powiedział rzecznik Departamentu Stanu Ned Price. – Naszym celem pozostaje zapewnienie, że Rosja nie będzie mogła używać energetyki jako narzędzia zastraszania Ukrainy ani kogokolwiek innego w regionie – dodał w odniesieniu do sankcji przyjętych przez administrację USA. – Będziemy dalej podejmować stosowne działania przeciwko podmiotom i ludziom zaangażowanym w aktywność objętą sankcjami w celu zademonstrowania naszego dalszego sprzeciwu wobec tego gazociągu – zapewnił Price.

– Prezydent Biden będzie miał możliwość spotkać się z kanclerz Merkel i omówić naszą bliską oraz głęboką relację z Niemcami. Jednakże każda relacja tak ważna i rozległa jak nasza będzie miała obszary braku porozumienia i to jest jeden z nich – powiedział rzecznik. Jego zdaniem administracja USA Joe Bidena przejęła władze w momencie, gdy Nord Stream 2 był gotowy w 90 procentach i były małe szanse na zatrzymanie jego budowy, dlatego teraz sięga po narzędzie dyplomacji w relacjami z Niemcami i Ukraińcami, a także innymi partnerami, w celu zapewnienia, że ten gazociąg nie posłuży do nadużyć.

Amerykanie wprowadzili sankcje przeciwko Nord Stream 2, ale najnowszy pakiet uderzający w operatora tego projektu oraz jego prezesa został zawieszony na czas rozmów z Niemcami. Zwolennicy tego ruchu przekonują, że w ten sposób stał się argumentem w negocjacjach, a przeciwnicy ostrzegają, że umożliwił dokończenie gazociągu bez przeszkód. Administracja USA przekonuje, że dane wywiadowcze potwierdzają niemożliwość zatrzymania projektu Nord Stream 2 z pomocą tych sankcji.

– Rozmowy związane z gazociągiem Nord Stream 2 są na dobrej drodze – powiedziała kanclerz Angela Merkel po rozmowach z prezydentem USA przy okazji szczytu G7 w Wielkiej Brytanii. 15 czerwca Biden odwiedzi szczyt USA-Unia Europejska zorganizowany po raz pierwszy od 2014 roku, a wśród tematów będzie królowała współpraca technologiczna, taryfy na stal i aluminium z Europy, współpraca w sektorze 5G wobec zagrożenia chińskiego. Przedstawiciele Unii poinformowali, że Nord Stream 2 nie pojawi się w agendzie szczytu amerykańsko-unijnego.

Ukraińcy modernizują gazociągi, by sprowadzać gaz z Polski

Operator gazociągów przesyłowych na Ukrainie OGTSUA kontynuuje modernizację połączenia gazowego Komarno-Drozdowicze na granicy z Polską. Ma się zakończyć w połowie 2022 roku i pozwolić na dostawy gazu, na przykład z terminalu LNG lub Baltic Pipe, pod warunkiem gotowości strony polskiej.

OGTSUA/Wojciech Jakóbik

– Dzięki modernizacji główny gazociąg łączący polski i ukraiński system przesyłowy gazu będzie mógł zapewnić płynne dostawy przez 20-30 lat. Nasza firma realizuje modernizację wielkiej skali. Nasz kluczowy cel to zapewnienie nieprzerwanych dostaw gazu po 2024 roku – powiedział prezes OGTSUA Serhiy Makogon. Umowa tymczasowa Komisja Europejska-Ukraina-Rosja o warunkach dostaw gazu rosyjskiego przez terytorium ukraińskie obowiązuje do końca 2024 roku, gwarantując minimalny wolumen. Potem Ukraińcy będą potrzebowali innych źródeł zapewniających ciśnienie niezbędne do utrzymania przesyłu gazu oraz przychody z przesyłu.

OGTSUA podkreśla, że modernizacja Komarno-Drozdowicze przebiegała powoli w latach 2011-2019, kiedy doszło do wymiany 43 km gazociągów, a w ostatnim czasie przyspieszyła z 15 km ułożonymi w 2020 roku i ostatnimi 20 km do ułożenia w latach 2021-22.

Pomimo wysiłków OGTSUA rozmowy na temat umowy długoterminowej o dostawach gazu PGNiG-Naftogaz nie przyniosły rezultatów od wielu lat. Ukraińcy deklarowali, że mogliby sprowadzać z tego kierunku nawet 6 mld m sześc. rocznie. Polacy czekają z niezbędną modernizacją krajowej sieci przesyłowej na kontrakt gazowy.

Teksańska wyspa energetyczna znów jest zagrożona przerwami dostaw energii

Amerykański stan Teksas znów jest zagrożony przerwami energii po usterkach z zimy 2021 roku. Tym razem operator ERCOT wzywa firmy i gospodarstwa domowe do oszczędności energii przez dużą liczbę elektrowni wyłączoną z użytku w czerwcu.

Argus Media/Wojciech Jakóbik

Prace remontowe przy elektrowniach w Teksasie oraz ich usterki połączone z dużym zapotrzebowaniem na energię, które przekracza już 73 000 MW, a także mniejsze dostawy energii ze źródeł odnawialnych sprawiają, że ERCOT został zmuszony do apelu skierowanego do mieszkańców stanu  oszczędzanie energii. Nie jest w stanie powiedzieć, czy seria usterek elektrociepłowni ma związek z atakiem zimy z lutego 2021 roku.

Wcześniej ERCOT szacował, że szczyt zapotrzebowania latem 2021 roku sięgnie 77 144 MW przy dostępnej mocy 86 862 MW, czyli z nadwyżką przekraczającą 15 procent. Niedobory spowodowane usterkami, remontami i mniejszą generacją OZE mogą zmniejszyć tę rezerwę. Teksas nie jest zintegrowany z innymi stanami i nie może w takich sytuacjach polegać na imporcie energii.

