Frazesy geopolityki nie zastąpią analizy. Komentarz dla Onetu

Władimir Putin i Donald Trump w Helsinkach. Fot. Kremlin.ru

Dyskusja o geopolityce zmierza donikąd. Dialog między szkołami stosunków międzynarodowych: realizmu, konstruktywizmu i idealizmu, został zastąpiony przez kazania kościoła geopolityki.

Czy wybuchnie nowa wielka wojna? To pytanie na które nie odpowie jednoznacznie uczciwy analityk stosunków międzynarodowych. Politycy muszą to ryzyko brać pod uwagę zawsze. Są to jednak frazesy obok realnej polityki.

Złe rozumienie geopolityki psuje dyskusję o stosunkach międzynarodowych. Czym innym jest realizm w polityce zagranicznej, który każe analizować ją z punktu widzenia partykularnych interesów państw narodowych, czym innym konstruktywizm, który zaleca poszukiwanie rozwiązań systemowych, które będą funkcjonalne, a przez to skuteczne. Co innego proponuje idealizm zachęcający do wykorzystywania polityki zagranicznej w celu realizacji idei. Geopolityka jako narzędzie analityczne pozwala analizować zależność między polityką a danym obszarem geograficznym. To tylko jedna z wielu zależności do zbadania. Dla niektórych urasta jednak do rangi ideologii, która jest niebezpieczna dla Polski. Wytworzyła się wręcz moda na geopolitykę, która sięga szczególnie tam, gdzie zabrakło studiów stosunków międzynarodowych. Dla przeciętnego studenta teorie geopolityczne są tematem obowiązkowym, ale raczej na pierwszym roku, kiedy prezentowane są definicje i koncepcje z historii.

Przedstawiciele kościoła geopolitycznego, którzy aktualnie wieszczą nieuchronną wojnę USA z Chinami odpowiadają na każdą próbę analizy stosunków międzynarodowych frazesem, że każde państwo dba o własne interesy i realizuje je za pomocą pragmatycznej polityki. W ten sposób argumentują ambiwalentną postawę Węgier czy Włoch wobec Rosji, albo Niemiec w sprawie projektu Nord Stream 2. Nie biorą pod uwagę, że ostatecznie te państwa nadal popierają politykę sankcji wobec Federacji Rosyjskiej dzięki równie pragmatycznej polityce USA czy Polski, która podtrzymuje kruchą konsolidację obozu zachodniego w odpowiedzi na agresywne działania rosyjskie. Odmawianie racjonalności polityce wykorzystującej argumenty inne niż siła i terytorium to ślepa uliczka, szczególnie dla krajów jak Polska, które mają małą siłę i terytorium.

Donald Trump – czarny łabędź analityki

Wizja nieuchronnego konfliktu demobilizuje, bo skoro jest nieunikniona to może należy skupić się wyłącznie na zbieraniu sił do walki. W tym kontekście warto przypomnieć słowa gen. Bena Hodgesa, który podczas Warsaw Security Forum powiedział, że USA i Chiny mogą rozpocząć wojnę za około 15 lat. Oczywiście, że mogą. Może nawet szybciej, albo później. Albo wojny nie będzie. Proroctwa tego typu szkodzą analizie stosunków międzynarodowych, która musi zakładać różne warianty.

Element nieuchronnej nieprzewidywalności świetnie obrazuje Donald Trump będący czarnym łabędziem analityki. Jego polityka względem Chin przypomina toksyczny związek, który jest przeplatany serią kłótni kończonych gorącymi przeprosinami. Aktualnie, pomimo wojny celnej i kilku kryzysów dyplomatycznych, Trump utrzymuje, że jest możliwe podpisanie traktatu handlowego USA-Chiny, który zażegna spory. Analogicznie, pojawiły się informacje, że prezydent USA jest gotów poluzować reżim sankcji wobec Iranu, które wracają 4 listopada tak, aby sojusznicy Ameryki mogli dalej importować ropę z tego kraju.

To nie znaczy, że wojny nie będzie. Taka teza byłaby równie błędna, jak przekonująca nas, że konflikt jest nieunikniony. Oczywiście, że państwa muszą przygotować się na wojnę zgodnie z maksymą Machiavelliego, ale to już frazes. Politycy mogą jednak zrobić więcej, na przykład przeciwdziałać wojnie stosując różne strategie. Oni grają mecz na arenie międzynarodowej do ostatniego gwizdka. Dyplomacja działa do pierwszego wystrzału na wojnie, a nawet dłużej, czego przykładem może być współpraca wywiadowcza niektórych państw alianckich z krajami Osi w czasie Drugiej Wojny Światowej. Trump może złagodzić sankcje wobec Iranu właśnie wskutek udanej dyplomacji państw Unii Europejskiej, które uznają, że nie ma podstaw do zrywania porozumienia nuklearnego, choć można je ewentualnie zastąpić nowym układem, który zadowoli Trumpa. To piękny przykład sukcesu myśli konstruktywistycznej.

Od wieków sytuacja nie ulega zmianie. Czas wojen nie odszedł do przeszłości. Politycy muszą rozwiązywać równania z kilkoma niewiadomymi. Skoro chcą pokoju, powinni szykować się na wojnę. Nie mogą jednak wyłączać myślenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: