Windfall tax, czyli jak zostać Robin Hoodem kryzysu energetycznego?

Były premier Donald Tusk starł się z prezesem PKN Orlen o ceny benzyny obiecując, że ma sposób na obniżkę ceny z obecnych blisko 8 do 5 zł za litr. Jedno z rozważanych rozwiązań to tak zwany windfall tax, którego nie chce wprowadzić Polska – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

PKN Orlen, stacje Benzina na Słowacji. Fot. PKN Orlen

PKN Orlen, stacje Benzina na Słowacji. Fot. PKN Orlen

Skąd wziąć pieniądze na walkę z kryzysem?

Premier Donald Tusk zaproponował zamiast windfall tax obniżenie marży Orlenu i Lotosu w celu uzyskania benzyny po 5,19 zł za litr. Orlen odparował, że byłoby to naruszenie zasad konkurencji na rynku. Warto odnieść te tezy do innej, ważniejszej debaty europejskiej o tak zwanym windfall tax, czyli podatku od niespodziewanych przychodów.

Komisja Europejska zapisała w programie REPowerEU mającym doprowadzić do uniezależnienia Europy od surowców rosyjskich rozwiązania na rzecz uśmierzenia kryzysu cen paliw na stacjach. Z jednej stronu dopuściła pomoc publiczną z limitem cen włącznie oraz możliwość opodatkowania dodatkowych przychodów spółek paliwowych. Międzynarodowa Agencja Energii przekonuje, że jest to sposób na zgromadzenie nawet 220 mld euro do końca 2022 roku, które mogłyby posłużyć do walki z kryzysem energetycznym.

Podatek od niespodziewanych przychodów, czyli tak zwany windfall tax, jest stosowany wobec podmiotów o uprzywilejowanej pozycji na rynku. Zwolennicy tego rozwiązania w Polsce przekonują, że PKN Orlen i Grupa Lotos są uprzywilejowane, dzierżąc większość rynku paliw i mogą z tego tytułu odcinać kupony w dobie wysokich cen surowców. W Polsce znajduje się prawie 8000 stacji paliw. Orlen posiada 1,8 tysiąca a Lotos ponad 500. Fuzja Orlenu i Lotosu ma sprawić w ramach środków zaradczych zarządzonych przez Komisję Europejską, że węgierski MOL zyska ponad 400 stacji Lotosu, a zatem w dyspozycji połączonego koncernu będzie około 2200, czyli jedna czwarta stacji w Polsce. Dla części uczestników debaty o windfall tax w Polsce jest to wystarczający argument za objęciem nim państwowych spółek paliwowych. Innego zdania jest resort klimatu. –  Windfall tax nie wydaje się w Polsce niezbędny. Nie działają u nas podmioty prywatne niemające bezpieczeństwa energetycznego w statuach, które należy opodatkować, aby dywidenda nie uciekała za granicę. U nas działają spółki państwowe – mówiła minister klimatu i środowiska Anna Moskwa w wywiadzie BiznesAlert.pl.

Innego zdania jest minister finansów Magdalena Rzeczkowska, ale ma na myśli kraje inne niż Polska. – Przekładając logikę opodatkowywania nadmiarowych zysków koncernów energetycznych na potrzeby sfinansowania działań osłonowych w poszczególnych krajach na arenę międzynarodową, można pokusić się o stwierdzenie, że w obliczu napaści Rosji na Ukrainę, kraje czerpiące wysokie dochody ze sprzedaży gazu czy ropy naftowej w ramach szeroko pojętej solidarności międzynarodowej z wyniszczaną Ukrainą, mogłyby część środków z nadmiarowych zysków przekazać na wsparcie i odbudowę gospodarki naszego wschodniego sąsiada – powiedziała Polskiej Agencji Prasowej.

