Służby ostrzegają, że protest Zielonych przeciwko atomowi w Polsce może mieć ten sam cel co Rosjanie

Służby ostrzegają, że protest Zielonych przeciwko atomowi w Polsce może mieć ten sam cel co Rosjanie

USA: Nie mogliśmy zatrzymać Nord Stream 2, więc mówiliśmy Niemcom o oczekiwaniach Polski i Ukrainy

Doradca Departamentu Stanu USA Derek Chollet odwiedził Polskę i Ukrainę, by rozmawiać o spornym projekcie Nord Stream 2, w sprawie którego Amerykanie oraz Niemcy przyjęli deklarację zawierającą zapewnienia wsparcia gospodarczego Europy Środkowo-Wschodniej oraz ewentualnych sankcjach wobec Rosji.

– Za kadencji Joe Bidena nałożono 19 sankcji na konsorcjum budujące Nord Stream 2. Niestety to nie wystarczyło, aby powstrzymać budowę, która dziś jest zakończona mniej więcej w 99 proc. Uznaliśmy więc, że po prostu nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać. Oczywiście, mogliśmy nakładać jeszcze dalej idące restrykcje na Niemcy, ale nawet to nie zablokowałoby Nord Stream 2. Podcięłoby za to relacje transatlantyckie. To byłby prezent dla Władimira Putina – tłumaczy Derek Chollet, doradca Departamentu Stanu USA, w rozmowie z Rzeczpospolitą. – Chcieliśmy wprowadzić rozwiązania wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne, w szczególności dla Ukrainy, ale też dla Polski, choć jej sytuacja pod tym względem jest znacząco lepsza. Podjęliśmy więc twarde negocjacje z Niemcami, w znacznym stopniu wychodząc od oczekiwań, jakie usłyszeliśmy od naszych ukraińskich i polskich partnerów.

– Rosja nie może użyć dostaw energii jako broni, a jeśli to zrobi, poniesie konsekwencje. Mogą to być sankcje, ograniczenie przepływu gazu. Jest tu szereg możliwości – powiedział w odniesieniu do zapowiedzi sankcji przeciwko Rosji z deklaracji USA i Niemcy. Odniósł się także do propozycji gospodarczych i przyznał, że część zapisów dotyczy Polski. – W to wpisuje się większe zaangażowanie w projekt Trójmorza, którego Polska była inicjatorem. 

Rzeczpospolita/Wojciech Jakóbik

Aktywiści z Polski walczą z „fobią antyatomową” w Niemczech

Polska inicjatywa FOTA4Climate protestowała w Niemczech przeciw decyzji o zamknięciu sześciu działających elektrowni jądrowych.

– Akcja przeciw decyzji Angeli Merkel odbyła się w  Hamelin, miasteczku nieopodal którego pracuje elektrownia jądrowa. Działacze F4C tłumaczą, że elektrownia Grohnde ma 35 lat i co najmniej jeszcze drugie tyle mogłaby dawać czysty prąd. Wyłączenie do 2022 roku wszystkich elektrowni jądrowych, uznają za złą decyzję klimatyczną i polityczną. W konsekwencji oznacza bowiem skokowy wzrost emisji gazów cieplarnianych ze spalania węgla i gazu – informuje F4C.

– Przyroda nie może być zakładnikiem anty-atomowych fobii – punktował Adam Błażowski, lider FOTA4Climate, podczas swojego przemówienia w  Hamelin. – Protestujemy w Niemczech, bo to nie jest wewnętrzna sprawa Niemiec, że zamykają przyjazne klimatowi źródła energii.  Żeby zbilansować tę stratę inne kraje, wśród nich Polska, będą musiały starać się jeszcze mocniej, żeby zredukować emisje gazów cieplarnianych. To nie jest europejska solidarność. Klimat jest ważniejszy niż polityka jednego kraju. Wiemy, że transformacja energetyczna jest trudna, ale energiewende jest po prostu szkodliwa dla nas wszystkich – tłumaczył zgromadzonym.

Podobnie Andrzej Gąsiorowski z F4C podkreślił, że elektrownia, wraz z sześcioma innymi, zostanie zamknięta w imię doraźnych interesów politycznych i ekonomicznych. – Niemiecki rząd wie, że będzie to oznaczać ogromny wzrost emisji w Niemczech, i że wyjście z atomu ma wszelki potencjał, aby ostatecznie zniszczyć wszelkie dążenia ludzkości do dekarbonizacji, o ile kiedykolwiek takie się pojawiły, bo nie jest to oczywiste.

Aktywiści z FOTA4Climate zwracają uwagę, że wyłączenie energetyki jądrowej wiąże się z przedłużeniem działania elektrowni węglowych co najmniej do 2038 roku, a to je ze względu na klimat powinniśmy zamykać w pierwszej kolejności. Dlatego podczas protestu domagali się wprowadzenia w Unii Europejskiej zakazu zamykania działających elektrowni jądrowych. 

F4C przypomina, że w proteście w Dolnej Saksonii wzięli również udział działacze Nuklearia i Mothers for Nuclear Deutschland – Österreich – Schweiz. Obok protestu przed elektrownia jądrowa Grohnde w Dolnej Saksonii, odbyły się pikiety W Polsce przed ambasadą Niemiec w Warszawie oraz konsulatem we Wrocławiu.

FOTA4CLIMATE/Wojciech Jakóbik

Rosjanie zapłacą Unii Europejskiej nawet miliard euro rocznie za CBAM

Dziennik rosyjski RBK dokonał obliczeń na temat kosztów wprowadzenia przez Unię Europejską obciążeń zależnych od emisji CO2 towarzyszących produkcji towarów eksportowanych z terytorium rosyjskiego. Moskwa może zapłacić nawet 1,1 mld euro rocznie przez ten mechanizm, w skrócie CBAM, gdy wejdzie w pełni w życie w 2035 roku.

Obliczenia resortu bazują na danych z 2020 roku oraz parametrach CBAM przedstawionych przez Komisję Europejską. Największa część obciążeń mogłaby spaść na producentów żelaza i stali (655,1 mln euro) oraz nawozów (397,9 mln), aluminium (74,8) i cementu (0,6). Ministerstwo gospodarki Rosji jest odpowiedzialne za negocjacje handlowe z Unią Europejską. Doprowadziło do wprowadzenia przepisów zobowiązujących producentów rosyjskich do publikacji danych o emisji gazów cieplarnianych towarzyszących produkcji od 2023 roku. Rosyjskie Rusal i NLMK już publikują takie informacje.

Obliczenia RBK zostały potwierdzone przez ministerstwo rozwoju gospodarczego Rosji, które dokonało wcześniej własnych szacunków cytowanych przez BiznesAlert.pl.

RBK/Wojciech Jakóbik

Służby ostrzegają, że protest Zielonych przeciwko atomowi w Polsce może mieć ten sam cel co Rosjanie

Rzecznik ministra koordynatora do spraw służb specjalnych Stanisław Żaryn ostrzega, że protesty niemieckich Zielonych przeciwko atomowi w Polsce może mieć ten sam cel co działania Rosjan przeciwko temu projektowi.