A deal on Nord Stream 2 is on the horizon

Russia wants to again use gas for political purposes and force Ukraine to make concessions in turn for maintaining gas transit across its territory, even if Nord Stream 2 is completed. The outline of the deal is now emerging before the Biden-Putin summit in Geneva. In this game Poland may become the guardian of the EU energy security – writes Wojciech Jakóbik, editor in chief at BiznesAlert.pl.

Pushing for a Nord Stream 2 deal

Vladimir Putin, the president of Russia, announced during the International Economic Forum in Petersburg that Ukraine had to “show good will” if it wanted to maintain Russian gas transit across its territory. It was his way of commenting on Kiev’s concerns about the fact that launching the contentious Nord Stream 2 would undermine gas transit from Russia, which is a source in considerable revenue. Rainer Seele the CEO of Austria’s OMV, which is financially engaged in Nord Stream 2, argued on the Russia 1 channel that Ukraine could convince Gazprom to keep sending gas via its territory. “An attractive offer should be made. If you offer good terms, Gazprom will definetely consider them,” he said. Whereas the German Frankfurter Allgemeine Zeitung quoted Steffen Seibertath, spokesman of the German government, who claimed that “the most important thing for the German government is for Ukraine to remain a transit country, even after Nord Stream 2 is launched”. In theory, this solution is guaranteed by the temporary agreement between the European Commission, Ukraine and Russia on maintaining gas transit via Ukraine signed in late 2019. The deal is binding until 2024 and was negotiated with the participation of Germany. President Putin’s words uttered in Petersburg are important in this context. He announced there that the construction of the first out of two lines of the contentious pipeline has been completed. However, in reality the Danish and German sections need to be welded together in the next two weeks. Putin stated that the first line could start delivering gas in 10 days. Earlier Deputy Prime Minister Alexander Novak was more conservative about the entire project, and assessed it could be completed by the end of 2021, two years after the original deadline.

What may the Nord Stream 2 deal include?

Frankfurter Allgemeine Zeitung suggested the temporary agreement on gas transit via Ukraine could be extended beyond 2024. If Ukraine does offer Russia a good transit deal, which is possible as it already offers discounted prices to providers from the European Union that use its infrastructure, including Poland’s PGNiG, such a scenario could take place. In such a case one could imagine that Russia would only use the pipeline’s first line (half of the 55 bcm capacity), leaving the other one free, provided it is finished, which is still up in the air, to offer supply to third parties in line with the regulations of the third energy package imposed by the revised gas directive of the European Union. This would be similar to the solution applied to Nord Stream 1 and its German leg called OPAL. If Germany doesn’t introduce a moratorium on the construction of Nord Stream 2, the parties will have to discuss the so-called shut down mechanism, which would make transit via this pipeline dependent on Russia’s conduct. One could imagine that the supply via Nord Stream 2 could be linked to a transit contract with Kiev, to allow the western clients to decide about their route. Whereas Germany could invest in natural gas and hydrogen transmission infrastructure in Ukraine to calm down Kiev. That’s when Ukraine’s idea to establish a consortium to manage its transmission network by taking over shares in the OGTSUA TSO, first formulated in the first decade of the 21st century, could reemerge. At this point Ukraine’s constitution excludes the possibility of Gazprom owning those shares, but such a variant could come into play if Kiev is pressured by Russia and its western partners that have already generally agreed on the Nord Stream 2 deal. However, the belarussisation of gas pipelines in Ukraine should be avoided. Due to its debts Belarus sold Russia’s Gazprom its gas pipelines in 2011, and consequently its gas policy lost its sovereignty. By the way, it should be said that a possible failure of the talks in Geneva could still lead to the introduction of the suspended US sanctions against the Nord Stream 2 operator and its CEO Matthias Warning. The sanctions that make certification and insurance of a ready gas pipeline impossible are still in force. Only after Americans reverse them, will it be possible to supply gas via Nord Stream 2.

What role could Poland play?

Poles could play an active role in the face of a potential deal on Nord Stream 2.

First, Poland should strive to make this dispute a European problem and make sure the European Commission plays the crucial role in the talks to decrease the impact of the visible concert of powers on the final shape of the deal. The most important element of these endeavors is to transfer the leading role in these talks from Berlin to Brussels, which would go in line with the idea of the joint climate and energy policy.

Second, Poles should include in the talks the issue of natural gas and hydrogen security in case Nord Stream 2 was to become a tool of russification of the EU climate policy. The supply of fuels via the contentious gas pipeline should be curbed by the priorities of the Union’s diversification policy and the by levy on products depending on GHG emissions with the usage of such mechanisms as CBAM.

Third, Poland should to the very end pursue a moratorium on the construction of Nord Stream 2 until the talks on the deal are over, to take the pressure off of the European negotiations, especially Ukraine.

Fourth, Poles should demand that the European Union take political responsibility and Germany business responsibility for the stability of gas transit via Ukraine, and then join the engagement in Ukraine’s gas sector in a way that will ensure fruitful cooperation, which had been already started by Poland’s PGNiG.

Fifth, they should take care of the bilateral context of the Nord Stream 2 talks and demand that Germany make concessions on the joint energy and climate policy in turn for the engagement in the deal on the contentious pipeline. For instance, Germany could show good will by supporting Polish projects, e.g. by agreeing to EU financing for new gas investments, or withdrawing their objection to the construction of nuclear power plants in Poland, or by engaging in such projects.