Rafinerie w całej Europie zarabiają na drożyźnie

Należy przyznać, że sektor rafineryjny w całej Europie korzysta na wysokich cenach surowców. The Economist oblicza, że typowa marża rafineryjna na Zachodzie sięga 5-10 dolarów za baryłkę. Presja polityki klimatycznej sprawiła, że rafinerie znalazły się na cenzurowanym i są postrzegane jako potencjalne aktywa osierocone. Dlatego Orlen deklaruje brak zainteresowania wejściem do akcjonariatu Rafinerii Schwedt oferowanej przez Niemców po przejęciu jej większościowych udziałów od rosyjskiego Rosnieftu w związku z atakiem Rosji na Ukrainę. Nie ma też wielu chętnych na to aktywo. Ostracyzm wobec rafinerii sprawił, że moce przerobowe takich zakładów poza Bliskim Wschodem i Chinami spadły według Wood Mackenzie o trzy mln baryłek dziennie. Tymczasem inwazja Rosji oraz brak chęci potęg porozumienia naftowego OPEC+ do radykalnego zwiększenia podaży ropy pomimo kryzysu podnoszą cenę surowców, a embargo unijne na ropę rosyjską dostarczaną morzem zwiększa presję na przerób surowca z innych kierunków. Dlatego rafinerie podnoszą marże, które mogłyby się stać potencjalnie celem windfall tax, ale wówczas miałyby mniej środków na zmiany potrzebne do unormowania łańcucha dostaw na stacje benzynowe. To ta operacja powoduje, że firmy paliwowe podnoszą tak zwaną modelową marżę rafineryjną. Wynika ona z prognozy różnicy między ceną ropa a paliwa, które trafia na stację po jej przerobie. Konieczność zastępowania ropy Urals z Rosji dostawami nierosyjskimi, w przypadku Polski głównie saudyjskimi, podnosi koszty, a firmy odbijają je sobie w marżach. Warto jednak odwołać się do tłumaczenia Orlenu, że wyniki finansowe z pierwszego kwartału 2022 roku przywoływane przez PKN Orlen pokazują wzrost marży modelowej o 30 procent w czasie, gdy hiszpański Repsol podniósł je o 54 procent, austriackie OMV o 56 procent a Total o 177 procent. Orlen broni się, że pomimo wzrostu marży odnotował niższe zyski w pierwszym kwartale 2022 roku niż w ostatnim 2021 roku. Tłumaczy, że wyższa marża przekłada się na ceny paliw niższe niż przykładowo w Czechach. U nas litr benzyny kosztował w maju średnio 7,55 zł za litr a Czesi w przeliczeniu na złotówki musieli w tym samym czasie zapłacić średnio 8,64 zł za litr. Warto zaznaczyć, że Czechy nie mają bezpośredniego dostępu do morza i naftoportu w przeciwieństwie do Polaków posiadających taki obiekt w Gdańsku. Z kolei Polacy mają dodatkowy wzrost popytu na benzynę wynikający z obecności uchodźców wojennych oraz współpracy gospodarczej z Ukrainą.

Niektóre kraje decydują się na podatek od niespodziewanych przychodów, a wśród nich są Ciekawy przykład wprowadzenia windfall tax to Węgry, uderzając między innymi w państwowy MOL wspomniany wyżej. Budapeszt przedstawił rozwiązanie będące jaskrawym przykładem wykorzystania furtki pomocy publicznej otwartej przez Komisję Europejską w planie REPowerEU. Windfall tax obejmujący sektory paliwowy, ubezpieczeniowy, reklamowy, lotniczy i telekomunikacyjny ma obowiązywać w latach 2022-23 i zasilić dwa fundusze pozwalające pokrywać limity cen energii dla gospodarstw domowych oraz cen paliw na stacjach zapewniając po 300 mld forintów rocznie, z tego 60 mld forintów od firm paliwowych, czyli prawie 70 mln zł. To rozwiązanie sprawiło, że Węgrzy mają dzisiaj najtańsze paliwo w Europie i jako jedyne zanotowały od lutego spadek, a nie wzrost cen na stacjach. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne. Skutek uboczny tego rozwiązania to fakt, że niektóre firmy postanowiły przerzucić te koszty na klientów. Ryanair na Węgrzech pobiera dodatkowe opłaty za rezerwację z tytułu windfall tax. Ponadto, podatek nie jest w stanie pokryć deficytu sięgającego według agencji państwowej MTI do 2879 mld forintów w maju, a wynikającego częściowo z kosztów limitu cenowego szacowanych na 1,77-2,53 mld euro (708-1012 mld forintów). Koszty windfall tax nałożonego na koncerny paliwowe byłoby trudniej przerzucić na klienta w razie wprowadzenia ceny gwarantowanej paliwa.