Żaryn przypomina, że niemieccy Zieloni zorganizowali protest przeciwko budowie elektrowni jądrowych w Polsce z udziałem parlamentarzysty polskiego z Partii Zielonych Tomasza Aniśko. – Protest został omówiony przez media niemieckie, które cytowały polskiego posła ostrzegającego przed zagrożeniami związanymi ze składowaniem odpadów nuklearnych. Aniśko wezwał także do przekierowania środków na atom ku inwestycjom w energetykę odnawialną – napisał Żaryn na Twitterze.

– Z kolei niemiecka polityk biorąca udział w proteście ostrzegała, że polska elektrownia jądrowa uderzy mocno w Niemcy. Wyraziła też nadzieję, że Berlin „weźmie sprawę na poważnie i będzie informował obywateli najbardziej zagrożonych tym projektem, a także sprawi, że rząd polski wycofa się ze swych planów – pisze dalej Żaryn. – Posłowie z Polski i Niemiec przekonują, że elektrownie jądrowe to rozwiązanie archaiczne i ostrzegają, że energetyka jądrowa wiąże się z wysokim ryzykiem dla przyszłych pokoleń pod względem wytwarzania oraz składowania odpadów.

– Ten niemiecki protest to ingerencja w debatę publiczną na temat pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Działalność niemieckich Zielonych w sferze informacyjnej ma na celu destabilizację tego ambitnego projektu. W ostatnich tygodniach mogliśmy zaobserwować większą intensywność skoordynowanych działań mediów rosyjskich – w tym tub Kremla – wymierzonych w Program Polskiej Energetyki Jądrowej. Działalność strony niemieckiej w tej sprawie może mieć taki sam cel jak Rosjanie – podsumował rzecznik koordynatora do spraw służb specjalnych.

Twitter/Wojciech Jakóbik

Rosjanie przyznają, że Gazprom może celowo ograniczać dostawy gazu do Unii z Nord Stream 2 w tle | USA apelują do OPEC+ o luzowanie porozumienia naftowego. Przyjrzą się podwyżkom cen benzyny

Rosjanie przyznają, że Gazprom może celowo ograniczać dostawy gazu do Unii z Nord Stream 2 w tle

Dalsza obniżka dostaw gazu przez Gazociąg Jamalski wywołała nowy rekord ceny gazu na giełdzie europejskiej sięgający 570 dolarów za 1000 m sześc. (46,6 euro za megawatogodzinę). Gazprom może podnosić cenę w celu maksymalizacji zysku albo promocji spornego Nord Stream 2 mimo przeszkód.

Spadek dostaw przez Jamał-Europa to bezpośrednia przyczyna kolejnego wzrostu ceny – pisze Kommiersant. Dostawy tą magistralą spadły p 44 procent do 0,84 mln m sześc. na godzinę w związku z usterką wywołaną pożarem w instalacji Urengoj, o której wielokrotnie pisał BiznesAlert.pl. Wczoraj informowaliśmy o poprzednim rekordzie 540 dolarów za 1000 m sześc.

Całkowity spadek dostaw Gazpromu do Europy wyniósł sześc. procent, czyli 30 mln m sześc. dziennie. Gazprom Export przekonuje, że wypełnia wszelkie prośby o dostęp do dostaw ciągłych z wykorzystaniem dostępnych możliwości i szlaków, ale część komentatorów oskarża go o celowe ograniczanie dostaw gazu z przyczyn biznesowych: w celu podniesienia ceny i maksymalizacji zysku albo politycznych: w celu promocji jak najszybszych dostaw przez sporny gazociąg Nord Stream 2 pomimo ograniczeń regulacyjnych i sankcji, które póki co je uniemożliwiają.

– Nie jest całkowicie jasne, czy spadek dostaw przez Jamał-Europa to absolutnie wymuszony krok czy część strategii rynkowej Gazpromu – pisze Kommiersant, nie sięgając do interpretacji politycznych popularnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Przyznaje, że przerób kondensatu w celu wytworzenia LPG, którego dostawy także zostały ograniczone przez incydent Gazpromu, jest prowadzony razem z oczyszczaniem gazu ziemnego więc oba procesy zostały zatrzymane razem do czasu usunięcia usterki. Tymczasem dotknięte nią złoże Zapolarnoje z rocznym wydobyciem w wysokości 130 mld m sześc. jest dedykowane pokryciu szczytów zapotrzebowania.

Kommiersant próbuje tłumaczyć działanie Gazpromu celem zapełnienia magazynów w Federacji Rosyjskiej do pełnej mocy 72,3 mld m sześc. z obecnych 60,6 mld m sześc. Jednak ten ruch także wskazywałby na cel promocji Nord Stream 2. – Gazprom powinien wtedy mieć wolną ilość gazu dla Europy do 15 października. Także wtedy może zostać oddana do użytku pierwsza nitka Nord Stream 2, która pozwoli słać dodatkowy gaz, a Europa będzie musiała się liczyć z wysoką ceną gazu zimą i niemożliwością pokrycia szczytów zapotrzebowania ze względu na niskie zapasy w jej magazynach – pisze gazeta rosyjska.

Operator gazociągów na Ukrainie nie ma wątpliwości. – Ukraina nadal oferuje dodatkowe moce przesyłowe, ale Gazprom nie okazuje zainteresowania – pisze prezes OGTSUA Sierhiy Makogon na Facebooku. – Jeśli Gazprom nie ma dodatkowego gazu dla Unii Europejskiej, to po co buduje Nord Stream 2, skoro ma do dyspozycji gazociągi na Ukrainie? Jeśli ma gaz, ale Gazprom nie chce dostarczyć go więcej do Unii i próbuje maksymalizować zysk, czy jest dostawcą godnym zaufania z punktu widzenia Unii? – pyta retorycznie.

Kommiersant/Facebook/Wojciech Jakóbik

USA apelują do OPEC+ o luzowanie porozumienia naftowego. Przyjrzą się podwyżkom cen benzyny

Wysokie ceny benzyny skłaniają USA do kolejnego apelu do krajów OPEC+ o zwiększenie wydobycia ropy naftowej, ale i szukania winnych podwyżek cen benzyny na rynku krajowym.

– Chociaż OPEC+ zdecydowała się ostatnio na zwiększenie wydobycia, nie wynagrodzi ono poprzednich cięć wprowadzonych przez tę organizację w czasie pandemii do 2022 roku. To po prostu za mało w krytycznym momencie odrodzenia gospodarczego na świecie – pisze doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Białego Domu Jake Sullivan w stanowisku na ten temat.

– Chociaż nie jesteśmy członkami OPEC, USA zawsze będą rozmawiać z partnerami międzynarodowymi o sprawach mających znaczenie dla naszych spraw bezpieczeństwa i gospodarki publicznie oraz prywatnie. Jesteśmy zaangażowani w dyskusję z określonymi krajami członkowskimi OPEC+ o znaczeniu konkurencyjnego rynku dla cen. Konkurencja zapewni godne zaufania i stabilne dostawy surowców, a OPEC+ musi zrobić więcej, by wesprzeć odbudowę gospodarczą – pisze Sullivan.