Układ o Nord Stream 2 na horyzoncie

Układ o Nord Stream 2 na horyzoncie

– Rosja chce znów użyć gazu do polityki i wymusić na Ukrainie ustępstwa w zamian za utrzymanie przesyłu gazu przez jej terytorium nawet w razie powstania Nord Stream 2. Zarys układu w tej sprawie jest coraz bardziej widoczny przed szczytem Biden-Putin w Genewie. Polska może stanąć w tej grze na straży unijnego bezpieczeństwa energetycznego – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Presja na układ o Nord Stream 2

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zapowiedział na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu, że Ukraina „musi pokazać dobrą wolę”, jeśli chce utrzymania przesyłu gazu rosyjskiego przez swe terytorium. Odniósł się w ten sposób do obaw Kijowa o to, że uruchomienie spornego Nord Stream 2 zagrozi mu przerwaniem dostaw gazu z Rosji, które przynoszą istotne przychody. Prezes austriackiego OMV zaangażowanego finansowo w Nord Stream 2 Rainer Seele przekonywał na antenie kanału Rassija 1, że Ukraina może przekonać Gazprom do utrzymania dostaw przez jej terytorium. – Należy złożyć atrakcyjną ofertę. Jeśli zaoferują Państwo moce przesyłowe na dobrych warunkach, Gazprom na pewno je rozważy – mówił. Z kolei niemiecki Frankfurter Allgemeine Zeitung cytuje rzecznika rządu niemieckiego Steffena Seiberta, który uznał, że „dla niemieckiego rządu najważniejsze jest to, że Ukraina powinna pozostać krajem tranzytowym, nawet po wprowadzeniu do użytku Nord Stream 2”. Teoretycznie gwarantem takiego rozwiązania jest porozumienie tymczasowe Komisja Europejska-Ukraina-Rosja z końca 2019 roku o warunkach utrzymania dostaw przez Ukrainę do 2024 roku wynegocjowane z udziałem Niemiec. W tym kontekście istotne są słowa prezydenta Rosji z Petersburga. Putin ogłosił tam, że zakończyła się budowa pierwszej z dwóch nitek tego spornego gazociągu. Faktycznie jednak należy jeszcze zespawać odcinki duński i niemiecki w ciągu około dwóch tygodni. Putin stwierdził, że dostawy przez pierwszą nitkę Nord Stream 2 mogłyby ruszyć za dziesięć dni. Wcześniej wicepremier Aleksander Nowak zachował większy konserwatyzm w sprawie całego projektu oceniając, że mógłby zostać ukończony do końca 2021 roku, dwa lata po pierwotnym terminie.

https://biznesalert.pl/nord-stream-2-sankcje-rozmowy-usa-niemcy-polska-energetyka-gaz/embed/#?secret=wfKLfdAESs

Na czym może polegać układ o Nord Stream 2?

Frankfurter Allgemeine Zeitung dopuścił możliwość wydłużenia umowy tymczasowej o dostawach gazu rosyjskiego przez Ukrainę poza 2024 rok. Gdyby Rosja faktycznie otrzymała od Ukrainy korzystne warunki przesyłu gazu, a jest to możliwe, bo Ukraińcy oferują już rabaty dostawcom z Unii Europejskiej korzystającym z jej infrastruktury, w tym polskiemu PGNiG, taki scenariusz wydaje się możliwy do realizacji. Można sobie wówczas wyobrazić na przykład, że Rosja używałaby tylko pierwszej nitki Nord Stream 2 (połowa z 55 mld m sześc. rocznie przepustowości tej magistrali), pozostawiając drugą, pod warunkiem jej ukończenia, które wciąż nie jest przesądzone, na potrzeby dostaw stron trzecich w zgodzie z przepisami trzeciego pakietu energetycznego narzucanymi przez zrewidowaną dyrektywę gazową Unii Europejskiej analogicznie do rozwiązania stosowanego przez Nord Stream 1 i jego odnogę w Niemczech o nazwie OPAL. Jeżeli nie zostanie wprowadzone niemieckie moratorium na budowę Nord Stream 2 do omówienia pozostanie tak zwany wyłącznik, czyli uzależnienie dostaw przez ten gazociąg od postępowania Rosji. Można sobie wyobrazić, że dostawy przez niego zostałyby powiązane z umową przesyłową z Kijowem, by to zachodni odbiorcy decydowali o ich szlaku. Z kolei Niemcy mogłyby zainwestować w infrastrukturę przesyłową gazu i wodoru na Ukrainie zgodnie z deklaracjami mającymi uspokoić Kijów. Wówczas mógłby powrócić pomysł z pierwszej dekady XXI wieku stworzenia konsorcjum do zarządzania gazociągami ukraińskimi poprzez przejęcie udziałów w operatorze OGTSUA proponowanym przez Ukrainę. Konstytucja ukraińska wyklucza obecnie wpuszczenie do akcjonariatu Gazpromu, ale taki wariant może także wejść w grę, jeżeli Kijów znajdzie się pod presją Rosji oraz partnerów zachodnich umówionych co do zasady w sprawie układu o Nord Stream 2. W tym kontekście należy uniknąć scenariusza belarusyzacji gazociągów na Ukrainie. Białoruś sprzedała rosyjskiemu Gazpromowi gazociągi w 2011 roku ze względu na długi, tracąc podmiotowość polityki gazowej. Na marginesie należy zastrzec, że ewentualne niepowodzenie rozmów w Genewie może jeszcze doprowadzić do wdrożenia zawieszonych sankcji USA wobec operatora Nord Stream 2 oraz jego prezesa Matthiasa Warniga. Z kolei w mocy pozostają sankcje uniemożliwiające certyfikację i ubezpieczenie gotowego gazociągu. Dopiero po ich zdjęciu przez Amerykanów będzie możliwe rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2.

https://biznesalert.pl/nord-stream-2-rozmowy-usa-niemcy-anthony-blinken-ksiazka-energetyka-gaz/embed/#?secret=XOL3uY2e1u

Jaką rolę może odegrać Polska?

Polacy mogą odegrać aktywną rolę w obliczu potencjalnego układu o Nord Stream 2.

Po pierwsze, powinni zabiegać o europeizację sporu i przyznanie najważniejszej roli Komisji Europejskiej w rozmowach w celu zmniejszenia wpływu widocznego koncertu mocarstw na ostateczny kształt porozumienia. Najważniejszym elementem tego działania powinno być przekazanie przewodniej roli w rozmowach z Berlina do Brukseli zgodnie z ideą wspólnej polityki energetyczno-klimatycznej.