Polska woli tarczę antyinflacyjną

Podsumowując, przemysł rafineryjny w całej Europie zarabia na wyższych marżach, które jednak nie przekładają się bezpośrednio na wyniki spółek znajdujące się także pod wpływem innych czynników, jak kurs na porzucenie paliw kopalnych wymagający istotnych inwestycji. Teoretycznie można byłoby wprowadzić windfall tax w Polsce, podobnie jak na Węgrzech czy w Wielkiej Brytanii i finansować z tego źródła walkę z kryzysem energetycznym, na przykład poprzez wprowadzenie ceny maksymalnej paliwa. Póki co jednak zanosi się na przedłużenie funkcjonowania tarczy antyinflacyjnej, która doprowadziła do obniżki VAT i akcyzy na paliwa, bez których cena benzyny na stacjach mogłaby być jeszcze wyższa.

Nowy Rok pod znakiem drożyzny. O ile wzrosną rachunki za energię i gaz w 2022 roku?

Nowy Rok pod znakiem drożyzny. O ile wzrosną rachunki za energię i gaz w 2022 roku?

Jeśli ceny energii wzrosną o 20 procent a ceny gazu o 40 procent, to uderzenie drożyzny zostanie złagodzone przez dodatek osłonowy i rozsmarowanie taryfy gazowej na trzy lata. Nie będzie za to rekompensat cen energii i nie ma co liczyć na całkowite zniwelowanie podwyżek – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Drożyzna w Nowym Roku

Radio Zet dotarło do wysokości podwyżek cen energii i gazu, które ma przedstawić Urząd Regulacji Energetyki w dniu 16 grudnia. Nowe taryfy będą obowiązywać od początku 2022 roku. Według Radio Zet ceny energii mają wzrosnąć przez nie o około 20 procent w gospodarstwach domowych. Ceny gazu mają wzrosnąć przez nowe taryfy o około 40 procent w grupie ogrzewającej domy piecykami i około 10 procent w przypadku użytkowników kuchenek.

Ulgi i subsydia na rynku energii

Ustalenia Radio Zet sugerują, że URE przedstawi nowe taryfy w kształcie odbiegającym od warunków rynkowych. Gdyby miały odzwierciedlać faktyczne podwyżki cen energii, uprawnień do emisji CO2 i gazu na rynku, musiałyby wynosić nie 20 i 40 procent, a odpowiednio 40-60 i nawet ponad 100 procent. Producenci energii na czele ze spółkami skarbu państwa mogą ograniczyć swe apetyty kierując się względami innymi niż rachunek ekonomiczny i spotkać się z URE pośrodku. Podwyżka na rachunku za energię elektryczną o 20 procent sugerowałaby, że wnioskowali o około 40 procent podwyżki ceny w taryfie, czyli o wysokość pojawiającą się już nieoficjalnie od dłuższego czasu. Należy się spodziewać, że podwyżki cen energii zostaną złagodzone dzięki mechanizmom tarczy antyinflacyjnej na czele z dodatkiem osłonowym zastępującym rekompensaty cen energii proponowane jeszcze przed tarczą.  Warto przypomnieć, że są to ulgi VAT oraz akcyzy z jednej strony i dopłaty do rachunków za energię z drugiej. Ceny energii dla gospodarstw domowych mają mieć zerową akcyzę i niższy VAT (5 zamiast 23 procent)Do tego dochodzi dodatek osłonowy w wysokości od 400 do 1150 zł rocznie w zależności od dochodu oraz 500-1437,5 zł tam, gdzie domy ogrzewane są węglem, który także podrożał. Przez tę ostatnią zmianę koszt budżetowy tego wsparcia to 4,7 mld zł podniesiony dzięki poprawce klubu Prawo i Sprawiedliwość złożonej przez Krzysztofa Tchórzewskiego. – Zwiększenie tego dodatku osłonowego dla gospodarstw domowych wykorzystujących węgiel dla celów ogrzewania indywidualnego, ma na celu ochronę odbiorcy wrażliwego ekonomicznie przed znacznymi podwyżkami cen tego surowca, które są obecnie zauważalne i które przekładają się na wymierny wzrost kosztów ogrzewania – tłumaczył w Sejmie.