Cena benzyny w USA wzrosła o ponad dolara w ostatnim roku i przekroczyła trzy dolary za galon. Porozumienie naftowe OPEC+ po decyzji z lipca zakłada zwiększenie wydobycia ropy o 400 tysięcy baryłek dziennie co miesiąc od sierpnia do końca 2022 roku. Rosnąca cena ropy sięgająca już około 70 dolarów za mieszankę Brent zwiększa rentowność wydobycia w USA, które nadal nie wróciło do 13 mln baryłek dziennie z rekordowego okresu sprzed pandemii koronawirusa. Amerykanie mają także zbadać ewentualne działania nielegalne podnoszące cenę baryłki za pośrednictwem Federalnej Komisji Handlu.

Biały Dom/Wojciech Jakóbik

Kommiersant apeluje o aktywną politykę klimatyczną Rosji w obronie Gazpromu i nie tylko | Elektrownia Połaniec nie musi zwracać pomocy pomimo sporu o biomasę

Kommiersant apeluje o aktywną politykę klimatyczną Rosji w obronie Gazpromu i nie tylko

W odpowiedzi na nowy raport IPCC o zmianach klimatu rosyjski Kommiersant apeluje o aktywną politykę klimatyczną Rosji. – Przykładowo władze potęg nuklearnych inwestują w arsenał pocisków miliardy dolarów, chociaż wiedzą, że te nigdy nigdzie nie polecą. Takie inwestycje są uważane, za uzasadnione, bo obniżają ryzyko wielkich strat w razie wojny i można znaleźć analogię ze zmianami klimatu – pisze Juri Borsukow.

Autor apelu odnosi się do raportu Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, z którego wynika, że należy przyspieszyć działania na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych w celu ograniczenia wzrostu temperatury globalnej zgodnie z porozumieniem paryskim. – Piszę o tym w dziale ekonomicznym z prostego powodu. Rosnące napięcie w zachodnich społeczeństwach wokół ochrony klimatu osiągnęło stopień, w którym należy spodziewać się decyzji politycznych, z których część może być bardzo bolesna dla firm rosyjskich. Przykładem może być unijny podatek węglowy (CBAM – przyp. red.). Ostatecznie świat prawdopodobnie wprowadzi globalne obciążenia emisji i będzie logiczne, jeśli Rosja będzie przewodzić temu procesowi zamiast zbierać nieprzyjemne owoce w sektorze ropy i gazu – pisze Borsukow. Jego zdaniem najlepsze wyjście to inwestycja w wychwyt i składowanie CO2 w tym sektorze.

Warto przypomnieć, że Rosjanie planują wykorzystać gazociąg Nord Stream 2 do dostaw wodoru uznawanego za paliwo zeroemisyjne. Chcą w tym celu wytwarzać go ze źródeł bezemisyjnych jak OZE czy atom, ale także pozyskiwać z gazu przy jednoczesnym wychwycie i składowaniu CO2 (CCS). Operator projektu Nord Stream 2 AG zapewnia, że wodór może popłynąć nowym gazociągiem z Rosji już w 2030 roku.

Kolejne wyliczenia pokazują wysokie koszty wprowadzenia obciążeń emisji CO2 na granicy Unii Europejskiej do opłacenia przez Rosję. CBAM ma kosztować Rosjan ponad 760 mld rubli w okresie 2026-35 według badania Petromarket widzianego przez Wiedomosti. CBAM polega na opodatkowaniu produktów importowanych spoza Unii w zależności od emisji CO2 towarzyszącej ich wytworzeniu. Kraje z własnym systemem handlu emisjami CO2 na wzór unijnego miałyby być zwolnione z CBAM. Petromarket szacuje, że sektor petrochemii gazowej w Rosji zapłaci ponad 175 mld rubli za emisje CO2 towarzyszące produkcji towarów docierających do Unii, jak na przykład etylen, propylen, butan i tym podobne owoce przerobu ropy oraz gazu.

Kommiersant/Wiedomosti/Wojciech Jakóbik

Elektrownia Połaniec nie musi zwracać pomocy pomimo sporu o biomasę

Ministerstwo klimatu i środowiska umorzyło podstępowania w sprawie możliwości nieprawidłowego wykorzystania pomocy publicznej w postaci darmowych uprawnień do emisji CO2 przez Eneę Elektrownia Połaniec (EEP) o wartości około 170 mln złotych. Spór dotyczył miksu paliwowego wykorzystanego w Połańcu, czyli węgla oraz biomasy.

Postępowanie ruszyło w czerwcu i dotyczyło pozwoleń otrzymanych do 2016 toku za modernizację bloków energetycznych. W razie innego rozstrzygnięcia Enea musiałaby zwrócić pomoc przeznaczoną na modernizację Elektrowni Połaniec. Zastrzeżenia dotyczyły innego miksu paliw wykorzystanego w blokach, ale mimo tego udało się osiągnąć efekt ekologiczny oczekiwany zgodny z zasadami pomocy publicznej. – W toku trwających postępowań administracyjnych EEP przedłożyła wyjaśnienia poparte opinią akredytowanej jednostki, które potwierdziły spełnienie przez EEP przesłanek uzasadniających otrzymanie pomocy publicznej – podaje Enea w komunikacie.

Enea zmodernizowała także w lipcu instalację odsiarczania spalin za 50 mln złotych w ramach dostosowania do wymogów środowiskowych konkluzji BAT. Enea informuje, że dzięki wielu modernizacjom prowadzonym od 1995 roku jest jedną z najnowocześniejszych elektrowni w Polsce. Wybudowano nowy komin, instalacje odsiarczania spalin i stację demineralizacji wody, wprowadzono komputerowy system sterowania z nastawnią centralną, najlepsze systemy przeciwpożarowe i przeciwwybuchowe oraz podniesiono sprawność bloków i wydłużono żywotność elektrowni o kolejne 20 lat, jednocześnie obniżając emisje do atmosfery. Powstał także nowoczesny system biomasy z uruchomionym w 2012 roku „Zielonym Blokiem”.  

Elektrownia Połaniec uruchomiona w latach 1979-1983 nad brzegiem Wisły w Zawadzie koło Połańca wytwarza 9 TWh energii rocznie (prawie 6 procent krajowej produkcji). Moc elektrowni została podniesiona z początkowych 1607 MW do 1882 MW obecnie, co stanowi niespełna 5 procent mocy osiągalnej w Polsce w 2018 roku. Wytwarza energię w siedmiu blokach opalanych mieszanką węgla i biomasy o mocy do 225 MW do 242 MW oraz „Zielonym Bloku” (225 MW) – największej na świecie jednostce energetycznej opalanej w 100 procentach mieszanką biomasy leśnej i agro. Ponadto w Połańcu wytwarzana jest energia cieplna, popiół, gips i popioło-żużle dla drogownictwa i budownictwa.