Po drugie, powinni wpisać w rozmowy komponent bezpieczeństwa dostaw gazu oraz wodoru na wypadek, gdyby Nord Stream 2 miał stać się narzędziem rusyfikacji unijnej polityki klimatycznej. Dostawy paliw przez sporny gazociąg powinny być ograniczone priorytetami wspólnej polityki na rzecz zróżnicowania dostaw oraz obciążenia produktów w zależności od emisji gazów cieplarnianych z użyciem mechanizmów jak CBAM.

Po trzecie, powinni zabiegać do ostatniego momentu o wprowadzenie moratorium na budowę Nord Stream 2 do czasu zakończenia rozmów o warunkach układu w celu zdjęcia presji z negocjatorów po stronie europejskiej, na czele z Ukrainą.

Po czwarte, powinni domagać się wzięcia przez Unię Europejską politycznie i Niemcy biznesowo odpowiedzialności za stabilność dostaw gazu przez Ukrainę, a potem włączyć się do tego zaangażowania w ukraiński sektor gazowy w sposób gwarantujący owocną współpracę, którą już zapoczątkował polski PGNiG.

Po piąte, powinni zadbać o kontekst bilateralny rozmów o Nord Stream 2, wymagając od Niemców ustępstw w sprawie wspólnej polityki energetycznej i klimatycznej w zamian za zaangażowanie w układ w sprawie tego spornego gazociągu. Przykładowo, Niemcy mogłyby pokazać dobrą wolę poprzez poparcie polskich projektów, na przykład poprzez zgodę na unijne finansowanie nowych inwestycji gazowych czy wycofanie sprzeciwu wobec budowy atomu w Polsce albo poprzez zaangażowanie biznesowe w takie projekty.

Rosjanie grożą Polsce rewanżem na Jamale

Rosjanie grożą Polsce rewanżem na Jamale

– Rosyjska gazeta Wzglad odnosi się do informacji BiznesAlert.pl o planie podporządkowania przepustowości polskiego odcinka Gazociągu Jamalskiego prawu. Rosjanie grożą rewanżem Gazpromu w sądzie, przekonując, że plany Polaków to argument za Nord Stream 2. To łabędzi śpiew, bo stare czasy nie wrócą  – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Imperium energetyczne Polski?

Gaz-System planuje przeprowadzić modernizację tego odcinka po jego przejęciu od EuRoPol Gaz w celu wykorzystania go do dostaw gazu z gazoportu i Baltic Pipe na Wschód o czym pierwszy informował BiznesAlert.pl.

Wzglad przekonuje, że Polacy będą chcieli dokonać tych zmian wbrew Gazpromowi. Rosyjski Instytut Polityki Międzynarodowej oraz Technologii Ekonomicznej Russtrat przekonuje, że ta firma rosyjska będzie mogła się domagać odszkodowania, a w razie jego braku skierować sprawę do sądu. Byłaby to okazja do rewanżu po tym, jak polski PGNiG wygrał spór arbitrażowy z Gazpromem i otrzymał ponad sześć mld złotych zwrotu nadpłaty za zbyt wysoką cenę gazu. Polacy planują zakończyć kontrakt jamalski z tą rosyjską firmą z końcem 2022 roku i nie podpisywać analogicznego w przyszłości. W ten sposób wpływ Gazpromu na rynek polski zmaleje do stopnia wykluczającego nadużycia polityczne znane z historii. Rosjanie będą wykorzystywać nadal dostępne narzędzia, a więc jak widać także spór o Gazociąg Jamalski majaczący już na horyzoncie, do realizacji celów krótko- i długoterminowych.

– Nord Stream 2 może stać się jeszcze ważniejszy dla Rosji w stosunku do planów pierwotnych. Poza tym, że powinien chronić przed ryzykiem przesyłowym na Ukrainie, może być także zabezpieczeniem na wypadek problemów dostaw gazu rosyjskiego przez Polskę – pisze Wzglad. Gazeta rozwodzi się nad planami „imperium energetycznego”, jak nazywa polski pomysł budowy hubu gazowego i plan „arbitralnej dyspozycji” przepustowością Jamału na terytorium naszego kraju. W tym kontekście Rosjanie opisują projekt Baltic Pipe, którego budowa na odcinku morskim już ruszyła i ma się zakończyć w 2022 roku oraz plany połączenia infrastruktury importowej: gazociągu z Norwegii, gazoportu oraz potencjalnego FSRU w Zatoce Gdańskiej z Jamałem w celu rozprowadzenia ich gazu po Polsce. – Polacy mogą przeprojektować pracę Jamału za zgodą Gazpromu lub nie oglądając się na jego zdanie – czytamy w tekście Russtrat. Ten ośrodek spekuluje, że Polacy mogliby domagać się oddania kontroli nad Jamałem w ramach dodatkowej rekompensaty za zbyt wysoką cenę gazu albo z użyciem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta kwestionującego prawo do finansowania Nord Stream 2 przez koncerny zachodnie, ale nie ma podstaw do takich tez.

Faktem jest jednak, że przepustowość Gazociągu Jamalskiego w Polsce już teraz jest udostępniona na aukcjach przepustowości w zgodzie z przepisami europejskimi, których wdrożenie blokował przez lata Gazprom. Polonizacja polskiego odcinka Jamału polegająca na przejęciu kontroli nad tą infrastrukturą przez operatora Gaz-System i włączenie go do rutynowej pracy polskiego systemu przesyłowego tego nie zmieni. Warto przypomnieć, że chimeryczna formuła zarządzania tym gazociągiem nie przystaje do przepisów unijnych zakładających rozdział właścicielski między operatorami infrastruktury a dostawcami gazu. EuRoPol Gaz z udziałami dostawców PGNiG i Gazprom po połowie to recepta na impas oraz relikt historyczny opisywany szczegółowo w innym miejscu w BiznesAlert.pl.