Jeżeli zatem podwyżka cen energii w taryfie o 40 procent przyniosłaby podwyżkę rachunków o 20 procent, czyli niecałe 400 zł rocznie, należy się spodziewać, że najbiedniejsi mniej ją odczują w Nowym Roku dzięki obniżkom obciążeń dzięki ulgom VAT i akcyzy, choć będą musieli złożyć wniosek o dodatek w gminie. Jego wzór ma zostać przedstawiony w drodze rozporządzenia. Dodatek zostanie wypłacony w dwóch ratach w 2022 roku. Należy się spodziewać dalszych podwyżek, więc je także będzie łagodził. Nie będzie natomiast rekompensat cen energii proponowanych przez ministerstwo klimatu i środowiska w przeszłości. – Dodatek osłonowy zastąpi rekompensaty za energię elektryczną dla gospodarstw domowych – tłumaczy w komentarzu dla BiznesAlert.pl. – Projektowana regulacja stanowi mechanizm ochronny w kontekście obserwowanego nie tylko na krajowym, ale i unijnym rynku wzrostu cen energii elektrycznej i gazu ziemnego. Sytuacja ta powoduje obawę przed obniżeniem stopy życiowej, zwłaszcza w stosunku do gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym oraz gospodarstw domowych o niskich dochodach, ponieważ koszty energii pochłaniają znaczną część budżetów domowych ich mieszkańców. Projekt resortu klimatu i środowiska ma na celu zapewnienie wsparcia dla dużej grupy ok. 6,84 mln gospodarstw domowych w Polsce, w tym również gospodarstw najuboższych energetycznie, w pokryciu części kosztów energii oraz w pokryciu powiązanych z nimi rosnących cen żywności. Proponowane wsparcie finansowe w postaci dodatku osłonowego wspomoże ich budżety oraz zwiększy poczucie bezpieczeństwa energetycznego i socjalnego. Dodatek osłonowy jest częścią, przedstawionej w listopadzie 2021 tego roku przez premiera Mateusza Morawieckiego, tzw. tarczy antyinflacyjnej – rozwiązaniem przygotowanym jako narzędzie pomocowe gospodarstwom domowym w 2022 roku – tłumaczy resort klimatu.