Enea/Wojciech Jakóbik

Komisja Europejska poinformowała także, że jest w stałym kontakcie w sprawie Nord Stream 2 z rządem Ukrainy. Kijów wysłał do Brukseli wezwanie do konsultacji odnośnie do tego spornego projektu na mocy artykułu 274 umowy stowarzyszeniowej. – Jesteśmy w stałym kontakcie z władzami ukraińskimi w wielu sprawach, w tym dotyczących energetyki. Liczymy na dyskusję z naszymi ukraińskimi odpowiednikami o tym, jak najlepiej iść naprzód w odpowiedzi na ich apel o konsultacje – mówi źródło RIA Novosti.

Rosja chce słać wodór do Europy przez Nord Stream 2. Ma być tańszy od zielonego

Rosja opublikowała koncepcję rozwoju sektora wodoru w którym zaleca neutralność technologiczną i zapowiada wytwarzanie tego paliwa z gazu ziemnego oraz sektora jądrowego. Zielony wodór, na który liczą na przykład Niemcy, ma odgrywać mniejszą rolę.

Koncepcja rozwoju sektora wodoru w Rosji ma określać priorytety, cele krótko, średnio oraz długoterminowe strategii wodorowej z 2020 roku. Wodór ma powstawać trzech lub czterech dolinach wodorowych w na północy Rosji (obszar wydobycia gazu na eksport do Europy), Sachalinie, w Arktyce i na południu kraju.

Pilotaże mają umożliwić produkcję 0,2 mln ton wodoru do 2024 roku oraz sprawdzić technologię wychwytu, składowania i użycia dwutlenku węgla (CCUS). Pierwsze komercyjne projekt wodorowe mają pojawić się w latach 2025-35 i pozwolić na produkcję do 2 mln ton wodoru w 2035 roku, a także pozwolić zlokalizować technologie wodorowe, w tym elektrolizery pozwalające wytwarzać to paliwo z wody. Rosja ma rozwinąć eksport 15 mln ton wodoru w 2050 roku i słać go na rynki w Europie oraz Azji oraz bazować w jak największym stopniu na technologiach zlokalizowanych na jej terytorium.

Rosjanie przekonują Niemców do importu wodoru przez Nord Stream 2, który według nich mógłby słać wodór do Europy już od 2030 roku. Ich zdaniem cena wodoru z Rosji będzie niższa cztery-pięć razy od tego wytwarzanego za pomocą energii ze źródeł odnawialnych (zielonego wodoru) w Unii Europejskiej.

USA obronę demokracji i walczą z Nord Stream 2 przed wizytą Zełeńskiego | Rosja będzie tracić miliardy w handlu z Unią, jeśli nie pójdzie jej śladem w polityce klimatycznej

Ukraińcy obiecują USA obronę demokracji i walczą z Nord Stream 2 przed wizytą Zełeńskiego

Prezydent Ukrainy ma się spotkać ze swym amerykańskim odpowiednikiem. Trwają przygotowania do jego wizyty w Waszyngtonie i padają deklaracje o obronie demokracji, a w międzyczasie Ukraińcy szykują się do walki prawnej mogącej utrudnić dostawy przez sporny Nord Stream 2.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułebą przed wizytą prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego w Waszyngtonie zaplanowaną na 30 sierpnia.

W krótkich wystąpieniach przed rozmowami Blinken mówił o konieczności obrony Ukrainy przed agresją, ale także reformach na rzecz gospodarki oraz demokracji. Kułeba odparł, że „Ukraina to twierdza demokracji Europy Środkowo-Wschodniej” i zamierza współpracować z USA na rzecz sukcesu całego regionu w tym zakresie. Spotkanie rzecznika Departamentu Stanu USA z prasą po szczycie Blinken-Kułeba było pozbawione informacji na temat rozmów amerykańsko-ukraińskich.

Tymczasem ukraiński Naftogaz zawarł kontrakt wart 1,2 mln dolarów z firmą prawną Arent Fox z Waszyngtonu, która ma wesprzeć tę firmę w sporach o Nord Stream 2. Ukraińcy, podobnie jak to już zrobili Polacy z PGNiG, zamierzają kwestionować proces certyfikacji spółki Nord Stream 2 AG w roli operatora spornego gazociągu. Bez niej nie będzie możliwe rozpoczęcie dostaw, tymczasem operator musi działać w zgodzie z przepisami unijnymi, które wykluczają kontrolę tej samej firmy nad dostawami i infrastrukturą przesyłową. Nord Stream 2 AG należy w stu procentach do Gazpromu.

Amerykanie i Niemcy zaproponowali układ w sprawie gazociągu Nord Stream 2 zakwestionowany przez Ukrainę oraz Polskę jako niesatysfakcjonujący. Jednocześnie zadeklarowali obronę wartości demokratycznych w krajach mających z nimi problemy, a są nimi według Berlina i Waszyngtonu państwa polskie i ukraińskie. USA krytykują reformę Naftogazu nad Dnieprem oraz ustawę mogącą uderzyć w telewizję TVN z kapitałem USA nad Wisłą.

Rosja będzie tracić miliardy w handlu z Unią, jeśli nie pójdzie jej śladem w polityce klimatycznej

Nowe wyliczenia na temat kosztów unijnej polityki klimatycznej realizowanej z pomocą mechanizmu CBAM, które poniesie Rosja pokazują jeszcze większe straty. Konsultanci zalecają Rosji stworzenie własnego systemu handlu emisjami CO2.

Mechanizm dostosowania emisji CO2 na granicach Unii Europejskiej, czyli CBAM, to propozycja obciążenia importu towarów do Unii w uzależnieniu od emisji towarzyszącej ich produkcji. Boston Consulting Group szacuje koszt tego obciążenia w Rosji na średnio 4,9 miliardów dolarów rocznie w 2030 roku. Analitycy szacują tę sumę na od 3,5 do 6,3 mld dolarów. Widełki wynikają z faktu, że BCG szacowało różną skalę emisji w przypadku poszczególnych produktów. Przykładowo nawozy mogą emitować od 1,1 do 1,8 ton CO2 na tonę produktu.

BCG szacowała w przeszłości koszty CBAM w Rosji na 3-4,8 mld dolarów, ale do rewizji popchnęła ją podwyżka ceny uprawnień do emisji CO2 w ramach unijnego systemu handlu emisjami, która według grupy może sięgnąć 130 dolarów za tonę w 2030 roku. Wcześniej szacowała ją na 30 dolarów. Obecnie ta cena wynosi około 63 dolarów przy poziomie 23 dolarów na początku roku.

KPMG szacuje koszty CBAM w Rosji na 1,55-3,41 mld euro w latach 2026-35 w scenariuszu optymistycznym i nawet 15,5 do 34,1 mld euro w pesymistycznym. Organizacja ta szacuje, że cena uprawnień sięgnie 134 euro za tonę CO2 w 2035 roku.