https://biznesalert.pl/gazociag-jamalski-kontrakty-historyczne-rosja-europol-gaz-gaz-system-energetyka-gaz/embed/#?secret=euXa26ulpR

Łabędzi śpiew Gazpromu

Skoro pojawił się pomysł pozwu sądowego w sprawie Gazociągu Jamalskiego, należy się spodziewać, że ten temat wróci po 2022 roku. Jeżeli pojawił się temat Nord Stream 2, należy przygotować się na możliwość, że Rosjanie użyją sporu o Jamał jako argumentu za tą sporną magistralą, który może zostać wykorzystany w razie przeciągającego się sporu o jego budowę, ale także ewentualną prace, która może się opóźnić nawet do 2024 roku według niektórych analityków. Polska działa jednak w zgodzie z przepisami europejskimi, które są parasolem ochronnym przed nadużyciami Gazpromu. Polonizacja mocy Gazociągu Jamalskiego będzie formą domknięcia historii sporu o tę magistralę, a szerzej warunki dostaw gazu rosyjskiego przez i do Polski. Pomimo potencjalnego rewanżu Rosjan, pozwoli unormować do końca pracę polskiego systemu przesyłowego gazu, który przestanie znajdować się pod wpływem Gazpromu w ostatnim punkcie utrzymywania go pomimo szeregu zmian, a ich przeciwnikom pozostaje łabędzi śpiew w prokremlowskich mediach. Jedynie ośrodki prorosyjskie w Polsce mogą niebawem zacząć przekonywać opinię publiczną, że Warszawa powinna zrezygnować ze swych planów.

Budowa Baltic Pipe rusza, ale czy Polska podpisze nową umowę z Gazpromem? (ANALIZA)

Budowa Baltic Pipe rusza, ale czy Polska podpisze nową umowę z Gazpromem? (ANALIZA)

Budowa Baltic Pipe na Morzu Bałtyckim rusza, ale jeśli Polska chce pozostać niezależna od Gazpromu, musi kontynuować dywersyfikację z użyciem projektów, które będzie coraz trudniej finansować w obliczu zaostrzenia polityki klimatycznej. Może potrzebować z Rosji albo innego kierunku 2,1-3,8 mld m sześc. w 2023 roku a długoterminowo FSRU i być może Baltic Pipe 2 – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Rusza budowa Baltic Pipe

Statek Castoro 1 należący do włoskiego Saipemu wyruszy piątego maja z portu w Rotterdamie na budowę morskiego odcinka Baltic Pipe na Morzu Bałtyckim. Inauguracja pracy przy bałtyckim odcinku gazociągu mającego dać gaz norweski Polsce oraz Danii będzie okraszona wystąpieniami polityków, także z Włoch. Na miejscu będą między innymi pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oraz prezes operatora sieci przesyłowej gazu Gaz-System. Polacy liczą na to, że odcinek morski zostanie ukończony do końca 2021 roku. Cały gazociąg ma być gotowy do października 2022 roku i pozwolić na zastąpienie kontraktu długoterminowego z Gazpromem dostawami gazu norweskiego ze złóż pod kontrolą polskiego PGNiG oraz kupionych od producentów pracujących na szelfie norweskim. Tak zwany kontrakt jamalski opiewa na maksymalnie 10,2 mld m sześc. rocznie do końca 2022 roku. Baltic Pipe pozwoli importować do 10 mld m sześc. rocznie od końca przyszłego roku.

Krajowy Dziesięcioletni Plan Rozwoju (KDPR) systemu przesyłowego gazu w Polsce na lata 2022-2031 konsultowany do 12 maja 2021 roku zakłada wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce w dekadę o nawet 50 procent ze szczytami zapotrzebowania rosnącymi o nawet 100 procent względem rekordów notowanych w latach 2019-2021 roku. Jeśli Polska potrzebuje obecnie około 20 mld m sześc. gazu rocznie, to w 2030 roku może to być już 30 mld m sześc., głównie ze względu na transformację energetyczną opalaną w latach dwudziestych gazem ziemnym, bo dopiero w latach trzydziestych ma ją wesprzeć atom. Pozostanie do zapewnienia możliwość utrzymania niezależności od różnych źródeł dostaw gazu zgodnie z unijną regułą N-1, to znaczy realizacji całego zapotrzebowania nawet w razie wyłączenia z użytku jednego ze źródeł dostaw. Do tego dochodzi rozporządzenie dywersyfikacyjne, które określa maksymalny udział dostaw z jednego źródła na 70 procent w latach 2017-2022 oraz 33 procent w latach 2023-2026. Oznacza to, że dostawy z jednego źródła rozumianego jako: punkt wejścia do systemu przesyłowego w Polsce, jak połączenia z krajami spoza Unii Europejskiej, dostawy lądowe oraz morskie liczone według państwa załadunku.

Warto podsumować źródła dostępne z początkiem 2023 roku, kiedy nie będzie już obowiązywał kontrakt jamalski z Gazpromem.

  • Baltic Pipe będzie mógł zapewnić maksymalnie 33 procent dostaw do Polski, a zatem cała jego przepustowość 10 mld m sześc. rocznie będzie mogła zostać wykorzystana przy zapotrzebowaniu około 30 mld m sześc. Zapotrzebowanie w okolicach 20 mld m sześc. rocznie w 2023 roku pozwoli sprowadzać nim 6,6 mld rocznie przy rezerwacji przez PGNiG przepustowości na poziomie 8,2 mld m sześc. rocznie. To liczba orientacyjna, bo Gaz-System przewiduje w KDPR zapotrzebowanie krajowe w wysokości 19,3 mld m sześc. w 2023 roku. Skokowy wzrost zapotrzebowania na gaz ma nastąpić po 2024 roku wraz z pojawianiem się nowych jednostek gazowych.
  • Następne źródła dostępne Polakom to dostawy gazu skroplonego. Terminal LNG w Świnoujściu zostanie rozbudowany do grudnia 2023 roku z obecnych 5 do 8,3 mld m sześc. rocznie, a więc powiększona przepustowość będzie dostępna od 2024 roku. Dostawy LNG w 2023 roku będą mogły wykorzystać w pełni obecną przepustowość gazoportu, czyli 5 mld m sześc., i będą zdywersyfikowane dodatkowo przez fakt, że PGNiG posiada umowy terminowe z kilkoma firmami z USA oraz jedną z Kataru. Instalacja jednostki do magazynowania i regazyfikacji FSRU w Zatoce Gdańskiej nie posiada jeszcze ostatecznej decyzji inwestycyjnej, ale mogłaby zapewnić od 4,5 do 8,2 mld m sześc. rocznie między 2026 a 2027 rokiem.
  • Do dyspozycji będą także połączenia międzysystemowe z sąsiadami. To Gazociąg Polska-Litwa (GIPL) mający powstać do lipca 2022 roku i dawać dostęp do gazu skroplonego z FSRU w Kłajpedzie, w którym to obiekcie PGNiG jest wyłączną firmą przeładunkową do 2024 roku, dzięki czemu będzie mógł sprowadzać gaz gazociągiem i cysternami. Całkowita przepustowość FSRU na Litwie to 4 mld m sześc. roczne, z czego Polacy mogliby użyć 1,9 mld m sześc. zgodnie z mocą dostępną w GIPL w kierunku południowym oraz rozporządzeniem dywersyfikacyjnym. Ten gaz trafi między innymi do Elektrowni Ostrołęka C planowanej w Polsce północno-wschodniej. Kolejny projekt to Gazociąg Polska-Słowacja o przepustowości na północ 5,7 mld m sześć. rocznie, który ma być gotowy w 2021 roku, którego cała moc mogłaby zostać użyta w zgodzie z rozporządzeniem w 2023 roku. Następne źródło to Gazociąg Polska-Czechy o przepustowości 0,5 mld m sześć. rocznie do rozbudowy do mld m sześc. do 2027 roku zamiast projektu Stork II (do 6,5 mld m sześc. rocznie na północ) porzuconego przez czeski Net4Gas. Kolejne źródło to rewers wirtualny na Gazociągu Jamalskim dający dostęp ciągły do 5,5 mld m sześc. oraz przerywany do 2,7 mld m sześc. rocznie. Dostawy z tego kierunku będą zgodne z rozporządzeniem dywersyfikacyjnym. W 2023 roku nie będzie jeszcze zakończona modernizacja Gazociągu Jamalskiego, która pozwoli wykorzystać go do rozprowadzenia gazu z Baltic Pipe oraz LNG na północny wschód Polski, o której to możliwości pisałem w innym miejscu.

Czy Polska podpisze nową umowę z Gazpromem?

To podsumowanie oznacza, że Polska nie będzie potrzebowała umowy bezpośredniej z Gazpromem do realizacji całego zapotrzebowania na gaz w 2023 roku. Będzie mogła jednak skorzystać z takiej możliwości, jeżeli uzna ją za najbardziej opłacalną ekonomicznie. Do dyspozycji będą jednak także dostawcy europejscy w Niemczech, Czechach i Słowacji, z którymi Polacy nie mieli w przeszłości problemów politycznych, jak z dostawcą rosyjskim. Wolność wyboru dostawcy może sprawić, że również relacje z Gazpromem przybiorą charakter czysto handlowy, czego symptomem może być współpraca Rosjan po wyroku trybunału arbitrażowego na korzyść PGNiG w sporze z tą firmą oraz realizacja jego ustaleń bez problemów.

Polska będzie miała w 2023 roku 4 mld m sześc. gazu ziemnego z wydobycia krajowego, 6,6-8,2 mld m sześc. gazu z Baltic Pipe, a także 5 mld m sześc. LNG. Oznacza to, że będzie mogła zapewnić 15,6-17,2 mld m sześc. gazu z punktów wejścia nie licząc kierunku wschodniego. Reszta, czyli około 2,1-3,8 mld m sześc. będzie musiała pochodzić z pozostałych połączeń międzysystemowych. Należy się zatem spodziewać, że Polacy nie podpiszą z Rosjanami żadnej nowej umowy, wybierając dostawcę europejskiego, albo wybiorą kontrakt krótkoterminowy do 2024-27 roku z Gazpromem na mały wolumen podobny do innych zawieranych przez tę firmę w Europie w obecnych realiach.

Ciąg dalszy dywersyfikacji

Sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw paliw gazowych z lipca 2020 roku głosi, że „realizowane przez operatora systemu przesyłowego inwestycje dywersyfikacyjne będą nie tylko odgrywać kluczową rolę dla pokrycia rosnącego zapotrzebowania odbiorców na paliwa gazowe, ale w miarę zwiększania ilości energii elektrycznej wytwarzanej w jednostkach opartych o paliwa gazowe, będą również przyczyniać się w większym zakresie do zapewnienia stabilnych dostaw energii elektrycznej”. „Najistotniejszymi elementem rozbudowy infrastruktury pozwalającej na dywersyfikację dostaw gazu ziemnego do Polski pozostaje budowa gazociągu Baltic Pipe oraz zwiększenie dostępnych zdolności regazyfikacyjnych poprzez rozbudowę terminalu LNG w Świnoujściu i budowę pływającego terminalu regazyfikacyjnego w Zatoce Gdańskiej” – czytamy. Wzrost zapotrzebowania na gaz w Polsce w połączeniu z celem utrzymania niezależności od dostaw gazu z kierunku wschodniego będzie zatem rodził konieczność rozbudowy infrastruktury przesyłowej, a potem dalszego dostosowania jej do przepisów polityki klimatycznej Unii Europejskiej.