Rozsmarowanie taryfy na rynku gazu

Z kolei taryfa gazowa podniesiona o 20 procent, może przełożyć się na podwyżki o około 15 procent przy ogrzewaniu całych domów i 10 procent w przypadku kuchenek. Jednakże i tutaj zostanie zastosowane wsparcie państwa za pomocą ustawy zmieniającej prawo energetyczne, która pozwoli dostawcom gazu rozłożyć koszty podwyżki na 36 miesięcy. Firmy dostarczające gaz będą mogły w Nowym Roku przedstawić klientom niższą podwyżkę i „rozsmarować ją” na trzy lata, mając perspektywę zwrotu i mogąc przez to liczyć na kredyty gwarantujące płynność. Ceny gazu na giełdzie wzrosły tak znacznie, że pożyczki były niezbędne do obsługi umów gazowych, na przykład kontraktu jamalskiego. To dlatego PGNiG pożyczyło 2,7 mld złotych na dziewięć miesięcy. – W opinii zarządu PGNiG pozyskanie finansowania zewnętrznego w wyniku zawarcia wyżej wymienionych Umów Dodatkowych pozwoli zachować elastyczność prowadzenia bieżącej działalności GK PGNiG w czasie utrzymywania się wysokich cen paliwa gazowego na giełdach energii, w tym m.in. na Towarowej Giełdzie Energii w Polsce, Title Transfer Facility w Holandii oraz Trading Hub Europe w Niemczech, na których ceny paliwa gazowego stale przekraczają w okresie IV kwartału 2021 roku poziom 70 euro za megawatogodzinę, zarówno na rynku dnia bieżącego/następnego, jak i na rynku terminowym w perspektywie najbliższych miesięcy. Środowisko wysokich cen gazu wpływa na zwiększone zapotrzebowanie spółek z GK PGNiG na środki pieniężne wynikające z tymczasowo zwiększonych poziomów należności i regulowanych zobowiązań za zakup gazu, wysokiego poziomu zapasu gazu w podziemnych magazynach gazu oraz wyższej wartości koniecznych depozytów zabezpieczających dla transakcji giełdowych i finansowych związanych z obrotem paliwem gazowym – podaje spółka. Bez zmiany ustawy przedstawionej wyżej to rozwiązanie nie byłoby możliwe bez jednorazowej, kilkusetprocentowej podwyżki cen gazu. Należy się zatem spodziewać, że podwyżka taryfy gazowej przełoży się w mniejszym stopniu na koszty ogrzewania, które wzrosną mniej niż wyliczyłem wyżej w zależności od tego w jaki konkretnie sposób dostawcy gazu „rozsmarują taryfę”. Wiadomo jednak, że podwyżka utrzyma się dłużej, nawet jeśli ceny gazu zaczną spadać w drugim lub trzecim kwartale. Nie jest to jednak pewne przez rekordowo niskie zapasy gazu i przewidywania Agencji Rozwoju Przemysłu, która przewiduje utrzymanie rekordowej ceny błękitnego paliwa do jesieni 2022 roku. Potem z kolei przyjdzie nowy wzrost zapotrzebowania w sezonie grzewczym, więc trudno bezpiecznie założyć, że ulga drożyźnie na rynku gazu nastąpi już wiosną.

Taniej już było

Rynek polski nie może nie uwzględniać trendów światowych i rekordowych podwyżek cen energii oraz gazu na giełdach. Jednakże rozwiązania obniżające obciążenia z jednej strony (warte pochwały) i dotujące ceny (kontrowersyjne przez rosnącą presję inflacyjną) mogą zmniejszyć, ale nie zniwelować podwyżki cen energii oraz gazu. Rozwiązanie na rynku energii pomoże najbardziej potrzebującym. Działanie na rynku gazu powinno podnieść rachunki za gaz wszystkim o mniej, ale na dłużej. Kryzys energetyczny może zwiększyć ubóstwo energetyczne Polaków, a przez to uderzyć w gospodarkę. Jednakże rozrośnięte środki zaradcze skurczą budżet, a w przypadku subsydiów mogą podnieść inflację zamiast ją obniżyć. Nie ma jednak dobrego rozwiązania krótkoterminowego. Długoterminowo pomogą tylko reformy obniżające ceny na stałe: transformacja energetyczna i uniezależnienie od zmienności cen surowców.

Lekarstwo na drożyznę może być gorsze od choroby

Lekarstwo na drożyznę może być gorsze od choroby

Ledwie nagraliśmy Spięcie BiznesAlert.pl o wzrostach cen energii w 2022 roku, a rząd przedstawił tarczę inflacyjną, która faktycznie może je nieco ograniczyć i to jest dobra wiadomość. Tymczasem może przebić ją zła wieść z ostatniej chwili. Nowy szczep koronawirusa już teraz straszy rynki spowolnieniem, które obniży ceny, ale może być lekarstwem na drożyznę gorszym od choroby – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Czytaj dalej„Lekarstwo na drożyznę może być gorsze od choroby”