Komisja Europejska ma zmniejszać obciążenia CBAM w krajach, które wprowadzą własny odpowiednik EU ETS. Z tego względu BCG zaleca Rosji wprowadzenie takiego rozwiązania oraz mechanizmów obserwacji oraz wyliczania emisji w gospodarce rosyjskiej, ale także dywersyfikację kierunków eksportu towarów rosyjskich.

Źródło:RBK/Wojciech Jakóbik

CBAM, czyli jak sprawić by Fit for 55 nie był samobójstwem gospodarczym Europy

Pakiet Fit for 55 należy rozpatrywać jako całość regulacji, które zmienią gospodarkę europejską. Mechanizm obciążający emisje CO2 poza Unią Europejską, czyli CBAM, ma uchronić Europę przed samobójstwem gospodarczym. Może być szansą także dla Polski – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

CBAM, czyli bat na emisje poza Unią Europejską

Pisałem już o tym, że ambicje pakietu Fit for 55 pozbawione odpowiednich wyliczeń oraz mechanizmów kompensujących obciążenia paliw kopalnych w gospodarce mogą sprawić, że Europa wyleje dziecko z kąpielą i zgasi rozwój gospodarczy zamiast napędzić go poprzez przestawienie na zielone tory. Jeden z elementów Fit for 55 to z kolei CBAM, czyli rozwiązanie będące warunkiem sine qua non sukcesu gospodarczego europejskiej wizji rozwoju gospodarczego na arenie międzynarodowej. Za tym akronimem kryje się mechanizm dostosowania emisji CO2 na granicach Unii Europejskiej (Cabron Border Adjustment Mechanism). Chodzi o obciążenie importu towarów do Unii w uzależnieniu od emisji CO2 towarzyszącej ich wytworzeniu, a zatem wyrównanie szans biznesu europejskiego opłacającego unijny system handlu emisjami CO2 z tym pozaeuropejskim, który do tej pory nie musiał tego robić. CBAM ma być obciążeniem uzależnionym od ceny uprawnień od emisji CO2. Szczegółowe założenia tego rozwiązania mają zostać przedstawione do końca roku.

Pomysł zebrał już krytykę u zagranicznych partnerów Unii Europejskiej. Jest postrzegany jako narzędzie nieuczciwej konkurencji przez Australię, Chiny czy Ukrainę. Pekin już zapowiedział walkę z CBAM na łonie Światowej Organizacji Handlu. Obrońcy tego rozwiązania przekonują, że będą w stanie pogodzić je z zasadami wolnego handlu. USA i Rosja prezentują bardziej zachowawcze stanowisko i próbują negocjować z Brukselą. CBAM nie będzie obciążał gospodarek krajów, które zdecydują się na wprowadzenie własnej polityki klimatycznej wzorowanej na europejskiej i w ten sposób ma przekonywać partnerów Unii do pójścia jej, zielonym szlakiem. Scenariusz optymistyczny z punktu widzenia Brukseli zakłada, że kraje współpracujące zostaną pozbawione obciążeń CBAM, a ich produkty docierające do Unii będą powstawały przy wyższych standardach klimatycznych, a państwa odrzucające politykę klimatyczną będą płacić coraz więcej, aż przekonają się, że warto chronić klimat. Scenariusz pesymistyczny to samobójstwo gospodarcze Europy, której nikt nie będzie naśladował. Debata o CBAM może trwać do 2024 roku.

https://biznesalert.pl/niemcy-zielony-niebieski-wodor-spor-wintershall-dea-nord-strean-2-energetyka-gaz/embed/#?secret=rwAh0ofjPb

Współpraca zagranicy albo samobójstwo gospodarcze

Pierwsze pozytywne sygnały pojawiły się w USA, które za prezydentury Joe Bidena zadeklarowały cel dążenia do neutralności klimatycznej w 2050 roku, miliardowe inwestycje w zielone technologie w ramach Planu Rewolucji Czystej Energetyki i Sprawiedliwości Środowiskowej, a także własną wersję CBAM, czyli Carbon Border Adjustment. Jednakże Biden nigdy nie obiecał wprowadzenia systemu handlu emisjami CO2 na wzór EU ETS, a dopóki go nie stworzy, biznes amerykański będzie podpadał pod obciążenia CBAM. ETS funkcjonuje w jedenastu stanach Wschodniego Wybrzeża (RGGI) oraz Kalifornii, która wprowadziła własny CBA. Warto jednak podkreślić, że cena uprawnienia w Słonecznym Stanie wynosi około 18 dolarów za tonę, kiedy ceny emisji CO2 w Europie biją rekordy sięgając powyżej 50 euro, czyli około 60 dolarów, trzy razy więcej od ceny kalifornijskiej. Również Rosjanie podjęli pierwsze kroki na rzecz dostosowania własnej polityki do oczekiwań Komisji Europejskiej. Ministerstwo rozwoju gospodarczego oszacowało koszt CBAM w Rosji na 3,6 mld euro rocznie od 2035 roku, choć ta liczba została uznana za przeszacowaną przez Vygon Consulting. Rosjanie przyjęli w lipcu prawo mające obniżyć emisyjność ich gospodarki poprzez dobrowolny system handlu emisjami opisany już w BiznesAlert.pl. Rosja będzie negocjować taryfę ulgową, możliwość kompensowania emisji poprzez zielone projekty. Relacja Rosjan z polityką klimatyczną Unii Europejskiej będzie nacechowana względami polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, jak w przypadku relacji w sektorze węglowodorów, o czym pisałem obszernie w innym miejscu. Również Chiny uruchomiły pilotażowy system handlu emisjami CO2, który nie może się równać ambicją z europejskim, ale jest pierwszym krokiem na rzecz pójścia śladem Europy. Z drugiej strony Pekin zapowiada walkę z CBAM  z użyciem reguł Światowej Organizacji Handlu.

Jeżeli Europa zdoła użyć CBAM do przekonania partnerów międzynarodowych do bardziej ambitnej polityki klimatycznej, obciążenia wynikające z Fit for 55 wewnątrz Unii Europejskiej nie będą jej tak doskwierać w konkurencji z innymi potęgami globalnymi. Jeżeli jednak okaże się, że Europejczycy pozostaną ze swymi ambicjami sami, dokonają samobójstwa gospodarczego, gasząc rozwój zamiast go wspierać. Optymizm projektantów polityki Komisji Europejskiej wypływa z faktu, że wieloletnie subsydia Odnawialnych Źródeł Energii pozwoliły obniżyć koszt tej technologii do stopnia, w którym rozwija się swobodnie, a Europa jest w awangardzie ich promocji. Podobnie ma być z technologiami magazynowania energii, wodoru i innych zielonych rozwiązań, które mają być premiowanie przez Fit for 55.

CBAM a Polska

Rozwiązanie kompromisowe to wsparcie transformacji energetycznej ze środków pozyskanych przez CBAM. Nie ma mowy o dofinansowaniu status quo energetyki konwencjonalnej, ale można sobie wyobrazić, że właśnie CBAM pomoże sfinansować nowe mechanizmy solidarnościowe wspierające zmiany w krajach najbardziej potrzebujących jak Polska. Byłby to kolejny koszyk, z którego mogłyby pochodzić środki na transformację energetyczną oprócz Funduszu Modernizacyjnego i innych kieszonek EU ETS. Skala wyzwań Fit for 55 oznacza, że nowe rozwiązanie nie powinno zastępować, ale uzupełniać stare tak, abyśmy nie wylali dziecka z kąpielą.