Zapotrzebowanie sięgające 30 mld m sześc. rocznie w 2030 roku oznaczałoby konieczność sprowadzania przy bardzo zgrubnych szacunkach do 10 mld m sześc. przez Baltic Pipe, 16,4 mld m sześc. LNG (maksymalne przepustowości gazoportu i FSRU od różnych dostawców) i 3,6 mld m sześc. przez interkonektory na granicach. Oznacza to wielomiliardowe inwestycje w kolejne moce przesyłowe pozwalające nie sięgać po gaz ze Wschodu albo korzystać z niego bez przymusu. Pierwsza opcja to FSRU, a druga do rozważenia to Baltic Pipe 2 pozwalający zmniejszyć zależność od gazu skroplonego. Kolejna fala drogich inwestycji to dostosowanie infrastruktury przesyłowej gazu do transportu gazów odnawialnych jak biometan i wodór, w celu utrzymania wsparcia unijnego oraz uzasadnienia biznesowego pracy tych magistral po 2050 roku, kiedy Unia Europejska chce osiągnąć neutralność klimatyczną, aby nie stały się aktywami osieroconymi. Administracja państwa powinna chronić regulacje pozwalające finansować modernizację infrastruktury w ten sposób w obliczu narastających dyskusji o tym, że środki unijne powinny wspierać jedynie projekty niezwiązane z paliwami kopalnymi, a zatem teoretycznie konwersja gazociągów pod gazy odnawialne może nie wchodzić kiedyś w grę, czego przykładem jest inicjatywa części państw europejskich w sprawie regulacji TEN-E opisana w BiznesAlert.pl. Gdyby zmiana regulacji poszła nie po myśli Polski, wspomniana FSRU mógłby nie zostać wpisany na nową listę Projektów Wspólnego Interesu (PCI), a co za tym idzie nie uzyskałby dofinansowania unijnego z Narzędzia „Łącząc Europę” (CEF). Póki co uzyskała taki status w 2019 roku.

Afera Naftogazu na finiszu sporu o Nord Stream 2 utrudni wysiłki Polsce

Afera Naftogazu na finiszu sporu o Nord Stream 2 utrudni wysiłki Polsce

Prawosławne Święta Wielkiej Nocy upłynęły na Ukrainie pod znakiem niejasnych zmian personalnych w Naftogazie, odpowiedniku PGNiG. Te roszady mogą skomplikować spór o Nord Stream 2 w jego kluczowym momencie i zaszkodzić między innymi Polsce – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Afera Naftogazu

Prezes Naftogazu Andrij Kobolew został odwołany tuż przed Świętami Wielkiej Nocy w kalendarzu prawosławnym. Stało się to po siedmiu latach pracy na tym stanowisku od rewolucji Euromajdanu 2014 roku. Zastąpił go jego przeszły podwładny i rywal Jurij Witrenko. Oficjalny powód odwołania to straty Naftogazu z 2020 roku. Trudno jednak uznać je za faktyczny powód, bo cały sektor gazowy w Europie notował straty w zeszłym roku ze względu na pandemię koronawirusa. Warto także odnotować, że Naftogaz miał historyczne długi wobec państwowej Ukrnafty oraz budżetu krajowego ze względu na nieopłacone rachunki na rynku krajowym w latach 2015-19. Naftogaz wpłacił do budżetu ukraińskiego 141 mld hrywien, czyli 13 procent wpływów budżetowych w 2020 roku, w ramach spłaty długów. Zmiany na rynku detalicznym gazu wprowadzone wiosną 2020 roku miały doprowadzić do stopniowego usunięcia tych zaległości. W okresie prezesury Kobolewa ta firma kontynuowała dialog z USA i Niemcami na temat spornego gazociągu Nord Stream 2 poprzez aktywny lobbing na rzecz zatrzymania jego budowy. Te procesy stanęły pod znakiem zapytania wraz z niespodziewaną zmianą warty w firmie z siedzibą przy kijowskim Chreszczatyku.

28 kwietnia rząd ukraiński odwołał radę nadzorczą oraz prezesa Naftogazu. Rada spotkała się 30 kwietnia i złożyła rezygnację w całości. Czekają ją teraz przejściowe dwa tygodnie okresu wypowiedzenia, w którym będzie przekazywać nadzór nowej ekipie. Oficjalnie Kobolew podziękował za pracę jego zespołu na rzecz reform, a Witrenko zapowiedział ich kontynuację. Jednak zaczął prezesurę od wytknięcia poprzednim władzom „rozczarowujących wyników z 2020 roku” oraz spadku wydobycia gazu nad Dnieprem. Warto przypomnieć, że jeszcze w czasach prezydentury Petra Poroszenki Ukraina ogłosiła, że stanie się niezależna od importu gazu w 2020 roku dzięki zwiększeniu wydobycia krajowego. Witrenko zdaje się wracać do tych planów. – Musimy zmusić Ukrgazwydobywania do większego wydobycia w celu zaspokojenia potrzeb ukraińskich konsumentów – mówił na pierwszej konferencji prasowej. Zapewnił, że przyszłe zmiany personalne będą wynikać tylko z kryteriów merytorycznych. Witrenko chce także walczyć o przeniesienie punktów odbioru gazu ze wschodniej na zachodnią granicę Ukrainy, aby to Naftogaz odpowiadał za dostawy na terytorium ukraińskim. To także pomysł z 2014 roku, który dotąd nie został zrealizowany.

Zmiany w Naftogazie zostały zakwestionowane przez tę spółkę zanim doszło do ich wdrożenia. Jeszcze 28 kwietnia Naftogaz przekonywał w informacji prasowej, że decyzja rządu ukraińskiego o odwołaniu rady nadzorczej była „manipulacją prawną” podważającą zasady zarządzania korporacyjnego spółkami skarbu. Ostrzegał, że propozycja zmian zarządu Naftogazu może zostać przedstawiona tylko przez radę, a nie za pomocą „ręcznego sterowania” z Kijowa. – Pomimo kryzysu oraz rosnących długów partnerów Naftogazu ze względu na luki prawne wynikające z regulacji państwowych, ta firma zdołała wnieść do budżetu 141 mld hrywien przychodu w 2020 roku – przypominała ekipa Kobolewa na progu dymisji. Wspomniała o 57 mld hrywien na koncie Naftogazu pozwalających utrzymać płynność jako jedynej spółce skarbu z takimi rezerwami. – Postępowanie rządu to sygnał do wszystkich spółek kontrolowanych przez państwo. Działanie na rzecz budżetu oraz obywateli Ukrainy nie jest w interesie partykularnych sił politycznych i może zostać ukarane. To jasny sygnał do inwestorów, że warunki pracy spółek na Ukrainie są nieprzewidywalne i mogą się zmienić w zależności od sytuacji politycznej – informował Naftogaz w komunikacie usuniętym już z jego strony.

Zmiany na finiszu sporu o Nord Stream 2

Zmiany w Kijowie wywołały reakcję na Zachodzie. Sekretarz Stanu USA Antony Blinken ma poruszyć ten temat podczas wizyty w stolicy Ukrainy w pierwszym tygodniu roboczym maja. Amerykanie są „głęboko zaniepokojeni” ostatnimi zmianami. – Te działania są najnowszymi przykładami ignorowania najlepszych praktyk i rodzą ryzyko dla ciężko wywalczonego postępu ekonomicznego Ukrainy – ostrzegł rzecznik Departamentu Stanu USA. – Będziemy nadal wspierać Ukrainę w wysiłkach na rzecz wzmocnienia jej instytucji, także poprzez rozwój tych demokratycznych, a także reform zarządzania korporacyjnego, ale przywódcy tego kraju muszą także wykonać swą pracę – dodał. Philip Reeker pełniący obowiązki wicesekretarza stanu do spraw europejskich i eurazjatyckich odpowiedział na pytanie dziennikarzy o to, czy temat Nord Stream 2 oraz Ukrainy pojawi się w rozmowach bilateralnych USA i Niemiec przy okazji szczytu G7. Ambasador Reeker zapewnił, że „Nord Stream 2 pozostaje tematem spornym”. – Będziemy nadal przedstawiać Niemcom nasze poglądy na temat tego projektu, że powinien zostać zatrzymany, prawo, które wprowadziliśmy, ale będzie także wiele innych tematów do omówienia z Niemcami. Będziemy mieli standardową pulę dyskusji bilateralnych na ten temat – zapewnił dyplomata. Przypomniał też, że USA są zaniepokojone procesem nieprzejrzystych zmian w spółce Naftogaz. – Jakiekolwiek próby zmiany sposobu zarządzania oraz wyboru władz w spółkach skarbu są niepokojące – zdradził Reeker. Wspomniał o wsparciu USA zmian nad Dnieprem w sektorze energetycznym wartym 110 mln dolarów. Te tematy mają być z kolei przedmiotem rozmów z prezydentem ukraińskim Wołodymyrem Zełeńskim. – Wzywamy przywódców Ukrainy do przestrzegania praktyki przejrzystego zarządzania korporacyjnego w odniesieniu do zarządzania spółkami skarbu. To dotyczy także sektora energetycznego – dodał dyplomata cytowany przez Biały Dom.

Kontrowersyjne zmiany w Naftogazie pojawiają się w najgorszym możliwym momencie. Barka Fortuna i statek Akademik Czerski kontynuują budowę spornego gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec. Amerykanie nie poszerzają sankcji, a lista podmiotów nimi objętych ma zostać zaktualizowana o nową „czarną listę” do 17 maja zgodnie z przepisami zobowiązującymi do tego Departament Stanu. Widać także zmianę akcentów u największych krytyków Nord Stream 2 w Niemczech. Kandydatka na kanclerz z partii Zielonych Annalena Baerbock przyznała podczas konferencji DFS 2021 zorganizowanej przez niemiecki think tank DGAP, że Nord Stream 2 może zostać ukończony, ale nie należy dopuścić do rozpoczęcia dostaw z jego wykorzystaniem. Odniosła się w tym kontekście do dyrektywy gazowej Unii Europejskiej, której ma zostać podporządkowany ten sporny gazociąg w razie ukończenia. Oznacza to, że już nawet siły najbardziej sceptyczne wobec tego projektu w Niemczech przyznają, że może nie udać się go zablokować, nawet jeśli Zieloni wejdą do rządu po wrześniowych wyborach parlamentarnych. Także we wrześniu 2021 roku ma zakończyć się budowa Nord Stream 2 tak, aby był gotowy do pracy od 2022 roku.

Uderzenie w wysiłki Polski

Afera w Naftogazie nie ułatwi lobbingu przeciwko temu projektowi w Waszyngtonie, który nadal waha się między podjęciem działań realnie zagrażających ukończeniu Nord Stream 2 a znalezieniem rozwiązania we współpracy z Niemcami, które umożliwi jego ukończenie: moratorium na budowę lub wyłącznik dostaw w razie nieodpowiedniego postępowania Rosji. Warto nadmienić, że Ukraina była aktywnym oponentem Nord Stream 2 we współpracy między innymi z rządem Polski. Ministrowie spraw zagranicznych tych krajów wystosowali do USA odezwę na łamach Financial Times o zatrzymanie spornego projektu Nord Stream 2. Obie dyplomacje zabiegały w Waszyngtonie o szybkie działanie, którego nie widać obecnie  w sprawie poszerzenia sankcji. Wciąż jeszcze możliwe jest jednak włączenie Kijowa i Warszawy do ewentualnych rozmów z Niemcami o moratorium lub wyłączniku Nord Stream 2. Afera Naftogazu utrudni współpracę w tym zakresie, a także uderzy w wiarygodność tej firmy liczącej na współpracę z Polakami przy wydobyciu gazu, na którym tak zależy nowemu prezesowi. To także niewątpliwe uderzenie w ewentualny ciąg dalszy rozmów o kontrakcie długoterminowym PGNiG-Naftogaz, które nie przyniosły rezultatu od wielu lat.