Potencjalny partner atomu w Polsce z Francji ma problemy z reformą

Working on the northern roundabout – March ’15

Financial Times podaje, że francuski EDF zainteresowany budową elektrowni jądrowych w Polsce, ma problem z restrukturyzacją przez przedłużające się rozmowy z Komisją Europejską, które mogą trwać nawet do wyborów prezydenckich we Francji w kwietniu 2022 roku.

Reforma ma nazwę Projekt Herkules. Zakłada zapewnienie EDF środków do inwestycji w energetykę jądrową i odnawialną między innymi dzięki zmianie mechanizmu sprzedaży energii z elektrowni jądrowych we Francji oraz podwyżkę cen. Powstałaby wówczas spółka-córka EDF Bleu z aktywami jądrowymi oraz EDF Vert z odnawialnymi. Komisja Europejska musi zatwierdzić to rozwiązanie jako zgodne z przepisami o pomocy publicznej, ale rozmowy przeciągają się przez zastrzeżenia Komisji Europejskiej do współpracy nowych podmiotów ze spółką-matką, o czym donosi Le Monde.

EDF jest brany pod uwagę jako jeden z potencjalnych dostawców technologii oprócz amerykańskiego Westinghouse oraz południowokoreańskiego KHNP. Francuzi nie przedstawili dotąd propozycji wsparcia finansowego projektu, na który liczy Warszawa. Reforma EDF pozwoliłaby mu pozyskać środki między innymi na inwestycje tego typu. Skarb francuski posiada 87 procent akcji tej firmy.

Financial Times/Wojciech Jakóbik

Sojusz Europejczyków walczy o finansowanie atomu. Polska ma swój pomysł, ale…

Trzynaście związków zawodowych wzywa Komisję Europejską do uznania energetyki jądrowej w taksonomii unijnej jako godnej finansowania europejskiego. Domagają się aktu delegowanego w tej sprawie. Polska ma własny pomysł, ale będzie potrzebować zielonego światła w Brukseli.

Zdaniem związkowców z Belgii, Bułgarii, Czech, Finlandii, Francji, Rumunii, Szwecji, Słowacji, Słowenii i Węgier Unia Europejska nie zrealizuje celów Europejskiego Zielonego Ładu bez atomu. – Kształt miksu energetycznego zależy to kompetencje państw członkowskich, z których każde ma własne uwarunkowania geograficzne, historyczne i przemysłowe, przez co musi korzystać z różnych aktywów węglowych i samodzielnie podejmować wybory technologiczne – czytamy w odezwie.

Techniczna Grupa Ekspertów przy Komisji Europejskiej uznała, że energetyka jądrowa nie jest działalnością zrównoważoną pomimo faktu, że Komisja zadeklarowała neutralność technologiczną. Prawie stu posłów do Parlamentu Europejskiego wezwało Komisję do włączenia energetyki jądrowej do taksonomii, a przez to umożliwienie jej finansowania ze środków unijnych.

Połączona Komisja do spraw Badań przy Komisji Europejskiej uznała, że atom pomaga chronić klimat i jest bezpieczny, o czym informował w marcu BiznesAlert.pl. Nie wiadomo, czy Komisja pozwoli finansować atom ze środków unijnych, ale Polska deklaruje, że zrealizuje swój plan budowy elektrowni jądrowych z pierwszym reaktorem w 2033 roku bez ich pomocy. Źródło finansowania to budżet polski oraz środki inwestora technologicznego, którym chcą zostać Amerykanie z Westinghouse, Francuzi z EDF oraz Koreańczycy z KHNP. Rząd amerykański zadeklarował wsparcie finansowe projektu i przekazał środki na pierwsze studium opłacalności. Komisja Europejska będzie musiała zgodzić się na model finansowania atomu w Polsce po ocenie z punktu widzenia pomocy publicznej. W przeszłości zgodziła się już na finansowanie projektu Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii, zanim ta wyszła z Unii.

World Nuclear News/Wojciech Jakóbik

Spór o atom w centrum wyborów prezydenckich u potencjalnego partnera Polski

Korea Times donosi, że odejście od atomu będące jednym z kluczowych postulatów urzędującego prezydenta Moon Jae-In staje w ogniu krytyki jego rywala Choe Jae-Hyeonga. To on odpowiadał za audyt w sprawie wyłączenia reaktora Wolsong-1 i wykrył zaniżanie efektywności. Potem złożył dymisję i zaczął działalność polityczną.

Moon został prezydentem w 2017 roku i zakomenderował odejście od atomu z obawy o usterki. Pierwszy reaktor Elektrowni Wolsong został wyłączony w 2019 roku, trzy lata przed pierwotnym terminem zakończenia pracy. Krytycy tego ruchu postawili oskarżenie, że doszło do manipulacji. Choe znalazł dowody w tej sprawie. Kolejny kandydat na prezydenta Korei Południowej, były prokurator generalny Yoon Seok-Youl także zajmował się sprawą Wolsong i złożył dymisję. Teraz startuje na prezydenta i krytykuje odejście od atomu jako przeciwskuteczną z punktu widzenia polityki klimatycznej oraz celu neutralności klimatycznej w 2050 roku przyjętym przez Seul.

Profesor Jerng Dong-wook z Uniwersytetu Chung-Ang przekonuje, że Korea Południowa potrzebuje atomu do realizacji celu neutralności klimatycznej, będąc w innej sytuacji niż kraje Unii Europejskiej. – Powstał raport o tym, że neutralność klimatyczna Niemiec bez energetyki jądrowej będzie kosztować więcej niż ich zjednoczenie. Jednakże Niemcy mogą importować energię od sąsiadów. Korea także ma plan importu energii z Chin oraz Rosji w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej, ale w przeciwieństwie do Europy w stanie pokoju, znajduje się w centrum trudnej sytuacji politycznej Azji Północno-Wschodniej, a import energii przez Koreę Północną może być fatalny z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa energetycznego – tłumaczy.

Korea Południowa jest jednym z największych producentów energetyki jądrowej na świecie. Jej technologia sprawdziła się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Może posłużyć do realizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej, bo Koreańczycy z KHNP są brani pod uwagę jako jeden z trzech potencjalnych dostawców technologii oprócz Francuzów z EDF i Amerykanów z Westinghouse.

Wybory prezydenckie w Korei Południowej odbędą się w marcu 2022 roku.

Korea Times/Wojciech Jakóbik

Rosja nie zgadza się na układ USA-Niemcy

Porozumienie USA z Niemcami ws. Nord Stream 2 nie chroni Ukrainy i to jest największy problem – mówi DoRzeczy.pl Wojciech Jakóbik, ekspert ds. energetyki, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Damian Cygan: Czy są podstawy, żeby wierzyć w zapewnienia USA, Niemiec i Rosji ws. Nord Stream 2?

Wojciech Jakóbik: Układ USA-Niemcy nie jest uzgodniony z Rosją. Póki co Moskwa się na niego nie zgadza i będzie chciała na niego wpływać, co oznacza kolejne ryzyko. To porozumienie nie daje konkretnych zapewnień, że Nord Stream 2 nie zostanie wykorzystany jako broń gazowa przeciwko Ukrainie. Dla Polski nie jest on aż takim zagrożeniem, bo nasz kraj jest zabezpieczony przed takimi działaniami dzięki dywersyfikacji, gazoportowi w Świnoujściu, a potem Baltic Pipe. Dlatego z jednej strony gwarancje z zakresu bezpieczeństwa są słabe – i to jest problem z punktu widzenia wspólnej polityki zagranicznej NATO i Unii Europejskiej. Z drugiej strony układ o Nord Stream 2 zawiera szereg zapewnień odnoszących się do inwestycji amerykańskich i niemieckich w inicjatywę Trójmorza i transformację energetyczną regionu. Można oczekiwać bardziej konkretnych deklaracji np. jeśli chodzi o projekt jądrowy w Polsce czy wspólne inwestycje, jakie chcemy podjąć z Kijowem, jak np. gazociąg Polska-Ukraina. Natomiast zgodnie z tym, co mówi cały parlament USA i opozycja niemiecka, ten układ nie chroni Ukrainy.

Zatem co można jeszcze zrobić?

Dla nas Nord Stream 2 nie jest zagrożeniem egzystencjalnym, ale przecież nie chodzi tylko o polskie interesy, bo to jest problem z punktu widzenia całej polityki wschodniej. Dlatego należy targować się dalej i jak najdłużej prowadzić te rozmowy, bo Nord Stream 2 jeszcze nie powstał i nie jest powiedziane, czy i kiedy rozpocznie dostawy gazu.

Czy istnieje jakakolwiek możliwość, że Nord Stream 2 zostanie ukończony, ale gaz nim nie popłynie?

Tak, i są co najmniej trzy sposoby, żeby to osiągnąć. Po pierwsze, Amerykanie mogą wdrożyć zawieszone sankcje na operatora Nord Stream 2 AG – spółkę realizującą ten projekt. Wtedy gazociąg nie będzie mógł funkcjonować, a dostawy surowca nie będą możliwe. Po drugie, Polacy mogą zakwestionować sposób wdrożenia trzeciego pakietu energetycznego na mocy dyrektywy gazowej. Co więcej, Komisja Europejska musi zatwierdzić zgodność Nord Stream 2 za przepisami zanim rozpoczną się jakiekolwiek dostawy, więc tu jest jeszcze szerokie pole do popisu, np. do sporów sądowych. Po trzecie, ciągle obowiązują sankcje wobec firm, które mają certyfikować ten gazociąg do pracy. Rosjanie na pewno będą próbowali jakoś ominąć ten problem, ale to będzie kolejne spowolnienie. Natomiast wielkim sukcesem przeciwników Nord Stream 2 jest fakt, że projekt ma dwuletnie opóźnienie. Byli tacy, którzy dwa lata temu mówili, że w tej sprawie nic nie da się zrobić.

Jakie znaczenie w kontekście Nord Stream 2 ma powstający gazociąg Baltic Pipe?

To jest kolejne okno na świat dla Polski i naszego regionu, które pozwoli sprowadzać nierosyjski gaz w atrakcyjnej cenie i porzucić kontrakt jamalski z Gazpromem. Baltic Pipe w połączeniu z terminalem LNG, który ma być powiększony i z drugim gazoportem pływającym w Zatoce Gdańskiej, sprawią, że Nord Stream 2 nie będzie zagrożeniem egzystencjalnym dla Polski. Może będzie zagrożeniem rynkowym, może utrudni dywersyfikację, ale to będzie inna kategoria zagrożenia niż w przypadku Ukrainy, wobec której Nord Stream 2 może zostać użyty jako faktyczna broń gazowa. I to jest największy problem z tym projektem.

Źródło: dorzeczy.pl

Piłka jest w grze, Nord Stream 2 jeszcze nie powstał. Są trzy punkty do dyskusji z USA

„Nord Stream 2 jest problemem militarnym. Może służyć do działań hybrydowych, być pretekstem do użycia floty rosyjskiej na Bałtyku i jest problemem dla bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej, a więc także krajów NATO czy UE. Dlatego jak najbardziej argumenty z zakresu bezpieczeństwa powinny przemawiać za zatrzymaniem tego gazociągu jeśli się da, a jeśli się nie da to nałożeniem na niego kagańca, który nie pozwoli go użyć przeciwko Europie i Zachodowi” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl, ekspert w dziedzinie polityki energetycznej.

wPolityce.pl: Jak Pan ocenia porozumienie amerykańsko-niemieckie ws. Nord Stream 2?

Wojciech Jakóbik: Przede wszystkim jest to układ, który nie został uprzednio skonsultowany z głównymi zainteresowanymi – Ukrainą, ale też innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej, które mają teraz poczucie pominięcia. Sam układ zawiera szereg niewystarczająco konkretnych zachęt ekonomicznych, które mają przekonać państwa takie jak Polska czy Ukraina, że otrzymają za rekompensatę za Nord Stream 2. Jest mowa o projektach energetycznych na Ukrainie oraz priorytetach Trójmorza, czyli jasna oferta w stronę Polski. Wspomniano także o integracji energetycznej Ukrainy z Unią Europejską. To wszystko są pożądane postulaty, natomiast sformułowane w mało konkretny sposób. Pojawia się zielony fundusz wart 1 mld dolarów czy projekty europejskie warte ponad 1,7 mld, ale nie wiemy kiedy i jakie to projekty będą. Prawdą jest też, że firmy amerykańskie i niemieckie mogłyby je realizować niezależnie od tego układu, bo są w ich interesie. Jeśli chodzi o narzędzia zabezpieczające Europę Środkowo-Wschodnią przed Nord Stream 2, nie mamy jasnego mechanizmu ochrony przed tym projektem, który może zostać wykorzystany jako broń gazowa przeciwko Ukrainie. Ale może być także forsowany przez Rosję jeszcze tej jesieni, kiedy rekordowo wysokie ceny gazu, podwyższone przez wyczerpywanie magazynów przez rosyjski Gazprom w Europie, stanie się argumentem za tym, żeby jak najszybciej uruchomić ten gazociąg i w ten sposób Nord Stream 2 zostanie narzędziem polityki faktów dokonanych Władimira Putina. I nie ma narzędzia w tej propozycji, która nie jest jeszcze ostateczna, która chroniłaby przed takim scenariuszem. Nie ma wyłącznika Nord Stream 2, czyli rozwiązania, które powodowałoby, że ten gazociąg przestaje działać, kiedy Rosja zaczyna się nieodpowiednio zachowywać. Nie ma mowy o utrzymaniu sankcji, które są w mocy, nie ma mowy o poszerzeniu. Nie ma jasnego mechanizmu, który określałby, kiedy i na jakich warunkach wchodzą sankcje, które obiecują Niemcy. A Niemcy obiecują całej Unii Europejskiej, więc też nie są w pozycji do składania takich deklaracji, bo są jednym z 27 krajów, a nie państwem, które decyduje o tym, co zrobi UE ws. Nord Stream 2. To wszystko razem powoduje, że ta propozycja jest niewystarczająca. Nie oznacza to, że nie może być żadnego układu, ale on musi w sposób odpowiedni zabezpieczać interesy Europy Środkowo-Wschodniej. Piłka jest w grze, Nord Stream 2 jeszcze nie powstał, a nawet jeśli powstanie, nie jest powiedziane czy i kiedy zacznie tłoczyć gaz z Rosji.

Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że Amerykanie w związku z godzącym w Polskę porozumieniem ws. Nord Stream 2, powinni zwiększyć swoją obecność w naszym kraju?

Nord Stream 2 jest problemem militarnym. Może służyć do działań hybrydowych, być pretekstem do użycia floty rosyjskiej na Bałtyku i jest problemem dla bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej, a więc także krajów NATO czy UE. Dlatego jak najbardziej argumenty z zakresu bezpieczeństwa powinny przemawiać za zatrzymaniem tego gazociągu jeśli się da, a jeśli się nie da to nałożeniem na niego kagańca, który nie pozwoli go użyć przeciwko Europie i Zachodowi. Amerykanie mogą wesprzeć bezpieczeństwo Polski, bezpieczeństwo energetyczne konwencjonalne na różne sposoby. Większa obecność Amerykanów w naszym regionie, jak najbardziej jest jednym z nich. Można sobie wyobrazić, że oprócz postulatów z sektora energetycznego, w ramach rekompensaty pojawią się także te militarne. Natomiast na tym etapie obietnice z zakresu polityki bezpieczeństwa, to są bliżej nieokreślone sankcje europejskie i amerykańskie wobec Nord Stream 2. Ale porozumienie nie zakłada jasnego mechanizmu ich użycia i tutaj pojawia się wytłumaczenie jego autorów, że „nie chcemy zdradzać planów Rosji”. Jednakże niekoniecznie musimy w nie wierzyć.

Czy dzięki porozumieniu ws. Nord Stream 2, Niemcy wspomogą USA w rywalizacji z Chinami, a Rosja pójdzie na ustępstwa?

Na Rosję nie można liczyć w polityce zagranicznej. Myślę, że faktycznie Amerykanom zależy na udanej współpracy z Niemcami i mają z nimi szereg tematów do załatwienia, wśród których Nord Stream 2 nie jest na pierwszym miejscu. Dlatego rzeczywiście są sprawy ważniejsze dla Amerykanów niż NS2, ale trzeba podkreślić jeszcze raz: wahanie administracji Bidena nie oznacza, że Amerykanie ustępują ws. Nord Stream 2. Warto obserwować dialog między Białym Domem a całym parlamentem w USA, jednoznacznie przeciwnym projektowi NS2, który jako prawodawca amerykański nałożył pewne obowiązki na Waszyngton i będzie go teraz rozliczał z tego, dlaczego nie wdrożył sankcji pomimo prawa, które go do tego zobowiązuje. Zatem piłka jest w grze także po drugiej stronie Atlantyku, lobby polskie, ukraińskie, litewskie inne w Waszyngtonie muszą działać do samego końca.

Czy jesteśmy w stanie jeszcze cokolwiek ugrać w zakresie Nord Stream 2, żeby gaz nie popłynął tym gazociągiem?

Są trzy punkty do dyskusji z USA. Pierwszy to poszerzenie obowiązujących sankcji wobec operatora Nord Stream 2 i jego prezesa Matthiasa Warniga, co mogłoby opóźnić budowę Nord Stream 2 i dałoby czas na dalszą rozmowę, być może na moratorium na budowę. Punkt drugi, to rozmowa o sankcjach, które też obowiązują i uniemożliwiają certyfikację gazociągu od strony technicznej, czyli dopuszczenia go do użytku, bo firmy, które miałyby to zrobić w Europie, są zagrożone przez wciąż obowiązujące sankcje amerykańskie. Trzeci punkt to jest podnoszenie ceny układu ws. NS2. Jeżeli na koniec się okaże, że ten gazociąg musi powstać, to Europa Środkowo-Wschodnia powinna wystawić za niego odpowiedni rachunek. Jest zalążek różnych propozycji amerykańskich i niemieckich dla naszego regionu, ale warto je poszerzyć o więcej konkretów, konkretne mechanizmy rozliczenia.

Jednym z nich mogłoby być dofinansowanie projektu gazociągu Polska-Ukraina?

Dokument opisujący układ ws. NS2 jasno informuje o zaangażowaniu Amerykanów i Niemców w inwestycje, polegające na rozwoju rewersowych dostaw gazu na Ukrainę, a zatem być może właśnie dofinansowania gazociągu Polska-Ukraina, który nie może dojść do skutku właśnie przez to, że nie ma finansowania dla tej inwestycji. Amerykanie wielokrotnie sygnalizowali poparcie dla takiego projektu, Trójmorze także. Kolejny element tego układu to wsparcie integracji elektroenergetycznej Ukrainy z UE. A zatem być może byłyby to intratne projekty bilateralne z udziałem Polski, być może rozwój handlu energią na granicy polsko-ukraińskiej w przyszłości. Jest o czym rozmawiać, można wycenić ewentualny układ w sprawie Nord Stream 2.

Czy myśli pan, że ustępstwa w sprawie budowy Nord Stream 2 spowodują, że faktycznie zakusy imperialne Rosji zostaną nieco uspokojone, czy to raczej życzeniowe myślenie i nie ma na to szans?

Rosja traktuje ustępstwa jako słabość – to jest już frazes. Polacy dobrze zdają sobie z tego sprawę dzięki bogatym doświadczeniom historycznym, w relacjach z Rosjanami. Natomiast Europa Zachodnia i niektórzy politycy w USA o tym zapominają. Rosja nie zawahała się przed agresją na Ukrainę w 2014 roku w trzy lata po ukończeniu gazociągu Nord Stream. Jeśli Nord Stream 2 rozpocznie kiedyś prace, to Rosja nie będzie miała problemu, żeby kontynuować agresję na Ukrainie, a NS2 może stać się jednym z narzędzi realizacji takiej polityki. Zatem ustępstwa połączone z oczekiwaniami, które będzie trudno egzekwować wobec Kremla, nie przyniosą tutaj efektu. Wobec tego działania USA bardziej interpretowałbym jako konstatację, że faktycznie trudno będzie zatrzymać budowę NS2, więc warto chociaż zmusić Niemców do wzięcia odpowiedzialności na siebie tak, żeby to oni płacili za wszelkie negatywne konsekwencje tego, co w przyszłości zrobi z NS2 Władimir Putin, kontynuujący sowiecką tradycję imperializmu w polityce zagranicznej w naszej części świata.

Źródło: wpolityce.pl